Przejdź do treści

Staracie się o dziecko? Nie mów za wiele partnerowi – wystraszysz go

Fot. fotolia – Para - niepłodność

Para starająca się o dziecko może odczuwać ogromną presję. Nie chcesz do tego dopuścić? Wrzuć na luz. Co więcej, nie mów swojemu partnerowi, w jakim dniu cyklu jesteś. Może to wzbudzić w nim niepotrzebny lęk – podpowiadają eksperci.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Biedni panowie” vs. herod-baby

Na jednym z naukowych spotkań dotyczących zdrowia reprodukcyjnego, specjaliści podkreślili znaczenie presji wywieranej na mężczyzn. Zasugerowali, by kobiety nie dzieliły się z nimi wszystkimi sprawami dotyczącymi swojego stanu, bowiem może ich to nadmiernie stresować.

Zaznaczają, że wiele par wpada w nadmierne kontrolowanie diety, czy też ustalone z góry wzorce i terminy współżycia. Zabiera to cały romantyzm ze związku. Co więcej, mężczyźni mogą mieć wtedy potrzebę udowadniania, że „dają radę”. A nie działa to na nich najlepiej – wyzwala się lęk, trema, frustracja.

Międzynarodowe badania pokazały, że 62 proc. par zadeklarowało pogorszenie ich życia seksualnego po rozpoczęciu leczenia związanego z płodnością, podaje „The Telegraph”

„Myślę, że jednym z największych problemów mężczyzn mających tremę, czy po prostu „wyłączających się”, jest kobieta zafiksowana na czasie lub dacie – dniu, albo nocy – o której to ona decyduje, że będzie najlepszym czasem na staranie się o dziecko.”

– Nie ma problemu z kobietami, które używają konkretnych danych, jeśli pomaga im to w planowaniu wielu kwestii. Nie chcesz chyba jednak zniwelować plusów takiego działania, poprzez dzielenie się z nim zbyt dużą ilością tychże danych i tym samym ryzykować zniechęcenie – powiedział jeden z profesorów.

Lepiej nie rozmawiać? Rozgrywać? Przemilczeć?

Część ekspertów zaznaczyła, że presję para odczuwa wspólnie i na barkach każdego z osobna ciąży duży stres. Jednakże wydźwięk całości jest dosyć kontrowersyjny. To kobiety przeginają, nie mają luzu i naciskają na mężczyzn. Nie dość, że mają troszczyć się o siebie, o związek, to jeszcze o „biednego” ukochanego?

Z jednej strony nie sposób się z tym nie zgodzić, bo zapewne wiele dziewczyn robi to z czystej miłości. Z drugiej jednak, demonizowanie i przerzucanie odpowiedzialności za ewentualne trudności w relacji tylko na kobiety, jest co najmniej krzywdzące. Jesteśmy w tym razem – wzajemnie się o siebie troszczmy.

Źródło: „The Telegraph”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Dwa lata, 30 milionów zł i 70 ciąż. Oto efekty Narodowego Programu Prokreacyjnego

Narodowy Program Prokreacyjny - efekty
fot. Pixabay

W ciągu dwóch lat Narodowy Program Prokreacyjny kosztował państwo 30 mln zł – dowiedziało się Radio ZET. Efektem programu jest 70 ciąż.  

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Narodowy Program Prokreacyjny, który wszedł w miejsce rządowego programu in vitro, jest inicjatywą Prawa i Sprawiedliwości. Obejmuje 16 ośrodków referencyjnych, do których do końca września zgłosiły się 2053 pary mające trudności z poczęciem dziecka. Niecałe dwa tysiące rozpoczęły diagnostykę.

Zobacz także: Miał być alternatywą dla in vitro, w kilku województwach nawet nie wystartował. Jak działa rządowy program prokreacyjny?

Narodowy Program Prokreacyjny – efekty

Ministerstwo Zdrowia określa skuteczność programu na poziomie niecałych 3,5 proc. W rozmowie z Radiem ZET przedstawiciel resortu zdrowia zaznaczył, że głównym założeniem programu jest określenie przyczyn niepłodności i późniejsze wdrożenie terapii.

„Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce” rozpoczął się 1 września 2016 roku i ma trwać do 31 grudnia 2020 roku. Jego celem jest zwiększenie dostępności do „wysokiej jakości świadczeń z zakresu diagnostyki i leczenia niepłodności” – możemy przeczytać na stronie MZ.

