Przejdź do treści

Kamila Ferenc: „Każda walka ma sens. Nie można się godzić na narzucone zasady gry”

Kamila Ferebc
Kamila Ferenc, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

„Czasem efektów nie widać od razu. Ale przecież wielkie, przełomowe zmiany tylko pozornie następują z dnia na dzień. Zazwyczaj poprzedzają je lata ciężkiej pracy i starań” – mówi Kamila Ferenc, prawniczka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. 8 marca opowiedziała nam, jak ocenia sytuację kobiet w Polsce.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Obchodzimy dziś Dzień Kobiet. Czy w obecnej sytuacji politycznej polskie kobiety mają co świętować?

Kamila Ferenc: Zawsze znajdzie się powód, by świętować. Uważam, że jest to ważne, by celebrować różne zdobycze feminizmu, doceniać siebie, swoją walkę oraz znaczenie kolektywizmu i współpracy w tej walce. Nadal jednak jest wiele do wywalczenia. Sytuacja jest o tyle trudniejsza, że musimy nie tylko zabiegać o rozwój praw kobiet, ale także stanowczo bronić dotychczasowych osiągnięć. Nowy establiszment chce doprowadzić do zwijania i limitacji naszych praw – osobistych i politycznych. Ten trend obserwuje się w wielu państwach świata.

Grudniowy raport Komisarza Praw Człowieka mówi jasno: Polska łamie prawa reprodukcyjne. Na co dzień działa Pani w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Co – pod względem prawnym – najbardziej zagraża dziś kobietom w Polsce?

Zagraża bardzo wiele i niestety sytuacja jest wielce alarmująca. Po pierwsze, ustanowione 25 lat prawo antyaborcyjne jest restrykcyjną fikcją, usankcjonowaniem hipokryzji i symbolicznym przejęciem władzy nad płodnością i seksualnością kobiet. W dodatku jest nieprzestrzegane.

Władza publiczna od lat (bez względu na to, które ugrupowanie polityczne ją sprawuje) nie chce stworzyć mechanizmów, które pozwalałyby na wyegzekwowanie świadczenia zdrowotnego, jakim jest aborcja, przynajmniej w tych kilku przypadkach wskazanych w ustawie z 1993 r. Mimo licznych apeli wciąż mamy lukę prawną związaną z klauzulą sumienia lekarzy. Nie muszą oni już wskazywać innego lekarza, który wykonałby taki zabieg. Jednocześnie nie ma żadnego podmiotu, który w tej sprawie udzielałby informacji. A pacjent lub pacjentka ma do tej informacji pełne prawo – chociażby na podstawie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

Gdy spojrzy się na mapę z perspektywy wykonywania aborcji w szpitalach, to widać głównie białe plamy – z nielicznymi wyjątkami. W niektórych regionach w ogóle nie ma dostępu do aborcji (w tym do porady lekarskiej na ten temat) i opieki postaborcyjnej. Kobiety, które chcą przerwać ciążę, są zdane same na siebie. Problemy z realnym stosowaniem tego prawa wynikają z samej jego konstrukcji. Opiera się ona na trzech filarach:

  • traktowaniu prawa do przerwania ciąży jako wyjątku od zakazu;
  • kryminalizacji aborcji (to znaczy, że za jej przeprowadzenie lub pomoc w tym w kodeksie karnym przewidziane są kary);
  • nieustannym negowaniu nawet tego skromnego wyjątku jako moralnego zła.

Ten ostatni element to przede wszystkim kwestia patriarchalnej kultury prawnej oraz ogromnego wpływu Kościoła na ustawodawstwo i życie publiczne. Przejawia się to również w języku. W niektórych ustawach możemy natknąć się na sformułowania typu „dziecko nienarodzone”, które są właśnie wynikiem walki o język, nie przesądzają jednak o podmiotowości prawnej płodu równej kobiecie.

