fbpx
Przejdź do treści

Zanim będzie za późno. Historia dziewczynki słodszej niż miód

Już na samym progu wlepiają się we mnie wielkie, niebieskie oczy. Nie ma w nich strachu, tylko ciekawość. Przez następne dwie godziny Maja kilkanaście razy na czworaka pokonuje cały pokój. Rzuca marchewkami, strąca przedmioty z stolika, śmieje się. Nie wygląda na chorą.

„Nowotwór złośliwy, z przerzutami” – z przerażeniem poinformowała lekarka na dziecięcym oddziale onkologicznym. Dla Łukasza i Ani to był potężny cios – Myśleliśmy: nowotwór to rak, rak to wyrok – wspomina tata Mai. Ich załamanie trwało tylko chwilę – Choćby nie wiem, co będziemy o nią walczyć – obiecali sobie we dwoje. Słowa dotrzymali, o Maję walczą teraz nie tylko oni, ale cała Polska.

mjk-20161109-03-ob

Miało być inaczej

Zanim Kuklińscy otrzymali miażdżącą diagnozę kilka tygodni tułali się po szpitalach. Wszystko zaczęło się na pierwszych wspólnych wakacjach.  Cała rodzina wyjechała na Mazury, pierwszy raz we trójkę mieli odpocząć. Po kilku dniach relaksu Maja zachorowała na klasyczną trzydniówkę.

– Wtedy nie wiedzieliśmy, że to początek naszego piekła. – wspomina Ania.

Od drzwi do drzwi

Najpierw Maja przestała regularnie jeść, wróciła więc do pokarmu mamy. Powoli chudła i traciła siły. Z radosnego, energicznego dziecka stała się apatyczna i smutna. Niebawem doszło kolejne zmartwienie: zapalenia oka. Mijały kolejne dni, więcej niż trzy, a z Mają nie był lepiej. Kuklińscy zaczęli podróż po szpitalach, zapisy oczekiwania, kolejki. Nie było żadnych ulg dla chorego dziecka. W kolejnych szpitalach lekarze rozkładali ręce. W końcu Maja dostała skierowanie do szpitala, powód: zapalenia oka i zaburzenia odżywiania.

mjk-20161109-04-ob-small

Po kilku dniach pobytu w szpitalu, niekończących się badaniach i faszerowaniem antybiotykami, rodzice Mai byli już na skraju wytrzymałości. Zdezorientowani, załamani płakali razem ze swoją córką, nie mogli jej pomóc.

Pielęgniarki przewijające się przez izolatkę, garści tabletek, kolejne nakłuwania i dnie spędzane w zamkniętej sali nie pomagały w lepszym samopoczuciu, nic dziwnego, że apetyt nie wracał. Ordynator szpitala nie brała tego pod uwagę i zachęcała Anię, żeby odstawiła dziecko od piersi i tym samym… zmusiła ją do jedzenia.

mjk-20161109-06-ob-small

Wyrok?

Ania spędzała w szpitalu całe dnie starając się zapewnić córce minimum radości. Czytała jej bajki, pokazywała zdjęcia ukochanego psa, bawiła się z nią. Łukasz przychodził zaraz po skończeniu pracy. Pewnego dnia, gdy wszedł do izolatki zobaczył, że Maja ma zeza. Oczy nie były lekko skrzywione, ale wyraźnie skrzyżowane. Serce stanęło mu w gardle. Dopiero zez okazał się dla lekarzy bodźcem do działania.

Nagle wokół Mai zaroiło specjalistów, z jednego badania trafiała na kolejne. Diagnoza zatrząsała całym światem Ani Łukasza –  złośliwy nowotwór z przerzutami.

Walka o dziecko

Nie załamali się i zdecydowali się walczyć o dziecko. Problem był jeden, jak walczyć, skoro nie wiadomo z czym. Diagnoza była niepewna, lekarze podejrzewali, że w główce dziecka jest masa nowotworowa, ale pewności nie było. Guz zlokalizowany jest w miejscu, które utrudnia zrobienie biopsji, a co za tym idzie postawienie jednoznacznej diagnozy.

mjk-20161109-02-ob-small

Przez kilka tygodni na szpitalnych korytarzach dziecięcych oddziałów Kuklińscy widzieli wszystko. Zwątpienie, ból, łzy i cuda. – Widzieliśmy rodziców, którzy się poddali – opowiada Łukasz. Obok, tych co złożyli broń byli, ci którym udało się wygrać.

