Przejdź do treści

Wśród pułapek niepłodności – rozmowa z autorkami książki „Nadzieja na nowe życie.”

nadzieja na nowe życie agnieszka doboszyńska

Rozmowy z dwiema z trzech autorek książki „Nadzieja na nowe życie” mogłyby trwać w nieskończoność. Ciepłe, inspirujące, empatyczne kobiety, które napisały książkę – także na podstawie własnych doświadczeń – pozwalającą lepiej zrozumieć, co spotyka kobietę doświadczającą niepłodności. Z Justyną Kuczmierowską i Agnieszką Doboszyńską rozmawiała Jolanta Drzewakowska.

Książka dzieli się na 28 dni, dlaczego?

AD: Książkowy cykl kobiecy ma 28 dni, chodzi o symbol, ten cykl determinuje przecież codzienność większości niepłodnych kobiet.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

JK: Życie kobiety starającej się o dziecko jest wpisane w ten cykl, zależne od niego. Początek – rozpacz, smutek, że znowu się nie powiodło. Środek – owulacja, gdy w organizmie kobiety fizjologicznie wszystko przygotowuje się na poczęcie, wtedy wzrasta nadzieja i wiara. Tuż przed okresem – moment bardzo silnego napięcia, czy znowu będzie tak samo, czy jednak tym razem się uda.

Pierwszą częścią każdego rozdziału jest dziennik…

AD, JK: …a drugą – poradnik. Każdy rozdział jest poświęcony innej tematyce, w związku z czym  poradnik zawsze dotyczy tego samego aspektu, który w dzienniku porusza bohaterka książki – fikcyjna Anna doświadczająca niepłodności.

Pisałyście o swoich doświadczeniach, ale spotykałyście się również z innymi kobietami, które zmagały się z tym problemem.

JK: Zarówno ja, jak i Asia mamy za sobą lata starań o dziecko. Asi dwa lata, ja – pięć. Nie chciałyśmy pisać o konkretnych sytuacjach z naszego życia, wyciągnęłyśmy tylko esencję, którą połączyłyśmy z doświadczeniami innych. Pisałyśmy o kobietach, które dotyka problem niepłodności. Mam za sobą trudny czas starań o dziecko, co sprawia, że łatwiej mi zrozumieć osoby, które też tego doświadczają. Jestem gotowa mówić o tych skomplikowanych sytuacjach z perspektywy czasu. Byłam po obu stronach.

Niektóre osoby, które doświadczyły niepłodności, nie chcą wspominać i wracać do tych spraw. Dla nich druga strona lustra to pancerna szyba. Nie chcą się spotykać z ludźmi, którzy wciąż walczą. To wymaga nieustannej empatii i wrażliwości. Nie chcą pamiętać emocji z tego okresu, lecz wykrzyczeć światu, że im się udało.

AD:  Sam fakt, że pisałyśmy tę książę we trzy, nauczył nas wielu rzeczy. Każda z nas ma za sobą różne przeżycia zawodowe i osobiste. Oprócz tego zdobywałyśmy konkretną wiedzę podczas pisania określonych rozdziałów, no i uczyłyśmy się od kobiet, które poznawałyśmy na prowadzonych przeze mnie i Justynę warsztatach.

Wiele rzeczy udało nam się odkryć samodzielnie i zebrać w spójny system. Lubimy myśleć, że czas niepłodności zastawia charakterystyczne pułapki na osoby starające się o dziecko. Ukrywanie niepłodności jest jedną z nich, inną mogą być trudności w życiu intymnym – nastawienie na poczęcie w danym dniu, o danej godzinie niszczy spontaniczność intymnych spotkań. Charakterystyczne jest odwieszanie wszystkich swoich marzeń i pragnień na haczyku z założeniem, że zajmiemy się nimi, gdy już się uda zajść w ciążę, gdy urodzi się dziecko…

JK: Książka była też fantastyczną okazją, by przedyskutować wiele tematów, o których miałyśmy inne zdanie. Bardzo cenne i wartościowe było dla nas zrozumienie sedna pewnych zjawisk i tematów.

Który rozdział był dla każdej z Was najważniejszy?

JK: Bardzo ciekawie wspominam rozdział na temat seksu, który naprawdę wymagał przemyślenia i zastanowienia się, co w tym temacie jest najważniejsze, co liczy się w bliskości fizycznej.

AD: To było piękne, gdy dostałam go do sczytania, poczułam wypieki na twarzy… (śmiech)

Co jest istotne w seksie?

JK:  Potrzeby kobiety i mężczyzny w wielu obszarach są inne. Warto znać te różnice. Seksualność to jest taki obszar w życiu pary, który się zmienia i ewoluuje, warto więc mieć przestrzeń na zmiany w swojej seksualności, w intymnych spotkaniach. Wiemy, że częstym doświadczeniem par starających się o dziecko jest przemęczenie, znudzenie zbliżeniami. W tym czasie seks z zegarkiem w ręku może stać się męką. Sposób napisania rozdziału o seksie był swoistym wyzwaniem, ponieważ ma on określony cel terapeutyczny. Próbujemy trochę zachęcić do zabawy seksem, trochę też sprowokować.

Pytałaś o najważniejsze rozdziały. Chciałabym także podkreślić wagę pierwszego, który wprowadza czytelnika w temat niepłodności, czyli bardzo trudnego starania się o dziecko. Szerszy kontekst, który pokazuje, z jak trudnym i bolesnym zagadnieniem mamy do czynienia.

