Przejdź do treści

„W co był ubrany gwałciciel?” – Kultura gwałtu. Wszyscy nią oddychamy jak zatrutym powietrzem

W tym tygodniu w programie Miasto Kobiet obejrzałam rozmowę na temat skandalicznie niskich wyroków w sprawach o gwałt. Jednym z uczestników dyskusji był pan sędzia. Przyznał, że pyta kobiety, które są ofiarami gwałtów, jak były ubrane. Bo to ważne dla sprawy – tłumaczył. Kiedy prowadzące program Paulina Młynarska i Dorota Wellman zapytały go, czy przy włamaniu też ważne jest, co ofiara miała na sobie w trakcie popełnienia przestępstwa, sędzia nie udzielił odpowiedzi. Tak samo nie podzielił się informacją, czy pyta o strój, w jaki był ubrany gwałciciel. Jak widać liczy się tylko to, w co ubrana była ofiara gwałtu.

Bardzo dobrze znam to chore podejście do sprawy. Gwałt w Polsce piętnuje ofiarę, a nie sprawcę. Kiedy kobieta zostaje skrzywdzona, niewielu staje po jej stronie. Zostaje sama ze swoją tragedią. I chociaż to brzmi absurdalnie, ale to właśnie ona musi się tłumaczyć z tego, co się wydarzyło: dlaczego miałaś na sobie buty na wysokich obcasach/krótką spódnicę/duży dekolt/czerwoną szminkę jeśli nie chciałaś Tego zrobić? Dlaczego tańczyłaś na środku parkietu, jeśli nie chciałaś Tego zrobić? Dlaczego go pocałowała, jeśli nie chciałaś Tego z nim zrobić? Masz opinię rozrywkowej dziewczyny, dlaczego mamy uwierzyć, że akurat z nim nie chciałaś Tego zrobić? To powszechnie znana litania już dawno powinna wylądować na wysypisku śmierdzących śmieci. Problem w tym, że tam nie ląduje. Obwinianie ofiary gwałtu i szukanie usprawiedliwienia dla sprawcy to dwa filary kultury gwałtu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Oba te filary w Polsce mają się bardzo dobrze. Seks jest wciąż traktowany jako przestrzeń dla chłopców i mężczyzn. Wiadomo, chłopcy to chłopcy, muszą się wyszaleć. A mężczyzna ma swoje potrzeby. Za to dziewczyny i kobiety powinny niezwykle ostrożnie obchodzić się ze swoją seksualnością. Uważać: żeby nie pokazać za wiele, żeby nie zachęcić za bardzo, żeby nie wypić za dużo, żeby nie rzucać się w oczy, żeby siedzieć cicho, żeby reagować na czas i uciekać wtedy, kiedy jeszcze jest na to pora. Bo inaczej same będą sobie winne wszystkich złych rzeczy, które je spotkają. I wszyscy to rozumieją. I nikogo to nie dziwi.

Kultura gwałtu to sposób, w jaki społeczeństwo myśli o gwałcie

Żeby stawić czoło kulturze gwałtu, trzeba najpierw dobrze ją zrozumieć. To niekoniecznie polega na tym, że jakaś osoba czy grupa ludzi promuje wykorzystywanie kobiet (chociaż to także może się zdarzać). Kiedy rozmawiamy o kulturze gwałtu, musimy brać pod uwagę coś mniej oczywistego, ale dużo bardziej potężnego. To element naszej kultury, który polega na powszechnym tolerowaniu i dawaniu przyzwolenia na seksualną przemoc i na przerzucaniu winy na ofiarę. Kultura gwałtu to sposób, w jaki nasze społeczeństwo myśli o gwałcie. To sytuacja, w której przemoc, krzywda, wykorzystywanie, gwałt są lekceważone, normalizowane, trywializowane albo wyśmiewane. I to się dzieje na każdym kroku, w każdym zakątku Polski: na kanapie w programie telewizyjnym, w spotach reklamowych, w sali sadowej, na policji, w domu, na ulicy, w szkole.

I może się wydawać, że skandaliczne wypowiedzi pana sędziego w programie TV to odizolowany przypadek, jednorazowa sytuacja. Ale w rzeczywistości to fragment tego, w jaki sposób nasze społeczeństwo jest nauczone myśleć o przemocy seksualnej. Żyjemy w kulturze gwałtu.

Kultura gwałtu to:
  1. Sędzia, który w programie telewizyjnym Miasto Kobiet przyznaje, że strój ofiary gwałtu jest istotny dla sprawy.
  2. Fundacja, która w swoim spocie reklamowym „Myślę, nie wysyłam” obwinia dziewczyny za wysyłanie seksownych fotek, tym samym umacniając stereotyp, że to ofiara swoim „bezmyślnym” zachowaniem jest winna złych rzeczy, które ją spotykają.
  3. Sąd w Elblągu, które orzeka wyrok w zawieszeniu za udział w gwałcie.
  4. Rodzice, którzy twierdzą, że dziewczyny swoim wyzywającym zachowaniem zachęcają ich synów do „wyskoków”, zamiast uczyć synów odpowiedzialności za swoje zachowanie i za to, w jaki sposób funkcjonują w sferze seksualnej.
  5. Osoby, które sugerują, że pomoc ofiarom przemocy seksualnej może doprowadzić do tego, że „za komplement będzie się szło do więzienia”.
  6. Mężczyźni, którzy przemoc seksualną w przestrzeni publicznej w postaci niechcianych komentarzy o podtekście erotycznym nazywają „komplementami”.
  7. Ludzie, którzy mówią, że „jak kobieta same nie chce, to nikomu nie da”.
  8. Burmistrz warszawskiego Ursynowa, który sprawę gwałtu w swojej dzielnicy komentuje „jak ona biegła po ciemku?”
  9. Znany polski seksuolog, który w swojej książce pisze, o tym, że na pewnym etapie kobieta traci prawo mówić nie. Cytuję fragment książki pt. „Lew Starowicz o kobiecie”
  10. Pytanie: Przyjęło się uważać, że gdy kobieta mówi „nie”, to znaczy „być może”. Odpowiedź prof. Lew Starowicza: To prawda, mężczyźni na pewnym etapie gry damsko- męskiej nie traktują kobiecych słów wprost. Tymczasem – podobnie jak feministki – uważam, że kobieta na każdym etapie nawiązywania relacji z mężczyzną ma prawo powiedzieć „nie”. Wielu mężczyzn wciąż uważa, że po przekroczeniu pewnej granicy, to prawo niejako traci. Oni nie potrafią się już wycofać [!!! – przyp. Red.]. Co więcej, wiedzą, że kobieta często mówi „nie” wyłącznie z poczucia winy. Czyli doprowadza do sytuacji łóżkowej, po czym zaczyna się wycofywać, podświadomie licząc na przełamywanie jej oporu. Po takim seksie ona będzie miała poczucie, ze nie jest winna [!!! – przyp. Red.], że została przymuszona. I z takim przekonaniem będzie jej lepiej.
  11. Dziennikarze, którzy używają słowa „seks”, kiedy opisują przemoc i gwałt.
  12. Obwinianie i wyśmiewanie nastolatek, na których wymuszono stosunek seksualny, przy tolerancji i wyrozumiałości dla chłopców, którzy brali udział w przestępstwie.
  13. „Złamała mu życie” jako komentarz do sprawy, w której dziewczyna lub kobieta dąży do ukarania sprawcy gwałtu.
  14. Fakt, że kobiety czują się bardziej zagrożone od mężczyzn, kiedy muszą wyjść wieczorem na ulicę.
  15. „Edukacja seksualna”, która skupia się na uczeniu dziewczynek, co zrobić, żeby uniknąć gwałtu, zamiast uczyć chłopców i mężczyzn, żeby nie gwałcić.
  16. Żarty o gwałtach. Upieranie się, że w powtarzaniu takich dowcipów nie m nic złego.
Można by jeszcze długo wymieniać, ponieważ kultura gwałtu jest wokół nas. I trzeba stawić jej czoło. Ja na każdym kroku staram się dowartościować kobiecą seksualność, pokazać, że sfera seksu to nie tylko zagrożenie, ale też element siły kobiet. Wiem, że to za mało, żeby zatrzymać tą potężną machinę, jaką jest obwinianie ofiar gwałtu i szukanie usprawiedliwień dla sprawcy. Jednak zaglądanie do ciemnych zakamarków naszego myślenia o seksualności i pokazywanie ich w świetle dziennym uważam za dobry początek do zmian. I mam ogromną nadzieję, że coraz więcej osób się dołączy do mnie. Polska powinna być bezpiecznym miejscem także dla kobiet.

—————————————————
JOANNA KESZKA: Autorka najodważniejszej polskiej książki o seksie pt. „Grzeczna to już byłam czyli kobiecy przewodnik po seksie”. Prowadzi program TV „Szkoła Seksu Joanny Keszka” na kanale Planete+. Ekspertka w dziedzinie kobiecej seksualności, pisarka scenariuszy erotycznych i nieustraszona testerka wibratorów, redaktorka naczelna Barbarella.pl – „Najseksowniejszy portal dla kobiet”, prowadzi butik LoveStore.Barbarella.pl – „Pierwszy w Polsce LoveStore dla kobiet i dla par”, ul. Hoża 57 lok 1B, Warszawa. „Wspieram kobiety w pozwalaniu sobie na więcej, w seksie i w życiu”.

Joanna Keszka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

“Pacjent z Londynu” wolny od HIV – czy ta terapia może stać się powszechna?

“Pacjent z Londynu” wolny od HIV - czy nowa terapia się upowszechni?
Skuteczność przeszczepu komórek macierzystych w leczeniu HIV może posłużyć za punkt wyjścia dla dalszych badań. – fot.Pixabay

HIV i AIDS od lat 80, kiedy wybuchła pierwsza epidemia w Stanach i Europie, wciąż zbiera żniwo. Naukowcom po raz drugi w historii udało się doprowadzić do remisji wirusa dzięki przeszczepowi komórek macierzystych zdrowej osoby.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

“Pacjent z Londynu”

Badaczom z University College London, Imperial College London, Cambridge i Oxfordu udało się opracować terapię dla anonimowego nosiciela wirusa HIV, który  trafił na leczenie z powodu chłoniaka. Podjęta terapia skutecznie wyleczyła pacjenta z nowotworu, poskutkowało również cofnięciem się wirusa HIV. Remisja HIV utrzymuje się od 18 miesięcy, pacjent nie zażywa już leków na wirusa.  

“Pacjent z Londynu” został zdiagnozowany jako nosiciel HIV w 2003 roku, chłoniaka wykryto w 2012 roku. Poddał się chemioterapii, której celem było wyleczenie nowotworu. Dodatkowo, przetoczono mu komórki macierzyste zdrowego dawcy. Doprowadziło to do remisji chłoniaka i wirusa HIV.

Badacze podkreślają, że jest za wcześnie, by mówić o wyleczeniu “Pacjenta z Londynu”, jednak dotychczasowe wyniki wskazują na to, że terapia okazała się skuteczna –  żadną z dostępnych obecnie metod nie wykryto dalszej obecności wirusa HIV u pacjenta.

Zobacz też: Chcę i umiem żyć z partnerem z HIV

Lekarstwo na HIV?

