Przejdź do treści

Tę rodzinę po prostu musisz poznać! Mrs Harmony: „Dziewczyny, zaufajcie sobie!”

Kolorowo, wesoło, z miłością. Przy tym wszystkim szczerze, bez zbędnego lukru i nieraz o prawdziwych dramatach. Ciepło, które bije od tej szalenie „harmonijnej” rodziny, przyciąga całe rzesze fanów. Mrs Harmony na Instagramie śledzi już niemal 8 tys. obserwatorów: – Od zawsze wiedziałam, że chcę być mamą – mówi w rozmowie z nami.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W skład Kids & Harmony wchodzą: mama – Mrs Harmony, tata – Mr Harmony oraz Helut i Hanut. Takiej piątki, jak tej czwórki, nie ma ani jednej! Z każdego ich wpisu i filmiku bije prawdziwy optymizm. Prawdziwy, bowiem nie jest sztucznie odklejony od realiów i śmiało możemy się z nimi utożsamiać. Nie brakuje w ich codzienności zmagań z nieprzespanymi nocami, chorobami , czy wyczerpaniem. Nie uciekają od prawdziwych dramatów swoich czytelników, nie omija ich też internetowy hejt.

Kasia Harmony szczerze opowiedziała nam o emocjach z tym związanych, chęci i niechęci do posiadania dzieci, partnerskim doświadczaniu współczesnego rodzicielstwa i internetowym świecie młodych mam.

Rodzina gra na twoim Instagramie pierwsze skrzypce. Młodzi ludzie chyba jednak częściej odkładają plany dotyczące dzieci na bardzo odległe „później”. Nie masz takich obserwacji?

Mrs Harmony: Rzeczywiście zauważam taki trend. Chociaż wiele zależy od tego, gdzie mieszkamy. Jeździmy z rodziną po Polsce i widzę, jak wygląda to w wielu mniejszych miastach i wsiach. W wieku 18-19 lat już myślisz o ślubie. W wieku 25-ciu masz dwójkę dzieci. Mając 30 lat na wsi jesteś już starą panną i nikt cię nie chce. W Warszawie masz 30 lat i dopiero zaczynasz życie.

Widzę to nawet po naszym gronie znajomych. Kiedy urodziłam pierwsze dziecko miałam 29 lat. Moje koleżanki nie były wtedy macierzyństwem zupełnie zainteresowane: „Jeszcze zdążymy, trzeba się wyszaleć, bo dzieci tak bardzo ograniczają. Trzeba pod ich potrzeby zmienić całe swoje życie”. Z mojej perspektywy nie do końca tak jest.

Obserwując wasze podróże rzeczywiście można odnieść wrażenie, że da się to pogodzić.

Da się, chociaż istnieją pewne ograniczenia. Widzę to na naszym przykładzie. Mieliśmy w planach ubiegłoroczną zimę spędzić w ciepłych krajach, ale byłam już wtedy w zaawansowanej ciąży. Prawie rodziłam, więc nie porwaliśmy się na to. Poza tym z różnych względów nie podróżujemy z dopiero co urodzonym dzieckiem.

Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie mają błędne założenia: „Trzeba odchować dzieci. Kiedy one pójdą do szkoły, to my znowu zaczniemy żyć”. Uważam, że dzieci są naprawdę super towarzyszami. My od nich potrafimy się tak samo dużo nauczyć, jak one od nas. Takie ograniczenia są tylko w naszej głowie. Jak sobie odpuścimy pewne blokady, okazuje się, że wszystko jest możliwe.

To wasze słynne pozytywne myślenie…

Staram się zawsze myśleć pozytywnie. Jestem mamą dwóch dziewczyn i mogłabym oczywiście zacząć się nad sobą użalać. Też bywa mi ciężko. Gdy jestem zmęczona bo miałam nieprzespaną noc tak jak dziś, to najchętniej bym się zakopała pod kołdrę. Niejedna mama tak mówi:  „Mam nieprzespaną noc, muszę ją odespać”. Nie ma co, trzeba zakasać rękawy i robić swoją robotę. Zresztą czymże są takie nieprzespane noce w skali naszego całego życia? To tylko malutki ułamek.

Wiele mówisz właśnie o trudach związanych z codziennością i rodzicielstwem. Jest to bardzo szczere, ale domyślam się, że nie wszystkim odpowiada.

Na pewno nie będą nas kochać wszyscy. Chociaż zrozumiałam to dopiero po pewnym czasie. Być może dzieje się tak właśnie dlatego, że jesteśmy uśmiechnięci, szczęśliwi i mówimy, że wszystko jest do zrobienia. Ktoś inny siedzi w tym samym czasie w domu i myśli sobie: „Nie, no nie jest!”.

Nie dziwię się takim ludziom, bo to brzmi trochę jak „amerykański sen”. Załóż rodzinę i zaraz będzie pięknie, jak z obrazka.

No nie, nie będzie tylko pięknie. Będzie różnie. Ale nasze życie w naszych rękach. Możemy robić wszystko, żeby było lepiej, ładniej i bardziej kolorowo. Nie ma co ukrywać, że rzeczywistość jest inna, przecież prawdziwe życie to nie bajka. Przyszłe mamy oglądające reklamy w telewizji mogą sobie pomyśleć, że macierzyństwo jest wspaniałe i cudowne. Kiedy jednak pojawia się dziecko, następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością. Dla mnie brutalne było, ale trzeba jakoś się w tym odnaleźć. Media pokazują tylko tę ładną stronę, ja staram się opisywać wszystko. Bunty dzieci, niewyspanie, problemy jakie są z tym związane. Co nie zmienia faktu, że o tych miłych rzeczach też piszę.

Rodzina, którą musisz poznać - Kids & Harmony / Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Zastanawiam się, jak w takim razie z twojego punktu widzenia wygląda internetowy świat opisujący rodzicielstwo?

Kiedyś był trend na bycie idealną mamą. Dzieci są czyste, perfekcyjnie ubrane, a dom lśni. Teraz widzę zwrot w drugim kierunku – im gorzej, tym lepiej. Dziewczyny wrzucają zdjęcia umazanych maluchów, same leżą z kawą i podpisują: „Teraz moje 5 minut” . Wciąż niestety jest mniej tych miejsc, gdzie ludzie pokazuję bardziej szczerą stronę. Sama zaczęłam się zastanawiać, czy jestem jedną z nielicznych osób, u których czasami gorzej się powodzi, coś nie wyjdzie, czy dzieci są mniej grzeczne?

Internet może łatwo zasiać w nas poczucie winy, szczególnie jeśli mamy silne tendencje do wpadania w pułapkę „bycia idealną”.

Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Na pewno. Dobrze by było gdyby powstało więcej blogów i kont na Instagramie, na których kobiety nie krępują się wrzucić zdjęcia z podkrążonymi oczami, czy bez makijażu. Nie ma w tym nic złego – jesteśmy ludźmi.

Sama obserwując zdjęcia pięknych mam, z długimi rzęsami i w ciuchach z najnowszych kolekcji zastanawiam się, kiedy one kupują te ubrania i skąd mają takie figury. Latem zrobiłam filmik, na którym powiedziałam, że jak będę miała 5 tys. obserwatorów na Instagramie, to zacznę dietę. Bardzo dużo kobiet napisało wtedy do mnie, że nie mogą dojść do siebie po porodzie i denerwuje je to, że przede wszystkim widać tylko te piękne i zgrabne dziewczyny.

Myślę, że lepiej by było gdybyśmy wszyscy powychodzili ze swoich stref komfortu. Tak naprawdę nie mamy nic do stracenia, a lubimy i potrzebujemy utożsamiać się z innymi.

Nie dotyczy to zapewne tylko łatwych tematów. Nieraz mamy potrzebę poznania trudnych historii innych ludzi, z których przeżyciami moglibyśmy się identyfikować. „Straciłam dziecko i czuję rozpacz? O widzę, że ten ktoś też tak czuł”.

Bardzo mało osób pisze o takich przeżyciach. Na pewno jest łatwiej, kiedy ktoś zacznie temat. Najczęściej pojawiają się wtedy komentarze:  „Mnie też to spotkało, też to przeżywałam”. Kiedy ostatnio mój mąż trafił do szpitala pocieszała mnie pani, której mąż był w tym samym czasie w stanie krytycznym i dwa dni później umarł.

Śmierć dziecka, czy urodzenie martwego, to jest jakiś koszmar. Bardzo trudno jest pisać o takich stratach i nie dziwię się, że nie wszyscy chcą się tym dzielić. Z drugiej strony, wyrzucenie z siebie tego typu przeżyć może zdjąć pewien balast.

Znacznie częściej jest jednak milczenie.

Być może musi upłynąć jakiś czas, żeby ktoś mógł o tym mówić. Chociażby słynna afera z Natalią Przybysz. Ludzie się strasznie podzielili – czy dobrze, czy źle zrobiła. Sama najpierw miałam rożne uczucia, które pod wpływem zmieniających emocji również się zmieniały. Po przeczytaniu wywiadu byłam początkowo bardzo oburzona. Zastanawiałam się, jak ona mogła w taki sposób powiedzieć, bo przy tym wszystkim rozdzielam sam czyn, od formy wypowiedzi. Dałam sobie jednak czas i przestrzeń w głowie, żeby to przemyśleć. Mówisz o przemilczanych tematach – Natalia Przybysz też mogła to przemilczeć, ale postąpiła inaczej. Jest jednak wiele tysięcy kobiet, które były w podobnej sytuacji, ale zapewne nigdy nikomu o tym nie powiedziały. Czy brakuje im odwagi, której nie brakowało Natalii, czy może nie czują potrzeby dzielenia się takimi emocjami ze światem- to już nie mi oceniać.

Zdarza się też, że niepłodność jest swego rodzaju „milczącą” kwestią. Czy obserwujesz w swoim środowisku ludzi, którzy się z nią zmagają?

Mam nawet wśród bliskich znajomych takie pary, które przez kilka lat starały się o dziecko. Niedawno dowiedzieliśmy się, że się udało. Znam też ludzi, którzy mają dzieci dzięki in vitro. Nie jest to dla mnie obce.

A czy czytelniczki pisały do ciebie na takie tematy?

Tak, wiele razy. Takich maili jest dużo i ich liczba stale rośnie. Pisały do mnie kobiety, które straciły dziecko. Pisały też dziewczyny wychowywane przez dom dziecka. Nigdy nie miały mamy, ale kiedy patrzą na to, jaką ja jestem dla dziewczyn, to marzą, że byłyby takie same dla swoich dzieci. Jest to bardzo wzruszające i motywujące.

Jak się z tym czujesz? Bo wyobrażam sobie, że może to być też swego rodzaju obciążenie. Są to w końcu bardzo intymne sprawy.

Są we mnie różne emocje. Cieszę się, że ktoś znalazł we mnie powiernika, bo być może nie ma innej osoby, której mógłby to powiedzieć. Piszą do mnie osoby z bardzo trudnych rodzin, gdzie ojciec jest alkoholikiem i bije mamę. Spotykam się z naprawdę osobistymi wyznaniami. Latem napisała do mnie dziewczyna, która walczy z depresją. Po śmierci chłopaka nie może ułożyć sobie na nowo żadnych relacji. Każdego dnia zagląda na nasze zdjęcia, obserwuje nasze wesołe tańce. Cieszę się, że do mnie napisała, bo być może choć na chwilę mogłam poprawić jej humor.

