Przejdź do treści

Życie PRZED i PO adopcji

Kto może je opisać lepiej niż osoba, która doświadczyła zarówno życia przed jak i po adopcji. To głos dorosłej osoby Eweliny, która była adoptowana w dzieciństwie. Bardzo ważny głos, który wnikliwemu czytelnikowi pozwoli znaleźć odpowiedzi na wiele pytań – szczególnie tych dotyczących jawności adopcyjnej. Zapraszam do lektury części pierwszej, kolejna część już za tydzień.

Moje życie dzieli się na Przed adopcją i Po niej. Dziś, kiedy mam 38 lat nie umiem jeszcze odpowiedzieć na pytanie, który czas był lepszy a który gorszy. Nie wiem jeszcze, który odcisnął na mnie większe piętno, z którym już nie zmagam się na co dzień, ale które jest we mnie nadal silne.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O tym, że jestem sierotą, dowiedziałam się mając siedem lat. Moja mama odeszła od nas, gdy miałam 1,5 roku. Moja starsza siostra miała 2,5 roku. Z opowieści rodzinnych wiem, że nie zrobiło to na mnie wrażenia. Że już wtedy była dla mnie obcą osobą, której obecność była mi obojętna. Przyjeżdżała raz na kilka lub kilkanaście tygodni, więc kiedy odeszła na dobre, w sumie wszyscy wokół odetchnęli, że przynajmniej wiadomo, na czym stoimy. Że nie czekamy, kiedy wróci. Mieszkałam z siostrą u babci. To było małe kolejowe miasteczko, gdzie wszyscy się znali. Prości ludzie, zwyczajne problemy, dzieci biegające po hałdach węgla przy torach.

W domu zawsze czekała babcia i raz na kilka tygodni przyjeżdzał nasz tato, który na codzień pracował na saksach. Zanim skończyłam sześć lat, nigdy ponoć nie pytałam o mamę.

Bawiliśmy się zawsze na podwórku, mieliśmy wszyscy te same szare ubrania i obiad o tej samej porze. Nie wiedziałam, że jestem inna bo nie mam mamy. Nikt mnie o to nie pytał a dla mnie to było naturalne.

Była babcia, siostra a mamy przecież nie pamiętałam. Jedni mieli siostry, ale nie mieli braci, inni mieli braci, ale nie mieli dziadków. Ja miałam siostrę, babcię i tatę, ale nie miałam mamy. Nic nadzwyczajnego dla sześciolatki.
Codzienność się zmieniła, kiedy zmarł tato. Latem, tuż po moich szóstych urodzinach, przyszedł telegram, że tato miał wypadek w Dortmundzie. Ten moment już pamiętam – babcię, która z telegramem w ręku usiadła na werandzie. Szyby były gorące od promieni, a weranda zalana rozżarzonym słońcem. Nie pamiętam, co działo się potem. Pamiętam dokładnie tylko tę chwilę. Wszystkie szczegóły. Białą miskę z niebieskim wzorkiem, w której babcia chwilę wcześniej robiła sałatkę. Cukiernicę na brzegu stołu. Sznurek na klamce, z którego babcia robiła knoty do zniczy. Pamiętam tę chwilę doskonale mimo, że minęło ponad 30 lat.
Potem był pogrzeb. Ten dzień też pamiętam doskonale. Moja siostra miała taką ładną, dziewczęcą sukienkę, a mi kazali ubrać brzydką sukienkę z grubego granatowego materiału z dwoma wielkimi guzikami z przodu, których chciałam się pozbyć. Tego dnia nic więcej mnie nie interesowało. Wiedziałam, że to pogrzeb mojego taty. Zwykła sprawa.
Dorośli wokół też chyba nie byli specjalnie poruszeni. Nikt się mną nie zajmował bardziej niż zwykle. Obiad, siedź prosto, załóż kapcie, przynieś ogórki z kuchni, pogrzeb i powrót do domu. Zwyczajny dzień.

