fbpx
Przejdź do treści

Wynająć brzuch

Julia ma 34 lata. Mieszka w dużym mieście. Pracuje w zagranicznej korporacji i nieźle zarabia. Ma męża, od 6 lat tego samego. Prowadzi zdrowy styl życia: nie pali, nie je glutenu, regularnie odwiedza siłownię i biega w pobliskim parku.

Poza skórzanym kalendarzem, w którym skrupulatnie zapisuje wszystkie biznesowe spotkania, w torbie nosi jeszcze mały, czerwony kajecik. Zapisuje w nim każdą miesiączkę, temperaturę ciała, bóle głowy i podbrzusza i każdy seks z mężem. Po stosunku opiera nogi wysoko o ścianę i leży z głową w dole przez kilkanaście minut. Julia ma za sobą trzy in vitro i sześć poronień. Chce zostać mamą…

W Internecie przeczytała już wszystkie artykuły o niepłodności, śledzi fora, prenumeruje tematyczne gazety. Od kilku miesięcy do kręgu jej zainteresowań dołączyła surogacja. Mimowolnie, coraz częściej zagląda na jeden z najpopularniejszych portali z ogłoszeniami o wynajmie brzucha.
„Dzieci wnoszą w życie ich rodziców wiele słonecznych chwil, ale również wiele nowych, nieoczekiwanych wyzwań… Bycie matką to skarb. Chcę dać taki właśnie skarb” – pisze zdecydowana i przekonuje Julię. Zdecydowana ma 25 lat i jest zdecydowana pomóc i zostać mamą zastępczą. Ma taką samą grupę krwi jak Julia, zapewnia, że jest zdrowa.
Weronika ma 25 lat i 165 cm. Skończyła studia i mieszka w Warszawie. Pracuje w hotelu. Nie pali, nie pije i nie bierze narkotyków. Nigdy nie była w ciąży, ale wie, że jest zdrowa, bo przecież zdrowo żyje i regularnie chodzi do lekarza. Weronice w stolicy nikt nie pomaga, pochodzi z ubogiego domu. Nie ma ani chłopaka, ani przyjaciół. Zarabia mało, ale dużo płaci za wynajem pokoju. Jakoś by sobie dorobiła na ciuchy czy wakacje. Dlatego zdecydowała się zostać surogatką.
Zboczeni

Roman zaczął prosto z mostu. „(…) pisanie o tym, jak bardzo chcemy mieć własne dziecko, chyba jest oczywiste, inaczej mnie by tu nie było. Chodzi o to, że jesteśmy z żoną mocno wierzący i podjęcie decyzji, aby w ten sposób starać się o dziecko nie było łatwą sprawą. Dziecko byłoby tylko z mojego nasienia, żona nie może użyczyć komórki, bo ich nie produkuje z powodu usunięcia jajników. Stąd komórka musiałaby być twoja, a zapłodnienie najlepiej jakby było naturalne, chociaż to nie jest ostateczny warunek. Wszystkie pozostałe sprawy do dogadania. Chętnie weźmiemy cię pod swoją opiekę aż do porodu, jesteśmy dość zamożni i nie będzie problemu z zadośćuczynieniem” – napisał, po czym pozdrowił Weronikę.

„Często nie mówi się o nieuczciwych osobach poszukujących Matek Zastępczych. Nieuczciwych bądź osób niestabilnych emocjonalnie albo właśnie zboczeńców. Co drugi z maili kierowanych pod moim adresem zawiera treści, w którym mowa jest o zapłodnieniu naturalnym. Żenada” – żali się milena12.

Ale Weronika tego nie wie, nie ma intuicji. Jest naiwna i szuka łatwego zarobku. Proponuje Romanowi inseminacje. „(…) jesteśmy osobami głęboko wierzącymi i nie chcę, aby moje dziecko narodziło się z masturbacji i sztucznego zapłodnienia, poza tym inseminacja jest bardziej zawodną metodą, najlepiej jak to się odbywa podczas prokreacji, wtedy kobieta i mężczyzna stanowią jedno i to jest najpiękniejszy akt stworzenia. Jeśli chodzi o dyskrecję, to oczywiście ją pani zapewnimy, nawet będzie ona wskazana, aby dopełnić naszych warunków współpracy. Jeśli chodzi o szacunek, to vice versa. Poza tym postaram się być czuły i delikatny podczas naszych zbliżeń” – zapewnia Roman i prosi o fotkę.

Za Weroniką stoi sztab specjalistów – wydawnictwo, prawnicy, lekarze i psychologowie. Doskonale zna te mechanizmy. Nie dała się nabrać. Ile dziewczyn udaje się skusić? Tego nie wiadomo, nie ma żadnych statystyk. Być może Roman chciał się tylko przespać z Weroniką, może faktycznie marzy o dziecku, a surogacja była dla niego i jego żony jedyną możliwością.

Weronika, podobnie jak Julia, istniały tylko wirtualnie przez kilka dni. Sama je wymyśliłam. Jedna zamieściła ogłoszenie na portalu, który w przeglądarce internetowej wyskakiwał jako pierwszy po wpisaniu hasła „wynajmę brzuch”. Zaznaczyła, że interesują ją tylko poważne propozycje i że jest uczciwa. Już następnego dnia rano miała pierwsze oferty. Druga szukała takich ogłoszeń i wysyłała maile do surogatek.

Z literą prawa

„Mam dwa pytania, o Pani statut związku i o Pani oczekiwania finansowe” – spytał Cezary, dotykając sedna. Statut musi być wolny. Zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym „Jeżeli dziecko urodziło się w czasie trwania małżeństwa albo przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia, domniemywa się, że pochodzi ono od męża matki”. Zapis ten z automatu przypisuje ojcostwo obecnemu mężowi matki. Domniemanie można obalić. Ojciec musi wystąpić w sądzie o przyznanie ojcostwa. Dowo­dem prze­ci­wnym może być m.in. badanie krwi, bada­nia antropo­log­iczne czy badanie DNA.

Tego problemu nie ma, jeśli surogatka jest niezamężna. W związkach nieformalnych ustalenie ojcostwa zazwyczaj odbywa się poprzez uzna­nie dziecka przez ojca. Są dwa sposoby: oświad­cze­nie woli, które składane jest dobrowol­nie przez mężczyznę mającego zdol­ność do czyn­ności prawnych, lub oświad­cze­nie wiedzy, w którym mężczyzna przyz­naje, że jest rzeczy­wistym ojcem dziecka. Tata potwierdza lub oświadcza, że jest ojcem, a surogatka zrzeka się praw. Po sprawie.

Jednak jeśli surogatka się rozmyśli, to nie ma mocnych, dziecko jest jej. Nie pomoże żadna umowa cywilno-prawna. Ta może zabezpieczyć finanse, ale nie dziecko. „Surogatka nie może w żaden sposób zmusić swoich >>kontrahentów<< do odebrania od niej dziecka. Zgodnie z obowiązującym prawem, to ona jest matką dziecka i ponosi wszelkie konsekwencje z tym związane. Jedyne, co mogłaby zrobić, to wyzbyć się praw rodzicielskich i przekazać dziecko do adopcji na podstawie przepisów K. R. O. Również osoby >>zamawiające<< dziecko nie mają żadnych podstaw do wydania dziecka przez surogatkę, ponieważ, odwołując się znowu do definicji matki zawartej w K.R.O., kobieta, która urodziła dziecko, jest jego matką i w związku z tym ma skuteczny wobec wszystkich tytuł prawny. Jedyną kwestią, na którą ewentualnie mogłyby powołać się osoby oszukane przez surogatkę, to, jak wskazuje się w piśmiennictwie, przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu” – tłumaczy Karolina Dobrowolska z Instytutu Ordo Iuris.

Cały tekst możecie przeczytać w najnowszym numerze e-wersji magazynu Chcemy Być Rodzicami (do kupienia tutaj)

Magda Dubrawska

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.