Z drugiej strony, nie pozjadałam wszystkich rozumów. Staram się odpowiedzieć tak, żeby zmobilizować czytelniczki do szukania czegoś wyżej –  literatury, albo miejsca, gdzie mogłyby się ze swoimi problemami zgłosić. Te wszystkie wiadomości są niewątpliwie miłe, ale mam na sobie i tak wielką odpowiedzialność wychowania dwóch córek. Nie chcę brać na siebie jeszcze odpowiedzialności za obce osoby. Nie jestem w końcu psychologiem, psychiatrą, czy pedagogiem, a te listy nieraz naprawdę wołają o pomoc.

Powiedziałaś też o zderzeniu z rzeczywistością. Czy jest duża różnica pomiędzy pojawieniem się pierwszego, a drugiego dziecka?

Na pewno jest taka, że na niektóre rzeczy jestem już przygotowana. Na inne zaś wiem, że przygotowana być nie muszę. Drugie dziecko pozwala spojrzeć z dystansem, większym luzem i bardziej zaufać swojej intuicji.

Przy pierwszym dziecku wszystko było na 100 procent. Nasza Hela musiała mieć idealną wyprawkę, łóżeczko i wszystkie mebelki. Jak miała cztery miesiące przeniosłam ją do jej własnego pokoju, bo o tym pisały wszystkie blogi, które śledziłam.

Teraz już wiem, że wcale tak być nie musi i u nas absolutnie już nie jest. Drugie dziecko śpi z nami. Przy pierwszym wstawałam 15-20 razy w nocy, żeby nakarmić, przewinąć, przytulić. Potrafiłam o 5-tej rano siedzieć na podłodze płacząc. Jeszcze nie zdążyłam zasnąć, a wiedziałam, że zaraz znowu wstaję. To było strasznie frustrujące.

Jak karmić, jak usypiać, jak wychowywać… „Dobrych” porad jest milion.

Ja mam teraz jedną – żeby dziewczyny zaufały sobie. Bardzo często intuicja rzeczywiście nas nie myli. Z mojej perspektywy z drugim dzieckiem jest o niebo lepiej i spokojniej. Myślę, że przy trzecim byłoby w ogóle cudownie.

Przy trzecim mówisz?

Nie, na trzecie się nie zdecydujemy. Podjęliśmy taką decyzję, że zostajemy przy dwóch dziewczynach.

Używasz takich słów, jak : „podjęliśmy decyzję”, „nie zdecydujemy się”. Jesteście w tym razem, a dzieci to nie jest tylko sfera mamy.

Wszystko jest u nas absolutnie partnerskie i zawsze takie było. Może też przez to, że jesteśmy z Martinem bardzo do siebie podobni. Mamy nawet ten sam znak zodiaku. Oboje szybko wiedzieliśmy, że chcemy mieć dzieci i to więcej, niż jedno. Było to u nas obojga spójne. Rzeczywiście mam szczęście, bo też nie wyobrażam sobie mieć partnera, z którym musiałabym o wszystko walczyć. U nas to jest bardzo … harmonijnie :).

Jeśli już przy harmonii jesteśmy. Popularność Kids & Harmony rośnie. Kiedyś pracowałaś też w korporacji. Jak teraz, z perspektywy młodej mamy, widzisz swoją przyszłość?

Fot. Screen Instagram mrs_harmony

Bardzo wcześnie zaczęłam pracować. Mając 19 lat wyleciałam do Stanów. Mieszkałam tam i pracowałam przez 9 miesięcy. Ten czas mnie absolutnie zmienił. Kiedy studiowałam też miałam dwie prace, chciałam mieć swoje pieniądze i być niezależna. Później przez kilka lat pracowałam w korporacji – bardzo dużo obciążających obowiązków i to mnie mocno wypaliło. Ręce mi się trzęsły i ciągle płakałam. Wtedy też stwierdziłam, że muszę to zmienić.

Zbiegło się to w czasie z poznaniem Martina, który na pierwszej randce powiedział, że co roku wylatuje do Indii. Pomyślałam sobie wtedy: „Co za koleś, już jest spalony. Po co ja mam się z nim spotykać, skoro on zaraz wyjedzie?”. Stało się tak, że rzuciłam pracę w korporacji miedzy innymi po to, aby móc odbyć z nim taką podróż.

Nie wyobrażam sobie już powrotu do takiego trybu. Nie wyobrażam sobie mieć teraz szefa nad sobą. Mam bardzo dużo pomysłów na rozkręcenie własnego biznesu. Niestety nie mam niani, ani pomocy babci. Mam za to czasami kwadratową głowę, jak to wszystko pogodzić, a prowadzenie kanałów internetowych wcale nie jest łatwe, lekkie i przyjemne. Jest to kawał ciężkiej roboty.

Do tego dochodzi mierzenie się ze słynnym „hejtem”.

Straszne jest to, jak wiele jest w ludziach złości. Sama kilka razy byłam tak zdesperowana, że chciałam wszystko bez zastanowienia kasować. Zawsze wtedy mój mąż podkreślał, jak wiele czasu na to poświęciłam, ile pracy i żebym nie pozwoliła tego zmarnować.

Musi to być szczególnie ciężkie kiedy piszemy o prywatnych rzeczach. Krytyka jeszcze mocniej może wtedy dotknąć.

Tak, jest to trudne. Chociaż jest też tak, że im więcej złych emocji dostajesz, tym silniejsza z tego wychodzisz. Najważniejsze jest bycie w zgodzie sama ze sobą.

Sprawdza się to także w kwestii decyzji o posiadaniu dzieci?

Powinniśmy robić to, co nam w duszy gra i podążać za tym, co czujemy. Jesteś młodą dziewczyną, która chce być mamą. Czy to jednak oznacza, że musisz się spinać już w tej chwili, bo za 15 lat może okazać się, że nie będziesz mogła? To też nie jest dobre.