Cud misia Dawidka

Dziś, gdy Maja wpada w płacz rodzice pacyfikują ją sposobem. Ostatnią kartą przetargową jest miś Dawidek. Pluszak, którego podarował dziewczynce ośmiomiesięczny chłopiec na oddziale onkologicznym. Dawid (miś dzierży imię po swoim pierwszym właścicielu), jadąc samochodem ze swoim rodzicami miał wypadek samochodowy. Każde z nich – mama, tata i Dawid trafili do innego szpitala. Chłopcu, aby ustalić ewentualne stopień wewnętrznych obrażeń, lekarze przeprowadzali szereg badań. Okazało się, że chłopczyk ma nowtwór nadnercza. Rychło wyznaczono datę operacji usunięcia nowotworu. W dzień, gdy Dawid miał trafić na operacyjny stół, lekarze ostatni raz powtórzyli USG. Okazało się, że… guz zniknął. Przez cały czas spędzony w szpitalu Dawidowi towarzyszył miś, a gdy chłopiec opuszczał salę, pluszaka przekazał Mai.

Wyczekana

Ania z Łukaszem znają się od lat, połączyło ich harcerstwo. Miejsce zaręczyn było nietypowe. Nie było ani świec, ani butelki wina i pysznej kolacji. Łukasz zabrał Anię w podróż jej marzeń. Zamiast w Paryżu, wylądowali w amazońskiej dżungli. Dwa lata później wzięli ślub. A dopiero po kolejnych 7 latach urodziła się Maja. Czekali na nią pięć lat, nie naciskali, nie wyliczali dni, nie zgłosili się do żadnej kliniki. Po prostu cierpliwie czekali. Opłaciło się. Maja przyszła na świat przez cesarskie cięcie, dostała 10 pkt. Apgar. – Tak szybko to poszło, że nawet kebaba nie zdążyłem zjeść – śmieje się Łukasz. Sam nie mógł być przy porodzie, czekał na korytarzu. Moment, w którym usłyszał pierwszy krzyk swojej córki będzie pamiętał do końca życia.

Odwaga

Łukasz i Ania od początku swojej smutnej przygody prosili lekarzy o możliwie najwięcej szczegółów, ale przede wszystkim o szczerość. Nie udało się, przez kilka tygodni, na tabun specjalistów trafił się jeden, który miał odwagę uczciwie powiedzieć „moje kompetencje się skończyły”.

Cała reszta do tej pory trzyma ich w niepewności, każe czekać i próbuje zwodzić kolejnymi badaniami. Kuklińscy już się nauczyli, przegrzebali cały Internet, rozmawiali z setkami rodziców w podobnej sytuacji, żeby działać na własną rękę. Wiedzą, że nie ma na, co czekać.

mjk-20161109-07-ob-small

Nie będziemy czekać

Zgłosili się do fundacji, założyli subkonto, przetłumaczyli wyniki badań i teraz kontaktują się z kolejnymi zachodnimi klinikami. Rodzice Mai chcą być gotowi, jak tylko będzie diagnoza – mieć zebrane pieniądze i zacząć leczenie od razu. Za dużo czasu stracili. Wszyscy specjaliści powtarzają „nietypowy przypadek”.

Polscy lekarze. tracąc kolejne tygodnie, nie potrafili zdiagnozować problemu Mai, zagranicą od razu powołali konsylium, żeby omówić jej przypadek. Niestety, różnica w podejściu do pacjenta jest kolosalna, a Polska w tej rozgrywce wypada słabo.

Już po kilku dniach od dopełnienia wszelkich formalności związanych z założeniem fundacyjnego subkonta cała Polska zaczęła mówić o Mai. Jej historia poruszyła tysiące serc. Jako pierwsi na front poszli przyjaciele, pomagają na każdym kroku. Nie brakuje też celebrytów i artystów – nikogo nie trzeba prosić. Lewandowski przysłał koszulkę z podpisem, na aukcję trafiła też koszulka z podpisami wszystkich piłkarzy Legii, kolega Ani z dawnych lat poprosił dwieście zaproszonych na swoje czterdzieste urodziny gości, żeby nie kupowali prezentów, a pomogli Mai, w planie są koncerty rockowe i metalowe, smyczkowy już się odbył. Słowa wsparcia spływają z całego świata.

Maja ma wielkie niebieskie oczy i kędzierzawe loczki opadające na czoło. Kocha swojego psa, dwa razy większego od niej labradora. Stawia swoje pierwsze kroki i rzadko płacze. Jest śliczna i słodka.

Wokół niej powstała Armia Majeczki, każdy może pomóc. Ty też.

Pomóc Mai można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
Bank Zachodni WBK
Numer konta: 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytuł przelewu: „676 pomoc dla Mai Kuklińskiej”

Wpłaty zagraniczne – foreign payments:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”
SWIFT code: WBKPPLPP
Bank Zachodni WBK
Account Number: PL31109028350000000121731374
Title: “676 Help for Maja Kuklinska”

Address:
Poznanska 14/8
84-230 Rumia
Poland

logo-na-zdjecia-psd-12x18-poziom-copy

Wykonując przelew bezpośrednio na podane konto i dane masz pewność, że całość kwoty zostanie przekazana na Maję.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.