fbpx
Przejdź do treści

Tę rodzinę po prostu musisz poznać! Mrs Harmony: „Dziewczyny, zaufajcie sobie!”

Kolorowo, wesoło, z miłością. Przy tym wszystkim szczerze, bez zbędnego lukru i nieraz o prawdziwych dramatach. Ciepło, które bije od tej szalenie „harmonijnej” rodziny, przyciąga całe rzesze fanów. Mrs Harmony na Instagramie śledzi już niemal 8 tys. obserwatorów: – Od zawsze wiedziałam, że chcę być mamą – mówi w rozmowie z nami.

W skład Kids & Harmony wchodzą: mama – Mrs Harmony, tata – Mr Harmony oraz Helut i Hanut. Takiej piątki, jak tej czwórki, nie ma ani jednej! Z każdego ich wpisu i filmiku bije prawdziwy optymizm. Prawdziwy, bowiem nie jest sztucznie odklejony od realiów i śmiało możemy się z nimi utożsamiać. Nie brakuje w ich codzienności zmagań z nieprzespanymi nocami, chorobami , czy wyczerpaniem. Nie uciekają od prawdziwych dramatów swoich czytelników, nie omija ich też internetowy hejt.

Kasia Harmony szczerze opowiedziała nam o emocjach z tym związanych, chęci i niechęci do posiadania dzieci, partnerskim doświadczaniu współczesnego rodzicielstwa i internetowym świecie młodych mam.

Rodzina gra na twoim Instagramie pierwsze skrzypce. Młodzi ludzie chyba jednak częściej odkładają plany dotyczące dzieci na bardzo odległe „później”. Nie masz takich obserwacji?

Mrs Harmony: Rzeczywiście zauważam taki trend. Chociaż wiele zależy od tego, gdzie mieszkamy. Jeździmy z rodziną po Polsce i widzę, jak wygląda to w wielu mniejszych miastach i wsiach. W wieku 18-19 lat już myślisz o ślubie. W wieku 25-ciu masz dwójkę dzieci. Mając 30 lat na wsi jesteś już starą panną i nikt cię nie chce. W Warszawie masz 30 lat i dopiero zaczynasz życie.

Widzę to nawet po naszym gronie znajomych. Kiedy urodziłam pierwsze dziecko miałam 29 lat. Moje koleżanki nie były wtedy macierzyństwem zupełnie zainteresowane: „Jeszcze zdążymy, trzeba się wyszaleć, bo dzieci tak bardzo ograniczają. Trzeba pod ich potrzeby zmienić całe swoje życie”. Z mojej perspektywy nie do końca tak jest.

Obserwując wasze podróże rzeczywiście można odnieść wrażenie, że da się to pogodzić.

Da się, chociaż istnieją pewne ograniczenia. Widzę to na naszym przykładzie. Mieliśmy w planach ubiegłoroczną zimę spędzić w ciepłych krajach, ale byłam już wtedy w zaawansowanej ciąży. Prawie rodziłam, więc nie porwaliśmy się na to. Poza tym z różnych względów nie podróżujemy z dopiero co urodzonym dzieckiem.

Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie mają błędne założenia: „Trzeba odchować dzieci. Kiedy one pójdą do szkoły, to my znowu zaczniemy żyć”. Uważam, że dzieci są naprawdę super towarzyszami. My od nich potrafimy się tak samo dużo nauczyć, jak one od nas. Takie ograniczenia są tylko w naszej głowie. Jak sobie odpuścimy pewne blokady, okazuje się, że wszystko jest możliwe.

To wasze słynne pozytywne myślenie…

Staram się zawsze myśleć pozytywnie. Jestem mamą dwóch dziewczyn i mogłabym oczywiście zacząć się nad sobą użalać. Też bywa mi ciężko. Gdy jestem zmęczona bo miałam nieprzespaną noc tak jak dziś, to najchętniej bym się zakopała pod kołdrę. Niejedna mama tak mówi:  „Mam nieprzespaną noc, muszę ją odespać”. Nie ma co, trzeba zakasać rękawy i robić swoją robotę. Zresztą czymże są takie nieprzespane noce w skali naszego całego życia? To tylko malutki ułamek.

Wiele mówisz właśnie o trudach związanych z codziennością i rodzicielstwem. Jest to bardzo szczere, ale domyślam się, że nie wszystkim odpowiada.

Na pewno nie będą nas kochać wszyscy. Chociaż zrozumiałam to dopiero po pewnym czasie. Być może dzieje się tak właśnie dlatego, że jesteśmy uśmiechnięci, szczęśliwi i mówimy, że wszystko jest do zrobienia. Ktoś inny siedzi w tym samym czasie w domu i myśli sobie: „Nie, no nie jest!”.

