fbpx
Przejdź do treści

Strajk Kobiet – aborcja pod ostrzałem! Ogrom emocji, różne perspektywy, stan na tu i teraz

Grafika Ogólnopolski Strajk Kobiet

Od kilku dni – a dokładniej od 22 października, kiedy to Trybunał Konstytucyjny uznał, że terminacja ciąży ze względów embriopatologicznych jest niekonstytucyjna – na polskich ulicach (i nie tylko polskich) protestują tysiące kobiet i mężczyzn. Co się właściwie dzieje? W jakim punkcie jesteśmy? Co na to wszystko specjaliści?

Wniosek złożony m.in. przez posłów Prawa i Sprawiedliwości rozpoznawany był przez Trybunał Konstytucyjny w czwartek – 22 października. Składowi orzekającemu przewodniczyła prezes TK Julia Przyłęcka, która odczytała sentencję wyroku: „Art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (…) jest niezgodny z art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3 konstytucji”.

Mowa o przypadku aborcji w momencie, kiedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że przyszłe dziecko będzie nieuleczalnie chore. Ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży konkretnie mówi:

Badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

„W ocenie TK dziecko w prenatalnym okresie życia, jako istota ludzka, której przysługuje przyrodzona i niezbywalna godność, jest podmiotem mającym prawo do życia, zaś system prawny musi gwarantować należytą ochronę temu centralnemu dobru, bez którego owa podmiotowość zostałaby przekreślona” – przekazał w uzasadnieniu sędzia sprawozdawca Justyn Piskorski.

Pozostałe dwie przesłanki do aborcji – które póki co nie zostały uznane za niekonstytucyjne – mówią, że usunięcie ciąży jest możliwe w przypadku, gdy doszło do niej w wyniku gwałtu lub ciąża zagraża zdrowiu bądź życiu ciężarnej.

Czy to już?

Należy pamiętać, że zanim wygłoszony kilka dni temu wyrok zacznie prawnie obowiązywać, musi być ogłoszony w Dzienniku Ustaw. Wciąż zatem nie jest to prawo, które weszło w życie, a co za tym idzie, specjaliści mogą realizować terminacje ciąż na podstawie trzech wyżej wymienionych – zgodnych ze wspomnianą ustawą – przesłanek. Okazuje się jednak, że niektóre szpitale już wypisują kobiety, które czekały na zabieg. Na swoim facebook’owym profilu pisze o tym m.in. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny:

Apelujemy do lekarzy/lekarek zgłaszajcie nam chęć pomocy kobietom.
Wiele z nich z wynikami badań prenatalnych czeka na Was. Płaczą, siedzą godzinami wpatrzone w sufit. Dzwonią do nas ich mężczyźni z przerażeniem: żona siedzi nieruchomo od kilku godzin, ja zajmuję się dwójką dzieci i nie wiem co robić. Pomóżcie!
Ginekolodzy, ginekolożki pomożecie swoim pacjentkom? Czekamy na Wasz głos!

Post FEDERY

Co istotne, zdelegalizowanie aborcji z powodu wad płodu, według niektórych opinii, oznacza niemalże całkowite zaprzestanie legalnej terminacji ciąż: „W ubiegłym roku aż 98 proc. aborcji wykonano właśnie z tego powodu. Pozostałe 2 proc. stanowiły przypadki ciąż powstałych w wyniku czynu zabronionego – gwałtu – i zagrażających zdrowiu oraz życiu matki. Te proporcje raczej nie ulegają wahaniom. Warto jednak dodać, że oficjalne dane mówią o około 1100 aborcjach przeprowadzonych w Polsce, a nieoficjalne szacunki to od 100 tys. do 150 tys. aborcji rocznie” – powiedziała szefowa Federacji, Krystyna Kacpura, w wywiadzie dla Krytyki Politycznej.

Aborcja i wyrok TK – co na to politycy?

