Przejdź do treści

Wielki znak zapytania nad ośrodkami adopcyjnymi – przetrwają?

Dziecko na pomoście z misiem
Fot. Pixabay.com

W przejściu przez skomplikowany proces adopcji – zarówno prawnym, ale przede wszystkim psychologicznym  – potrzebna jest pomoc. Rodzice i dzieci niezbędne wsparcie otrzymują od ośrodków adopcyjnych. Trudno jest jednak pomagać innym, kiedy samemu potrzebuje się wsparcia. Sytuacja wielu ośrodków jest bardzo niepewna. Czy znajdą się środki na ich funkcjonowanie?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pieniądze będą, czy jednak nie?

Wiele znaków zapytania pojawiło się po publikacji listu rzeczniczki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego, który opublikowała na swoim Facebook’u szczecińska Fundacja „MAM DOM”: „W roku 2017 rząd zamierza przeznaczyć blisko 70 proc. mniej pieniędzy, niż w roku obecnym, na działalność ośrodków adopcyjnych w województwie zachodniopomorskim” – czytamy. Podkreślona została też trudna sytuacja odnośnie świadczeń rodzinnych, gdzie województwo otrzymać ma tylko 14 proc. niezbędnych środków.

„Tak ograniczone kwoty skutkować będą likwidacją większości jednostek adopcyjnych w regionie oraz znacznymi opóźnieniami w wydawaniu decyzji o przyznaniu świadczeń rodzinnych, m.in. z programu „500+”. Marszałek Olgierd Geblewicz apeluje o zwiększenie środków, tak by umożliwiły one realizację powierzonych zadań.”

Tak stanowcze i alarmujące stanowisko nie spotkało się z podobną oceną ze strony wojewody zachodniopomorskiego, Krzysztofa Kozłowskiego. Zapewnił on w lokalnych mediach, że działalność ośrodków nie jest zagrożona. Pieniędzy ma na te cele nie zabraknąć, bowiem „polityka społeczna to jeden z filarów obecnego rządu” – przytacza słowa wojewody Radio Szczecin.

Znaki zapytania

Ośrodki będą, czy ich nie będzie? Czy znajdą się odpowiednie fundusze, czy może nie? A jeżeli środki wpłyną w tym roku, to czy uda się je otrzymać w kolejnych latach? Działalność w warunkach takiej niepewności wydaje się być wyczerpująca sama w sobie. Nie tak powinna wygląda praca w tej jakże szalenie delikatnej i trudnej materii, jaką jest adopcja.

Postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda to z perspektywy ośrodka adopcyjnego. Joanna Kawałko, dyrektor ośrodka i prezes Fundacji „Mam Dom”, w rozmowie z nami odnosi się do sprzecznych oświadczeń zachodniopomorskich polityków i wyjaśnia, jak obecnie wygląda sytuacja oraz z jakimi problemami musi się mierzyć.

Wysłaliśmy też zapytania oraz przeprowadziliśmy rozmowy z politykami reprezentującymi różne partie i ugrupowania. Czekamy na ich reakcje, a także odpowiedź z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Temat ośrodków adopcyjnych jest przez nas na bieżąco badany i już niedługo podzielimy się kolejnymi opiniami w tej kwestii. – Wszystkim powinno na tym zależeć, włącznie z politykami – podkreśla w rozmowie z nami Joanna Kawałko.

bez-tytulukk

 

Jak wygląda sytuacja – czy jest już jasność, przede wszystkim w sprawie pani ośrodka?

Joanna Kawałko: Sytuacja właściwie nie jest nowa, to się powtarza co roku. Teraz jest bardziej na ostrzu, ponieważ doszedł do tego polityczny brak zgody pomiędzy marszałkiem, a wojewodą i stąd takie oświadczenia w mediach.

Oświadczenia dosyć sprzeczne.

Zgadza się. Marszałek twierdzi, że pieniędzy jest o wiele mniej. Wojewoda natomiast, że jest dokładnie tak, jak co roku – pieniądze są i będą wypłacane w transzach.