Nie dziwię się takim ludziom, bo to brzmi trochę jak „amerykański sen”. Załóż rodzinę i zaraz będzie pięknie, jak z obrazka.

No nie, nie będzie tylko pięknie. Będzie różnie. Ale nasze życie w naszych rękach. Możemy robić wszystko, żeby było lepiej, ładniej i bardziej kolorowo. Nie ma co ukrywać, że rzeczywistość jest inna, przecież prawdziwe życie to nie bajka. Przyszłe mamy oglądające reklamy w telewizji mogą sobie pomyśleć, że macierzyństwo jest wspaniałe i cudowne. Kiedy jednak pojawia się dziecko, następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością. Dla mnie brutalne było, ale trzeba jakoś się w tym odnaleźć. Media pokazują tylko tę ładną stronę, ja staram się opisywać wszystko. Bunty dzieci, niewyspanie, problemy jakie są z tym związane. Co nie zmienia faktu, że o tych miłych rzeczach też piszę.

Rodzina, którą musisz poznać - Kids & Harmony / Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Zastanawiam się, jak w takim razie z twojego punktu widzenia wygląda internetowy świat opisujący rodzicielstwo?

Kiedyś był trend na bycie idealną mamą. Dzieci są czyste, perfekcyjnie ubrane, a dom lśni. Teraz widzę zwrot w drugim kierunku – im gorzej, tym lepiej. Dziewczyny wrzucają zdjęcia umazanych maluchów, same leżą z kawą i podpisują: „Teraz moje 5 minut” . Wciąż niestety jest mniej tych miejsc, gdzie ludzie pokazuję bardziej szczerą stronę. Sama zaczęłam się zastanawiać, czy jestem jedną z nielicznych osób, u których czasami gorzej się powodzi, coś nie wyjdzie, czy dzieci są mniej grzeczne?

Internet może łatwo zasiać w nas poczucie winy, szczególnie jeśli mamy silne tendencje do wpadania w pułapkę „bycia idealną”.

Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Na pewno. Dobrze by było gdyby powstało więcej blogów i kont na Instagramie, na których kobiety nie krępują się wrzucić zdjęcia z podkrążonymi oczami, czy bez makijażu. Nie ma w tym nic złego – jesteśmy ludźmi.

Sama obserwując zdjęcia pięknych mam, z długimi rzęsami i w ciuchach z najnowszych kolekcji zastanawiam się, kiedy one kupują te ubrania i skąd mają takie figury. Latem zrobiłam filmik, na którym powiedziałam, że jak będę miała 5 tys. obserwatorów na Instagramie, to zacznę dietę. Bardzo dużo kobiet napisało wtedy do mnie, że nie mogą dojść do siebie po porodzie i denerwuje je to, że przede wszystkim widać tylko te piękne i zgrabne dziewczyny.

Myślę, że lepiej by było gdybyśmy wszyscy powychodzili ze swoich stref komfortu. Tak naprawdę nie mamy nic do stracenia, a lubimy i potrzebujemy utożsamiać się z innymi.

Nie dotyczy to zapewne tylko łatwych tematów. Nieraz mamy potrzebę poznania trudnych historii innych ludzi, z których przeżyciami moglibyśmy się identyfikować. „Straciłam dziecko i czuję rozpacz? O widzę, że ten ktoś też tak czuł”.

Bardzo mało osób pisze o takich przeżyciach. Na pewno jest łatwiej, kiedy ktoś zacznie temat. Najczęściej pojawiają się wtedy komentarze:  „Mnie też to spotkało, też to przeżywałam”. Kiedy ostatnio mój mąż trafił do szpitala pocieszała mnie pani, której mąż był w tym samym czasie w stanie krytycznym i dwa dni później umarł.

Śmierć dziecka, czy urodzenie martwego, to jest jakiś koszmar. Bardzo trudno jest pisać o takich stratach i nie dziwię się, że nie wszyscy chcą się tym dzielić. Z drugiej strony, wyrzucenie z siebie tego typu przeżyć może zdjąć pewien balast.

Znacznie częściej jest jednak milczenie.

Być może musi upłynąć jakiś czas, żeby ktoś mógł o tym mówić. Chociażby słynna afera z Natalią Przybysz. Ludzie się strasznie podzielili – czy dobrze, czy źle zrobiła. Sama najpierw miałam rożne uczucia, które pod wpływem zmieniających emocji również się zmieniały. Po przeczytaniu wywiadu byłam początkowo bardzo oburzona. Zastanawiałam się, jak ona mogła w taki sposób powiedzieć, bo przy tym wszystkim rozdzielam sam czyn, od formy wypowiedzi. Dałam sobie jednak czas i przestrzeń w głowie, żeby to przemyśleć. Mówisz o przemilczanych tematach – Natalia Przybysz też mogła to przemilczeć, ale postąpiła inaczej. Jest jednak wiele tysięcy kobiet, które były w podobnej sytuacji, ale zapewne nigdy nikomu o tym nie powiedziały. Czy brakuje im odwagi, której nie brakowało Natalii, czy może nie czują potrzeby dzielenia się takimi emocjami ze światem- to już nie mi oceniać.