Program jest skierowany do osób zmagających się z problemem niepłodności, które pozostają w związkach małżeńskich lub partnerskich i wcześniej nie były diagnozowane pod kątem niepłodności.

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: dziennik.pl, MZ

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Gdy krew matki zagraża dziecku. Konflikt serologiczny: przyczyny, skutki, leczenie

Noworodek w czapeczce /Ilustracja do tekstów: Pierwsze dziecko z in vitro w Sosonowcu /Konflikt serologiczny w ciąży
fot. Pixabay

Konflikt serologiczny to najczęstsza konsekwencja niezgodności serologicznej matki i dziecka. Jego następstwem może być choroba hemolityczna noworodków, która stanowi istotne zagrożenie dla zdrowia i życia dziecka. Jakie są przyczyny konfliktu serologicznego oraz jak powinna wyglądać jego skuteczna profilaktyka w czasie ciąży oraz po porodzie? Wyjaśnia dr n. med. Justyna Tołłoczko, pediatra w Centrum Medycznym Damiana.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Konflikt serologiczny, zwany też konfliktem matczyno-płodowym, jest najczęściej następstwem niezgodności w czynniku Rh lub grupach głównych krwi matki i płodu.

Przyczyny konfliktu serologicznego. Konflikt serologiczny w zakresie czynnika Rh

Jeżeli czynnik krwi matki to Rh-, a płód Rh+, jej organizm wytwarza przeciwciała przeciwko krwinkom czerwonym dziecka. Zagrożenie to można wykryć na podstawie testu PTA (pośredni test antyglobulinowy, odczyn Coombsa). Badanie to trzeba wykonać na początku ciąży i powtarzać co 2 miesiące.

POLECAMY TAKŻE:Hipercholesterolemia rodzinna zagraża nawet małym dzieciom. Wie o niej tylko kilka procent chorych

Konflikt serologiczny: co zwiększa ryzyko?

Warto wiedzieć, że konflikt serologiczny w zakresie czynnika Rh bardzo rzadko ujawnia się podczas pierwszej ciąży. Wytwarzanie przeciwciał występuje wtedy, gdy do organizmu matki przedostanie się przynajmniej 0,2 ml krwi dziecka. Ryzyko konfliktu serologicznego zwiększa się w czasie:

  • porodu,
  • poronienia,
  • przedwczesnego oddzielenia się łożyska.

Ryzyko konfliktu serologicznego może też wzrastać w następstwie urazów brzucha doznanych przez kobietę w okresie ciąży.

CZYTAJ TEŻ: Jakie należy wykonać badania przed ciążą? [WIDEO]

Konflikt serologiczny: jakie może mieć skutki?

Przeciwciała, które powstają w wyniku konfliktu serologicznego, wywołują rozpad erytrocytów, co prowadzi do niedokrwistości płodu. Niedobór krwinek czerwonych, odpowiedzialnych za przenoszenie tlenu, może spowodować:

  • niedotlenienie,
  • niewydolność krążenia,
  • obrzęk immunologiczny.

Może doprowadzić nawet do zgonu wewnątrzmacicznego.

Z kolei u noworodka następstwem hemolizy erytrocytów może być wczesna i nasilona żółtaczka, wymagająca intensywnego leczenia fototerapią.

Konflikt serologiczny: leczenie

Niedokrwistość płodu można leczyć za pomocą transfuzji krwinek czerwonych.

Z kolei po każdym poronieniu, a także po urodzeniu dziecka z dodatnim czynnikiem Rh kobieta otrzymuje immunoglobulinę anty-D.

– To działanie profilaktyczne przeciw wystąpieniu konfliktu w następnej ciąży – wyjaśnia dr n. med. Justyna Tołłoczko, pediatra z Centrum Medycznego Damiana.

Jak dodaje ekspertka, u kobiet z Rh ujemnym należy w czasie ciąży monitorować miano przeciwciał anty-D i – ewentualnie – podawać immunoglobulinę.

– Dlatego ważne jest, aby w przypadku rozpoznania konfliktu serologicznego w zakresie czynnika Rh ciąża była prowadzona w specjalistycznym ośrodku. Dziecko, szczególnie po transfuzjach dopłodowych, powinno urodzić się w szpitalu o referencyjności III stopnia – podkreśla dr Justyna Tołłoczko.

