Przejdź do treści

Ciągły monitoring zarodków zwiększa szanse in vitro o 25%

Specjalista ds. embriologii przy mikroskopie /Ilustracja do tekstu: Zarodki z komórek macierzystych
fot. Fotolia

System ciągłego monitoringu zarodków, który jest już dostępny w wielu klinikach leczenia niepłodności, może znacząco zwiększać skuteczność zabiegów in vitro – prognozują lekarze. Ich opinię potwierdziły najnowsze badania.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

System ciągłego monitoringu zarodków opiera się na zastosowaniu embrioskopu, który w kilkunastominutowych odstępach czasowych dokonuje obserwacji zarodków umieszczonych w inkubatorach. Uzyskane w ten sposób dane przesyłane są do komputera. Tam specjalny algorytm oceny parametrów morfokinetycznych analizuje, który z zarodków daje najlepsze rokowania na ciążę i żywe urodzenie dziecka.

Dzięki nowej technice obrazowania dla każdego 5-dniowego zarodka można uzyskać nawet 1000 zdjęć. To olbrzymia zmiana w stosunku do praktyk stosowanych wcześniej – wówczas podobne dane uzyskiwane były jedynie raz na dobę. Dodatkowo tradycyjny proces monitorowania zarodków wymagał wyjęcia ich z optymalnych warunków rozwoju, co łączyło się z ryzykiem uszkodzenia.

Ciągły monitoring zarodków to rewolucja w leczeniu niepłodności

Jak wynika z najnowszych badań, nowa metoda monitoringu zarodków daje o 25% wyższe szanse na urodzenie dziecka. Tak obiecujące rezultaty zaobserwowano zarówno u kobiet, które do zapłodnienia in vitro wykorzystały komórki jajowe pozyskane od dawczyń, jak i u tych, które użyły własnych.

Badaniami, które miały na celu ocenę wpływu ciągłego monitorowania zarodków na szanse ciąży i późniejszego żywego urodzenia, kierował specjalista ds. medycyny rozrodu prof. Simon Fishel. Obiecujące wyniki, które przedstawiono w portalu medycznym Reproductive BioMedicine Online, opierają się na analizie 24 000 historii leczenia za pomocą zabiegów in vitro, do których wykorzystano nową technikę obrazowania.

W trakcie analiz eksperci zauważyli m.in., że jednym z czynników, które odpowiadają za pomyślny finał ciąży, jest szybkość rozwoju embrionu, a także sposób, w jaki dzielą się komórki. Odkrycie to nie byłoby możliwe przy tradycyjnym monitoringu zarodków.

– Nowa technologia zrewolucjonizuje zabiegi in vitro. – To najbardziej ekscytujące usprawnienie od 40 lat, gdy zacząłem prace w tej dziedzinie – mówi prof. Fishel.

Rozwój zarodka pod baczną obserwacją

Jedną z par, które wzięły udział w badaniach prowadzonych przez Fishela, byli Paula i Paul Chapmanowie z Mansfield w angielskim hrabstwie Nottinghamshire. Zarodek, który wówczas przetransferowano Pauli, prawidłowo zagnieździł się w macicy, a ciąża zakończyła się zdrowym urodzeniem. Dziś ich córeczka Jaycie ma 3 lata, a jej rodzice bardzo cieszą się, że skorzystali z nowej techniki.

– Mogliśmy obserwować rozwój Jaycie od samego początku jej istnienia – mówi Paul Chapman w rozmowie z Daily Mail.

Chociaż technika ciągłego monitoringu zarodka została opracowana z myślą o zabiegach in vitro, naukowcy obecnie upatrują w niej szans na usprawnienie procesów diagnostycznych w codziennej praktyce medycznej. Szczegółowo zostanie przedstawiona za kilka miesięcy – podczas konferencji naukowej organizowanej w maju 2018 r. we Włoszech.

