Przejdź do treści

Błędy merytoryczne i tezy sprzeczne z wiedzą medyczną. Nasz Bocian obnaża prawdę na temat „Wobec in vitro”

Wobec in vitro
fot. www.jednosc.com.pl

Stowarzyszenie pacjenckie Nasz Bocian zdecydowanie zaprotestowało przeciwko szerzeniu nieprawdziwych i krzywdzących tez zawartych w publikacji „Wobec in vitro” wydanej staraniem Episkopatu. Dziś obnaża prawdę na temat tej pozycji.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bulwersuje nie tylko zawartość merytoryczna, ale i język publikacji. W związku z tym Stowarzyszenie zwróciło się do szerokiego grona ekspertów z prośbą o opinię na temat zawartości wspomnianej pozycji.

Jako, że ta stygmatyzująca książka została uznana za pozycję uzupełniającą w nauczaniu religii w klasach licealnych, zwróciliśmy się również do kuratorów oświaty z prośbą o informację na temat działań podjętych w szkołach zmierzających do zapewnienia bezpieczeństwa i szacunku dzieciom poczętym dzięki in vitro.

Zobacz także: „Wobec in vitro”. Kontrowersyjny podręcznik przeciwników zapłodnienia pozaustrojowego

Czym jest „Wobec in vitro”

W grudniu ubiegłego roku staraniem Episkopatu Polski ukazała się publikacja pod tytułem „Wobec in vitro”. Już wówczas pozycja ta spotkała się z szeroką krytyką licznych środowisk oraz mediów. „Wobec in vitro” zawiera wiele poważnych błędów merytorycznych, a stawiane w niej tezy pozostają w sprzeczności ze współczesną wiedza medyczną. Ponadto w sposób niedopuszczalny stygmatyzuje dzieci poczęte metodą in vitro, przyrównując je do towaru oraz przypisując wielu z nich „niepełnosprawność intelektualną” oraz „opóźnienie rozwojowe”.

Eksperci odkłamują tezy stawiane przez autorów „Wobec in vitro”. W przygotowanych dla Stowarzyszenia „Nasz Bocian” opiniach na temat pozycji „Wobec in vitro”, opracowanych przez wybitnych specjalistów z dziedziny ginekologii i medycyny rozrodu oraz przez Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii czytamy:

„Wzrost i rozwój fizyczny dzieci poczętych pozaustrojowo nie różni się od dzieci poczętych spontanicznie.”

„We wnioskach z przeprowadzonych badań nad inteligencją i funkcjami poznawczymi 5-letnich dzieci po zapłodnieniu pozaustrojowym nie znaleziono różnic pomiędzy dziećmi po leczeniu niepłodności a poczętymi spontanicznie.”

„Nie znaleziono różnic w stanie zdrowia pomiędzy grupą dorosłych po ART i grupą kontrolną.”

Uwadze ekspertów nie umknęły również brak rzetelności autorów „Wobec in vitro” przy korzystaniu z wyników dostępnych badań:

„Autor podaje odsetek ryzyka występowania wad wrodzonych, które w ogóle nie figurują w pracy naukowej, na którą się powołuje. Jest to zwykła manipulacja wynikami poważnych i dobrze prowadzonych badań.”

Zobacz także: Wypowiedź profesor o in vitro szokuje…

Godność dzieci poczętych dzięki in vitro i ich rodzin

W opinii psycholożki niepłodności czytamy:

„Autorzy publikacji kompletnie pomijają fakt, że wśród młodzieży licealnej, do której kierują swoją publikację, znajduje się coraz większa grupa osób poczętych tą metodą. To one będą czytać i słuchać o tym, że są pozbawione godności, że ich poczęciu towarzyszyło morderstwo a ich rodzice dopuścili się niemoralności (…)”

W opinii embriolożki natomiast:

„Irracjonalnym wydaje się użycie argumentów naukowych w czysto etycznej/filozoficznej dyskusji o powstaniu życia ludzkiego, tak próba przekucia podstaw działania medycyny dla uzasadnienia niewłaściwości i niedopuszczalności metody in vitro, oraz całkowite ignorowanie zasad prawnych, mają znamiona demagogii„.

