Przejdź do treści

Wśród pułapek niepłodności – rozmowa z autorkami książki „Nadzieja na nowe życie.”

nadzieja na nowe życie agnieszka doboszyńska

Rozmowy z dwiema z trzech autorek książki „Nadzieja na nowe życie” mogłyby trwać w nieskończoność. Ciepłe, inspirujące, empatyczne kobiety, które napisały książkę – także na podstawie własnych doświadczeń – pozwalającą lepiej zrozumieć, co spotyka kobietę doświadczającą niepłodności. Z Justyną Kuczmierowską i Agnieszką Doboszyńską rozmawiała Jolanta Drzewakowska.

Książka dzieli się na 28 dni, dlaczego?

AD: Książkowy cykl kobiecy ma 28 dni, chodzi o symbol, ten cykl determinuje przecież codzienność większości niepłodnych kobiet.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

JK: Życie kobiety starającej się o dziecko jest wpisane w ten cykl, zależne od niego. Początek – rozpacz, smutek, że znowu się nie powiodło. Środek – owulacja, gdy w organizmie kobiety fizjologicznie wszystko przygotowuje się na poczęcie, wtedy wzrasta nadzieja i wiara. Tuż przed okresem – moment bardzo silnego napięcia, czy znowu będzie tak samo, czy jednak tym razem się uda.

Pierwszą częścią każdego rozdziału jest dziennik…

AD, JK: …a drugą – poradnik. Każdy rozdział jest poświęcony innej tematyce, w związku z czym  poradnik zawsze dotyczy tego samego aspektu, który w dzienniku porusza bohaterka książki – fikcyjna Anna doświadczająca niepłodności.

Pisałyście o swoich doświadczeniach, ale spotykałyście się również z innymi kobietami, które zmagały się z tym problemem.

JK: Zarówno ja, jak i Asia mamy za sobą lata starań o dziecko. Asi dwa lata, ja – pięć. Nie chciałyśmy pisać o konkretnych sytuacjach z naszego życia, wyciągnęłyśmy tylko esencję, którą połączyłyśmy z doświadczeniami innych. Pisałyśmy o kobietach, które dotyka problem niepłodności. Mam za sobą trudny czas starań o dziecko, co sprawia, że łatwiej mi zrozumieć osoby, które też tego doświadczają. Jestem gotowa mówić o tych skomplikowanych sytuacjach z perspektywy czasu. Byłam po obu stronach.

Niektóre osoby, które doświadczyły niepłodności, nie chcą wspominać i wracać do tych spraw. Dla nich druga strona lustra to pancerna szyba. Nie chcą się spotykać z ludźmi, którzy wciąż walczą. To wymaga nieustannej empatii i wrażliwości. Nie chcą pamiętać emocji z tego okresu, lecz wykrzyczeć światu, że im się udało.

AD:  Sam fakt, że pisałyśmy tę książę we trzy, nauczył nas wielu rzeczy. Każda z nas ma za sobą różne przeżycia zawodowe i osobiste. Oprócz tego zdobywałyśmy konkretną wiedzę podczas pisania określonych rozdziałów, no i uczyłyśmy się od kobiet, które poznawałyśmy na prowadzonych przeze mnie i Justynę warsztatach.

Wiele rzeczy udało nam się odkryć samodzielnie i zebrać w spójny system. Lubimy myśleć, że czas niepłodności zastawia charakterystyczne pułapki na osoby starające się o dziecko. Ukrywanie niepłodności jest jedną z nich, inną mogą być trudności w życiu intymnym – nastawienie na poczęcie w danym dniu, o danej godzinie niszczy spontaniczność intymnych spotkań. Charakterystyczne jest odwieszanie wszystkich swoich marzeń i pragnień na haczyku z założeniem, że zajmiemy się nimi, gdy już się uda zajść w ciążę, gdy urodzi się dziecko…

JK: Książka była też fantastyczną okazją, by przedyskutować wiele tematów, o których miałyśmy inne zdanie. Bardzo cenne i wartościowe było dla nas zrozumienie sedna pewnych zjawisk i tematów.

Który rozdział był dla każdej z Was najważniejszy?

JK: Bardzo ciekawie wspominam rozdział na temat seksu, który naprawdę wymagał przemyślenia i zastanowienia się, co w tym temacie jest najważniejsze, co liczy się w bliskości fizycznej.

AD: To było piękne, gdy dostałam go do sczytania, poczułam wypieki na twarzy… (śmiech)

Co jest istotne w seksie?

JK:  Potrzeby kobiety i mężczyzny w wielu obszarach są inne. Warto znać te różnice. Seksualność to jest taki obszar w życiu pary, który się zmienia i ewoluuje, warto więc mieć przestrzeń na zmiany w swojej seksualności, w intymnych spotkaniach. Wiemy, że częstym doświadczeniem par starających się o dziecko jest przemęczenie, znudzenie zbliżeniami. W tym czasie seks z zegarkiem w ręku może stać się męką. Sposób napisania rozdziału o seksie był swoistym wyzwaniem, ponieważ ma on określony cel terapeutyczny. Próbujemy trochę zachęcić do zabawy seksem, trochę też sprowokować.

