Przejdź do treści

10 lat starań, 7 poronień, martwy poród, kilka prób in vitro – „Powiedziałam Steven’owi, że powinien być z kimś innym. Z kimś, kto może mieć dzieci”

10 lat starań, 7 poronień, poród martwego dziecka... ta para zniosła wszystko! Dziś są szczęśliwymi rodzicami.

Walka z niepłodnością, siedem poronień, poród martwego dziecka – są to doświadczenia, które zmieniają życie zarówno kobiety, jak i mężczyzny. To, co dzieje się wtedy w związku, to prawdziwa huśtawka ogromnych emocji. „Powiedziałam Steven’owi, że powinien być z kimś innym. Z kimś, kto może mieć dzieci” – mówi Jayne.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Długa, kręta droga

Para starała się o dziecko 10 lat. Po pierwszym poronieniu kobieta była mocno rozczarowana, ale nie czuła się jeszcze tym doświadczeniem zdruzgotana. Wiedziała, że nieraz zdarza się, że pierwszej ciąży nie udaje się utrzymać. Kiedy więc po kilku miesiącach znów dowiedziała się, że jest w ciąży, bardzo się ucieszyła. Czuła się pewnie, bo wierzyła, że dwa razy coś takiego jej się po prostu nie zdarzy. Niestety myliła się, a kiedy po raz trzeci okazało się, że jest w ciąży, czuła już przede wszystkim tylko lęk.

Tym razem miałam zupełnie inne odczucia co do ciąży” – opowiada Jayne. „Nie czułam tego uniesienia, które pojawiało się podczas dwóch pierwszych ciąż, a do tego byłam bardzo czujna” – jej słowa cytuje DailyMail.

Gdy i tym razem okazało się, że serce dziecka przestało być, Jayne i Steven byli kompletnie zrozpaczeni. Czwarta i piąta ciąża – rozgrywał się podobny scenariusz. Wtedy jednak para była już zdecydowana, że chce sprawdzić, co się właściwie dzieje. Po przeprowadzeniu specjalistycznych testów, okazało się, że ostatnie poronienie spowodowane było rzadką nieprawidłowością chromosomalną. Wynik ten przyniósł ogromną ulgę parze, w końcu wiedzieli bowiem, co jest nie tak. Niestety pomimo tego, szósta ciąża także zakończyła się utratą. To właśnie wtedy Jayne dotknął największy kryzys. Obwiniała siebie i uważała, że mąż powinien być z inną kobietą, która będzie mogła urodzić dziecko – jakże trudne musiały być to dla nich obojga dni…

Zobacz też: Jakie badania wykonać po poronieniu? Zobacz listę

W rękach specjalistów

Rozwiązaniem okazała się jednak pomoc znaleziona w specjalistycznej klinice leczenia niepłodności. Dzięki in vitro udało im się zajść w kolejną upragnioną ciążę i wszystko szło naprawdę dobrze! Tak dobrze, że około 30 tygodnia para wyjechała na swoje „ostatnie wakacje przed pojawieniem się dziecka”. Niestety budząc się któregoś dnia, Jayne nie czuła ruchów dziecka. Jeszcze będąc w Hiszpanii udali się do lekarza, gdzie okazało się, że serce ich córeczki przestało bić.

Nic nie może przygotować cię na narodziny martwego dziecka” – opowiada. „Mieliśmy złamane serca, a ja znów czułam się za to wszystko odpowiedzialna. To było tak, jakby wisiała nade mną jakaś klątwa” – Jayne podsumowuje ten tragiczny czas. I chociaż minęło już kilka lat, wciąż z jej słów wybrzmiewają niezwykle silne emocje.

Para była jednak wtedy tak zdeterminowana, że od razu rozpoczęła kolejne starania. Tym razem nareszcie się udało! Na świat przyszedł ich pierwszy syn, poczęty również dzięki in vitro. Kiedy się urodził, cała sala porodowa, wraz ze specjalistami… płakała! Co więcej, dla Jayne było to tak niesamowite przeżycie, że nie mogła uwierzyć, że naprawdę jest w końcu matką. A nie trzeba zapewne dodawać, że przez całą ciążę była w okropnym napięciu, że znów coś pójdzie nie tak. Dwa lata później do Williama dołączył kolejny synek, Oliver.