Trzeba żyć, realizować wszystkie marzenia i pragnienia, ale bez przegięcia w żadną stronę.

Ja od zawsze wiedziałam, że chcę być mamą. 12 lat temu, mój ówczesny chłopak, zapytał mnie o marzenia. Odpowiedziałam wtedy, że chcę mieć rodzinę i byłam pewna, że to będzie rola mojego życia.

Nie bałaś się o tym mówić tak otwarcie?

Nie, nie bałam się. Nawet moje koleżanki wspominają, że trąbiłam o tym od zawsze. Akurat ja miałam tak, ale są też młode osoby, które przez przypadek zachodzą w ciążę. Mają 19-20 lat i same najczarniejsze scenariusze w głowie. Potem często okazuje się, że sobie ze wszystkim świetnie poradziły i z perspektywy czasu, to było najlepsze, co je spotkało. Nigdy nie wiemy co nam życie przyniesie.

Przyjmowanie tego co się dzieje z pewną ufnością pomaga?

Z ufnością, że wszystko dzieje się po coś i ma jakiś wyższy cel. Chociaż wiem, że nie jest to takie oczywiste i sama musiałam takie myślenie wypracować.  Z optymistycznym podejściem jest w życiu po prostu łatwiej.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija [Wasze historie]

Niewyraźne zdjęcie matki i dziecka /Ilustracja do tekstu: Dzień Matki a niepłodność
Fot.: Meghan Holmes/Unsplash.com

Kiedy Brytyjka Jody Day robiła prezentację na platformie TEDtalk, ścianę za sobą udekorowała nazwami, którymi bywa określana: szalona kociara, karierowiczka, czarownica, stara panna. Tak nazywana jest kobieta po 45. roku życia, która nie ma dzieci. To wystarczy, żeby zostać uznaną za niespełna rozumu miłośniczkę futrzaków. Tyle tylko, że Day jest bezdzietna na skutek okoliczności. Bezdzietność stała się dla niej bolesną rzeczywistością, opłakaną, przypłaconą depresją i rozczarowaniem.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dzięki spisowi powszechnemu wiemy, że jedna na cztery Irlandki urodzone w latach 60. ubiegłego wieku nie ma dzieci, to samo dotyczy jednej na trzy Niemki oraz jednej na pięć Brytyjek. Ile kobiet urodzonych w latach 70. i 80. pozostanie bezdzietnych, dowiemy się za kilka lat.

To sporo. To dwukrotnie więcej niż w poprzednim pokoleniu. Jednak mimo tych wskaźników jest coś wstydliwego w bezdzietności. Samotna kobieta w okolicach 50-tki budzi niepokój, bezdzietna tym bardziej. Coś z nią musi być nie tak, coś się w jej życiu potoczyło nie tak, jak powinno. Może rzucił ją mąż, może nie była dobrą żoną, może za bardzo skupiała się na sobie. Dlatego też doświadczeniem wielu bezdzietnych kobiet w średnim wieku jest ogromna samotność.

Dopiero od bardzo niedawna w internecie pojawiają się grupy, do których można zapukać, w których można spotkać osobę o podobnych przeżyciach.

CZYTAJ TEŻ: Ludzie tacy jak my. Sławy o bezdzietności

Bezdzietność nie z wyboru. Pustka nie do zastąpienia

Nie bez powodu internet stał się platformą, na której bezdzietne kobiety mogą się spotkać. W internecie można się nie wstydzić, można być sobą, można płakać, przeklinać i żalić się na swój los. Można wreszcie znaleźć wsparcie w przeżywaniu żałoby. Bo o ile kobiety bezdzietne z wyboru mogą czuć się dumne ze swojego życia i osiągnięć, do których doszły dzięki temu, że nie mają dzieci, kobiety bezdzietne z konieczności odczuwają porażkę. Bywa też tak, że niczym nie można wypełnić pustki, którą wywołuje brak dzieci. I nawet nie chodzi o to, że jest już za późno na karierę, że trudniej znaleźć partnera, kiedy ma się lat czterdzieści czy pięćdziesiąt – po prostu nic nie zastąpi dziecka. Osoby w podeszłym wieku rzadko trafiają na psychoterapię, ale zdarza się spotkać kobietę w siódmej dekadzie życia, która nadal cierpi z powodu swojej bezdzietności.

Podobnie jak w przypadku Jody Day, świadomość, że dzieci jednak się nie pojawią, przychodzi z czasem. I bardzo późno. Dopóki jest cień nadziei, dopóki kolejna klinika mówi, że jest jakiś procent szans na powodzenie, dopóty można się tego się trzymać. Ale przychodzi moment – 45. urodziny, dzieci koleżanki kończą szkołę średnią albo rozsypuje się związek – kiedy bezdzietność staje się faktem. Bezdzietność nie z wyboru. Jody Day na swoim blogu opisuje, w jaki sposób przechodziła kolejne etapy radzenia sobie z tą świadomością. Pisała między innymi, jak zmieniła się jej osobowość, z jak wielu relacji się wycofała i jak bardzo przytłoczyła ją codzienność.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Bezdzietność. Decyzja czy los?

W internecie do niedawna – jak zauważa Day – niezwykle łatwo było spotkać kobiety, które zdecydowały się na bezdzietność. Ich rzeczywistość jest jednak zasadniczo inna od tej, w której dzieci nie ma na skutek okoliczności. Problem dodatkowo się komplikuje, jeśli zastanowimy się, kim właściwie są bezdzietne kobiety i jak wiele z nich w rzeczywistości chciało zostać matkami.

