Przejdź do treści

Zmęczenie to częsty objaw endometriozy. Zobacz, dlaczego

zmęczenie objawem endometriozy
fot. Pixabay

Naukowcy odkryli, że zmęczenie może być objawem choroby powodującej niepłodność. Na czym polega ta zależność?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kobiety chorujące na endometriozę dwa razy częściej, niż zdrowe kobiety, doświadczają przewlekłego zmęczenia – dowiedli szwajcarscy naukowcy. Wyczerpanie to częsty objaw endometriozy, czyli stanu, w którym komórki błony śluzowej macicy zamiast opuścić organizm, wędrują w jego głąb.

W efekcie tworzą się torbiele, zrosty i stany zapalne, które powodują silny ból. Endometrioza to również jedna z najczęstszych przyczyn kobiecej niepłodności. Szacuje się, że połowa chorych na endometriozę doświadcza tak silnego zmęczenia, że nawet długi sen nie regeneruje organizmu

Zobacz także: Endometrioza – leczenie, diagnoza, objawy. Sprawdź, co mówi lekarz!

Zmęczenie objawem endometriozy

Nad zagadnieniem zmęczenia w kontekście damskiej niepłodności pracowali naukowcy ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zurychu. Badacze mają nadzieję, że ich odkrycie pomoże lekarzom trafniej diagnozować pacjentki i poprawić tym samym ich jakość życia.

Oprócz bolesnych miesiączek, niepłodności i podwyższonego ryzyka depresji, również zmęczenie jest częstym objawem choroby, o czym wcześniej niewiele się mówiło.

Choć chroniczne zmęczenie to jedno z najbardziej wyniszczających objawów endometriozy, nie jest szeroko omawiane i nie poświęcono mu dotychczas wiele badań – zauważa prof. Brigitte Leeners, autorka badań.

Wyczerpanie może być następstwem urazów w organizmie, które aktywują układ odpornościowy i w efekcie powodują większe zmęczenie.

Zobacz także: Stan psychiczny w endometriozie

Depresja, ból i bezsenność

Naukowcy wykazali też, że panie chorujące na endometriozę są aż cztery raz bardziej narażone na depresję i bezsenność oraz częściej odczuwają stres związany z pracą. – Nasze odkrycie sugeruje, że endometrioza ma wpływ na zmęczenie, które jest niezależne od innych czynników – zauważa prof. Leeners.

W badaniu przeprowadzonym w latach 2010-2016 wzięło 1120 kobiet: 560 chorujących na endometriozę oraz 560 zdrowych. Panie były poproszone o wypełnienie kwestionariusza dotyczącego jakości życia i endometriozy, spraw rodzinnych i zdrowotnych oraz stylu życia i chorób psychicznych.

Kobiety musiały określić w skali od 1 do 5, jak często dopada je wyczerpanie i bezsenność. Ponad połowa badanych z endometriozą przyznała, że cierpi na chroniczne zmęczenie. Taka sama odpowiedź padła ze strony 22,4 proc. zdrowych ankietowanych.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Ginekolodzy mówili, że ma boleć. Uwierzyłam, że nic mi nie jest”. Jak endometrioza zmieniła życie Joanny?

Endometrioza - historia Joanny
fot. Fotolia

Joanna przez lata była wprowadzana przez lekarzy w błąd. Ginekolodzy najpierw nie umieli zdiagnozować choroby, a później zapewniali, że wykryta u Joanny torbiel jest mała i niegroźna. W rzeczywistości kobieta miała już endometriozę IV stopnia. Jak to wpłynęło na jej życie i plany macierzyńskie?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

We wrześniu 2014 r. będąc w 6-tym tygodniu ciąży trafiłam do szpitala z silnym bólem brzucha i dużym krwawieniem. Na miejscu okazało się, że poroniłam. Była to moja pierwsza i jedyna ciąża. To właśnie wtedy, choć nie od razu, okazało się, że mam endometriozę.

W szpitalu dowiedziałam się jedynie, że poroniłam, a lekarze muszą poczekać z przeprowadzeniem zabiegu łyżeczkowania, ponieważ mam coś w prawym jajniku. Nie wiedzieli jednak, co to.

Następnego dnia miałam wykonany zabieg i niczego więcej się wówczas nie dowiedziałam. Wiedziałam jedynie, że mam coś w prawym jajniku. Zostałam wypisana do domu, a przy najbliższej wizycie kontrolnej u lekarza ginekologa dowiedziałam się, że wszystko jest dobrze. Miałam torbiel na prawym jajniku, jednak jak mówiono, jest mała i nic nie należy z nią robić. Mimo wszystko lekarz przepisał mi jakieś tabletki na miesiąc, informując, że być może pomogą i że jest szansa na to, że torbiel się zmniejszy.

Na kolejnej wizycie okazało się, że torbiel nie tylko się nie zmniejszyła, ale na dodatek urosła! Lekarz nadal nie widział w tym niczego nadzwyczajnego, i zupełnie od niechcenia rzucił tylko, że jest to pewnie torbiel endometrialna. Wówczas nie wiedziałam czym jest endometrioza, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej chorobie.