Zawsze jest wybór

Po tylu trudach, zakrętach i chwilach rozpaczy, jest to prawdziwy happy end. Niewątpliwie doprowadziła to niego ogromna determinacja Jayne i Steven’a. Wiele osób będąc w podobnej sytuacji, dawno by już zrezygnowało. Czy to jednak źle? Czy któraś z obieranych w takim wypadku ścieżek jest lepsza, a któraś gorsza? Zdecydowanie nie i trzeba o tym pamiętać.

Mając 43 lata uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie, w którym jest coś więcej niż mój cykl miesięczny i lekarz” – o swojej historii opowiadała w naszym portalu jedna z kobiet, która w pewnym momencie przerwała walkę z niepłodnością (wypowiedź jest anonimowa). Rozmowę z nią znajdziesz tutaj: >>KLIK<<

Każdy ma prawo do decydowania o tym, co jest dla niego najlepsze. Bo chociaż historie podobne do przeżyć Jayne i Stevena są niesamowite, to czasami tym „najlepszym” może być słowo STOP – nie oceniajmy, kiedy ktoś je właśnie wypowiada.

Zobacz też: Życie po poronieniu – te szczere słowa mogą pomóc tysiącom kobiet

Źródło historii: DailyMail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Przez niemal 17 lat starali się o dziecko – reakcja taty na wieść o ciąży? Bezcenna!

Fot. Screen YouTube Dana GG "Buns in the Oven"

Starania o dziecko mogą trwać latami – u tej pary upłynęło ich w tym czasie niemalże siedemnaście. Na ich drodze pojawiły się cztery poronienia i urodzenie martwego dziecka. Byli bliscy powiedzenia stop, poddania się, rezygnacji z tego emocjonalnego rollercoastera, jakim jest walka z niepłodnością. Na takie łzy wzruszenia warto było jednak czekać!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sens wielkich emocji

Dana i Arkell zaczęli starać się o dziecko zaraz po swoim ślubie. Przez kilkanaście lat wciąż nie udawało im się jednak spełnić marzenia o rodzicielstwie. Przeszli w tym czasie wiele, bowiem niepłodność nie jest łatwym przeciwnikiemporonienia, martwy poród. Czas nieubłaganie płynął, a w ich głowach coraz częściej pojawiała się chęć odpuszczenia: „Osiągnęłam taki punkt, w którym była we mnie myśl: wiesz co, chcę skończyć te starania” – słowa Dany cytuje boredpanda.

Nigdy jednak nie wiemy, co los nam przyniesie. Ta fantastyczna para na szczęście nie zrezygnowała i co więcej, obdzieliła swoją radością cały świat. Filmik, na którym Dana przekazuje mężowi wieść o ciąży, zawładnął internetem. A w zasadzie zawładnęły nim ogromne emocje, jakie budzi reakcja Arkell’a. „Nigdy wcześniej nie byłem w swoim życiu tak podekscytowany” – powiedział. Jego konsternacja, a później łzy i wielka siła szczęścia pokazują, ile kosztują przedłużające się starania o dziecko.

Nie widać tego na nagraniu dokładnie, ale Dana umieściła w piekarniku pierwsze USG. Kobieta była już wtedy w 19 tygodniu ciąży – niemalże więc w połowie. Na zdjęciach widać chłopca, który rozwija się prawidłowo i ma się dobrze.

Bardzo bardzo się cieszę! Jakim szczęściarzem jest ten mały chłopiec, że będzie miał dwoje tak kochających i podekscytowanych rodziców, którzy będą kochać go jak szaleni!” – napisała w komentarzach jedna z internautek. Nie sposób się z nią nie zgodzić. Miłość czekała na to dziecko od samego początku jego historii, a moc uczucia jest tym bardziej potrzebna, ponieważ finalnie chłopiec urodził się 17 tygodni przed terminem i niestety boryka się z problemami zdrowotnymi. Na szczęście obok są rodzice, którzy tak bardzo na niego czekali.

