Przejdź do treści

Uzależnienie od leczenia?

Leczenie niepłodności jest kosztowne. Refundacje są zależne od polityki oraz sytuacji społeczno-ekonomicznej danego kraju. W wielu rejonach świata jest ono całkowicie sprywatyzowane; na drugim natomiast biegunie jest na przykład Izrael, który finansuje wielokrotne próby zapłodnienia pozaustrojowego, nie dyskwalifikując kobiet ze względu na zaawansowany wiek. Choć jednocześnie trzeba zauważyć, że w ostatnich latach Izrael zaczął zmierzać w kierunku wprowadzenia ograniczeń.

To, co jest wspólne dla pacjentów, niezależnie od tego, na którym kontynencie mieszkają, to ogromne pragnienie sukcesu. Pragnienie, którego w przeżyciu pacjentów nie ograniczają finanse, czas i wyrzeczenia. A koszty bywają ogromne; w Stanach zjednoczonych jedno podejście do zapłodnienia in vitro kosztuje 20.000-30.000$, w Polsce od kilku do kilkunastu tysięcy, w zależności od procedury. Z kolei inseminacja wraz z lekami to w Wielkiej Brytanii koszt nawet 3.000 funtów.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

A jednak nie jest łatwo rozmawiać o pieniądzach w kontekście leczenia niepłodności. Jest jakaś niezręczność w rozmyślaniach o finansach, w „wycenianiu” dziecka.

Nie bez przyczyny leczenie niepłodności porównuje się do jazdy kolejką górską. Nie tylko ze względu na różne stany emocjonalne, których się doświadcza, ale również dlatego, że z kolejki nie można zejść, dopóki sama nie dotrze do celu. Nie ma więc poczucia sprawstwa, kontroli, nie ma hamulca ręcznego, który można zaciągnąć w szczególnie przerażającym momencie.
Porównanie to jednak jest o tyle nietrafione, że osoba jadąca kolejką, kończy przejażdżkę z uczuciem satysfakcji lub chociaż zaciekawienia. Leczenie niepłodności natomiast może zakończyć się smutkiem i rozczarowaniem.
Podobno statystycznie mamy takie same szanse trafić szóstkę w totolotka, co zostać trafionym piorunem. Mimo wiedzy, że szanse są symboliczne, kto z nas oparł się i choć raz w życiu nie stanął w kolejce do kolektury? W leczeniu niepłodności też jakoś określamy szanse, żywo interesujemy się statystyką. Im lepsze wyniki, tym bardziej popularna jest klinika. 30%, 40%, czy nawet 50% szans na powodzenie in vitro to już bardzo przyzwoity wynik, który przyciąga pacjentów do danego specjalisty. Jednak po drugiej stronie tej statystyki jest 60-70% procentowe prawdopodobieństwo, że jednak się nie uda, a w przypadku inseminacji nawet 95%. Z każdą kolejną próbą szansa powodzenia maleje.

Istnieją pewne wytyczne, które mówią o bezpiecznej i celowej ilości prób; czasami ograniczenia te wprost wynikają z refundacji.

Ale leczenie niepłodności opiera się przede wszystkim na wolnym rynku i samodzielnie podejmowanych decyzjach. A kiedy w grę wchodzi tak ważna sprawa jak rodzicielstwo, skąd wiadomo, czy nie przekroczyło się granicy uzależnienia? I od czego jest to uzależnienie: od leczenia, czy może bardziej od nadziei?

 

Straumatyzowany umysł
 
Wiele osób, które zostają rodzicami dzięki pomocy wysoko wyspecjalizowanej medycyny przechodzi przez etap pozornego rzucania monetą. Jeśli reszka wygrywa, to tylko reszka musi wypaść. Jeśli nie za pierwszym, to na pewno za piątym lub siódmym razem. Osoby, które nie określają swoich granic, do końca wierzą w szczęśliwe zakończenie. Myślenie magiczne pomaga przetrwać, ale jednocześnie odbiera zdolność widzenia niektórych aspektów rzeczywistości oraz szans, jakie się pojawiają.
W bardzo ciekawym artykule Mary Weinman Dorf [1] zauważa, że niepłodność jest doświadczeniem traumatycznym. Umysł natomiast broni się przed traumą różnymi mechanizmami, między innymi dysocjacją. Zdarzają się sytuacje tak okrutne, że nie sposób sobie z nimi poradzić, sytuacje wiążące się zwykle z niemocą, bezsilnością, poniżeniem. Dysocjacja ma chronić umysł przed całkowitym rozpadem i pomóc we w miarę normalnym funkcjonowaniu. Blokuje traumatyczne wydarzenia i związane z nimi emocje; można mieć poczucie, że „tamto okropne” się nie wydarzyło, „odpływać”, tracić kontakt z rzeczywistościa, ale jednocześnie przeżyć.

Na różnych etapach leczenia niepłodności pacjenci mogą doświadczać traumy i w konsekwencji dysocjować, czyli blokować pewne aspekty rzeczywistości.

Weinman Dorf w ten właśnie sposób tłumaczy niektóre decyzje podejmowane przez osoby starające się o dziecko. Decyzje, które nierzadko skutkują dla nich lub ich dzieci poważnymi konsekwencjami.

Leki stosowane w leczeniu niepłodności, choć bezpieczne i wielokrotnie przebadane, nie pozostają bez wpływu na zdrowie i samopoczucie kobiety, jeśli na przykład stosowane są zbyt długo. Co jakiś czas pojawiają się dramatyczne doniesienia sugerujące, że kobiety są gotowe zaryzykować własne życie, żeby mieć dzieci. Nie trudno sobie to wyobrazić, zwłaszcza jeśli in vitro jest jedyną i ostatnią szansą na macierzyństwo.

Inną realność leczenia niepłodności pokazują oddziały intensywnej opieki noworodkowej. Każda uczciwa klinika informuje pacjentów, że skutkiem leczenia niepłodności mogą być ciąże mnogie.

Nierzadko też pacjenci sami proszą o transfer więcej niż jednego zarodka, żeby zwiększyć swoje szanse na dziecko. Tyle tylko, że ciąże mnogie bardzo często kończą się wcześniactwem.

Dla rodziców obserwowanie swoich maleńkich dzieci podłączonych do skomplikowanych maszyn podtrzymujących życie jest doświadczeniem szokującym i niezwykle bolesnym. Również dlatego, że uruchamia się poczucie winy, bezsilności i różnorodne fantazje. Czy można było podjąć inną decyzję, która być może miałaby szczęśliwsze zakończenie? Czy można było zdecydować się na transfer tylko jednego zarodka?
Te niemożliwe do rozstrzygnięcia wątpliwości i wyobrażenia skutkują łamiącym serce cierpieniem. Żaden rodzic nie jest w stanie przygotować się na chorobę czy niepełnosprawność dziecka i chyba żaden jej dziecku nie życzy. Nie wiemy, jakie byłyby skutki innych decyzji, ale możemy spróbować się zatrzymać i zastanowić nad tymi, które podejmujemy. Czy rzeczywiście rozumiemy ryzyko, które się z nimi wiąże? Czy jesteśmy na nie gotowi? Czy historia może nadal mieć szczęśliwie zakończenie, jeśli będzie ono inne niż to pierwotne?
 
 
[1] https://www.psychologytoday.com/blog/psychoanalysis-30/201108/rewriting-cinderella-infertility-adoption

———————————————————–
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.