Obecna władza puszcza oko do środowisk anti-choice i wyraża gotowość, by jeszcze bardziej ograniczyć dostęp do aborcji w Polsce. A to byłaby prawdziwa katastrofa. Jednocześnie polski rząd ignoruje fakt, że kobiety i tak przerywają ciążę, w której nie chcą być. I będą to robić dalej – tylko będzie się to działo albo wielkim kosztem, albo w sposób niebezpieczny: zawsze w napięciu przed ewentualnymi konsekwencjami wobec tych, którzy te kobiety wspierają.

A przecież chodzi o podstawowe prawo do decydowania o swoim ciele i fundamentalną wolność w kwestii płodności. Podejmowanie decyzji i jej realizacja powinny przebiegać w warunkach spokoju, komfortu, bezpieczeństwa i pełnego dostępu do informacji i opieki medycznej. A także szacunku, nie napiętnowania – którego doświadczamy dzisiaj.

Czy zgłaszają się do Pań kobiety, które zmagają się z trwałą niepłodnością po źle wykonanym zabiegu aborcji chirurgicznej? Czy takie sytuacje zdarzają się jeszcze w tzw. podziemnych gabinetach?

Nie miałam w swojej dotychczasowej pracy takiego zgłoszenia. Struktura i charakter tzw. podziemia aborcyjnego (czyli aborcji wykonywanych poza publicznym systemem opieki zdrowotnej) uległ zmianie.  Dostęp do pigułek aborcyjnych (dzięki Women on Web) czy informacji o klinikach aborcyjnych za granicą jest łatwiejszy niż kiedyś. Należy jednak pamiętać, że nie wszystkie kobiety mają środki i możliwości, by zdobyć tę wiedzę, lub ich na takie działania zwyczajnie nie stać. Niektóre kobiety są zmuszone, by urodzić. Inne decydują się na niebezpieczne „metody domowe” czy pigułki z niesprawdzonego źródła.

Przerywanie ciąży w ukryciu może negatywnie wpłynąć na psychikę i ogólne samopoczucie kobiet. Ponadto – w przypadku ewentualnych komplikacji – kobiety mogą bać się pójść na kontrolę lekarską. Sam fakt takiego niebezpieczeństwa, choćby opisane przypadki stanowiły statystyczną mniejszość, sprawia, że zawsze będę walczyła (razem z resztą fantastycznego zespołu Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny) o legalizację i dekryminalizację aborcji oraz prawne zapewnienie darmowego zabiegu w systemie służby zdrowia. Wierzę, że liberalizacja obecnego prawa przyczyni się także do zmniejszenia stygmatyzacji osób, które miały aborcję lub chcą przerwać ciążę.

Brak możliwości wykonania aborcji to niejedyny problem polskich kobiet. Prawo ogranicza im też dostęp do innych świadczeń medycznych odnoszących się do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego – m.in. do zabiegów in vitro.

Aborcja jest wierzchołkiem góry lodowej – to najbardziej ewidentna oznaka stosunku do kobiet. Wynika on z kultury patriarchalnej i antywolnościowej, silnie uzależnionej od polityki Kościoła, który od bardzo wielu lat jest u sterów państwa. Objawia się to tabuizacją ludzkiego ciała (przede wszystkim kobiecego) i instrumentalizacją seksualności człowieka. Kobietom, mimo zaawansowanego procesu emancypacji, znowu próbuje się narzucić rolę służebną.

Widać to w ograniczeniach (prawnych, finansowych czy organizacyjnych) w dostępie do badań prenatalnych, procedury zapłodnienia in vitro i nowoczesnych technologii w leczeniu niepłodności, antykoncepcji (tej regularnej, awaryjnej lub w postaci wkładki wewnątrzmacicznej) oraz w braku rzetelnej edukacji seksualnej. Nie ma prawie śladu po partnerskim podejściu do pacjentek i pacjentów. Pojawiają się przypadki dyskryminacji – np. ogłoszenia, że porad lekarskich o planowaniu rodziny udziela się tylko parom małżeńskim. Klauzula sumienia jest wykorzystywana (niezgodnie z prawem) do odmowy kolejnych świadczeń.

U podstaw tych nagannych praktyk leży brak zrozumienia (lub nawet chęci zrozumienia), czym w istocie są prawa seksualne i reprodukcyjne, jak ważne jest ich przestrzeganie dla ochrony życia prywatnego i zdrowia, w tym psychicznego. Prawa te stanowią fundament dobrego życia społecznego i wynikają z godności człowieka – dlatego nie powinny być przedmiotem reglamentacji władzy publicznej. Władza ma natomiast obowiązek stworzyć ramy efektywnego realizowania praw seksualnych i reprodukcyjnych. Nie wiem jednak, ile jeszcze czasu musi upłynąć, by decydenci zrozumieli, że m.in. liberalizacja prawa antyaborcyjnego jest krokiem w stronę szczęśliwszego społeczeństwa.

Wróćmy do kwestii klauzuli sumienia. Teraz – poza lekarzami – chcieliby się nią posługiwać również aptekarze i farmaceuci. Czy prawo do leczenia i innych świadczeń medycznych może być kwestią światopoglądu? Czym to grozi?

Tak silne połączenie światopoglądu z wykonywaniem usług publicznych, a w przypadku lekarzy i farmaceutów – wręcz realizowaniem pewnej misji (są to przecież zawody zaufania publicznego), może mieć tragiczne skutki dla zdrowia i życia osobistego pacjentek i pacjentów.

Należy pamiętać, że wolność sumienia nie oznacza automatycznej klauzuli sumienia, czyli prawa do odmowy wszystkiego wedle nieweryfikowalnej wewnętrznej busoli moralnej.

Największą wolnością sumienia powinniśmy się cieszyć w życiu prywatnym – tutaj rzeczywiście jest przestrzeń na wyłącznie nasze wybory. Jednakże gdy wchodzimy na poziom wykonywania obowiązków na rzecz innych, ta wolność jest ograniczona – zgodnie z Konstytucją – ze względu na cudze prawa i wolności. I jest to rozwiązanie proporcjonalne. Wejście do zawodu bowiem jest kwestią autonomicznej decyzji, poprzedzonej kształceniem, które przybliża konkretne zadania związane z jego wykonywaniem. Wiadomo zatem, czego się spodziewać, jest możliwość, by dokonać zmiany ścieżki życiowej. Może na uczelniach medycznych poświęca się zbyt mało czasu, by uświadomić przyszłym lekarzom, że tak naprawdę – poprzez swoją wiedzę i umiejętności – dają innym możliwość podjęcia ostatecznej decyzji (np. o poddaniu się leczeniu czy zażyciu leku). Decyzje te obciążają wówczas sumienie pacjentki lub pacjenta, nie przedstawicielki czy przedstawiciela zawodu medycznego.

W dyskusji na temat maksymalnie szerokiego stosowania klauzuli sumienia (czyli również w przypadku farmaceutów) zawsze radzę odwrócenie sytuacji. Czy osoby, które postulują takie rozwiązania, same chcą się narażać na przypadek odmowy wykonania świadczenia na ich rzecz lub wydania leku z dowolnych powodów? A może osoby ze środowiska, które lobbuje za tym pomysłem, same są w tak uprzywilejowanym położeniu, że dzięki zasobom finansowym i znajomym zawsze będą w stanie sobie poradzić?

Mimo tych szkodliwych zjawisk mamy też w Polsce pozytywne zjawisko: wzrost świadomości obywatelskiej i feministycznej. Ostatnie dwa lata to czas rozkwitu solidarności kobiecej. Ale choć wspólnie weryfikujemy działania władzy, ona zdaje się nic sobie z tego nie robić. Jak zatem możemy jeszcze działać, by przyniosło to zamierzony efekt? Czy mamy jeszcze realny wpływ na rzeczywistość?

Zawsze trzeba wierzyć w swój wpływ na zmianę rzeczywistości, nie można się godzić na narzucone zasady gry. Każda walka ma sens i ogromne znaczenie, choć czasem efektów nie widać od razu. Ale przecież wielkie, przełomowe zmiany tylko pozornie następują z dnia na dzień. Zazwyczaj poprzedzają je lata ciężkiej pracy i starań. Myślę, że teraz w naszej wielkiej feministycznej rodzinie jesteśmy na etapie dostosowywania strategii do nowych okoliczności politycznych. Ale należy pamiętać, że różne pomysły na działania bywają komplementarne, dopełniające się, a nie konkurencyjne. Warto też sobie często przypominać, że nasz aktywizm wynika z szacunku do potrzeb, wyborów, marzeń drugiej osoby – a te mogą być naprawdę różne.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.


Kamila Ferenc – prawniczka w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz koordynatorka Zespołu Prawnego Federacji. Jest absolwentką prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i stypendystką Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Rektora UW za wybitne osiągnięcia naukowe. Doświadczenie zawodowe zdobywała w Biurze Trybunału Konstytucyjnego, Rzecznika Praw Obywatelskich i kancelariach prawnych. Autorka analiz prawnych do raportów z serii „Watchdog.edu.pl” oraz publikacji naukowych z zakresu prawa konstytucyjnego i administracyjnego.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Wąs, który przypomni o profilaktyce raka prostaty i jąder. Ta akcja może uratować życie

Mężczyzna z brodą i wąsem / Movember Polska: profilaktyka raka
Fot.: Unsplash.com

Rak prostaty od lat utrzymuje się w niechlubnej czołówce najczęściej występujących nowotworów złośliwych wśród polskich mężczyzn. Liczba zachorowań stale rośnie – od lat 80. zwiększyła się blisko czterokrotnie. Co roku na tę chorobę onkologiczną zapada ponad 9 tys. polskich mężczyzn, a 4 tys. umiera. Wzrasta również zachorowalność na raka jądra – co roku atakuje on ok. 1 tys. Polaków. Oba nowotwory mogą być uleczalne – niezbędna do tego jest jednak wczesna diagnoza. O wadze badań profilaktycznych, które mogą uratować naszą płodność i życie, przypomina listopadowa kampania „Movember Polska”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Eksperci podkreślają, że rak prostaty nie musi być wyrokiem. Dziś możemy go skutecznie leczyć, jeśli tylko choroba zostanie odpowiednio wcześnie wykryta. Niestety, zdecydowana większość mężczyzn zgłasza się do lekarza zbyt późno. To efekt niskiej świadomości zagrożenia i unikania badań profilaktycznych. Zgodnie z szacunkami, tylko co czwarty mężczyzna wykonuje regularne badania pod kątem nowotworów prostaty czy jąder. Tę niepokojącą sytuację ma zmienić kampania „Movember Polska”.

Bezpłatne badania i zniżki na konsultacje urologiczne w klinikach leczenia niepłodności i przychodniach

Tegoroczna kampania „Movember Polska” to czwarta już rodzima edycja międzynarodowej akcji, w ramach której przez cały listopad mężczyźni zapuszczają wąsy, by stać się żywym sztandarem troski o męskie zdrowie.

– Tak jak kobiety mają w kampaniach różową wstążkę, która przypomina o tym, jak ważne jest samobadanie piersi, tak mężczyźni mają symbolicznego czarnego wąsa, który przypomina o tym, że warto się badać – mówi Marta Pokutycka-Mądrala, dyrektor komunikacji korporacyjnej oraz PR w firmie Nationale-Nederlanden, która wspiera kampanię „Movember Polska”.