Badania z 2010 roku pokazują, że jedynie 10% kobiet wybrało bezdzietność. Spośród pozostałych 90% zaledwie 9% kobiet pozostało bezdzietnych na skutek określonych problemów medycznych. To oznacza, że różne okoliczności życiowe, nie mniej ważne niż problemy medyczne, stanęły na drodze do macierzyństwa. Ograniczenia cielesne łatwiej zaakceptować niż fakt, że nie mamy kontroli również na wieloma innymi aspektami naszego życia.

Oprócz cierpiących w ciszy kobiet są też bezdzietni mężczyźni, jeszcze bardziej wycofani i zamknięci w sobie. Istnieją, choć niemal ich nie widać. Jedna z brytyjskich gazet zapytała 15 mężczyzn w wieku 49-82 lat o ich doświadczenie bezdzietności. Nie zostali ojcami z powodu problemów zdrowotnych, samotności lub rozpadających się związków albo po prostu dlatego, że sądzili, że mają jeszcze mnóstwo czasu na założenie rodziny. Jeden z mężczyzn nie został uznany na „materiał na ojca” przez swoją żonę, a partnerka innego panicznie bała się porodu. Powtarzające się w narracji wszystkich mężczyzn motywy wiązały się z brakiem zgody na żałobę. „Mężczyźni nie płaczą”. Nie skupiali się na swoich uczuciach, a bardziej na tym, czego nie udało im się osiągnąć.

Jak mówią mężczyźni, którzy nie doczekali się dzieci, pragnienie i żal przychodzą falami – często pod wpływem obserwacji innych mężczyzn. Działa to podobnie jak tykający zegar biologiczny kobiet. Jest wiele dróg, które prowadzą do bezdzietności. Nie ten czas, nie ten partner, nie ta praca, chemioterapia, która niszczy jajniki, nieznane przyczyny medyczne. Czasem nieśmiertelne hasło: „Nic nie dzieje się bez przyczyny” niczego nie tłumaczy i w niczym nie pomaga. Ale też nie ma nic w zamian. Czasem pozostaje zaakceptować to, co jest.


Bezdzietność nie z wyboru. Wasze historie

Ewa: Odpuściłam. Chcę spełnić marzenia niezwiązane z dzieckiem

Od ciągłego myślenia o staraniach można sfiksować. Jakiś czas temu odpuściłam. Żyję swoim życiem, robię to, co mnie nakręca. Cieszę się każdą chwilą, małymi rzeczami. Choć nadal jestem pod opieką lekarzy. Zdrowie jest najważniejsze. Chcę spełnić swoje marzenia niezwiązane z dzieckiem. Wszystkiego w życiu mieć nie można. Żyje się raz i trzeba brać życie garściami.

Monika: Wybraliśmy adopcję

Ja uważam, że życie bez dziecka nie ma sensu. Fakt, odpuściłam starania o biologiczne, ale podjęliśmy się adopcji. Nie żałuję, mam wspaniałego syna, a obecnie z wpadki jestem w 13. tygodniu ciąży. Kochaliśmy się, bo chcieliśmy, i samo wyszło, a syn się cieszy, że będzie braciszek.

Justyna: Mówię bezdzietności: „Nie”

Mówię bezdzietności: „Nie”. Mój mąż twierdzi, że nie musi [mieć dzieci – przyp. red.], ale ja na razie nie jestem na tym etapie i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Nie jest już tak, że całe życie podporządkowałam temu celowi, jeszcze rok temu tak było, a teraz nie, jestem pod opieką lekarza, ale już nie zgadzam się na żadne stymulacje, zostawiam to. Zaczynamy poważnie myśleć nad adopcją. Ale muszę do tego jeszcze dojrzeć…

Katarzyna: Bezdzietność nie z wyboru to scenariusz, który trzeba wziąć pod uwagę podczas starań

Uważam, że ten scenariusz bezdzietności dobrze brać pod uwagę od początku starań o dziecko. Wyznaczyć sobie drogę. Co się przechodzi najpierw, co, jeśli nie wyjdzie, itd.

Agnieszka: Doceniamy, że mamy siebie

Nie wszyscy mogą mieć wszystko… My nie będziemy dążyć za WSZELKĄ CENĘ. Doceniamy to, że mamy siebie, i staramy się nie stracić tej wartości z oczu.

Klaudia: Nie wyobrażam sobie nie być rodzicem

Z poprzednim partnerem miałam jasność, że jest bezpłodny. Dla mnie wtedy oczywiste były starania o adopcję w przyszłości. Z obecnym, już prawie mężem, wiemy, że starania mogą trwać, boleć, stresować. I wiemy, że nie zrezygnujemy z rodzicielstwa i w razie niepowodzeń nie będziemy załamywać rąk, jesteśmy bardzo otwarci na adopcję. Znam pary, które zdecydowały się na bezdzietność, i akurat te, których doświadczenia obserwuję, usiłują zatrzymać czas i być wiecznymi nastolatkami, beztrosko zakochanymi, a robią to ze strachu przed przemijaniem i bilansem. Może dlatego tak odczytuję życie tych par, bo sama nie wyobrażam sobie nie zostać rodzicem.

Joanna: Myśl, że może się nie uda, jest wciąż z tyłu głowy

Właściwie to przez kilka lat byłam pewna, że nigdy nie będziemy mieli dzieci. Moje problemy zdrowotne i leczenie (sterydy, immunosupresyjne leki) zaowocowały nastawieniem na nie. Tzn. skoro ja cierpię i jest ryzyko, że moje dziecko odziedziczy po mnie podobne problemy, to nie chcę. Czas mijał. Przyszedł jednak moment, w którym stwierdziłam, że tak naprawdę to oboje chcemy dzieci, poza tym nawet zdrowym rodzicom może się urodzić chore potomstwo. Od roku robimy zdrowotne „porządki” – ostatnie 2 miesiące bardzo intensywnie. Jednak myśl o tym, że może się nie uda, jest gdzieś z tyłu głowy.