Jeżeli problem występuje u noworodka i objawia się żółtaczką, w której stężenie bilirubiny wzrasta pomimo zastosowanej fototerapii, konieczne jest wykonanie transfuzji wymiennej krwi. To zabieg polegający na niemal całkowitej wymianie krwi. Musi zostać wykonany w ośrodku II lub III stopnia referencyjności. Transfuzja wymienna krwi pozwala na usunięcie krwinek, które zostały uszkodzone przez przeciwciała, oraz bilirubiny powstałej z ich rozpadu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowy test krwi ciężarnej oceni ryzyko przedwczesnego porodu?

Konflikt serologiczny w grupach głównych krwi. Kiedy występuje?

Możliwe jest także wystąpienie konfliktu serologicznego w grupach głównych krwi. Ma to miejsce w sytuacji, gdy matka ma grupę krwi 0, natomiast dziecko dziedziczy po ojcu grupę A lub B.

–  Przebieg konfliktu serologicznego jest wówczas łagodniejszy. Nie wymaga leczenia w ciąży i objawia się chorobą hemolityczną noworodka – dodaje.

Konflikt serologiczny: profilaktyka śródciążowa i okołoporodowa

Obecnie stosuje się dwa rodzaje profilaktyki konfliktu serologicznego. Są to:

  • śródciążowa profilaktyka konfliktu serologicznego – przeprowadzana między 28. a 30. tygodniem ciąży. Polega na podaniu immunoglobuliny anty-D (w dawce 300 μg). Stosuje się ją u kobiet z grupy ryzyka: z czynnikiem Rh D ujemnym, szczególnie zaś w grupie ciężarnych, u których wystąpiły m.in. krwawienia, urazy brzucha oraz tych, które w okresie ciąży zostały poddane zabiegom wewnątrzmacicznym. Zabieg zmniejsza ryzyko wystąpienia konfliktu serologicznego niemal do zera. Od 2018 r. zabieg jest refundowany.
  • okołoporodowa profilaktyka konfliktu serologicznego – stosowana jest u kobiet z Rh D ujemnym, które urodziły dziecko z dodatnim czynnikiem Rh D. Immunoglobulinę anty-D należy podać wtedy w ciągu 72 godzin od porodu. Jej dawka jest uzależniona od rodzaju porodu (sposób naturalny, cesarskie cięcie), a także od ewentualnych zabiegów okołoporodowych (np. konieczności ręcznego wydobycia łożyska).

Dzięki rozwojowi medycyny lekarze specjaliści mogą dziś znacznie skuteczniej diagnozować zagrożenie konfliktem serologicznym i odpowiednio wcześnie wdrożyć zalecane postępowanie medyczne. Dlatego prawidłowo prowadzona ciąża to pierwszy krok do zdrowia noworodka.

TUTAJ kupisz e-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Dr Justyna Tołłoczko

Ekspert

dr n. med. Justyna Tołłoczko

Pediatra w Centrum Medycznym Damiana

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Eksperci: projekt zmian w ustawie o in vitro uniemożliwia skuteczne leczenie i naraża zarodki. „To wbrew etyce”

Do sądu o in vitro / Projekt zmiany ustawy o in vitro/Na zdjęciu: Zmartwiona para u lekarza
fot. Fotolia

6 listopada br. do Sejmu wpłynął poselski projekt zmiany ustawy o in vitro, który zakłada istotne ograniczenia w dostępie do tej procedury. Zgodnie z przedłożonym dokumentem, metoda in vitro ma być zarezerwowana wyłącznie dla małżeństw, a uzyskiwanych tą drogą embrionów nie może być więcej niż jeden. Planowane regulacje mają także objąć odgórne ustalenie terminu transferu zarodków oraz zakaz ich kriokonserwacji. Czy tak daleko idące ograniczenia są jakkolwiek uzasadnione? Jakie mogą mieć konsekwencje dla par zmagających się z niepłodnością? Zapytaliśmy o to ekspertów.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypomnijmy, że za treścią proponowanej zmiany ustawy o in vitro stoi grupa działaczy Kukiz‘15, PiS, Wolni i Solidarni oraz kilkoro posłów niezrzeszonych. Wnioskodawcy, wśród których znalazł się Jan Klawiter, wskazują, że projekt stanowi odpowiedź na rzekomą niezgodność obecnych regulacji z Konstytucją RP.

„Dostępność in vitro dla osób pozostających we wspólnym pożyciu koliduje z konstytucyjnymi zasadami ochrony dobra dziecka oraz ochrony małżeństwa” – czytamy w uzasadnieniu złożonego projektu.

Ponadto, zdaniem projektodawców, „rodzina oparta na małżeństwie stanowi naturalne i najlepsze środowisko do rozwoju dziecka”, a postulowane zmiany mają zapewnić „pełną ochronę życia ludzkiego oraz szanować godność od poczęcia”.