Podczas pisania także bardzo ważny był dla mnie rozdział o adopcji. Mówi on o istocie rodzicielstwa w ogóle. Zachęca do zastanowienia się o co chodzi w miłości między rodzicem a dzieckiem, o co chodzi w tej relacji. Bardzo sobie cenię ten rozdział…

AD: …i nie chodzi tylko o relację z adoptowanymi dziećmi. Są rzeczy uniwersalne dla wszystkich relacji rodzicielskich.

A Twoje ważne rozdziały?

AD: Każdy rozdział naszej książki, jak wierzymy, jest istotną cząstką wsparcia na drodze zmagań z  niepłodnością. Dla mnie jednak jeden z ważniejszych rozdziałów to Sens starań, który mówi o tym, że wszystko w życiu ma sens, choć czasem jest to cholernie trudne do zrozumienia.  Może być tak, że sens zdarzeń, uda się dostrzec dopiero po pięciu, a może dwudziestu pięciu latach, po dziecięciu ale miesiącach, po dwudziestu dniach. Nie jest to łatwa sztuka, szczególnie jeśli doświadcza się trudu, cierpienia, rozpaczy, ale założenie, że sens jest, zawsze jest i bywa bardzo uwalniające.

JK: Może też dać poczucie spokoju. Przekonanie, że choć jestem teraz w niełatwej sytuacji, to ma mi ona przynieść coś dobrego, przed czymś mnie uchronić, wzmacnia.

Dzięki trudnym przeżyciom mogę coś odkryć, coś zmienić, mogę docenić wartość pewnych obszarów swoim życiu, rozwinąć się, spotkać niezwykłe osoby, mogę napisać książkę…

 

AD: Drugi ważny rozdział, który przychodzi mi do głowy, to ten dotyczący przeszłości: dzieciństwa, trudnych doświadczeń, tego co minęło, a co daną osobę ukształtowało. Człowiek nie jest wyrwaną z kontekstu jednostką, jest coś przed nim, jest coś teraz, jest coś po nim. Jest system rodzinny i uwarunkowania z przeszłości. Warto się temu przyjrzeć, mieć świadomość, że nie wszystko, co robię, jest tylko moją decyzją.

W jednym z rozdziałów podpowiadacie, jak sobie radzić z sytuacjami społecznymi, czyli idziesz na imprezę, ciocia się pyta, kiedy będzie dziecko…

JK: Dałyśmy bardzo różne propozycje na takie trudne sytuacje społeczne. Ich wybór zależy od gotowości i możliwości pary, nie wszyscy mają przecież odwagę i chęć, aby mówić na temat swoich trudności z poczęciem. Każdy powinien, w zgodzie ze sobą, znaleźć taki sposób  przekazania innym tej informacji , który jest dla niego możliwie najlepszy.

Między innymi proponujecie napisanie listu.

AD: Tak, bo ktoś, kto nie ma odwagi rozmawiać z innymi na trudne tematy, kto nie potrafi się w bezpośredniej relacji obronić, może napisać list, maila, wyrazić swoje myśli w taki bardziej bezpieczny sposób.

Mam wątpliwości, co do takiego rozwiązania.

AD: Spójrz na to inaczej, dzięki listowi w niebezpośredni sposób możesz wyrazić to, czego nie umiesz powiedzieć wprost. Jest w tym jeszcze inna wartość. Chodzi o sam fakt uświadomienia sobie, że „bywam ofiarą” i „nie chcę tak więcej”.  Nie spodziewamy się, że osoba, która nie ma odwagi zawalczyć o siebie, nagle przeczyta rozdział naszej książki, pójdzie i „wywali” wszystko prosto w twarz. Chcemy tylko pokazać, że przyjmowanie cięgów, niewygodnych pytań jest w pewnym stopniu związane z tym, jak dana osoba sama funkcjonuje i jak komunikuje się z innymi ludźmi.

To, jaki mamy stosunek do innych ludzi, wynika z tego, kim jesteśmy, zgodnie z mottem: będą cię traktować tak, jak sobie na to pozwolisz, albo idąc dalej: będą cię traktować tak, jak ty będziesz się traktować! Każda osoba doświadczająca niepłodności ma prawo odpychać niewygodne pytania, ma prawo odpowiedzieć, że nie ma ochoty o tym rozmawiać.

JK: Bardzo często się zdarza, że osoby, które starają się o dziecko, muszą znosić cięgi ze wszystkich stron. Reakcja na to jest bardzo różna, czasem ostra, czasem bardziej delikatna, czasem nie ma jej w ogóle. Nie należy oczekiwać, że wszyscy nagle będą dla nas mili i będą dawać nam tylko to, co dobre, ale rzeczywiście możemy wpływać na te sytuacje wokół nas, wyjść z roli ofiary.

AD: Zawsze można poprosić o pomoc. Osoby, które przychodziły do nas na warsztaty, zachęcałyśmy do szukania wsparcia u specjalisty np. psychoterapeuty, przewodnika duchowego, czy choćby przyjaciółki.

JK: Warto też przećwiczyć sobie te trudne sytuacje. Przyjaciółka może wejść w rolę wrednej ciotki i zacząć do nas mówić: „Ooo, wy to karierowicze, odkładacie dziecko na potem…”, wówczas można zaobserwować swoje uczucia i spróbować odpowiednio reagować.
Czytając tę książkę, odniosłam wrażenie, że kobieta musi bardzo dużo zrobić, by żyło jej się lepiej.

AD: A nie jest tak, że każda z nas dużo musi?