Profesor Eduardo Olavarria, który brał udział w planowaniu leczenia uważa, że mimo spektakularności tego dokonania, nie można mówić o znalezieniu terapii HIV, którą dałoby się zastosować u wszystkich nosicieli wirusa na świecie. Agresywna terapia, której pierwotnym celem było wyleczenie raka. Prawdopodobnie niemożliwe będzie stosowanie jej jako standardowej terapii wirusa HIV ze względu na toksyczność chemioterapii. Zdaniem profesora, jej użycie uzasadniała obecność nowotworu.

Stosowane obecnie leki, które utrzymują wirusa HIV “w ryzach”, dają pacjentom szansę na wiele lat zdrowego, w pełni aktywnego życia i normalne funkcjonowanie. Wysoko toksyczna chemioterapia może potencjalnie spowodować więcej szkód niż pożytku u większości nosicieli.

Profesor podkreśla, że skuteczność przeszczepu komórek macierzystych może posłużyć za punkt wyjścia dla dalszych badań nad lekarstwem na HIV. Zrozumienie w jaki sposób ciało broni się przed wirusem dzięki przeszczepowi komórek macierzystych daje nadzieję na przyszłość.

Zobacz też: Wirusem HIV możesz zarazić się nawet od jedynego partnera. Zbadaj się, nim rozpoczniesz starania o dziecko

Drugi przypadek w historii

“Pacjent z Londynu” to drugi przypadek w historii, kiedy lekarzom udało się doprowadzić do remisji wirusa HIV. Poprzedni przypadek, “Pacjent z Berlina”, który dziesięć lat temu leczony był z powodu białaczki, otrzymał przeszczep szpiku kostnego zdrowego dawcy. Przeszczep wykonano dwukrotnie. “Pacjent z Berlina” poddał się też radioterapii – stosunkowo agresywnemu leczeniu, podobnie nastawionemu na pokonanie raka.

Zdaniem profesora Ravindra Gupta, który zajmował się londyńskim przypadkiem to, czego udało się dokonać lekarzom w Londynie pokazuje, że “Pacjent z Berlina” nie był anomalią, dwóch wyleczonych w podobny sposób nosicieli HIV wskazuje kierunek dla dalszych badań.

 

materiały PAP

 

Dlaczego połączenie tych dwóch metod zadziałało?

Pewne warianty wirusa HIV oddziałują na receptor CCR5, który odpowiedzialny jest za kodowanie określonego rodzaju białka. Niektórzy ludzie posiadają dwie kopie receptora CCR5, dzięki czemu wirus HIV nie jest w stanie rozprzestrzenić się w ciele – osoby z taką mutacją są odporne na – przynajmniej określone warianty – wirusa HIV. “Pacjent z Londynu” otrzymał komórki macierzyste dawcy, który miał taką właśnie mutację gentyczną – dwie kopie receptorów CCR5. Z tego powodu zbudował odporność na HIV i zwalczył wirusa.

W ciele wyleczonych pacjentów mogą wciąż znajdować się komórki zaatakowane HIV, mogą pozostawać uśpione przez wiele lat. Brytyjscy badacze uważają, że możliwe jest opracowanie terapii genetycznej skierowanej właśnie w CCR5.

Źródło: BBC

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Lybrido, czylil Viagra dla kobiet – w trosce o kobiece libido

Lybrido, czylil Viagra dla kobiet – w trosce o kobiece libido
fot.Unsplash

W każdej aptece dostępne są preparaty „na męskie libido”, viagra i inne specyfiki wypuszczone na rynek po jej spektakularnym sukcesie zapewniają panom erekcję. A co z kobiecą ochotą na seks? Mamy dobrą wiadomość, jest Lybrido.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Naukowcy stworzyli Viagrę dla kobiet

Preparat, który jest kombinacją testosteronu i substancji o działaniu podobnym do Viagry, opracowano w laboratoriach duńskiej firmy Emotional Brain. Wyniki dotychczasowych badań, przeprowadzonych na grupie około 200 kobiet, są bardzo obiecujące. Preparat o nazwie Lybrido ma szansę być pierwszym tego typu lekiem dla kobiet, który odniesie sukces.