Scena polityczna – podobnie jak społeczeństwo – jest podzielona. Jedna z dyskusji na ten temat toczyła się w programie „Kawa na ławę” w TVN24. Posłanka Koalicji Obywatelskiej Izabela Leszczyna zaznaczyła, że według niej skutkiem tego typu orzeczenia jest „wprowadzenie do polskiego porządku prawnego tortur i okrutnego, nieludzkiego traktowania kobiet” (odniosła się tym samym do art. 40 Konstytucji RP).

Poseł Konfederacji Artur Dzimabor (jeden z parlamentarzystów, który podpisał się pod dotyczącym tej sprawy wnioskiem do TK) powiedział zaś: „Ten wniosek do Trybunału Konstytucyjnego był skuteczny, z czego się bardzo się cieszę. My tym wnioskiem poprosiliśmy Trybunał, żeby zbadał konstytucyjność w przypadku zapisu dotyczącego aborcji eugeniczniej. (…) Uratowaliśmy dzieci z zespołem Downa, z zespołem Turnera, dzieci zdrowe, które przed narodzinami były zdiagnozowane jako chore, bo i takie przypadki się zdarzają”.

Joanna Scheuring-Wielgus z klubu Lewicy nie widzi tutaj miejsca na kompromisy: „Aborcje były robione, są robione i będą robione” – powiedziała. Ustosunkowała się także do zarzutów mówiących o tym, że protestujący od kilku dni używają wulgaryzmów: „Torturowanie jest gorsze niż wulgaryzmy”.

Jak to jest z tymi protestami?

Różne media dostosowują ich opis pod swój profil, dlatego też najbardziej wiarygodne wydają się być relacje uczestników demonstracji. Media społecznościowe są ich pełne, pokazując ogrom osób, które biorą w nich udział. Są to tysiące kobiet i mężczyzn, którzy zbierają się nie tylko w dużych miastach, lecz także w mniejszych miejscowościach, a nawet w poza granicami Polski. Protesty pojawiły się m.in. w Berlinie i Londynie.

Niestety, wszystko to nie odbywa się bez incydentów agresji, w tym ze strony służb mundurowych: „Wczoraj w czasie interwencji poselskiej aresztowano i skuto posła Macieja Kopca, dzień wcześniej policjant uderzył europosła Roberta Biedronia, który interweniował w czasie zatrzymań. To dla nas jasny znak, że musimy się tej brutalności przeciwstawiać i że nasze miejsce jest tam, gdzie są demonstrujący” – czytamy na Facebook’u posłanki Magdaleny Biejat z partii Lewica Razem.

One w tym są!

Co podkreśla wiele osób, warto w tych sprawach oddać głos ludziom, którzy są szczególnie w tym temacie doświadczeni, czyli rodzicom dzieci z niepełnosprawnościami. To oni borykają się później z leczeniem, rehabilitacją, opieką.

„Jako matka niepełnosprawnego dziecka z długim stażem wiem, co to znaczy odzieranie z podmiotowości, z indywidualizmu, z osobistej wolności. Ale dla systemu nie ma ciebie jako konkretnej osoby w konkretnej sytuacji. Nie ma potrzeb twojego dziecka” – pisała Dorota Próchniewicz, dziennikarka, aktywistka społeczna i mama ponad 20-letniego Piotra z autyzmem. Chociaż tekst powstał przed kilkoma miesiącami, zawarte w nim uwagi jak najbardziej pasują do obecnej dyskusji społecznej.

„Próby zaostrzania praw reprodukcyjnych odbywają się w burzy społecznych emocji. Ale można też dyskryminować po cichu, np. poprzez twór prawny zwany świadczeniem pielęgnacyjnym. Otrzymuje je rodzic rezygnujący z pracy na rzecz opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem, jeśli ma odpowiednie punkty w orzeczeniu. 1830 zł miesięcznie. Dla każdego. Niezależnie od zawodu, wykształcenia, wynagrodzenia” – pisała w swoim felietonie dla Krytyki Politycznej. Warto zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy za taką kwotę da się przeżyć, nie mówiąc już o terapiach poważnych schorzeń. Kwestię tę podnosi jedna z obecnych na Instagramie mam:

„Fajnie co? 1800 zł za życie poświęcone ciężko choremu dziecku, za życie w stresie, bólu, cierpieniu, w ciągłej walce” – pisze w swoim poście ja_to_jackie, której syn Edward ma m.in. wadę budowy mózgu, zaburzenia ze spektrum autyzmu, upośledzenie intelektualne. 