JK: Bez wątpienia warto podkreślić, że na kobietach ciąży niezwykła presja. Kobieta musi się spełnić zawodowo, być piękna, zadbana, świetnie ubrana, mieć dobry dom. Podczas pisania książki miałyśmy takie poczucie, że udzielamy masy „dobrych” porad i wskazówek, a to też może być obciążające. Wierzymy jednak, że przeczytanie „Nadziei na nowe życie” zachęci kobiety do przyjrzenia się różnym obszarom swojego życia, że pomoże im lepiej się poznać i zrozumieć, stać się silniejszymi w tym trudnym czasie oczekiwania na dziecko. Ważnym rozdziałem naszej książki jest ten, w którym pokazujemy, że jednak nie wszystko od nas zależy.

A co od nas zależy?

JK: W niepłodności jest duży obszar, który od kobiety nie zależy, tak samo zresztą,  jak i obszar, za który jest odpowiedzialna. W książce pokazujemy różnicę między tymi dwiema płaszczyznami.

AD: Starałyśmy się podkreślić, że ważne jest, aby rozpoznać, czego tak naprawdę chcemy. Mówisz, że kobieta wiele musi, więc jeżeli ona ma przekonanie, że musi, to powinna zadać sobie pytanie: chcę czy muszę?

JK: JK: Żeby to „muszę” było tylko moim „muszę”. Napisałyśmy tę książkę z założeniem, że będzie to zbiór doświadczeń, propozycji, wskazówek, informacji, z których każda czytelniczka może wybrać to, czego jej konkretnie potrzeba.

W jednym z rozdziałów mówicie o zarządzaniu stresem, zarządzaniu leczeniem. Nawet w tak intymną sferę wdziera się korporacyjna terminologia? Miałam refleksję, że taki język ma za zadanie pokazać, że nawet w tej sferze wszystko mamy uporządkowane, bardzo dopracowane…

AD: Podoba mi się Twoja myśl, bo ja jestem ta bardziej antykorporacyjna, ale na obronę terminologii, którą przyjęłyśmy w książce, powiem, że jest dużo osób, które na co dzień myślą takimi biznesowymi sformułowaniami i odnajdują się w tym: „O, to coś dla mnie – zarządzanie stresem”.

Zatem nie dość, że jesteś w trudnej i męczącej sytuacji, to jeszcze musisz tym wszystkim zarządzać: i leczeniem, i stresem, i relacjami… Z bolesnego, czasami traumatycznego doświadczenia robi się pole do zarządzania.

JK: Ale czy tak właśnie nie jest? Życie podporządkowane staraniom o dziecko to chodzenie do lekarza, na USG, współżycie na czas, wyjazdy, praca… Nie trzeba tym zarządzać?

Ja jestem przeciwna sformułowaniu „zarządzanie”. Tymi rzeczami nie da się zarządzać, one po prostu się dzieją. Możemy się nauczyć z nimi lepiej żyć i tyle. Natomiast rozumiem Twój argument dotyczący tego, że są osoby, które bardzo lubią myśleć, że potrafią tym wszystkim zarządzać.

JK: Zgoda, ale zwróć uwagę, że osoby, które doświadczają niepłodności, często mają poczucie olbrzymiego braku kontroli nad swoim życiem, dlatego też danie im odrobiny tej kontroli może być odciążające.

Mówisz o dawaniu poczucia kontroli. Moim zdaniem niepłodność, i w ogóle choroby, są jednak takimi sytuacjami w życiu, nad którymi nie możemy zapanować, ale budujemy sobie taką ułudę, dzięki której mamy wrażenie, że jest inaczej. Czy w ten sposób nie sugerujemy czytelniczkom, że jeżeli się nie uda, to znaczy, że źle „zarządzały”?

AD: Nie, to nie tak, my chcemy wskazać te obszary, w których możemy coś zdziałać. Słynne zdanie Marka Aureliusza: „Boże, daj mi mądrość, żebym umiał odróżnić jedno od drugiego…”. Rzeczy, na które mamy wpływ, od rzeczy, na które tego wpływu nie mamy.

JK: Rozumiem Twój punkt widzenia, ale chcę podkreślić jeszcze jedną bardzo istotną rzecz. Wiele badań wskazuje, że to właśnie nadmierny poziom stresu tak źle wpływa na fizjologię kobiety.

Stres, jeśli jest silny, długotrwały, potrafi wyrządzić wiele szkód. Dlatego chciałyśmy pokazać, że nad tym wszystkim warto zapanować. Skupić się, aby tak zmienić swoje życie, żeby ten stres zminimalizować, zapanować nad nim i mieć siłę do dalszych zmagań.

 W Waszej książce poruszony został również temat kobiecości. Miałam wrażenie, że jest to trochę stereotypowe podejście: umaluj się, wyszykuj, załóż szpilki… Czy o to chodzi w kobiecości?

 JK: Bardzo dużo rozmawiałyśmy na temat tego, czym jest kobiecość, starałyśmy się to pokazać w literackiej części naszej książki, czyli dzienniku Anny. Kobiecość ma bardzo wiele twarzy, a każda z nich jest piękna. Uważam, że kobiecość to przede wszystkim wnętrze, sposób, w jaki kobieta sama się ze sobą czuje, jak o sobie myśli, kim jest, jakie ma wartości, pasje…

Ale wbrew temu, co teraz mówisz, w książce definiujecie kobiecość także poprzez wygląd zewnętrzny.

