Przejdź do treści

Znane blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

blogerki piszące o niepłodności
fot. Pixabay

Sposobów na poradzenie sobie z bólem niepłodności jest wiele. Dziś przybliżymy wam sylwetki kobiet, które w tej materii wpadły na pomysł niebanalny. Swoimi przeżyciami, spostrzeżeniami i radami dzielą się na papierze lub w sieci z innymi czytelniczkami. Dlaczego zdecydowały się na taki krok i co im to daje? O odpowiedź na to pytanie poprosiłyśmy znane autorki i blogerki piszące o niepłodności.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pięć różnych kobiet, pięć wzruszających historii, jeden problem. Niepłodność. To właśnie temat przewodni ich blogów.  Z czytelniczkami dzielą się wyznaniami, których często nie rozumie otoczenie. Jak wytrzymać, kiedy wścibska ciotka dopytuje o potomstwo, a rubaszny wujek podczas rodzinnego spotkania z radosnym okrzykiem rzuca „nie wiecie jak to się robi?!”

Niestety nie każdy wie, czym jest empatia. Możliwość przelania żalu i poczucia niesprawiedliwości na bloga może przynieść ulgę. Inną motywacją jest chęć niesienia pomocy innym osobom zmagającym się z podobnym problem. Dlaczego zdecydowały się na prowadzenie bloga i co im to daje – opowiadają blogerki piszące o niepłodności.

Autorki i blogerki piszące o niepłodności – Agnieszka Mans

Agnieszkę znacie zapewne z książki „Samotność w niepłodności”. Publikacja cieszy się niesamowitą popularnością wśród osób bezowocnie starających się o dziecko. Dlaczego autorka chciała podzielić się z czytelniczkami swoją historią?

Wszystkie teksty, które znalazły się w książce napisałam w trakcie walki z niepłodnością, publikowałam je na blogu otwartym dla kilkudziesięciu osób – pisanie pomagało mi wyrzucić z siebie przynajmniej część smutku, żalu, zwątpienia, utraty wiary. Gdy okazało się, że moje teksty pomagają nie tylko mnie samej, ale i innym walczącym z niepłodnością, postanowiłam wydać je w formie książki dla szerszego grona odbiorców.

Co osiągnęła dzięki publikacji książki?

– Przede wszystkim zamknięcie w sobie samej mojego rozdziału niepłodności. Mimo, że wygrałam z nią już cztery lata temu, nadal czułam, że podąża za mną jak cień, nie dawała mi o sobie zapomnieć. Teraz czuję się spokojniejsza, tak jakbym nadała sens temu doświadczeniu, temu bólowi, który przeżyłam i który ubrałam w słowa. Otrzymuję niebywale budujące maile od osób, które przeczytały moją książkę – mówi Agnieszka.

– Piszą w nich, że wreszcie nie czują się tak samotne w swojej walce, że wreszcie wiedzą, że nie zwariowały, że ich emocje i uczucia, choć bardzo trudne, są normalne i że wreszcie mogą sobie na nie pozwolić bez wstydu, bez chowania się z nimi i z chusteczkami po kątach, albo pod kocem. Piszą, że moją książkę dały przeczytać swoim mężom i czują się teraz bardziej przez nich rozumiane. To właśnie dało mi opublikowanie książki – nadanie sensu niebywale bolesnemu doświadczeniu w moim życiu – dodaje autorka książki.

Książkę Agnieszki Mans pt. „Samotność w niepłodności” możecie kupić tu https://www.chcemybycrodzicami.pl/sklep/ksiazki/samotnosc-w-nieplodnosci/

Zobacz także: „Dziewczyna w windzie” – niesamowicie osobisty i poruszający felieton o niepłodności

Blogerki piszące o niepłodności – Nasze Szczęście My

Darię miałyście okazję już poznać na łamach naszego portalu. Daria wraz z mężem rozpoczęli starania o dziecko – niestety przez długi czas nie udawało się zajść w ciążę. Wtedy para zdecydowała się na in vitro. Koszty przewyższyły jednak ich oczekiwania i aby sfinansować kosztowne zabiegi, zorganizowali zbiórkę na in vitro na platformie pomagam.pl

Dziś Daria prowadzi bloga, na którym opisuje swoje emocje przeżycia i chce motywować innych do walki o upragnioną ciążę.

– Zdecydowałam się na prowadzenie bloga ze względu na in vitro. Zapłodnienie pozaustrojowe to w Polsce temat tabu, bądź według Kościoła – sprawa niedopuszczalna ze względów moralnych. Dlaczego każdy milczy kiedy coraz więcej par ma problem z powiększeniem rodziny w sposób naturalny? Nieznajomość tematu może budzić w nas mieszane emocje.

Kiedy lata starań nie przynosiły skutków zagłębialiśmy [z mężem – red.] wiedzę na temat inseminacji, in vitro, a nawet adopcji. Jednak nasza droga nie była tak prosta jak historie, z którymi się utożsamiałam. Może dlatego, że szukałam samych wypełnionych optymizmem opowieści, szczęśliwych zakończeń, nie patrzyłam na to co złe, nie patrzyłam na to czy moja psychika poradzi sobie z uniesieniem tego ciężaru. Powtarzałam sobie „Przecież jesteś silna babka!” A jednak nie taka silna.

Z dnia na dzień zamieniałam się w kruchą kobiecinę, której nie starczało sił by żyć, a miała dla kogo – dla Męża. Podczas walki nasza psychika pogarszała się z każdym wyjazdem do kliniki, z każdym wyjściem z kliniki, ale również nasze oszczędności uciekały. Nie mogliśmy i do dziś nie jesteśmy w stanie na nic odłożyć. Każda złotówka jest odkłada, każdy pieniądz przed wydaniem dwa razy przemyślany, a  jeszcze z czasem spotykam się z wiadomościami „jeśli nie stać was na in vitro to jak będzie was stać na dziecko?”

To przykre bo każdy myśli, że wydatek na zapłodnienie pozaustrojowe to koszt tylko pakietu jaki podają kliniki, czyli ok. od 6 do 10 tys. zł. A gdzie koszty badań, wizyt, leków? Nie wspominając o transporcie czy innych dodatkowych rzeczach, o których się nie pamięta. My również byliśmy przygotowani na koszt ok 8 tys. zł,  ale niestety kalkulacja zakończyła się na ok. 30 tys. zł i nadal jesteśmy tylko we dwoje.

Każdy przypadek jest inny, dlatego nie utożsamiajmy się z nikim! Ja przedstawiam moja historie bo może komuś pomoże nie tylko starającym się ale tym co nie widzą czym jest in vitro i jaką drogę muszą przebyć osoby starce się o swój Cud.

Jaką rolę w życiu Darii pełni prowadzenie bloga?

Prowadzenie bloga to dla mnie oczyszczenie. Przeważnie w sobotę wstaję rano, robię kawę, siadam przed komputerem i piszę. Piszę o tym co mnie trapi, bądź trapiło przez całą drogę starań. Piszę jednym tchem, płaczę najczęściej głośno…a potem się uspokajam. Żyję…

A kawę wypijam całą po napisanym tekście 😉 Cieszę się, jeżeli ktoś do mnie napisze, że mu pomogłam, że nie czuje się sam. Z każdą parą jaka do mnie pisze utożsamiam się po części i razem z nimi przeżywam wizyty, badania, testy… Dodają mi skrzydeł również ciepłe słowa, że mam się nie poddawać! W tym momencie najmniejsze gesty, najprostsze słowa znaczą tak wiele! I nie bójmy się mówić, pisać.

Bloga Darii możecie śledzić pod adresem: http://naszeszczesciemy.blog.pl/

Zobacz także: Zbiórka na in vitro. „Wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości”

Blogerki piszące o niepłodności – Sercem Otulone

Anna na co dzień jest mamą pięciu dziewczynek. Wcześniej, przez chwilę, była mamą trójki chłopców. Jest więc też Aniołkową Mamą. Jej blog ma nieść przesłanie, że mimo przeciwności losu, nie wolno się poddawać. Ma również zachęcać do rodzicielstwa zastępczego i adopcji, a Aniołkowym Rodzicom przynieść ulgę i podnieść na duchu. Sama o prowadzeniu bloga mówi tak:

Blog powstał z potrzeby mówienia o czymś ważnym. Czymś, czego sama – na „własnej skórze” doświadczyłam. Powstał jednak w momencie, kiedy wydawać by się mogło, że miałam już wszystko czego pragnęłam. Dzieci, o które długo walczyłam, dom, o którym marzyłam i pracę – bo tak się złożyło, że rodzicielstwo to także moja praca. Od  jakiegoś czasu pełnię funkcję rodziny zastępczej zawodowej.

Przełom przyszedł w momencie, kiedy na świat przyszła Zuza – moje długo wyczekiwane biologiczne dziecko. Wspomnienia o śmierci moich poprzednich dzieci tak bardzo się nasiliły, że właśnie wtedy,  zamiast cieszyć się z wszechobecnego szczęścia, cały czas wracałam do przeszłości. Zrozumiałam, że nie mogę – ot tak – się od niej odciąć i zapomnieć. Mimo wszystko.

Wtedy, za namową przyjaciółki, powstał blog, dzięki któremu mogłam nie tylko „rozliczyć się” z tym co się stało, jak i podnieść tym samym na duchu inne mamy, które jeszcze czekają.

Moja historia jest dowodem na to, że nawet jeśli los spłata nam figla i położy na kolanach wielokrotnie, i tak warto wierzyć, że kiedyś się uda.

Blog mówi też o rodzicielstwie zastępczym, o adopcji i o wielu innych aspektach życia, które są dla mnie ważne, a które mnie bezpośrednio lub pośrednio dotknęły.

Organizuję przeróżne zbiórki odzieży, zabawek, które w efekcie trafiają do potrzebujących i co za tym idzie – sprawiają, że blog żyje.

Co daje Annie prowadzenie bloga?

„Jest prawdziwy, ma idee, ma cel, misję, jest autentyczny…” – to kilka słów dotyczących mojego bloga, które jakiś czas temu dotarły do mnie wraz z wiadomością od czytelniczki, zainteresowanej pełnieniem funkcji rodziny zastępczej. Takie było moje założenie, mój cel i moja walka o siebie.

Bo w całym tym zabieganiu, w całej obowiązkowości, która czasem bywa naprawdę trudna, miejsce, które stworzyłam jest dla mnie, nie tylko miejscem  przekazu ważnych dla mnie spraw, ale też walką o samą siebie…by na co dzień nie zapomnieć o samorealizacji, o tym co tak naprawdę zawsze  chciałam robić – o pisaniu (z wykształcenia jestem polonistką). Jestem wdzięczna za czytelnikom za każdą wiadomość, a wraz z nią za każde ciepłe słowo.

Ten blog to kolejne moje dziecko. Mocno wierzyłam w nie od początku, tak jak w każde z moich dzieci i może dlatego się udało. To nie tylko moja zasługa, ale każdego z  odbiorców moich tekstów.

Cieszę się jeszcze z jednego powodu. Tematy, o których piszę, nie należą do „łatwych” i często też „przyjemnych”, ale mimo to ludzie chcą o nich czytać, chcą o nich mówić i tym samym na co dzień dają mi przekaz, że to tematy istotne – takie, o których należy mówić.

Blog Sercem Otulone możecie czytać pod adresem: http://www.sercemotuloneblog.pl/

Zobacz także: Zdąży z zamrożeniem jajeczek przed chemioterapią dzięki publicznej zbiórce pieniędzy!