W jakim kontekście podnoszony jest ten wątek? Przede wszystkim niezgody na to, że w Polsce nie ma odpowiedniego systemu wsparcia. Logiczne wydawałoby się więc zadbanie o pomoc w tym zakresie – dopiero wtedy rodzice mogliby podejmować świadome decyzje, czy są w stanie poradzić sobie z tak ogromnym obciążeniem. Tymczasem pojawia się nakaz urodzenia dziecka z nieuleczalnymi problemami, a w zamian nie ma żadnych innych propozycji. Najważniejsza wydaje się więc ilość żyć, a nie ich jakość.

Niestety, często są to ogromne traumy, które mogą prowadzić do jeszcze większych tragedii: „Opowiem Ci jeszcze o mojej głębokiej depresji. Bo tak – naprawdę̨ nie chciałam żyć. Bo ciężar choroby Edwarda mnie przygniótł i zmiażdżył. Ale ja mogłam sobie pozwolić na terapie, nie musiałam czekać́ na pomoc państwa… Jaka to pomoc? Kilkumiesięczne oczekiwanie na wizytę u psychiatry??????” – dodaje mama Edwarda.

Wyświetl ten post na Instagramie.

To jest mój syn – Edward Zbigniew lat 3 i miesiąc. Edward ma m.in. wadę budowy mózgu, zaburzenia ze spektrum autyzmu, upośledzenie intelektualne. Edward w pełni samodzielnym człowiekiem nie będzie NIGDY. Wymaga stałej rehabilitacji, opieki psychologa, pedagoga, logopedy, neurologa i innych specjalistów w zależności od problemu. Edward dostaje od panstwa 215,84 zł miesięcznie. A wiesz ile dostaje opiekun osoby z niepełnosprawnościami za to ze rezygnuje ze wszelkiej formy pracy na rzecz opieki? 1830 zł. Fajnie co? 1800 zł za życie poświęcone ciężko choremu dziecku, za życie w stresie, bolu, cierpieniu, w ciągłej walce. Opowiem Ci jeszcze o mojej głębokiej depresji. Bo tak – naprawdę nie chciałam żyć. Bo ciężar choroby Edwarda mnie przygniótł i zmiażdżył. Ale ja mogłam sobie pozwolić na terapie, nie musiałam czekać na pomoc państwa.. Jaka to pomoc? Kilkumiesięczne oczekiwanie na wizytę u psychiatry?????? Mogłoby mnie już tu nie być. A czy wiesz, ze gdybym czekała na pomoc państwa to do dziś nie wiedziałabym, ze Edward ma wadę genetyczna? Wizytę wyznaczono nam na styczen 2021 roku.. Tak oto właśnie państwo chroni życie i zdrowie swoich obywateli z niepełnosprawnościami. Tak oto wspiera się rodziny z dziećmi chorymi. Jestem wstrząśnięta i wściekła #strajkkobiet #tojestwojna #światjackie

Post udostępniony przez Jacqueline Horodynska (@ja_to_jackie)


O tym, jak tragiczne może mieć to skutki dla psychiki kobiet, ale też i ich partnerów, pisze w mediach społecznościowych wielu specjalistów. Nie chodzi zresztą tylko o dzieci urodzone z niepełnosprawnościami, ale o znacznie szerszy kontekst aborcji, w tym „po prostu” o niechcianą ciążę. O związanych z tym dramatach pisze m.in. dr Maja Herman:

Wyświetl ten post na Instagramie.