Moment do zapamiętania

Czy był to oryginalny sposób powiedzenia partnerowi o ciąży? Niewątpliwie tak, tym bardziej, że Dana zapewne wiedziała, ile taka informacja znaczy dla jej męża. Pierwsze zdjęcia USG, pozytywne testy ciążowe, nadruk na koszulce – pomysłów na zabawne, wzruszające, przekorne przekazanie informacji o ciąży jest wiele. Ciekawe, czy wszystkie doprowadzają aż do takich łez? [więcej: KLIK]

Zobacz też: Zobaczcie, dlaczego nie warto się poddawać. Historia Ani wyciska łzy i daje nadzieję

Źródło: boredpanda

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Takiej reklamy jeszcze nie było – w końcu okres wygląda jak okres!

miesiączka reklama
Fot. Facebook Your KAYA

Bardzo często reklamy pokazują przekoloryzowany obraz rzeczywistości. Jest on znacznie piękniejszy, niż świat, z którym zderzamy się na co dzień. Dotyczy to także rzeczy, które są jak najbardziej naturalne i wydawałoby się, że ich „ozdabianie” nie ma za wiele sensu. A jednak. Tak własnie traktowany był do niedawna temat miesiączki – a tu proszę, w końcu coś zaczyna się zmieniać!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dwa światy

Czy zauważyłaś, że w większości reklam produktów higienicznych dla kobiet miesiączka przedstawiana jest jako błękitny, estetyczny i delikatny żel, który idealnie trafia w sam środek podpaski? Tampony w reklamach też nie sprawiają żadnych problemów i puchną pod działaniem magicznych, bezbarwnych, ewentualnie niebieskich lub fioletowych mocy. Umówmy się, rzeczywistość każdej miesiączkującej kobiety jest zupełnie inna…

Po pierwsze, miesiączka ma kolor CZERWONY (lub coś w okolicy tej barwy). Po drugie, każda tego doświadcza – nie tylko śliczne, pełne życia, młodziutkie kobiety (czyżby lekki ageizm? – czyt. dyskryminacja ze względu na wiek). Po trzecie, nie jest to raczej najlepszy czas w miesiącu i nawet genialnie dopasowany tampon raczej tego nie zmieni.

Pytanie zatem, po co z czegoś tak naturalnego i uniwersalnego dla ponad połowy populacji świata (tak, kobiety stanowią większość) robić swego rodzaju tabu, które trzeba ozdobić, by móc w ogóle o nim mówić? Ja tego nie wiem. Zdaje się, że wiele kobiet jest podobnego zdania, wystarczy spojrzeć na ich reakcje na nową reklamę marki Your KAYA, która produkuje tampony, kubeczki menstruacyjne i inne środki higieniczne dla kobiet.

Bez przypudrowanego noska

Stworzony przez markę film to kolejne działanie w ramach akcji #mensTRUEacja [red. TRUE – prawda]. Ma ona na celu oswojenie społeczeństwa z poruszaniem tematu miesiączki i pokonanie tabu. Autorki kampanii zdecydowały się na przedstawienie okresu jako czegoś naturalnego, co nie wymaga ani przemilczenia, ani, z drugiej strony, upiekszania. Ot, jeden z elementów bycia kobietą i tak o tym rozmawiajmy.

Nad okresem nie trzeba się rozczulać, ani go ukrywać. Po prostu jest i już. Najwyższy czas, by o rzeczach naturalnych zacząć mówić naturalnie.

Your KAYA

Jest to zdecydowanie bardziej otwarta i realistyczna, a za razem wciąż niezwykle estetyczna, forma pokazywania menstruacji, niż widzieliśmy w dotychczasowych przeróżnych spotach reklamowych. Co więcej, zdaje się silnie podkreślać więzi, jakie tworzą pomiędzy sobą kobiety i jak wiele nas tak naprawdę łączy. Fajnie byłoby chyba tylko rzeczywiście zróżnicować wiek pojawiających się na filmiku dziewczyn, bo jednak miesiączka ma swoje miejsce w życiu kobiety przez ponad 30 lat. A w każdym wieku warto jest mówić o niej swobodnie i zdecydowanie… w kolorze czerwonym.

Zobacz też: Emoji w kształcie czerwonej kropelki – miesiączka przestaje być tabu?

Źródło info: Your KAYA

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

„In vitro było najtrudniejszą rzeczą, jaką zrobiłam i zrobię ją jeszcze raz”

In vitro to trudny proces - fizycznie, emocjonalnie, finansowo. Czy zrobiłabyś to po raz kolejny?

