Przejdź do treści

„Ten zawód pozwala mi czynić coś dobrego” – poznaj kobiety, które SĄ dla innych kobiet! Oto „Położne na medal”

Fot. Facebook Położna na medal

Każdy człowiek stara się wybrać dla siebie ścieżkę, która najbardziej mu pasuje. Niektóre z tych dróg wymagają więcej, inne mniej wysiłku. Gdy jednak wyborem staje się zawód położnej, można być pewną, że wyzwań nie zabraknie. Jak widzą swój zawód laureatki plebiscytu „Położna na medal”? Kim są położne, które zdobyły serca kobiet?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kobieta musi czuć w położnej oparcie. Ta osoba, która stoi po drugiej stronie, bierze sprawy w swoje ręce. Przeprowadza kobietę przez poród.
Elżbieta Wójtowicz
„Lubię to co robię i mam do tego pasję”

Pierwsze miejsce zdobyła w tym roku Monika Wójcik z województwa małopolskiego. Zdobyła niemal 1400 głosów. „Wspaniała położna z pasją! Mająca w sobie skromność i pracowitość, a zwłaszcza empatię, której teraz tak mało wokół” – mówią o niej pacjentki. Nic więc dziwnego, że została zgłoszona do konkursu. I chociaż było to dla niej zaskoczeniem, to na pewno dodającym energii i dumy: „Tak, to jest niesamowite uczucie i kopniak motywacyjny do dalszej pracy. Polecam takie przeżycie każdemu!” – mówi w rozmowie z nami zwyciężczyni plebiscytu „Położna na medal”.

Fot. Facebook Położna na medal

Chcemy Być Rodzicami: Pomówmy o konkretach – jak to się stało, że została pani położną?

Monika Wójcik: Moja prababcia była akuszerką. Odbierała porody domowe, bo tak się właśnie wtedy rodziło. W kolejnych zaś pokoleniach siostra mojej mamy została położną, teraz już emerytowaną i kuzynka mojej mamy. W rodzinie mam także wiele pielęgniarek. Można więc śmiało powiedzieć, że jest to zawód, który przechodzi u mnie z pokolenia na pokolenie.

Jestem zatem ciekawa, jaką dało to pani perspektywę. Wyobrażam sobie, że jeszcze zanim sama zaczęła pani pracować, musiała pani słyszeć wiele opowieści. Rozminęły się one z rzeczywistością, czy może potwierdziły?

Szczególnie duże wsparcie miałam ze strony cioci. Na studiach dużo uczyłyśmy się z książek, natomiast równie wiele dowiedziałam się właśnie od siostry mojej mamy. Przedstawiała mi ona swoje doświadczenie. Tym samym przybliżyła wiele praktycznych aspektów związanych z naszym zawodem i tym, jak to tak naprawdę na tej porodówce wygląda.

Niemniej jednak, po skończeniu studiów, poszłam na zupełnie inny oddział, który prawie w ogóle nie kojarzony jest z położnictwem – oddział noworodkowy, neonatologiczny. W tym zaś miejscu wiele zawdzięczam koleżankom, do których to grupy dołączyłam. To one pokazały mi od A do Z, jak wygląda praca z noworodkami. W trakcie kształcenia położnych jest to oddział dość pobieżnie traktowany i wszystkiego musiałam uczyć się niemal od zera.

Wystraszyło to panią, czy może jeszcze bardziej zachęciło do pracy?

Powiem szczerze, że zachęciło. Neonatologia zawsze mnie interesowała. Jest to dziedzina medycyny, która ciągle się rozwija i z roku na rok bardzo wiele się zmienia.

Jeśli już mowa o latach, od kiedy wykonuje pani swój zawód?

Zawód wykonuję od 2008 roku – w tym roku minie 10 lat. Natomiast w szpitalu pracuję od 2009 roku.

Czy w tym okresie zauważył może już pani zmiany w położnictwie, być może w nauczaniu nowych położnych?

Niekoniecznie, chociaż być może położnictwo rzeczywiście bardziej otwiera się właśnie na noworodki. Dawniej na oddziale noworodkowym pracowały pielęgniarki i w wielu szpitalach dalej tak jest. Często nie są to położne, pomimo że mamy do tego kwalifikacje i spokojnie możemy pracować także tam.