Pytałaś o najważniejsze rozdziały. Chciałabym także podkreślić wagę pierwszego, który wprowadza czytelnika w temat niepłodności, czyli bardzo trudnego starania się o dziecko. Szerszy kontekst, który pokazuje, z jak trudnym i bolesnym zagadnieniem mamy do czynienia.

Podczas pisania także bardzo ważny był dla mnie rozdział o adopcji. Mówi on o istocie rodzicielstwa w ogóle. Zachęca do zastanowienia się o co chodzi w miłości między rodzicem a dzieckiem, o co chodzi w tej relacji. Bardzo sobie cenię ten rozdział…

AD: …i nie chodzi tylko o relację z adoptowanymi dziećmi. Są rzeczy uniwersalne dla wszystkich relacji rodzicielskich.

A Twoje ważne rozdziały?

AD: Każdy rozdział naszej książki, jak wierzymy, jest istotną cząstką wsparcia na drodze zmagań z  niepłodnością. Dla mnie jednak jeden z ważniejszych rozdziałów to Sens starań, który mówi o tym, że wszystko w życiu ma sens, choć czasem jest to cholernie trudne do zrozumienia.  Może być tak, że sens zdarzeń, uda się dostrzec dopiero po pięciu, a może dwudziestu pięciu latach, po dziecięciu ale miesiącach, po dwudziestu dniach. Nie jest to łatwa sztuka, szczególnie jeśli doświadcza się trudu, cierpienia, rozpaczy, ale założenie, że sens jest, zawsze jest i bywa bardzo uwalniające.

JK: Może też dać poczucie spokoju. Przekonanie, że choć jestem teraz w niełatwej sytuacji, to ma mi ona przynieść coś dobrego, przed czymś mnie uchronić, wzmacnia.

Dzięki trudnym przeżyciom mogę coś odkryć, coś zmienić, mogę docenić wartość pewnych obszarów swoim życiu, rozwinąć się, spotkać niezwykłe osoby, mogę napisać książkę…

 

AD: Drugi ważny rozdział, który przychodzi mi do głowy, to ten dotyczący przeszłości: dzieciństwa, trudnych doświadczeń, tego co minęło, a co daną osobę ukształtowało. Człowiek nie jest wyrwaną z kontekstu jednostką, jest coś przed nim, jest coś teraz, jest coś po nim. Jest system rodzinny i uwarunkowania z przeszłości. Warto się temu przyjrzeć, mieć świadomość, że nie wszystko, co robię, jest tylko moją decyzją.

W jednym z rozdziałów podpowiadacie, jak sobie radzić z sytuacjami społecznymi, czyli idziesz na imprezę, ciocia się pyta, kiedy będzie dziecko…

JK: Dałyśmy bardzo różne propozycje na takie trudne sytuacje społeczne. Ich wybór zależy od gotowości i możliwości pary, nie wszyscy mają przecież odwagę i chęć, aby mówić na temat swoich trudności z poczęciem. Każdy powinien, w zgodzie ze sobą, znaleźć taki sposób  przekazania innym tej informacji , który jest dla niego możliwie najlepszy.

Między innymi proponujecie napisanie listu.

AD: Tak, bo ktoś, kto nie ma odwagi rozmawiać z innymi na trudne tematy, kto nie potrafi się w bezpośredniej relacji obronić, może napisać list, maila, wyrazić swoje myśli w taki bardziej bezpieczny sposób.

Mam wątpliwości, co do takiego rozwiązania.

AD: Spójrz na to inaczej, dzięki listowi w niebezpośredni sposób możesz wyrazić to, czego nie umiesz powiedzieć wprost. Jest w tym jeszcze inna wartość. Chodzi o sam fakt uświadomienia sobie, że „bywam ofiarą” i „nie chcę tak więcej”.  Nie spodziewamy się, że osoba, która nie ma odwagi zawalczyć o siebie, nagle przeczyta rozdział naszej książki, pójdzie i „wywali” wszystko prosto w twarz. Chcemy tylko pokazać, że przyjmowanie cięgów, niewygodnych pytań jest w pewnym stopniu związane z tym, jak dana osoba sama funkcjonuje i jak komunikuje się z innymi ludźmi.

To, jaki mamy stosunek do innych ludzi, wynika z tego, kim jesteśmy, zgodnie z mottem: będą cię traktować tak, jak sobie na to pozwolisz, albo idąc dalej: będą cię traktować tak, jak ty będziesz się traktować! Każda osoba doświadczająca niepłodności ma prawo odpychać niewygodne pytania, ma prawo odpowiedzieć, że nie ma ochoty o tym rozmawiać.

JK: Bardzo często się zdarza, że osoby, które starają się o dziecko, muszą znosić cięgi ze wszystkich stron. Reakcja na to jest bardzo różna, czasem ostra, czasem bardziej delikatna, czasem nie ma jej w ogóle. Nie należy oczekiwać, że wszyscy nagle będą dla nas mili i będą dawać nam tylko to, co dobre, ale rzeczywiście możemy wpływać na te sytuacje wokół nas, wyjść z roli ofiary.

AD: Zawsze można poprosić o pomoc. Osoby, które przychodziły do nas na warsztaty, zachęcałyśmy do szukania wsparcia u specjalisty np. psychoterapeuty, przewodnika duchowego, czy choćby przyjaciółki.