Blogerki piszące o niepłodności – Waiting4

Wchodząc na bloga autorki nie sposób przeoczyć kojących oczy obrazów i delikatnej kolorystyki. „Jak na staraczkę przystało STARAM SIĘ cieszyć życiem i tym co mam” – pisze sama o sobie. Na blogu opisuje proces leczenia, badania, wizyty u specjalistów i wiele innych wydarzeń:

Bloga zaczęłam prowadzić w sierpniu 2016 roku. Dwa miesiące wcześniej dołączyłam do forum dla staraczek. Dopiero wtedy zobaczyłam ile nas jest – kobiet pragnących zajść w ciążę, pragnących spełnić, często, swoje największe marzenie. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że niepłodność to tak duży i powszechny problem. A pewnie nie wiedziałam, bo często jest to nadal temat tabu

Blog powstał w zasadzie pod impulsem chwili, miał być dla mnie pewnego rodzaju „terapią”, miejscem, gdzie mogę napisać wprost o tym, co mnie spotyka, jak naprawdę wyglądają starania o dziecko. Na początku pisałam, że mój blog jest o „staraniach o dziecko” – bo zaczęłam pisać zaledwie po 8 miesiącach prób zachodzenia w ciążę. Dziś mogę powiedzieć: „zaledwie” – wtedy wydawało mi się to całą wiecznością. Teraz jest to już blog o niepłodności, bo nasza walka trwa 2 lata.

Blog miał być też wsparciem dla innych dziewczyn w podobnej sytuacji. Miejscem, gdzie możemy wymienić się swoimi spostrzeżeniami, wygadać, pocieszyć nawzajem. Porozmawiać o konkretnych problemach z zachodzeniem w ciążę, podzielić swoją historią. Wydaje mi się, że dziś mogę powiedzieć, że wszystkie moje założenia przemawiające za tym, by pisać bloga zostały spełnione.

Co daje prowadzenie takiego bloga?

Prowadzenie bloga stało się moją pasją. Pasją, która często mobilizuje mnie do działania i do rozwoju. W tym co robię, staram się wesprzeć swoje czytelniczki najlepiej, jak tylko potrafię.

Pisanie, mi samej, daje tą swobodę i możliwość „wygadania”. Powiedzenia o tym co mnie spotyka, co mnie boli, trapi, czy o tym co mnie cieszy. Blog stał się moją przyjaciółką, jakkolwiek to dziwnie brzmi. To jej powierzam wszystkie swe rozterki, którymi nie chce już zamęczać swoich bliskich.

Dzięki prowadzeniu bloga zyskałam mnóstwo wirtualnych znajomości, ale również tych realnych. Jest mi niezmiernie miło odczytywać komentarze i wiadomości od innych staraczek lub słowa wsparcia od kobiet, które swoją walkę już wygrały. A jeśli choć jednej osobie moje teksty pomogły w problemach występujących w często niełatwej codzienności staraczki, to jest to dla mnie największa nagroda i wielka satysfakcja.

Blog Waiting4 można znaleźć pod adresem: http://waiting4.pl/

Blogerki piszące o niepłodności – Wiewiórkowo

„Stworzyłam tego bloga, by pomóc innym i sobie” pisze Lidia, która o dziecko wraz z mężem stara się od siedmiu lat. Dlaczego rozpoczęła prowadzenie bloga?

– W początkowych latach walki o dziecko (obecnie kończymy 7. rok starań) nie było w internecie tyle form wsparcia co dziś. Jedynymi miejscami, które dodawały otuchy było forum – nasz bocian i właśnie blogi. Pamiętam ile pomocy sama czerpałam od innych starających się kobiet – mówi Lidia.

– Po jakimś czasie, trochę by wylać swoje żale, głównie za namową męża i z dużą dawką doświadczeń z własnego leczenia postanowiłam, że i ja podzielę się swoją historią. Tym bardziej, że na swojej drodze spotkałam kilka cudownych osób, które mi bardzo pomogły. Jeżeli mogę coś zrobić, by skrócić innym kobietom czas szukania np. rozwiązania na niedrożne jajowody, to właśnie po to jest ten blog. Mnie samej zajęło to ponad rok, żaden lekarz nie powiedział mi, że jest na moją niedrożność metoda – dodaje.

Co daje Lidii prowadzenie bloga?

– Ogromną satysfakcję i ciepło na sercu. Wiele kobiet skorzystało z zabiegu sHSG w Lublinie, o którym pisałam na blogu i są tak samo pozytywnie zaskoczone jak ja, że jest możliwość przywrócenia ich płodności. To cieszy, ze można się dzielić z innymi dobrymi wiadomościami.

Ale nie ukrywajmy, blog daje mi też wsparcie czytelników, a głównie czytelniczek. Jak każda niepłodna, mam słabsze dni, a wtedy nierzadko jakaś moja  internetowa kibicująca czytelniczka rozumie mnie najlepiej. Wtedy właśnie dostaję wspierający komentarz, albo niespodziewanego maila i serce rośnie 😉

Blog Wiewiórkowo możecie znaleźć pod adresem: https://wiewiorkowoblog.wordpress.com

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Klauzula sumienia dla diagnostów laboratoryjnych? Ten projekt może zagrozić badaniom prenatalnym

Lekarka spogląda na obraz USG w komputerze /Ilustracja do tekstu: Klauzula sumienia dla diagnostów laboratoryjnych a badania prenatalne

Członkowie senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji planują zmiany w ustawie o diagnostyce laboratoryjnej, które umożliwiłyby powoływanie się na klauzulę sumienia kolejnej grupie zawodowej. Z prawa tego – poza lekarzami, położnymi  i pielęgniarzami – mogliby korzystać też… pracownicy laboratoriów medycznych – donosi „Rzeczpospolita”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zapis, który dawałby diagnostom laboratoryjnym możliwość odmowy wykonania badań (np. prenatalnych), ma zyskać brzmienie:

Diagnosta laboratoryjny, którego przekonania religijne lub wyznawane zasady moralne nie pozwalają na wykonywanie zlecenia, niezwłocznie powiadamia o tym fakcie na piśmie swojego bezpośredniego przełożonego oraz podmiot medyczny, któremu diagnosta laboratoryjny odmówił wykonania zlecenia”.