Nic nie mogło przygotować mnie na to, jak trudny będzie cały proces in vitro. Żadna ilość rozmów z lekarzem, czy czasu spędzonego online na czytaniu historii innych kobiet, nie były wystarczające, by naprawdę pomóc mi zrozumieć, jak to będzie” – te szczere i mocne słowa pokazują wielu kobietom, że chociaż ich doświadczenia mogą być bardzo podobne, to tak naprawdę każda droga jest zupełnie inna. Czy zdecydowałabyś się przejść swoją jeszcze raz?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Melissa Willets jest dziś szczęśliwą mamą synka – tak, jej próba in vitro zakończyła się happy endem. Wcale nie oznacza to jednak, że razem z nią zakończyły się też duże emocje. Nie można się jednak temu dziwić, bardzo często to właśnie doświadczenia wymagające od nas najwięcej poświęcenia i wysiłku dostarczają nam najważniejszych lekcji. Dla Melissy był to test zarówno fizyczny, jak i właśnie emocjonalny. „Od pierwszego badania krwi mierzącego poziom moich hormonów, do dnia, w którym zobaczyłam wynik testu ciążowego, byłam na skraju wytrzymałości zarówno mojego umysłu, jak i ciała. A jednak, wiedząc to, co wiem teraz, nadal bym się tego podjęła. Co więcej, chcę zrobić to jeszcze raz” – czytamy poruszający wpis na „popsugar”.

Być sobą, mieć swoje lęki

Nie każda kobieta zapewne będzie miała podobne przemyślenia i odczucia. Każda ma jednak pełne prawo do tego, aby pomimo sukcesu, móc przeżyć i przepracować w sobie ten ciężki czas. Dla Melissy niemalże wszystkie aspekty in vitro były bardzo trudne do przejścia. Nie umie powiedzieć, czy gdyby nie udało jej się zajść w ciążę za pierwszym razem, próbowałaby kolejnego cyklu. Od zawsze bała się strzykawek – in vitro wiąże się z ich niemalże hurtowymi ilościami. Do tego, kilka razy w tygodniu poranny monitoring poziomu hormonów. Wieczorne zastrzyki i nieustanny lęk przed ilością wszystkich przyjmowanych specyfików – czy jest w ogóle sens to robić? A jeśli to nic nie da?!

„Jesteś napompowana hormonami, twoje ciało jest jak poduszka na szpilki, twój umysł jest bałaganem, a to dopiero początek (…) Później jest czekanie. I to jest właśnie najgorsza część ze wszystkich” – podkreśla Melissa.

Czekanie na wyniki badań krwi. Czekanie na wynik, czy twoje jajeczka są w porządku. Czekanie na sprawdzenie, czy mogą zostać stworzone zdrowe zarodki z tych właśnie jajeczek i miejmy nadzieję zdrowego nasienia twojego partnera. Czekanie na informację, czy twoje ciało jest dzięki tym wszystkim hormonom pobudzone do implantacji. Czekanie na wynik testu ciążowego. Tydzień czekania – od momentu implantacji do testu ciążowego – sprawił, że niemalże zwariowałam. Myślę, że płakałam praktycznie nieprzerwanie przez te dziewięć niemożliwie długich dni.

Zobacz też: 5 zdań, których NIGDY nie powinniśmy mówić ludziom przechodzącym przez in vitro

Jesteś ty i twoje decyzje!

Melissa przysięgała, że od kiedy nie musiała już przychodzić na wizyty do lekarza zajmującego się płodnością, nigdy więcej nie przekroczy progu tego miejsca. Później jednak urodził się jej wymarzony syn i wszystkie złe wspomnienia straciły na sile. Zaczęły wydawać się odległe i wcale nie aż tak wyczerpujące. Kobieta ma jednak świadomość, ile przeszła i ile w tym czasie cierpiała. Ma w sobie część mówiącą, że głupotą byłoby z własnej woli znów się temu wszystkiemu poddać. Pomimo tego, pomimo wszelkich kosztów – emocjonalnych, fizycznych, finansowych – chce zrobić to jeszcze raz.

Pretekst, by porozmawiać

Co istotne, nie jest to tylko historia, która pokazuje szczęśliwe zakończenie i tęczę pojawiającą się po doświadczeniach burzy. Jest to też znakomita okazja do głośnego przypomnienia, że każdy człowiek ma prawo do swoich własnych decyzji. Gdyby Melissie jednak nie udało się zajść w ciążę za pierwszą próbą i zrezygnowałaby z kolejnych procesów, byłoby to jak najbardziej w porządku. Gdy ludzie podejmują się trzech, czy siedmiu prób in vitro, to też jest w porządku. Jeśli Melissa jeszcze raz, pomimo kosztów, zdecyduje się przez to przejść, też ma do tego pełne prawo. Nikt nie powinien wypominać jej wtedy: „A przecież mówiłaś, że było tak ciężko… A przecież mówiłaś, że już nigdy więcej… A przecież…” – przecież każdy z nas podejmuje własne wybory.

