fbpx
Przejdź do treści

Uśmiech na twarzy, a w duszy żałoba

Wydawałoby się, że maraton dyżurowy na okres St. Lucia-Chanuka-Boże Narodzenie-Nowy Rok to świetny pomysł na uniknięcie spotkań z rodziną i znajomymi w tym trudnym dla niepłodnych czasie. Nie będzie trzeba udawać radości z 9. (tak, tak 9.!) ciąży znajomej, kuzynek mnożących się jak króliki pomimo braku jakichkolwiek warunków socjalnych, czy pokątnej aborcji za 10 tyś. zł… Uniknięcie widoku tych wszystkich słodziakowatych bobasów też powinno być terapeutyczne….

Dlaczego więc ucieczka w pracę wcale nie była takim super rozwiązaniem? Przed demonami niepłodności nie ma ucieczki! Każde wejście na Facebook’a to prawie napad lęku przed kolejną falą zdjęć znajomych na których królują uśmiechnięte niemowlaki, połowa życzeń świątecznych zawiera zdjęcia małych słodziaków, a koleżanki w pracy chwalą się filmikami co to ich szkraby wyrabiają z choinką czy jak słodko wyglądają przebrane za renifera. Do tego spotęgowana ilość dzieci w pracy (tak z 7-krotnie, bo zamiast 1-2 dyżurów, mam 7 w każdym tygodniu) też sytuacji nie poprawia. Nawet w metrze reklamy epatują uroczymi milusińskimi.

W domu jest po staremu poza chanukiją i mini-choinką udającymi, że powinno być świątecznie, tradycyjnie, a przede wszystkim rodzinnie. Nawet w skandynawsko miniaturowym mieszkaniu wydaje się być strasznie pusto, kiedy dzieci nie śpiewają chanukowych piosenek i nie grają w drejdle, kiedy brak jest okrzyków radości podczas otwierania prezentów pod choinką, a cała kuchnia nie jest w nadzieniu z pączków czy cieście na pierniczki, kiedy po przyjściu z dyżuru wita mnie głucha, wręcz sterylna cisza zamiast radosnego gaworzenia czy zniecierpliwionego „chodź się pobaw ze mną!”. Ta pustka jest wręcz fizycznie odczuwalna i jest to coś pomiędzy straszliwym bólem doprowadzającym do łez, bezgraniczną desperacją na granicy obłędu i nadzieją tak silną, że ma się wrażenie, że już jutro, za tydzień i za rok wszystko będzie inaczej. Inaczej, czyli lepiej zgodnie z planem. O, tam pod ścianą będzie stała kołyska, pod oknem przewijak, a w moich ramionach będzie słodko spało Wymarzone, Wymodlone i Wyśnione Maleństwo. Dopiero wtedy będą mogły być dla mnie Święta, a nie jakaś farsa na każdym kroku przypominająca o beznadziejności mojej niepłodności…

Na razie zamiast kołyski jest sterta książek, przewijak zastępuje kosz z ciuchami do prania, a w moich rękach spoczywa kolejna butelka wina. Stary porządek okresu 13/12-6/1 szczęśliwie minął, ale czy już zawsze nowa rzeczywistość będzie tak wyglądać? Nie tak miało być… Ten grudzień miał być inny, może jeszcze nie z Maleństwem w ramionach, ale przynajmniej z nową nadzieją na lepszą przyszłość. W maju minie 15 lat od wyroku „bezpłodność” i mniej więcej od wtedy słyszę, że jest nadzieja, już tuż-tuż, za progiem: przeszczep macicy. Choć od kilku lat ta nadzieja jest coraz bardziej materialna, namacalna i taka jakby bardziej swojska od kiedy mieszkam w Szwecji, nadal pozostaje ona niespełniona.

Niedawno wydawało mi się, że potrafię czuć już tylko wewnętrzną pustkę, że wypłakałam już wszystek życiowy zapas łez, że albo urodzę dziecko, albo pochłoną mnie czeluści emocjonalnej czarnej dziury. Niestety, zapas łez się odnowił, pustka jak była tak jest, czarna dziura pochłonąć mnie nie chce, a ja nadal stoję nad krawędzią nie mogąc zrobić kroku w żadną stronę. Kiedy się nie ma żadnej kontroli nad sytuacją, a moja płodność (i setek innych dziewczyn z MRKH) jest pionkiem  w grze na linii rząd – samorząd – komisja bioetyczna – szpital – Najwybitniejszy Ekspert, pozostaje tylko poddać się i mieć nadzieję, że mój interes jest zbieżny z interesem zwycięzcy tej gry…

A demony niepłodności harcują w najlepsze, dźgając przy każdej okazji boleśnie i przypominając, że moja dusza nie zazna spokoju! Już ja im dam, już ja im pokażę! Tylko gdyby to zależało ode mnie… 🙁

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)