Przejdź do treści

Znane blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

blogerki piszące o niepłodności
fot. Pixabay

Sposobów na poradzenie sobie z bólem niepłodności jest wiele. Dziś przybliżymy wam sylwetki kobiet, które w tej materii wpadły na pomysł niebanalny. Swoimi przeżyciami, spostrzeżeniami i radami dzielą się na papierze lub w sieci z innymi czytelniczkami. Dlaczego zdecydowały się na taki krok i co im to daje? O odpowiedź na to pytanie poprosiłyśmy znane autorki i blogerki piszące o niepłodności.

Pięć różnych kobiet, pięć wzruszających historii, jeden problem. Niepłodność. To właśnie temat przewodni ich blogów.  Z czytelniczkami dzielą się wyznaniami, których często nie rozumie otoczenie. Jak wytrzymać, kiedy wścibska ciotka dopytuje o potomstwo, a rubaszny wujek podczas rodzinnego spotkania z radosnym okrzykiem rzuca „nie wiecie jak to się robi?!”

Niestety nie każdy wie, czym jest empatia. Możliwość przelania żalu i poczucia niesprawiedliwości na bloga może przynieść ulgę. Inną motywacją jest chęć niesienia pomocy innym osobom zmagającym się z podobnym problem. Dlaczego zdecydowały się na prowadzenie bloga i co im to daje – opowiadają blogerki piszące o niepłodności.

Autorki i blogerki piszące o niepłodności – Agnieszka Mans

Agnieszkę znacie zapewne z książki „Samotność w niepłodności”. Publikacja cieszy się niesamowitą popularnością wśród osób bezowocnie starających się o dziecko. Dlaczego autorka chciała podzielić się z czytelniczkami swoją historią?

Wszystkie teksty, które znalazły się w książce napisałam w trakcie walki z niepłodnością, publikowałam je na blogu otwartym dla kilkudziesięciu osób – pisanie pomagało mi wyrzucić z siebie przynajmniej część smutku, żalu, zwątpienia, utraty wiary. Gdy okazało się, że moje teksty pomagają nie tylko mnie samej, ale i innym walczącym z niepłodnością, postanowiłam wydać je w formie książki dla szerszego grona odbiorców.

Co osiągnęła dzięki publikacji książki?

– Przede wszystkim zamknięcie w sobie samej mojego rozdziału niepłodności. Mimo, że wygrałam z nią już cztery lata temu, nadal czułam, że podąża za mną jak cień, nie dawała mi o sobie zapomnieć. Teraz czuję się spokojniejsza, tak jakbym nadała sens temu doświadczeniu, temu bólowi, który przeżyłam i który ubrałam w słowa. Otrzymuję niebywale budujące maile od osób, które przeczytały moją książkę – mówi Agnieszka.

– Piszą w nich, że wreszcie nie czują się tak samotne w swojej walce, że wreszcie wiedzą, że nie zwariowały, że ich emocje i uczucia, choć bardzo trudne, są normalne i że wreszcie mogą sobie na nie pozwolić bez wstydu, bez chowania się z nimi i z chusteczkami po kątach, albo pod kocem. Piszą, że moją książkę dały przeczytać swoim mężom i czują się teraz bardziej przez nich rozumiane. To właśnie dało mi opublikowanie książki – nadanie sensu niebywale bolesnemu doświadczeniu w moim życiu – dodaje autorka książki.

Książkę Agnieszki Mans pt. „Samotność w niepłodności” możecie kupić tu https://www.chcemybycrodzicami.pl/sklep/ksiazki/samotnosc-w-nieplodnosci/

Zobacz także: „Dziewczyna w windzie” – niesamowicie osobisty i poruszający felieton o niepłodności

Blogerki piszące o niepłodności – Nasze Szczęście My

Darię miałyście okazję już poznać na łamach naszego portalu. Daria wraz z mężem rozpoczęli starania o dziecko – niestety przez długi czas nie udawało się zajść w ciążę. Wtedy para zdecydowała się na in vitro. Koszty przewyższyły jednak ich oczekiwania i aby sfinansować kosztowne zabiegi, zorganizowali zbiórkę na in vitro na platformie pomagam.pl

Dziś Daria prowadzi bloga, na którym opisuje swoje emocje przeżycia i chce motywować innych do walki o upragnioną ciążę.