Jeśli zaś chodzi o porównania, to słyszałam od cioci wiele opowieści o tym, jak wyglądało to w latach 80-tych i na początku 90-tych. To, jak się dawniej rodziło, a jak wyglądają porody teraz, jest ogromną zmianą. Chociażby fakt, iż zarówno na porodówkach, jak i salach poporodowych, mogą być obecnie ojcowie, czy też inne osoby towarzyszące. Nie ma już swego rodzaju reżimu, który zabraniał bycia z kobietą w tych jakże trudnych pierwszych dniach. Szpitale zdecydowanie otwierają się na ludzi.

Wydaje się to być słuszne, jeśli weźmiemy po uwagę wsparcie emocjonalne, a emocji wokół porodu jest przecież bardzo dużo.

Zarówno wokół samego porodu, jak i po nim. Jest wtedy ogromna huśtawka hormonalna, duży spadek progesteronu, który po prostu nie pozwala kobiecie np. opanować łez. Miałam niedawno sytuację, gdy pacjentka przyszła do dyżurki po paracetamol i się… rozpłakała. Tak to wygląda po porodzie i wspaniale, jeżeli ktoś z bliskich jest wtedy przy kobiecie i ją wspiera. My też staramy się załagodzić trudne początki, ale oparcie ze strony rodziny jest najważniejsze.

No właśnie, położne opiekują się nie tylko stroną medyczną, ale wspomnianymi już emocjami. Zastanawiam się, jak duży jest to element pani pracy?

Powiedziałabym, że duży i bardzo znaczący. Przykładowo, często spotykam się z postawą mam, które od razu muszą umieć i wiedzieć wszystko najlepiej, a wszelkie pomyłki traktują w straszne emocjonalny i wręcz ambicjonalny sposób. Nawet zapięcie pampersa, które nie zawsze wychodzi, jest obarczone własną krytyką: „Jejku, co to się stało?!”. No nic się nie stało, dzieciątko się posikało, trzeba je tylko przebrać i tyle. Staram się pokazać im podejście nieoceniające i absolutnie pozbawione oskarżeń. W pierwszych dniach spokojne wytłumaczenie tego, co się właściwie dzieje, jest mamom bardzo potrzebne.

We współczesnym świecie oceniania jest bardzo dużo. Oceniania i właśnie presji bycia najlepszą.

Co więcej, wszędzie pełno jest często sprzecznych ze sobą informacji. Te biedne mamy naczytają się ich z różnych źródeł i tak naprawdę po porodzie nie wiedzą co zrobić. Tu czytały tak, tam inaczej i jak w tym całym zamieszaniu sprawić, żeby wszystko było dobrze?! Trzeba tu powolutku, małymi kroczkami pokazać co, dlaczego i jak. Dzięki temu zazwyczaj mama wychodzi z oddziału już uspokojona, zadowolona i gotowa do dalszej drogi.

A czy wybrałaby pani tę pracę jeszcze raz?

Jest to trudne pytanie. Na razie wydaje mi się, że tak. Ja jednak po prostu lubię to co robię i mam do tego pasję.

 

„Zmiana stała się za naszym pośrednictwem – nas położnych”

Zdecydowanie pasję do położnictwa ma także Elżbieta Wójtowicz, którą w konkursie „Położna na medal” organizowanym przez Akademię Malucha Alantan doceniono 1250 głosami. Zajęła ona drugie miejsce i jak mówi, jest to dla niej ogromnie wzruszające przeżycie: „Dowiedziałam się o tym ze łzą w oku. Jest to wielka gratyfikacja i muszę powiedzieć, że po ogłoszeniu konkursu spotkałam się z niesamowitymi dowodami wdzięczności. Panie zaczęły do mnie pisać, wysyłać wiadomości, a nawet przychodzić do szpitala. Pojawiły się kobiety, które spotkałam 20-kilka lat temu. Mówiły, że rodziły ze mną i pamiętają mnie. Jest to coś, co pozwala nam w tym ciężkim zawodzie żyć w autentycznym poczuciu dobrze spełnionej pracy” – mówi w rozmowie z nami.

Takie słowa oddają sensu podobnych konkursów. Pokazują, jak wielką rolę możemy spełniać swoją pracą w życiu innych ludzi. Dają też o wiele szerszą perspektywę na daną profesję. W tym wypadku doświadczenie pani Elżbiety tę perspektywę zwiększa dodatkowo, bowiem historie, o których wspominała w rozmowie z nami zwyciężczyni, Monika Wójcik, pani Elżbieta przeżyła na własnej skórze.