Autorami kontrowersyjnej inicjatywy ustawodawczej są senatorowie PiS; sam projekt zmian powstał zaś w odpowiedzi na petycję Fundacji SPES (wspieranej przez Ordo Iuris). Zgodnie z informacjami dziennika „Rzeczpospolita”, pracami nad ostatecznym kształtem projektu ma kierować poseł Zbigniew Cichoń (PiS). Jak zaznaczył, „prawo do wolności sumienia jest gwarantowane w konstytucji”, dlatego „rozszerzanie go nie powinno dziwić”. Dodał jednak, że istnieją obawy, że podobne roszczenia wystosują kolejne grupy zawodowe.

CZYTAJ TEŻ: Tragedia zgodna z lekarskim „sumieniem”. Wstrząsająca historia Agaty

Klauzula sumienia dla diagnostów laboratoryjnych – co oznacza dla pacjentów?

Według dra n. med. Grzegorza Południewskiego, specjalisty ds. ginekologii i położnictwa, rozszerzenie katalogu zawodów medycznych, których przedstawiciele mogą powoływać się na klauzulę sumienia, to zagrożenie dla dostępności badań prenatalnych w Polsce.

– Jeśli taka furtka pojawi się w przypadku diagnostów, można sobie wyobrazić, że byłaby stosowana przy amniopunkcji i innych elementach diagnostyki prenatalnej. Diagnosta może przecież uznać, że takie badanie wpłynie na płód albo ukierunkuje kobietę na aborcję – mówił w rozmowie z serwisem rp.pl.

Klauzula sumienia dla diagnostów laboratoryjnych. Zakaz aborcji wprowadzany tylnymi drzwiami?

Ale utrudnienie dostępu do aborcji to niejedyny problem, z którym wiąże się klauzula sumienia dla diagnostów laboratoryjnych. Odmowa wykonania badań prenatalnych oznacza również wydłużony czas oczekiwania na niezbędną diagnostykę, co może utrudniać bądź uniemożliwiać leczenie płodu w łonie matki. W niektórych przypadkach można dziś bowiem wykonać zabiegi prenatalne korygujące istniejące wady (np. serca bądź kręgosłupa, patologie ciąż bliźniaczych). Ponadto odpowiednio wcześnie postawiona diagnoza pozwala rodzicom przygotować się na wyzwania związane z terapią i rehabilitacją dziecka o ograniczonej sprawności lub obciążonego schorzeniami o podłożu genetycznym.

Projekt wprowadzenia klauzuli sumienia dla diagnostów laboratoryjnych to już kolejna próba ograniczenia praw kobiet w Polsce. Warto przypomnieć, że w Sejmie na rozpatrzenie czeka obywatelski projekt „Zatrzymaj aborcję”, który ma na celu dalsze ograniczenia dostępu do terminacji ciąży. „Rzeczpospolita”, powołując się na informacje „Naszego Dziennika”, informuje, że w tej kadencji Sejmu posłowie nie będą już kontynuować prac nad tym dokumentem. Zdaniem Joanny Scheuring-Wielgus z partii Teraz, właśnie dlatego środowiska anti-choice usiłują wprowadzić zakaz aborcji „tylnymi drzwiami”.

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Badania prenatalne a prawo. Gdy lekarz nie udziela informacji o wadach płodu

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Koszt ustalenia ojcostwa – czy 500 złotych wystarczy, by zyskać pewność?

Ojciec przytulający małe dziecko /Ilustracja do tekstu: Test na ojcostwo. Koszt ustalenia ojcostwa
Fot.: Pixabay.com

Koszt ustalenia ojcostwa to jeden z ważniejszych czynników, na który zwracają uwagę potencjalni klienci, wybierając test na ojcostwo. Na rynku dostępne są badania w bardzo szerokim zakresie cenowym: od 500 zł do 2000 zł. Niska cena kusi, ale czy warto zwracać uwagę tylko na nią?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Tak jak stare przysłowie mówi: „co tanie, to drogie” – przed wyborem laboratorium warto sprawdzić, co zawiera cena testu na ojcostwo. Badanie na ojcostwo wykonuje się tylko raz w życiu i należy mieć absolutną pewność co do wiarygodności otrzymanego wyniku. Na co zwrócić uwagę, decydując się na test ojcostwa?

Koszt ustalenia ojcostwa. Niska cena = pewny wynik?

Czynniki, które wpływają na cenę badań ojcostwa, bardzo często są niezauważalne przez klientów, a to one tak naprawdę decydują o pewności wyniku. Można je podzielić na 3 zasadnicze obszary:

  • jakość badań,
  • bezpieczeństwo i kontrola poprawności analiz ,
  • gwarancje, jakie laboratorium oferuje w standardzie.

CZYTAJ TEŻ: Trombofilia wrodzona a ciąża. Zobacz, jakie masz szanse na urodzenie dziecka

Ustalanie ojcostwa – co decyduje o wysokiej jakości?