Poza zwiększaniem świadomości społecznej akcja umożliwia panom zdobycie szerokiej wiedzy na temat profilaktyki męskich nowotworów oraz wykonanie bezpłatnych badań. W zależności od wieku jest to: USG jąder (przed 40. rokiem życia) lub PSA, czyli testu krwi pod kątem zmian w prostacie (po 40. roku życia). Dodatkowo wiele specjalistycznych placówek (w tym kliniki leczenia niepłodności) oferuje pacjentom listopadowe zniżki na pakiety badań i konsultacje urologiczne.

– W kampanii chodzi o to, żeby edukować facetów na całym świecie o tym, że ich też mogą dopaść różne choroby. Nie chcemy straszyć nowotworami, tylko pokazać, że łatwo jest z tymi męskimi nowotworami wygrać: pod warunkiem, że są one odpowiednio wcześnie wykryte – dodaje z kolei Jakub Kajdaniuk, prezes zarządu Fundacji Kapitan Światełko, organizatora kampanii.

CZYTAJ TEŻ: Brak plemników w nasieniu? Ta metoda da mężczyznom większą szansę na ojcostwo

„Movember Polska”: z wąsem po męskie zdrowie

Organizatorzy podkreślają, że kampania jest coraz popularniejsza. Do tej pory w jej ramach przebadano ponad 3 tys. mężczyzn; wykryto przy tym aż 40 przypadków zmian nowotworowych.

– Poznajemy nowych ludzi. Mówią: „Wiem, o co chodzi, to badania z wąsem”. Mamy też mnóstwo pozytywnych historii. Mężczyźni do nas piszą, dzwonią albo spotykają się z nami w trakcie eventów i mówią: „2-3 lata temu zbadałem się u was, uratowaliście mi życie, dzięki, że jesteście” – mówi Jakub Kajdaniuk.

Ambasadorami kampanii zostali w tym roku znani youtuberzy: Cyber Marian i Chwytak oraz kierowcy rajdowi Kamil Winnicki i Filip Nivette. Wspólnie promują „Movember Polska” w teledysku do nowej wersji piosenki „Wąs! Wąs! Wąs!”, która w niebanalny sposób podkreśla znaczenie profilaktyki nowotworowej u mężczyzn.

– Z chęcią wziąłem udział w kampanii „Movember Polska”, ponieważ sam zmagałem się z nowotworem 7 lat, więc temat ten jest mi bardzo bliski. Mam dużą publiczność i jestem w stanie dotrzeć do szerokiego grona – mówi Cyber Marian.

Więcej na temat kampanii na stronie www.movember.org.pl.

Źródło: movember.org.pl, newseria.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Biopsja jąder. Kiedy ją wykonać i na czym polega?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Agresywny rak piersi czy niegroźna zmiana? Polska mikrosonda sprawdzi to w kwadrans – bez biopsji!

Na czarno-białym zdjęciu: Niemowlę przytuone do kobiecej piersi /Ilustracja do tekstu: Mikrosonda do diagnostyki raka piersi bez biopsji. Wykryje receptor HER2
Fot.: Go to Jordan Whitt /Unsplash.com

Zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia, każdego roku notuje się 1,7 mln zachorowań na raka piersi i blisko pół miliona zgonów. Szacuje się, że nawet co trzecią ofiarę tej podstępnej choroby można by uratować, gdyby diagnoza została postawiona we wcześniejszym stadium. Być może już wkrótce uzyskamy ją w… zaledwie kwadrans. Ma to umożliwić nowoczesna mikrosonda do diagnostyki raka piersi, którą opracował zespół polskich naukowców.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W Polsce rak piersi odpowiada za 22 proc. zachorowań na nowotwory. Statystycznie każdego dnia nowotwór ten diagnozuje się u 47 kobiet. Blisko 17 tys. pacjentek rocznie poddawanych jest leczeniu, a 6 tys. z nich umiera – czytamy w raporcie „Rak piersi nie ma metryki”. Z innych badań („Niewidoczna kobieta”) wynika, że u 10 proc. kobiet rak zostaje rozpoznany dopiero, gdy obecne są już przerzuty do innych narządów. Dzięki mikrosondzie do diagnostyki raka piersi tę sytuację będzie można niedługo zmienić.

Mikrosonda do diagnostyki raka piersi wykryje receptor HER2. Jak to działa?

Opracowaną przez firmę SDS Optic mikrosondą o grubości włosa nakłuwa się pierś w miejscu, w którym USG wykazało zmianę. Diagnozę otrzymamy po zaledwie kwadransie.

– To małe urządzenie detekcyjne, które będzie źródłem światła. Personel medyczny puści wiązkę światła i po 15 minutach odczyta z etykietki wynik stężenia, który będzie wynikiem matematycznym. To zresztą kolejny przełom. Dzisiejsze histopatologie są wykonywane na zasadach organoleptycznych, nie mierzy się matematycznego stężenia tak, jak to się robi glukometrem przy mierzeniu cukru. Nasz wynik matematyczny jasno wskaże, jakie jest stężenie konkretnego markera nowotworowego w okolicy guza – podkreśla Mateusz Sagan, dyrektor ds. rozwoju firmy SDS Optic.

Za pomocą pierwszej wersji mikrosondy poznamy stężenie markera nowotworowego HER2, wskazującego na szczególnie agresywny rodzaj raka piersi.

– Nasza sonda będzie pozwalała w czasie rzeczywistym wykonywać badania tożsame z tymi, które dzisiaj nazywamy roboczo biopsjami i histopatologią, czyli pobieranie tkanki i wysyłanie jej do laboratorium. My nie chcemy pobierać tych tkanek, tylko wewnątrz organizmu, w okolicy guza mierzyć stężenie markera nowotworowego. Pozwoli to lekarzowi natychmiast stwierdzić, czy pacjent ma konkretny rodzaj nowotworu, i uruchomić terapię – wskazuje Mateusz Sagan.

Eksperci podkreślają, że oznaczanie poziomu HER2 (receptora nabłonkowego czynnika wzrostu) umożliwia wprowadzenie skutecznej terapii celowanej, która zwiększa szansę pacjentki na przeżycie.

CZYTAJ TEŻ: Rak piersi w ciąży. Najnowsze rekomendacje ekspertów

Mikrosonda do diagnostyki raka piersi to szybsze rozpoznanie choroby

Mikrosonda nie tylko przyspiesza samo badanie, ale także istotnie skraca czas oczekiwania na jego wynik. W przypadku wykonywanych obecnie biopsji postawienie właściwej diagnozy trwa niekiedy kilka tygodni.

To jednak niejedyny problem, który stoi na drodze do odpowiednio szybkiej diagnozy nowotworów. Ograniczona jest także liczba histopatologów, którzy odpowiadają za badanie tkanek. Jak wynika z szacunków WHO, średni wiek lekarzy tej specjalności w Unii Europejskiej wynosi obecnie ok. 60 lat – to oznacza, że wkrótce może zacząć ich brakować.

Zaprojektowana przez SDS Optic mikrosonda do diagnostyki raka piersi pozwoli ten problem rozwiązać. Jest mało inwazyjna, a badanie może przeprowadzić przeszkolony personel medyczny. Dzięki temu diagnostyka raka piersi znacznie się przyspieszy, a tym samym – wzrosną szanse chorych na skuteczne leczenie. Analizy Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że wczesna diagnoza nowotworu może zmniejszyć odsetek zgonów z jego powodu nawet o 30 proc.

– Co roku na świecie umiera ponad 8 mln ludzi na różnego rodzaju nowotwory. Prawie 3 mln moglibyśmy uratować, gdyby była szybsza diagnostyka w różnych obszarach, nie tylko w tym naszym, lecz także w obszarach obrazowej diagnostyki, wczesnej diagnostyki nowotworowej – ocenia Mateusz Sagan.

Diagnoza raka bez biopsji w 15 minut – już za 3 lata?

Obecnie mikrosonda do diagnostyki raka piersi wchodzi w etap badań klinicznych.

– Badania będą trwały około 2,5 roku. Później mamy cały obszar związany z dopuszczeniami, wymogami regulacyjnymi – mówi ekspert SDS Optic.

Ekspert szacuje, że mikrosonda do diagnostyki raka piersi może pojawić się na rynku już za ok. 3 lata.

Źródło: newseria.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Ciąża po raku piersi. Metody leczenia a płodność

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Superstymulacja do in vitro. Na czym polega i jak wpływa na poprawę jakości komórek jajowych?

Stymulacja hormonalna, umożliwiająca wzrost wielu pęcherzyków jajnikowych, to jedna z procedur stosowanych w przygotowaniu do zapłodnienia pozaustrojowego. Jej przebieg – metoda i protokół – dostosowywany jest do indywidualnej sytuacji pacjentki. Jednym z dostępnych rozwiązań jest superstymulacja. Na czym polega, komu jest zalecana i jak wpływa na jakość komórek jajowych? Wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik klinik leczenia niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Superstymulacja do in vitro: na czym polega?

Superstymulacja to metoda, w której stymulacja hormonalna pacjentki rozpoczyna się w fazie folikularnej i przechodzi płynnie w fazę lutealną.

Komórki jajowe pobiera się wówczas dwukrotnie. W pierwszym etapie stymulacji pobierane są oocyty gorszej jakości. Dalsza stymulacja pozwala na wzrost nowych pęcherzyków jajnikowych, które pojawiły się w pierwszym etapie stymulacji i uzyskały gotowość do zareagowania na gonadotropiny. Gdy zawarte w nich komórki osiągną już dojrzałość, wykonuje się drugie pobranie. Dzięki temu można uzyskać lepszą odpowiedź organizmu na stymulację hormonalną, a tym samym – lepszej jakości komórki jajowe.

Wskazania do superstymulacji: niska rezerwa jajnikowa

Wskazaniem do wykonania superstymulacji przed in vitro jest m.in. niska rezerwa jajnikowa u pacjentki, szacowana na podstawie wyniku badania AMH.

W takim przypadku uzyskanie jak największej liczby komórek jajowych jest niezwykle istotne – czas na podjęcie odpowiednich działań jest bowiem ograniczony.

ZOBACZ TAKŻE: W kolejce po rodzicielskie szczęście. Ogromne zainteresowanie programem dofinansowania in vitro

Wskazania do superstymulacji: słabej jakości zarodki po in vitro

Superstymulację wykonuje się również wtedy, gdy w poprzednich cyklach in vitro pozyskano słabej jakości zarodki, nierokujące prawidłowego rozwoju oraz powtarzające się niepowodzenia zapłodnienia pozaustrojowego. Przyczyną tej sytuacji mogła być słaba jakość komórek jajowych, które znajdowały się w pęcherzykach gotowych do stymulacji.

Ekspert INVICTA podkreśla, że oocyty, które odpowiadają na stymulację hormonalną, mogą czasem zalegać w jajnikach przez dłuższy czas, ponieważ nie uległy wcześniejszej atrezji (zniszczeniu). Mimo że na skutek podanych leków pęcherzyki wzrosną prawidłowo, uzyskuje się wówczas słabej jakości komórki jajowe – to zaś może zaważyć na wyniku procedury in vitro.

– Rozwiązaniem tego problemu może być właśnie superstymulacja, w której komórki gorszej jakości pobierane są w pierwszym etapie stymulacji. W następstwie dalszej stymulacji rosną zaś nowe pęcherzyki, które w trakcie pierwszej stymulacji pojawiły się w gotowości do zareagowania na gonadotropiny. Dzięki temu w jednym cyklu uzyskujemy większą liczbę komórek. Te drugie, świeże pęcherzyki dają nam zwykle lepszej jakości komórki jajowe, a w rezultacie – lepszej jakości zarodki – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik klinik leczenia niepłodności INVICTA.

Więcej na temat stymulacji hormonalnej do in vitro znajdziesz na stronie Kliniki INVICTA.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Mezoterapia, czyli „odmładzanie” jajników. Jak to działa?


 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Zdarza mi się płakać z pacjentką”. Położna szczerze o swojej pracy

Pielęgniarka przy łóźku pacjentki - opieka okołoporodowa /Położna a poród

Poród to dla każdej kobiety wyjątkowo poruszające wydarzenie, które trudno porównać z czymkolwiek innym. Ale emocje, które towarzyszą temu niezwykłemu momentowi, są silne nie tylko po stronie rodzącej – udzielają się także położnej. – W swojej pracy trudno mi zachować dystans do uczuć i wydarzeń. Zdarza mi się też płakać z pacjentką – wyznaje Elżbieta Wójtowicz, położna i ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kobieta, która przygotowuje się do porodu, mierzy się niejednokrotnie z lękiem i wątpliwościami. Czy personel medyczny da jej oparcie, zapewni dobre warunki i wykaże się taktem? Czy w czasie porodu nie stanie się nic złego maleństwu?

Położna a poród. Najważniejsza jest empatia

Nad tym, by strach nie paraliżował rodzącej, by czuła się bezpieczna i znała odpowiedź na trapiące ją pytania, czuwa położna. Właśnie dlatego tak ważne jest, by potrafiła stworzyć w czasie porodu atmosferę życzliwości i zrozumienia. Niezbędna jest w tym empatia.

– W czasie porodu pojawia się lęk, strach, poczucie niepewności. Kobieta przychodzi do szpitala z „walizką” pełną obaw: o poród, o dziecko, które ma urodzić. Często czuje się zawstydzona, niepewna siebie. Przeprowadzenie kobiety przez poród tak, aby był pięknym doświadczeniem, a nie traumą, i opanowanie trudnych uczuć to wielkie wyzwanie dla położnej – wyjaśnia Elżbieta Wójtowicz, położna i ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

Empatia, która idzie w parze z profesjonalizmem i doświadczeniem, pomaga położnej zbliżyć się do pacjentki. Daje rodzącej komfort i poczucie bezpieczeństwa.

– Z mojego długoletniego doświadczenia wynika, że położna powinna mieć świadomość swojej emocjonalności i przekładać te uczucia na rodzącą: opanować stres w trudnych sytuacjach, wziąć sprawy w „swoje ręce”, aktywizować do działania.

CZYTAJ TEŻ: Ginekolog czy położna? Kogo wybrać do prowadzenia ciąży?

Położna a poród. Wrażliwość, która pomaga w trudnych chwilach

Niezwykle ważne jest też, by położna pomogła kobiecie ograniczyć uczucie skrępowania związane z nagością i różnymi aspektami fizjologii, które towarzyszą tak intymnemu wydarzeniu jak poród.

– Delikatność, poszanowanie godności i zachowanie intymności to ważne umiejętności, które każda profesjonalna położna powinna posiadać – zaznacza położna.

Elżbieta Wójtowicz przyznaje jednak, że jej zawód nie jest łatwy. Czasem trudno zachować dystans do wydarzeń, które rozgrywają się na sali porodowej.

– Zdarza mi się też płakać z pacjentką – mówi położna.

Tej niezwykłej wrażliwości na uczucia rodzących nauczyła się, pracując właśnie na bloku porodowym.

– Tam zawsze towarzyszy mi myśl, która jest moim mottem zawodowym: „Wspaniałe są owoce dobrych wysiłków”.


POLECAMY RÓWNIEŻ: „Wygrana w konkursie otwiera drzwi do nowych działań”. O kulisach kampanii „Położna na medal”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.