Zdarza się też, że niepłodność jest swego rodzaju „milczącą” kwestią. Czy obserwujesz w swoim środowisku ludzi, którzy się z nią zmagają?

Mam nawet wśród bliskich znajomych takie pary, które przez kilka lat starały się o dziecko. Niedawno dowiedzieliśmy się, że się udało. Znam też ludzi, którzy mają dzieci dzięki in vitro. Nie jest to dla mnie obce.

A czy czytelniczki pisały do ciebie na takie tematy?

Tak, wiele razy. Takich maili jest dużo i ich liczba stale rośnie. Pisały do mnie kobiety, które straciły dziecko. Pisały też dziewczyny wychowywane przez dom dziecka. Nigdy nie miały mamy, ale kiedy patrzą na to, jaką ja jestem dla dziewczyn, to marzą, że byłyby takie same dla swoich dzieci. Jest to bardzo wzruszające i motywujące.

Jak się z tym czujesz? Bo wyobrażam sobie, że może to być też swego rodzaju obciążenie. Są to w końcu bardzo intymne sprawy.

Są we mnie różne emocje. Cieszę się, że ktoś znalazł we mnie powiernika, bo być może nie ma innej osoby, której mógłby to powiedzieć. Piszą do mnie osoby z bardzo trudnych rodzin, gdzie ojciec jest alkoholikiem i bije mamę. Spotykam się z naprawdę osobistymi wyznaniami. Latem napisała do mnie dziewczyna, która walczy z depresją. Po śmierci chłopaka nie może ułożyć sobie na nowo żadnych relacji. Każdego dnia zagląda na nasze zdjęcia, obserwuje nasze wesołe tańce. Cieszę się, że do mnie napisała, bo być może choć na chwilę mogłam poprawić jej humor.

Z drugiej strony, nie pozjadałam wszystkich rozumów. Staram się odpowiedzieć tak, żeby zmobilizować czytelniczki do szukania czegoś wyżej –  literatury, albo miejsca, gdzie mogłyby się ze swoimi problemami zgłosić. Te wszystkie wiadomości są niewątpliwie miłe, ale mam na sobie i tak wielką odpowiedzialność wychowania dwóch córek. Nie chcę brać na siebie jeszcze odpowiedzialności za obce osoby. Nie jestem w końcu psychologiem, psychiatrą, czy pedagogiem, a te listy nieraz naprawdę wołają o pomoc.

Powiedziałaś też o zderzeniu z rzeczywistością. Czy jest duża różnica pomiędzy pojawieniem się pierwszego, a drugiego dziecka?

Na pewno jest taka, że na niektóre rzeczy jestem już przygotowana. Na inne zaś wiem, że przygotowana być nie muszę. Drugie dziecko pozwala spojrzeć z dystansem, większym luzem i bardziej zaufać swojej intuicji.

Przy pierwszym dziecku wszystko było na 100 procent. Nasza Hela musiała mieć idealną wyprawkę, łóżeczko i wszystkie mebelki. Jak miała cztery miesiące przeniosłam ją do jej własnego pokoju, bo o tym pisały wszystkie blogi, które śledziłam.

Teraz już wiem, że wcale tak być nie musi i u nas absolutnie już nie jest. Drugie dziecko śpi z nami. Przy pierwszym wstawałam 15-20 razy w nocy, żeby nakarmić, przewinąć, przytulić. Potrafiłam o 5-tej rano siedzieć na podłodze płacząc. Jeszcze nie zdążyłam zasnąć, a wiedziałam, że zaraz znowu wstaję. To było strasznie frustrujące.

Jak karmić, jak usypiać, jak wychowywać… „Dobrych” porad jest milion.

Ja mam teraz jedną – żeby dziewczyny zaufały sobie. Bardzo często intuicja rzeczywiście nas nie myli. Z mojej perspektywy z drugim dzieckiem jest o niebo lepiej i spokojniej. Myślę, że przy trzecim byłoby w ogóle cudownie.

Przy trzecim mówisz?

Nie, na trzecie się nie zdecydujemy. Podjęliśmy taką decyzję, że zostajemy przy dwóch dziewczynach.

Używasz takich słów, jak : „podjęliśmy decyzję”, „nie zdecydujemy się”. Jesteście w tym razem, a dzieci to nie jest tylko sfera mamy.