JK: Warto też przećwiczyć sobie te trudne sytuacje. Przyjaciółka może wejść w rolę wrednej ciotki i zacząć do nas mówić: „Ooo, wy to karierowicze, odkładacie dziecko na potem…”, wówczas można zaobserwować swoje uczucia i spróbować odpowiednio reagować.
Czytając tę książkę, odniosłam wrażenie, że kobieta musi bardzo dużo zrobić, by żyło jej się lepiej.

AD: A nie jest tak, że każda z nas dużo musi?

JK: Bez wątpienia warto podkreślić, że na kobietach ciąży niezwykła presja. Kobieta musi się spełnić zawodowo, być piękna, zadbana, świetnie ubrana, mieć dobry dom. Podczas pisania książki miałyśmy takie poczucie, że udzielamy masy „dobrych” porad i wskazówek, a to też może być obciążające. Wierzymy jednak, że przeczytanie „Nadziei na nowe życie” zachęci kobiety do przyjrzenia się różnym obszarom swojego życia, że pomoże im lepiej się poznać i zrozumieć, stać się silniejszymi w tym trudnym czasie oczekiwania na dziecko. Ważnym rozdziałem naszej książki jest ten, w którym pokazujemy, że jednak nie wszystko od nas zależy.

A co od nas zależy?

JK: W niepłodności jest duży obszar, który od kobiety nie zależy, tak samo zresztą,  jak i obszar, za który jest odpowiedzialna. W książce pokazujemy różnicę między tymi dwiema płaszczyznami.

AD: Starałyśmy się podkreślić, że ważne jest, aby rozpoznać, czego tak naprawdę chcemy. Mówisz, że kobieta wiele musi, więc jeżeli ona ma przekonanie, że musi, to powinna zadać sobie pytanie: chcę czy muszę?

JK: JK: Żeby to „muszę” było tylko moim „muszę”. Napisałyśmy tę książkę z założeniem, że będzie to zbiór doświadczeń, propozycji, wskazówek, informacji, z których każda czytelniczka może wybrać to, czego jej konkretnie potrzeba.

W jednym z rozdziałów mówicie o zarządzaniu stresem, zarządzaniu leczeniem. Nawet w tak intymną sferę wdziera się korporacyjna terminologia? Miałam refleksję, że taki język ma za zadanie pokazać, że nawet w tej sferze wszystko mamy uporządkowane, bardzo dopracowane…

AD: Podoba mi się Twoja myśl, bo ja jestem ta bardziej antykorporacyjna, ale na obronę terminologii, którą przyjęłyśmy w książce, powiem, że jest dużo osób, które na co dzień myślą takimi biznesowymi sformułowaniami i odnajdują się w tym: „O, to coś dla mnie – zarządzanie stresem”.

Zatem nie dość, że jesteś w trudnej i męczącej sytuacji, to jeszcze musisz tym wszystkim zarządzać: i leczeniem, i stresem, i relacjami… Z bolesnego, czasami traumatycznego doświadczenia robi się pole do zarządzania.

JK: Ale czy tak właśnie nie jest? Życie podporządkowane staraniom o dziecko to chodzenie do lekarza, na USG, współżycie na czas, wyjazdy, praca… Nie trzeba tym zarządzać?

Ja jestem przeciwna sformułowaniu „zarządzanie”. Tymi rzeczami nie da się zarządzać, one po prostu się dzieją. Możemy się nauczyć z nimi lepiej żyć i tyle. Natomiast rozumiem Twój argument dotyczący tego, że są osoby, które bardzo lubią myśleć, że potrafią tym wszystkim zarządzać.

JK: Zgoda, ale zwróć uwagę, że osoby, które doświadczają niepłodności, często mają poczucie olbrzymiego braku kontroli nad swoim życiem, dlatego też danie im odrobiny tej kontroli może być odciążające.

Mówisz o dawaniu poczucia kontroli. Moim zdaniem niepłodność, i w ogóle choroby, są jednak takimi sytuacjami w życiu, nad którymi nie możemy zapanować, ale budujemy sobie taką ułudę, dzięki której mamy wrażenie, że jest inaczej. Czy w ten sposób nie sugerujemy czytelniczkom, że jeżeli się nie uda, to znaczy, że źle „zarządzały”?

AD: Nie, to nie tak, my chcemy wskazać te obszary, w których możemy coś zdziałać. Słynne zdanie Marka Aureliusza: „Boże, daj mi mądrość, żebym umiał odróżnić jedno od drugiego…”. Rzeczy, na które mamy wpływ, od rzeczy, na które tego wpływu nie mamy.

JK: Rozumiem Twój punkt widzenia, ale chcę podkreślić jeszcze jedną bardzo istotną rzecz. Wiele badań wskazuje, że to właśnie nadmierny poziom stresu tak źle wpływa na fizjologię kobiety.

Stres, jeśli jest silny, długotrwały, potrafi wyrządzić wiele szkód. Dlatego chciałyśmy pokazać, że nad tym wszystkim warto zapanować. Skupić się, aby tak zmienić swoje życie, żeby ten stres zminimalizować, zapanować nad nim i mieć siłę do dalszych zmagań.