Nie mamy żadnego planu, żadnej założonej liczby in vitro, po której przestaniemy próbować. Na razie w planie jest pierwsza inseminacja w maju. Widzę, jakim fajnym wujkiem jest mój mąż, i jestem przekonana, że będzie też fajnym tatą.

Sylwia: Myślę, że bezdzietność to scenariusz, które napisało życie

Tak, ostatnio coraz częściej myślę o bezdzietności, moja głowa ma po prostu dość ciągłych badań, wizyt w szpitalach, tabletek, pomiarów, wkłuć itd. Od niedawna, ale myślę, że życie napisało nam taki scenariusz.


Tekst ukazał się w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” 04/2018 (37). Wersję elektroniczną tego numeru możesz nabyć TUTAJ.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Chcesz zmniejszyć ryzyko raka piersi? Zadbaj o prawidłowy biustonosz i regularne samobadanie

Młoda kobieta w jeansach i białym staniku /Ilustracja do tekstu: Biustonosz a ryzyko raka piersi. Samobadanie piersi
Fot.: Remy Loz /Unsplash.com

Rak piersi zajmuje pierwsze miejsce wśród nowotworów występujących u kobiet w Polsce. Z danych Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że co roku chorobę tę diagnozuje się u około 18 tys. Polek, z czego ponad 5 tys. umiera. Głównym powodem jest zbyt późne wykrycie nowotworu. Warto jednak pamiętać, że poziom leczenia raka piersi jest w Polsce wysoki, a choroba wykryta we wczesnym stadium jest niemal w 100 proc. wyleczalna. Ale czy wiesz, jak rozpoznać pierwsze symptomy i zapobiec jej przedwczesnemu rozwojowi?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Według specjalistów najlepszym sposobem na wczesne wykrycie nowotworu jest dokładne poznanie własnych piersi i comiesięczne ich samobadanie. Niestety, poprawnie i regularnie wykonuje to zaledwie 2-3 proc. kobiet.

Nieprawidłowo dobrany biustonosz a ryzyko raka piersi. Czy znasz ten związek?

Dodatkowym problemem jest to, że wiele kobiet nosi na co dzień nieprawidłowo dobrane biustonosze. Tymczasem te, które uciskają zbyt małą miseczką i fiszbiną, mogą blokować swobodny przepływ limfy, a tym samym tworzyć blokady uniemożliwiające odprowadzenie toksyn. Te zaś kumulują się w formie cyst czy guzów.

Choć przyczyn powstawania zmian nowotworowych w obrębie piersi może być wiele, warto wiedzieć, że kobiety z predyspozycjami (np. genetycznymi) mogą w ten sposób nieświadomie przyśpieszyć pojawianie się choroby.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Lekarze w 11 dni pokonali raka piersi. Czy to przełom w leczeniu?

„Dotykam = Wygrywam”, czyli reCYCling w słusznym celu

Aby zwiększyć społeczną świadomość zagrożenia, Izabela Sakutova, międzynarodowa ekspertka brafittingu i lingerie styling, wraz z marką Panache po raz kolejny zainicjowała kampanię „Dotykam = Wygrywam”. Jej celem jest edukowanie kobiet w zakresie regularnego samobadania piersi oraz zachęcanie do zmiany wysłużonego stanika na nowy, bezpieczny i prawidłowo dopasowany. Oddając do recyklingu stary, niedopasowany stanik, zrobimy porządek w garderobie, zadbamy o własne zdrowie i przyszłość planety, a dodatkowo wesprzemy Polskie Amazonki Ruch Społeczny.

Każdy, kto w październiku odda swój stary, znoszony czy źle dopasowany biustonosz do jednego z punktów biorących udział w akcji, przyczyni się do zasilenia konta stowarzyszenia kwotą 1,22 zł. Środki przekaże stowarzyszeniu partner kampanii, firma 3R Recycling Solutions. Celem, który stawiają przed sobą organizatorzy, jest zebranie jednej tony staników i uzyskanie kwoty 20 tys. zł dla Amazonek.

CZYTAJ TEŻ: Ciąża po raku piersi. Jak metody leczenia wpływają na płodność?

Zdobądź poradnik dotyczący samobadania piersi i cenne wsparcie braffiterki

Ponadto każda kobieta biorąca udział w akcji recyklingu staników otrzyma bon o wartości 20 zł na zakup nowego stanika oraz uzyska poradę profesjonalnej brafitterki. To jednak nie koniec korzyści dla uczestniczek tej niestandardowej inicjatywy.

– W tym roku został przygotowany oryginalny gadżet kampanii, jakim jest „BRAplanner” z pożytecznymi informacjami na temat samobadania piersi i brafittingu oraz zdjęciami ambasadorek, które aktywnie włączyły się w promocję projektu – podkreśla Izabela Sakutova.

Oprawę graficzną„BRAplannera” przygotowała Magda Danaj (Porysunki), a zdjęcia wykonali Karolina Chabel-Williams i Piotr Harwas.

Kampanię „Dotykam = Wygrywam” wspierają gwiazdy i kobiety biznesu: Beata Sadowska, Daria Widawska, Elżbieta Romanowska, Aleksandra Kisio, Ilona Felicjańska, Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Karolina Szostak, Lidia Kalita, Lidia Popiel, Marzena Rogalska, Anna Iberszer, Anna Gzyra-Augustynowicz, Aleksandra Mikołajczyk, Olga Kozierowska, a także influencerki: siostry ADiHD, Anna Dziedzic Fit Mom, Mum Me, Ash Plum Plum oraz Paula Perez.

Akcja rozpocznie się 1 października i potrwa do końca miesiąca. Biustonosze należy wyrzucać do specjalnie przygotowanych pojemników ustawionych w salonach z bielizną oznaczonych logiem „Dotykam = Wygrywam”. Udział w akcji weźmie ponad 150 sklepów.