Byłam zaniepokojona i chciałam się dowiedzieć od lekarza, czy powinnam być operowana. Dowiedziałam się wtedy, że nie ma takiej potrzeby, że jest to przecież nieduża torbiel, a więc nieoperowalna. Usłyszałam też, że staram się o dziecko, a ciąża przecież leczy takie torbiele. Wiedzę na temat endometriozy musiałam zdobywać samodzielnie. Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu, wszystko zaczęło powoli składać się w jedną sensowną całość…

Zobacz także: Jak endometrioza zmienia życie? Opowiadają pacjentki Miracolo

Endometrioza – historia Joanny

Od zawsze miałam bardzo bolące i obfite miesiączki, w związku z czym przez kilka lat brałam różne tabletki antykoncepcyjne, które miały mi pomóc w zmniejszeniu bólu. Prawda jest jednak taka, że nie widziałam różnicy, dlatego też po kilu latach podjęłam decyzję o zaprzestaniu ich brania.

Ponadto próbowałam różnych innych metod, środków, ziół, jednak nic mi nie pomagało. Ginekolodzy najczęściej rozkładali ręce i mówili, że tak ma być, że ma boleć. Niektórzy dawali wprost do zrozumienia, że wymyślam, przesadzam, ponieważ każdą kobietę boli podczas miesiączki i nie ma w tym niczego dziwnego.

Niektórzy sugerowali, że przejdzie po urodzeniu dziecka, inni, że taka jest już natura kobiety. Przez lata spotkałam się z szeregiem mniej lub bardziej niekonstruktywnych, niemiłych i nieżyczliwych uwag ze strony lekarzy ginekologów. Żaden z nich nie był nawet w najmniejszym stopniu zainteresowany, aby znaleźć źródło mojego bólu. Nigdy żaden z nich nie wspominał o endometriozie. Jedyną „pomoc”, jaką mogli mi zaoferować, to tabletki antykoncepcyjne i silne środki przeciwbólowe.

Ja sama także w to uwierzyłam. Uwierzyłam im, że nic nie można z tym zrobić i nic mi nie jest, poza tym, że nieludzko boli. Po tylu latach powtarzania przez lekarzy jednego i tego samego, wiedziałam już tylko jedno: boli, bo ma boleć, a to, że boli mnie bardziej niż innych – tak widocznie już mam.

Diagnoza, a raczej podejrzenie i pierwsza wzmianka na temat endometriozy padła dopiero w 2014 r. na wizycie kontrolnej u ginekologa (po poronieniu), gdy okazało się, że mam torbiel (najprawdopodobniej endometrialną). W tamtej chwili nie wiedziałam jeszcze czym jest endometrioza – z jednej strony czytałam, że to bardzo poważna choroba i nieleczona może prowadzić do niepłodności, a przecież staram się o dziecko, na dodatek dopiero co poroniłam. Z drugiej strony lekarz mówił, że wszytko jest dobrze, że to tylko mała torbiel, nieoperacyjna i niegroźna.

W tamtym czasie miałam absolutny mętlik w głowie i nie wiedziałam, co robić. Zastanawiałam się, czy faktycznie powinnam być spokojna i słuchać lekarza. Jednak torbiel rosła z miesiąca na miesiąc. Dopiero po dwóch latach (tj. pod koniec w 2016 r.) i odwiedzeniu kilku ginekologów natrafiłam na ginekologa, który stwierdził, że torbiel należy operować laparoskopowo w trybie pilnym, ponieważ jest bardzo duża, może pęknąć w każdej chwili, co może stanowić zagrożenie dla zdrowia.

Zobacz także: „Kiedy kobieta słyszy diagnozę: endometrioza, wszystko się zmienia”. Historia Anny

Traumatyczna laparoskopia i usunięcie jajnika

W styczniu 2017 r. miałam przeprowadzoną laparoskopię. Wiedziałam już czym jest endometrioza. Zdawałam sobie sprawę, że to trudna i nieuleczalna choroba, jednak sama laparoskopia wydawała mi się prostym i nieskomplikowanym zabiegiem. Tak przynajmniej przedstawił mi to lekarz ginekolog, który miał przeprowadzić zabieg. Poinformował mnie, że to prosty i małoinwazyjny zabieg, polegający na usunięciu torbieli na jajniku.

Podeszłam więc do sprawy na spokojnie, nie zastanawiając się wiele i nie analizując niczego. Wiele kobiet dookoła miało tego typu zabiegi i nic im nie jest. Z takim właśnie podejściem, zupełnie nieprzygotowana emocjonalnie i wprowadzona w błąd przez lekarza, podeszłam do laparoskopii. Plan był prosty: usuną mi torbiel i po kłopocie.

Jakże wielkie było moje zdziwienie po przebudzeniu, kiedy od lekarza dowiedziałam się, że torbiel została usunięta, mam IV stopień endometriozy, wiele ognisk endometrialnych rozsianych po całej otrzewnej, w tym m.in. na jelitach i wyrostku robaczkowym.  Na domiar złego, lekarz, jakby od niechcenia poinformował, że usunął mi cały jajnik wraz z tą torbielą. Byłam w szoku. Nie byłam przygotowana na taki scenariusz. Przecież lekarz zapewniał, że to rutynowy i prosty zabieg. Jak to możliwe, że lekarze przez 2 lata zapewniali mnie, że w ogóle nie ma potrzeby operować, że to taka sobie nieistotna, mała i nieoperacyjna torbiel, z którą można sobie chodzić?