Doświadczony zespół ekspertów

Pomimo automatyzacji większości procesów laboratoryjnych, udział osób z dużym doświadczeniem ma istotne znaczenie – zwłaszcza w przypadku nietypowych spraw lub przy wykorzystaniu niestandardowych materiałów. Przy nietypowych badaniach ojcostwa niedoświadczony biolog może popełnić błąd w interpretacji uzyskanych danych. Niektóre laboratoria, chcąc zaoszczędzić na kosztach, zatrudniają młode osoby bez odpowiedniego doświadczenia, co może generować ryzyko błędu.

Liczba wykonanych badań

Istotne jest to, czy firma wykonuje badania ojcostwa od kilku miesięcy czy od kilku lat. Tak samo jak z lekarzem czy mechanikiem samochodowym: im dłużej jest na rynku, tym większe zdobywa doświadczenie i zaufanie. Laboratorium, które istnieje wiele lat, nie zniknie z dnia na dzień. To ważne – szczególnie w sytuacji, gdy w przyszłości będą potrzebne odpis wyniku lub jakiekolwiek informacje o badaniu.

Odczynniki stosowane przy ustaleniu ojcostwa

Jakość odczynników ma bardzo duży wpływ na wiarygodność wyniku. Część laboratoriów pracuje na bardzo dobrej jakości odczynnikach, a część z nich wykorzystuje odczynniki „domowej roboty”, które bez bardzo dokładnej walidacji (potwierdzonej i udokumentowanej kontroli poprawności wyników) mogą generować błędy w samej analizie.

Ceny komercyjnych odczynników do badań są ogólnodostępne, więc łatwo wyliczyć sobie, że badanie ojcostwa kosztujące ok. 500 zł nie jest w stanie pokryć kosztów analizy i innych kosztów stałych związanych z pracą laboratoryjną. Chyba że dane laboratorium stosuje mniejsze ilości odczynników niż sugeruje producent – to jednak związane jest bezpośrednio z ryzykiem błędu na etapie samej analizy. Stosowanie mniejszych ilości odczynnika może powodować nieodpowiednio dobrane warunki reakcji PCR, co z kolei może wiązać się z uzyskaniem nieprawidłowych wartości w samym profilu genetycznym danej osoby.

Akredytacja i inne certyfikaty laboratorium

Uzyskanie akredytacji w zakresie normy ISO 17025 oznacza, że dane laboratorium poddawane jest ciągłej kontroli ze strony niezależnych audytorów. Każdy etap badania poddawany jest bardzo szczegółowej kontroli, a wszelkie odstępstwa od normy powinny być odnotowane i omówione z audytorami.

Laboratoria, które uzyskały akredytację, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że jest to proces bardzo kosztowny. Akredytacja wymaga odpowiedniego zabezpieczenia, dokupienia sprzętu, udziału w wielu niezależnych badaniach biegłości oraz pokrycia kosztów kontroli prowadzonych przez audytorów. Z tego powodu laboratoria, które mogą pochwalić się akredytacją bądź innymi certyfikatami, zobligowane są do zdecydowanie większych wydatków na jakość badań.

Liczba markerów wykorzystanych w badaniach ojcostwa

Laboratoria realizujące badania na ojcostwo w niższych cenach będą twierdzić, że liczba badanych markerów nie wpływa na wiarygodność badania. Nie jest to prawda.

Aby zrozumieć sens stosowania większej liczby markerów, wyobraźmy sobie, że przed dłuższą podróżą decydujemy się oddać samochód do kontroli mechanika. Możemy zlecić mu przebadanie samochodu w 16 lub 24 różnych miejscach. Która kontrola da nam większą pewność co do sprawności auta? Tak samo wygląda sytuacja w genetyce – są przypadki, w których badanie 16 markerów będzie wystarczające. Zdarzają się też jednak zlecenia, które trzeba będzie przeanalizować pod kątem 24 markerów. A tego żadne laboratorium nie jest w stanie do końca przewidzieć przed rozpoczęciem badania.

Rodzaj badanych próbek

Bardzo ważne jest to, jakie dokładnie próbki laboratorium może zbadać. Czy są to jedynie wymazy z policzka czy również inne próbki, tzw. mikroślady? I nie chodzi tutaj o takie mikroślady jak szczoteczka do zębów, włosy czy chusteczka z katarem, bo to są „proste” próbki do badania. Pestka z arbuza, nakładka na zęby, nagryziony chrupek kukurydziany czy kask to z kolei próbki, na których potrafi pracować jedynie pewne i doświadczone laboratorium.

Wewnętrzna kontrola jakości badań

Na cenę badania ojcostwa wpływają nie tylko koszty samych odczynników lub pracy ludzkiej, ale także różne mechanizmy kontroli wewnętrznej, której nie widać na pierwszy rzut oka. Laboratoria – zwłaszcza te, które posiadają akredytację – zobligowane są do zabezpieczenia wyniku badania przed ewentualnymi błędami: czy to ze strony aparatury, czy pracy ludzkiej. Z tego powodu w niektórych laboratoriach w ramach jednej ceny badanie wykonuje się 2 razy – przez różnych pracowników.

Do kontroli sprzętu laboratoryjnego wykorzystuje się często referencyjne materiały zawierające DNA o znanym profilu genetycznym – tego typu próbki zamawia się w specjalistycznym Instytucie w USA.

Brak ukrytych kosztów

Testy na ojcostwo w niższych cenach zwykle pokrywają wyłącznie wykonanie badania tylko jeden raz. Należy pamiętać, że próbki wykorzystywane w badaniach ojcostwa są materiałem biologicznym, na który wpływ może mieć czas przechowywania, rodzaj transportu, temperatura otoczenia czy w ogóle sposób jego pobrania. Z tego powodu czasami konieczne jest ponowne przebadanie próbek. Część laboratoriów gwarantuje powtórne analizy w cenie badania. Jest to uczciwe i rzetelne podejście zwłaszcza w sytuacji, kiedy laboratorium ma pewność co do doświadczenia swoich pracowników.