Źródło: rbmojournal.com, dailymail.co.uk

Polecamy również: Dowiedziała się, że jest w ciąży, 45 minut przed porodem

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dwa podejścia in vitro, udana ciąża i… diagnoza zespołu Downa – miłość nie ma granic!

Fot. oursweetgwendolyn Instagram || „Wspaniała wiadomość, zrobiliśmy więcej i w gratisie dostaniesz ekstra chromosomy! Otrzymasz je wraz z ukończonym zamówieniem w przeciągu 9-ciu miesięcy”

Nie zawsze wszystko toczy się tak, jak byśmy tego chcieli. Gdy Jessica i jej mąż rozpoczęli starania o dziecko, okazało się, że nie będzie to prosta droga. Pierwsza próba in vitro była niestety nieudana. Druga na szczęście okazała się być sukcesem! Niestety w 11 tygodniu ciąży owo szczęście zostało poddane silnej próbie – badania wykazały, że dziecko ma trisomię 21. pary chromosomów, czyli zespół Downa.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Taka wiadomość zawsze jest szokiem. Wszyscy rodzice liczą przecież na to, że ich wymarzone, wyczekane dziecko będzie zdrowe. Niestety nie zawsze się tak dzieje: „Początkowo byliśmy zdewastowani, ale wszystko dlatego, że nie mieliśmy żadnego doświadczenia z zespołem Downa i było to coś, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy. Przez trzy dni byliśmy w bardzo głębokiej rozpaczy, zdecydowaliśmy jednak, że chcemy zdobyć wiedzę w tym kierunku tak, byśmy mogli być szczęśliwi i oczekiwać na narodziny naszego dziecka” – mówi Jessica w rozmowie z boredpanda.

Para poszukała wsparcia m.in. w jednej z lokalnych fundacji, która zajmuje się tematyką związaną z zespołem Downa i to właśnie edukacja stała się dla nich jednym z ważniejszych kroków w procesie akceptacji swojej sytuacji. „Zdaliśmy sobie sprawę, że po prostu nie rozumieliśmy diagnozy, ponieważ nie znaliśmy nikogo z zespołem Downa. Strach przed tym, czego nie znamy, albo nie rozumiemy, jest naturalny” – opowiada Jessica, czyli dziś już mama małej, wyjątkowej dziewczynki.

Fot. oursweetgwendolyn Instagram

Zobacz też: Nieinwazyjne badania prenatalne. Które należy wykonać w ciąży?

Zero reklamacji

Po pierwszych miesiącach życia córeczki, Jessica umieściła w mediach społecznościowych post, w którym w metaforyczny sposób opisała swoje doświadczenie. Stworzyła swego rodzaju „recenzję produktu” – na wzór recenzji umieszczanych w sklepach internetowych. Napisała, że „składając swoje zamówienie” prosiła o standardową liczbę chromosomów. Wkrótce dostała jednak odpowiedź: „Wspaniała wiadomość, zrobiliśmy więcej i w gratisie dostaniesz ekstra chromosomy! Otrzymasz je wraz z ukończonym zamówieniem w przeciągu 9-ciu miesięcy” – opisuje.

Wszystkie inne zamówienia, które widziałam w perfekcyjnych postach na Instagramie NIE miały dodatkowych chromosomów. Cóż, zdecydowałam, że otrzymanie mojego zamówienia z ekstra chromosomami jest lepsze, niż nie otrzymanie żadnego, postanowiłam więc poczekać, aż niespodzianka nadejdzie. Od dwóch miesięcy mam już swoje zamówienie i piszę tę recenzję, aby dać innym znać, że otrzymanie w gratisie dodatkowych chromosomów jest niesamowite! Jeśli je oferują, zdecydowanie bierz je!