JK: Spotykamy się z tym, że kobiety, które starają się o dziecko, mają tendencję do tego, by nie czuć się kobieco, bo dla nich definicją kobiecości często jest zostanie mamą, a jak tego nie osiągną, wydaje im się, że nie są kobietami. My uważamy, że są i staramy się o to, by dbały o swoją kobiecość tak, jak to czują. Tak, jak uważają. W pracy z kobietami doświadczającymi niepłodności np. zadajemy takie pytanie: na ile czujesz się kobieco? W skali od 1 do 10? To jest bardzo ciekawe, że kobiety, z którymi pracujemy, czasami dają sobie bardzo mało punktów. Zachęcamy wtedy, by w ramach ich definicji kobiecości wzmacniały w sobie to poczucie. Wszak nie kto inny, tylko kobieta może urodzić dziecko. Często wprowadzane zmiany wiążą się z wyglądem zewnętrznym, ale czasami kobiety decydują się odpocząć, zadbać o własne mieszkanie, zapisać się na taniec itd.

Agnieszko, stworzyłaś koncepcję „wielkiego chcenia”. Czym ona jest?

AD: Wielkie chcenie można odczuwać na różnych płaszczyzn życia. Ono nie musi dotyczyć płodności. Jest to ogromne pragnienie, które sprawia, że wszystko kręci się wokół niego. Myśli krążą wokół tego, co chce się zdobyć (pracę, figurę, partnera). Posiadanie wielkiego marzenia czy pragnienia nie jest jeszcze wielkim chceniem. Wielkie chcenie jest wtedy, kiedy zaczyna męczyć, wykańczać. Robimy na warsztatach takie ćwiczenie, wizualizację: zamknij oczy, wejdź do ogrodu i podejdź do pokrętła wielkiego chcenia, możesz z nim zrobić, co chcesz, możesz je podkręcić, by było jeszcze większe, albo przykręcić. Wizualizacje tego pokrętła są niesamowite i wiele mówią o potrzebach i doświadczeniach osoby, które je sobie wyobraża. Wielkie chcenie może także stać się zasłoną dymną, zastępczym kłopotem, mającym przesłonić inne trudności życiowe, które  są męczące. Mamy ogromny problem, np. doświadczamy  niepłodności, cierpimy, przez co przestajemy dostrzegać inne, równie trudne, aspekty życia. „Nadzieja na nowe życie” pokazuje, jak zmniejszyć wielkie chcenie, nie pozbawiając się jednocześnie pięknego marzenia o dziecku.

 NADZIEJA NA NOWE ŻYCIE

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Masz dość pytań: „Kiedy dziecko”? Te 6 odpowiedzi pozwoli ci uciąć

8 odpowiedzi na pytania: "Kiedy dziecko" /Na zdjęciu: Zdenerowwana kobieta w okularach wskazuje palcem prosto w obiektyw

Nieustanne pytania o termin powiększenia rodziny, niestosowne komentarze i zalew „złotych rad”, które zamiast pomagać, rodzą frustrację i smutek – to codzienność par, które bezskutecznie starają się o dziecko. Jak radzić sobie w takich momentach, nie zamykając się w czterech ścianach? Poznaj 8 dobrych odpowiedzi, które pomogą ci wybrnąć z niekomfortowych sytuacji i uciąć wścibskie pytania raz na zawsze.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Mimo że niepłodności doświadcza nawet 20-25% par starających się o dziecko, temat ten niemal nie pojawia się w przestrzeni publicznej. To sprawia, że wiele osób, z którymi spotykamy się na co dzień (lub od święta), może zupełnie nie zdawać sobie sprawy, z jak trudnym przeciwnikiem przyszło nam się mierzyć na drodze do rodzicielskiego szczęścia. Ale choć ta niewiedza jest pewną okolicznością łagodzącą, nie tłumaczy braku podstawowej wrażliwości i wyczucia. Szczególnie, jeśli pytania z serii: „To kiedy dziecko?”powtarzane są przy każdej nadarzającej się okazji.

W tak niekomfortowej sytuacji zupełnie naturalną reakcją jest zaskoczenie, zażenowanie i poczucie osaczenia. Niestety, te uczucia i emocje popychają nas do stopniowego wycofywania się ze spotkań towarzyskich i izolacji społecznej. Nie musi tak jednak być! Czasem stanowcza i bezpośrednia odpowiedź pomoże nam odzyskać należną przestrzeń społeczną. Jak zatem mądrze reagować na bezpardonowe próby wtykania nosa w nieswoje sprawy, nie tracąc przy tym rezonu? Może ci w tym pomóc kilka przygotowanych zawczasu sprytnych odpowiedzi na pytania o dziecko.

Odpowiedzi na pytania: „Kiedy dziecko”. Strategia pierwsza: szczerość

Najskuteczniejszym, ale też najtrudniejszym sposobem, by poradzić sobie z kłopotliwą sytuacją jest stanowczość i bezpośredniość. Gdy po raz kolejny usłyszymy krępujące pytanie, możemy skorzystać z jednej z poniższych podpowiedzi:

„Chcielibyśmy mieć dzieci, ale to nie tak łatwe, jak się spodziewaliśmy”.

„Wciąż jeszcze nie jestem w ciąży. Zamiast dopytywać, lepiej trzymaj za nas kciuki”.

„Mamy nadzieję, że wkrótce uda nam się począć dziecko, ale nie jest to łatwe zadanie. Wymaga badań, długiego leczenia i mnóstwa cierpliwości. Prawdę mówiąc, takich par jak my jest bardzo wiele. Nie każda ma siłę mierzyć się ze stale powtarzanymi pytaniami „Kiedy dziecko?”. Warto mieć to na uwadze, rozpoczynając ten temat”.