Z kolei brak doświadczenia personelu laboratoryjnego może wiązać się m.in. z błędnym podejściem do metod stosowanych przy ustaleniu ojcostwa, co nierzadko skutkuje koniecznością powtórzenia badania. Błędy przy izolacji DNA czy ustalaniu warunków reakcji PCR nie zawsze kończą się wydaniem nieprawidłowego wyniku badania. Powodują jednak, że laboratorium nie ma wystarczających danych do wydania rezultatu i konieczne jest powtórne przeprowadzenie badania, za co zwykle płaci klient.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: 6 przyczyn nieprawidłowych wyników badania nasienia

A co z dyskrecją i ochroną danych osobowych?

Bardzo wiele osób na etapie wyboru laboratorium nie ma świadomości tego, że stosowane w nim procedury bezpieczeństwa nie gwarantują pełnej dyskrecji. Czasem dopiero po zamówieniu badania okazuje się, że nie ma możliwości dyskretnej płatności za test ojcostwa, np. poprzez system DotPay (wówczas nie widać w historii rachunku bankowego, kto jest odbiorcą przelewu) czy przekazem pocztowym. Okazuje się również, że wynik badania nie może zostać wysłany w dyskretny sposób albo do paczkomatu czy urzędu pocztowego.

Z drugiej strony, dzwoniąc do laboratorium i pytając o wynik badania, po podaniu imienia i nazwiska możemy uzyskać informację, że takie zlecenie nie figuruje w danym laboratorium, lub przeciwnie – że taka osoba zleca badanie ojcostwa. Laboratorium, które dba o dyskrecję, nie powinno informować, czy dane zlecenie figuruje w systemie. Kontakt powinien następować zawsze wyłącznie ze strony laboratorium na numer telefonu podany w formularzu zlecenia. Jeśli więc zależy nam na dyskretnym badaniu ojcostwa, powinniśmy dopytać o wszystkie te szczegóły, zanim zdecydujemy się na test.

Przy wyborze laboratorium należy pamiętać, że test na ojcostwo wykonuje się raz w życiu. Warto więc bardzo dokładnie sprawdzić dane laboratorium. Jeśli takich informacji nie publikuje na swojej stronie internetowej, wówczas powinniśmy o to dopytać.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Dlaczego warto wykonać badanie po poronieniu?


Autor: testynaojcostwo.pl

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Wirusem HIV możesz zarazić się nawet od jedynego partnera. Zbadaj się, nim rozpoczniesz starania o dziecko

Para przytulając się na podłodze /Ilustracja do tekstu: Prezerwatywa do badania nasienia /Test na HIV
Fot.: Pixabay.com

Chwila zapomnienia, zaufanie do partnera, brak świadomości zagrożeń, nadużycia seksualne – powodów, które stoją za ryzykownymi kontaktami płciowymi, może być bardzo wiele. Niestety, nie zawsze myślimy o konsekwencjach zdrowotnych takich sytuacji. Tymczasem każdy rodzaj stosunku seksualnego z osobą o nieznanym statusie serologicznym naraża nas na zakażenie wirusem HIV.
1 grudnia obchodzimy Światowy Dzień Walki z AIDS – to dobra okazja, by przypomnieć, jak ważne są regularne badania w kierunku HIV, gdzie wykonać je bezpłatnie oraz dlaczego test na HIV zalecany jest wszystkim parom, które rozpoczynają starania o dziecko.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Mimo że w Polsce dostępne są nowoczesne testy na HIV oraz terapie antyretrowirusowe, wiele osób przez długie lata unika badań diagnostycznych w tym kierunku. Ale choć w powszechnej świadomości ryzyko zakażenia HIV dotyczy tylko osób najbardziej aktywnych seksualnie, w rzeczywistości wirus zagraża niemal każdemu z nas. Najdobitniej świadczy o tym rosnąca liczba nosicieli.

Liczba zakażonych HIV: w Polsce rośnie, na świecie maleje

Od momentu wdrożenia badań w kierunku HIV w Polsce (nastąpiło to w1985 r.) do końca maja br. zakażenie stwierdzono u 23,15 tys. Polaków i osób stale mieszkających w Polsce. Z dostępnych danych wynika, że jesienią 2017 r. leczeniem antyretrowirusowym objętych było 10,28 tys. pacjentów, w tym 110 dzieci. Z kolei AIDS, chorobę wywoływaną przez HIV, w ostatnich 33 latach stwierdzono w Polsce u 3,6 tys. osób; 1,4 tys. zmarło.

Tak jednak przedstawiają się tylko dane oficjalne. W rzeczywistości osób z wirusem HIV jest w naszym kraju znacznie więcej. Szacuje się, że co druga zakażona osoba nie ma świadomości nosicielstwa.

Co więcej, ryzyko kolejnych zakażeń zamiast maleć, wzrasta. Ta tendencja wzrostowa nie jest jednak charakterystyczna dla całej Europy.

– Liczba zakażonych HIV w Polsce wzrosła, podczas gdy na zachodzie Europy utrzymuje się na stabilnym poziomie lub nawet spada – mówi dr Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, prezes Fundacji Edukacji Społecznej, pomysłodawcy kampanii „Projekt Test”.

Ekspertka dodaje, że rozszerzeniu ulega też grupa, w której dochodzi do zakażenia.

– Najwięcej przypadków dotyczy osób w wieku 25–35 lat, ale HIV wykrywa się coraz częściej także u osób po 50., a nawet 60. roku życia – zauważa ekspertka.

Nierzadko zakażenie wirusem HIV rozpoznawane jest dopiero po latach. Wieloletni brak diagnozy wynika z braku świadomości pacjentów, ale też z niedostatecznej refleksji wśród lekarzy, że zagrożenie może dotyczyć przedstawicieli każdej grupy społecznej i wiekowej. Właśnie dlatego niezbędne są działania edukacyjne w zakresie ryzyka zakażenia HIV oraz wdrożenie programów profilaktycznych i powszechnych testów w kierunku obecności tego wirusa we krwi.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Badanie nasienia CASA. Na czym polega i jak interpretować wyniki?