– Zdecydowałam się na prowadzenie bloga ze względu na in vitro. Zapłodnienie pozaustrojowe to w Polsce temat tabu, bądź według Kościoła – sprawa niedopuszczalna ze względów moralnych. Dlaczego każdy milczy kiedy coraz więcej par ma problem z powiększeniem rodziny w sposób naturalny? Nieznajomość tematu może budzić w nas mieszane emocje.

Kiedy lata starań nie przynosiły skutków zagłębialiśmy [z mężem – red.] wiedzę na temat inseminacji, in vitro, a nawet adopcji. Jednak nasza droga nie była tak prosta jak historie, z którymi się utożsamiałam. Może dlatego, że szukałam samych wypełnionych optymizmem opowieści, szczęśliwych zakończeń, nie patrzyłam na to co złe, nie patrzyłam na to czy moja psychika poradzi sobie z uniesieniem tego ciężaru. Powtarzałam sobie „Przecież jesteś silna babka!” A jednak nie taka silna.

Z dnia na dzień zamieniałam się w kruchą kobiecinę, której nie starczało sił by żyć, a miała dla kogo – dla Męża. Podczas walki nasza psychika pogarszała się z każdym wyjazdem do kliniki, z każdym wyjściem z kliniki, ale również nasze oszczędności uciekały. Nie mogliśmy i do dziś nie jesteśmy w stanie na nic odłożyć. Każda złotówka jest odkłada, każdy pieniądz przed wydaniem dwa razy przemyślany, a  jeszcze z czasem spotykam się z wiadomościami „jeśli nie stać was na in vitro to jak będzie was stać na dziecko?”

To przykre bo każdy myśli, że wydatek na zapłodnienie pozaustrojowe to koszt tylko pakietu jaki podają kliniki, czyli ok. od 6 do 10 tys. zł. A gdzie koszty badań, wizyt, leków? Nie wspominając o transporcie czy innych dodatkowych rzeczach, o których się nie pamięta. My również byliśmy przygotowani na koszt ok 8 tys. zł,  ale niestety kalkulacja zakończyła się na ok. 30 tys. zł i nadal jesteśmy tylko we dwoje.

Każdy przypadek jest inny, dlatego nie utożsamiajmy się z nikim! Ja przedstawiam moja historie bo może komuś pomoże nie tylko starającym się ale tym co nie widzą czym jest in vitro i jaką drogę muszą przebyć osoby starce się o swój Cud.

Jaką rolę w życiu Darii pełni prowadzenie bloga?

Prowadzenie bloga to dla mnie oczyszczenie. Przeważnie w sobotę wstaję rano, robię kawę, siadam przed komputerem i piszę. Piszę o tym co mnie trapi, bądź trapiło przez całą drogę starań. Piszę jednym tchem, płaczę najczęściej głośno…a potem się uspokajam. Żyję…

A kawę wypijam całą po napisanym tekście 😉 Cieszę się, jeżeli ktoś do mnie napisze, że mu pomogłam, że nie czuje się sam. Z każdą parą jaka do mnie pisze utożsamiam się po części i razem z nimi przeżywam wizyty, badania, testy… Dodają mi skrzydeł również ciepłe słowa, że mam się nie poddawać! W tym momencie najmniejsze gesty, najprostsze słowa znaczą tak wiele! I nie bójmy się mówić, pisać.

Bloga Darii możecie śledzić pod adresem: http://naszeszczesciemy.blog.pl/

Zobacz także: Zbiórka na in vitro. „Wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości”

Blogerki piszące o niepłodności – Sercem Otulone

Anna na co dzień jest mamą pięciu dziewczynek. Wcześniej, przez chwilę, była mamą trójki chłopców. Jest więc też Aniołkową Mamą. Jej blog ma nieść przesłanie, że mimo przeciwności losu, nie wolno się poddawać. Ma również zachęcać do rodzicielstwa zastępczego i adopcji, a Aniołkowym Rodzicom przynieść ulgę i podnieść na duchu. Sama o prowadzeniu bloga mówi tak:

Blog powstał z potrzeby mówienia o czymś ważnym. Czymś, czego sama – na „własnej skórze” doświadczyłam. Powstał jednak w momencie, kiedy wydawać by się mogło, że miałam już wszystko czego pragnęłam. Dzieci, o które długo walczyłam, dom, o którym marzyłam i pracę – bo tak się złożyło, że rodzicielstwo to także moja praca. Od  jakiegoś czasu pełnię funkcję rodziny zastępczej zawodowej.