Ta strategia powinna dać do myślenia naszym rozmówcom i uciąć dalsze rozmowy na temat naszej płodności i planów rodzicielskich.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dlaczego nie umiemy rozmawiać o niepłodności? [WIDEO]

Odpowiedzi na pytania: „Kiedy dziecko?”. Strategia druga: odbicie piłeczki

Inną strategią na wścibskie kuzynki i niedelikatnych znajomych jest… odwrócenie ról. Jeśli czujemy, że taka retoryka nie wywoła w nas dyskomfortu, możemy wykorzystać któryś z poniższych wzorów odpowiedzi na pytania: „Kiedy dziecko?”.

„To dość osobiste pytanie, na które wolałabym nie odpowiadać. Tak przy okazji: świetna sukienka. Schudłaś?”.

„Od dłuższego czasu nad tym pracujemy. Damy ci znać, kiedy ostatecznie nam się to uda. Dziękuję za twoją długotrwałą troskę”.

„Na pozytywną nowinę będziecie musieli trochę poczekać. Wolałabym nie dyskutować szerzej na ten temat, ponieważ nie służą mi nieprofesjonalne porady”.

CZYTAJ TEŻ: Książki o in vitro. Poznaj listę najważniejszych pozycji

Przekieruj rozmowę na inny tor

Innym skutecznym sposobem na wybrnięcie z towarzyskiego impasu jest przemyślana zmiana tematu rozmowy.

Zanim zdecydujemy się na wizytę u kuzynostwa lub dalszych znajomych, którzy specjalizują się w niewygodnych pytaniach, warto przygotować zestaw bezpiecznych tematów. W razie potrzeby szybko przekierujemy na nie uwagę rozmówcy i unikniemy krępującej ciszy. Możemy posłużyć się np. ciekawą anegdotą z życia, podzielić się informacją o aktualnym hobby lub niedawnym osiągnięciem w pracy.

Brzmi banalnie? Być może, ale taki as w rękawie pozwoli nam przejąć kontrolę nad sytuacją oraz uzmysłowić nietaktownemu towarzystwu, że nasze życie składa się nie tylko ze sfery reprodukcyjnej.

Inspiracja: fertility.org

POLECAMY RÓWNIEŻ: Emocje i myśli: co z tym wszystkim zrobić? Zapraszamy na warsztaty psychologiczne dla kobiet

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dobry lekarz to skarb – czy istnieją idealni specjaliści od leczenia niepłodności?

uśmiechnięta lekarka kładzie dłoń na ręku pacjentki; w tle wynik badania macicy /Ilustracja do tekstu: Innowacyjne leczenie endometriozy
Fot. fotolia

Starania o dziecko wiążą się nieraz z licznymi wizytami w gabinetach medycznych, konsultacjami ze specjalistami wielu dziedzin, badaniami i zabiegami. Niezwykle ważna jest wtedy dobra relacja z lekarzami, którzy udzielają nam pomocy. Jaki jest „mój najlepszy lekarz” – poznaj doświadczenia pacjentek. Czy i twoja perspektywa jest podobna? 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak jest w twoim przypadku? Czy dostrzegasz kompetencje swojego lekarza i jego zaangażowanie? Wszystko to jest niezmiernie ważne w procesie walki z niepłodnością, która sama w sobie jest bardzo trudna. Na szczęście są specjaliści, którzy stają na wysokości zadania – jacy są więc lekarze idealni? 

Dobry lekarz a łzy szczęścia pacjentki

Dobry kontakt pomiędzy pacjentką starającą się o dziecko a opiekującymi się nią specjalistami jest nieraz podstawą pracy. Każda ze stron ma swój istotny wkład w leczenie, a współpraca i dążenie do tego samego celu potrafią zdziałać cuda. Znakomitym tego przykładem jest historia Marysi. Lata starań, siedem poronień, setki badań. Wciąż jednak była w niej wiara w to, że zostanie mamą. Wierzyli w to też jej bliscy i pomagająca jej pani doktor.

W 2015 roku, po szóstym poronieniu, znalazłam namiary do lekarki, która przed kilkoma laty jako jedyna rozmawiała ze mną w szpitalu po ludzku. Z wielką radością i jeszcze większą nadzieją umówiłam się do niej na wizytę.Pani Kasia zawsze o wszystko wypytywała, z chęcią zapoznawała się z moją historią, skierowała mnie do szpitala, na wizytę u hematologa oraz na zabieg histeroskopii. Każda wizyta była bardzo konkretna i nie trwała, jak u wcześniejszych lekarzy, 5–10 minut. Najważniejsza – dla niej i dla mnie – była wiara, że będę miała swoje upragnione dzieciątko. Powiem szczerze, dobry lekarz to skarb!” – podkreśla spełniona dziś mama i dodaje: „Wiedziałam, że pani Kasia naprawdę chce mi pomóc.

Badania wskazują, że 67% respondentów pozytywnie ocenia kompetencje lekarzy. 

