Przejdź do treści

Utracić, żeby zyskać

Kalendarz rządzi się swoimi prawami; historycznie, pod wpływem różnych okoliczności, został mu narzucony znany do dziś kształt. Koniec roku jest czasem podsumowań, rozważań, oceny dorobku minionych dwunastu miesięcy. Przypomina też o mijającym czasie i starzeniu się.

Na koniec roku przypadają też radosne Święta, spotkania z najbliższymi, obdarowywanie się prezentami, aż do kulminacyjnych, hucznych obchodów ostatniego dnia w roku. Wreszcie grudzień jest miesiącem, kiedy noc jest najdłuższa, a światła słonecznego mamy bardzo niewiele. Być może więc radość i świętowanie są nam szczególnie potrzebne, żeby móc poradzić sobie z przemijalnością i smutkiem, ze stratą? Być może potrzeba nam cudu zapomnienia.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pragnienie, żeby nie pamiętać, jest bardzo silne i pierwotne, warte sporego wysiłku psychicznego. Nie chcemy pamiętać ani mieć świadomości, że na drodze rozwoju wiele tracimy – kolejny rok, ludzi, czas, możliwości, szanse. I że tracimy je bezpowrotnie, ponieważ nie jesteśmy w stanie zatrzymać czasu.

Judith Viorst [1] pisze o tym w ten sposób: „ (…) przypatrywałam się wszystkim naszym stratom. Stratom trwającym całe życie. Stratom koniecznym. Stratom, z którymi musimy się zmierzyć, gdy stają przed nami fakty, od których nie sposób uciec: jak to, że nasza matka niebawem nas opuści i my ją opuścimy; jak to, że jej miłość nigdy nie może w całości należeć do nas; jak to, że jeśli coś nas boli, nie zawsze wystarczy pocałować i podmuchać, żeby było lepiej; jak to, że w świecie jesteśmy zasadniczo zdani wyłącznie na siebie; jak to, że będziemy musieli zaakceptować – w sobie i innych – to, że miłość się miesza z nienawiścią, a dobro ze złem; jak to, że żadna córeczka, nawet gdyby była mądrą, śliczną i czarującą dziewczynką, nigdy nie będzie mogła wyjść za mąż za swojego tatusia; jak to, że nasze możliwości dławią anatomia i poczucie winy; że żaden ludzki związek nie jest wolny od ułomności; że nasz pobyt na tej planecie jest nieubłaganie nietrwały; że jesteśmy całkowicie bezsilni, chcąc ochronić siebie i innych przed tym, co musimy utracić.”
 
Doświadczamy utraty od samego początku; narodziny są pierwszą stratą, tak dla dziecka, jak i dla matki. Dla dziecka konieczność odłączenia się od matki już w chwili narodzin jest pierwszą, konieczną, a jednocześnie dramatyczną stratą. Jego pierwszy płacz to nabranie powietrza, czyli wejście do świata poza matką, ale też jest to protest wobec nieuchronnej konieczności życia bez jej niezmiennej obecności.

Jest to wreszcie moment pokazujący, jak ważny i nieunikniony jest moment oddzielenia się i w konsekwencji utraty pewnego obrazu matki. Nietrudno sobie wyobrazić, jakie konsekwencje może mieć dla całego rozwoju zatrzymanie się na etapie dziecięcego egoizmu. Większość dzieci ma to szczęście, że wychowywane jest przez stabilnych i niezaburzonych rodziców, którzy mogą mu dać miłość, troskę i bezwarunkową akceptację. Jednak żeby móc się rozwijać, dziecko musi utracić tę bezwarunkowość i ciągłą obecność rodziców. Pojawienie się rodzeństwa, pójście do przedszkola, wszystko to konfrontuje z nową rzeczywistością, w której nie ma już niezawodnego zaspokajania potrzeb dziecka.

Nie brakuje jednak dorosłych, którzy utknęli na etapie dziecięcej zależności. Mają poczucie, że świat jest tak skonstruowany, że powinien odpowiadać na ich potrzeby.

Może mieć trudności z dostrzeżeniem perspektywy innych osób, a w konsekwencji ich pragnień i przekonań. Może również mieć częste poczucie krzywdy i niespełnienia wynikających, jego zdaniem, z nieprzyjaznej i opresyjnej konstrukcji świata.

Bardzo często postawa ta jest wzmacniana przez matki, które również mają trudność z rozstaniem się z, dorosłymi nawet, dziećmi. Nie dostrzegają ich odrębności, jak również własnej, ograniczonej roli w ich życiu. Żeby więc dziecko mogło swobodnie się rozwijać, ale również matka mogła rozwijać swój potencjał, muszą się rozstać. Obydwoje muszą więc utracić, żeby zyskać.

Być może trudno poradzić sobie ze stratą doświadczoną w dorosłości, ponieważ w gruncie rzeczy aktywuje ona traumę z przeszłości. Denerwujemy się na partnera, czujemy się przez niego odrzuceni i potraktowani niesprawiedliwie, ponieważ przypomina to traktowanie, jakiego doświadczyliśmy w relacji z rodzicami.

Nie jest więc łatwo robić bilans. Zaczynamy wtedy dostrzegać, że jednak mamy ograniczenia, że nie wszystko można zaplanować i przeprowadzić tak, jakby się chciało. Niewiele w gruncie rzeczy podlega naszej kontroli. Ludzie odchodzą, nie jesteśmy w stanie uchronić dzieci przed trudami życia, nie zawsze można pracować dokładnie w taki sposób, jak by się chciało, nie można przewidzieć chorób, zalanego mieszkania czy kryzysu ekonomicznego.

To wszystko nieuchronnie budzi lęk, bezsilność, zagubienie, poczucie utraty kontroli, czy lęk przed wewnętrznym rozpadem.

Koniec roku nieuchronnie przypomina więc o wielu różnych utratach. Świętujemy, bawimy się, jesteśmy głośni. częściowo również dlatego, żeby nie pamiętać, nie myśleć.

Ale w tych utratach jest jednak nadzieja i otucha. Bo skoro już nie można kontrolować, można wówczas dostrzec własne ograniczenia, przyjąć je i uznać za część rzeczywistości.

Taki bilans może pokazać zaskakującą rzeczywistość, w której jest wiele wartościowych ludzi i spraw. Uświadomienie sobie, że wiele żalu i skarg wynika z trudności w akceptowaniu zmian, może pomóc poprawić relacje z ludźmi.
Myśl, że żeby zyskać i rozwijać się trzeba coś stracić, jest bardzo pokrzepiająca. Strata nie musi oznaczać śmierci, bezpowrotnego zniknięcia. Może nie warto walczyć o to, co w gruncie rzeczy okazuje się być iluzją?
 
[1] Viorst J., „To, co musimy utracić”

——————————————————————–
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.