Test na HIV – gdzie wykonać bezpłatnie i anonimowo?

Warto podkreślić, że już dziś diagnostyka w kierunku HIV jest szybka i coraz szerzej dostępna. W Polsce test na HIV (na podstawie próbki krwi, niewymagający specjalnych przygotowań) można wykonać bezpłatnie m.in.:

  • w punktach konsultacyjno-diagnostycznych (gabinety, które oferują szybkie i anonimowe badanie przesiewowe na HIV wraz ze specjalistycznym poradnictwem; listy punktów dostępne są na stronach: www.aids.gov.pl, www.projekttest.pl, www.skaids.org),
  • w tzw. mobilnym punkcie redukcji szkód (kamper dojeżdżający do strategicznych miejsc w Warszawie, w którym diagności wykonują m.in. szybkie i anonimowe badania przesiewowe w kierunku HIV, HCV i kiły oraz specjalistyczne poradnictwo),
  • w publicznych ośrodkach służby zdrowia (wykonywane jest wówczas pełne badanie laboratoryjne).

UWAGA: Bezpłatny test na HIV w placówkach NFZ może wykonać każda kobieta w ciąży – również wtedy, gdy nie jest ubezpieczona. Ponadto lekarz prowadzący ciężarnej ma obowiązek skierować ją na test na obecność przeciwciał anty-HIV.

Badanie na HIV wykonywane jest też (płatnie) w wielu prywatnych centrach medycznych. Istnieją szanse, że już niedługo na polskim rynku pojawią się także przesiewowe testy apteczne na obecność HIV. Rozwiązania te, służące samobadaniu w kierunku tego wirusa, dostępne są obecnie m.in. we Francji i Wielkiej Brytanii.

UWAGA: Czasem zdarza się, że test na HIV daje wynik dodatni, chociaż pacjent nie jest nosicielem wirusa. Takie sytuacje mogą mieć miejsce, gdy osoba badana: jest we wczesnej ciąży; przebyła transplantację lub przetoczenie krwi, zmaga się z chorobami autoimmunologicznymi lub nowotworem; w ostatnim czasie przyjęła szczepienia ochronne; choruje na ciężkie zapalenie wątroby. W takich przypadkach należy wykonać test potwierdzenia.

CZYTAJ TEŻ: Ada Fijał o testowaniu się przyszłych mam w kierunku HIV

Zakażenie HIV a starania o dziecko. Wczesne podjęcie leczenia to szansa na zdrową ciążę

Badanie w kierunku HIV powinny wykonać wszystkie osoby, które mają za sobą jakiekolwiek kontakty seksualne z osobą o nieznanym statusie serologicznym. Zaleca się, by test na obecność przeciwciał anty-HIV wykonywany był przez wszystkie pary, które starają się o dziecko.

Warto pamiętać, że dziś – dzięki rozwojowi medycyny – zakażenie HIV to już nie wyrok: ani dla życia, ani dla planów rodzicielskich. Wczesne wykrycie wirusa pozwala na szybkie wdrożenie nowoczesnej terapii antyretrowirusowej o wysokiej skuteczności. Może ona zapobiec rozwojowi AIDS, zapewnić pacjentom dobrą jakość życia, uchronić przed dalszym rozprzestrzenianiem wirusa, a w przypadku kobiet spodziewających się dziecka – ograniczyć ryzyko zakażenia płodu aż o 99% (w połączeniu ze specjalnymi procedurami podczas porodu).

In vitro ICSI a wirus HIV u mężczyzny

Szanse na poczęcie zdrowego dziecka mają też mężczyźni z wirusem HIV. Rozwiązaniem, które pozwoli ograniczyć ryzyko zakażenia partnerki i płodu, może być w ich sytuacji procedura in vitro z wykorzystaniem techniki mikroiniekcji (ICSI). Badania wskazują bowiem, że choć wirus jest obecny w nasieniu, nie przenika do plemników.

Szczegółowych informacji na temat rekomendowanych metod terapii i technik reprodukcji powinien udzielić parze lekarz prowadzący leczenie partnera z wirusem HIV.

Źródło: projekttest.pl, aids.gov.pl, skaids.org

POLECAMY:

Dalekie skutki przygody na jedną noc. Kiła, chlamydioza, rzeżączka

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Pacjenci biorą sprawy w swoje ręce. Szykuje się oddolna walka z projektem zmian ws. in vitro?

Na zdjęciu: Para, pomiędzy nimi dziecięce buciki /Ilustracja do tekstu: Pacjenci nie godzą się na ograniczenie in vitro. Oddolna walka ws. zmian ustawy o in vitro

Zgłoszony przez grupę posłów projekt zmian w ustawie o in vitro spotkał się z miażdżącą krytyką środowisk medycznych. Gorzkich słów pod adresem wnioskodawców nie szczędzą też pacjentki i pacjenci – to ich bowiem najmocniej dotkną postulowane zmiany. Aby wyrazić swój protest przeciwko tym politycznym zakusom, rozpoczęli oddolną akcję wysyłania wiadomości do posłów, którzy złożyli kontrowersyjny projekt w Sejmie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność to stan, który wiąże się z cierpieniem, niepewnością. Stan, który pochłania myśli, zabiera cenny czas, środki finansowe i spokój. Poselski projekt zmian w ustawie o in vitro może niepłodnym parom zabrać jeszcze więcej – nadzieję i szansę na godne leczenie.

Ograniczenie in vitro: atak na naukę i interes obywateli. „W imię czego?”