I to jest prawda. Rozmawiałam z Ministerstwem i rzeczywiście dostałam potwierdzenie, że pieniądze w całości są na ten rok zabezpieczone, a ośrodkom adopcyjnym nie grozi likwidacja. Największym problemem jest to, że ponownie będzie się to odbywało w transzach. Ośrodki realizują wtedy zadania w oczekiwaniu na pieniądze. My ostatnią transzę na ten rok dostaliśmy w zeszły piątek (04.11), a Ośrodek Katolicki w Szczecinie jeszcze jej nie otrzymał.

Nie ma wtedy środków między innymi na wypłaty?

Dokładnie. Pracujemy licząc na to, że pieniądze… będą. Dostaliśmy trochę w styczniu – co nam wystarczyło do kwietnia – trochę we wrześniu i resztę teraz. Mając i tak odpowiedzialną pracę, zajmujemy się jeszcze dodatkowo finansami. Zamiast angażować się w sprawy ściśle związane z adopcją martwię się, że mogłoby się okazać, że tych pieniędzy nie będzie i co wtedy?

Rozumiem, że na razie stabilny jest przyszły rok, ale kolejne lata to jest ciągła niewiadoma?

Stabilny jest o tyle, że na początek dostaniemy „trochę”, chociaż nie wiemy ile. Będziemy mieć znów trzy, może dwie transze.

Nie ukrywam, że ten brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji powoduje, że mało osób z naprawdę dobrym wykształceniem, doświadczonych, chce w ogóle w takich warunkach pracować. Nie mamy pieniędzy, żeby zatrudnić osoby na umowę o pracę – to jest duży koszt. Z kolei osoby zatrudniane na umowy zlecenia nie są tak związane z ośrodkiem, nie mamy żadnej gwarancji ich pracy.

Dla mnie ośrodek to moje czwarte dziecko, więc jestem tutaj niezależnie od tego, czy pracuję za darmo, czy nie. Na szczęście mój mąż to rozumie, ale wiąże się to z ogromnymi nerwami i ciągłym stresem. Pomijając samo obciążenie emocjonalne i psychiczne tą pracą – konkretne przypadki, szkolenia, dzieci, ogrom decyzji pojawiających się przy dobieraniu rodziny do dziecka – dochodzi do tego jeszcze kwestia pieniędzy. Nie dotyczy to tylko mnie, bo ludzie przecież czytają i widzą, co się dzieje. Kiedy te środki będą, jak będą, w jakiej wysokości?

Od przyszłego roku będą też podpisywane kolejne aneksy.

Mamy podpisaną na 5 lat umowę z województwem zachodniopomorskim i co roku jest ona aneksowana. Czasami w jednym roku są nawet trzy aneksy. Za każdym razem, żebyśmy mogli dalej pracować i prowadzić ośrodek adopcyjny, musimy mieć podpisany taki dokument. Co więcej, ośrodki niepubliczne w naszym województwie mają dodatkowy minus, a na przykład inne w Polsce tak nie mają. Mamy zapisane w umowie, że z własnych środków finansowych musimy dołożyć 10 proc. całości budżetu ośrodka adopcyjnego na dany rok.

Skąd zatem takie środki bierzecie?

Zyskujemy to z jednego procenta. Poza tym, są to co chwila powtarzane z mojej strony akcje: „Pomóżcie, prześlijcie, bo musimy się wykazać wkładem finansowym”.

A jak wygląda sytuacja z zapisem mówiącym o tym, że w danym ośrodku musi być dokonanych 20 adopcji rocznie?

boy-926103_1280Nie jest to już aktualne. Faktycznie było tak przed 2012 i kilka ośrodków, z powodu niewyrobienia „limitu”, zostało w Polsce zamkniętych. Niektóre dokonały na przykład 19 adopcji, a wymagane było 20. Pomimo, że mieli już złożone dokumenty i wiadomo było, że wszystko się uda. Musiały to być jednak adopcje zamknięte prawomocnym postanowieniem sądowym.  To nie było oczywiście w porządku. My na szczęście się uchowaliśmy.