Ustosunkowuje się ona również do wyjątkowo uderzającej w godność i podmiotowość dzieci poczętych dzięki in vitro tabeli przyrównującej metodę in vitro do produkcji przemysłowej.

Zobacz także: Uniwersytet odpowiada w sprawie kontrowersyjnej wypowiedzi profesor o in vitro

In vitro a szkoła

Mając na uwadze szacunkowe dane statystyczne, według których co 20. dziecko przychodzi na świat dzięki medycznie wspomaganej prokreacji oraz w związku z ustawowym obowiązkiem zapewnienia każdemu uczniowi bezpiecznych warunków rozwoju i nauki, poprosiliśmy Kuratorów Oświaty o informacje na temat działań, jakie wdrożyli lub zamierzają wdrożyć w podległych sobie szkołach w celu zapewnienia bezpieczeństwa, szacunku oraz szeroko rozumianego dobrostanu uczniów, którzy urodzili się w wyniku zastosowania metody in vitro.

Analiza odpowiedzi pokazuje, że Kuratoria czują się zwolnione z obowiązku zainteresowania się wskazanym problemem:

Kuratorium Oświaty w Katowicach nie dysponuje żadnymi informacjami, tj. danymi na temat działań, jakie wdrożyli bądź zamierzają wdrożyć w ramach nałożonych przez ustawę obowiązków dyrektorzy placówek oświatowych w celu zapewnienia bezpieczeństwa, szacunku oraz szeroko rozumianego dobrostanu uczniów, którzy urodzili się w wyniku zastosowania metody in vitro (KO Katowice)

„Jeśli rodzic ma inne stanowisko w sprawach wiary niż Kościół, którego jest wyznawcą, powinien zgłaszać je do właściwych organów Kościoła” (KO Szczecin)

„Brak jest możliwości uczynienia zadość wyrażonemu przez Stowarzyszenie żądaniu, bowiem organ administracji publicznej, którym jest Dolnośląski Kurator Oświaty nie posiada podległych sobie szkół” (KO Wrocław)

Zobacz także: Absurdy dotyczące in vitro 2017 roku

Perspektywa Pacjencka

25 maja, podczas V edycji Międzynarodowej Konferencji „Development of Scientific Cooperation in Reproductive Medicine Research” odbędzie się debata, podczas której w międzynarodowym gronie specjalistów i ekspertów po raz kolejny podniesiemy kwestię pozycji „Wobec in vitro” i jej statusu pomocy dydaktycznej

Zostanie zorganizowany protest przeciwko głoszeniu nieprawdziwych tez oraz atakowi na godność osób niepłodnych oraz dzieci poczętych dzięki medycznie wspomaganej reprodukcji.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Nasz Bocian

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Nie mogła zajść w kolejną ciążę… dziś ma SIEDMIORO dzieci!

historia adopcyjna

Amy, 36-letnia pielęgniarka, dorastała jako jedynaczka i jak wiele dzieci niemających rodzeństwa, zawsze chciała mieć dużą rodzinę. Obecnie ma… siedmioro dzieci, a sposób, w jaki stawała się ich mamą, jest wręcz historią na kilka sezonów dobrego serialu!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Amy i jej mąż Damian przez lata starali się o kolejne dziecko. Ich bliźniaki pojawiły się na świecie niedługo po ślubie, kiedy jednak 5 lat później chcieli powiększyć rodzinę, wciąż i wciąż im się nie udawało. Zaczęli rozważać wtedy zagraniczną adopcję, oboje pracowali jednak w szpitalu i na co dzień widzieli wiele potrzebujących maluchów.

Stąd też pojawił im się pomysł zostania rodziną zastępczą, by w przyszłości mieć też nadzieję na adopcję. Kiedy w 2016 roku małżeństwo stało się licencjonowanymi rodzicami zastępczymi, ich bliźniaki miały już 12 lat, a Damian był także ojcem 20-letniego Gabriela.  