 W Waszej książce poruszony został również temat kobiecości. Miałam wrażenie, że jest to trochę stereotypowe podejście: umaluj się, wyszykuj, załóż szpilki… Czy o to chodzi w kobiecości?

 JK: Bardzo dużo rozmawiałyśmy na temat tego, czym jest kobiecość, starałyśmy się to pokazać w literackiej części naszej książki, czyli dzienniku Anny. Kobiecość ma bardzo wiele twarzy, a każda z nich jest piękna. Uważam, że kobiecość to przede wszystkim wnętrze, sposób, w jaki kobieta sama się ze sobą czuje, jak o sobie myśli, kim jest, jakie ma wartości, pasje…

Ale wbrew temu, co teraz mówisz, w książce definiujecie kobiecość także poprzez wygląd zewnętrzny.

JK: Spotykamy się z tym, że kobiety, które starają się o dziecko, mają tendencję do tego, by nie czuć się kobieco, bo dla nich definicją kobiecości często jest zostanie mamą, a jak tego nie osiągną, wydaje im się, że nie są kobietami. My uważamy, że są i staramy się o to, by dbały o swoją kobiecość tak, jak to czują. Tak, jak uważają. W pracy z kobietami doświadczającymi niepłodności np. zadajemy takie pytanie: na ile czujesz się kobieco? W skali od 1 do 10? To jest bardzo ciekawe, że kobiety, z którymi pracujemy, czasami dają sobie bardzo mało punktów. Zachęcamy wtedy, by w ramach ich definicji kobiecości wzmacniały w sobie to poczucie. Wszak nie kto inny, tylko kobieta może urodzić dziecko. Często wprowadzane zmiany wiążą się z wyglądem zewnętrznym, ale czasami kobiety decydują się odpocząć, zadbać o własne mieszkanie, zapisać się na taniec itd.

Agnieszko, stworzyłaś koncepcję „wielkiego chcenia”. Czym ona jest?

AD: Wielkie chcenie można odczuwać na różnych płaszczyzn życia. Ono nie musi dotyczyć płodności. Jest to ogromne pragnienie, które sprawia, że wszystko kręci się wokół niego. Myśli krążą wokół tego, co chce się zdobyć (pracę, figurę, partnera). Posiadanie wielkiego marzenia czy pragnienia nie jest jeszcze wielkim chceniem. Wielkie chcenie jest wtedy, kiedy zaczyna męczyć, wykańczać. Robimy na warsztatach takie ćwiczenie, wizualizację: zamknij oczy, wejdź do ogrodu i podejdź do pokrętła wielkiego chcenia, możesz z nim zrobić, co chcesz, możesz je podkręcić, by było jeszcze większe, albo przykręcić. Wizualizacje tego pokrętła są niesamowite i wiele mówią o potrzebach i doświadczeniach osoby, które je sobie wyobraża. Wielkie chcenie może także stać się zasłoną dymną, zastępczym kłopotem, mającym przesłonić inne trudności życiowe, które  są męczące. Mamy ogromny problem, np. doświadczamy  niepłodności, cierpimy, przez co przestajemy dostrzegać inne, równie trudne, aspekty życia. „Nadzieja na nowe życie” pokazuje, jak zmniejszyć wielkie chcenie, nie pozbawiając się jednocześnie pięknego marzenia o dziecku.

 NADZIEJA NA NOWE ŻYCIE

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawniczka i coach. Matka dwójki dzieci.

Immunologia ostatnią deską ratunku?

immunologia w leczeniu niepłodności
fot.Fotolia

Problemy z poczęciem dziecka i utrzymaniem ciąży mogą być spowodowane wieloma różnymi czynnikami. Po wykluczeniu tych najbardziej oczywistych – np. anatomicznych, infekcyjnych, hormonalnych czy genetycznych – niektórzy lekarze rozkładają ręce. Inni kierują parę do immunologa. O tym, czym zajmuje się immunolog i jak może pomóc parom starającym się o dziecko, rozmawiamy z dr Anną Olewicz-Gawlik.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rola układu odpornościowego w przypadku nawracających poronień czy powtarzających się niepowodzeń implantacji zarodka budzi duże kontrowersje wśród ginekologów i embriologów zajmujących się technikami wspomaganego rozrodu. Jednak immunologia to obecnie jedna z najszybciej rozwijających się dziedzin medycyny, która ma już na swoim koncie sukcesy w leczeniu niepłodności

Czym zajmuje się specjalista immunolog i co ma wspólnego z leczeniem niepłodności?

Immunolog kliniczny zajmuje się diagnostyką i leczeniem niedoborów odporności, chorób autoimmunizacyjnych oraz zapobieganiem chorobom zakaźnym. To jednak nie wszystko. Ponieważ układ odpornościowy bierze udział w wielu różnych mechanizmach umożliwiających prawidłowe funkcjonowanie organizmu człowieka, do immunologa trafiają także osoby z bardzo różnorodnymi problemami zdrowotnymi, w których podejrzewa się rolę komponenty immunologicznej, m.in. z problemem niepłodności. W takim przypadku do immunologa parę kieruje, po wykluczeniu innych przyczyn niepłodności, lekarz prowadzący – specjalista ginekolog.