Kiedy okazało się, że Marysia jest w ciąży, podczas wizyty, na której wszystko się potwierdziło, zapanowała ogromna radość. „Obie popłakałyśmy się ze szczęścia!”. Dzisiaj Marysia dodaje: „Najlepszy lekarz – całe szczęście miałam okazję spotkać ta- kiego na swojej drodze i z całego serca polecam panią Kasię wszystkim moim znajomym”. Jak pokazuje jednak ta historia, poza kompetencjami ważny był także aspekt pracy w sferze psyche. Zdaje się, że wsparcie dawane przez lekarkę miało ogromny wpływ na to, jak czuła się Marysia i jak potoczyły się jej losy. „Tak, moja pani doktor miała bardzo dobre podejście psychologiczne, umiała wzbudzić zaufanie. Podczas każdej wizyty starała się doradzić, pomóc w wyborze odpowiedniego sposobu leczenia, a później już utrzymania i szczęśliwego donoszenia dzieciątka”. Co jest zatem z perspektywy Marysi najważniejsze? „Dobry lekarz powinien umieć wysłuchać wszystkiego, co pacjentka ma do powiedzenia, przedstawić wszystkie możliwe na daną chwilę rozwiązania, a także te na przyszłość, bo nadzieja w końcu umiera ostatnia! Najlepszy lekarz powinien rozumieć pacjentkę, jej cel, strach i rozterki. Nie powinien zaś krytykować, a niestety z takimi też miałam okazję się spotkać” – podkreśla. 

POLECAMY: Lekarz, czy lekarka- jakiego specjalistę wybrać podczas leczenia niepłodności

Dobry lekarz – pacjentka pod lupą

Kinga również miała za sobą nie najlepsze doświadczenia. Cztery lata starań, kilka prób inseminacji i przygotowania do in vitro. Kinga oraz jej mąż Mikołaj wiele przeszli na swojej drodze do rodzicielstwa, a co za tym idzie, mają za sobą przeżycia związane z różnymi specjalistami. Jaka jest zatem ich perspektywa? „Z mojego doświadczenia wiem, że idealny lekarz powinien mieć odpowiednią wiedzę, sprzęt i być miły dla pacjentki” – mówi Kinga i dodaje: „Podczas wizyt i badań u dwóch lekarzy słyszałam, że wszystko jest w porządku i mam nie myśleć o ciąży, tylko się starać. Obecny lekarz jest całkiem inny. Interesuje się pacjentką, doradza, proponuje, jest z nim kontakt o każdej porze i mogę zwrócić się do niego z każdą błahostką. Już pierwszą wizytę wspominam bardzo dobrze. Konkretnie przeprowadzony wywiad, badanie, wytłumaczenie, co będziemy robić, jakie badania należy wykonać oraz gdzie badania powinien zrobić mąż” – opisuje szczęśliwa dziś mama Ignasia, a jej opowieść podkreśla, jak bardzo w staraniach pomaga szczegółowe przyjrzenie się problemowi pacjentów. 

„Odbywałam częste wizyty na ocenie owulacji, które za każdym razem udowadniały mi, że lekarzowi wcale nie zależy na kasie, pomimo że były to wizyty prywatne. Nieraz pan doktor przy ocenie owulacji mówił, że dzisiaj mam nie płacić” – wypowiedź ta może być przykładem zaangażowania specjalisty, co potwierdza doświadczenie Kingi już z okresu porodu: „Przy skierowaniu na oddział lekarz kazał od razu dać znać, gdy urodzę. Przyszedł nawet zobaczyć mnie i synka oraz zapytać, jak się czujemy. Było to bardzo miłe”. Doświadczenie i odpowiednia wiedza były ważne także w przypadku lekarza męża Kingi. „Był to specjalista bardziej zabiegany niż mój. Po zobaczeniu wyników sam jednak proponował, co mamy zrobić, mówił, że trzeba spróbować inseminacji. Dawał też mężowi odpowiednie leki. Za wszystkim stały jednak zlecone wcześniej badania krwi, moczu i wiele innych” – opowiada kobieta i podsumowuje: „Odpowiednia wiedza w zakresie niepłodności, odpowiednie nastawienie do pacjentki, kontakt z nią i zainteresowanie. Ważne jest też rzeczywiste udzielanie jej jak najlepszej pomocy, a nie skazywanie z góry na przegraną”.

Czytaj też: Ile kosztuje in vitro w Polsce?

Dobry lekarz – kto szuka nie błądzi

Znakomitym dowodem na to, jak wiele znaczy zaangażowanie specjalisty i jak wiele sił może dodać, jest także historia Olgi. Szczęśliwa dziś mama dwójki dzieci nie od razu miała szczęście tra ć na wspierających lekarzy. Pełna frustracji i lęku postanowiła więc zasięgnąć porady od specjalistki, którą poleciła jej koleżanka. „Na wstępie ostrzegła mnie, że to lekarka pracująca metodą naprotechnologii. Wiedziałam jednak, że dzięki jej pomocy koleżance mającej problemy podobne do moich udało się zajść w upragnioną ciążę, więc czemu nie spróbować?”. To był strzał w dziesiątkę. 

„Po raz pierwszy ktoś faktycznie się mną zajął. Rozmawiał ze mną, tłumaczył. Czułam, że ona naprawdę chce mi pomóc” – opowiada Olga. Po raz kolejny padają tu słowa o zaangażowaniu. To ono jest jednym z częściej wymienianych czynników, które wpływają na pozytywną ocenę lekarza. Pytając kobiety o pozostałe cechy, słyszymy też: „Szczery, uczciwy, dociekliwy, troskliwy, empatyczny, kulturalny, delikatny, mądry, doświadczony, niebojący się niestandardowych rozwiązań, z szeroką wiedzą i nieomylną intuicją” – lekarz ideał! Co ciekawe, bardzo wiele tych „idealnych” cech dotyczy relacji ze specjalistą, kontaktu i swego rodzaju porozumienia. Wiedza merytoryczna jest tu oczywiście bardzo ważna, ale nieraz nieumiejętność jej przekazania i stworzenia z pacjentką „jednej drużyny” walczącej o wspólny cel uniemożliwia skuteczne leczenie. 