Wszystko jest u nas absolutnie partnerskie i zawsze takie było. Może też przez to, że jesteśmy z Martinem bardzo do siebie podobni. Mamy nawet ten sam znak zodiaku. Oboje szybko wiedzieliśmy, że chcemy mieć dzieci i to więcej, niż jedno. Było to u nas obojga spójne. Rzeczywiście mam szczęście, bo też nie wyobrażam sobie mieć partnera, z którym musiałabym o wszystko walczyć. U nas to jest bardzo … harmonijnie :).

Jeśli już przy harmonii jesteśmy. Popularność Kids & Harmony rośnie. Kiedyś pracowałaś też w korporacji. Jak teraz, z perspektywy młodej mamy, widzisz swoją przyszłość?

Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Bardzo wcześnie zaczęłam pracować. Mając 19 lat wyleciałam do Stanów. Mieszkałam tam i pracowałam przez 9 miesięcy. Ten czas mnie absolutnie zmienił. Kiedy studiowałam też miałam dwie prace, chciałam mieć swoje pieniądze i być niezależna. Później przez kilka lat pracowałam w korporacji – bardzo dużo obciążających obowiązków i to mnie mocno wypaliło. Ręce mi się trzęsły i ciągle płakałam. Wtedy też stwierdziłam, że muszę to zmienić.

Zbiegło się to w czasie z poznaniem Martina, który na pierwszej randce powiedział, że co roku wylatuje do Indii. Pomyślałam sobie wtedy: „Co za koleś, już jest spalony. Po co ja mam się z nim spotykać, skoro on zaraz wyjedzie?”. Stało się tak, że rzuciłam pracę w korporacji miedzy innymi po to, aby móc odbyć z nim taką podróż.

Nie wyobrażam sobie już powrotu do takiego trybu. Nie wyobrażam sobie mieć teraz szefa nad sobą. Mam bardzo dużo pomysłów na rozkręcenie własnego biznesu. Niestety nie mam niani, ani pomocy babci. Mam za to czasami kwadratową głowę, jak to wszystko pogodzić, a prowadzenie kanałów internetowych wcale nie jest łatwe, lekkie i przyjemne. Jest to kawał ciężkiej roboty.

Do tego dochodzi mierzenie się ze słynnym „hejtem”.

Straszne jest to, jak wiele jest w ludziach złości. Sama kilka razy byłam tak zdesperowana, że chciałam wszystko bez zastanowienia kasować. Zawsze wtedy mój mąż podkreślał, jak wiele czasu na to poświęciłam, ile pracy i żebym nie pozwoliła tego zmarnować.

Musi to być szczególnie ciężkie kiedy piszemy o prywatnych rzeczach. Krytyka jeszcze mocniej może wtedy dotknąć.

Tak, jest to trudne. Chociaż jest też tak, że im więcej złych emocji dostajesz, tym silniejsza z tego wychodzisz. Najważniejsze jest bycie w zgodzie sama ze sobą.

Sprawdza się to także w kwestii decyzji o posiadaniu dzieci?

Powinniśmy robić to, co nam w duszy gra i podążać za tym, co czujemy. Jesteś młodą dziewczyną, która chce być mamą. Czy to jednak oznacza, że musisz się spinać już w tej chwili, bo za 15 lat może okazać się, że nie będziesz mogła? To też nie jest dobre.

Trzeba żyć, realizować wszystkie marzenia i pragnienia, ale bez przegięcia w żadną stronę.

Ja od zawsze wiedziałam, że chcę być mamą. 12 lat temu, mój ówczesny chłopak, zapytał mnie o marzenia. Odpowiedziałam wtedy, że chcę mieć rodzinę i byłam pewna, że to będzie rola mojego życia.

Nie bałaś się o tym mówić tak otwarcie?

Nie, nie bałam się. Nawet moje koleżanki wspominają, że trąbiłam o tym od zawsze. Akurat ja miałam tak, ale są też młode osoby, które przez przypadek zachodzą w ciążę. Mają 19-20 lat i same najczarniejsze scenariusze w głowie. Potem często okazuje się, że sobie ze wszystkim świetnie poradziły i z perspektywy czasu, to było najlepsze, co je spotkało. Nigdy nie wiemy co nam życie przyniesie.

Przyjmowanie tego co się dzieje z pewną ufnością pomaga?

Z ufnością, że wszystko dzieje się po coś i ma jakiś wyższy cel. Chociaż wiem, że nie jest to takie oczywiste i sama musiałam takie myślenie wypracować.  Z optymistycznym podejściem jest w życiu po prostu łatwiej.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, redaktorka prowadząca e-magazyn oraz portal Chcemy Być Rodzicami, absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz była słuchaczka studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".