WIĘCEJ O PROJEKCIE: In vitro tylko dla małżeństw? Kontrowersyjny projekt ustawy trafił do Sejmu

Projekt zmiany ustawy o in vitro, czyli jak wylać zarodek z kąpielą

Specjaliści zajmujący się leczeniem niepłodności podkreślają jednak, że obecna ustawa w pełni chroni zarodki powstałe w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego. Wdrożenie proponowanych regulacji przyniosłoby skutek odwrotny od zamierzonego.

Przedstawiciele środowiska medycznego zauważają, że postulowane rozwiązania wiązałyby się nie tylko ze znacznym obniżeniem skuteczności terapii, ale także z poważnym zagrożeniem dla zdrowia par dotkniętych niepłodnością.

– Ograniczenie liczby zapładnianych komórek jajowych do jednej istotnie zmniejszy skuteczność leczenia niepłodności, wydłuży czas terapii i narazi parę na dwu-, a nawet trzykrotnie większe koszty. U pacjentów posiadających gamety o prawidłowej jakości, by uzyskać jeden zarodek, należałoby zapłodnić przynajmniej dwie lub trzy komórki – komentuje prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

Jak dodaje ekspert, w przypadku zaawansowanego męskiego czynnika niepłodności oraz u kobiet z obniżoną rezerwą jajnikową pozyskuje się mniejszą liczbę komórek rozrodczych. Często mają one też obniżony potencjał do zapłodnienia i późniejszego rozwoju zarodka.

– W takich sytuacjach należałoby umożliwić zapłodnienie przynajmniej do sześciu komórek jajowych, by uzyskać zarodek (najczęściej pojedynczy). Zastosowanie w procedurze in vitro tylko jednej komórki spowoduje, że w wielu przypadkach zarodki nie powstaną w ogóle. Para będzie musiała wielokrotnie poddawać się terapii, przechodzić zabiegi i przeżywać silny stres. Rozwiązaniu zaproponowanemu w projekcie brakuje podstaw merytorycznych. Jeśli chcemy pomagać pacjentom, powinniśmy mieć możliwość zapłodnienia przynajmniej kilku komórek jajowych i dostosowywania terapii do sytuacji klinicznej – zaznacza prof. Łukaszuk.

Ograniczony termin transferu oznacza śmierć zarodka. „Ktoś nie rozumie procesu leczenia”

Z ostrą krytyką ekspertów spotkał się także pomysł podania zarodka nie później niż w piątej dobie jego rozwoju.

– To rozwiązanie może być szczególnie szkodliwe. W wielu sytuacjach z założenia skazuje zarodki na śmierć. Nad zmianami musiał pracować ktoś, kto zupełnie nie rozumie procesu leczenia. Do uzyskania ciąży niezbędne jest zsynchronizowanie etapu rozwoju zarodka i gotowości śluzówki macicy na jego przyjęcie. Jeśli podamy zarodek pięciodniowy, który nie uzyskał jeszcze odpowiedniej dojrzałości, z góry możemy założyć, że nie będzie miał szans na przeżycie. Obecna ustawa w sposób jednoznaczny mówi o konieczności zabezpieczenia zarodków. Nowe regulacje narażają je tymczasem na ryzyko obumarcia, co jest wbrew obowiązującym przepisom i etyce lekarskiej – podkreśla kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

CZYTAJ TAKŻE: Blastocysta. Jak na tym etapie rozwija się zarodek i jak ocenić jego rokowania?

Projekt zmiany ustawy o in vitro. Zakaz kriokonserwacji uniemożliwi skuteczne leczenie niepłodności

Nie mniejsze kontrowersje wywołuje postulowany w projekcie brak możliwości kriokonserwacji zarodka – bez względu na sytuację pary podejmującej leczenie niepłodności.

 – Przy takich ograniczeniach trudno wyobrazić sobie indywidualizację leczenia i zabezpieczenia tych wszystkich przypadków, które wymagają zmiany toku terapii. Nagła infekcja, brak odpowiedniej reakcji organizmu pacjentki na leki, konieczność zastosowania dodatkowej procedury – w świetle zmienionych przepisów nie będziemy mogli odpowiednio zareagować. Wiele par straci możliwość skutecznego leczenia – alarmuje prof. Łukaszuk.