Wcześniej testowane substancje okazywały się nieskuteczne (np. LibiGel) lub miały uciążliwe efekty uboczne, jak np. Bremelanotide, który powodował wymioty i wzrost ciśnienia tętniczego krwi.

Zobacz też: Jak pobudzić libido, by zwiększyć ochotę na seks?

Dla kogo damska Viagra?

Badania kliniczne przeprowadzone przez zespół naukowców dla producenta Lybrido wykazały, że stosunkowo wysoki odsetek kobiet  na całym świecie nie jest zadowolony ze swojego życia seksualnego.

Najczęściej podawaną przyczyną niezadowolenia jest niewielka ochota na seks. W konsekwencji wiele kobiet jest sfrustrowana swoim życiem erotycznym, co przekłada się również na pewność siebie i funkcjonowanie w innych sferach życia.

Niskie libido i brak satyfakcji seksualnej, wraz z całą gamą dodatkowych objawów, jak na przykład rozbicie emocjonalne i niezadowolenie z życie, zostało sklasyfikowane w  DSM-5 przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne. FSID – Female Sexual Interest/Arousal Disorder (zaburzenie zainteresowania seksem i reakcji seksualnych u kobiet) definiowane jest jako przewlekły brak lub znaczne ograniczenie ochoty na seks oraz brak lub ograniczoną reakcję fizjologiczną na stymulację seksualną.

Wśród kobiet przejawiających zespół objawów FSID przeważająca większość cierpi z powodu wysokiego poziomu lęku i niepokoju. Według ATP, FSIAD nie powinien być utożsamiany z innymi zaburzeniami psychicznymi, ani z konsekwencjami poważnych problemów w związku. Spadek libido i towarzyszące mu frustracja i chroniczny niepokój to oddzielna jednostka w klasyfikacji zaburzeń.

Zobacz też: Kobiecy orgazm zwiększa szanse na zapłodnienie

Lybrido – Viagra dla Kobiet

Lybrido to jeden z niewielu leków, które starają się odpowiedzieć na potrzeby pacjentek z FSIAD. Emotional Brain – producent preparatu, w trakcie badań doszedł do wniosku, że u kobiet cierpiące na wspomniane zaburzenie takie same objawy mogą wynikać z różnych przyczyn.  Stąd też pojawił się pomysł wyprodukowania drugiego preparatu: Lybridos.

Lybrido skierowany jest do kobiet z FSIAD, które przejawiają  umiarkowane zainteresowanie seksem i ich ciało nie reaguje podnieceniem. Specyfik zwiększa reakcję na bodźce seksualne, zwiększa motywację seksualną oraz fizjologiczną odpowiedź na te bodźce, na przykład pobudzenie i nawilżenie pochwy.

Lybridos skierowany jest do kobiet, których reakcja seksualna jest zahamowana ze względu na negatywne skojarzenia z seksem. Podnosi motywację seksualną i zwiększa reakcję fizjologiczną podobnie jak Lybrido, dodatkowo kontroluje mechanizmy w korze przed czołowej mózgu, która jest odpowiedzialna min. za regulację emocji.

Oba preparaty mogą być stosowane na życzenie w celu pobudzenia motywacji seksualnej. Preparaty działają do 3-6 godzin po zażyciu.

Zobacz też: 4 przepisy na dania zawierające afrodyzjaki od dietetyka

Czy to dobry pomysł?

Nie wszyscy jednak są tak optymistycznie nastawieni do tego preparatu. Zdaniem niektórych specjalistów producent powinien jeszcze udowodnić, że lek nie będzie powodował nimfomanii.

Zwracają też uwagę na ryzyko wynikające z podawania Lybrido kobietom bez ich wiedzy, np. w napojach. Na ile te obawy są uzasadnione faktami, a na ile wynikają z własnych przekonań krytyków – nie wiemy.