Dzisiaj myślę, że to był ostatni dzień mojego normalnego dzieciństwa – Szczęśliwego dzieciństwa. Nawet jeśli bez matki, ale z siostrą, z babcią, z tym samym podwórkiem, z tym samym mieszkaniem, łóżkiem i sąsiadami. Jeśli o jakimś miejscu myślę, że jest moje, to właśnie o tym małym miasteczku. Od dnia pogrzebu nigdy już tam nie byłam. 

Nie wiedziałam, co to jest adopcja. Nie miałam pojęcia, co to jest dom dziecka ani rodzina zastępcza. Nagle w naszym domu zaczęły się wizyty ciotki i kuzynów. Nagle był hałas, babcia cały czas gdzieś dzwoniła. Zamieszanie.
Pamiętam jakiś obiad, kiedy wszyscy siedzieli wokół stołu, a ja stałam z boku i patrzyłam na nich nie rozumiejąc o czym rozmawiają. Ten moment też pamiętam doskonale. Stałam jak za szybą, nie tyle nie rozumiejąc, o czym rozmawiają dorośli. Ja po prostu nie słyszałam, o czym rozmawiają, a stałam przecież obok.
To taki sam moment, jak czasem się zagapimy. Niby patrzymy, a nie widzimy tego, co jest przed nami. Ja się tak zagapiłam właśnie. Zastygłam. Dziś, po latach, mam takie poczucie, że to był moment, w którym moje serce rozprysło się albo skamieniało. To wtedy, mając te sześć lat, patrzyłam jak mój dotychczasowy świat właśnie rozpływa się za szybą.
Adopcja poszła bardzo szybko. Nikt mi o niczym nie mówił, o nic nie pytał. Po prostu przyjechała ciotka z Opola i zabrała mnie do siebie. Zabrałam ze sobą tylko takiego czerwonego pluszowego lisa. Już wtedy był tak wytarty i wypłowiały i ogon mu się ledwo trzymał. Miałam go ze sobą jeszcze kilkanaście lat później.
Czas PO adopcji
Nagle zamieszkałam w obcym dużym mieście, gdzie za klika dni poszłam do zerówki. Blok, ciotka i wujek, dwoje starszego rodzeństwa. Znowu wszyscy odetchnęli z ulgą. Jak wtedy, kiedy odeszła moja matka. Dla dorosłych, teraz mogłam mieć w końcu normalne życie. Normalny dom, z dwojgiem dorosłych, nowe rodzeństwo, nową szkołę, nowe ubrania, nawet imię miałam nowe. Było łatwiej wołać Ewa niż Ewelina. Krócej. Tu nikt nie pytał o moją mamę, o mojego tatę. Zaczęłam nowe życie.
Musiałam po prostu tylko zapomnieć o przeszłości. Zamazać wszystko, co było. Nie wracać, nie myśleć, nie pytać. Być tym nowym dzieckiem, które „może jeszcze wyjść na ludzi”. Tylko, że… ja nie zapomniałam. Pamiętałam mojego tatę, o którym nikt nie mówił. Wiedziałam już, że gdzieś powinna być moja prawdziwa mama.

Wujek mnie nie chciał. Miał dwoje własnych dzieci i niepotrzebne mu były dwie kolejne córki. Ciotka się uparła, że dadzą radę. Że dadzą radę z czwórką a nawet piątką dzieci. I tak rok później urodziła się moja młodsza przyrodnia siostra.

Dalsza rodzina stawiała ciotkę za wzór. Non stop słyszałam, jaka jest wspaniała i dzielna. Jak sobie poradziła po śmierci brata. Jak szlachetną jest osobą. Mnie nikt o nic nie pytał. Nikt mnie nigdy nie zapytał o mamę, o tatę, o babcię. Byłam takim niewidzialnym dzieckiem. Nigdy o nic nie prosiłam, nie skarżyłam się, nie śmiałam. Czytałam książki, rysowałam i kiedy nikt nie widział, siadałam przy oknie z policzkiem opartym o zimną szybę, przytulając tego starego pluszowego lisa. Chowałam go za łóżkiem, pod oknem, przy kaloryferze. I kiedy wszyscy zasypiali, to ja go stamtąd wyciągałam i siedziałam czasem kilka godzin przytulona do tej szyby. Patrzyłam w pozapalane okna w mieszkaniach naprzeciwko. Zgadywałam, co się tam dzieje, kto tam mieszka i co teraz robi. W ciagu dnia nic nie czułam. W nocy lubiłam się przytulać do tej zimnej szyby i czuć to zimno na skórze. To było jedyne uczucie, które umiałam w sobie tak naprawdę poczuć. Nie umiałam poczuć radości, smutku czy złości. Byłam jak zamrożona. Tylko ta szyba sprawiała, że coś czułam. Wiele lat tak spędzałam noce, zasypiając w kącie na siedząco.

Wtedy nie rozumiałam, że ta rodzina musiała mnie zaadoptować. Że tak naprawdę nie mieli wyboru. Nie mogli pozwolić na oddanie mnie do domu dziecka albo do dalszej rodziny bo „w tej rodzinie tak się nie robi”. Zaadoptowała mnie bliska rodzina, która mnie tak naprawdę nie chciała. Nie było żadnych problemów z adopcją, żadnych spotkań, szkoleń i zapytań z ośrodka adopcyjnego. Dzisiaj jest we mnie ogromny żal, że ani sąd ani kurator, nikt nie zainteresował się tak naprawdę, czy ta rodzina jest gotowa na przyjęcie dziecka, które najpierw zostało porzucone przez matkę a potem osierocone przez ojca. Mając siedem lat już wiedziałam, jak to jest, kiedy nie chce Cię rodzona matka. Wiedziałam, jak to jest stracić tatę. Wiedziałam, jak to jest, kiedy nagle nie ma tej jedynej siostry obok i tej babci, która była tą jedyną osobą przy mnie od zawsze. Teraz dowiedziałam się, jak to jest trafić do rodziny, która wcale Cię nie chce. Dzisiaj, kiedy już wiem, że to była adopcja pod presją, to lepiej rozumiem, dlaczego te dziesięć lat, które spędziłam z tamtą rodziną, były dla mnie tak trudnym i smutnym okresem. Wtedy myślałam, że mam szczęście, że ktoś mnie wziął do siebie.

My, dzieci adoptowane, musimy milczeć. Zwłaszcza te porzucone. Jeśli rodzona matka mnie zostawiła, to dlaczego ktoś inny miałby niby mnie chcieć? Nie wierzymy w piękne słowa. Sprawdzamy.

Pamiętam, jak siedziałam w kuchni i szybko cięłam nożyczkami nową firankę. Wiedziałam, że jak zrobię coś nie tak, to ci mnie też oddadzą. Nie chciałam czekać w niepewności w nieskończoność, tylko chciałam już mieć to za sobą. Pamiętam, jak moja nowa mama mówiła, że chce tylko od życia, żebyśmy studia pokończyli i mieli pracę. Od kiedy zostałam adoptowana, wiedziałam, że muszę być posłuszna i nie sprawiać kłopotów. Przecież od zawsze wiadomo, że dzieci adoptowane to pasmo problemów. Kiedy buntuje się dziecko biologiczne, to jest to normalny etap rozwoju. Jeśli buntuje się dziecko adoptowane, to wiadomo, że w końcu geny dały o sobie znać. Kiedy wszyscy wokół są pod wrażeniem, że twoja matka zaadoptowała dziecko, to nie możesz być sobą. Musisz być namacalnym „sukcesem wychowawczym” tej dzielnej kobiety. Musisz być dowodem, że „warto adoptować dzieci, bo one mogą wyjść na ludzi w normalnej rodzinie”. My, adoptowane dzieci, będziemy w zaparte utwierdzać wszystkich w tym przekonaniu.
Już za tydzień ciąg dalszy opowiadania o życiu Eweliny po adopcji. Poznacie finał, z dorosłym życiem włącznie.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

—————————————————
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Transkrypcja aktu urodzenia dziecka – jakie jest postępowanie w przypadku surogacji?