Sami oceniamy granice swojej wytrzymałości i nikogo też nie powinniśmy pod tym względem szufladkować. Nie ma bowiem żadnego obiektywnego progu, którego przekroczenie daje nam prawo mówienia, co ktoś powinien zrobić.  Jeśli już, to możemy wspierać i powiedzieć: „Pamiętam, jak przy pierwszym in vitro było ci trudno. Jeśli jeszcze raz zdecydujesz się przez to przejść, będę obok i gdybyś czegoś potrzebowała, daj znać. Jeśli zaś dojdziesz do wniosku, że jednak nie dajesz rady, możesz zrezygnować w każdej chwili. Jestem i uszanuję każdą twoją decyzję” – tak po prostu.

Zobacz też: „Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje”. Niezwykle szczere i bolesne wyznanie o in vitro

Źródło:popsugar

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Ciąża Plus – bezpłatne leki dla kobiet w ciąży od jesieni? Oto zapowiedź ministra zdrowia!

Minister zdrowia Łukasz Szumowski, źródło foto: Kancelaria Premiera Flickr / Public domain

O programie nazywanym „Ciąża plus” mówi się już od kilku lat. W kwietniu 2018 była premier, Beata Szydło, zapowiadała wprowadzenie ustawy umożliwiającej kobietom w ciąży otrzymanie darmowych leków. Mamy maj 2019 – do tego czasu wiele ustaw przeszło w błyskawicznym tempie. Na tę wciąż czekamy. Minister zdrowia, prof. Łukasz Szumowski, zapowiedział jednak, że jesienią powinna już wejść ona w życie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kampania wyborcza do Sejmu i Senatu zaczyna nabierać tempa. Różne ugrupowania przedstawiają więc swoje programy w związku z czym omawiane są tematy, które w „mało medialnych okresach” poruszane są znacznie rzadziej. Biorąc pod uwagę darmowe leki dla kobiet w ciąży, o założeniach opozycji powiedział m.in. Grzegorz Schetyna, przewodniczący Platformy Obywatelskiej. W razie przejęcia władzy, wszystkie farmaceutyki, które ciężarnej kobiecie zleci lekarz, będą bezpłatne.

Darmowe leki – od kiedy?

Sprawa powróciła więc także w jednej z rozmów z ministrem Szumowskim, która odbyła się w radiu RMF FM. Zapytany o ustawę i długi czas pracy nad nią, zapewnił, iż jeszcze w tym miesiącu powinien rozpocząć się związany z nią proces legislacyjny.

Myślę, że od jesieni powinno to [ustawa – red.] już funkcjonować. Wiemy ile trwa proces legislacyjny, ile trwa przejście ustawy przez Parlament” – powiedział w trakcie rozmowy minister zdrowia. Dodał także, iż w kwestiach zdrowia „pośpiech nie jest dobrym doradcą”.

Co wiadomo o ustawie?

Co ważne, w projekcie PiS nie będą to najprawdopodobniej wszystkie przypisywane ciężarnym leki. Prof. Szumowski zapowiedział, że pojawi się lista, na której znajdą się m.in. leki na nadciśnienie tętnicze, choroby zakrzepowe, czy też schorzenia dotykające problemów związanych z samym przebiegiem ciąży i porodem. Szczegółów wciąż jednak jeszcze nie ma. Wiadomo natomiast, że na program przeznaczone będzie 20 mln rocznie, a kobiety będą mogły skorzystać z bezpłatnych farmaceutyków po potwierdzeniu ciąży przez lekarza.

Zobaczymy, czy rzeczywiście uda się ustawę wprowadzić w życie do jesieni. Dlaczego mogą pojawiać się tego typu wątpliwości? Bowiem w kwietniu 2018 roku z ust ministra padły podobne słowa: „Na pewno w tym roku będzie miała miejsce implementacja tych programów, które pani premier i pan premier ogłosili” – prof. Szumowski mówił tutaj m.in. właśnie o programie „Ciąża plus” [więcej pisaliśmy: tutaj]. Jako że 2018 skończył się już dobre kilka miesięcy temu, pozostaje tylko czekać.

Zobacz też: Minister Arłukowicz pyta o efekty programu prokreacyjnego. Resort odpowiada, ale… nie na to pytanie

Źródła: RMF FM Twitterdziennikzachodni.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.