Przejdź do treści

WOŚP vs. wyzwania! Jerzy Owsiak: „Mogą wystraszyć tylko przez sekundę – my i tak robimy swoje!”

Jerzy Owsiak
Fot. Marcin Michoń

Z czym większości z nas kojarzy się styczeń? Zgadza się – 28. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przed nami. Jak to się stało, że pomimo wszelkich perturbacji i wyzwań wciąż udaje jej się grać? Co więcej, ta gra jest coraz donośniejsza, bowiem na sprzęt medyczny przeznaczono już ponad 1,2 MILIARDA złotych! „Niedawno zrobiliśmy zakupy, w trakcie których wydaliśmy kolejne… 44 miliony! To jest tak pozytywna abstrakcja, że 28 lat temu na pewno bym w to nie uwierzył” – mówi w rozmowie z nami Jerzy Owsiak.

Katarzyna Miłkowska: Czy ruszając z pierwszym Finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy widział Pan siebie w tym miejscu, w którym jest Pan teraz?

Jerzy Owsiak: 28 lat temu? W życiu! Chcieliśmy to wtedy zrobić ten jeden jedyny raz. Miałem program telewizyjny „Róbta, co chceta, czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki”, który szedł jak burza. Zdobyliśmy wszystkie nagrody – jedni nas nienawidzili, bo uważali to za kompletną głupotę i wariactwo, inni zaś kochali za to, że mogli zobaczyć w programie takie zespoły, jak Defekt Mózgu czy Mocz Tenora. Bawiliśmy się tym! Po roku przyszedł jednak moment, kiedy postanowiliśmy zrobić ten pierwszy Finał, który miał odbyć się tylko jeden raz i tyle! Telewizja piekielnie się bała, jak to wyjdzie – my zresztą też.

Zebraliśmy wtedy, według dzisiejszych pieniędzy, około 3 700 000 zł. Porównując ostatni Finał i 176 milionów – coś niesamowitego!

Kiedy jednak to wszystko okazało się sukcesem, poszliśmy do szefostwa telewizji i zaproponowaliśmy, że za rok zrobimy rozliczenie  – tylko to, nic więcej. „Przecież ja się nie będę w to bawił!” – myślałem. Miałem firmę produkującą programy telewizyjne, w ogóle nie było nawet myśli o żadnej fundacji… W porządku, dostaliśmy antenę na rozliczenie Finału, więc pomyśleliśmy, że może w takim razie wykorzystamy to jednak inaczej i weźmiemy drugi temat – zbierzemy pieniądze jeszcze ten jeden raz. Ty wiesz, że wszyscy nam wtedy w telewizji mówili, żebyśmy tego nie robili, bo drugi raz już nie wyjdzie? Wyszło. Za trzecim razem mówiliśmy to samo. Kiedy i wtedy odnieśliśmy sukces, postanowiliśmy zajmować się tym zawodowo – zaangażowaliśmy ludzi i Fundacja ruszyła pełną parą.

Jerzy Owsiak
Fot. Michał Kwaśniewski

Dzisiaj jednak jej działania są znacznie szersze.

To prawda. Początkowo zbieraliśmy siły tylko na ten jeden Finał w roku, jednak po sześciu, siedmiu latach zaczęliśmy podchodzić do tego bardziej logistycznie. Szczegółowo opracowywaliśmy cele, na jakie będziemy robić zbiórki, zastanawialiśmy się, jak chcemy to zorganizować i że może warto byłoby uruchomić jakiś program edukacyjny, medyczny – to wszystko stało się o wiele bardziej świadome i co istotne, działo się krok po kroku.

Jest to bardzo ważne, ponieważ gdyby 28 lat temu ktoś mi powiedział, że skutkiem Finałów będzie miliard 100 milionów zł, przeraziłbym się i nie wszedłbym w to. Poczucie odpowiedzialności i brak wiedzy na ten temat były wtedy ogromne! Kiedy jednak robisz to stopniowo, pokonujesz te wszystkie etapy, uczysz się, zdobywasz doświadczenie, to w naturalny sposób idziesz na coraz głębszą wodę.

Cieszę się, że tak się stało, bo jest w nas i we mnie ogromna ilość pokory. Nie stało się to nagle, nie spadło jak kamień z kosmiczną prędkością, który często później pod przykrywką sukcesu przynosi tragedie. Tragedie ludzi, którzy za szybko coś dostają i potem nie potrafią się w tym połapać. WOŚP przyszedł jak byłem już dorosłym gościem. Miałem rodzinę i ludzi wokół siebie, którzy byli ze mną w różnych sytuacjach. Miałem solidne zaplecze i dzięki temu jesteśmy w tym, a nie innym miejscu.

Jerzy Owsiak
Fot. Łukasz Widziszowski

Rzeczywiście jest coś w tym, że dopiero doświadczenie pozwala nam unosić pewne rzeczy. Skąd jednak czerpać do tego wszystkiego ciągle nową i nową motywację?

No jak to skąd?

Mam dwie wizje. Jedna to zauważanie potrzeb – jest ich tak dużo, że po prostu trzeba działać. Druga to myśl, że skoro tak dobrze nam to idzie, to szkoda się zatrzymywać.

No dobra, ale masz jeszcze trzecią motywację – życie. Codzienność, która bez względu na to, czy nazywa się Fundacją WOŚP, podróżami czy pomocą zwierzętom, musisz wypełniać jakąś treścią. Najgorsze są momenty, kiedy ludzie mówią, że czują w życiu pustkę, że niewiele się dzieje albo nie potrafią się odnaleźć. To jest gorsze od choroby, gorsze od wszelkiego rodzaju sytuacji typu bieda. Trudności dają Ci bowiem motywację, zaś pojęcia takie, jak pustka, znudzenie i myśli, że nic mnie nie rusza, nic mnie nie kręci, zabierają wszelkie siły do działania. Starasz się w związku z tym gdzieś tę treść znaleźć i dla mnie na szczęście nowe scenariusze pisane są przez cały czas.

Owszem, mogę opisać to także od strony finansowej, ponieważ potrzeby na zakup sprzętu medycznego będą zawsze. Co ważne, nie dzieje się to tylko w takich krajach, jak Polska, lecz absolutnie wszędzie. Przykładem jest Wielka Brytania, w której jedna z organizacji zbiera na sprzęt medyczny rocznie ok. 70 mln funtów! Pod tym względem spokojnie możemy działać do końca świata i o jeden dzień dłużej. Warto jednak spojrzeć na to wszystko jeszcze z innej perspektywy – jak chciałbyś umiejscowić w tym siebie.

Rozumiem, że jest to jakiś rodzaj kreacji, tworzenia?

Dokładnie. Jest to potrzebne do tego, żeby później nie usiąść i nie powiedzieć, że już mnie to znudziło, już nie widzę w tym sensu. Co prawda ludzie, którzy zbierają pieniądze w bogatszych krajach, mają dużo spokojniejszą głowę, ponieważ panująca tam stabilizacja sprawia, że nie muszą się aż tak bardzo boksować.

My spotykamy się zaś z tak niewiarygodnymi wyzwaniami z naszym życiem pod nazwą Polska, jakich człowiek sobie nawet nie wyobraził, że pojawią się na jego drodze. Kiedy te 30 lat temu szedłem do wolnych wyborów, widziałem ten kraj zupełnie inaczej, niż wygląda on dzisiaj. Ten dzisiejszy w wielu aspektach mi się nie podoba, ale dzięki temu też nie brakuje owych wyzwań.

Są takie powiedzenia: „Co nie zabije, to wzmocni” czy „Im gorzej, tym lepiej” – w naszym przypadku istotnie tak jest. Uważam, że stan „Polska” stwarza jakiś rodzaj ciągłego napięcia, ale takiego, które przekuwamy właśnie w wyzwania. Wyzwaniem jest m.in. wysłuchanie komunikatu, że nie będzie pociągów na Najpiękniejszy Festiwal Świata… bo nie – tylko tak mogę to skwitować. Następnego dnia zaczynamy się organizować, co wychodzi rewelacyjnie i koniec końców na Pol’and’Rock Festival podstawionych jest 139 pociągów – niewiarygodna ilość!

Kreatywność cały czas więc w nas jest, wychodzi z naszego środka i nawet jeśli to napięcie kipi, czy czasami wyskakuje nagle zza rogu i mówi: „Cha! Chcę was przestraszyć” – to odpowiadamy, że owszem wystraszyło nas przez sekundę, ale już się zbieramy i robimy swoje.

Jerzy Owsiak
Fot. Grzegorz Adamek

Bez tego impulsu „wychodzącego ze środka” chyba jednak nie byłoby to możliwe.

Owszem, w ludziach musi być żar i my go mamy. Żar, który podtrzymuje historia, inne osoby, wydarzenia. Przykładem może być jeden z zamkniętych oddziałów szpitalnych. Kiedy do czegoś takiego dochodzi, nie mówimy, że trzeba się wycofać i schować zabawki. Wręcz przeciwnie, intensywnie pytamy o to, dlaczego do tego zamknięcia doszło: „Wytłumaczcie to! Mówcie prawdę, że brakuje 100 tys. personelu medycznego. Dlaczego o tym nie mówicie? Dlaczego przekazujecie bujdy o tym, jak fantastyczny jest stan służby zdrowia? Rzeczywiście, ma świetny sprzęt, ale za moment nie będzie miał kto nim pracować” – naprawdę mamy co robić, a przy czymś takim trudno o brak motywacji.

I jak w tym wszystkim zachować tę feerię barw, z których WOŚP przecież słynie?

Kolory pokazują, że pomaganie jest radością. Co więcej, jest to też odczarowanie smutnej jednak sytuacji, ponieważ mówimy o ratowaniu życia i brutalna prawda jest taka, że niestety nie każde z tych żyć udaje się uratować. My jednak po raz 28. chcemy zaczarować rzeczywistość i robimy coś kompletnie odwrotnego. Robimy wielki karnawał, któremu dziwią się ludzie z całego świata. Pamiętam korespondenta ze Stanów, który mówił: „Byłem w Warszawie – coś niesamowitego! W zimę ludzie pod sceną tańczą, bawią się przez wiele godzin! Co za fiesta, co za zabawa!”.

Podkreślam jednak, że przez kolejne 364 dni także się nie zatrzymujemy, działamy równie kolorowo i otwarcie dzielimy się tym, co dzięki Waszej pomocy robimy. A robimy rzeczy niezwykłe! Niedawno zrobiliśmy zakupy, w trakcie których wydaliśmy kolejne… 44 miliony złotych! To jest tak pozytywna abstrakcja, że 28 lat temu na pewno bym w to nie uwierzył – ten scenariusz jednak bardzo mi się podoba.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, redaktorka prowadząca e-magazyn oraz portal "Chcemy Być Rodzicami", absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.