Zobacz też: Kobieca niepłodność wtórna – jakie mogą być jej przyczyny?

Coraz częściej słyszy się o niepłodności immunologicznej. Z czego wynika i jak ją rozumieć?

Niepłodność dotyczy około 10–15% par, spośród których u 15–25% nie udaje się ustalić jej przyczyny. Obecnie szacuje się, że czynniki immunologiczne odpowiadają za nawet 60–70% przypadków niepłodności. W badaniach naukowych potwierdzono także, że zaburzenia immunologiczne mogą przyczyniać się do niepowodzeń ciążowych. Do takich zaburzeń należą przede wszystkim: obecność kilku typów autoprzeciwciał (np. przeciwtarczycowych, przeciwjądrowych czy antyfosfolipidowych), zwiększona aktywność cytotoksyczna komórek NK, czyli w bezpośrednim tłumaczeniu z języka angielskiego „naturalnych zabójców”, oraz zmiany tzw. środowiska cytokinowego.

Z czego wynika tak wysoki odsetek osób, które borykają się z niepłodnością immunologiczną?

Układ odpornościowy zaangażowany jest w szereg ważnych procesów i mechanizmów warunkujących prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Nadal wielu z nich nie rozumiemy, części jeszcze nie poznaliśmy. W ciągu ostatnich dziesięcioleci człowiek osiągnął niebywały postęp technologiczny, zmieniając w bardzo szybkim czasie nieodwracalnie swoje środowisko i nawyki, np. żywieniowe, styl życia. Z drugiej strony, nasz układ immunologiczny ewoluował wraz z człowiekiem przez miliony lat w zupełnie innej rzeczywistości, nie tylko zewnętrznej, jak czyste środowisko naturalne, zdrowa dieta, ale także wewnętrznej, jak mikrobiom, zwłaszcza jelitowy, który aktywnie działa, np. w procesie rozwoju tolerancji immunologicznej.

Krótko mówiąc, nasz układ immunologiczny jest przystosowany do innych warunków i nieco innego rodzaju „pracy”, chociażby ze względu na dostęp do bieżącej wody, antybiotyków, szczepień, ale też postępujące zanieczyszczenie środowiska, wszechobecną „chemię”. Według niektórych hipotez to „nieprzystosowanie” układu odpornościowego do tak szybko postępujących zmian spowodowanych działalnością człowieka odpowiadać może za wzrost liczby chorób cywilizacyjnych, takich jak alergie, choroby autoimmunizacyjne, nowotwory, a także niepłodność, która też zaczęła być zaliczana do tej grupy.

Które z leczących niepłodność par powinny zostać skierowane do immunologa?

Niepłodność immunologiczną należy podejrzewać po wykluczeniu pozostałych przyczyn: genetycznych, anatomicznych, infekcyjnych, hormonalnych, środowiskowych i związanych z trombofilią wrodzoną. W pierwszej kolejności do immunologa powinny zostać skierowane pary, u których u jednego lub obojga partnerów występują (lub występowały w przeszłości) objawy kliniczne sugerujące obecność choroby o podłożu immunologicznym, jak na przykład zmiany skórne, nawracające infekcje, bóle mięśni i stawów, dolegliwości ze strony układów pokarmowego i oddechowego. Istotne jest także występowanie chorób autoimmunizacyjnych u najbliższych krewnych pary. Diagnostyka w kierunku przyczyn immunologicznych wskazana jest także w przypadku nawracających poronień bądź powtarzających się niepowodzeń implantacji zarodka w procedurach in vitro.

Zobacz też: Jak zostaliśmy rodzicami? Opowiadają: Kasia i Marcin – pacjenci kliniki InviMed

W jakich przypadkach poronienia mogą być spowodowane czynnikiem immunologicznym?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nawracające poronienia stanowią najczęstszą komplikację ciąży. Ponadto według szacunków, nawet 70% wczesnych ciąż ulega zakończeniu przed implantacją z powodu spontanicznej reakcji immunologicznej. Gdy mówimy o niepłodności lub utracie ciąży w grę wchodzą liczne choroby autoimmunizacyjne, takie jak toczeń rumieniowaty układowy czy zespół antyfosfolipidowy. Istotne są zarówno czynniki autoimmunologiczne, jak i alloimmunologiczne.

Czyli jakie?

Mówiąc o czynnikach autoimmunologicznych myślimy przede wszystkim o autoprzeciwciałach. Ich obecność niekoniecznie oznacza chorobę, ale może wpływać na płodność. Do autoprzeciwciał, które badamy w diagnostyce niepłodności należą m.in. przeciwciała przeciwjądrowe (ANA) czy antyfosfolipidowe (APLA). Kolejną grupę stanowią przeciwciała przeciwtarczycowe. Mówi się także o roli przeciwciał przeciwjajnikowych (AOAs) oraz przeciwciał przeciwko endometrium (AEAs).

Natomiast do najważniejszych czynników alloimmunologicznych związanych z niepłodnością należą zaburzenia immunoregulacji, zarówno w środowisku doczesnej, jak i dotyczące cytokin, działanie przeciwciał przeciwplemnikowych oraz obecność przeciwciał przeciwko Chlamydia trachomatis. Nieco mniej danych wskazuje na brak lub niedobór odgrywających rolę immunoregulacyjną przeciwciał blokujących.