Więcej informacji na stronie: www.dotykamwygrywam.pl.


Chcesz kupić bogate w wiedzę bieżące wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”? TUTAJ znajdziesz jego e-wersję

Tagi:

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Silny PMS może wskazywać na choroby weneryczne

silny PMS

Kobiety, które skarżą się na silny zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS), mogą cierpieć na niezdiagnozowane choroby przenoszone drogą płciową – twierdzą naukowcy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chlamydie i inne bakterie podwajają ryzyko wystąpienia huśtawki nastrojów, bólów głowy i wystąpienia skurczy przed miesiączką.

Naukowcy z Oxford University nie wiedzą jeszcze, dlaczego choroby weneryczne zaostrzają symptomy PMS. Sądzą jednak, że choroby te upośledzają układ odpornościowy kobiety. Tym sposobem dochodzi do stanu zapalnego, który może pogorszyć objawy PMS.

Według danych, około 80 proc. płodnych kobiet w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych raz w miesiącu doświadcza co najmniej jednego symptomu PMS. Około 8 proc. cierpi na ciężkie dolegliwości związane z zespołem napięcia przedmiesiączkowego, np. zaburzenia dysforyczne  (stan napięcia psychicznego), które mogą wymagać leczenia lekami przeciwdepresyjnymi lub przeciwbólowymi lekami na receptę.

Zobacz także: Dlaczego chlamydia ogranicza płodność – radzi ekspert!

Silny PMS pod lupą

Naukowcy przyjrzeli się 865 pacjentkom, które zostały poproszone za pomocą aplikacji „Clue” o podanie informacji na temat stosowanej antykoncepcji i zdiagnozowanych chorób przenoszonych drogą płciową (datę diagnozy i zaproponowane leczenie). „Clue” to aplikacja, która pozwala 10 milionom użytkowniczek na całym świecie monitorować cykl miesiączkowy i objawy PMS.

Naukowcy zauważyli, że przed stwierdzeniem infekcji (Chlamydia, HPV, opryszczka) i leczeniem pacjentki zgłaszały o wiele cięższe dolegliwości związane z PMS.

Wyniki badań sugerują, że kobiety z niezdiagnozowanymi chorobami wenerycznymi są dwa razy bardziej podane na wystąpienie bólów głowy i skurczy, smutku przed miesiączką niż inne panie. Co ciekawe,  choroby te nie mają wpływu na wrażliwość piersi przed okresem.

Naukowcy nie znaleźli dowodów na to, aby hormonalne środki antykoncepcyjne oddziaływały na samopoczucie, ryzyko wystąpienia skurczów czy bólów głowy przed menstruacją.

Zobacz także: Menstruacja- jak przebiega, ile powinna trwać i które objawy mogą niepokoić?

PMS – temat mało ważny?

Zdaniem ekspertów PMS wciąż jest tematem pomijanym, chociaż może być dla kobiet potencjalnym znakiem ostrzegawczym przed niezdiagnozowanymi chorobami przenoszonymi drogą płciową.

– Nawet, teraz gdy piszę aplikację naukową na temat PMS, zastanawiam się, czy to zostanie potraktowane serio. To podejście musi się zmienić – mówi autorka badań, dr Alexandra Alvergne. -Trzeba rozumieć, że PMS to coś więcej, niż tylko „burza hormonalna” – dodała.

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zegar biologiczny komórek jajowych

Starzenie się komórek jajowych
fot. Fotolia

Każda kobieta rodzi się z określoną liczbą komórek jajowych. Liczba i jakość żeńskich gamet spada wraz z wiekiem. Od czego jeszcze zależy ten proces i czy można go powstrzymać?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Odroczenie decyzji o rodzicielstwie jest coraz częściej spotykanym trendem w wielu krajach. Przyczyny tego zjawiska spowodowane są przede wszystkim zmianami społeczno-kulturowymi, które powodują, że młodzi ludzie na pierwszym miejscu stawiają edukację, karierę zawodową i stabilizację finansową, aby w późniejszym czasie zapewnić jak najlepsze warunki przyszłej rodzinie.

Kobiety, w tym również Polki, coraz później decydują się na posiadanie pierwszego dziecka. Jeszcze 10 lat temu rodziły je w wieku 24 lat, a obecnie średnia wynosi około 27 lat.

W większości krajów Europy Zachodniej średni wiek kobiet w momencie urodzenia pierwszego dziecka jest nawet wyższy, bo wynosi około 31 lat. Dzięki stylowi życia, modzie na bycie „fit”, przestrzeganiu diet i ćwiczeniom wielu kobietom wydaje się, że proces starzenia ich nie dotyczy, jednak niewiele z nich ma świadomość, że nie ma możliwości zahamowania ich zegara biologicznego.

Zobacz także: Odkładasz macierzyństwo na później? Zrób badanie płodności!

Ile mam komórek jajowych?

Wszystkie kobiety rodzą się z ustaloną z góry liczbą komórek jajowych (oocytów), która determinuje ich potencjał rozrodczy. W momencie porodu mamy średnio 300 000 komórek jajowych, co wydaje się dużą liczbą, biorąc pod uwagę, że w trakcie miesiąca do owulacji dojrzewa tylko jedna komórka.

Jednak zmniejszanie puli komórek jajowych jest procesem ciągłym i wieku 25 lat pozostaje ich około 65 000 (22% rezerwy), żeby w wieku 30 i 35 lat obniżyć się kolejno do 36 000 (12%) i 16 000 (5%). U 40-latek szacowana liczba komórek to około 9000 (3%) i ≤ 3000 (1%) w wieku 45 lat.

Należy wziąć pod uwagę, że ten spadek dotyczy normalnego procesu starzenia organizmu, a wszelkie dodatkowe czynniki (np. choroby współistniejące, zabiegi chirurgiczne w obrębie jajnika, leki) mogą dodatkowo ten proces przyspieszyć.