Transkrypcja aktu urodzenia dziecka - jakie jest postępowanie w przypadku surogacji?
Surogatka - czyli matka zastępcza, zawiera umowę z parą i godzi się na zapłodnienie in vitro oraz urodzenie dziecka tej pary. – Fot.Pixabay

Francuski sąd kasacyjny wystąpił  do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z prośbą o opinię na temat transkrypcji aktu urodzenia dzieci urodzonych przez surogatki w krajach, w których jest to legalne. Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyła swoją opinię prawną na ten temat, ponieważ sprawa potencjalnie dotyczy także Polski.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest surogacja?

Surogatka – czyli matka zastępcza, zawiera umowę z parą i godzi się na zapłodnienie in vitro oraz urodzenie dziecka tej pary. W zamian otrzymuje określone świadczenia finansowe w przypadku surogacji komercyjnej, albo bez wynagrodzenia, jedynie za środki na utrzymanie w przypadku surogacji altruistycznej. Najwięcej kontrowersji rodzi surogacja komercyjna, stąd też wiele krajów na świecie jej zakazuje i utożsamia prawnie “matkę” z “osobą, która urodziła dziecko”. Tak właśnie wygląda prawo we Francji i w Polsce.

Wątpliwości kogo nazwać matką dziecka pojawiają się, kiedy rodzice przyjmujący dziecko chcą dokonać transkrypcji aktu urodzenia dziecka w kraju, którego są obywatelami. Założenie jest takie, że dziecko zostało urodzone przez surogatkę w kraju, w którym jest to legalne, umowa podpisana przez rodziców przyjmujących i matkę zastępczą jest wiążąca prawnie a matka zastępcza przyjęła za noszenie ciąży wynagrodzenie.

Zobacz też: Zabieg AH na zarodkach: wskazania, skuteczność, ryzyko

Francuski Sąd Kasacyjny prosi o opinię ETPC

Zapytanie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka to pierwszy przypadek skorzystania z protokołu 16 wprowadzonego do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka 1 sierpnia 2018 roku, który umożliwia Państwom – członkom wspólnoty zasięgnięcie opinii na temat interpretacji i wprowadzenia w życie praw i wolności określonych w Konwencji. Opinie mogą dotyczyć konkretnych spraw, które zawisły przed sądami i trybunałami państw ratyfikujących Konwencję.

Francuski sąd nie miał jasności, czy może odmówić transkrypcji aktu urodzenia i zdecydować się na wpisanie do aktu urodzenia jedynie nazwiska ojca przyjmującego dziecko, który jest jednocześnie dawcą nasienia, czyli biologicznym rodzicem. Nie jest jasne, czy ma znaczenie pochodzenie komórki jajowej, z której rozwinęło się dziecko – prawo opisuje matkę jako osobę, która dziecko urodziła, nie wspominając o DNA komórki jajowej.

Jeśli chodzi o komórkę jajową w surogacji, możliwości są trzy: w zapłodnieniu in vitro surogatki mogła być użyta jej własna komórka jajowa, komórka jajowa matki przyjmującej, albo komórka anonimowej dawczyni. Francuscy prawnicy zastanawiali się, czy matce przyjmującej należy udzielić prawa do adopcji dziecka, jeśli nie może zostać wpisana w akt urodzenia jako matka.

Wprowadzenie rozróżnienia na ciążę powstałą z wykorzystaniem komórki jajowej surogatki i komórki matki przyjmującej, oraz nadawanie  na tej podstawie praw rodzicielskich właścicielce komórki jest niebezpieczne. Potencjalnie daje możliwość ubiegania się o prawa rodzicielskie trzeciej kobiecie, która jako anonimowa dawczyni wsparła starającą się o dziecko parę i noszącą ciążę surogatkę własnym materiałem genetycznym.