Tylko zastosowanie Lybrido w praktyce i późniejsze przebadanie „użytkowniczek” pozwoli znaleźć odpowiedź. Warto jednak zastanowić się, czy podobne obawy pojawiały się, kiedy na rynek wypuszczano Viagrę dla mężczyzn.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Seks obowiązkowy

Jak czerpać radość z seksu podczas leczenia niepłodności?
Niepłodność głęboko dotyka sfery intymnej związku.

Seks daje radość, buduje intymność i więź między partnerami – to „idea”. Często jednak, w trakcie długotrwałych starań (zwłaszcza zmedykalizowanych) o potomstwo, traci swój urok i staje się obowiązkiem. Jak temu zapobiec i czerpać radość z seksu w trakcie leczenia niepłodności?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność głęboko dotyka sfery intymnej związku. Seks staje się sposobem uzyskania ciąży – nie celem, ale środkiem do celu. Wiele par, skarży się, że seks uprawiają tylko w określonym dniu cyklu.

Zwykle z zaplanowaną częstotliwością, czasem w określony sposób, ponieważ ktoś w Internecie rekomendował konkretną pozycję albo sposób zachowania po stosunku, rzekomo zwiększający szansę na poczęcie. Pary tworzą nawet rytuały: najlepszy moment na seks wyznaczają termometr, samoobserwacja i testy owulacyjne.

Znika romantyzm i spontaniczność, która wcześniej wydawała się naturalna i niezbędna do satysfakcjonującego współżycia. Życie seksualne zostaje całkowicie podporządkowane staraniom. Staje się zadaniowe i pozbawione atrakcyjności, zmienia się w pracę do wykonania w określonym dniu cyklu, która – po miesiącach starań – wydaje się być nieefektywna i nie daje satysfakcji.

Seks coraz bardziej kojarzy się z porażką i jest coraz dalszy od przyjemności. A w kolejnym cyklu znów trzeba znaleźć siłę, by tę pracę wykonać!

Za jaką cenę?

Przedłużające się starania o dziecko są kosztowne – także na poziomie życia seksualnego. Cena ta nie musi jednak być wysoka. Jeśli podczas starań doświadczamy trudności w sferze seksualnej, warto zastanowić się, czego one dotyczą. Problemy generowane przez przedłużające się starania to przede wszystkim poczucie zadaniowości seksu oraz towarzyszącej mu porażki. Jeśli partnerzy czują, że ich trudności dotyczą innych aspektów życia intymnego, to być może wcale nie wynikają z przedłużających się starań, ale z faktu bycia w trwałym, stabilnym związku, gdy po dłuższym czasie seks nie jest już tak satysfakcjonujący, partnerzy nie mają tak często orgazmu albo popadli w rutynę. Sfera intymna, tak jak wszystkie inne w związku, by dobrze funkcjonować, wymaga dbałości, zaangażowania, a czasem także pracy nad jej rozwijaniem i pogłębianiem. Bez tego gaśnie, czy para stara się o dziecko, czy nie. Dlatego warto uczynić z seksu priorytet, zainwestować czas i energię w ustalenie przyczyn trudności, a następnie w ich przezwyciężenie.

Zobacz też: Specjalistki InviMed podpowiedzą, jak zadbać o siebie i dziecko w czasie ciąży

A zaczęło się…

Warto poświęcić chwilę i wrócić pamięcią do momentu, kiedy pojawiły się pierwsze trudności w sferze seksualnej. Jeżeli występowały w czasie poprzedzającym intensywne starania o dziecko, najprawdopodobniej nie są związane z niepłodnością. Wówczas warto zasięgnąć porady seksuologa, który wspólnie z parą przeanalizuje sytuację i pomoże znaleźć najlepsze rozwiązanie. Jeżeli partnerzy czują, że ich problemy wynikają jednak z przedłużających się starań o potomstwo, warto przede wszystkim zrobić krok w kierunku ponownego otwarcia się na bliskość i swoje ciało.