Fot. oursweetgwendolyn Instagram

Pod postem zamieściła zdjęcie, które jest finalnym efektem zamówionego „produktu”. Patrząc na prześliczną małą dziewczynkę, zdecydowanie wszelkie potrzeby reklamacji nie wchodzą w grę. Podobnie sądzą setki tysięcy internautów, którzy niezwykle pozytywnie odebrali ten post. Okazali przy tym cała masę wsparcia i zrozumienia, co jak podkreśla Jessica, jest w tej sytuacji niezwykle potrzebne. Zaznacza oczywiście, że pierwsza wiadomość o diagnozie jest przerażająco trudna i należy pozwolić sobie na jej opłakanie. Jednak koniec końców, dziecko z zespołem Downa ma z innymi maluchami więcej wspólnych części, niż różnic. A co najważniejsze – miłość do niego jest przeogromna.

Trudna droga do szczęścia

Niewątpliwie, gdy takie sytuacje stają nam na drodze, świat wywraca się do góry nogami. Podobne doświadczenie miała Julie, która okazała się być w wieku 45 lat w ciąży z bliźniakami. Chłopcy mieli zespół Downa. Gdy przyszli rodzice dowiedzieli się o diagnozie, poczuli, że nie dadzą rady zająć się dwójką dzieci ze specjalnymi potrzebami i rozważali nawet adopcję. W ostatnim trymestrze ciąży postanowili jednak nie oddawać chłopców, a po ich urodzeniu… nie wyobrażali sobie już bez niż życia! Pisaliśmy o tej historii tutaj: KLIK – te uśmiechy potrafią rozwiać wszelkie wątpliwości!

Zobacz też: Dziecko z zespołem Downa w niezwykłej sesji

Źródło: boredpanda

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Test oksytocynowy – czym jest i kiedy się go wykonuje?

Test oksytocynowy
fot.Pixabay

W niektórych przypadkach ciąż powikłanych zachodzi podejrzenie, że pod wpływem skurczy porodowych akcja serca dziecka może zostać zaburzona lub zatrzymana. Dlatego zanim podejmie się decyzję o sposobie rozwiązania ciąży, w niektórych sytuacjach zaleca się wykonanie testu oksytocynowego, który pozwala na ustalenie jak dziecko reaguje na skurcze macicy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest oksytocyna?

Oksytocyna to hormon podwzgórza. Jest szczególnie ważna w czasie porodu – powoduje skurcze mięśni macicy. Po porodzie i wydaleniu łożyska, oksytocyna powoduje obkurczanie się naczyń krwionośnych wewnątrz macicy, dzięki czemu tamuje krwawienie.

Ma wpływ na zwijanie macicy w połogu. Żeńskie hormony płciowe estrogeny wzmagają wydzielanie oksytocyny, natomiast progesteron je hamuje. Oksytocyna uwalniana jest też po podrażnieniu brodawek sutkowych, na przykład podczas ssania piersi, co w okresie laktacji ułatwia wydzielanie mleka. Stężenie oksytocyny rośnie w trakcie ciąży. Wydzielanie oksytocyny pobudzane jest przez rozszeżającą się szyjkę macicy.

Oksytocyna wydziela się również, kiedy kobieta jest podniecona seksualnie, stężenie rośnie gwałtowanie w trakcie orgazmu. Jak dowodzą liczne badania z zakresu psychologii, oksytocyna bierze udział w odczuwaniu przyjemności, jest ważnym hormonem odpowiadającym za nasze odczucia w stanie zakochania, pomaga budować i spajać relacje. Jej pojawienie się w organizmie sprawia, że postrzegamy potencjalnych partnerów lub partnerki jako atrakcyjniejszych, chętniej nawiązujemy bliskie relacje, jesteśmy bardziej wrażliwe na dotyk.

Zobacz też: Wstyd przyznać się do wstydu… ale zastanów się: czy wiesz, czego się wstydzisz?

Kiedy wykonuje się test oksytocynowy?

Test oksytocynowy, nazywany również testem stresowym, testem OCT oraz testem CST, wykonywany jest u niektórych kobiet z powikłaną lub przenoszoną ciążą. Dziś wykonuje się go rzadziej niż kiedyś, jednak wciąż uważany jest za miarodajne narzędzie diagnostyczne, które pozwala na wybranie odpowiedniej metody rozwiązania ciąży (poród naturalny, cesarskie cięcie). Często wykonuje się go, gdy test biofizyczny płodu wykaże nieprawidłowości.