Zobacz też: Inseminacja a in vitro – czy mamy wybór?

Które z tych czynników mogą wpływać na występowanie poronień?

Wszystkie, ale nie w każdym przypadku. Mówiąc językiem naukowym, rozwijający się płód można nazwać alloprzeszczepem płodowo-łożyskowym. Prościej – tkanki płodu różnią się od tkanek matki, bo połowa genów płodu należy do ojca. W sytuacji innej niż ciąża układ odpornościowy eliminuje to, co rozpoznaje jako obce, jest to jedno z jego głównych zadań – ochrona własnego organizmu. W przypadku normalnie rozwijającej się ciąży uruchamiane są jednak skomplikowane mechanizmy immunologiczne oparte na zjawisku tolerancji, dzięki której płód nie jest niszczony, a wręcz przeciwnie – układ odpornościowy bierze znaczny udział w tworzeniu dla płodu gościnnego środowiska. Jeśli mechanizmy tolerancji i regulacji immunologicznej zawodzą, a potencjalnie każdy z wyżej wymienionych czynników może mieć w tym swój udział, może dojść do poronienia.

Zobacz też: Fitoestrogeny – czym są i jaki mają wpływ na płodność?

Czy współczesna medycyna dysponuje danymi mówiącymi o skuteczności leczenia immunologicznego w kontekście leczenia niepłodności?

Tak. Opublikowano dość liczne doniesienia dotyczące skuteczności leków stosowanych w immunoterapii niepłodności. Jedną z szerzej stosowanych metod są dożylne wlewy immunoglobulin, które (według dostępnych danych) pozytywnie wpływają na odsetek ciąż oraz żywych urodzeń zarówno w przypadku nawracających poronień, jak i niepowodzeń implantacji. Kilka innych badań potwierdziło pozytywny wpływ syntetycznych glikokortykosteroidów na przebieg ciąży, zwłaszcza w przypadku towarzyszącego zespołu antyfosfolipidowego lub choroby Hashimoto, a także wzrost odsetka implantacji pod wpływem tej terapii. Badań, które pokazują wpływ leczenia immunologicznego na niepłodność, jest coraz więcej, choć nadal brakuje przeprowadzonych na dużą skalę testów potwierdzających wcześniejsze wyniki.

Logo: InviMed

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Ekspert

lek.med. Anna Olewicz-Gawlik

Immunolog kliniczny ze stopniem naukowym doktora habilitowanego nauk medycznych. Adiunkt w Katedrze Anatomii i Histologii Uniwersytetu w Zielonej Górze oraz w Katedrze i Klinice Chorób Zakaźnych, Hepatologii i Nabytych Niedoborów Odporności Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Udziela konsultacji immunologicznych w klinice leczenia niepłodności InviMed w Poznaniu.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Gdy wygrała walkę z niepłodnością postanowiła zostać… dawczynią macicy!

Oddając swoją macicę, chce pomóc innej kobiecie spełnić marzenie o macierzyństwie.

Nieraz własne cierpienie potrafi bardzo uwrażliwić na ból innych. Tak też stało się z Aprill, która wie, czym są zmagania z niepłodnością. Dzięki adopcji i doświadczeniu licznych prób in vitro jest dziś matką pięciorga dzieci. Jej marzenia się spełniły, chciała jednak, aby spełniły się też pragnienia innej kobiety walczącej z niepłodnością – postanowiła więc zostać dawczynią. Oddała swoją macicę osobie, która dzięki narządowi będzie mogła zostać matką.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Aprill zawsze wiedziała, że chce mieć dużą rodzinę. Szybko zaczęli więc wraz z mężem starania o dziecko. Niestety czas płynął, a spełnienie wciąż było bardzo odległe. Para adoptowała więc dopiero co urodzonego chłopca, a chwilę po tym okazało się, że Aprill… jest w ciąży! Tym oto sposobem braci dzieli zalewnie 13 miesięcy.

Niestety pierwsza udana ciąża nie oznaczała, że wszystko pójdzie już z górki. Dopiero po 10 próbie in vitro znów pojawiła się radość – tym razem podwójna! Na świat przyszły dwie dziewczynki, a po około roku dołączyła do nich najmłodsza z rodzeństwa. Ostatnia ciąża była naturalna i zupełnie przypadkowa – tym oto sposobem powstała niezła gromadka maluchów!

W szranki z niepłodnością

W ciągu tych wszystkich lat niepłodność dała się Aprill i jej mężowi we znaki. Kobieta czuła jednak, że jej ciało dałoby radę po raz kolejny zajść w ciążę. Jako że nie planowała powiększania już swojej rodziny, postanowiła pomóc innym. Zgłosiła więc swoją chęć bycia dawczynią macicy. Wiedziała, że jeśli się zakwalifikuje, to właśnie będzie TO!

