Przejdź do treści

Wszyscy będziemy niepłodni

Zewsząd słychać – co piąta para zmaga się z niepłodnością, problem narasta. Nic dziwnego, że wiele z nas już zanim zacznie planować dzieci, czuje ciężki oddech niepłodności na karku. „To może spotkać również mnie” – myślę czytając kolejne artykuły.

Potem kontaktuję się z lekarzami, każdy mówi o profilaktyce i zdrowym stylu życia. Jem zdrowo, ćwiczę, biegam i staram się wysypiać. Myślę sobie: „Może mi się upiecze”. Wystarczy połączyć zdrowy styl życia i opiekę lekarską.

Mam 26 lat, lepiej badać się profilaktycznie i dmuchać na zimne. Pragmatycznie postanawiam się zbadać. Wcześniej zwalniam się z pracy, idę do internisty, proszę o skierowanie do poradni ginekologicznej, do poradni endokrynologicznej i oczywiście na badania krwi. Zrobię wszystko, a co mi tam!

Skierowania mam, składki odprowadzam, pozostaje więc tylko umówić się na wizytę. Mieszkam przecież w Warszawie, a tu w stolicy mamy dostęp do najlepszych fachowców. Wszystkie atrakcje opłaci mi NFZ, z mojej i waszej kieszeni. Będę zdrowa.

Jak kraść to miliony, jak kochać to księżniczkę, jak się leczyć to u najlepszych. Dzwonię na Karową, tam przecież mają poradnię ginekologiczno-endokrynologiczną – coś dla mnie. Próbuję do prof. Smolarczyka, kierownika kliniki ginekologii endokrynologicznej. W końcu po wielu przekierowaniach typu: „Pani spróbuje z końcówką 170, 250, 140…” okazuje, że do profesora mogę trafić tylko po wskazaniu przez innego lekarza. Rozumiem i nie zrażam się. Chcę w takim razie do innego lekarza, znów próbuje z „inną końcówką”.

Pani kochana

Odbiera pani Zosia Sztab, mówię jej, że mam skierowanie. Pani Zosia od początku poirytowana, nie chcę mnie zapisać. Pytam, proszę, drążę – wszystko na nic, pani Zosia twarda sztuka, nieugięta. Nie mogę mieć dwóch skierowań do poradni ginekologicznej i poradni endokrynologicznej. Muszę mieć jedno – do poradni ginekologiczno-endokrynologicznej. Nic się nie da zrobić, nie i już. Zawiedziona odkładam słuchawkę, pani Zosia oddycha z ulgą.

Próbuje dalej. Najpierw do tych znanych i szanowanych. Wszędzie podobnie, niemiło, nerwowo i z łaską.  Zapisy, jak dobrze pójdzie na styczeń i od stycznia mogę dzwonić, bo system już nie działa. Jak gorzej pójdzie to na kwiecień.

Systemowo

Tego dnia wykonałam 21 telefonów (policzyłam!). Udało mi się zapisać do jednego lekarza ginekologa, na 24 stycznia, a więc na dwa i pół miesiąca później. Chciałabym być zdrowa, wiedzieć, że nie mam, o co się martwić, że lekarz leczy. Ale po co mi lekarz, jak system jest chu…y? Na co mi profilaktyka, z której nie mogę skorzystać?

Publiczna służba zdrowia każdego dnia sprowadza nas na ziemię, a właściwie bezlitośnie w nią wgniata. Brudny, opasły palec NFZ szybko ustawił mnie w szeregach plebsu, bo tym właśnie dla służby zdrowia są pacjenci – szarą nic nieznaczącą masą. A ja jej częścią.

Mam 26 lat, jestem dziennikarką. Mierzyłam się z wieloma zamkniętymi drzwiami i niechęcią wielu osób. Tym razem nie podołałam.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!
Autor

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.