Ciało, ciało, ciało…

Długie, bezskuteczne starania o dziecko powodują czasem, że trudno zaakceptować swoje ciało. I nie mówię jedynie o jego atrakcyjności. Gdy borykamy się z niepłodnością, ciało bywa postrzegane jako wróg, który utrudnia zajście w ciążę i nie spełnia naszych oczekiwań. Takim ciałem nie jest łatwo się cieszyć, czerpać z niego przyjemność, czy też podzielić się z partnerem. Dlatego warto rozpocząć od zastanowienia się nad naszym stosunkiem do siebie i swojej cielesności? Czy szanujemy swoje ciało i dbamy o nie? Czy staramy się widzieć w nim sprzymierzeńca, który robi wszystko, co w jego mocy, aby ułatwić nam zostanie rodzicami? Taka jest jego rola, niezależnie od emocji, jakie w danej chwili nam towarzyszą.

Zobacz też: Jak przekonać partnera lub partnerkę do leczenia niepłodności?

Rozmasuj swój pancerz

Na nasz stosunek do siebie i własnego ciała wpływ może mieć też wielokrotne naruszanie intymności, które jest nieuchronną częścią procesu leczenia. Człowiek poddawany wielu badaniom lekarskim, różnego typu zabiegom i interwencjom ingerującym w jego intymność, może, na poziomie emocjonalnym, zacząć odczuwać dystans wobec swojego ciała. Z jednej strony pozwala to łatwiej znieść trudne sytuacje, ale z drugiej powoduje, że przestaje się odczuwać swoje ciało tak, jak dotychczas. Lepiej znosimy wówczas badania i zabiegi medyczne, ale jednocześnie niezwykle trudno jest nam odczuwać satysfakcję.

W takiej sytuacji dobrze zacząć od przywrócenia zdolności odczuwania przyjemności płynącej z ciała poprzez masaż, wspólną kąpiel, przytulanie – niekoniecznie kończące się współżyciem. Warto być cierpliwym i spokojnie pomagać sobie nawzajem w odkrywaniu na nowo radości płynącej z bliskości i intymności, nie stawiając sobie przy tym zbyt ambitnych celów (np. orgazmu).

Bez zegarka w ręku

Jeżeli starania o dziecko wymagają współżycia w określonym dniu cyklu, dobrze planować kontakty intymne także wyłącznie dla przyjemności, by seks nie był zadaniowy i stał się źródłem przyjemności. Jeżeli lekarz pozwoli, można zrezygnować z – koncentrującej na prokreacji – ścisłej samoobserwacji. Warto też przyjrzeć się radom, do których wcześniej się stosowaliśmy: jeśli nie są to zalecenia lekarskie, a porady z Internetu, być może lepiej będzie nam bez nich.

Życie intymne to sfera ważna i delikatna, podatna na życiowe zawirowania. Powstały i utrwalony dystans nie zawsze można łatwo pokonać. Brak bliskości w sytuacji nieskutecznych starań o dziecko to dodatkowa strata, która pogłębia ból. Dlatego nie warto czekać na zakończenie starań i zmianę sytuacji, ale już dziś opiekować się swoją intymnością i ją chronić, by czerpać z niej siłę i wsparcie także w momentach trudnych dla siebie i związku.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

 

Logo: InviMed

Ekspert

Dorota Gawlikowska

Psycholożka i psychoterapeutka par w Klinice Leczenia Niepłodności InviMed Warszawa. Absolwentka Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego o specjalności psychologia kliniczna zdrowia. W pracy koncentruje się na psychologicznych aspektach leczenia niepłodności. Prowadzi warsztaty psychoedukacyjne, grupy wsparcia oraz spotkania indywidualne z pacjentami i parami leczącymi się z powodu niepłodności.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.