Ekspert INVICTA spotyka się w swojej pracy z sytuacjami, gdy kobiety doświadczają wielokrotnych niepowodzeń w uzyskaniu ciąży po transferze zarodka w bieżącym cyklu. Nierzadko te same pacjentki zostają jednak matkami po programie in vitro, w którym podano zarodki wcześniej kriokonserwowane.

– Te obserwacje potwierdzają badania naukowe. Na pomoc nie będą mogli liczyć również pacjenci obciążeni poważnymi chorobami genetycznymi. Przepisy ograniczą możliwość przeprowadzania specjalistycznych badań, które dają im szansę na zdrowe potomstwo. Będą oni narażeni na wielokrotne niepowodzenia w uzyskaniu ciąży, poronienia czy patrzenie na śmierć swoich dzieci – mówi prof. Krzysztof Łukaszuk. – Leczenie powinno być prowadzone na podstawie rzetelnej, sprawdzonej wiedzy medycznej. Trudno w jej świetle o uzasadnienie dla ograniczeń, które proponują autorzy projektu – dodaje.

Podobnego zdania jest Stowarzyszenie „Nasz Bocian”. Jak podkreślają jego przedstawiciele w komunikacie udostępnionym w mediach społecznościowych, „ograniczenie liczby zapładnianych komórek do jednej i zakaz kriokonserwacji zarodków spowoduje spadek skuteczności in vitro do poziomu poniżej 10%”. To zaś, przy braku refundacji, „uniemożliwia skuteczne leczenie”.

Projekt zmiany ustawy o in vitro: lex Klawiter bis?

Stowarzyszenie przypomina również, że to już kolejny kontrowersyjny projekt autorstwa posła Jana Klawitera. W 2016 r. forsował on zmianę definicji zarodka i limit komórek jajowych poddawanych zapłodnieniu in vitro (z sześciu do jednej). „Koszmar powraca” – podsumowują przedstawiciele organizacji.

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Barbara Nowacka: Ograniczenie in vitro to ideologiczny absurd. Dostęp do leczenia należy rozszerzyć

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Koszt wychowania dziecka porównywalny z zakupem mieszkania? Te liczby niektórych mogą zadziwić

Raczkujące uśmiechnięte niemowlę /Ilustracja do tekstu: Koszt wychowania dziecka porównywalny do zakupu mieszkania. te liczby szokują
Fot.: Fotolia.pl

Koszt wychowania jednego dziecka to dla wielu polskich rodzin wysiłek finansowy porównywalny z kredytem hipotecznym na mieszkanie w dużym mieście. Zobowiązania finansowe rozpoczynają się na długo przed przyjściem dziecka na świat – wynika z najnowszych badań. Jak te wydatki rozkładają się na poszczególne lata i kiedy w rozwój dziecka inwestujemy najwięcej?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z analizy przeprowadzonej przez ośrodek badawczy SW Research na zlecenie platformy do obniżania i opłacania rachunków za media MAM wynika, że średni koszt wychowania dziecka przez pierwsze 18 lat jego życia to ponad 305 tys. zł. Gdy dziecko pozostaje na utrzymaniu rodziców również w okresie studiów, muszą oni liczyć się z kolejnym wysokim wydatkiem, wynoszącym ponad 130 tys. zł.

Koszt wychowania dziecka. Bezcenne szczęście a realne wydatki

Co składa się na tak wysoką kwotę? Otóż wydatki związane z posiadaniem dzieci pojawiają się nie tylko po ich przyjściu na świat, ale już znacznie wcześniej. Zgodnie z szacunkami platformy MAM, sama ciąża oraz przygotowanie rodziców i gospodarstwa domowego na pojawienie się nowego członka rodziny to łączny wydatek w wysokości średnio 8,5 tys. zł. Z kolei miesięczny koszt wychowania dziecka rośnie wraz z pociechą. Średnie wydatki na jedno dziecko w okresie niemowlęcym wynoszą 1,05 tys. zł na miesiąc. W przypadku nastolatka to już ok. 1,5 tys. zł, zaś studenta – niemal 2,2 zł.

Z tej analizy wynika, że wychowanie jednego dziecka – aż do jego wejścia w dorosłość (czyli ukończenia studiów) – to koszt blisko 0,5 mln zł. Z podobnym zobowiązaniem finansowym wiąże się zakup mieszkania w dużym mieście w Polsce – zauważają eksperci przygotowujący raport.

CZYTAJ TEŻ: Niezwykłe narodziny „cudownego dziecka”. Choć była w ciąży pozamacicznej, urodziła zdrowe dziecko

Koszt wychowania dziecka. Pół miliona, ale na co?