Zobacz też: Urodziła dziecko po przeszczepie macicy. Organ pobrano od zmarłej dawczyni

Udało się! Aprill została zaakceptowana jako dawczyni i chociaż było związane z tym także wiele lęku, to mimo wszystko stało się to niesamowitym doświadczeniem: „Czułam dumę ze swojego ciała” – mówi Aprill i dodaje: „Przez tyle lat myślisz, że twoje ciało cię zawodzi, a teraz pojawiła się myśl, która brzmiała raczej: ‚Moje ciało jest niesamowite’!” – słowa kobiety cytuje „Daily Mail„.

Wielkie zdarzenia, wielka nadzieja

Nie było to łatwe przeżycie, bowiem rekonwalescencja po zabiegu była trudniejsza i dłuższa, niż Aprill się spodziewała. Pojawiło się też wiele przemyśleń i konfrontacji z jej własnym doświadczeniem niepłodności. Wspominała wiele doznanego bólu – zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego. Miała więc ogromną nadzieję, że dzięki oddaniu swojej macicy ukróci cierpienie innej kobiety.

Jest to niesamowity przykład na to, jak nauka i medycyna mogą zmieniać życie ludzi – w ogóle to życie dawać! O pierwszym przypadku w Stanach Zjednoczonych, kiedy kobieta urodziła po przeszczepie macicy synka, pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ]. Tego typu procedury medyczne są wydarzeniami przełomowymi. Znakomicie podkreślają to słowa lekarza, który witał chłopca na świecie:

Kiedy zacząłem karierę lekarską nie mieliśmy nawet USG, a teraz przeszczepiamy macice i przyjmujemy takie porody.

Wiedza, innowacyjność i odwaga – zarówno naukowców, lekarzy, jak i kobiet podobnych do Aprill – to wspaniała i pełna nadziei perspektywa dla milionów przyszłych mam na całym świecie.

Zobacz też: Histerektomia – co warto o niej wiedzieć? Oto 5 ważnych informacji!

Źródło:Daily Mail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Czy genetyczne problemy z płodnością są dziedziczne?

Czy genetyczne problemy z płodnością można dziedziczyć
Genetyczne przyczyny niepłodności uważa się za jedne z najczęściej występujących – fot. Pixabay

Decyzja o powiększeniu rodziny otwiera nowy rozdział w życiu każdej pary. To ważny moment, któremu towarzyszy ekscytacja, a partnerzy są pełni optymizmu. Co zrobić, kiedy starania o dziecko są bezskuteczne? W przypadku, gdy ciąża nie pojawia się po roku współżycia bez stosowania antykoncepcji, należy udać się do lekarza specjalizującego się w leczeniu niepłodności. Obecnie problemy z płodnością o podłożu genetycznym ma od 15% do 30% par.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co może wskazywać na genetyczne problemy z płodnością?

Po stronie kobiety:

  • Pierwotny lub wtórny brak miesiączki spowodowany zahamowaniem czynności jajników.
  • Niewydolność jajników.
  • Nawracające poronienia (więcej niż 2).
  • Obecność wad wrodzonych.
  • Zaburzenia rozwoju trzeciorzędowych cech płciowych.
  • Zbyt wczesne wygaśnięcie czynności jajników.

Po stronie mężczyzny:

  • Azoospermia – całkowity brak plemników w nasieniu.
  • Oligoastenozoospermia – znaczne obniżenie liczebności plemników w ejakulacie.

Zobacz też: Wady genetyczne płodu, czy częściej występują po in vitro?

Diagnostyka niepłodności

Niepłodność jest obecnie uznawana za chorobę cywilizacyjną. Co piąta para ma problem z zajściem w ciążę. Jedną z przyczyn niepłodności mogą być zmiany w genach, które ciężko początkowo dostrzec. Pewne mutacje utrudniają prawidłowe zagnieżdżenie się zarodka, inne natomiast niosą ze sobą ryzyko poronienia.

Wykonanie odpowiednich badań oraz testów w zakresie diagnostyki genetycznej pozwala wykryć przyczyny niepłodności, jak również zapobiec przekazaniu wady genetycznej dziecku.

Genetyczne przyczyny niepłodności uważa się za jedne z najczęściej występujących. Niestety mogą one występować niezależnie od prowadzonego trybu życia.

Zobacz też: Jakie są czynniki płodności kobiety i mężczyzny? [WIDEO]

Jakie badania wykonać?

Podstawowym testem, który partnerzy powinni wykonać jest badanie kariotypu. Wykonywane jest z pobranej od pacjenta próbki krwi i polega na określeniu liczby chromosomów w komórkach. Dzięki niemu można wykryć m.in:

  • delecje – zmiany w materiale genetycznym polegające na utracie części chromosomu,
  • duplikacje – podwojenie fragmentu chromosomu,
  • chromosomy markerowe – małe dodatkowe chromosomy, najczęściej nieznanego pochodzenia.

Kolejnym badaniem, które dotyczy obojga partnerów jest sprawdzenie genu CFTR, wykonywane z krwi żylnej pacjenta. Jego mutacja u kobiet może być powodem zaburzeń miesiączkowania, a także wydzielania zbyt gęstego śluzu w szyjce macicy, który utrudnia plemnikom dostanie się do komórki jajowej.