Rzeczywiście jestem w stanie zrozumieć parę decyzji, które były słuszne. Były bowiem tworzone wcześniej w pośpiechu ośrodki adopcyjne przy domach dziecka, gdzie w ciągu roku dochodziło do jednej adopcji. To też w porządku nie było – dzielenie pieniędzy pomiędzy nas, gdzie robimy tych adopcji kilkadziesiąt, w tym roku zrobiliśmy 5 szkoleń grupowych, robimy następne –  a pomiędzy ośrodki, w których adopcja była tylko jedna. Taka decyzja była w tym kontekście zrozumiała.

Na szczęście limit 20 adopcji już nie obowiązuje, co nie zmienia faktu, że nastroje są bardzo różne. Część ośrodków jest już tak zmęczona finansową niepewnością, że naprawdę myślą o rezygnacji. Co więcej, praca w ośrodku sama w sobie jest ciężka. Nie jest tak, że pracujemy 8 godzin, wracamy do domu i o tym nie myślimy. Wszyscy bardzo to przeżywamy i podchodzimy emocjonalnie do naszych dzieci i rodziców.

Wyobrażam sobie, że musi to zostawać w człowieku na długo.

Tak, to jest obciążenie. Dodatkowo jeszcze brak stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa finansowego znacznie podnosi poziom stresu.

Jestem ciekawa, jak pani obserwuje ten temat w dyskursie publicznym. Rozmawiając z wieloma ludźmi odnoszę wrażenie, że mało kto w ogóle wie o problemach jakie wiążą się z adopcją, nie mówiąc już o pracy samych ośrodków adopcyjnych.

My w tym siedzimy, więc dla nas jest to oczywiste. Natomiast rzeczywiście część ludzi myśli, że na przykład szkolenia są płatne – mamy takie telefony, co kilka dni. Ustawa w 2012 roku wprowadziła na jakiś czas płatność, ale nikt nie brał tych pieniędzy. Dopiero po paru miesiącach zapis został zmieniony.

W mediach tego tematu jednak nie ma, więc często pierwsze, o co ludzie pytają, to ile kosztuje procedura, ile kosztuje szkolenie. Jest to rzecz jasna bezpłatne.

Z  jednej strony nie powinno to dziwić, bo w odniesieniu do całego kraju, skala problemu wydaje się być niewielka, więc i temat nie jest znany. Z drugiej, jest to element polityki społecznej, który de facto dotyczy nas wszystkich.

Wszystkim powinno na tym zależeć, włącznie z politykami. Średni miesięczny koszt utrzymania dziecka w placówce to około 4 tys. złotych. W placówkach specjalistycznych jest to nawet ponad 9 tys. Gdyby system był spójny, byłby odciążeniem dla budżetu. Powinien też zachęcać ludzi do rodzin zastępczych, także tych specjalistycznych, a tu tłumu zainteresowanych nie ma. Wsparcie dla ośrodków adopcyjnych powoduje to, że jesteśmy bardziej wydajni, przeszkolimy jeszcze więcej osób, które zajmą się wychowankami tych placówek.

Widocznie nie jest to jednak dla wszystkich takie oczywiste.

Dokładnie. Dzięki ośrodkom adopcyjnych, chociażby właśnie dzięki szkoleniu rodzin zastępczych, generowane są zyski. My za to nie mamy z tego nic. Nawet poczucia, że dostaniemy niezbędne nam do działania pieniądze.

bez-tytulukk

 

A może…

Jak pokazuje rozmowa z Joanną Kawałko, ośrodki adopcyjne żyją niemal „z dnia na dzień”. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak ciągły stres i napięta sytuacja wpływają na pracowników. Jednak ich poczucie misji to jedno, drugie to zadania do wykonania – kto jeśli nie oni?

A może pojawiają się alternatywne pomysły i wizje drogi adopcyjnej? Może ośrodki wcale nie są nikomu potrzebne, a ich obowiązki powinny być złożone na inne podmioty? Czekamy na odpowiedzi polityków – na bieżąco będziemy się nimi dzielić.