Dobry lekarz powinien wysłuchać tego, co pacjentka ma do powiedzenia, po czym przedstawić wszystkie możliwe na tę chwilę rozwiązania. Zaangażowanie jest jednym z częściej wymienianych czynników mających wpływ na pozytywną ocenę lekarza.

POLECAMY: Specjaliści których musisz odwiedzić, gdy starania o dziecko się przedłużają

Dobry lekarz – to też walka o siebie

Niestety takie przypadki też się zdarzają: „Idealny lekarz? Słucha i rozumie. Ot, tyle i aż tyle… ale takich lekarzy, po prostu zaangażowanych w sprawę, jest bardzo mało” – mówi nasza czytelniczka. Kolejna dodaje: „Jeden z lekarzy mnie nie rozumiał i próbował na siłę nakłonić do kolejnej procedury. Zmieniłam go i miałam rację. Czułam, że nie chce mi pomóc, a skasować 15 tysięcy za in vitro” – w wypowiedziach tych wybrzmiewają trudne i intensywne emocje. Nic w tym dziwnego, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że starania o ciążę mogą być naprawdę wyczerpującym przeżyciem. Warto w takich momentach pamiętać, że mamy prawo do zmiany specjalisty. Nie ma konieczności kurczowego trzymania się jednego gabinetu – zwłaszcza gdy źle się czujesz przy lekarzu, nie ufasz mu, a praca z nim nie przynosi efektów. 

Dla własnego dobra poszukaj „dopasowanego” do ciebie specjalisty. Nie każdy bowiem musi być odpowiedni dla każdego i nie jest niczym złym, jeśli nie pasuje ci ulubiony lekarz twojej koleżanki. Dobrze jest wtedy przyjrzeć się temu, co jest dla nas trudnością w danym kontakcie. Czy darzysz lekarza zaufaniem, czy masz poczucie, że dobrze się czujesz, pracując z nim nad problemem? Jeśli masz wątpliwości, wypisz sobie plusy i minusy leczenia u tej właśnie osoby. Jeśli uznasz, że te drugie przeważają, a do tego pozytywy nie dotyczą kluczowych dla ciebie kwestii, masz prawo to zmienić. 

 

Czytaj też: Czy twój lekarz od niepłodności to Anioł? Kiedy warto zmienić ginekologa?

Co ważne, tego typu historie nieraz kończą się happy endem:

„Jedna lekarka była niczym koleżanka, a druga taka, że człowiek bał się wejść do gabinetu. Nasz idealny lekarz okazał się mężczyzną w podeszłym wieku, ale z bardzo dużym doświadczeniem. W dodatku ciągle się szkolił. Był jakby na dystans, ale z chęcią wchodziło się do jego gabinetu. Od siebie nie mówił wiele, trzeba było pytać. Dzięki temu mieliśmy jednak konkretne odpowiedzi na konkretne pytania, a nie pogaduchy przy śmiechu, a zero konkretu. Jego doświadczenie było widać na każdym etapie leczenia. Bardzo sympatyczny i opanowany człowiek, po prostu nasz ideał. Od chwili porodu widziałam go dwa razy w klinice i za każdym razem dopytywał o samopoczucie. Poza tym spełnił nasze największe marzenie. Mamy syna” – opisuje swoją historię jedna z kobiet, a jej doświadczenie napawa nadzieją.

Czytaj całość w najnowszym 8/2018 numerze magazynu Chcemy być rodzicami

Jak uważasz?

Czy spotkałaś na swojej drodze dobrego lekarza – specjalistę podczas leczenia niepłodności?

Tak, ale tylko raz w życiu.
Nie, niestety. Wciąż na takiego nie trafiłam.
Tak, znam kilku takich specjalistów i jestem wdzięczna losowi, że spotkałam ich na swojej drodze.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Masz starszego partnera? Leczenie niepłodności może być mniej skuteczne!

kobieta obejmuje rękę partnera /Ilustracja do tekstu: Wiek mężczyzny a płodność
Fot.: Heather Mount /Unsplash.com

U par, w których mężczyzna jest w starszym wieku, szanse na powodzenie leczenia niepłodności metodą in vitro mogą być obniżone. Zgodnie z doniesieniami naukowców z Bostonu, skuteczność zabiegów spada wraz ze wzrostem wieku partnera pacjentki. O wynikach najnowszych badań opowiada Janusz Pałaszewski, specjalista ds. leczenia niepłodności, ordynator w Klinice Leczenia Niepłodności INVICTA w Warszawie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W międzynarodowych badaniach realizowanych przez zespół naukowców z Bostonu (USA) przeanalizowano dane z ponad 19 tys. cykli zapłodnienia pozaustrojowego. Zaobserwowano istotną korelację pomiędzy wiekiem mężczyzny a skutecznością in vitro.

Wiek mężczyzny a płodność. Szanse na dziecko spadają po 40-tce

Wiek kobiety od wielu lat uznawany jest za kluczowy parametr przy przewidywaniu szans pary na poczęcie potomstwa – tak w drodze naturalnych starań, jak i leczenia metodami wspomaganego rozrodu. Wraz z upływem czasu maleje liczba komórek jajowych, a tym samym mniejsze jest prawdopodobieństwo uzyskania ciąży.

U mężczyzn, inaczej niż u pań, trudno jest jednoznacznie określić moment wyraźnego spadku płodności. Pojedyncze prace naukowe wiązały obniżenie szans na urodzenie dziecka z wiekiem partnera kobiety – wskazując przede wszystkim na zaburzenia w materiale genetycznym plemników. Jednocześnie przykłady ojców w dojrzałym wieku utwierdzały opinię społeczną w przekonaniu, że męska płodność trwa do późnych lat.