Podczas operacji usunięto mi jedynie torbiel (wraz z całym jajnikiem!), lekarz nie ruszył pozostałych ognisk endometrialnych, bo „bał się, że uszkodzi inne organy”.

Zobacz także: Endometrioza utrudnia Agnieszce zajście w ciążę. Po operacji odrodziła się w niej nadzieja

„Przecież pani ma endometriozę, to o co pani chodzi?”

I tak oto po wielu latach dowiedziałam się, że mój stan jest na tyle poważny, że już nic więcej dla mnie nie mogą zrobić. Co gorsza – nikt nie może nic zrobić, bo przecież endometrioza jest nieuleczalna. Pewne było też, że zaczną powstawać kolejne torbiele i zmiany. I kolejny raz w życiu niczego nie rozumiałam.  Na moje zdziwienie lekarz odparł jedynie: „przecież pani ma endometriozę, to o co pani chodzi?”.

Przez większość życia obserwowałam u ginekologów podobne podejście – „ma pani okres, to ma boleć”. Więc i stanowisko lekarza operującego mnie nie było dla mnie zaskoczeniem – bardzo wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie mogę niczego więcej oczekiwać.

Myślę, że podstawowym problemem jest brak wiedzy lekarzy na temat tej choroby, a co za tym idzie niemożność udzielenia pomocy.

Dlatego lekarz, na którego trafiłam, był absolutnie bezradny i zagubiony. I zupełnie nieodpowiedzialnie i mylnie założył, że skoro on nie może mi pomóc, to nikt inny nie może. Dał mi jasno do zrozumienia, że zrobił wszystko co mógł, a mógł przecież niewiele, bo to ja mam endometriozę IV stopnia, co oznacza, że sytuacja jest beznadziejna.

Na wizycie kontrolnej u lekarza, który mnie operował, dopytywałam, czy istnieją jakiekolwiek formy leczenia. Usłyszałam, że skoro staram się o dziecko, to nie ma żadnej opcji. Jeśli natomiast nie planuję dziecka, pan doktor zaproponował wypisanie Visanne. Na moje pytanie, czy w takim przypadku powinnam się zgłosić do kliniki leczenia niepłodności i podejść do in vitro – usłyszałam, że nie ma takiej potrzeby, że wiele kobiet po laparoskopii w krótkim czasie naturalnie zaszło w ciążę.

Obecnie już wiem, że nie jest to tak proste i w przypadku IV stopnia endomentriozy ze zmianami głębokonaciekającymi, licznymi ogniskami endometrialnymi, zrostami, jednym jajnikiem i przy tak niskiej rezerwie jajnikowej zapłodnienie naturalne jest praktycznie niemożliwe. Od kilku lekarzy usłyszałam, że nie mam najmniejszych szans na zajście w ciążę i jedynie in vitro daje niewielką szansę na powodzenie.

Stwierdziłam, że szczęściu trzeba trochę pomóc, a jedno drugiego nie wyklucza. Mogę starać się o ciążę w sposób naturalny i jednocześnie podejść jak najszybciej do in vitro, aby nie tracić już więcej czasu i możliwości.

Zobacz także: „Endometriozie zawdzięczam obecną siebie”. Historia Kasi

Podejście do in vitro i kolejne rozczarowania

W lutym 2017 r. zgłosiłam się do kliniki leczenia niepłodności w celu podejścia do zabiegu in vitro. Był to kolejny etap w moim życiu i kolejna lekcja, która pokazała mi, że nie da się niczego zaplanować, a tym bardziej nie można być niczego pewnym. I tym razem myślałam, że oddając się w ręce lekarzy, oddaję się w ręce specjalistów w danej dziedzinie. Niestety po raz kolejny się rozczarowałam.

Przez ponad rok lekarzowi prowadzącemu nie udało się skompletować badań wymaganych do in vitro. Przez ponad rok leczył mnie kilkukrotnie antybiotykami na różnego rodzaju stany zapalne. Wcześniej nie miałam tego typu problemów, ale lekarz zadecydował, że trzeba mnie przeleczyć. Taką taktykę przyjmował przez ponad rok (wszystkimi możliwymi antybiotykami!), aż w końcu stwierdził, że w sumie nie wie, co mi jest i że powinnam udać się do urologa. Urolog natomiast stwierdził, że zupełnie niepotrzebnie przyjmowałam te antybiotyki. Uznał, że to zapewne problemy ginekologiczne i odesłał mnie do ginekologa.

Stwierdziłam, że moja cierpliwość i kredyt zaufania zostały już dawno wyczerpane. Jednocześnie czułam się coraz gorzej, o ciąży nie było mowy, o podejściu do in vitro także – postanowiłam szukać zupełnie innych rozwiązań (na szczęście nadal wierzyłam, że jakieś są, wbrew temu, co mówili mi lekarze).

Zobacz także: „Moim marzeniem jest normalne życie”. Wesprzyj zbiórkę Ani na operację endometriozy

Zajęły się mną osoby, które wiedzą, o czym mówią

Laparoskopia miała mi pomóc, miała zmniejszyć bóle spowodowane przez endometriozę, ja jednak czułam się coraz gorzej. Zaczęłam szukać informacji na temat alternatywnych metod leczenia endometriozy i przypadkiem natrafiłam na facebooku na wykład dr Olka z Miracolo Clinic.

To było kolejne zaskoczenie i wielkie zdziwienie. Do tej pory słyszałam jedynie, że z endometriozy się „nie wychodzi”, że jest nieuleczalna i ma boleć. Krok po kroku dowiadywałam się z wykładów dr Olka o zupełnie innym podejściu do endometriozy.

Dowiedziałam się także, że ogniska endometrialne, które ja mam, a które według wielu lekarzy są nieoperowalne, są z powodzeniem operowane przez wskazanego doktora i jego zespół z Miracolo Clinic przy pomocy nowoczesnych narzędzi, w tym noża plazmowego. Była to dla mnie nie tylko nowość, ale i duże zaskoczenie. Dlaczego o tym nie wiedzą lekarze (a przynajmniej ci, u których ja się leczyłam)? Dlaczego ich to nie interesuje i dlaczego tak uparcie powtarzają, że nie da się z tym nic zrobić? Odpowiedzi do dnia dzisiejszego nie znam.

Bardzo szybko podjęłam decyzję o tym, aby poddać się kolejnej laparoskopii. Jednak tym razem była to decyzja świadoma i wiedziałam już czemu ma służyć operacja i jakie mogą być skutki uboczne, jak i korzyści takiej operacji.

Skontaktowałam się z Miracolo Clinic i w bardzo krótkim czasie udało się nam ustalić wszystkie szczegóły potrzebne do przeprowadzenia laparoskopii, która odbyła się niebawem w Warszawie. Wszystko poszło niezwykle sprawnie, a ja przez cały ten czas miałam poczucie, że zajmują się mną osoby, które naprawdę wiedzą, o czym mówią. Cały zespół zrobił na mnie wielkie wrażenie, ponieważ to nie tylko profesjonaliści, ale przede wszystkim osoby zainteresowane tym, co robią.

Teraz od laparoskopii upłynęło już 9 miesięcy. Zauważam duże zmiany. Zmniejszyły się dolegliwości bólowe, czuję się znacznie lepiej. Prócz tego zmieniłam także w swoim życiu sporo, w tym sposób żywienia.

W zmianie sposobu żywienia pomógł mi dietetyk z Miracolo Clinic, który po laparoskopii opracował dla mnie terapię żywieniową, trwającą 7 tygodni. Przez cały ten czas był w kontakcie ze mną. To bardzo pomogło mi w nauczeniu się i wdrożeniu nowego sposobu żywienia, który stał się moją codziennością. Uważam, że dieta przy endometriozie odgrywa kluczową rolę.

Zobacz także: „Przekułam endometriozę w coś pozytywnego”. Historia Moniki

Jak endometrioza zmieniła moje życie

Z biegiem czasu zmieniło się moje podejście do endometriozy. Już z nią nie walczę, każdego dnia uczę się z nią żyć i coraz lepiej mi to wychodzi. Jestem spokojniejsza i nie obawiam się już o swoją przyszłość, ponieważ wiem, że są ludzie (lekarze), do których mogę zwrócić się o pomoc. A to właśnie w przypadku endometriozy jest najważniejsze: wsparcie otoczenia, nie tylko samej rodziny i najbliższych, ale przede wszystkim wsparcie ze strony lekarzy.

Endometrioza zmieniła w mim życiu wszystko, absolutnie wszystko. Zmieniła mnie, a co za tym idzie moje podejście do siebie, zdrowia, życia, otoczenia. Nauczyła mnie przede wszystkim cierpliwości, w tym do siebie samej.

Zrozumiałam, że brak akceptacji choroby i walka z nią do niczego nie prowadzi, niczego nie zmienia, nic nie daje. Choroba mnie uspokoiła i wyciszyła emocjonalnie, można powiedzieć, że dała mi czas, który był potrzebny do zastanowienia się nad sobą, celem i sensem życia. Kiedy przestałam narzekać na ból i pytać: „dlaczego”, zaczął się nowy etap w moim życiu. Poczułam spokój i zrozumienie.

Nie oznacza to jednak, że się poddałam. Wręcz przeciwnie, w chwili, gdy zrozumiałam, że choroba jest częścią mnie i nie zniknie – zadałam sobie pytanie, co to dla mnie oznacza i co ja sama mogę z tym zrobić. Czy aby na pewno nie ma rozwiązania, innej drogi?

Odpowiedzi same przyszły, nie musiałam na nie długo czekać. Wystarczy po prostu być dla siebie dobrym, dać sobie czas i przestrzeń, a rozwiązania same przyjdą.

Endometrioza wpłynęła też diametralnie na moje plany związane z macierzyństwem. Wraz z mężem od 2014 roku staramy się o dziecko. Jestem po dwóch laparoskopiach, które miały na celu usunięcie torbieli i ognisk endometrialnych, ponadto zmieniłam tryb życia i sposób żywienia. Obecnie po raz drugi podchodzę do in vitro. Po niepowodzeniach związanych z pierwszą próbą in vitro w końcu udało mi się trafić na bardzo dobrą klinikę, z której jestem bardzo zadowolona.