Zobacz też: Bliźnięta poczęte dzięki in vitro mają dwóch ojców. Niesamowita historia niezwykłego rodzeństwa

Opinia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Z opinii Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka na temat Polski, która wydana została po zgłoszeniu Francji do ETPC, dowiadujemy się, że:

  • Dziecko ma swoje prawa, nie może być traktowane przedmiotowo i karane za to, że jego rodzice podjęli taką, a nie inną decyzję dotyczącą sposobu wydania go na świat. Pytanie o legalność surogacji należy zdecydowanie oddzielić od problemu statusu dziecka, która przyszła na świat w takich okolicznościach. Prawne i etyczne wątpliwości odnośnie surogacji nie mogą szkodzić interesom dziecka.
  • Należy doprecyzować w polskim prawie kwestię surogacji, ponieważ nie jest ona nigdzie omówiona wprost, a jedynie wynika z interpretacji prawnej definicji “matki”.
  • W kwestii transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia dzieci, które wydała na świat matka zastępcza, należy odwoływać się do precedensowego wyroku NSA, który zapadł ostatnio w Warszawie*.
  • Implementacja orzeczenia NSA jest niejasna w stosunku wszystkich par, a w szczególności w przypadku par jednopłciowych, które skorzystały z surogacji. W świetle polskiego prawa jedyną możliwą drogą jest rejestracja w akcie urodzenia ojca – dawcy nasienia, jako jedynego rodzica. Nie wiadomo jak miałaby przebiegać ta procedura w przypadku dwóch kobiet, z których żadna nie urodziła dziecka, natomiast jedna była dawczynią komórki jajowej.
  • Częściowa transkrypcja aktu urodzenia (kiedy tylko ojciec jest rodzicem, a przyjmująca matka uwzględniona w umowie z surogatką nie figuruje w akcie urodzenia) pozbawia dziecko części jego/ jej tożsamości i nie realizuje prawa dziecka do ochrony więzi rodzinnych i życia rodzinnego. Takie rozwiązanie stawia dziecko w gorszej pozycji w obliczu prawa cywilnego (dziedziczenie po matce przyjmującej) i publicznego (np. Nabycie obywatelstwa) . HFPC zwraca uwagę na to, że matka przyjmująca dziecko jest jedyną, które to dziecko pozna i w jego/jej ocenie będzie jedyną, prawdziwą matką, z którą będzie połączone silną więzią emocjonalną. Zdaniem Fundacji w Polsce potrzebne jest rozszerzenie pojęcia rodziny w taki sposób, by nie ograniczało się do biologicznego pokrewieństwa.

Zobacz też: Techniki wspomagania rozrodu na świecie – jak wygląda Polska na tle innych państw?

Precedensowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego – transkrypcja aktu urodzenia*

Sądy niższych instancji nie wyraziły zgody na transkrypcję hinduskiego aktu urodzenia dziecka, który zawierał dane tylko polskiego ojca. Matką biologiczną dziecka jest surogatka, która po urodzeniu dziecka, zgodnie z zawartą umową, zrzekła się do niego praw. Podstawą odmowy, w opinii sądów, było to, że akt urodzenia dziecka bez nazwiska matki nie jest zgodny z polskim prawem. Wyroki zostały uchylone przez Naczelny Sąd Administracyjny, który uzasadnił wyrok odwołując się do konwencji o prawach dziecka i konwencji o prawach człowieka. Według NSA naczelną zasadą polskiego prawa rodzinnego jest ochrona dobra dziecka oraz, że przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego w Polsce regulują zarówno stan prawny dziecka, które posiada jedno z rodziców jak i dziecka, które pochodzi ze wspomaganej prokreacji.

Zobacz opinię Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Nowy numer e-magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Nie mogła zajść w kolejną ciążę… dziś ma SIEDMIORO dzieci!

historia adopcyjna

Amy, 36-letnia pielęgniarka, dorastała jako jedynaczka i jak wiele dzieci niemających rodzeństwa, zawsze chciała mieć dużą rodzinę. Obecnie ma… siedmioro dzieci, a sposób, w jaki stawała się ich mamą, jest wręcz historią na kilka sezonów dobrego serialu!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Amy i jej mąż Damian przez lata starali się o kolejne dziecko. Ich bliźniaki pojawiły się na świecie niedługo po ślubie, kiedy jednak 5 lat później chcieli powiększyć rodzinę, wciąż i wciąż im się nie udawało. Zaczęli rozważać wtedy zagraniczną adopcję, oboje pracowali jednak w szpitalu i na co dzień widzieli wiele potrzebujących maluchów.