Test oksytocynowy pozwala przewidzieć, jak dziecko poradzi sobie w trakcie porodu. Podana do organizmu kobiety oksytocyna wywołuje skurcze. W tym czasie kobieta podłączona jest do aparatury, która dokonuje pomiaru aktywności serca dziecka oraz monitoruje wywołane skurcze. Jeśli aktywność serca płodu spada podczas skurczy, może się zdarzyć, że lekarz zaleci poród poprzez cesarskie cięcie.

Test wykonuje się w 32 tygodniu ciąży lub później. Badanie trwa około 2 godzin i przeprowadza się je w szpitalu, najczęściej w pozycji leżącej.

Zobacz też: Szczepienia w ciąży – co mówią wytyczne towarzystwa immunologicznego?

Jakie są przeciwwskazania do wykonania testu oksytocynowego?

Testu oksytocynowego nie wykonuje się, gdy:

  • Kobieta jest szczególnie wrażliwa na oksytocynę
  • Są inne bezwzględne wskazania do cesarskiego cięcia/przeciwwskazania do porodu naturalnego
  • Wystepuje wzmożone napięcie mięśnia miednicy
  • Istnieje zagrożenie pęknięcia macicy
  • Kobieta lub płód cierpią na zaburzenia sercowo-naczyniowe
  • Istnieje ryzyko przedwczesnego porodu

 

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

 

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

“In vitro. Rozmowy intymne”  – debata ekspercka przy okazji premiery książki Małgorzaty Rozenek-Majdan

W maju premierę miała długo wyczekiwana książka Małgorzaty Rozenek-Majdan “In Vitro. Rozmowy intymne”.  W siedzibie PAP-u odbyła się konferencja prasowa, w której wzięła udział autorka oraz eksperci ds. leczenia i społecznego postrzegania niepłodności. Debatę poprowadziła Dorota Wellman.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

Debata o in vitro w Polsce  – prelegenci

W debacie w siedzibie PAP wzięli udział: autorka książki “In vitro. Rozmowy intymne” Małgorzata Rozenek-Majdan, doktor Piotr Lewandowski, ekspert do spraw rozrodczości i leczenia niepłodności  z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii, założyciel kliniki nOvum, Dorota Gawlikowska współzałożycielka Polskiego Stowarzyszenia Psychologów Niepłodności (PSPN) i członkinią ESHRE (Europejskie Towarzystwo Ludzkiego Rozrodu i Embriologii) oraz Barbara Szczerba, wiceprzewodnicząca i współzałożycielka Stowarzyszenia Nasz Bocian. Debatę poprowadziła dziennikarka Dorota Wellman.

Najbardziej nam zależy na tym, żeby zdjąć ciężar moralizatorski i religijny, a przede wszystkim stygmat wstydu z procedury medycznej, jaką jest in vitro. Dzięki metodzie in vitro możemy się spełniać w macierzyństwie  i powinnyśmy mówić o tym głośno. Dostaję wiele listów, szczególnie od kobiet z mniejszych miast i miejscowości. Piszą, że dzięki temu, że ten temat jest poruszany w mediach, że się o nim mówi, łatwiej im jest zmagać się z problemem niepłodności, również na poziomie rozmowy z rodzinami i znajomymi. Chodzi o pokazanie, że in vitro to jest zwykła procedura medyczna – mówiła Małgorzata Rozenek-Majdan.

Zobacz też: Jakość nasienia kontra wiek

Tematy poruszane w trakcie debaty

Prelegenci rozmawiali o możliwościach refundacji in vitro, strategiach finansowania zabiegów, stanowisku Kościoła wobec in vitro i mentalności polskiego społeczeństwa, które uznaje wspomagane zapłodnienie za temat tabu.

Małgorzata Rozenek Majdan opowiadała o poczuciu niemocy, które towarzyszy starającym się o dziecko parom i o trudnościach psychologicznych, które trzeba pokonać, by zdecydować się na medykalizację tej jakże intymnej sfery życia, jaką jest seksualność i planowanie rodziny.

Kiedy 19 lat temu powstało Stowarzyszenie Nasz Bocian, podstawowym celem była walka ze stygmatyzacją ludzi, z dążeniem do refundacji procedur zapłodnienia pozaustrojowego, zmniejszenia kosztów procedur. Przez chwilę było lepiej, teoretycznie mogłyśmy wtedy zamknąć stowarzyszenie. Jednak teraz jest nawet gorzej. Nie ma edukacji,  nie ma refundacji, a ludzie są stygmatyzowani powiedziała Barbara Szczerba.

Zobacz też: Komórki jajowe. Ile ich mamy, jak długo żyją i jak o nie zadbać?

Jak duży jest problem niepłodności?

Niepłodność została sklasyfikowane przez WHO jako choroba społeczna. Dotyczy 15-20% małżeństw w wieku rozrodczym. Jest jednym z niewielu schorzeń, które dotyka dwie strony – kobiety i mężczyzn. Jest też niewiele schorzeń, które lecząc, możemy wyleczyć kilkoro ludzi na raz. Problemem niepłodności dotknięta jest nie tylko starająca się o dziecko para, ale też członkowie rodziny, przyjaciele. Daje to całą wielką rzeszę osób, których niepłodność dotyka – mówił doktor Lewandowski.

Zdaniem doktora, kiedyś najczęstszą przyczyną niepłodności była patologia jajowodów lub schorzenia i operacje, które doprowadzały do niedrożności jajowodów. Obecnie na prowadzenie wysuwa się czynnik męski, mianowicie słabsze parametry nasienia. Z powodów związanych ze stylem życia i zanieczyszczeniem środowiska (czynnik cywilizacyjny), problem niepłodności będzie rosnąć.

Zobacz też: Warszawa zwiększa dofinansowanie in vitro

Spadek jakości nasienia jest tak znaczny, że za paredziesiąt lat wszyscy będziemy musieli korzystać z zapłodnienia pozaustrojowego, żeby się rozrodzić. Można powiedzieć, że co 5-6 para w wieku rozrodczym jest dotknięta niepłodnością. Dzięki ewolucji metody in vitro, obecnie możliwe jest zapłodnienie komórki jajowej z pojedynczego plemnika, czasami szukamy go godzinami. W temacie niepłodności istotnym czynnikiem jest czas. Przede wszystkim kobiety zbyt późno podchodzą do rozrodu. Czas jest głównym przeciwnikiem leczenia niepłodności. Jak ktoś przypomni sobie po 40-stce, że czas mieć dzieci, to może być już za późno.

Po 42 roku życia w domu tej ciąży nie da się wykrzesać, również w laboratorium szansa na sukces jest poniżej 10%. Trzeba to sobie uświadomić, że koło 30-stki wypada postarać się o te dzieci, a nie dbać tylko o karierę. Żyjemy w takich czasach, że trudno komuś odmawiać lepszego mieszkania i lepszej pozycji zawodowej, ale to wszystko powoduje, że coraz szersza rzesza pacjentów przychodzi do kliniki leczenia niepłodności – mówił ekspert.

Zobacz też: Zanieczyszczone powietrze obniża jakość nasienia

Emocje w leczeniu niepłodności

Dorota Gawlikowska mówiła o emocjach, które towarzyszą leczeniu niepłodności. Według przytaczanych przez ekspertkę badań, poziom lęku i depresji u osób leczących się z powodu niepłodności jest porównywalny do tego, którego doświadczają osoby leczące się na ciężkie choroby serca. Nawet u co trzeciej osoby borykającej się z niepłodnością obserwuje się pełnoobjawową depresję. Zaburzenia lękowe i depresyjne są najczęstszą przypadłością osób zmagających się z niepłodnością.

Jest konsekwencja permanentnego stanu kryzysu, w którym znajduje się osoba bezskutecznie  starająca się o dziecko. Staramy się upowszechniać wiedzę na temat tego, że pary leczące niepłodność niezbędnie potrzebują wsparcia psychologicznego przeszkolonych specjalistów od początku swoich starań, zwłaszcza starań zmedykalizowanych.  Jednak wsparcie nie ogranicza się do osób starających się o dziecko metodą in vitro, lecz dotyczy także innych sposobów wychodzenia z niepłodności: powinny nim być objęte też pary, które planują adopcję lub korzystają z innych metod wspomagania rozrodu lub decydują się na świadomą bezdzietność – powiedziała Dorota Gawlikowska.  

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?

Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?
fot.Pixabay

Dzieci pytają o to, skąd się wzięły. Raczej prędzej niż później. Rozmowy o seksie z dziećmi są trudne, jeszcze trudniejsze są rozmowy o in vitro i niepłodności. Bo nie dość, że trzeba porozmawiać o seksie, to jeszcze trzeba umiejętnie przekazać dziecku informację, że ono zostało poczęte inaczej. Jak sobie z tym poradzić?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bociany i pszczółki

Rzadko który rodzic ze spokojem i pewnością siebie oczekuje momentu, w którym dziecko zapyta go, skąd się wzięło. Rodzic, którego dziecko poczęło się dzięki pomocy medycyny jest w trudniejszej sytuacji. Musi się nie tylko zmierzyć z tematem seksualności (własnej i dziecka), ale również własnym zawstydzeniem, niepewnością, ambiwalencją, czyli tym wszystkim, co obudziła w nim niepłodność.

Dlatego też zanim rodzic podejmie decyzję czy, jak i kiedy mówić dzieciom o tym, skąd się wzięły, musi mieć w sobie wystarczające zrozumienie sytuacji. Żeby w zrównoważony i odpowiedni dla dziecka sposób przekazać informacje, trzeba najpierw samemu mieć przepracowane uczucia związane z trudnościami z zajściem w ciążę. Jeśli mamie i tacie uda się uporać z tymi wątpliwościami, rozmowa z dzieckiem powinna być znacznie łatwiejsza.

Zobacz też: Rozwój wcześniaka. Wszystko, co musisz wiedzieć, gdy istnieje ryzyko porodu przedwczesnego

Czym dla rodzica jest leczenie niepłodności?

Decyzja o rozpoczęciu leczenia niepłodności jest z całą pewnością trudna. Zanim człowiek trafi do specjalistycznej kliniki, przejdzie przez gabinety „zwykłych” ginekologów, specjalistów medycyny naturalnej, akupunktury… Możliwości jest wiele. Tym, co utrudnia decyzję o leczeniu lub spycha ją na poboczne tory jest na przykład ambiwalencja, obawy przed reakcją bliskich, czy nawet ostracyzmem społecznym, . Nierzadko też w głowie rodziców rozgrywa się konflikt w obszarze pragnień i uczuć religijnych. Leczenie niepłodności to również zgoda na ingerencję kogoś trzeciego w bardzo intymne sprawy pary.

Szczególnie trudne psychologicznie są sytuacje, kiedy trzeba skorzystać z komórki dawcy czy pomocy surogatki. Niezależnie od tego, jak bardzo byśmy tego chcieli, nie da się komórki jajowej czy cudzej macicy zredukować jedynie do biologii. Za decyzją, by komuś oddać komórkę lub użyczyć swojego ciała stoją określone motywacje. Dziecko urodzone tą drogą może pragnąć poznać biologiczną lub zastępczą matkę. Wreszcie biorczyni komórki jajowej czy nasienia musi uporać się z uczuciem żalu, że sama nie była sobie w stanie poradzić, że ktoś inny miał większe od niej możliwości. Uświadomienie sobie tego faktu może prowadzić do takich uczuć jak zawiść, gniew, złość. Żeby było ciekawiej, te uczucia najczęściej występują w mieszance wybuchowej z wdzięcznością, miłością, radością.