Wraz z mężem od dawna myślimy o adopcji dziecka. I być może przyszedł już na to czas. Dla mnie najważniejsze, zarówno w kwestii podejścia do zdrowia jak i bycia rodzicem, jest wolność, brak przymusu czy oczekiwań.

Ważne, aby dać sobie czas i szansę na odnalezienie własnej drogi do zdrowia i szczęścia. Myślę, że wszystko dookoła się samo układa, jeśli my sami wiemy, czego chcemy i mamy w sobie spokój oraz pogodę ducha. To jest m.in. to, czego nauczyła mnie endometrioza – nic nie należy robić na siłę ani wbrew sobie. Trzeba słuchać przede wszystkim siebie i swojego organizmu i być dla siebie bardziej łaskawym i wyrozumiałym. To takie proste, jednak mi zajęło to dobrych kilka lat.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Kiedy kobieta słyszy diagnozę: endometrioza, wszystko się zmienia”. Historia Anny

Smutna kobieta trzyma się za obolały brzuch /Ilustracja do tekstów: kauteryzacja jajników /leczenie endometriozy

Życie, którego rytm wyznaczają epizody rozdzierającego bólu, zmagania z ignorancją lekarzy i wieloletnie oczekiwanie na diagnozę, za którą niezwykle rzadko idzie właściwa terapia – to rzeczywistość wielu kobiet z endometriozą: w Polsce i za granicą. Ale choroba nie musi rzucać cienia na nasze marzenia i plany. Poznajcie historię 28-letniej Anny, pacjentki Miracolo, która pokazuje, jak wielkie znaczenie dla jakości życia mają: napotkanie na swojej drodze właściwego specjalisty i godne, pełne empatii leczenie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Endometrioza została rozpoznana u p. Anny w kwietniu 2017 roku. Ale choć od największego kryzysu do diagnozy minęły 4 lata, w rzeczywistości musiała na nią czekać niemal całe dorosłe życie.

Ignorowane objawy endometriozy. „Słyszałam, że ma boleć, że od tego są środki przeciwbólowe”

Z bolesnymi miesiączkami zmagała się od zawsze. Utrudniający funkcjonowanie intensywny ból  sygnalizowała od pierwszych wizyt ginekologicznych, ale objawy te nie spotykały się z należytą uwagą ze strony lekarzy. Ginekolodzy, do których trafiała p. Anna, twierdzili, że bolesne miesiączki są u kobiet normą, należy więc do nich przywyknąć.

– Zawsze słyszałam, że to normalne, że ma boleć, że właśnie od tego są tabletki przeciwbólowe – mówi p. Anna.

We Francji, gdzie od lat mieszka, lekarze notorycznie lekceważą sugestie zgłaszane przez pacjentki z endometriozą. Zamiast kierować je na dodatkowe badania, od razu sięgają po bloczek recept, z pomocą których ordynują terapię hormonalną. Tymczasem brak należytej diagnostyki i zagłuszanie symptomów niewłaściwym leczeniem nie tylko nie pomaga wyleczyć choroby, ale wręcz pobudza ją do dalszego rozwoju. Tak też wydarzyło się w przypadku p. Anny.

– Największy kryzys pojawił się w 2013 roku – trafiłam wówczas na pogotowie. Na podstawie wykonanych badań lekarze niczego nie stwierdzili i… odesłali mnie do domu z tabletkami przeciwbólowymi.

ZOBACZ TAKŻE: Torbiele endometrialne: późny objaw endometriozy. Jak je leczyć i czy można uniknąć wznowy?

10-minutowa konsultacja. Na endometriozę – tabletka lub ciąża

Mimo dramatycznej manifestacji choroby, przez kolejne lata żaden z lekarzy nie postawił właściwej diagnozy ani nie skierował p. Anny na szczegółowe badania. Dopiero przed rokiem – w kwietniu 2017 roku – jeden z ginekologów stwierdził podejrzenie endometriozy. Pojawiło się wówczas światełko w tunelu – pacjentka dostała skierowanie do jednego z najlepszych specjalistów w zakresie leczenia endometriozy w Paryżu. Niestety, mimo pokładanych nadziei, wizyta nie przyniosła spodziewanych rezultatów.

– Konsultacja trwała może 10 minut; czułam się jak w kolejce po świeżą bagietkę. Po wykonanym badaniu lekarz stwierdził, że… pomoże mi tabletka, a najlepiej ciąża – mówi p. Anna.

Trafić pod dobry adres. Leczenie endometriozy w klinice Miracolo

Mając na swoim koncie wieloletnie zmagania z niekompetencją lekarzy, p. Anna postanowiła skonsultować otrzymane zalecenia z innym specjalistą – ginekologiem i radiologiem. To tam ostatecznie została skierowana do kliniki leczenia niepłodności.

– Po kilkumiesięcznych trudach poszukiwania właściwej drogi leczenia oddałam tę sprawę Bogu. I tak trafiłam na klinikę Miracolo – podkreśla p. Anna.

Już po pierwszej, pełnej empatii i zrozumienia rozmowie z przedstawicielami tej placówki p. Anna wiedziała, że po latach błądzenia po niewłaściwych gabinetach trafiła w końcu pod dobry adres.