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych. Dokument nie/wymagany?

zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych
fot. Pixabay

Procedury adopcyjne są sformalizowane i szczegółowo opisane w przepisach prawnych. Jednak każdy ośrodek adopcyjny przyjmuje często własną praktykę kwalifikacji na rodziców adopcyjnych, m.in. dotyczącą zaświadczeń o zaprzestaniu leczenia niepłodności. a co w sytuacji, gdy ktoś się nie leczył?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czytelniczki często piszą nam o Ośrodkach Adopcyjnych, które oczekują wyżej wspomnianego oświadczenia. Dla wielu z nich jest to trudny do spełniania wymóg (swoje doświadczenia w tej kwestii szczerze opisała Iza z krótki blog w CHBR z 08/2015.

Tekst Izy i polemika Magdaleny Modlibowskiej na www.chbr.pl, w tekście pt. Zjeść ciastko i mieć ciastko). Do naszej redakcji ostatnio wpłynął e-mail od czytelniczki, w którym opisuje ona swój kontakt z ośrodkiem adopcyjnym.

Zobacz także: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

„Poczułam się głęboko urażona i dotknięta”

Szanowni Państwo

dzisiaj odbyliśmy wizytę wraz z mężem w jednym z ośrodków adopcyjnych. Było to drugie spotkanie. Na stronie ośrodka opisane są wymagane dokumenty. Wszystkie je skompletowaliśmy i przynieśliśmy. Jednak pani w ośrodku powiedziała, że musimy donieść także zaświadczenie o płodności/bezpłodności i że jest to wymagane. Mamy wykonać bardzo dużo badań. Jednak nasz ogólny stan zdrowia został oceniony przez lekarzy rodzinnych na bardzo dobry.

Chcemy adoptować dziecko nie dlatego, że nie możemy mieć własnych, tylko dlatego, że chcemy dziecko adopcyjne traktować jak własne, otoczyć je miłością i opieką. Wiem, że dokumenty dotyczące niepłodności nie są wymagane wedle prawa i ustawy. Tym samym poczułam się głęboko urażona i dotknięta, ponieważ uważam, że jest to fatalne potraktowanie dwójki osób, które mają dobre, szczere chęci i są kochającym się małżeństwem.

Chciałabym dowiedzieć się, gdzie jest przepis mówiący o takich wymaganych dokumentach? Uważam, że jest to nierówne traktowanie, które może nawet uwłaczać godności człowieka. Dodam, że choruję na chorobę, która uniemożliwia mi współżycie, zajście w ciążę oraz poród. Jest to choroba częściowo o podłożu psychicznym. tym samym badania są dla mnie niemożliwe do wykonania.

Co więcej, nie mogę powiedzieć o tym, że cierpię na tę chorobę, ponieważ boję się, że zostanę odrzucona przez problemy psychiczne, a choroba jest wstydliwa. Dziś dotarło do mnie, że nigdy nie będę miała dzieci: ani adoptowanych, ani biologicznych, mimo że choroba ta nie przeszkadza w adopcji.  Bardzo proszę o jakiekolwiek konstruktywne informacje: gdzie się zgłosić, do kogo, czy są ośrodki, które tego nie wymagają.  z wyrazami szacunku,

Czytelniczka (imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

Zobacz także: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych. Dokument wymagany?

Po kontakcie z autorką wiadomości postanowiliśmy dowiedzieć się, w których ośrodkach wymagany jest dokument potwierdzający leczenie niepłodności. Udało nam się skontaktować z czterema instytucjami na terenie województwa małopolskiego.

– Każdy ośrodek ma swoje wewnętrzne prawa i ma do tego prawo [do wymagania zaświadczenia nt. leczenia niepłodności– red.]. Oczywiście w granicach rozsądku, jednak my nie jesteśmy od oceniania innych – usłyszeliśmy ze strony Ośrodka Adopcyjnego PRO FAMILIA. Jak nas zapewniono, w tej placówce dokument o leczeniu niepłodności nie jest wymagany.