Stąd też pojawił im się pomysł zostania rodziną zastępczą, by w przyszłości mieć też nadzieję na adopcję. Kiedy w 2016 roku małżeństwo stało się licencjonowanymi rodzicami zastępczymi, ich bliźniaki miały już 12 lat, a Damian był także ojcem 20-letniego Gabriela.  

Zobacz też: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Nowa droga

TEN telefon otrzymali zaledwie tydzień po zakończeniu programu szkoleniowego, a w Sylwestra trafiła do nich mała Julianna. „To było jak przyniesienie do domu naszego własnego dziecka. Było to najlepsze uczucie. Tyle radości. To było tak, jak byśmy rozpoczynali nowe życie” – słowa Amy cytuje „people.com”.

Już wtedy czuli, że będą chcieli adoptować dziewczynę i w kwietniu 2017 roku tak też się stało. Co ciekawe, w tym samym miesiącu urodził się chłopiec, który nieco później także dołączył do rodziny.

Pomimo, że Amy i Damian planowali wziąć pod swoje skrzydła tylko jednego maluszka, kiedy dostali kolejny telefon, nie wahali się. Co więcej, w maju 2018 okazało się, że najmłodsze z ich dzieci będzie miało nowego braciszka.

Rodzice i tak licznej już gromadki dostali więc pytanie, czy nie zostaliby opiekunami nieurodzonego jeszcze chłopca, a wszystko po to, aby rodzeństwo miało szansę wychowywać się razem. „Potrzebowaliśmy jednego dnia, by przemyśleć zaaranżowanie przestrzeni w domu i powiedzieliśmy „tak” – opowiada Amy. Kiedy trwali więc w oczekiwaniu… znów dostali telefon!

Mała dziewczynka trafiła do ich domu w październiku, a nowo narodzony chłopczyk zaledwie 10 dni po niej. Julianna ma więc obecnie około 2 lat, jeden z chłopców jest o 4 miesiące młodszy, dziewczynka ma około 3 miesięcy, a najmłodsze z dzieci zaledwie dwa tygodnie mniej. Miała to być sytuacja tymczasowa, tymczasem teraz rodzina ma nadzieję, że już zawsze właśnie tak to będzie wyglądało! Julianna jest już oficjalnie córką Amy i Damiana, procesy adopcyjne pozostałej trójki są w toku.

Zdecydowanie bycie rodziną adopcyjną stanowi wyzwanie, w przypadku Amy i Damiana pojawiają się jeszcze dodatkowe, trudne sytuacje zewnętrzne. Dzieci różnią się kolorem skóry, co niestety nie dla wszystkich jest zrozumiałe i zdarza się, że pojawiają się niełatwe komentarze.

Amy jednak podkreśla, że kocha adopcyjne dzieciaki tak samo, jak te, które urodziła. I owszem, chciała mieć dużą rodzinę, ale nie spodziewała się, że aż tak!

Zobacz też: Poznaj Kalani i Jarani – siostry bliźniaczki o różnych… kolorach skóry!

Historia adopcyjna z happy endem

Jest to jedna z tych historii, które dają nadzieję zarówno rodzicom chcącym stworzyć rodzinę adopcyjną, jak i maluchom oczekującym na to, że ktoś zapewni im prawdziwy dom. Każdy kraj ma oczywiście inne procedury, wymagania, ograniczenia, ale podobne historie dzieją się na całym świecie – także u nas.

Na pewno jedną z nich jest doświadczenie małego Wiktora, który urodził się z zespołem Downa. Jego nowi rodzice, aby móc poznać chłopca, przejechali 2,5 tysiąca km! Marina i Erik z Kalifornii wzięli pod swoje skrzydła podopiecznego fundacji „Dom w Łodzi”. Co więcej, ich historia przypomina opisaną tu rodzinę Amy i Damiana – nowi rodzice Wiktora już przed nim mieli bowiem ośmioro dziec! [przeczytaj więcej: KLIK]! Śmiało można więc opisać to jako „happy end”.