– Niecałe trzy tygodnie później zostałam przyjęta i przebadana przez dra Jana Olka – wreszcie bez pośpiechu i godnie. To, co robi dr Olek wraz ze swoją kliniką, aż trudno opisać. Wspiera słowem, do każdego przypadku podchodzi z wielką uwagą. Przede wszystkim jednak po prostu chce pomagać! – zaznacza p. Anna.

Doceniając kompetencje, którymi wykazali się medycy Miracolo, a także indywidualne podejście do pacjentek (o które trudno i w Polsce, i we Francji), p. Anna zdecydowała się na kontynuację leczenia w Dortmundzie. I to pomimo ponadpięciusetkilometrowej odległości od domu.

– Po prostu nie mam zaufania do innych lekarzy – przyznaje p. Anna.

Wkrótce pacjentka otrzymała termin i plan operacyjnego leczenia endometriozy. Podczas zabiegu dr Jan Olek zdołał usunąć wszystkie ogniska endometriozy, które przez tyle lat sprawiały p. Annie ogromny, choć ignorowany przez innych lekarzy ból.

– Udało się usunąć wszystko, co sprawiało, że mój brzuch palił od środka każdego miesiąca.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Endometrioza utrudnia Agnieszce zajście w ciążę. Po operacji odrodziła się w niej nadzieja

Życie bez bólu, nadzieja na przyszłość

Od operacji minęło już ponad pół roku, a z miesiąca na miesiąc pacjentka czuje się coraz lepiej.

– Obecnie nie czuję żadnego bólu podczas miesiączki i poza nią – mówi p. Anna.

Dodaje, że zabieg istotnie wpłynął nie tylko na jakość jej życia, ale też na plany życiowe. Dziś wraz z mężem dobrze wiedzą, że endometrioza nie będzie mieć w ich życiu ostatniego słowa. Obecnie, wolna od bólu, z nadzieją patrzy w przyszłość – i wierzy, że choć przeszłości nie można zmienić, jej świadomość pomaga zweryfikować dawne potrzeby i dążenia.

– Kiedy kobieta słyszy o tej chorobie, wszystko się zmienia. Początkowo, tak jak każde młode małżeństwo, chcieliśmy chwilkę pokorzystać z życia. Endometrioza zmieniła nasze nastawienie, styl życia i priorytety. Oczywiście kosztowała nas wiele emocji i wyrzeczeń, ale nauczyła nas również, że zdrowie jest najważniejsze, a reszta to kwestia czasu i chęci – mówi.

Dziś ich chęci skoncentrowane są na założeniu rodziny – a cel ten zdaje się znacznie bliższy niż kiedyś.

 – Teraz wiemy, że dzięki Miracolo mamy duże szanse – mówi z uśmiechem p. Anna.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Jak endometrioza zmienia życie? Opowiadają pacjentki Miracolo

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Rewolucja w leczeniu endometriozy i raka szyjki macicy? Glistnik jaskółcze ziele pod lupą polskich naukowców

Glistnik jaskółcze ziele w leczeniu endometriozy
fot. Fotolia

Polscy naukowcy rozpracowują molekularny mechanizm działania glistnika jaskółcze ziele. Roślina ta może w dużym stopniu wspomóc leczenie endometriozy i raka szyjki macicy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zespół ekspertów pod przewodnictwem prof. Anny Goździckiej-Józefiak, kierownik Zakładu Wirusologii Molekularnej na Wydziale Biologii UAM, już niebawem ujawni źródło właściwości rośliny.

Odkrycie jest zasługą naukowców z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, Centrum NanoBioMedycznego oraz Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Zobacz także: Innowacyjne leczenie endometriozy: na czym polega?

Glistnik jaskółcze ziele w leczeniu endometriozy

W pierwszym etapie badań dr Alicja Warowicka, adiunkt w Centrum NanoBioMedycznym, zauważyła wpływ różnych ekstraktów z glistnika na komórki w organizmie. Jak wyjaśnia ekspertka, badane ekstrakty działały przeciwnowotworowo na wszystkie wybrane komórki nowotworowe, jak również hamowały wzrost komórek wywodzących się z endometriozy.

W kolejnej fazie naukowcy z Uniwersytetu Medycznego pod kierownictwem dr hab. Marii Wołuń-Cholewy przeprowadzili eksperymenty na szczurach.

– Wyniki są bardzo obiecujące. Okazało się, że ekstrakty z Chelidonium działają wręcz prewencyjnie, jeśli chodzi o formowanie się nowych ognisk endometriozy. Nadal nie ma skutecznej metody leczenia tej choroby prowadzącej do niepłodności – przytacza słowa Marii Wołuń-Cholewy portal tenpoznan.pl.

Zobacz także: Czarnuszka na endometriozę i Hashimoto. Wielka moc zaklęta w małych nasionach

Glistnik jaskółcze ziele – co to takiego?

Glistnik jaskółcze ziele (Chelidonium majus L.) to gatunek byliny z rodziny makowatych. Roślina ta ma długą tradycję zastosowań leczniczych, sięgających aż starożytności. Zawiera liczne alkaloidy, które działają rozkurczowo na mięśnie gładkie. Preparaty z tego ziela działają też żółciopędnie, przeciwbakteryjnie, uspokajająco i przeciwbólowo. W medycynie ludowej żółtopomarańczowy sok mleczny używany jest do usuwania kurzajek.