Zobacz też: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Nowa droga

TEN telefon otrzymali zaledwie tydzień po zakończeniu programu szkoleniowego, a w Sylwestra trafiła do nich mała Julianna. „To było jak przyniesienie do domu naszego własnego dziecka. Było to najlepsze uczucie. Tyle radości. To było tak, jak byśmy rozpoczynali nowe życie” – słowa Amy cytuje „people.com”.

Już wtedy czuli, że będą chcieli adoptować dziewczynę i w kwietniu 2017 roku tak też się stało. Co ciekawe, w tym samym miesiącu urodził się chłopiec, który nieco później także dołączył do rodziny.

Pomimo, że Amy i Damian planowali wziąć pod swoje skrzydła tylko jednego maluszka, kiedy dostali kolejny telefon, nie wahali się. Co więcej, w maju 2018 okazało się, że najmłodsze z ich dzieci będzie miało nowego braciszka.

Rodzice i tak licznej już gromadki dostali więc pytanie, czy nie zostaliby opiekunami nieurodzonego jeszcze chłopca, a wszystko po to, aby rodzeństwo miało szansę wychowywać się razem. „Potrzebowaliśmy jednego dnia, by przemyśleć zaaranżowanie przestrzeni w domu i powiedzieliśmy „tak” – opowiada Amy. Kiedy trwali więc w oczekiwaniu… znów dostali telefon!

Mała dziewczynka trafiła do ich domu w październiku, a nowo narodzony chłopczyk zaledwie 10 dni po niej. Julianna ma więc obecnie około 2 lat, jeden z chłopców jest o 4 miesiące młodszy, dziewczynka ma około 3 miesięcy, a najmłodsze z dzieci zaledwie dwa tygodnie mniej. Miała to być sytuacja tymczasowa, tymczasem teraz rodzina ma nadzieję, że już zawsze właśnie tak to będzie wyglądało! Julianna jest już oficjalnie córką Amy i Damiana, procesy adopcyjne pozostałej trójki są w toku.

Zdecydowanie bycie rodziną adopcyjną stanowi wyzwanie, w przypadku Amy i Damiana pojawiają się jeszcze dodatkowe, trudne sytuacje zewnętrzne. Dzieci różnią się kolorem skóry, co niestety nie dla wszystkich jest zrozumiałe i zdarza się, że pojawiają się niełatwe komentarze.

Amy jednak podkreśla, że kocha adopcyjne dzieciaki tak samo, jak te, które urodziła. I owszem, chciała mieć dużą rodzinę, ale nie spodziewała się, że aż tak!

Zobacz też: Poznaj Kalani i Jarani – siostry bliźniaczki o różnych… kolorach skóry!

Historia adopcyjna z happy endem

Jest to jedna z tych historii, które dają nadzieję zarówno rodzicom chcącym stworzyć rodzinę adopcyjną, jak i maluchom oczekującym na to, że ktoś zapewni im prawdziwy dom. Każdy kraj ma oczywiście inne procedury, wymagania, ograniczenia, ale podobne historie dzieją się na całym świecie – także u nas.

Na pewno jedną z nich jest doświadczenie małego Wiktora, który urodził się z zespołem Downa. Jego nowi rodzice, aby móc poznać chłopca, przejechali 2,5 tysiąca km! Marina i Erik z Kalifornii wzięli pod swoje skrzydła podopiecznego fundacji „Dom w Łodzi”. Co więcej, ich historia przypomina opisaną tu rodzinę Amy i Damiana – nowi rodzice Wiktora już przed nim mieli bowiem ośmioro dziec! [przeczytaj więcej: KLIK]! Śmiało można więc opisać to jako „happy end”.