Zobacz też: „Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach” – mocne słowa, które zderzają wyobrażenie z rzeczywistością

Tutaj kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło:People.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe – widzowie TVP bardziej liberalni, niż sądzono?

Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe - widzowie TVP bardziej liberalni, niż sądzono
fot.Pixabay

“Czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?” – brzmiało pytanie  zadane widzom przez dziennikarzy TVP. Wyniki sondy przerosły oczekiwania jej twórców, po czym zostały… usunięte.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

Sonda TVP

Dziennikarze z programu TVP Strefa Starcia zadali na Twitterze pytanie: Czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?. Wyniki sondy miały zostać przedstawione o 21:50 na antenie TVP Info. I pewnie by się tak stało, gdyby, zgodnie z oczekiwaniami twórców, widzowie głosowali bardziej po linii światopoglądowej publicznej telewizji.

tvp sonda adopcja dzieci przez pary homoseksualne

fot. NaTematZobacz też: Anna Kalczyńska popiera adopcję dzieci przez pary homoseksualne

Czy głosujący zostali przekupieni?

Sonda zniknęła z Twittera Strefy Starcia przed zakończeniem głosowania. Zamiast niej na oficjalnym kanale programu TVP pojawiło się oświadczenie:

W związku z uzyskanymi konkretnymi informacjami o kupowaniu głosów, czujemy się w obowiązku ostatnią sondę zamknąć. Szanujemy głosy WIDZÓW, dlatego jest dla nas niezmiernie ważne, żeby wynik sondy odzwierciedlał ICH punkt widzenia, a nie wykupionych farm anonimowych trolli.

Skąd pomysł, że nie głosowali prawdziwi widzowie telewizji publicznej? Czy TVP posiada dowody na to, że wyniki zostały zafałszowane?  Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że sonda została usunięta z oficjalnego Twittera Strefy Starcia. I nie potrafimy patrzeć na to inaczej, niż jako na ukrywanie niewygodnych faktów. 

Zdaniem internautów, dziennikarze nie spodziewali się, że sonda poniesie się w Internecie do grup osób o innym niż forsowany przez TVP światopoglądzie.

Jednak w Internecie nic nie ginie. Zanim administratorzy Twittera Strefy Starcia usunęli sondę, użytkownicy zdążyli zrobić screenshoty i puścić wyniki w świat.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam - jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?
Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się w ostatnich latach sporo publikacji skierowanych do dzieci żyjących w rodzinach adopcyjnych. – fot.Fotolia

“A co jej powiemy kiedy zacznie pytać dlaczego nie mieszka ze swoją prawdziwą rodziną?” – wszyscy adopcyjni rodzice w którymś momencie stają przed tym problemem. Jeśli dziecko w dniu adopcji jest zbyt małe, by pamiętać biologicznych rodziców lub dom dziecka, niektórzy rodzice odkładają rozmowę do czasu, aż dziecko będzie dorosłe. Czy słusznie? Nie nam to osądzać, są różne dzieci i różne rodziny. Wiemy jednak, że wiele dzieci ma wspomnienia z domu dziecka lub rodzinnego domu, choć nie do końca rozumie, co się z nimi działo. Wiemy też, że dzieci zadają masę pytań i czują silną potrzebę zrozumienia swojej relacji z adopcyjnymi rodzicami.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja w książkach dla dzieci

Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się w ostatnich latach sporo publikacji skierowanych do dzieci żyjących w rodzinach adopcyjnych. Pozycje te w empatyczny i dostosowany do wieku sposób pomagają dzieciom zrozumieć zjawisko adopcji i pobudki, jakimi kierowali się adopcyjni rodzice decydując się na zabranie ich do siebie. Historia opisana w książce może stać się wstępem do rozmowy o własnej historii dziecka. Większość książek skierowanych do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym ma piękne, działające na wyobraźnię i emocje ilustracje, które ułatwiają dziecku utożsamienie się z bohaterem lub bohaterką historii.