Liczby te niektórych zadziwiają (choć pary, które zmagają się z niepłodnością, niemałą część tej kwoty wydają na samą możliwość uzyskania ciąży). Pamiętajmy jednak, że pojawienie się nowego domownika to niemal automatyczne zwiększenie stałych comiesięcznych kosztów gospodarstwa domowego. Rachunki za podstawowe media (m.in. prąd, woda, gaz) wzrastają średnio o ok. 200 zł w skali miesiąca, a wydatki na żywność – o prawie 300 zł miesięcznie. Wydatki na chemię gospodarczą i kosmetyki (przynajmniej na początkowych etapach wychowywania dzieci) podnoszą się z kolei o prawie 260 zł.

Istotną kategorię kosztów stanowi opieka zdrowotna dla dziecka. Co prawda 31% rodziców deklaruje, że nie ponosi dodatkowych kosztów, ponieważ korzysta jedynie z państwowych usług medycznych, jednak większość rodziców określa, że na opiekę zdrowotną przeznacza ok. 314 zł miesięcznie. Dodatkowy koszt stanowi również opieka nad dziećmi. Około 22% Polaków korzysta z pomocy opiekunki, co kosztuje ich średnio ponad 700 zł miesięcznie. Alternatywą są żłobki i przedszkola, później szkoły i oferowane przez nie świetlice. 70% rodziców biorących udział w badaniu platformy MAM zadeklarowało, że ich dzieci uczęszczają do placówki edukacyjnej; w przypadku 20% rodzin jest to instytucja prywatna, za którą trzeba płacić dodatkowe czesne. Prywatna szkoła to wydatek od kilku do kilkunastu tysięcy złotych rocznie. W Polsce istnieją jednak placówki, w których roczne czesne to wydatek nawet 50 tysięcy złotych.

Koszt wychowania dziecka. Zabawa i rozwój

Posiadanie dzieci to również koszty związane z ich rozwojem fizycznym i intelektualnym oraz zabawą. Okazuje się, że polskie dziecko dostaje nowe zabawki przeciętnie nie częściej niż raz w miesiącu, a miesięczny budżet przeznaczany na takie zakupy to – zgodnie z deklaracjami ankietowanych – ok. 200 zł. Średni miesięczny budżet na zakup książek dla dzieci to natomiast 127 zł.

Wysoki priorytet w wydatkach związanych z procesem wychowawczym i rozwojowym najmłodszych Polaków mają różnego rodzaju zajęcia dodatkowe i pozaszkolne. Na takie zajęcia uczęszcza 70% dzieci, z czego zdecydowanie najczęściej są to lekcje języków obcych (28%) i zajęcia sportowe (30%).

Koszty zajęć dodatkowych to niemały wysiłek dla portfela rodziców. Zajęcia sportowe to miesięczny wydatek w wysokości średnio 214 zł, nauka języków obcych – 260 zł miesięcznie, zaś lekcje gry na instrumencie i korepetycje indywidualne z przedmiotów szkolnych – blisko 350 zł miesięcznie za każde. Budżet przeznaczany na atrakcje dodatkowe to najczęściej od 250 do 300 zł na miesiąc.

Dzieci – największa i najlepsza inwestycja

Z powyższych wyliczeń wynika, że wychowanie dzieci generuje jedne z większych wydatków w skali całego życia ekonomicznego ich rodziców – wielu osobom niełatwo je udźwignąć nawet przy wsparciu programu 500+. Mimo to potomkowie są najlepszą inwestycją, jakiej możemy dokonać, dlatego na ich wychowywaniu staramy się nie oszczędzać. Współcześni rodzice dużo chętniej niż poprzednie pokolenia inwestują we wszechstronny rozwój swoich pociech, zapewniając im dobrą edukację i odpowiednią dawkę wartościowej rozrywki. Dużo poważniej traktują też m.in. ich zdrowie i żywienie. Takie podejście kosztuje, ale również przynosi ogromny zysk – w postaci nowego pokolenia doskonale wykształconych i zdrowych Polaków.

Raport „Ile kosztuje dziecko” został opracowany na podstawie badania ilościowego przeprowadzonego we wrześniu br. przez ośrodek badawczy SW Research. Objęło ono reprezentatywną grupę 1000 rodziców dzieci w wieku do 24. roku życia.

Źródło: platforma MAM

POLECAMY:

Poziom serotoniny u matki wpływa nie tylko na jej zdrowie. Może mieć także związek z autyzmem u dziecka

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.