Ponieważ te wartości są uśrednione, jak można sprawdzić, jaką rezerwę ma dana kobieta? Najczęściej stosowaną metoda jest ocena stężenia hormonu antymüllerowskiego (tzw. AMH) – produkowanego przez komórki ziarniste pęcherzyków antralnych, który jest wiarygodnym wyznacznikiem rezerwy jajnikowej.

W badaniu obejmującym około 3000 kobiet w wieku reprodukcyjnym wykazano, że średnie stężenie AMH dla wieku 25 lat wynosiło ok. 5,4 ng/ml, podczas gdy dla >43 lat tylko 0,7 ng/ml ( 87% zmniejszenia rezerwy). Należy jednak pamiętać, że AMH jest wartością uśredniona i może się wahać w poszczególnych przypadkach; przykładowo 10% w wieku 40 lat miało AMH ≥ 3,7 (charakteryzujący średnią dla 30-latki), ale również 10% w wieku 30 lat miało AMH ≤ 1,2 (jak średnia dla 42-latki).

Dodatkowo w ocenie rezerwy jajnikowej wykorzystuje się ocenę stężenia FSH (folikulostymuliny) i estradiolu w surowicy. Minusem tej metody jest konieczność pobrania krwi na początku cyklu (w 2–4 dniu cyklu). Stężenie FSH powyżej 15 mIU/ml wiąże się z obniżoną rezerwą jajnikową, natomiast przy stężeniu >25mIU/ml szansa na ciążę jest bardzo mała.

Z kolei wysoki poziom estradiolu na początku cyklu (>45pg/ml) może świadczyć o zaawansowanym rozwoju pęcherzyka zawierającego komórkę jajową, co jest charakterystyczne dla kobiet ze zmniejszoną rezerwą jajnikową.

Zobacz także: Gwiazda zamroziła swoje komórki jajowe – „ubezpieczenie” płodności?

Czy moje komórki są prawidłowe?

Chociaż zmniejszenie liczby oocytów jest głównym następstwem działającego zegara biologicznego, to jednak nie jest jedynym czynnikiem determinującym nieuchronny spadek płodności, ponieważ z wiekiem zmniejsza się również jakość komórek jajowych.

Komórki jajowe, podobnie jak plemniki (nazywane gametami), są biologicznie inne od reszty komórek w organizmie, tzw. komórek somatycznych. Gamety posiadają tylko połowę materiału genetycznego – po to, aby w trakcie zapłodnienia uzupełnić drugie 50% materiałem genetycznym rodzica w celu uzyskania zarodka.

Komórki rozrodcze powstają w tzw. procesie mejozy, jednak komórki jajowe, w przeciwieństwie do plemników produkowanych w trakcie całego życia mężczyzny, rozpoczynają ten proces przed urodzeniem, aby zakończyć go w momencie owulacji. Dlatego wiele oocytów jest zatrzymanych w procesie mejozy przez wiele lat od momentu ich utworzenia. Wraz z wiekiem częściej dochodzi do błędów w procesie mejozy i zapłodnienia, co klinicznie wiąże się z trudnością zajścia w ciążę, poronieniami i częściej stwierdzanymi zaburzeniami genetycznymi zarodka (aneuploidami).

Tak wiec jakość komórek jajowych odzwierciedla odsetek prawidłowych komórek w całej populacji oocytów i głównym jej wyznacznikiem jest wiek kobiety. Stąd dwudziestolatka ma głównie prawidłowe komórki jajowe, podczas gdy czterdziestolatka ma w przeważającej liczbie (ok. 77%) komórki aneuploidalne – niezależnie od chorób towarzyszących czy stylu życia – co ma swoje odzwierciedlenie w nieprawidłowościach genetycznych zarodków. Szacuje się ze 25% zarodków kobiet 25–30 letnich jest nieprawidłowych. Odsetek ten rośnie do 35% dla wieku 31–35 lat, 45% dla 35–37 lat i 60% dla 38–40 lat. U kobiet powyżej 40 roku życia ponad 80% zarodków jest nieprawidłowych.

Zobacz także: Jak tyka biologiczny zegar? Czyli o tym, dlaczego z wiekiem coraz trudniej zajść w ciążę

Zegar biologiczny i planowanie ciąży

Osoby w wieku rozrodczym, a zwłaszcza kobiety, które nie planują rodzicielstwa przed 35 rokiem życia powinny rozważyć metody zachowania płodności (takie jak zamrożenie komórek jajowych) dające im większe szanse na posiadanie dziecka w przyszłości.

Proces starzenia organizmu jest nieodwracalny, co dla procesu reprodukcji wiąże się ze zmniejszeniem zarówno liczby, jak i jakości komórek rozrodczych. W celu odpowiedzi na pytanie, czy dana kobieta powinna szybciej rozważyć ciążę i/lub rozważyć wdrożenie metod zabezpieczenia płodności, wskazana jest ocena rezerwy jajnikowej, m.in. AMH, FSH i estradiolu (2–4 dzień cyklu).

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Autorka: dr n. med. Anna Knafel

Absolwentka Collegium Medicum UJ. Do 2014 roku związana z Katedrą Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum w Krakowie jako nauczyciel akademicki. W 2007 roku uzyskała nostryfikację dyplomu w Stanach Zjednoczonych.

Jest doświadczoną specjalistką w zakresie ultrasonografii położniczej, ginekologicznej i onkoginekologicznej. Posiada m.in. certyfikat Sekcji Ultrasonografii Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego oraz certyfikat Fetal Medicine Foundation w Londynie.

Jest autorką i współautorką publikacji naukowych oraz członkinią wielu towarzystw naukowych polskich i międzynarodowych. Obecnie pracuje w CM Macierzyństwo.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.