Zobacz też: „Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach” – mocne słowa, które zderzają wyobrażenie z rzeczywistością

Tutaj kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło:People.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Herbata oolong niszczy komórki raka piersi – donoszą naukowcy

Herbata oolong niszczy komórki raka piersi - donoszą naukowcy
Naukowcy z Uniwersytetu Saint Louis zbadali wpływ różnych odmian herbaty na komórki raka piersi. – fot.Pixabay

Jak wynika z badań naukowców z Uniwersytetu Saint Louis w Missouri, herbata oolong – niebieska herbata – niszczy komórki raka piersi w warunkach laboratoryjnych. Podobne właściwości wykazuje zielona herbata.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Typy raka piersi

Wyróżnia się 10 typów raka piersi, podkategorie dzielą nowotwory w zależności od stadium: od całkowicie uleczalnych do bardzo agresywnych. Zdaniem onkologów, przypisanie nowotworom piersi podkategorii przyspieszy proces diagnostyczny i ułatwi wybór wystarczające formy terapii. Tym sposobem pacjentki z lżejszymi odmianami nowotworu będą mogły uniknąć ryzyka wynikającego z niepotrzebnego stosowania wysoko toksycznych terapii. Wciąż trwają badania genetyczne, których celem jest doprecyzowanie kryteriów przyporządkowania określonych nowotworów do danej kategorii.

Zobacz też: Immunoterapia, czyli jak uchronić się przed rakiem

Herbata oolong niszczy raka piersi?

Naukowcy z Uniwersytetu Saint Louis zbadali wpływ różnych odmian herbaty na komórki raka piersi. Wyniki badań opublikowano niedawno w “Anticancer Research”. Wynika z nich, że skoncentrowane związki zawarte w herbacie oolong zatrzymały wzrost komórek rakowych w aż sześciu typach raka piersi.

Herbata oolong może powodować uszkodzenie i rozszczepienie DNA i hamować rozwój komórek raka piersi oraz  rozmnażanie nowotworów. Ma też duży potencjał jako czynnik zapobiegający powstawaniu raka piersi – dr Chunfa Huang, profesor z Uniwersytetu Saint Louis.

Zobacz też: Rakotwórcza żywność, po którą sięgasz każdego dnia. Zobacz sama!

Chinki chorują rzadziej

Zespoł doktora Huang przeanalizował dane na temat raka piersi w Chinach. Kobiety mieszkające w regionach, w których uprawia się i spożywa duże ilości zielonej herbaty i herbaty oolong, chorują na raka piersi rzadziej o 35% w porównaniu z narodową średnią.

 

Jak uważasz?

Dieta jest skuteczna w profilaktyce nowotworów?

TAK
NIE
NIE MAM WIEDZY

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Cesarskie cięcie na żywo

Cesarka na żywo
Pierwsze cesarskie cięcie w telewizji. – Fot. Pixabay

Australijska telewizja wyemitowała relację z cesarskiego cięcia w programie „Operation live”. 11 lutego 2019 roku, tysiące widzów mogło oglądać cud narodzin na żywo.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Szczęśliwa mama Erine Bougasa, przywitała swojego syna na oczach telewizyjnej publiki, w szpitalu w Sydney. Relacja wzbudziła kontrowersje, pojawiły się głosy, że cesarka na żywo jest kolejnym krokiem w stronę voyeryzmu – formy podglądactwa, coraz bardziej popularnej we współczesnym świecie.

Zobacz też: Jak wygląda cesarskie cięcie? Zobacz film.

Cesarka na żywo – co na to lekarze?

Wypowiedzieli się także lekarze, obawiający się o matki, u których po obejrzeniu programu mogły pojawić się szok i lęki.

Jeden ze znanych położników, dr Steven Tan wypowiedział się w Sunday Telegraph – „operacja cesarskiego cięcia na żywo nie została wyemitowana, aby zapewnić bezpieczeństwo mamie i nienarodzonemu dziecku” .

Link do filmu znajdziesz tutaj.