Podobnie sytuacja przedstawia się w Ośrodku Adopcyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.

– Dokument dotyczący leczenia niepłodności nie jest wymagany. Nie jest to wymóg formalny. Wymagane jest zaświadczenie od lekarza pierwszego kontaktu o ogólnym stanie zdrowia, o czym można przeczytać na naszej stronie internetowej – usłyszeliśmy.

Zobacz także: 7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Tylko zaświadczenie lekarskie?

Zgodnie z zapewnieniami takiego dokumentu nie wymaga również kierownictwo Ośrodka Adopcyjnego Dzieło Pomocy Dzieciom. W ogólnym zaświadczeniu od lekarza musi widnieć jedynie adnotacja mówiąca o braku przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem.

Jak udało nam się dowiedzieć, takiego dokumentu nie wymaga od kandydatów również Małopolski Ośrodek Adopcyjny. – Na stronie Małopolskiego Ośrodka Adopcyjnego jest wykaz wszystkich niezbędnych dokumentów, które rodzina musi złożyć w celu rozpoczęcia procedury. Są tam też wymogi formalne, jakie kandydat musi spełnić. Potrzebujemy jedynie zaświadczenia lekarskiego, w którym wypisany jest brak przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem w ramach rodziny adopcyjnej – poinformowano nas.

Okazuje się więc, że osobiste doświadczenia nie zawsze pasują do oficjalnych zapewnień ośrodków. Warto więc przy wyborze ośrodka poszukać opinii innych rodziców, którzy przechodzili kwalifikację w danym OA.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Moje dziecko urodziło się innym rodzicom, czyli bajki o adopcji. Niezwykły piknik dla dorosłych i dzieci

Dwójka kilkuletnich dzieci podczas wspólnej zabawy w plenerze /Ilustracja do tekstu: Piknik z bajką adopcyjną
Fot.: Bess Hamiliti /Pixabay.com

Wspólne czytanie autorskich bajek o adopcji, loteria z ciekawymi nagrodami, liczne atrakcje dla dzieci i dorosłych oraz informacje o działalności placówki adopcyjnej – to wszystko i znacznie więcej czeka na gości „Pikniku z bajką adopcyjną”. Jak co roku organizacją tego wydarzenia zajmą się rodziny adopcyjne we współpracy z Ośrodkiem Adopcyjnym TPD. Sprawdź, czemu warto wziąć udział w tym spotkaniu!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas tegorocznej edycji „Pikniku z bajką adopcyjną” dzieci i ich opiekunowie zyskają okazję do wesołej zabawy. W programie atrakcji znajdą się m.in. takie aktywności, jak pisanie chińskich znaków, przejażdżka konna na terenie ośrodka i zwiedzanie minizoo.

Najmłodsi będą mogli także wykonać zabawne zdjęcia w fotobudce oraz skorzystać z „dmuchańców”, trampoliny i „sensorycznych butelek”. Zaplanowano także strzelanie z mongolskiego łuku, występ zespołu mongolskiego oraz wykład na temat medycyny chińskiej i mongolskiej, który zainteresuje dorosłych.

CZYTAJ TEŻ: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

„Piknik z bajką adopcyjną”: autorskie bajki, loteria z pewną wygraną i garść informacji o adopcji

Z kolei główne punkty „Pikniku z bajką adopcyjną” to czytanie bajek napisanych przez gości oraz loteria fantowa „Każdy los wygrywa”. Uwzględni ona losowanie nagrody głównej i aukcją przekazanych prac (m.in. od Małgorzaty „Vangoha” Żek, Toyoty-Radość oraz Andrzeja Mleczki).

Ponadto podczas spotkania ustawione zostanie stoisko informacyjno-konsultacyjne Ośrodka Adopcyjnego TPD, dzięki któremu będzie można poznać bliżej działalność placówki. Przewidziano także konsultacje psychologiczne i pedagogiczne, które zaoferują przedstawiciele Pracowni Kielczyk.