Ostatnie wyniki badań amerykańskich naukowców wyraźnie wskazują jednak, że wiek mężczyzny ma istotne znaczenie dla odsetka urodzeń po leczeniu niepłodności. Dotyczy to również sytuacji, w których kobieta jest młoda, zaś jej partner starszy.

CZYTAJ TEŻ: Normy nasienia według WHO, czyli męska płodność pod lupą

Wiek mężczyzny a in vitro. Im starszy partner, tym mniejsza skuteczność zabiegu?

W ramach analizy naukowej przeanalizowano efekty terapii u ponad 7,5 tysiąca par (blisko 19 tys. cykli) poddawanych procedurze in vitro w jednej z bostońskich klinik. Pacjentów (kobiety i mężczyzn) podzielono na kilka grup wiekowych: poniżej 30 lat, między 30. a 35. rokiem życia, między 35. a 40. rokiem życia oraz w wieku 40 lat i więcej.

W przypadku kobiet starających się o ciążę po 40-tce nie odnotowano wpływu męskiego wieku na uzyskiwane rezultaty leczenia niepłodności. W pozostałych przedziałach wiekowych był on natomiast bardzo wyraźny. Dla przykładu: w przypadku par, w których pacjentka miała mniej niż 30 lat, a jej partner – 40 i więcej, kumulatywny odsetek urodzeń wyniósł 46%. Jeśli zaś mężczyzna miał 30-35 lat, odnotowywano skuteczność na poziomie 73%.

Wnioski nie są zaskakujące dla specjalistów. Mogą jednak zwrócić uwagę opinii publicznej na problem późnego ojcostwa i ryzyka, które się z tym wiąże. Mechanizmy, które sprawiają, że wraz z wiekiem męska płodność spada, nie są do końca poznane.

Obniżenie parametrów nasienia, zwiększona fragmentacja DNA plemników, zmiany epigenetyczne, które oddziałują na proces zapłodnienia, implantacji zarodka, a potem rozwój ciąży – to wszystko może mieć wpływ na mniejsze szanse na poczęcie zdrowego dziecka u mężczyzn po 40-tce.

Być może dalsze badania przyniosą informacje na tyle precyzyjne, że będziemy w stanie powiedzieć, w jaki sposób panowie starający się o potomstwo w dojrzałym wieku mają zadbać o siebie, by zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu. Na ten moment mamy do dyspozycji metody wspomaganego rozrodu, badania genetyczne i dodatkowe procedury embriologiczne, np. służące do wyboru optymalnego plemnika. W przyszłości, mam nadzieję, dzięki nowej wiedzy, te możliwości pomocy parom jeszcze się rozwiną.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Niepłodność wtórna u mężczyzn. Gdy jedno dziecko to nie wybór

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Jak tyka biologiczny zegar? Czyli o tym, dlaczego z wiekiem coraz trudniej zajść w ciążę

płodność kobiety a wiek
fot. Fotolia

Płodność i liczba zdrowych, gotowych do zapłodnienia jajeczek zmniejsza się wraz z wiekiem. Współczesne metody leczenia dają jednak coraz więcej możliwości kobietom pragnącym zajść w ciążę po 35. roku życia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

U kobiety płodność zauważalnie obniża się po 38. roku życiu i znacząco spada po 42. roku życia. Wraz ze starzeniem organizmu w jajnikach dochodzi do nieodwracalnych zmian.

Dziewczynki rodzą się z ok. milionem pęcherzyków. W okresie dojrzewania liczba pęcherzyków spada do ok. 300 tys., jednak w życiu kobiety do owulacji dochodzi średnio 300 razy.

Zobacz także: Ciąża po 40-tce. Jakie mam szanse?

Płodność kobiety a wiek – jakość komórek jajowych

Kobieta największe szanse na zajście w ciążę ma w ok. 20 roku swojego życia. Spadek płodności zaczyna się, gdy kobieta osiągnie wiek 30 lat. Zdrowa i płodna 30-latka każdego miesiąca ma ok. 20 proc. szans na zajście w ciążę. W wieku 40 lat jej szanse maleją już do mniej niż 5 proc. Utrata płodności w bardzo wielu przypadkach wiąże się ze spadkiem jakości komórek jajowych.

Za dużo lub za mało chromosomów (aneuploidia) w jajeczkach to problem, który pojawia się wraz ze starzeniem organizmu. Zarówno plemniki, jak i prawidłowo zbudowane i zdolne do zapłodnienia jajeczko mają po 23 chromosomy. Zarodek, który powstaje w wyniku zapłodnienia będzie miał 46 chromosomów.

Z nieprawidłowo zbudowanej i zapłodnionej komórki może powstać nieprawidłowy zarodek. Najczęściej dochodzi wtedy do poronienia.

Zobacz także: Mam 35 lat i chcę być mamą…

Płodność kobiety a wiek – rezerwa jajnikowa

Rezerwa jajnikowa to liczba pierwotnych pęcherzyków jajnikowych, które są zdolne do przekształcenia się w komórki jajowe. Z czasem rezerwa ta spada, a tym samym szanse na ciążę maleją i pęcherzyki stają się mniej wrażliwe na stymulację. Zmniejszenie rezerwy jajnikowej oznacza utrudnione dojrzewanie jajeczek i owulację.

Istnieje kilka opcji, które mogą pomóc w rozwiązaniu problemu: Wśród nich wymienia się:

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło:  Fertility Center – San Diego

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.