Adoptowany kolega w klasie

Książki podejmujące temat adopcji to także wartościowy materiał edukacyjny dla dzieci żyjących w swoich biologicznych rodzinach. Adoptowane dzieci w pierwszych klasach szkoły, czy jeszcze w przedszkolu bywają wytykane palcami, traktowane jako “inne”. Starając się dojść do przyczyn takiego zachowania, często odkrywamy, że wynika ono z tego, że o adopcji z dziećmi się nie rozmawia. Słysząc, że ktoś jest adoptowany, dzieci nie wiedzą z czym mają do czynienia, nie potrafią zrozumieć sytuacji, w jakiej znajduje się ich koleżanka lub kolega. Czytając dziecku książki o adopcji, albo zachęcając starsze dziecko do ich samodzielnego czytania, sprawiamy, że dziecko dowiaduje się czegoś ważnego o świecie, staje się bardziej otwarte na innych i empatyczne.  

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

Co czytać dziecku o adopcji?

W przypadku młodszych dzieci najlepiej sprawdzają się książki, które dają rodzicom możliwość tworzenia własnej narracji, dostosowanej do poziomu rozwoju emocjonalnego i osobowości dziecka. Duże, sugestywne ilustracje i niewielka ilość tekstu pozwalają na rozmowę z dzieckiem na temat sytuacji, które widzi na obrazkach. Dziecko uczy się w ten sposób odczytywać emocje bohaterów historii i zaczyna tworzyć opowieść o swoim doświadczeniu. Takie możliwości daje Rebecca Elliott w książeczce “Dziewczynka z ZOO”.

Książeczka Agnieszki Frączek “Jeśli Bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci” to wesoła, wzruszająca historia pisana wierszem. Opowiada o poszukiwaniu upragnionego malucha, wielkiej radości ze spotkania z dzieckiem i pełnej miłości rodzinie adopcyjnej. Zresztą, zobaczcie fragment i oceńcie sami:

„Wreszcie tata rzekł: – Kochanie….

Jest też inne rozwiązanie.

Nie mogliśmy sprawić sami,

by maluszek był tu z nami,

ale go kochamy przecież!

Może on już jest na świecie?

Tak jak w bajkach – hen, daleko

za górami i za rzeką..?

Trzeba tylko go odnaleźć”.

Dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym odpowiednia będzie książka Katarzyny Kotowskiej “Jeż”. Opowiada historię chłopca z domu dziecka, który zostaje adoptowany przez parę od dawna planującą powiększenie rodziny. “Jeż” to opowieść o przełamywaniu nieufności i strachu, budowaniu zaufania i miłości.

Zobacz też: Czy rozumiesz swoje adoptowane dziecko?

Książki o adopcji dla rodziców

Rodzicom adopcyjnym, również tym, którzy dopiero zastanawiają się nad adopcją, krążą po głowie setki pytań i obaw, o których nie koniecznie chcą i potrafią rozmawiać. Pomocne w przełamywaniu lęku i otwieraniu się na rozmowę na temat własnych przeżyć może okazać się poznanie historii ludzi, którzy zdecydowali się wychowywać adoptowane dziecko.  

Ciekawą pozycją jest “Będziesz moim wszystkim” Hanny Barełkowskiej i Aleksandry Pilimon. Autorki nie lukrują tematu, szczerze piszą o trudnościach, które spotykają adopcyjne rodziny, opowiadają o zderzeniu marzeń z rzeczywistością.

Katarzyna Kolska w “Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcji”  przytacza prawdziwe historie rodziców adopcyjnych oraz adoptowanych dzieci. Pełne emocji relacje dotyczące trudności, szczęśliwych zakończeń i dramatycznych zwrotów akcji mogą pomóc rodzicom adopcyjnym w zrozumieniu własnych uczuć i podsunąć im rozwiązania na przyszłość. Książka sprawdzi się też jako lektura dla nastolatków.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj. 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.