Przełom przyszedł w momencie, kiedy na świat przyszła Zuza – moje długo wyczekiwane biologiczne dziecko. Wspomnienia o śmierci moich poprzednich dzieci tak bardzo się nasiliły, że właśnie wtedy,  zamiast cieszyć się z wszechobecnego szczęścia, cały czas wracałam do przeszłości. Zrozumiałam, że nie mogę – ot tak – się od niej odciąć i zapomnieć. Mimo wszystko.

Wtedy, za namową przyjaciółki, powstał blog, dzięki któremu mogłam nie tylko „rozliczyć się” z tym co się stało, jak i podnieść tym samym na duchu inne mamy, które jeszcze czekają.

Moja historia jest dowodem na to, że nawet jeśli los spłata nam figla i położy na kolanach wielokrotnie, i tak warto wierzyć, że kiedyś się uda.

Blog mówi też o rodzicielstwie zastępczym, o adopcji i o wielu innych aspektach życia, które są dla mnie ważne, a które mnie bezpośrednio lub pośrednio dotknęły.

Organizuję przeróżne zbiórki odzieży, zabawek, które w efekcie trafiają do potrzebujących i co za tym idzie – sprawiają, że blog żyje.

Co daje Annie prowadzenie bloga?

„Jest prawdziwy, ma idee, ma cel, misję, jest autentyczny…” – to kilka słów dotyczących mojego bloga, które jakiś czas temu dotarły do mnie wraz z wiadomością od czytelniczki, zainteresowanej pełnieniem funkcji rodziny zastępczej. Takie było moje założenie, mój cel i moja walka o siebie.

Bo w całym tym zabieganiu, w całej obowiązkowości, która czasem bywa naprawdę trudna, miejsce, które stworzyłam jest dla mnie, nie tylko miejscem  przekazu ważnych dla mnie spraw, ale też walką o samą siebie…by na co dzień nie zapomnieć o samorealizacji, o tym co tak naprawdę zawsze  chciałam robić – o pisaniu (z wykształcenia jestem polonistką). Jestem wdzięczna za czytelnikom za każdą wiadomość, a wraz z nią za każde ciepłe słowo.

Ten blog to kolejne moje dziecko. Mocno wierzyłam w nie od początku, tak jak w każde z moich dzieci i może dlatego się udało. To nie tylko moja zasługa, ale każdego z  odbiorców moich tekstów.

Cieszę się jeszcze z jednego powodu. Tematy, o których piszę, nie należą do „łatwych” i często też „przyjemnych”, ale mimo to ludzie chcą o nich czytać, chcą o nich mówić i tym samym na co dzień dają mi przekaz, że to tematy istotne – takie, o których należy mówić.

Blog Sercem Otulone możecie czytać pod adresem: http://www.sercemotuloneblog.pl/

Zobacz także: Zdąży z zamrożeniem jajeczek przed chemioterapią dzięki publicznej zbiórce pieniędzy!

Blogerki piszące o niepłodności – Waiting4

Wchodząc na bloga autorki nie sposób przeoczyć kojących oczy obrazów i delikatnej kolorystyki. „Jak na staraczkę przystało STARAM SIĘ cieszyć życiem i tym co mam” – pisze sama o sobie. Na blogu opisuje proces leczenia, badania, wizyty u specjalistów i wiele innych wydarzeń:

Bloga zaczęłam prowadzić w sierpniu 2016 roku. Dwa miesiące wcześniej dołączyłam do forum dla staraczek. Dopiero wtedy zobaczyłam ile nas jest – kobiet pragnących zajść w ciążę, pragnących spełnić, często, swoje największe marzenie. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że niepłodność to tak duży i powszechny problem. A pewnie nie wiedziałam, bo często jest to nadal temat tabu

Blog powstał w zasadzie pod impulsem chwili, miał być dla mnie pewnego rodzaju „terapią”, miejscem, gdzie mogę napisać wprost o tym, co mnie spotyka, jak naprawdę wyglądają starania o dziecko. Na początku pisałam, że mój blog jest o „staraniach o dziecko” – bo zaczęłam pisać zaledwie po 8 miesiącach prób zachodzenia w ciążę. Dziś mogę powiedzieć: „zaledwie” – wtedy wydawało mi się to całą wiecznością. Teraz jest to już blog o niepłodności, bo nasza walka trwa 2 lata.