W opiniach i pytaniach, które od wczoraj mnożą się w internecie i spływają na skrzynki projektodawców, pacjenci przypominają posłom, że reprezentując nasz kraj, powinni również stać na straży interesów osób zmagających się z niepłodnością. Postulując szkodliwe zmiany w ustawie o in vitro, przyczyniają się do wykluczenia społecznego nawet co 4-5 pary w wieku rozrodczym.

„Z niepokojem i zdumieniem przyjęłam informację o projekcie zmian regulacji w sprawie in vitro, które pozbawiają wiele polskich par szans na rodzicielstwo. Jako obywatelka kraju, który Państwo reprezentują, chcę zapytać: jakie – poza osobistymi przekonaniami – intencje stały za powstaniem tego dokumentu? Czyim interesom ma on służyć? Pozbawianie mnie i mojego partnera możliwości wykonania procedury zgodnej ze standardami medycznymi, zatwierdzonej przez gremia naukowe, jest dla mnie rzeczą krzywdzącą i niezrozumiałą. Czy sami zmierzyli się Państwo z problemami, które nas dotykają, by móc za nas decydować o tym, jak mamy się leczyć?” – pytała polityków jedna z naszych czytelniczek.

„Mam za sobą nieudany zabieg in vitro. Konsekwentnie, z trudem zbieram pieniądze na kolejną próbę. Tylko w ten sposób mogę zostać mamą. A Wy na różne sposoby chcecie mnie pozbawić tej szansy: najpierw odbierając dofinansowanie, teraz – szanse na skuteczne leczenie” – pisze inna pacjentka.

„To barbarzyński atak na naukę, która działa, i na nadzieję osób, dla których to jedyna szansa na potomstwo. W imię czego?” – zastanawia się inny internauta.

Z relacji naszych czytelników i czytelniczek wynika, że na podobne działania zdecydowało się więcej osób. Nie wykluczają, że po swoje prawa wyjdą też na ulice.

Kobiety znów wyjdą protestować, a my, mężczyźni, staniemy obok nich. Zrobimy taką manifestację, że odechce się wam decydować o tym, co dla nas dobre!” – pisze do polityków użytkownik Twittera.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Projekt zmiany ustawy o in vitro uniemożliwia skuteczne leczenie i naraża zarodki.. Eksperci: „To wbrew etyce”

Ograniczenie in vitro to naruszenie praw człowieka

Choć medycy nie wróżą projektowi większych szans na dalsze procedowanie, środowiska kobiece, działaczki i działacze społeczni podkreślają, że niedopracowane zapisy tego dokumentu nie powinny uśpić naszej czujności.

– Kolejny już skandaliczny pomysł posła Jana Klawitera, dążący do ograniczenia (a w praktyce zakazu) leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego, jest oczywistym i niepodważalnym naruszeniem praw człowieka wynikających z Konstytucji RP i aktów prawa międzynarodowego – mówi nam Karina Sasin, lekarka, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych, liderka „Sisterhood Network”. – Konstytucyjne prawo do poszanowania życia rodzinnego oraz do opieki medycznej gwarantuje każdemu nieograniczoną możliwość założenia rodziny, w tym kiedy konieczne jest zastosowanie zapłodnienia pozaustrojowego – dodaje.

Z kolei wykluczenie ze względu na niepłodność narusza – według ekspertki – zakaz dyskryminacji.

– Rzeczypospolita Polska ratyfikowała Konwencję w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet (CEDAW), która zobowiązuje sygnatariuszy do przestrzegania zdefiniowanych w niej praw reprodukcyjnych. Ich filarem jest uznanie podstawowego prawa wszystkich par i jednostek do decydowania swobodnie i odpowiedzialnie o liczbie, odstępach czasowych i momencie sprowadzenia na świat dzieci, prawa do informacji, dostępu do środków, które to zapewniają, a także prawa do utrzymania najwyższego standardu zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego. Implikuje to również prawo do podejmowania decyzji dotyczących reprodukcji – w sposób wolny od dyskryminacji, przymusu i przemocy. Bezprawność pomysłów posła Klawitera jest w tym przypadku niepodważalna. Naruszają one też liczne postanowienia Karty praw podstawowych UE (m.in. do wolności od tortur i nieludzkiego traktowania, poszanowania życia rodzinnego i prywatnego oraz zakazu wszelkiej dyskryminacji) – podkreśla Karina Sasin.

CZYTAJ TEŻ: Annika Strändhall: Prawo pacjentki jest najważniejsze

Ograniczenie in vitro to unicestwienie leczenia niepłodności

Projekt ostro skrytykowało także wielu działaczy opozycji.

– Znowu grono ludzi owładniętych ideologią próbuje wkraczać w nasze życie prywatne. Pierwszą decyzją po objęciu władzy przez PiS była likwidacja narodowego programu in vitro, z którego urodziło się 20 tys. dzieci. I teraz poseł Klawiter próbuje wchodzić w nasze życie prywatne. In vitro jest dla ludzi z problemem niepłodności, którzy walczą przez lata o dziecko. A jeden poseł próbuje uregulować to życie, wchodząc z butami do naszych sypialni i na porodówki – komentował z mównicy sejmowej poseł Bartosz Arłukowicz, były minister zdrowia (PO).

– Ileż zła trzeba w sobie mieć, by bronić ludziom chcącym mieć dziecko prawa do szczęścia. Ileż zabobonu trzeba mieć, by w XXI ograniczać dostęp do bezpiecznych procedur medycznych to szczęście dających. Zło, głupota i tępy klerykalizm dziś świecącą triumfy w Sejmie RP – podsumowała gorzko Barbara Nowacka (Koalicja Obywatelska, Inicjatywa Polska) w mediach społecznościowych.

Więcej na temat projektu ograniczenia in vitro w Polsce przeczytasz tutaj.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.