Źródło: Kidspot.com.au

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

Cierpienie bliskiej nam osoby zawsze niezwykle boli. Być może właśnie jesteś w takiej sytuacji, bo twoja siostra, czy przyjaciółka zmaga się teraz z doświadczeniem poronienia. Tak bardzo chcesz wtedy pomóc, ulżyć w cierpieniu, ukoić. Tylko jak to zrobić?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niestety bycie obok cierpiącej osoby nie jest proste. Widzimy, jak ważny dla nas człowiek zderza się z czymś szalenie trudnym. Wtedy i w nas pojawiają się niezwykle ciężkie do uniesienia emocje. Czasami nie radzimy sobie z tym, co dla nas samych oznacza ta konfrontacja, a co za tym idzie, jeszcze trudniej jest nam dać wsparcie przyjaciółce. Czasami nie wiemy co robić, co powiedzieć, jak się zachować i boimy się, że tylko dodatkowo zranimy ukochaną osobę. Wcale nie mając złych intencji odsuwamy się, unikamy trudnego tematu… Tak, bycie wspólnie z kimś w cierpieniu jest szalenie ciężkie, ale to właśnie doprowadzenie do głosu tych trudnych emocji, bycie ze sobą bez żadnych zbroi, których wymaga od nas codzienny świat, tworzy bliskości. A to bliskość potrafi „leczyć”.

Zobacz też: Tak, ojcowie też przeżywają poronienie – ten pomysł podkreśla ich ogromną rolę!

Po prostu bądź

Czasami wystarczy po prostu bycie obok. Trzymanie za rękę. Danie się wypłakać i pokazanie, że nie zostawimy bliskiej nam osoby z tym samej. Pomimo ogromnego bólu i ciężaru nie odchodzimy, a z tym dodatkowym bagażem kochamy ją tak samo mocno. Co więcej, pomożemy go jej nieść.

Nieraz żadne słowa nie muszą wtedy wcale paść i jeśli czujesz, że nie ma na nie przestrzeni, że na ich wypowiedzenie jest jeszcze za wcześnie, odpuść. Zaczekaj, nie naciskaj.

A jeśli czujesz, że na ten moment nawet trzymanie za rękę to za dużo, po prostu zadzwoń. Zapewnij, że jak tylko dostaniesz sygnał, będziesz. Nie stwarzaj jednak ciszy pomiędzy wami. Nie udawaj, że ciąży nie było. Nie uciekaj, nie bój się. Owszem, to nie jest łatwe, bo taki kontakt może budzić ogromny lęk. Kiedy jednak zaczniesz tego kontaktu w ogóle unikać, twoja przyjaciółka może czuć się „tą inną”, odsuniętą, odstraszającą swoim bólem. Zamiast troski dostanie wtedy tylko dodatkowy cios, a nikt tego nie chce.

Jeśli jednak masz poczucie, że ta cisza się przedłuża, a bliska ci osoba zaczęła się w tej ciszy zamykać, sprawdź co się dzieje. Daj co jakiś czas znak, że się martwisz. Staraj się być na bieżąco z tym, jak twoja przyjaciółka, czy siostra się czuje. Bądź czujna na sygnały, który ci wysyła – a długa, inna niż zwykle cisza, może być najgłośniejszym z nich.

Nie mów

Nie mów zdań, które mogą niezwykle mocno zaboleć.

Następnym razem się uda.

Nic nie dzieje się bez powodu.

Przynajmniej wiesz, że możesz zajść w ciążę.

Lepiej teraz, niż gdyby miało się to wydarzyć później.

Przecież to jeszcze nie było dziecko…

Co takie zdania mogą przynieść? Mogą minimalizować stratę, a przecież jest tak ważna, tak duża, tak warta szacunku. Mogą wprawić w poczucie winy, możesz nimi zabrać nadzieję, możesz zamknąć przestrzeń na rozmowę pomiędzy wami.

Powstrzymaj się też od udzielania rad. Nie jesteś w skórze swojej przyjaciółki, a twoje wyobrażenie o jej stanie może być odległe od tego, co ona czuje. Nawet jeśli kogoś bardzo dobrze znamy, nie oznacza to, że rozumiemy i odczuwamy dokładnie to samo, co właśnie teraz dzieje się w tej osobie.

To trochę tak, jak byśmy stali na brzegu i udzielali rad osobie, która właśnie tonie. Owszem, nasze słowa mogą być pomocne, ale mogą też zaszkodzić. Nie czujemy w końcu na swoim ciele siły fal, nie wiemy na ile dana osoba boi się wody, nie wiemy co ma pod stopami – czy jest to stabilny grunt, wciągający muł, a może ogromna pustka? Wyciągnięta dłoń potrafi wtedy zdziałać dużo więcej, niż nawet tysiąc słów. Szczególnie tych nietrafionych.

Nie wyciągaj na siłę i nie złość się, gdy po raz kolejny będziecie musiały przełożyć spotkanie

Czasami przełożenie spotkania, czy odwołanie planów, jest najlepszą formą troski o swoje dobro. Nie bierz więc tego do siebie, nie mów, że „trzeba” wyjść do ludzi, odwrócić uwagę etc. Każdy ma swój sposób na radzenie sobie z trudnymi dniami, a bycie samemu ze sobą jest potrzebne każdemu z nas. Uszanuj taką potrzebę i zapewnij, że jeśli przyjaciółka/koleżanka/siostra zmieni zdanie, może śmiało dać ci znać. Pokaż, że czekasz na nią i jak tylko będzie gotowa, może na ciebie liczyć.

Zobacz też: Zrozumieć niepłodność – koniecznie pokaż to swoim bliskim!

Masz tyle czasu, ile potrzebujesz i to jest okej

Cierpienie nie ma określonego czasu trwania. Nie ma ram, które powiedzą nam, że np. żałoba po poronieniu trwa 5 tygodni, a po tym czasie wszystko się już układa, rana zabliźnia i można wrócić do punktu wyjścia. Nie, to tak nie działa. Każdy z nas inaczej radzi sobie ze stratą, mamy różne sposoby, kierują nami różne schematy, mamy różne wartości. Jak zatem mielibyśmy określić coś tak bardzo skomplikowanego?

Zapewnij bliską ci osobę, że ma tyle czasu na przeżycie straty, ile potrzebuje. Nie pospieszaj, nie mów: „już wystarczy”, czy „ile można”. Można tyle, ile trzeba. Czasami może wymagać to od ciebie cierpliwości, poradzenia sobie z własną frustracją, ale wtedy powinna włączyć ci się czerwona lampka. Nie ma bowiem „złotego środka” na przeżywanie straty. „Niektóre osoby potrzebują wielu miesięcy, czasami lat, żeby ostatecznie pogodzić się ze stratą ciąży, rozumiejąc ją jako stratę globalną, koniec pewnego etapu życia. Inni potrzebują zatrzymać się na chwilę, zwolnić, odpocząć i wracają do poprzedniej aktywności” – mówiła w rozmowie z nami psychoterapeutka Katarzyna Mirecka [tutaj].

Żałoba nie jest linearna

Pamiętaj też, że żałoba nie jest tylko prostą linią w górę. Mogą zdarzyć się spadki, może dziać się ona zgodnie z zasadą „dwa kroki w przód, dwa w tył”. Nawet jeśli bliska ci osoba poczuje się już lepiej, będzie wydawało ci się, że udało jej się ułożyć ze stratą, to wcale nie musi oznaczać, że ból zniknął i nigdy nie wróci. Dołki znów mogą się pojawić, a cierpienie, poczucie straty i temat poronienia mogą wręcz znienacka ożywać nawet po długim już czasie. Nie bagatelizuj tego, nie mów, że nie ma już do czego wracać. Niezmiennie bądź.

Pamiętaj też, że sięgnięcie po profesjonalną pomoc nie jest ani wstydem, ani okazaniem słabości. Psychologowie, psychoterapeuci, psychiatrzy są przygotowani do udzielenia tego typu wsparcia. Wiedzą co robić. Jeśli widzisz, że taka pomoc może być potrzebne, że sama też nie jesteś w stanie jej wesprzeć (także ze względu na własne dobro), staraj się o tym porozmawiać. Może wspólnie uda wam się znaleźć specjalistę, którzy ułatwi ten trudny czas i pomoże pójść dalej. Bo „dalej” – nawet jeśli wydaje się nierealne – zawsze przed nami jest. Także po tak trudnych przeżyciach.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.