Spożywany w dużych ilościach glistnik jaskółcze ziele może być jednak trujący. Zdarza się to szczególnie w przypadku narkomanów próbujących stosowania glistnika w zastępstwie maku lekarskiego oraz osób nadużywających leków z alkaloidami glistnika.

Objawami zatrucia są:

  • ból i pieczenie w jamie ustnej
  • ślinotok
  • ból brzucha
  • biegunka (czasem krwawa)
  • zawroty głowy
  • zaburzenia świadomości
  • spadek ciśnienia tętniczego
  • tachykardia
  • podrażnienia skóry i spojówek
  • w ekstremalnych przypadkach zapaść

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: tenpoznan.pl, uniwersyteckie.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Torbiele endometrialne: późny objaw endometriozy. Jak je leczyć i czy można uniknąć wznowy?

Lekarz przedstawia budowę macicy i jajników na podstawie miniaturowego modelu, który trzyma w rękach /Ilustracja do tekstu: Torbiel endometrialna: leczenie. Waporyzacja czy wyłuszczenie?
Fot.: Fotolia

Torbiel endometrialna to pierwszy czytelny objaw endometriozy. Choć łatwo rozpoznać ją w obrazie USG i trudno pomylić z innymi przypadłościami ginekologicznymi, zwykle wykrywana jest dość późno. Jak wpływa to na możliwości leczenia, która z metod jest najbezpieczniejsza i co powinniśmy o nich wiedzieć? Na nasze pytania odpowiada dr Jan Olek z Kliniki Miracolo.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak powstaje torbiel endometrialna?

Zanim dojdzie do powstania torbieli endometrialnej, kobieta przez wiele lat zmaga się z bolesnymi miesiączkami. Z czasem pojawiają się też bóle przy stosunku, bóle owulacyjne, bóle przedmiesiączkowe, a także zmiany anatomiczne w miednicy. Dochodzi do rozsiewu ognisk endometrialnych, a podczas krwawień powstają coraz to większe rany. Gdy miesiączka się kończy, rany te goją się, tworząc zrosty – te zaś z upływem lat stają się coraz wyraźniejsze.

W pewnym momencie dochodzi do ich zamknięcia, czyli otorbienia pewnej przestrzeni przez zrosty i struktury leżące w najbliższym sąsiedztwie (najczęściej: jajnik, dołek jajnikowy i macicę). Ogniska znajdujące się w tym miejscu nie krwawią już do brzucha, tylko do zamkniętej przestrzeni, tworząc torbiel endometrialną. Torbiel o wielkości 1-3 cm daje – według klasyfikacji amerykańskiej – 16 punktów choroby. Właśnie od tylu punktów zaczyna się trzecie, czyli średnio-zaawansowane stadium endometriozy.

W 20% przypadków torbielom endometrialnym towarzyszą głębokie nacieki na inne narządy: np. jelito lub pęcherz moczowy. Dlatego tak ważna jest szczegółowa diagnostyka przed podjęciem leczenia operacyjnego.

Torbiel endometrialna: jak można ją leczyć?

Torbiel endometrialna istotnie obniża jakość życia: obniża płodność, jest źródłem bólu oraz nieznacznie zwiększa ryzyko raka jajnika. Gdy poznamy charakter torbieli i sposób ich powstawania, zrozumiemy, dlaczego leczenie hormonalne nie przynosi pożądanych efektów.

Kiedy obniżeniu ulegnie aktywność ognisk endometrialnych w torbieli, zmniejszyć może się też rozmiar samej torbieli. Nie oznacza to jednak, że zrosty się  rozpuszczą – dlatego po odstawieniu hormonów dochodzi zwykle do ponownego wzrostu torbieli. Z tego powodu złotym standardem leczenia torbieli jest jej laparoskopowe wyłuszczenie lub waporyzacja.

Z uwagi na ryzyko utraty rezerwy jajnikowej w wyniku tych interwencji medycznych, zgodnie z niemieckimi standardami leczenia endometriozy dopuszcza się odroczenie laparoskopii w czasie.

W Polsce z kolei niechętnie leczy się torbiele poniżej 3 cm. Tymczasem im mniejsza torbiel, tym mniejsze zrosty; zmiana jest wtedy łatwiejsza do wyleczenia, a ryzyko utraty rezerwy jajnikowej – mniejsze.

Metody leczenia operacyjnego torbieli endometrialnej

Są dwie techniki operacyjne torbieli endometrialnych. Pierwsza – klasyczna – polega na wyłuszczeniu torbieli. Druga to waporyzacja torbieli. Standardy leczenia endometriozy dopuszczają zastosowanie dowolnej z tych dwóch metod. Ale pionierzy ginekologicznej laparoskopii, twórcy European Academy of Gynaecological Surgery w Leuven, już przed dwudziestoma laty skłaniali się ku technice waporyzacji torbieli. Dlaczego?

Otóż wyłuszczając torbiel endometrialną podczas klasycznej operacji, wyłuszczamy de facto torebkę jajnika, która częściowo pokrywa się z torebką torbieli. Im większa torbiel, tym większa utrata torebki jajnika. Badania pokazały, że w preparatach torebek torbieli/jajnika znajduje się wiele pęcherzyków jajnikowych odpowiedzialnych za rezerwę jajnikową. Utrata torebki jajnika powoduje uszkodzenie pęcherzyków znajdujących się bezpośrednio pod nią, zwłaszcza podczas koagulacji krwawiących naczyń krwionośnych po wyłuszczeniu torbieli. Natomiast waporyzacja torbieli za pomocą lasera lub noża plazmowego niszczy tylko obecne w niej ogniska endometrialne. Energia lasera i plazmy nie przenika w głąb jajnika, a tym samym ogranicza ryzyko uszkodzenia pęcherzyków jajnikowych.

Pamiętajmy jednak, że obniżenie rezerwy jajnikowej i przy tym zabiegu jest możliwe – podobnie jak sytuacja odwrotna. Pacjentki, u których AMH wzrasta po waporyzacji torbieli, nie są wcale wyjątkami. Ale po tym rodzaju leczenia zdarzają się też spadki AMH.

Ryzyko nawrotu torbieli endometrialnej jest podobne przy obu metodach leczenia.

CZYTAJ TEŻ: Dr Jan Olek odpowiada czytelniczkom, jak leczyć endometriozę. „Czasem można oszukać przeznaczenie

Leczenie operacyjne torbieli endometrialnej. Czy możliwe jest uniknięcie późniejszych zrostów?

Badania, których celem jest określenie możliwości uniknięcia zrostów po operacji torbieli endometrialnej, wciąż trwają.

Od kilku miesięcy testujemy specjalne membrany z GORE-TEX-u, którymi po skończonej operacji okładamy jajniki i macicę. Membrany te pozostawiamy na 2-3 miesiące i wyciągamy w czasie ponownej laparoskopii. Zrosty tworzą się w ciągu pierwszych 7 dni od operacji, dlatego wyciągnięcie membran po 2-3 miesiącach daje nam gwarancję zakończenia procesu gojenia ran.

Czynnikami ograniczającymi są w tej metodzie: konieczność ponownej laparoskopii oraz koszt membran. Metoda ta daje jednak największą szansę na uniknięcie zrostów pooperacyjnych, a co za tym idzie – minimalizację ryzyka powstania ponownej torbieli w krótkim czasie po operacji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Endometrioza utrudnia Agnieszce zajście w ciążę. Po operacji odrodziła się w niej nadzieja

Dlaczego dochodzi tak często do wznowy torbieli endometrialnych?

Problem wznowy torbieli endometrialnych dotyczy bardzo wielu pacjentek, a jego przyczyną są zrosty. Powstanie torbieli to proces, który trwa przez wiele lat. Zanim dana przestrzeń ulegnie otorbieniu, konieczny jest szereg cykli krwawienia i tworzenia zrostów. Jeśli po uwolnieniu otorbionej przestrzeni nie zastosujemy profilaktyki przeciwzrostowej, zrosty niemal na pewno się odnowią. Niejednokrotnie – z uwagi na ingerencję chirurgiczną – będą jeszcze większe niż wcześniej.

Ale zrosty powstają również po użyciu preparatów przeciwzrostowych, co – niestety – dość często obserwujemy u naszych pacjentek. Jest to bardzo deprymujące – również dla nas, operatorów. Jeśli zrosty się odnowią, istnieje ryzyko, że dana powierzchnia na nowo się otorbi i w krótkim czasie dojdzie do utworzenia nowej torbieli.

Warto mieć świadomość, że operacja nie uchroni nas w 100% przed utworzeniem ponownych torbieli. Ale im dokładniejsze usunięcie ognisk endometrialnych (również tych rozsianych, towarzyszących torbieli), tym większa szansa, że ewentualna kolejna torbiel będzie niebolesna, a tempo jej wzrostu będzie minimalne.

Podsumowując, torbiele endometrialne są późnym objawem endometriozy i w większości przypadków świadczą o jej zaawansowanym stadium. Leczenie ich jest trudne i obarczone ryzykiem dodatkowych zrostów (co predysponuje do wznów), a także obniżenia rezerwy jajnikowej. Najlepsze efekty leczenia można uzyskać, gdy diagnoza postawiona jest odpowiednio wcześnie lub gdy ogniska endometriozy zostają usunięte jeszcze przed wytworzeniem się torbieli.

Najważniejsza jest jednak profilaktyka – tak, jak pisał szkocki pisarz Joseph Cronin: „Uncja środków zapobiegawczych jest lepsza od tony środków leczniczych”.

POLECAMY TAKŻE: „Przekułam endometriozę w coś pozytywnego”. Historia Moniki

Dr Jan Olek endometrioza

Ekspert

dr Jan Olek

Ginekolog położnik. Zastępca ordynatora i założyciel certyfikowanego klinicznego centrum endometriozy w St. Josefs-Hospital w Dortmundzie. Założyciel Kliniki Miracolo w Polsce.

Specjalizuje się głównie w minimalnie inwazyjnym leczeniu operacyjnym. Posiada certyfikat MIC (Minimal Invasive Chirurgie). Przebył szkolenia: IRCAD w Strassbourg, European Academy of Gynecological Surgery oraz chirurgii robotowej daVinci. Zaangażowany w działalność Stiftung Endometriose Forschung dotyczącą rozszerzenia działalności (certyfikacja centrów endometriozy) na terenie Polski. Aktualnie specjalizuje się również w naturalnych metodach leczenia.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.