Dziś po raz pierwszy odetchnęłam z ulgą, że mam syna i pieniądze. Bo zarówno mężczyźni jak i osoby, które stać nie „muszą” się martwić wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Niby, nie muszą… Ale my, kobiety zostałyśmy dziś skazane na ból, cierpienie oraz odebrano nam swobode w decydowaniu o swoim życiu. Jako lekarka, widziałam płody z ciężkimi wadami wrodzonymi i na patomorfologii i widziałam kobiety, które musiały „rodzic” dzieci, które umierały natychmiast po porodzie. Płacz słyszę do dzisiaj. Jako psychiatrka leczyłam i leczę kobiety, które musiały urodzić dzieci, których nie chciały, leczę też dzieciaki, które są wychowywane przez matki, które nie chciały „tego dziecka”, nie leczę żadnej osoby, ani żadna się do mnie nie zgłosiła z powodu aborcji na którą się zdecydowała, bo wiedziała, że nie jest i nie musi być jakąś bohaterką – w kompletnie bezsensownym tego słowa znaczeniu. A jako osobie jest mi wstyd i czuję pogardę dla tych, którzy ośmielili się decydować za drugiego człowieka i zagłosowali tak jak zaglosowali. I dziś naprawdę nie chodzi o moje prywatne poglądy na aborcję ale chodzi o moje poglądy dotyczące wiary w kobiety, że same umieją o sobie zdecydować i wiedzą jaka decyzja jest zgodna z ich wolą i sumieniem. Chce mi się płakać i jestem wściekła jednocześnie. #pieklokobiet #wyroknakobiety #prawaczłowieka #ludzie #podlosc #smutek #placz #rozpacz #dzisniespychiatrka #dziskobieta

Post udostępniony przez Maja Herman🧠🦢 (@maja_herman_amici)

Aborcja – czy ktoś poza mną ma prawo decydować o moim życiu?!

„Od początku życia mojej córki staram się okazywać jej to, jak jest dla mnie ważna. Ona, jej emocje i to, gdzie stawia granice. Nie dajemy buziaków, jeśli tego nie chce. Nie zmuszamy, żeby przyjmowała buziaki od obcych. Pokazujemy jej, że to, co czuje, jest ważne. Jesteśmy przy niej, jako rodzice, w każdej sytuacji. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy kiedyś opuścili ją w potrzebie. Gdyby zdecydowała o aborcji, nadal byłabym przy niej jako matka i pomogłabym jej bez względu na decyzję. Wierze w jej mądrość. Nie zmieni tego żaden wyrok TK” – powiedziała w rozmowie z naszym portalem Paulina, mama dwulatki.

Ciekawe, czy w momencie, gdy dziewczynka będzie już dorosła, wciąż będziemy mierzyć się z podobnymi kwestiami społecznymi. Póki co najważniejszy wydają się jednak sytuacje dziejące się tu i teraz. Sytuacje, o których mówimy już nie tylko my – Polacy i Polki – lecz także inne kraje. Protesty i stojące za tym orzeczenie TK opisuje m.in. BBC, dodając przy tym: „Polska i tak miała już jedne z najsurowszych unijnych przepisów dotyczących aborcji”. Świat poznaje nas od tej strony także dzięki amerykańskiej telewizji informacyjnej CNN, czy Amnesty International, czyli międzynarodowej organizacji pozarządowa, której celem jest zapobieganie naruszeniom praw człowieka:

Protestujący nie zwalniają tempa, a hashtag #PiekłoKobiet wciąż zyskuje na popularności. W jakim punkcie będziemy z tym wszystkim za kilka dni? Czy rząd weźmie pod uwagę protesty, złość i niezgodę swoich obywateli? Jaka jest szansa na kompromis w tej sprawie? Czy w ogóle takowy istnieje? Pytania pozostają na razie bez odpowiedzi.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, redaktorka prowadząca e-magazyn oraz portal Chcemy Być Rodzicami, absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz była słuchaczka studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".