Przejdź do treści

Zazdrość niepłodności – o tym nikt nie mówi

zazdrość niepłodności
Fotolia

Koleżanki, kuzynki, przyjaciółki zachodzą w ciążę, a Ty nic. Imprezy rodzinne, chrzciny, wspólne wyjścia na spacer sprawiają wielki ból.

Zazdrość niepłodności jest specyficznym uczuciem. Nie życzysz źle swoim bliskim, ale nie możesz nic poradzić na ból, który czujesz, kiedy koleżanki mówią o dzieciach. Jest Ci po prostu przykro, cierpisz. To normalne uczucie, nie jesteś w nim osamotniona. Dziewczyny zmagające się z niepłodnością czują podobnie, ból jest jeden.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie lubię ich

„(…) cały czas myślę o tym, że nie mogę zajść w ciążę, że nawet in vitro się nie udało, że znów będę przechodziła tę męczarnię z kolejnym podejściem, że endo mnie zżera, a tu na fb co rusz jakaś koleżanka, kuzynka wrzuca fotę z brzuchem, albo dzieckiem i aż mnie ściska z zazdrości…, od razu przestaję ją lubić i nie chce mi się nawet do niej odzywać, czy ze mną jest coś nie tak?”

Nie umiem się cieszyć razem z nimi

„(…) moje najbliższe przyjaciółki, koleżanki są w ciąży lub właśnie rodziły, a ja nawet głupiego „gratuluję” nie mogę powiedzieć czy napisać, bo zalewa mnie potok łez…, nie zazdroszczę im w złym sensie, nie życzę niczego złego, ale cierpię, bo tym bardziej do mnie dociera, że innym się udaje bez problemów, wręcz na życzenie, a niektóre nawet się specjalnie nie starały, a ja marzę z mężem o dziecku, odkąd się poznaliśmy i póki co, nie jest nam to szczęście dane 🙁 psychika mi siada, bo dochodzi poczucie bezradności i tego, że go zawodzę, że nie dość, że sama jestem nieszczęśliwa z tego tytułu, to jeszcze unieszczęśliwiam jego.”

Unikam rodzinnych imprez

„Teraz w sobotę babcia męża będzie miała osiemdziesiąte urodziny i robi imprezę dla całej rodziny – ja nie idę – będzie około pięcioro dzieci do drugiego roku życia i jeszcze z siedmioro trochę większych. Powiedziałam mężowi, że musi iść sam, bo ja tam nie wytrzymam słuchania, jakie piękne kupki robią ich dzieci, jakie są cudowne, które ile ma ząbków i jakie pampersy im kupują. Chyba bym się poryczała na oczach wszystkich i wykrzyczała, że jesteśmy po nieudanym in vitro, a poza tym skręca mnie na widok tych dzieci – nie potrafię nawet do nich zagadać, wziąć na ręce czy coś – po prostu paraliż. .Jest coraz gorzej, zwłaszcza po tym in vitro…”

Nie wiem co odpowiedzieć

„Ja ostatnio uciekłam z rodzinnej imprezy, bo miała przyjechać dziewczyna z małym dzieckiem. (…) rozmowy o kupkach, zupkach i innych nie są tak wykurzające jak pytania „kiedy wy?”, „co, do pieluch wam się nie spieszy???”. No i wtedy jest pożar lasu i nie przebieram w słowach.”

Wszędzie dzieci

„Jestem po trzech nieudanych procedurach. I po każdym nieudanym transferze musiałam iść do pracy W PRZEDSZKOLU. Wszystko wszystkim, ale trzeba żyć wśród ludzi. Kocham dzieci i kocham moją pracę. Brak dziecka boli, ale nie usprawiedliwia takich cyrków.”

Dlaczego ja?

„(…) pierwszą ciążę straciłam po laparoskopii, wykryciu endo i usunięciu, potem zaszłam w ciążę, urodziłam synka, mimo zagrożonej ciąży, ale dwa i pół miesiąca temu pochowałam drugiego synka, przestało mu bić serduszko. Teraz w mojej rodzinie dwie siostry cioteczne są w ciąży, a ja, mimo to że mam dziecko, nie mogę słuchać, patrzeć a nawet myśleć, nie wiem, czy to zazdrość, ale na pewno wielki żal, że znów mnie to spotkało, dlaczego właśnie mnie, dlaczego u nich jest wszystko ok, a mój synek nie żyje. To wielka tragedia stracić dziecko, to wielka tragedia nie móc mieć dziecka, kiedy się pragnie z całych sił.”
Zobacz także:

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami