Przejdź do treści

Straciła pięcioro dzieci. Dziś pani Jolanta chce pomagać innym rodzicom po stracie

Terapia po stracie dziecka
fot. Fotolia

Pani Jolanta długo starała się o dziecko. Trzy razy poroniła, przy czwartej ciąży ledwo uszła z życiem. Za piątym razem w końcu się udało. Szczęście trwało osiemnaście lat.

Pani Jolanta od zawsze marzyła o wielopokoleniowej rodzinie, bardzo chciała być mamą, a potem niańczyć gromadkę wnuków. Niestety, marzenie o macierzyństwie okazało się trudne do spełnienia.

Trzy razy poroniła, przy czwartej, pozamacicznej ciąży, ledwo uszła z życiem. Pani Jola w ostatniej chwili trafiła na stół operacyjny, gdzie lekarz zszył pęknięty jajowód. Nigdy nie mówiła, że straciła ciążę czy płód. Ona straciła dziecko. Bo przez ten czas, gdy nosiła pod sercem nowe życie, zdążyła zbudować już wokół niego całą przyszłość.

Zobacz także: Kobiety szczerze o poronieniu. Zobacz kulisy kampanii „Project Benjamin”

Może to moja wina…?

Po każdej stracie czuła się winna. „Może coś zrobiłam nie tak? Może nie odpoczywałam wystarczająco dużo?” zastanawiała się pani Jola. Poczucie winy potęgowały nieprzychylne komentarze ze strony starszych kobiet. Pani Jola słyszała, że gdyby nie była taka miastowa, delikatna i wrażliwa, rodziłaby jak niegdyś nasze matki i babcie.

Wtedy zaszła w piątą ciążę. Była przerażona, że skończy się jak zawsze. Strach wzbudzał każdy najdrobniejszy objaw somatyczny. Lekarz zalecił oszczędny tryb życia, pani Jola postanowiła więc położyć się do łóżka na dziewięć miesięcy. Śmieje się, że zrobiła z siebie inkubator, gdy wstała do porodu, jej ciało było wiotkie. Jednak widok córeczki – Ady wynagrodził pani Joli wszystkie ciężkie chwile.

Cztery wcześniejsze straty sprawiły jednak, że kobiecie już na zawsze towarzyszyło poczucie strachu.

I pewnie dlatego byłam matką nadopiekuńczą, roztoczyłam nad Adą parasol ochronny. Rano piekłam jej ciepłe ciasteczka na śniadanie… Dla mnie pachniała małym dzieckiem, nawet gdy miała naście lat. Starałam się być rozsądną matką, nie trzymać jej w klatce, puszczałam ją na osiemnastki wszystkich przyjaciół. Sama kupowałam jej szampana na nie. Ale to mnie wiele kosztowało. Zawsze czułam lęk, że ją stracę. Po czterech wcześniejszych stratach, ten lęk mi już zawsze towarzyszył – cytuje słowa pani Joli „Gazeta Wyborcza”.

Zobacz także: Tęczowi ojcowie: „Bycie rodzicem po stracie to obciążenie, zwłaszcza jeśli temat został zduszony i ukryty”

Najgorszy dzień w życiu rodzica

Rok 2012 na zawsze pozostanie w pamięci pani Joli, jako najgorszy rok w jej życiu. Ada właśnie skończyła 18 lat, wyjechała na obóz do Hiszpanii. Bardzo cieszyła się na tę wycieczkę. Po przyjeździe źle się poczuła. Okazało się, że to sepsa meningokokowa. Zachorowała we wtorek a zmarła w czwartek.

Ciężko opisać słowami to, co czuła pani Jola. Pierwszych trzech dni po śmierci córki nie pamięta. Wie, że koleżanki zabrały ją do szpitala, dostała leki, załatwiła formalności. Zna to jednak tylko z opowieści, niewiele pamięta z tragicznego okresu.

Z perspektywy czasu pani Jolanta uważa, że żadne słowa nie mogą przynieść otuchy w takiej chwili. Liczy się natomiast obecność drugiego człowieka i świadomość, że można razem przejść przez koszmar.

Zobacz także: Poronienie – one też to przeżyły! Dziś ich zdjęcia dają siłę i nadzieję [FOTO]

Terapia po stracie dziecka

Po śmierci Ady pani Jolanta rzuciła się w wir pracy. Jest terapeutką, pomaga ludziom. Wie, jak bardzo samotny czuje się rodzic po stracie dziecka.

Po kilku latach w jej głowie zrodziła się myśl, by z bólu i cierpienia zrobić jakiś pożytek. Pani Jola chce stworzyć grupę wsparcia dla rodziców, którzy tak jak ona, stracili dziecko.

Byłoby to miejsce dla wszystkich, którzy potrzebują pomocy: dla kobiet, dla mężczyzn, rodziców, których dzieci urodziły się martwe i tych, których dzieci umarły jako dorośli ludzie. Spotkania odbywałyby się raz lub dwa razy w miesiącu. Gdyby z tej grupy wyłoniły się osoby potrzebujące terapii, pani Jola mogłaby się nimi zaopiekować profesjonalnie.

Na takiej grupie można przeżywać. Podzielić się emocjami. Wszystkim, co w rodzicu jest. Jeśli będą na różnych etapach żałoby, można się zainspirować. Zobaczyć, że czas, w którym się jest, zmieni się wkrótce w inny czas. Gdy na Facebooku zdradziłam się z pomysłem utworzenia grupy, odezwało się do mnie kilka osób. Wiem, że jest taka potrzeba. Czekam na kolejne zgłoszenia. Ludzie, którzy doświadczają takiej straty, czują się samotni. Często latami. Wcześniej straciłam czwórkę innych dzieci, wiem, o czym mówię – mówi pani Jolanta w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

———————————————————————————————————————————–

Mgr Jolanta Garbaczewska – terapeuta, logopeda

Specjalistka z ponad 30-letnim doświadczeniem. Pracuje w Klinice Psychiatrii w Bydgoszczy na Oddziale Zaburzeń Lękowych i Afektywnych oraz na Oddziale Rehabilitacji Neurologicznej w Smukale.

Jeżeli jesteś zainteresowana/y dołączeniem do grupy wsparcia dla rodzin, które straciły dziecko, napisz: garbaczewskajolanta@poczta.onet.pl

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: „Gazeta Wyborcza”, Znany Lekarz

Autor

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.