Blog miał być też wsparciem dla innych dziewczyn w podobnej sytuacji. Miejscem, gdzie możemy wymienić się swoimi spostrzeżeniami, wygadać, pocieszyć nawzajem. Porozmawiać o konkretnych problemach z zachodzeniem w ciążę, podzielić swoją historią. Wydaje mi się, że dziś mogę powiedzieć, że wszystkie moje założenia przemawiające za tym, by pisać bloga zostały spełnione.

Co daje prowadzenie takiego bloga?

Prowadzenie bloga stało się moją pasją. Pasją, która często mobilizuje mnie do działania i do rozwoju. W tym co robię, staram się wesprzeć swoje czytelniczki najlepiej, jak tylko potrafię.

Pisanie, mi samej, daje tą swobodę i możliwość „wygadania”. Powiedzenia o tym co mnie spotyka, co mnie boli, trapi, czy o tym co mnie cieszy. Blog stał się moją przyjaciółką, jakkolwiek to dziwnie brzmi. To jej powierzam wszystkie swe rozterki, którymi nie chce już zamęczać swoich bliskich.

Dzięki prowadzeniu bloga zyskałam mnóstwo wirtualnych znajomości, ale również tych realnych. Jest mi niezmiernie miło odczytywać komentarze i wiadomości od innych staraczek lub słowa wsparcia od kobiet, które swoją walkę już wygrały. A jeśli choć jednej osobie moje teksty pomogły w problemach występujących w często niełatwej codzienności staraczki, to jest to dla mnie największa nagroda i wielka satysfakcja.

Blog Waiting4 można znaleźć pod adresem: http://waiting4.pl/

Blogerki piszące o niepłodności – Wiewiórkowo

„Stworzyłam tego bloga, by pomóc innym i sobie” pisze Lidia, która o dziecko wraz z mężem stara się od siedmiu lat. Dlaczego rozpoczęła prowadzenie bloga?

– W początkowych latach walki o dziecko (obecnie kończymy 7. rok starań) nie było w internecie tyle form wsparcia co dziś. Jedynymi miejscami, które dodawały otuchy było forum – nasz bocian i właśnie blogi. Pamiętam ile pomocy sama czerpałam od innych starających się kobiet – mówi Lidia.

– Po jakimś czasie, trochę by wylać swoje żale, głównie za namową męża i z dużą dawką doświadczeń z własnego leczenia postanowiłam, że i ja podzielę się swoją historią. Tym bardziej, że na swojej drodze spotkałam kilka cudownych osób, które mi bardzo pomogły. Jeżeli mogę coś zrobić, by skrócić innym kobietom czas szukania np. rozwiązania na niedrożne jajowody, to właśnie po to jest ten blog. Mnie samej zajęło to ponad rok, żaden lekarz nie powiedział mi, że jest na moją niedrożność metoda – dodaje.

Co daje Lidii prowadzenie bloga?

– Ogromną satysfakcję i ciepło na sercu. Wiele kobiet skorzystało z zabiegu sHSG w Lublinie, o którym pisałam na blogu i są tak samo pozytywnie zaskoczone jak ja, że jest możliwość przywrócenia ich płodności. To cieszy, ze można się dzielić z innymi dobrymi wiadomościami.

Ale nie ukrywajmy, blog daje mi też wsparcie czytelników, a głównie czytelniczek. Jak każda niepłodna, mam słabsze dni, a wtedy nierzadko jakaś moja  internetowa kibicująca czytelniczka rozumie mnie najlepiej. Wtedy właśnie dostaję wspierający komentarz, albo niespodziewanego maila i serce rośnie 😉

Blog Wiewiórkowo możecie znaleźć pod adresem: https://wiewiorkowoblog.wordpress.com

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Autor

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.