Fot. Facebook Położna na medal

Elżbieta Wójtowicz: Pracuję 34 lata. Gdy zaczynałam pracę, położnictwo i opieka nad kobietą rodzącą wyglądały po prostu anachronicznie. Kobiety były wtedy moim zdaniem wręcz ubezwłasnowolnione i nie mogłam na to patrzeć. Pracuję w dużym szpitalu, wiec porodówka również była bardzo duża. Znajdowało się tam 5 łóżek porodowych i sala z szóstym, oddzielnym łóżkiem. Nie było sprzętu jednorazowego użytku. Cały sprzęt był wyjaławiany na trakcie porodowym, my to wszystko robiłyśmy. Gotowałyśmy strzykawki, gotowałyśmy igły – to były właśnie te czasy. Kobieta, gdy miała mieć podłączoną kroplówkę, musiała mieć igłę wielorazowego użytku, która w każdym momencie się wysuwała. Trzeba było jej obwiązać i unieruchomić rękę na specjalnej desce. To wszystko wyglądało strasznie.

Nie było też aparatów do słuchania tętna płodu. Jeśli któraś z nas miała ebonitową słuchawkę (Pinarda), to już było znakomicie, ale były to głównie słuchawki metalowe. Przykładałyśmy je do brzucha, słuchałyśmy tętna i tak przechodząc przez całą porodówkę – zaczynając od pierwszego łóżka, kończąc na piątym – wracałyśmy z powrotem i robiłyśmy to samo. Te czasy były okropne także i dla nas, pracowników.

Przyszłam do pracy w towarzystwie czterech moich rówieśniczek, weszłyśmy w stary skład. Byłyśmy przerażone tym, co widziałyśmy i powolutku, przy pomocy naszych wspaniałych młodych lekarzy, którzy mieli tyle lat ile my, zaczęłyśmy zmieniać pewne zwyczaje.

Chcemy Być Rodzicami: Musiało być to bardzo trudne. Nie zawsze nowe pokolenia spotykają się z przychylnością starszych.

My naprawdę wiedziałyśmy na czym polega poród i dobre jego prowadzenie, takie prawdziwe – kobiece. Ruch, zmiana pozycji, indywidualna opieka, to wszystko jest kobiecie bardzo potrzebne.

Powoli zaczęła wykruszać się starsza kadra, pojawił się nowy sprzęt do monitorowania, detektory do wysłuchiwania tętna płodu, pojawiły się pierwsze aparaty USG. Jednak lata 80-te to przede wszystkim zamknięte porodówki, drzwi bez klamek, kobieta bez swojej bielizny i żadnej własnej rzeczy. Przyszła mama nie mogła pić, nie mogła jeść, ewentualnie trochę wody. Teraz jest zupełnie inaczej i muszę powiedzieć, że zmiana stała się za naszym pośrednictwem – nas położnych. To my zaczęłyśmy zmieniać ten świat, ponieważ dostrzegłyśmy potrzeby kobiet. Wiedziałyśmy na czym ma polegać poród prowadzony w dobrej, ciepłej atmosferze. Gdy mamy dobrą współpracę z rodzącą, porody wyglądają zupełnie inaczej i nie muszą się ciągnąć wiele godzin, tak jak to było kiedyś.

Słyszę tutaj przede wszystkim ogromne pokłady empatii i podstawową zmianę, jaka musiała zajść, czyli otwarcie się także na tę stronę związaną z emocjami kobiety.

Przede wszystkim przestało się je traktować instrumentalnie. To jest najważniejsze. Trzeba było dostrzec człowieczeństwo, bo człowiek w stosunku do drugiego człowieka musi umieć je okazać. Obojętnie czy to jest kobieta, czy mężczyzna – położnictwo to taki zawód, który wymaga właśnie zachowywania się po ludzku. Pojawia się wtedy więź emocjonalna, empatia, życzliwość, ciepło, troska. Niezbędne jest też wpatrzenie się w człowieka razem z przeżywanymi przez niego trudnościami, a w czasie porodu wcale nie są to proste momenty. Ból i stres zmienia ludzi. Pojawiający się strach i lęk wywołują także w każdej z nas niekoniecznie łatwe emocje, z którymi musimy sobie radzić.

Rozumiem, że muszą mieć panie umiejętność zachowania dystansu?

Ogromnego dystansu, ale do porodu trafiają przeróżne kobiety. Różnie wykształcone, różnie wychowane, mające przeróżne oczekiwania i należy tym oczekiwaniom sprostać. Trzeba być osobą, która dopasowuje się i stara się odnaleźć potrzeby każdej kobiety, w każdym momencie.

Skoro została pani tak doceniona, to zakładam, że musi to być pani silna umiejętność. Jestem ciekawa czy też ma pani poczucie, że ta nagroda jest swego rodzaju podziękowaniem od pacjentek?

Jest to niezwykle wzruszające, ponieważ traktuję to jako ukoronowanie mojej 34-letniej praktyki zawodowej, która jest naprawdę ciężka. Chcę to podkreślić – nasza praca jest bardzo ciężka, niezwykle odpowiedzialna i wyczerpująca. Widzimy wiele bardzo stresujących sytuacji i tak naprawdę nigdy nie wiemy, jak skończy się poród. Jest to bowiem dynamika i dopóki nie położy się dzieciaczka na brzuchu mamy, dopóki nie usłyszy się jego płaczu, nie dotknie się ciałka, to każda z nas, położnych towarzysząca kobiecie rodzącej, ma na swoich barkach ogromny bagaż stresu. Pomimo jednak, że mam w sobie jakiś pokład niepokoju, nie mogę tego pokazać kobiecie, która rodzi. Gdy wszystko kończy się bezpiecznie, dla rodziców jest to ogromne szczęście, dla mnie także duża ulga.

Istotne jest w takim razie ogromne zaangażowanie ze strony położnej.

Równie ważne jest to, iż praca na trakcie porodowym wymaga pracy zespołowej. Nie da się tam pracować w pojedynkę. Na porodówkach niezbędne jest wspieranie siebie w trudnych momentach, dodawanie sobie otuchy, uzupełnianie wzajemnej wiedzy i ogromna życzliwość. To, z kim się pracuje, jest bardzo ważne, ponieważ atmosfera wpływa na jakość naszej pracy.

Na traktach porodowych pracują wybrane osoby. To nie są dziewczyny z przypadku, przynajmniej nie powinny być. Jeżeli zespół jest w miarę stałą, zgraną grupą, to na pewno atmosfera na porodówce dla wszystkich pań jest jak najlepsza.

Nie ukrywam, że bardzo ważna jest także współpraca położnych z lekarzami. Akurat ja pracuję w ośrodku, gdzie mam dużą samodzielność, otrzymuję wiele życzliwości i sympatii. Mam bardzo dobry zespół lekarski i myślę, że nasz ośrodek jest dzięki temu nie tylko na dobrym medycznym poziomie, ale także międzyludzkim. Jest to bardzo ważne.

Mówi pani, że nie da się tam być z przypadku. Czy zatem wszyscy mają w sobie tyle determinacji do pracy na porodówce?

Ludzie pytają czasem, skąd bierze się siłę do takiej właśnie pracy. Jest to bowiem praca dwuzmianowa, noce, całe dnie – po 12 godzin. Po wielu latach pracy nie ukrywam, że czasami po wielogodzinnym dyżurze i dużej ilości porodów, człowiek po prostu nie ma siły się podnieść. Czasami jednak to nie ilość porodów jest wyznacznikiem wykonanej pracy, tylko to, co się dzieje. Wystarczy jeden poród, który jest bardzo obciążający psychicznie, wymagający ogromnego nakładu pracy, a nawet moich wielkich emocji. Jest to coś, co potrafi zabrać mi ogromną ilość energii. Skąd ją zatem biorę, mam jeszcze siłę rozmawiać i uśmiechać się? Przede wszystkim daje mi ją rodzina, która jest oparciem i akumulatorem. Oni mnie ładują i to dzięki nim czuję się dobrze. Mam rodzinę, która pozwala mi na spełnianie się w stosunku do innych ludzi.

Czyli niezbędna jest równowaga?

Dokładnie, bo człowiek szczęśliwy potrafi oddać szczęście innemu człowiekowi. Mam w sobie taką świadomość, że wybrałam zawód, którego wykonywanie pozwala mi czynić coś dobrego. I tu nie chodzi o jakieś górnolotne stwierdzenia. Skoro jednak jestem położną, to powinnam to robić tak, jak umiem najlepiej.

Przede wszystkim empatia, człowieczeństwo, troska, zaopiekownie się, zrozumienie, współczucie, ale też stawianie granic. Kobieta musi wiedzieć, że ma do czynienia z kimś, kto nie będzie razem z nią płakał. Kobieta musi czuć w położnej oparcie. Ta osoba, która stoi po drugiej stronie, bierze sprawy w swoje ręce. Przeprowadza kobietę przez poród i wskazuje jej takie, czy inne ścieżki, wiarygodnie mówiąc o tym, co będzie się działo. Mam takie swoje motto: „Wspaniałe są owoce dobrych wysiłków”. To jest bardzo ważne w moim życiu.

Plebiscyt „Położna na medal” wydaje się być tym owocem.

Dla tych osób, które biorą w nim udział i widzą, że ktoś oddaje na nie głosy, jest to coś niezwykle budującego. Jest to docenienie człowieka poza murami szpitala, co jest swego rodzaju świadectwem naszej pracy. Dzięki temu widzę, że zasiałam jakieś małe ziarenko, które zostawiłam w myślach, w duszy, w emocjach kobiety i to powoduje, że chce się żyć.

 

Zobacz też:

Gala finałowa kampanii i konkursu „Położna na medal”

Wcześniak w domu – jak się o niego zatroszczyć? Sprawdź, co radzi położna

Jak dobrze przygotować się do porodu? Rozmowa z położną – ambasadorka 4. edycji kampanii „Położna na medal”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Przemoc seksualna może istotnie zwiększać ryzyko niepłodności. Niepokojące wnioski z nowych badań

Naga kobieta ze związanymi rękami, z twarzą przysłoniętą włosami /Ilustracja do tekstu: Przemoc seksualna a niepłodność

Około 3,5 mln kobiet w Polsce przynajmniej raz w życiu doświadczyło przemocy fizycznej lub seksualnej. Choć systemowa pomoc skupia się przede wszystkim na łagodzeniu bezpośrednich skutków tych trudnych przeżyć, ich konsekwencje bywają znacznie bardziej odległe, niż może się wydawać. Coraz więcej wskazuje na to, że doświadczenie napaści seksualnej może mieć również wpływ na przyszłą płodność.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przemoc seksualna to traumatyczne doświadczenie, które rodzi szereg konsekwencji zdrowotnych i psychologiczno-społecznych – zarówno natychmiastowych, jak i długotrwałych. Należą do nich m.in. obrażenia narządów płciowych, choroby weneryczne, stany lękowe czy depresja. Korelacji pomiędzy napaścią seksualną a zaburzeniami zdrowotnymi może być jednak znacznie więcej – co potwierdzają liczne badania.

Przemoc seksualna a niepłodność. Konsekwencje, które rozwijają się latami

Psychoterapeuci i psychiatrzy wspierający ofiary przemocy seksualnej podkreślają, że wieloletnie zmagania z traumą utrudniają relacje partnerskie oraz kontakty seksualne. Niejednokrotnie kobiety, które były ofiarami napaści seksualnej, dopiero po latach od tego wydarzenia rozpoczynają starania o dziecko, gdy ich potencjał płodnościowy jest już mniejszy. Ale korelacje pomiędzy przemocą seksualną a niepłodnością nie zawsze są tak oczywiste. Wiele pacjentek nie zdaje sobie sprawy, że wydarzenia sprzed lat mogły wywrzeć tak istotny wpływ na ich obecne zdrowie reprodukcyjne.

CZYTAJ TEŻ: Przemoc to nie tylko rany na ciele. „Nie bałam się krzyku czy bicia, bo oni nigdy nie krzyczeli”

Zespół ekspertów Uniwersytetu Iowa w Iowa City (USA) przeprowadził badania ankietowe, którym poddał kobiety o szczególnie trudnych przejściach: amerykańskie weteranki wojenne w wieku od 21 do 52 lat. Jak wskazują alarmujące wyniki tych analiz, problemy z płodnością występowały częściej u tych badanych, które doświadczyły wcześniej przemocy seksualnej. W grupie respondentek, które nie miały w kolejnych latach trudności z zajściem w ciążę, 45% kobiet przyznało, że doświadczyło napaści seksualnej. W przypadku ankietowanych zmagających się z niepłodnością wskaźnik ten wzrastał aż o 1/3 – do 60%.

Przemoc seksualna a niepłodność. Alarmujące wyniki badań

Niepłodność u kobiet z badanej grupy łączono z szeregiem różnorodnych czynników (m.in. wiekiem, kolorem skóry, stosowaniem używek). Eksperci podkreślają jednak, że decydujące mogą być problemy zdrowotne będące odległymi konsekwencjami doświadczonych traum. Z tych samych obserwacji wynika bowiem, że u kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej i zmagają się z niepłodnością, dwa razy częściej występowały nadciśnienie i zaburzenia lękowe, a trzy razy częściej – depresja. Znacznie wyższe są w tej grupie także wskaźniki zachorowalności na nowotwory (14% – w porównaniu do 8% u kobiet płodnych) i choroby przewlekłe (65% – w porównaniu do 54%).

Alarmujące wyniki badań zostaną poddane analizie podczas konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Reprodukcyjnej, która w październiku br. odbędzie w Denver (USA).

Warto przypomnieć, że to nie pierwsze badania, które wykazały korelacje pomiędzy trudnymi przejściami a zaburzeniami zdrowia reprodukcyjnego. Przed kilkoma dniami opublikowano wyniki obserwacji zespołu badaczy ze szkoły medycznej Uniwersytetu w Pittsburghu (USA), wedle których istnieje istotny związek między doświadczeniem przemocy seksualnej lub molestowania a zaburzeniami zdrowotnymi, z których część może prowadzić do niepłodności. Inne badania wskazały na powiązania pomiędzy doświadczeniem przemocy w dzieciństwie a rozwojem endometriozy. Więcej na ten temat przeczytasz TUTAJ.

Źródło: dailymail.co.uk, healthinformative.com, huffingtonpost.ca

Tutaj kupisz e-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Badania prenatalne: co musisz o nich wiedzieć? Posłuchaj eksperta i wygraj cenne badania

Dłoń analityka laboratoryjnego, a w niej - próbki krwi. Ilustracja do tekstu: Badania prenatalne: przyjdź na spotkanie i wygraj badania
Fot.: Pixabay,com

Bogata dawka wiedzy na temat badań, które należy wykonać przed zajściem w ciążę, konsultacje z ekspertem w zakresie metod diagnostyki prenatalnej, a także szansa na wygranie wartościowych badań laboratoryjnych – to wszystko (i znacznie więcej) czeka na was podczas kolejnej edycji akcji „Niepłodności nie widać”, którą 27 października zrealizujemy wspólnie z laboratorium Synevo.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Październikowe spotkanie, które odbędzie się w siedzibie Synevo przy ul. Zamienieckiej w Warszawie, poprowadzą zespół portalu i magazynu „Chcemy Być Rodzicami” oraz dr n. med. Iwona Kozak-Michałowska, dyrektor ds. Nauki i Rozwoju Synevo.

CZYTAJ TEŻ: Laboratorium medyczne bez tajemnic

Badania przed ciążą i badania prenatalne: posłuchaj eksperta i wygraj badania

Ekspertka Synevo opowie zgromadzonym gościom o badaniach, których nie można pominąć przed rozpoczęciem starań o dziecko, a także wyjaśni, jak przygotować się do poszczególnych badań prenatalnych i co powie nam ich wynik. Dodatkowo uczestnicy będą mieli możliwość zadawania własnych pytań oraz odbycia indywidualnych konsultacji z dr n. med. Iwoną Kozak-Michałowską.

To jednak nie koniec atrakcji. Każda z osób, które przybędą na spotkanie, zyska szansę wygrania pakietu badań laboratoryjnych, które warto wykonać przed ciążą. Uwzględni on testy w kierunku:
•    chlamydii,
•    bakteryjnych zakażeń intymnych (drobnoustrojami z rodziny Ureaplasma species i Mycoplasma genitalium/hominis),
•    HSV I/II (wirus opryszczki).

Spotkanie, które odbędzie się 27 października w godz. 10.00-14.00, zostanie zorganizowane w ramach kampanii „Niepłodności nie widać”. Celem akcji jest zwiększenie świadomości społecznej dotyczącej skali problemu niepłodności w Polsce.

Zapraszamy: zdobądź cenną wiedzę i wygraj badania! Więcej informacji i zapisy: redakcja@chbr.pl; tel.: 660 638 639.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Kompleksowe badania kobiet przed ciążą


Logo SynevoChcemy Być Rodzicami -- logo

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

5 chorób, z którymi lekarze mylą endometriozę. Też się z tym spotkałaś?

10 najczęstszych pytań o endometriozę /Choroby mylone z endometriozą
Fotolia

Niespecyficzne objawy, skomplikowana diagnostyka, a także niedostateczna świadomość wielu lekarzy – to główne przyczyny, dla których rozpoznanie endometriozy zajmuje ginekologom wiele lat. Właściwą diagnozę często poprzedza jednak kilka innych, które prowadzą do nieskutecznego leczenia, a często wręcz zaostrzenia objawów choroby.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ze wszystkich poznanych chorób ginekologicznych endometrioza wydaje się jedną z najtrudniejszych do zdiagnozowania. Obecność ognisk choroby w wielu różnych miejscach, szereg dolegliwości towarzyszących, które nie zawsze łatwo powiązać ze schorzeniami ginekologicznymi, to tylko niektóre czynniki, które wydłużają diagnostykę. To zaś sprawia, że przytłaczająca większość kobiet nie otrzymuje na czas właściwego leczenia.

– Rozpoznanie endometriozy nie jest proste. Wiele pacjentek zmaga się z długim oczekiwaniem na diagnozę. Często zmuszone są odwiedzić wielu lekarzy, nim finalnie uzyskają właściwe rozpoznanie, a tym samym – skuteczną pomoc. To z kolei prowadzi do frustracji, wieloletniego stresu, a także potencjalnego zaostrzenia objawów choroby – mówi dr Eric Surrey, specjalista ds. płodności z amerykańskiego Provyny’s Provider Network.

Jednym z głównych wyzwań w diagnostyce endometriozy są nieswoiste objawy. Niejednokrotnie lekarze wiążą je z zaburzeniami zdrowotnymi o innym charakterze.

Poznaj 5 chorób, z którymi lekarze najczęściej mylą endometriozę.

Choroby mylone z endometriozą: nieswoiste zapalenie jelit

Choć endometrioza najczęściej zlokalizowana jest w otrzewnej miednicy, jajnikach oraz przegrodzie odbytniczo‑pochwowej, nierzadko ogniska tej choroby obejmują również przewód pokarmowy. Dostępne dane wskazują, że do zajęcia tego odcinka układu pokarmowego dochodzi u 15‑37% pacjentek zmagających się z endometriozą. Zmiany te nierzadko wywołują stany zapalne, które objawiają się bólami lędźwiowo-krzyżowymi, problemami jelitowymi, wzdęciami i uciążliwymi zaparciami.

Podobne symptomy wywołują również choroby zapalne jelit, m.in. zapalenie uchyłków jelita grubego, ale też wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy choroba Leśniowskiego-Crohna. W wyniku tych podobieństw wiele kobiet uzyskuje niewłaściwą diagnozę i stosuje niewłaściwe leczenie.

Ale zbieżność objawów to niejedyny związek, jaki z tymi chorobami ma endometrioza. Badania sugerują, że u pacjentek z endometriozą nieswoiste schorzenia jelit rozwijają się o 50% częściej niż w ogólnej populacji kobiet.

CZYTAJ TEŻ: 10 przykazań dobrego specjalisty od endometriozy. Czy twój lekarz się nimi kieruje?

Choroby mylone z endometriozą: mięśniaki macicy

Mięśniaki macicy, zwane także włókniakami, to stosunkowo często występujące łagodne, niezłośliwe guzy umiejscowione w macicy. Gdy są duże lub mnogie, powodują naciski objawiające się obfitymi, bolesnymi i długimi miesiączkami, przewlekłymi bólami krzyża, zaparciami, a także częstym oddawaniem moczu. Tworzą się na powierzchni macicy, w jej ścianie, na szyjce lub pod śluzówką.

Ze względu na generowanie objawów zbliżonych do endometriozy, część lekarzy podejrzewa, że to one są źródłem dolegliwości zgłaszanych przez pacjentki. Tymczasem mięśniaki mogą współistnieć z endometriozą, ale nie stanowić jedynej przyczyny doświadczanych problemów zdrowotnych.

Choroby mylone z endometriozą: rwa kulszowa

Promieniujący ból w dolnej części kręgosłupa, który pojawia się niezależnie od fazy cyklu miesiączkowego i powoduje trudności w poruszaniu się, łączony jest przeważnie z rwą kulszową. Określenie to odnosi się do zespołu objawów związanych z uciskiem na nerwy rdzeniowe.

Tymczasem objawy rwy kulszowej może wywoływać także endometrioza, wszczepiając się w nerwy w obrębie miednicy mniejszej.

ZOBACZ TAKŻE: Nowe trendy w chirurgii endometriozy i niepłodności. Czym jest wodna laparoskopia przezpochwowa?

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie pęcherza moczowego

Endometrioza swoim naciekiem może obejmować również układ moczowy, czego symptomem jest m.in. częstomocz i dysuria (bolesność i pieczenie przy oddawaniu moczu). Objaw ten bywa jednak mylony z innymi chorobami występującymi w obrębie narządów moczowych, głównie z zapaleniem przewlekłym pęcherza i zapaleniem śródmiąższowym pęcherza.

Nierzadko lekarze, nie zleciwszy uprzedniego wykonania posiewu moczu ani badań obrazowych, ordynują antybiotyki, które nie przynoszą pacjentce żadnej ulgi.

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie narządów miednicy mniejszej

Zapalenie narządów miednicy mniejszej to grupa chorób charakteryzujących się rozwojem procesów infekcyjnych w górnych drogach rodnych. Może występować w postaci zapalenia: endometrium, jajowodów, przydatków lub otrzewnej miednicy mniejszej. Często powoduje odległe, poważne powikłania: niepłodność bądź występowanie ciąż ektopowych (pozamacicznych).

Podobnie jak endometrioza, wywołuje silny ból miednicy, który pojawia się nie tylko w czasie miesiączki.

Więcej na temat endometriozy i jej diagnostyki przeczytasz m.in. TUTAJ.

Źródło: gastoenterologia-praktyczna.pl, medicinenet.com, endometriosisnews.com, bustle.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Palenie przyszłego ojca ma wpływ na rozwój ciąży. Naukowcy odkryli alarmujące powiązania

Mężczyzna zaciągający się papierosem. Ilustracja do tekstu: Palenie mężczyzny a poronienie
Fot.: Unsplash.com

Chociaż od dawna wiemy, że styl życia przyszłej mamy istotnie wpływa na rozwój ciąży, okazuje się, że równie istotne mogą być wybory dokonywane przez jej partnera. Z analiz naukowców wynika, że nałóg palenia u mężczyzn może – pośrednio lub bezpośrednio – przyczyniać się do zwiększenia ryzyka poronienia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Palenie mężczyzny a poronienie: jakie jest ryzyko?

Jak donosi „American Journal of Epidemiology”, chińscy naukowcy, w oparciu o szczegółowe dane dotyczące 5,8 mln ciąż (pozyskane od niepalących Chinek w wieku 18-49 lat oraz ich partnerów), dokonali alarmujących odkryć.

Okazało się m.in, że kobiety, których partner palił podczas pierwszych kilku miesięcy ciąży, były o 17% bardziej narażone na poronienie niż te z pań, których wybrankowie byli niepalący. Gdy przyszły ojciec unikał palenia papierosów, wskaźnik poronień wynosił niespełna 2,4%; gdy palił, wskaźnik ten wzrastał do niemal 3%.

Z analiz badaczy wynika również, że ciężarne, których partnerzy rzucili palenie w okresie poprzedzającym poczęcie, miały o 18% mniejsze ryzyko poronienia niż kobiety, których partnerzy nie zrezygnowali z palenia. W pierwszej z tych grup wskaźnik poronień wynosił niespełna 2,8%, w drugiej zaś – 3,35%.

Palenie mężczyzny a poronienie. Nałogi ojca mają wpływ na rozwój ciąży

Z badań jasno wynika, że panowie, którzy starają się o dziecko, powinni zadbać o zdrowy styl życia i kontrolę nałogów.

– Bardzo ważne jest, aby spróbować zadbać o wszystkie czynniki, które mogą mieć wpływ na zdrowie płodu. Dotychczas wiele uwagi poświęcono stanowi zdrowia matki; nowe badania podkreślają, że na rozwój ciąży wpływają też otaczające ją środowisko i styl życia ojca w okresie ciąży – skomentował chińskie analizy dr Zev Williams, kierownik oddziału endokrynologicznego w Columbia University Medical Center w Nowym Jorku.

CZYTAJ TEŻ: Wystarczą dwa miesiące, aby zaburzyć męską płodność. Prowadzi do tego konkretny styl życia

Palenie mężczyzny a poronienie. Potrzebne dalsze badania

Autorzy badań zaznaczają jednocześnie, że choć zidentyfikowano związek między paleniem mężczyzny a poronieniem, badanie nie dowodzi jeszcze, że jedno powoduje drugie. Aby wykryć dokładne mechanizmy, które zachodzą w organizmie kobiety i płodu pod wpływem palenia tytoniu przez jej partnera, konieczne są dalsze analizy.

Badacze są zdania, że powiązania pomiędzy paleniem mężczyzny a poronieniem mogą być dwojakie. Po pierwsze, palący partner może narażać kobietę i płód na dym papierosowy. Chodzi tu zarówno o bierne palenie, jak i wdychanie szkodliwych osadów dymnych, które osiadły na ubraniach, meblach czy dywanach. Po drugie, palenie tytoniu może wpływać na plemniki mężczyzny, powodując w nich patologiczne zmiany – te zaś są nie bez znaczenia dla rozwoju zarodka.

Drugą z tych hipotez zdają się potwierdzać inne badania, które przeprowadzono w 2017 roku. Wynika z nich, że palenie tytoniu jest – obok stresu i otyłości – jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za postępujące obniżenie męskiej płodności.

Więcej na temat szkodliwego wpływu palenia na męską płodność przeczytasz m.in. TUTAJ.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Przemoc seksualna może istotnie zwiększać ryzyko niepłodności. Niepokojące wnioski z nowych badań

Źródło: Reuters.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.