Goście wydarzenia mogą liczyć też napoje i przekąski, w tym wyroby własne uczestników pikniku.

– Jak co roku, zabieramy ze sobą koce, uśmiech, radość i wewnętrzne słoneczko – apelują organizatorzy. – Kolejne atrakcje uzależnione są od Państwa pomysłowości. Zapraszamy także chętnych do zgłaszania się do czytania swoich bajek! – dodają.

„Piknik z bajką adopcyjną” odbędzie się 8 września br. (sobota) w godz. 11.00-15.00 na terenie NRZOZ Helenów, przy ul. Hafciarskiej 80/86 w Warszawie. Osoby, które chciałyby wesprzeć finansowo organizację wydarzenia lub zaoferować fanty na loterie, proszone są o kontakt z ośrodkiem.

Więcej informacji tutaj.

POLECAMY TAKŻE: Emocje i myśli: co z tym wszystkim zrobić? Przyjdź na warsztaty psychologiczne dla kobiet

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Procedury adopcyjne w Polsce /Na zdjęciu: tata trzyma małego chłopca na rękach, obok mama - trzyma dziecko za rękę
Fot.: Jonathan Daniels /Unsplash.com

Procedury w polskich ośrodkach adopcyjnych trwają średnio dwa lata. Nie każdy kandydat na rodzica może liczyć na ich pomyślny finał. Problemem jest zbyt mała liczba dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, ale też liczne trudności proceduralne i brak jednolitych kryteriów kwalifikacyjnych, które byłyby stosowane we wszystkich placówkach. A to stwarza ogromne pole do nadużyć.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedury adopcyjne prowadzone są w Polsce przez ośrodki publiczne i niepubliczne. Kandydaci na rodziców mają możliwość samodzielnego wyboru placówki, w której będą ubiegać się o adopcję dziecka. Niestety, ośrodków, do których można się udać, jest niewiele. Po reformie, która weszła w życie w 2012 r., ich liczba spadła o ponad 30 proc. Na cały kraj mamy obecnie ok. 65 placówek adopcyjnych, ale nie rozkładają się one równomiernie na poszczególne województwa. Najwięcej znajduje się w Śląskiem (10) i Mazowieckiem (9), najmniej – w Podkarpackiem i Świętokrzyskiem (po 1).

Procedury adopcyjne w Polsce. Różne ośrodki, różne kryteria

Zgodnie z alarmującymi danymi Najwyższej Izby Kontroli, od czasu zmiany regulacji prawnych nikt kompleksowo nie badał, jak zreformowany system adopcyjny sprawdza się w praktyce. Pierwszy raport dotyczący realizacji zadań przez ośrodki zajmujące się adopcją powstał dopiero w sierpniu br. Opracowano go na podstawie kontroli NIK, którą zostało objętych 15 ośrodków adopcyjnych (¼ wszystkich działających w Polsce), w tym trzy zajmujące się adopcją zagraniczną.

Co wykazały te analizy? NIK zwrócił uwagę m.in. na to, że w przepisach regulujących procedury adopcyjne nie zawarto jednolitych kryteriów, które byłyby tożsame dla wszystkich ośrodków. To sprawia, że praktyki znacząco różnią się pomiędzy jednostkami – ich przedstawiciele nierzadko kierują się bowiem własnymi regułami. Te zaś często wykraczają poza wymogi ustawowe. Dotyczy to m.in. dokumentacji medycznej, opinii wskazanych podmiotów czy uznawalności szkoleń.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Opinia pana, wójta i plebana. Ponadustawowe wymagania ośrodków adopcyjnych

Z raportu NIK wynika, że część ośrodków adopcyjnych żądało, by kandydaci na rodziców przedstawili zaświadczenia o stanie zdrowia. W niektórych placówkach wymagano przedłożenia zaświadczeń lekarskich dotyczących przyczyn bezdzietności czy zdrowia psychicznego, a także dokumentów z poradni leczenia uzależnień. W kilku ośrodkach kandydaci, którzy mają za sobą nieudane małżeństwo, musieli przedstawić dane z wyroków rozwodowych.

Jeszcze więcej kuriozalnych wymogów stawiano kandydatom na rodziców adopcyjnych w ośrodkach katolickich. W dwóch skontrolowanych placówkach niezbędne było okazanie opinii parafii oraz świadectwa ślubu kościelnego. Trzy inne miały dodatkowe preferencje co do wieku potencjalnych rodziców i różnicy wiekowej pomiędzy nimi a dzieckiem.

Co więcej, we wszystkich podmiotach, które skontrolowano, weryfikacją kandydatów na rodziców zajmowały się komisje złożone wyłącznie z pracowników danego ośrodka adopcyjnego. Nie opracowano przy tym procedur odwoławczych, które pozwalałyby na ponowną ocenę niekorzystnych rozstrzygnięć wobec starających się o dziecko. Z tego powodu nikt nie odwołał się od opinii komisji kwalifikacyjnych ani nie złożył skargi na ich działalność.

NIK zauważa, że takie praktyki prowadzą do braku transparentności działania placówek adopcyjnych.

– Chociaż ich pracownicy mają w ręku ogromne kompetencje podczas całej procedury adopcyjnej, to nie istnieją metody ograniczające ich dowolność i uznaniowość w podejmowaniu decyzji – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

ZOBACZ TEŻ: Rozmowa z psychologiem – co nas czeka w ośrodku adopcyjnym?

Niejasne procedury, a nawet korupcja. Na to skarżą się kandydaci na rodziców adopcyjnych

Na niejasności i przeszkody proceduralne wskazują także wyniki anonimowej ankiety przeprowadzonej pośród zainteresowanych adopcją dziecka. Wielu respondentów zwróciło uwagę, że w jednych ośrodkach adopcyjnych ważny był staż małżeński, a w innych nie brano go wcale pod uwagę. W różnych placówkach różnie rozpatrywano także kwestię adopcji przez osoby samotne.

Dodatkowym problemem okazała się kwestia tak podstawowa, jak dostęp do informacji.

– Kandydaci na rodziców często nie wiedzą np., ile osób oczekuje na adopcję, ile w danym momencie dzieci zgłoszono ani nawet ile adopcji ośrodek już przeprowadził – dodaje prezes NIK.

Co dziesiąty ankietowany twierdził ponadto, że istotną przeszkodą była znaczna odległość do najbliższego ośrodka adopcyjnego. Tylko o połowę mniej badanych spotkało się z poważnymi nieprawidłowościami w pracy placówek: w zakresie naruszenia poufności postępowań (4%), a nawet o charakterze korupcyjnym (5%).

CZYTAJ TAKŻE: Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Procedury adopcyjne w Polsce. Chętnych więcej niż dzieci z uregulowaną sytuacją prawną

W skontrolowanych ośrodkach niemal wszystkie zakwalifikowane do adopcji dzieci (98 proc.) znalazły w badanym okresie nowych rodziców. Zdaniem NIK, wynika to przede wszystkim z faktu, że liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, która umożliwia skierowanie ich do adopcji. W ostatnich latach spadają jednak wskaźniki adopcji zagranicznych. Kwalifikację do nich uzyskało w 2015 r. 326 dzieci, rok później – 309, a w pierwszej połowie 2017 r. – zaledwie 75.

Jednocześnie przedstawiciele Izby zauważyli, że niewiele dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. Od 2015 r. do pierwszego półrocza 2017 r. tylko 6 tys. dzieci z ok. 75  tys. umieszczonych w pieczy zastępczej uzyskało kwalifikację do adopcji. W opinii NIK problemem są przedłużające się postępowania sądowe i niewystarczające działania powiatów na rzecz wyprowadzania dzieci z pieczy zastępczej.


Na podstawie przeprowadzonej kontroli sporządzono łącznie 75 zaleceń dla 11 z 15 analizowanych ośrodków adopcyjnych. Pełny raport dostępny jest na stronie NIK [plik PDF].

Źródło: nik.gov.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.