U mężczyzn mutacja genu CFTR często powoduje azoospermię lub oligozoospermię, jak również wrodzony brak nasieniowodu lub ich niewykształcenie się. Nieprawidłowe białko CFTR, będące wynikiem mutacji tego genu, przyczynia się także do nieprawidłowego rozwoju przewodów Wolffa, z którego rozwijają się m.in. nasieniowody i pęcherzyki nasienne. Wada ta wpływa na zaburzenie procesu dojrzewania plemników, patologii najądrzy, a także pęcherzyków nasiennych.

Mężczyznom zaleca się także badanie regionu AZF chromosomu Y. W tym regionie znajdują się geny kodujące białka zaangażowane w proces powstawania plemników. Zmiany w obrębie genu AZF dziedziczone są w linii męskiej.

Jeśli nie udało się znaleźć przyczyny niepłodności, wykonując powyższe badania, zaleca się konsultację z lekarzem genetykiem i rozszerzenie diagnostyki.

  • Dla mężczyzny: badanie genu AR.
  • Dla kobiety: badanie genu FMR1, badanie genów F5 i F2.
  • Dla obojga: badanie genu CYP21A2.

Czy mając chorobę genetyczną można mieć zdrowe dziecko?

Zajście w ciążę i urodzenie dziecka nieobciążonegowadą genetyczną jest możliwe dzięki diagnostyce przedimplantacyjnej, którą możemy wykonać przy procedurze in vitro. Badamy wówczas jedną komórkę zarodka.

Szukamy uszkodzenia konkretnego genu lub wykonujemy badanie genomu (oczywiście nie całego), poszukując najczęstszych wad, jak zespół Downa, Edwardsa, Pataua, Diagnostyka przedimplantacyjna pozwala uniknąć transferu zarodka obarczonego wadą genetyczną.

Ekspert

Dr n. med. Witold Rogiewicz

Ginekolog położnik, ultrasonolog, Salve Medica R Warszawa.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Fitoestrogeny – czym są i jaki mają wpływ na płodność?

Czym są fitoestrogeny
Produkty sojowe są źródłem fitoestrogenów. – fot.Pixabay

O wpływie diety na powodzenie w staraniach o dziecko piszemy dużo. Dziś weźmieny na warsztat fitoestrogeny – związki zawarte w roślinach, działające w organizmie człowieka podobnie do estrogenów.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Dieta wegetariańska: zielona recepta na płodność?

Czym są fitoestrogeny?

Fitoestrogeny to roślinne związki, które działają w organizmie człowieka podobnie do estrogentów. Fitoestrogeny dzielą się na:  izoflawony, lignany i kumestany. Znajdują się w ziołach, owocach, warzywach, pestkach i nasionach.

Działanie:

  • Fitoestrogeny mogą pomagać w zaburzeniach cyklu miesięcznego i innych zaburzeniach hormonalnych
  • Fitoestrogeny łagodzą PMS, mają korzystny wpływ na nastrój
  • Genisteina (izoflawon) zapobiega niektórym nowotworom piersi ( w zależności od budowy guza)
  • Izoflawony w koniczyny i soi wspomagają kości
  • W badaniu opublikowanym w Journal of Clinical Pathology naukowcy wykazali, że przyjmowanie fitoestrogenów (lignany – siemię lniane) stymuluje wytwarzanie SHBG, a to zwiększa ilość estradiolu (jednego z estrogenów) w surowicy.
  • Fitoestrogeny łagodzą objawy menopauzy.
  • Mogą pozytywnie wpływać na płodność.

Zobacz też: Fitoestrogeny zwiększają ochotę na seks

Jak fitoestrogeny wpływają na płodność?

Naukowcy przeprowadzili badanie, w którym grupie kobiet z niepłodnością idiopatyczną podawali wyciąg z  Cimicifuga racemosa– zawierającej fitoestrogeny rośliny, która znana jest w medycynie ludowej obu Ameryk.

Po kilku dniach stosowania wykonano badania krwi kobiet i porównano je z grupą kontrolną – kobiety dotknięte niepłodnością idiopatyczną, którym podawano tylko substancję obojętną. U kobiet, które zażywały fitoestrogeny stężenie estradiolu i LH (gonadotropina) było wyższe, niż w grupie kontrolnej. Miały również grubsze endometrium, wyższy poziom progesteronu w surowicy. Aż 36% kobiet z tej grupy zaszło w ciążę (14% w grupie kontrolnej).

Zobacz też: Niepłodność męska: temat tabu. Mężczyźni nie dopuszczają myśli o zaburzeniach płodności

Które produkty zawierają fitoestrogeny?

Różne rodzaje fitoestrogenów  izoflawony, lignany i kumestany – znajdują się między innymi w następujących produktach roślinnych:

  • Siemie lniane i olej lniany
  • Soja (mleko sojowe, tofu, tempeh, ziarna, olej, sos sojowy)
  • Soczewica
  • Otręby
  • Czerwona fasola
  • Groch
  • Bób
  • Czosnek
  • Cebula
  • Wiśnie
  • Gruszki
  • Jęczmień
  • Żyto
  • Koniczyna czerwona
  • Kalina
  • Korzeń Dong Quai
  • Żeń-szeń
  • Wiesiołek
  • Lukrecja
  • Chmiel

E-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.