Przejdź do treści

Życie bez cienia

tożsamość dziecka adoptowanego

O tożsamości adoptowanego dziecka i o tym co to znaczy być żyć bez cienia, rozmawiam z Bożeną Łojko, prezes Fundacji Zerwane Więzi, adoptowaną w dzieciństwie.

Dlaczego ważna jest tożsamość

Tożsamość jest częścią nas. Kiedy nie mamy wiedzy o swoim pochodzeniu, to nie mamy wiedzy o części nas samych. Jesteśmy więc takimi połowicznymi osobami, które nie mogą się poukładać w życiu dorosłym. Jak idziemy pod słońce, zawsze mamy cień.

Osoby, które nie znają swojego pochodzenia, swoich korzeni nie majĄ tego cienia, nie mają tej prawdy o sobie

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Do uzupełnienia siebie, żeby normalnie funkcjonować, potrzebny jest ten cień, potrzebna jest ta wiedza. To nie jest tak, że jedni jej potrzebują, a drudzy nie. Wiedzy o swoich korzeniach potrzebują wszyscy, tylko jedni mają odwagę szukać, inni tej odwagi nie mają. Z poszukiwaniami biologicznych korzeni wiąże się silny lęk, że znajdziemy osoby, które mogą nas skrzywdzić, mogą nam nie odpowiadać, ale mimo to wszyscy chcą szukać.

Czyli ważny jest ciąg dalszy?

Dokładnie tak. Nie znam osoby, która by po spotkaniu z siostrą, bratem, rodzicami żałowała, że ich odnalazła. Sama ta wiedza jest bardzo wartościowym uzupełnieniem. Daje poczucie podniesienia własnej wartości, że tak naprawdę dobrze się stało, że nas porzucono, że zmieniliśmy środowisko, że nie tkwiliśmy w złym środowisku.

Ilu osobom już pomogłaś odnaleźć swoje biologiczne korzenie, by mogły poznać swoją tożsamość adoptowanego dziecka?

Zbliżam się już do tysiąca. Mam nie tylko swoje osobiste doświadczenie, ale też tych wszystkich osób, które miały zerwane więzi i korzystały z mojej pomocy.

Jak to jest z punktu widzenia dziecka, które było adoptowane, tej osoby która nie ma cienia?

To jest tak, że zawsze czujesz się gorsza. Pamiętam, gdy byłam dzieckiem, czułam się jak kaleka. Teraz jako osoba dorosła trudno mi to zrozumieć, że tak można się czuć, ale tak było.

Czułam, że ze mną ciągle jest coś nie tak, że jestem gorsza i muszę wkładać trzy razy więcej wysiłku niż inne dziecI, chociażby w szkole, albo na zewnątrz, w dalszej rodzinie

Ty sobie to narzucałaś?

Z jednej strony ja narzucałam, ale z drugiej strony też środowisko mi to pokazywało, że jestem tą osobą najpierw porzuconą, a potem przygarniętą. Każdy swój defekt fizyczny uważałam za karę od Boga, wyolbrzymiałam wszystkie swoje kompleksy.

Dopiero kiedy odnalazłam swoją biologiczną rodzinę i uporządkowałam sobie siebie, poczułam ulgę i spokój

Zobaczyłam, że miałam dużo szczęścia, że trafiłam do tej rodziny adopcyjnej, a nie do innej, że w ogóle wyszłam z tego środowiska. Gdybym została, nie wiem na kogo bym wyrosła, ale mogę podejrzewać, że podzieliłabym losy matki i ojca, biologicznych, poszłabym w patologię. A tak naprawdę ta wartość jest we mnie, to ja pracowałam, żeby stać się tym, kim jestem, ale zrozumiałam to dopiero, gdy uporządkowałam swoje życie. Dopiero jak połączyłam teraźniejszość z przeszłością, wcześniej tego nie było.

Każdy człowiek ma w sobie potrzebę budowania tożsamości w oparciu o swoje korzenie. Ale jeśli chodzi o osoby adoptowane, ta potrzeba wymaga więcej zachodu. Mówisz, że każdy adoptowany w dzieciństwie ma potrzebę sprawdzenia tych korzeni, ale nie każdy robi ten krok. Jest jakaś granica?

Każdy poszukuje, zaczyna poszukiwać. I jeśli każdy by dokończył swoje poszukiwania, to każdy by odnalazł te korzenie i swoją prawdę o sobie. Natomiast ten strach jest duży, taki silny, że aż blokuje działania. Opowiem Ci historię. Kobieta adoptowana w dzieciństwie, ma już od pewnego czasu adres swojego ojca biologicznego. Okazuje się, że mieszka niedaleko, ok. 70 km od niej. Ale ona boi się jechać sama, boi się tego, co tam zastanie. Prosi, żeby z nią pojechać. Jest dorosła, ma 32 lata, ale nie jest na tyle dojrzała, żeby stawić temu czoła. Nie ma sensu, żebym teraz pojechała tam z nią, a potem pozostawiła ją z tym samą. Muszę poczekać, aż ona dojrzeje na tyle, żeby była pewna, że chce tam pojechać. A ja będę pewna, że ona sobie poradzi po tej wizycie samodzielnie. Nie jest sztuką towarzyszyć w samym spotkaniu, ale pomóc potem, w tym co się będzie działo.

Tutaj widzę dużą rolę rodziców adopcyjnych.

Tak, ale ja mam takie doświadczenia, że większość rodziców adopcyjnych boi się tego spotkania z rodzicami biologicznymi swojego dziecka. Głównie ze względu na to, że dziecko może dokonać wyboru. A tak naprawdę, żadne dziecko nie dokonuje wyboru, w ogóle nie postrzega odnalezienia rodziny biologicznej jako wybór. Chyba że w rodzinie adopcyjnej działo się bardzo źle i chce uciec od tej rodziny. Ale jeśli jest akceptowane, czuje się kochane, to nigdy nie dokonuje wyboru, po prostu jest to dla niego uzupełnienie, uporządkowanie siebie.

Myślisz, że rodzicie adopcyjni są przygotowani, żeby wspierać dziecko w tych poszukiwaniach i w uporządkowaniu siebie?

Niestety nie są przygotowani. Myślą ze swojego punktu widzenia, z zazdrości, obawy, lęku o siebie. Nie myślą o dziecku, bo sami potrzebują się zaopiekować swoimi emocjami.

Co jest taką podstawą udanego budowania tożsamości dziecka adoptowanego?

Ja bym powiedziała tylko to, żeby byli ze swoim dzieckiem, żeby go słuchali. Nie muszą mu nic mówić, jeśli nie są w stanie. Ale żeby wysłuchali, przytulili, dali akceptację tej potrzebie poszukiwania. Czasem jest tak, że powiemy jakieś słowo, które ze strony dziecka może być całkiem inaczej odebrane, nie jako akceptacja, chociaż rodzic wcale nie miał takich intencji. Moi rodzice też się bali, mieli duże obawy, ale byli ze mną.

Kiedy poznałam swoje siostry, pozwolili mi zaprosić je do domu, żeby też je poznać. Zaakceptowali to, że je mam. To bycie jest najważniejsze, niekoniecznie słowa.


Lepiej pojechać z dzieckiem na takie pierwsze spotkanie z kimś z rodziny biologicznej?

Przepisy mówią, że ktoś kto był adoptowany musi mieć ukończone 18 lat, bo tylko on może poszukiwać swoich korzeni jako pełnoletnia osoba. Osiemnastolatek jest osobą dojrzałą względem prawa, więc przeważnie nie chce żeby rodzice adopcyjni pojechali. Natomiast idealną sytuacja byłoby, gdyby to się działo między 13 a 15 rokiem życia adoptowanego dziecka. Kiedy ono zaczyna się rozwijać, dojrzewać, staje się osobą dorosłą, i w tym momencie uzupełnić jego tożsamość, żeby w dorosłe życie już wkroczyło w pełni. A tak właściwie nie jest dojrzały w momencie tych 18 lat, tak jak sugeruje to prawo.

A jeśli adopcyjni rodzice znają dane rodziców biologicznych, są w stanie ich odnaleźć bez angażowania sądu czy innych służb. Co wtedy? Można pójść za potrzebą dziecka i odnaleźć biologiczną rodzinę przed pełnoletniością dziecka?

Prawnie nie ma takiej możliwości. Ale można poprosić mediatora, jakąś osobę z zewnątrz, która pojechałaby i uprzedziła tę osobę o chęci spotkania, a samo spotkanie najlepiej, żeby odbyło się na gruncie neutralnym. To byłaby sytuacja idealna. I obydwie strony byłyby bezpieczne. To nie jest łamanie przepisów, bo rodzice adopcyjni są odpowiedzialni według prawa za swoje dziecko. W mojej Fundacji można szukać pomocy takiego mediatora.

Czy gdzieś jeszcze poza Twoją Fundacją?

W Polsce nie znam. Dodam, że nie warto czekać do 18 roku życia, jeśli mamy możliwość, znamy dane, i dziecko ma taką potrzebę, dajmy mu wsparcie. Poprawi się jakość jego życia i jakość relacji w rodzinie adopcyjnej. Dzieci rozwijają się bardzo różnie, bywa więc, że 13-latek albo 15-latek jest bardziej dojrzały niż niejeden 18-latek. Dlatego warto dać wsparcie wtedy, gdy dziecko jest gotowe na poznanie swoich biologicznych korzeni. Nie można prawnie narzucać, kiedy ono będzie dojrzałe, żeby spotkać swoją rodzinę biologiczną i kiedy ma zacząć uzupełniać swoją tożsamość. Tak naprawdę, już od samego początku, powinien się z nią wychowywać.

Dziękuję za rozmowę

Podsumowując, pozostaje mi powiedzieć, że kluczem do udanego budowania tożsamości dziecka, które było adoptowane, jest jawność adopcyjna. Niech dziecko od początku dostaje odpowiedzi na nurtujące pytania. Niech żyje w poczuciu, że to jest normalne, że pyta i poszukuje i nie przekreśla w ten sposób lojalności wobec swoich kochanych rodziców adopcyjnych. Rodzice, którzy przyjmujecie dziecko, zwróćcie uwagę na wszystkie dane i szczegóły dotyczące rodziny biologicznej. Zapisujcie informacje o rodzicach i rodzeństwie. Najdrobniejsze informacje mogą się wydawać mało istotne w momencie euforii,  gdy przyjmujecie dziecko. Jednak pamięć bywa ulotna, i potem, gdy tych informacji zabraknie, może być trudniej łączyć zerwane więzi.
A jakie Wy macie doświadczenia? Jako osoby szukające korzeni, a może jako rodzice adopcyjni? Piszcie do mnie na adres: redakcja@chbr.pl

Magdalena Modlibowska

Autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, a także wielu artykułów dot. adopcji, , prezeska Fundacji „Po adopcji”, wiceprezeska Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.