Zobacz też: Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Zanim zaczniesz rozmowę z dzieckiem

Dlatego też, zanim powiesz dziecku, że pochodzi z in vitro lub, że urodziła je inna pani, przypomnij sobie swoje uczucia i zagubienie z czasów diagnozy i leczenia niepłodności. Jest prawdopodobne, że dziecko również doświadczy tych uczuć. Tyle tylko, że może nie umieć o nich mówić, może też nie mieć świadomego do nich dostępu, nie potrafić ich rozpoznać i nazwać.

Warto również pamiętać, że rozmowa o in vitro to przede wszystkim rozmowa o intymności rodziców, to de facto rozmowa o seksie. Nie da się wprowadzić dziecka w świat zapłodnienia pozaustrojowego bez przejścia z nim kwestia zapłodnienia naturalnego. Dlatego też warto się dobrze zastanowić, zanim powie się: „wiesz synku, pojawiłeś się na świecie dzięki in vitro”, na ile dziecko jest w stanie taką wiedzę przyswoić. Czy będzie ona dla niego porządkująca, czy raczej przerażająca. Czy dziecko jest na tyle dojrzałe, że doceni wysiłki rodziców, czy raczej pojawi się w nim fantazja, że coś niepokojącego działo się z rodzicami, że czegoś im brakowało, czy też byli w jakiś sposób chorzy.

Zobacz też: Położna i jej rola w leczeniu niepłodności – o swoim doświadczeniu opowiada Alina Jedlińska, ambasadorka kampanii „Położna na medal”

Relacje rodzinne

Badania pokazują, że nawet połowa rodziców nie informuje swoich dzieci o tym, że korzystało z komórek dawców lub dawczyń. Tym samym, pozbawia dzieci informacji nie tylko o tym, że nie ma między nimi biologicznego pokrewieństwa, ale również potencjalnych informacji o ich historii medycznej, możliwych obciążeniach, chorobach.

Natomiast na poziomie emocjonalnym, ukrywając przed dzieckiem tego typu informację, zaprzeczamy faktom. Odbieramy w ten sposób dziecku możliwość zadania pytań na temat swojej tożsamości, pochodzenia, korzeni.

Rozmowa o tym, że dziecko pojawiło się na świecie dzięki in vitro może też wpłynąć na relacje rodzinne. Jeśli dziecko zdecyduje się na zadawanie pytań i poszukiwania, rodzic może poczuć zaniepokojenie, czy wręcz uznać, że jest odrzucany przez dziecko.

Dlatego, jak już wspomniałam – zanim zaczniemy rozmowę z dzieckiem, warto, żebyśmy tak dalece, jak jest to możliwe poukładali własne emocje związane z tematem leczenia niepłodności.

Zobacz też: “Położna na Medal” 2018 – znamy laureatki konkursu

A może nie mówić?

Wydaje się, że sekrety związane z leczeniem niepłodności mogą wyrządzić więcej szkody, niż pożytku. Trudno sobie wyobrazić, aby zatajanie przed dzieckiem informacji o tym, że biologicznie jest spokrewnione z kimś innym, miało na celu tylko i wyłącznie ochronę dziecka. Sekrety zwykle biorą się z lęków i niepewności osób, które jest utrzymują.

Ale też trzeba pamiętać, że rozmowa o in vitro to w gruncie rzeczy rozmowa o życiu seksualnym rodziców. To też rozmowa o określonym klimacie społecznym czy religijnym, w którym żyje rodzina. To wreszcie rozmowa o ich własnych lękach, ambiwalencji i stratach. Dlatego też być może ważniejsze od pytania, „jak powiedzieć”, jest pytanie „dlaczego”. Co chcemy dziecku powiedzieć? Czy jest gotowe na tę rozmowę i dlaczego ma się ona odbyć właśnie teraz?

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Ekspert

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami