Przejdź do treści

Wstyd, czyli tajemnica, którą trudno się podzielić

Fot. fotolia

Każdy człowiek ma obszar w życiu, o którym nie mówi nikomu. Są sytuacje i sprawy, którymi nie dzieli się z najbliższymi, nawet z osobami, z którymi tworzymy intymną relację. Nierzadko unikamy ujawniania sekretów nawet w sytuacjach, które są stworzone do tego, żeby być maksymalnie szczerym i otwartym, na przykład w psychoterapii.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zachęcamy pacjentów, żeby byli szczerzy, przekonujemy ich, że trafili w bezpieczne miejsce, w którym będą mogli bez ryzyka, że zostaną ocenieni, wyjawić to, co ich najbardziej boli. Nie zawsze można się otworzyć. Jest to zrozumiałe; zaufanie buduje się z czasem. Zaufanie do kogoś, komu ma się powierzyć swoje tajemnice, ale też do siebie, że wytrzyma się emocje, które muszą się pojawić.

O tajemnicach można myśleć na dwa sposoby. Jeden wiąże się z realnością, ale jest też druga strona  – przekonanie, że nikt inny nie doświadczył tego, co my, nie zrozumie, wyśmieje, oceni. Realne wydarzenia obrastają fantazjami i oczekiwaniami. W praktyce oznacza to, że decydujemy się na milczenie, ponieważ spodziewamy się, że osoba słuchająca zareaguje w określony sposób na nasze wyznanie.

Okazuje się, że nie ma większego znaczenia, z kim rozmawiamy; świadomie można być przekonanym, że psychoterapeuta „słyszał już wszystko”, a w uczuciach będzie tkwił lęk i obawa przed szczerym mówieniem

Oczekiwania

Dorota trafiła na terapię zmęczona wstydem i smutkiem, w depresji, po rozstaniu z narzeczonym. Czuła, że miała silną motywację do terapii. Nie było powodu, żeby cokolwiek ukrywać, zwłaszcza że trafiła do osoby z polecenia. Pewną przeszkodą był fakt, że zaproponowano jej terapię grupową, a w grupie trudniej się otwierać, zwłaszcza na początku. Jednak „początek” trwał dla Doroty bardzo długo. Poczucie, że jest się niesłyszanym, że grupa się nie troszczy, jest niezainteresowana nią narastało. Jednocześnie niewiele mówiła na sesjach, pomimo że wiele działo się w jej życiu i ostatecznie po dwóch latach terapii zrezygnowała.

Można się zastanawiać, co się takiego dzieje, że choć deklarujemy i szczerze wierzymy, że w pewnych sytuacjach będziemy w stanie sięgnąć po pomoc, kiedy wreszcie pojawia się taka możliwość, nie potrafimy z niej skorzystać.

Każdy z nas nosi w sobie tak zwane obiekty wewnętrzne, czyli obraz najważniejszych osób, zwykle rodziców. Ten obraz obejmuje również ich reakcje na nasze słowa i emocje. W zależności od tego, jaki „obiekt” zamieszkuje nasze wnętrze, takie będzie również nasze oczekiwanie. Spodziewamy się, że tak jak nasi rodzice kiedyś, tak również dziś osoby, do których się zwracamy wysłuchają nas i wesprą, wyśmieją lub zlekceważą. Nic więc dziwnego, ze osobie, która na przykład miała matkę zaabsorbowaną pijącym mężem, emocjonalnie niedostępną, trudno sobie wyobrazić, że ktoś może się na niej skupić, zrozumieć, zwyczajnie wysłuchać. Raczej spodziewa się ona powtórzenia sytuacji z dzieciństwa.

Dzieje się to automatycznie i nieświadomie. Kończąc terapię Dorota była przekonana, że grupa ją zawiodła, że nie była dość wspierająca i wyrozumiała. Wydaje się jednak, że niemałą rolę odegrały jej oczekiwania i wyobrażenia– rzadko się odzywała, nieczęsto wnosiła swoje sprawy, nie chciała nikogo obarczać swoimi stanami psychicznymi, ale też miała przekonanie, że gdyby nawet zdecydowała się opowiedzieć o sobie, nie zostałaby zrozumiana.

Ukryty ból, sekretny wstyd

Seksualność jest obszarem funkcjonowania zasadniczej większości z nas, jest on szczególnie chroniony i nierzadko obrosły tajemnicami. W szczególnie trudnej sytuacji są osoby, które doświadczyły na tym polu jakichś nadużyć. Opowiadanie, przypominanie, ponowny kontakt z emocjami z czasów traumy nigdy nie są łatwe. Wstyd jest zwykle tym uczuciem, o którym ofiary mówią najczęściej. Bywa też tak, że w dorosłym życiu ofiary nadużyć seksualnych same się nadużywają- wchodząc w destrukcyjne związki, romanse, sięgając po używki czy tworzą niebezpieczne relacje seksualne. Nie mogą już więc myśleć o sobie jedynie jak o ofiarach, ponieważ teraz sprawują kontrolę nad swoim życiem i podejmują dorosłe decyzję. Jest to jednak kontrola pozorona, a dzisiejsze decyzje są silnie zakorzenione w przeszłości.

Wstydzić się można wielu rzeczy, każdej odmienności i wszystko może stać się sekretem. Żyjemy z tajemnicami, trzymamy wewnątrz sekrety przekonani, że to nas chroni.

Trochę jak w micie o puszce Pandory – tylko szczelnie zamniętę wieczko może ochronić nas i świat wokół przed katastrofą. Tymczasem to właśnie trzymanie w sobie tajemnic pochłania mnóstwo energii psychicznej, którą można by spożytkować na rozwój. Wiele wysiłku trzeba też włożyć w samodzielne i samotne radzenie sobie ze wstydem i bólem. Posługując się wyobrażeniami i automatycznymi oczekiwaniami – „nikt mnie nie zrozumie; nikt nie doświadczył tego, co ja; nikt nie wytrzyma tego, co mam do powiedzenie; zlekceważą mnie” – nie konfrontując ich z rzeczywistością, sami stajemy sobie na drodze do rozwoju i podkopujemy swoje zdrowie psychiczne.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami