Przejdź do treści

Sposób na niepłodność? Po prostu wyluzuj!

Psycholog Niepłodność może być bardzo osamatniającym uczuciem

To, z czym w życiu szczególnie trudno sobie poradzić, to kiedy nie układa się ono tak, jakby się chciało. Przecież każdy z nas ma jakieś plany, oczekiwania i wyobrażania. Pewne sprawy mają się zdarzyć; są oczywiste i nie poddajemy ich w wątpliwość. Tak właśnie jest z rodzicielstwem. Na wiele lat przed podjęciem ostatecznej decyzji, wiemy, czy chcemy mieć dzieci. Diagnoza niepłodności jest więc jednym z największych wyzwań, przed jakimi stają dorosłe osoby. Może stać się źródłem głębokiego kryzysu, z którego wychodzi się bardzo długo.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pomimo tego, jak złożona i emocjonalnie obciążająca jest niepłodność, nie mówimy o niej, nie szukamy profesjonalnej pomocy, nie rozmawiamy z bliskimi, czasami milczymy przed mężem czy żoną.

Ludzie, którzy nie zawahaliby się zwrócić do lekarza czy terapeuty, gdyby cierpieli z powodu każdej innej przypadłości medycznej, zamykają się w sobie, kiedy dowiadują się, że cierpią z powodu niepłodności.

Przestają być widoczni, tak jak nie widać ich niepłodności. Pomaga to wzmacniać fantazję, że być może diagnoza niepłodności jest błędna. Uczucia stają się coraz bardziej intensywne, coraz mniejsza jest nad nimi kontrola, aż osiągają rozmiar kryzysu.

Nie tylko niepłodna para nie radzi sobie z trudnościami; jej bliscy i otoczenie również. Stąd biorą się, tak zwane dobre rady, z których najbardziej popularne to „wyluzuj”, „wyjedź na wakacje”, „nie myśl za dużo, zajmij myśli czymś innym”. Jedziemy, więc na weekend, urlop, wakacje.

Robimy remont mieszkania, zaczynamy kurs zawodowy, co z jednej strony jest rozwojowe, z drugiej jednak ma odwrócić myśli od zmartwienia. Działanie dość nieskuteczne, bo przecież nie można do końca zapomnieć. Myśli i uczucia ciągle wracają i w mniej lub bardziej wyraźny sposób wpływają na rzeczywistość.

Osoby zmagające się z niepłodnością wiedzą zbyt dobrze, jak frustrujące i obciążające są tego typu sugestie.

Czy więc rzeczywiście jedynie człowiek „wyluzowany” to człowiek płodny? I co jest pomocne w radzeniu sobie z niepłodnością? Kto i czego najbardziej korzysta, kiedy zmaga się ze zbyt długim staraniem o dziecko? A może rzeczywiście lepiej nie roztrząsać tematu i skupić się na działaniu?

Korzyści z milczenia?

Osoby pojawiające się w gabinecie terapeutycznym mówią przede wszystkim o leczeniu – opisują procedury, które przeszli, lekarzy, których odwiedzili, leki, które brali. Jest to opis traumy i przewlekłego stresu, którego doświadczają. Mówienie o tym przynosi im natychmiastową ulgę. Jednocześnie mają dużą trudność w mówieniu o tym, jak to jest nie móc mieć dzieci. Bardzo często w fantazjach pojawia się obawa, że zostaną uznani za szalonych, nienormalnych, czy (i to jest chyba najtrudniejsze) niegotowi na dzieci. Obawiają się, że ujawnienie uczuć, nazwanie i omówienie ich otworzy tamę, która dotąd z trudem, ale jednak trzymała ich w ryzach. A potem emocje się wyleją i nie będzie można już ich opanować. Depresja czy lęk wydają się nie do zniesienia.

Milczenie pozwala się zapomnieć. Pomaga utrzymać fantazję, że wszystko jest w porządku. I co ważniejsze – nawet jeśli nie jest w porządku, utrzymuje fasadę samodzielności. Niestety, korzyści z milczenia są tylko pozorne. 

Im dłużej, tym trudniej

Nie jest to jednoznaczne, ale wiele wskazuje na to, że niepłodność przeżywana bywa inaczej w zależności od stopnia jej zaawansowania i podjętych działań. Najtrudniejszy moment pojawia się po nieudanym in vitro. Czasem dopiero wtedy pojawia się kryzys, ale badania pokazują też, że już na etapie przygotowań do IVF kobiety doświadczają silniejszych uczuć depresyjnych niż ich zdrowe odpowiedniczki. A im dalej w leczeniu, tym trudniej. Kolejne porażki pogłębiają depresję i obniżają samoocenę.

Dodatkowo, niektóre badania sugerują, że samopoczucie może wpływać na skuteczność leczenia. Większość potwierdza, że obniżony nastrój obniża szanse na powodzenie w leczeniu.[1]

Co pomaga, a co niekoniecznie

Wydaje się więc jasne, że skoro trudności psychologiczne mają wpływ na przebieg i wynik leczenia niepłodności, odpowiednie wsparcie jest niezbędne. Znowu, odwołując się do badań, wyraźnie widać, że uczestnictwo w terapii indywidualnej lub grupie wsparcia przynosi pacjentom wymierne korzyści, takie jak redukcja lęku, napięcia, objawów depresyjnych oraz złości.

Badania z 2000 roku pokazały, że 55% kobiet korzystających z terapii kognitywno-behawioralnej osiągało ciążę, w porównaniu z 54% kobiet uczestniczących w grupie wsparcia. Natomiast spośród kobiet reprezentujących grupę kontrolną, a więc nie korzystających z żadnej formy wsparcia psychologicznego, zaledwie 20% zaszło w ciążę.

Niepłodność prowadzi do granic rozpaczy. Konfrontuje z cierpieniem, którego się nie spodziewamy, z uczuciami, o które się nie podejrzewamy. Osoba doświadczająca niepłodności potrzebuje więc kogoś, kto nie będzie się bał pójść z nią w te miejsca, kto wytrzyma ciemność, smutek, zwątpienie, złość, zazdrość, kto nie oceni. Czasami jest to bliska osoba, a czasami musi to być profesjonalista. To jednak ważne, żeby dać sobie prawo do tej wyprawy i nie wyruszać w nią samotnie. Nie jest to konieczne.

[1] https://womensmentalhealth.org/specialty-clinics/infertility-and-mental-health/?doing_wp_cron=1478645065.5602040290832519531250

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

“In vitro. Rozmowy intymne”  – debata ekspercka przy okazji premiery książki Małgorzaty Rozenek-Majdan

W maju premierę miała długo wyczekiwana książka Małgorzaty Rozenek-Majdan “In Vitro. Rozmowy intymne”.  W siedzibie PAP-u odbyła się konferencja prasowa, w której wzięła udział autorka oraz eksperci ds. leczenia i społecznego postrzegania niepłodności. Debatę poprowadziła Dorota Wellman.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

Debata o in vitro w Polsce  – prelegenci

W debacie w siedzibie PAP wzięli udział: autorka książki “In vitro. Rozmowy intymne” Małgorzata Rozenek-Majdan, doktor Piotr Lewandowski, ekspert do spraw rozrodczości i leczenia niepłodności  z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii, założyciel kliniki nOvum, Dorota Gawlikowska współzałożycielka Polskiego Stowarzyszenia Psychologów Niepłodności (PSPN) i członkinią ESHRE (Europejskie Towarzystwo Ludzkiego Rozrodu i Embriologii) oraz Barbara Szczerba, wiceprzewodnicząca i współzałożycielka Stowarzyszenia Nasz Bocian. Debatę poprowadziła dziennikarka Dorota Wellman.

Najbardziej nam zależy na tym, żeby zdjąć ciężar moralizatorski i religijny, a przede wszystkim stygmat wstydu z procedury medycznej, jaką jest in vitro. Dzięki metodzie in vitro możemy się spełniać w macierzyństwie  i powinnyśmy mówić o tym głośno. Dostaję wiele listów, szczególnie od kobiet z mniejszych miast i miejscowości. Piszą, że dzięki temu, że ten temat jest poruszany w mediach, że się o nim mówi, łatwiej im jest zmagać się z problemem niepłodności, również na poziomie rozmowy z rodzinami i znajomymi. Chodzi o pokazanie, że in vitro to jest zwykła procedura medyczna – mówiła Małgorzata Rozenek-Majdan.

Zobacz też: Jakość nasienia kontra wiek

Tematy poruszane w trakcie debaty

Prelegenci rozmawiali o możliwościach refundacji in vitro, strategiach finansowania zabiegów, stanowisku Kościoła wobec in vitro i mentalności polskiego społeczeństwa, które uznaje wspomagane zapłodnienie za temat tabu.

Małgorzata Rozenek Majdan opowiadała o poczuciu niemocy, które towarzyszy starającym się o dziecko parom i o trudnościach psychologicznych, które trzeba pokonać, by zdecydować się na medykalizację tej jakże intymnej sfery życia, jaką jest seksualność i planowanie rodziny.

Kiedy 19 lat temu powstało Stowarzyszenie Nasz Bocian, podstawowym celem była walka ze stygmatyzacją ludzi, z dążeniem do refundacji procedur zapłodnienia pozaustrojowego, zmniejszenia kosztów procedur. Przez chwilę było lepiej, teoretycznie mogłyśmy wtedy zamknąć stowarzyszenie. Jednak teraz jest nawet gorzej. Nie ma edukacji,  nie ma refundacji, a ludzie są stygmatyzowani powiedziała Barbara Szczerba.

Zobacz też: Komórki jajowe. Ile ich mamy, jak długo żyją i jak o nie zadbać?

Jak duży jest problem niepłodności?

Niepłodność została sklasyfikowane przez WHO jako choroba społeczna. Dotyczy 15-20% małżeństw w wieku rozrodczym. Jest jednym z niewielu schorzeń, które dotyka dwie strony – kobiety i mężczyzn. Jest też niewiele schorzeń, które lecząc, możemy wyleczyć kilkoro ludzi na raz. Problemem niepłodności dotknięta jest nie tylko starająca się o dziecko para, ale też członkowie rodziny, przyjaciele. Daje to całą wielką rzeszę osób, których niepłodność dotyka – mówił doktor Lewandowski.

Zdaniem doktora, kiedyś najczęstszą przyczyną niepłodności była patologia jajowodów lub schorzenia i operacje, które doprowadzały do niedrożności jajowodów. Obecnie na prowadzenie wysuwa się czynnik męski, mianowicie słabsze parametry nasienia. Z powodów związanych ze stylem życia i zanieczyszczeniem środowiska (czynnik cywilizacyjny), problem niepłodności będzie rosnąć.

Zobacz też: Warszawa zwiększa dofinansowanie in vitro

Spadek jakości nasienia jest tak znaczny, że za paredziesiąt lat wszyscy będziemy musieli korzystać z zapłodnienia pozaustrojowego, żeby się rozrodzić. Można powiedzieć, że co 5-6 para w wieku rozrodczym jest dotknięta niepłodnością. Dzięki ewolucji metody in vitro, obecnie możliwe jest zapłodnienie komórki jajowej z pojedynczego plemnika, czasami szukamy go godzinami. W temacie niepłodności istotnym czynnikiem jest czas. Przede wszystkim kobiety zbyt późno podchodzą do rozrodu. Czas jest głównym przeciwnikiem leczenia niepłodności. Jak ktoś przypomni sobie po 40-stce, że czas mieć dzieci, to może być już za późno.

Po 42 roku życia w domu tej ciąży nie da się wykrzesać, również w laboratorium szansa na sukces jest poniżej 10%. Trzeba to sobie uświadomić, że koło 30-stki wypada postarać się o te dzieci, a nie dbać tylko o karierę. Żyjemy w takich czasach, że trudno komuś odmawiać lepszego mieszkania i lepszej pozycji zawodowej, ale to wszystko powoduje, że coraz szersza rzesza pacjentów przychodzi do kliniki leczenia niepłodności – mówił ekspert.

Zobacz też: Zanieczyszczone powietrze obniża jakość nasienia

Emocje w leczeniu niepłodności

Dorota Gawlikowska mówiła o emocjach, które towarzyszą leczeniu niepłodności. Według przytaczanych przez ekspertkę badań, poziom lęku i depresji u osób leczących się z powodu niepłodności jest porównywalny do tego, którego doświadczają osoby leczące się na ciężkie choroby serca. Nawet u co trzeciej osoby borykającej się z niepłodnością obserwuje się pełnoobjawową depresję. Zaburzenia lękowe i depresyjne są najczęstszą przypadłością osób zmagających się z niepłodnością.

Jest konsekwencja permanentnego stanu kryzysu, w którym znajduje się osoba bezskutecznie  starająca się o dziecko. Staramy się upowszechniać wiedzę na temat tego, że pary leczące niepłodność niezbędnie potrzebują wsparcia psychologicznego przeszkolonych specjalistów od początku swoich starań, zwłaszcza starań zmedykalizowanych.  Jednak wsparcie nie ogranicza się do osób starających się o dziecko metodą in vitro, lecz dotyczy także innych sposobów wychodzenia z niepłodności: powinny nim być objęte też pary, które planują adopcję lub korzystają z innych metod wspomagania rozrodu lub decydują się na świadomą bezdzietność – powiedziała Dorota Gawlikowska.  

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Wsparcie po poronieniu – powstały dedykowane kartki okolicznościowe

Kiedy bliska osoba traci wyczekiwaną ciążę, często nie wiemy jak zareagować. Co powiedzieć, by ją wesprzeć, ale nie urazić? Nie będąc w stanie znaleźć właściwych słów, nie mówimy nic i pozostajemy z niewypowiedzianym współczuciem, wyrazami przyjaźni i poczuciem bezradności. W tym samym czasie kobieta mierząca się ze stratą może czuć się osamotniona i potrzebować naszego wsparcia. Brytyjska fundacja Miscarriage Association stworzyła kartki okolicznościowe, które pomagają znaleźć odpowiednie słowa, kiedy nasza bliska doświadcza poronienia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Życie po poronieniu – te szczere słowa mogą pomóc tysiącom kobiet

Wsparcie po stracie

Miscarriage Association to fundacja, która wspiera kobiety po doświadczeniu utraty ciąży. Dostarcza wiedzę medyczną, porady psychologiczne oraz informacje na temat miejsc, w których można szukać pomocy. Skierowana jest do kobiet po stracie, ich bliskich oraz personelu medycznego, który ma bezpośredni kontakt z kobietą zgłaszającą się do placówki z powodu poronienia.

Przedstawicielki fundacji piszą, że ich celem jest przełamywanie tabu. Podkreślają, że  poronienia zdarzają się częściej, niż większość osób uważa. Ze względu na wciąż żywe tabu społeczne, kobiety, które doświadczają straty, często zostają ze swoimi uczuciami same lub spotykają się z nieprzemyślanymi, raniącymi reakcjami otoczenia.

Zobacz też: Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

Kartki

–  Dostępne są kartki okolicznościowe związane z każdym ważnym wydarzeniem życiowym, oprócz tego  mówiła prezeska fundacji dziennikarzom The Independent. Postanowiły wypełnić tę lukę.

Fundacja stworzyła kartki okolicznościowe, na których wydrukowane są adekwatne do sytuacji słowa wsparcia. Wyrażają szacunek i współczucie dla przezywającej żałobę kobiety, nie bagatelizują jej doświadczenia, zapewniają o przyjaźni i chęci pomocy. Można je nazwać kartkami kondolencyjnymi, dostosowanymi do tego szczególnego rodzaju straty, jakim jest poronienie. W Polsce kartki kondolencyjne nie są często używane, ale w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy USA są popularną formą okazywania współczucia po śmierci bliskiej osoby.

Zobacz też: Jakie badania wykonać po poronieniu? Zobacz listę

Kobiety dla kobiet

Treść kartek została stworzona przy współpracy z kobietami, które doświadczyły poronienia. To one najlepiej wiedzą, czego może potrzebować kobieta w takiej sytuacji, a czego absolutnie nie chce usłyszeć ani przeczytać. Kartki są białe, z czarnym napisem, bez żadnych ozdób. W tej chwili dostępne są cztery różne treści, w planach są kolejne wzory kondolencji.

 

Nie ma dobrej kartki na tą okazję. Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty

Przykro mi, że Cię to spotkało. Nie wiem, co powiedzieć. Chcę, żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć

To totalnie ****. W kopercie jest uścisk, zwinięty przytulas. Ode mnie dla Ciebie.

Wydarzyło się najgorsze. Ale jestem tu dla Ciebie, w dzień, w nocy i w każdej chwili pomiędzy

“Chciałabym taką dostać”

Natasha  Necati, która poroniła osiem razy, mówi, że bardzo by chciała dostać jedną z tych kartek. – Kiedy poroniłam, ludzie starali się być mili i mnie pocieszać, ale ich komentarze miały odwrotny skutek. Słyszałam, że jestem młoda i nie mam czym się martwić, lub, że przynajmniej dzięki temu wiem, że mogę zajść w ciążę –  mówiła kobieta.

E-wydanie Magazynu Chcemy być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Źródła: The Independent, Miscarriege Association

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

„Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?” – powieść, która działa terapeutycznie

dlaczego nie chcecie mieć dziecka?

Anita Miller w książce “Dlaczego nie chcecie mieć dziecka” opisuje trudną drogę do rodzicielstwa Ani i Jacka. Zaczęli od zakochania, pełni szczęścia i pewności, że chcą założyć rodzinę. Później pojawiła się diagnoza, klinika leczenia niepłodności, depresja Ani, dni przeleżane w łóżku i przepłakane noce. Był gabinet psychiatryczny, “dobre rady” bliskich, nietaktowne pytania dalszych, ból, strach i samotność. Swoje szczęście znaleźli zupełnie gdzie indziej, niż się spodziewali. Zagościło w ich życiu po telefonie z ośrodka adopcyjnego.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Gdy wygrała walkę z niepłodnością postanowiła zostać… dawczynią macicy!

Opowieść o „staraczce”

Książka Anity Miller to portret kobiety, która zatraciła się w swoim pragnieniu bycia matką. Autorka szczerze i bez przesadnego owijania w bawałnę relacjonuje myśli, emocje i doświadczenia bohaterki, tak bardzo autentyczne, prawdopodobne i powszechne wśród kobiet leczących się z powodu niepłodności.

Ania – staraczka z powieści Miller, to młoda, realizująca się zawodowo kobieta, na którą diagnoza “endometrioza” spada jak grom z jasnego nieba. Niepłodność i słabe rokowania leczenia, cztery nieudane próby zapłodnienia in vitro kończą się depresją, myślami samobójczymi i wycofaniem z życia. W pewnym momencie, powodowana poczuciem winy i bezradnością, Ania chce nawet rozstać się ze swoim partnerem, by nie rujnować jego szans na bycie ojcem i szczęśliwe życie.

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?

Olśnienie

Bohaterka Anity Miller tak silnie skupia się na swoim celu – zajściu w ciążę, że traci z oczu swoje pasje i inne niż macierzyństwo życiowe cele. Na przemian odzyskuje i traci nadzieję, załamuje się i staje do walki, leczenie niepłodności pochłania całą jej energię.

Któregoś dnia przychodzi do niej olśnienie, wyzwalająca myśl: “Ja wcale nie chcę być w ciąży, ja chcę mieć dziecko! Mogę adoptować dziecko!”.  

Zobacz też: Wsparcie po poronieniu – powstały dedykowane kartki okolicznościowe

Literatura terapeutyczna

Dla kobiet leczących niepłodność powieść “Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?” może działać teraputycznie. Pozwala obserwować procesy wewnętrzne bohaterki, daje przestrzeń na porównanie ich ze swoimi własnymi przeżyciami, refleksję nad tym, co przeżywamy. Czytanie o podobnych do naszych perypetiach życiowych bohaterki pozwala nam dostrzec, na które doświadczenia mogłybyśmy spojrzeć inaczej, daje możliwość zobaczenia ich niejako z boku.

To może być doskonały punkt wyjścia do pracy nad trudnymi emocjami i pierwszy krok do odzyskania spokoju. I, co bardzo ważne, zobaczenia, że to, co przeżywamy jest też udziałem  innych kobiet, jest całkowicie normalna i adekwatną reakcją na trudną sytuację.

Nie chodzi o to, żeby koniecznie – tak, jak bohaterka – szukać szczęścia w adopcji. Raczej o to, by spokojnie przyjrzeć się jej i swoim własnym przeżyciom i wyciągnąć z tej refleksji wnioski dla siebie.

Dla osób, które nie mają doświadczenia niepłodności, ale mają bliskie osoby, które starają się o dziecko lub pracują z takimi osobami, książka Miller to szansa na lepsze wczucie się w stan umysłowy osoby w tym położeniu. A to może pociągać za sobą lepsze zrozumienie tej osoby oraz efektywniejszą komunikację i wsparcie.

E-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?

Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?
fot.Pixabay

Dzieci pytają o to, skąd się wzięły. Raczej prędzej niż później. Rozmowy o seksie z dziećmi są trudne, jeszcze trudniejsze są rozmowy o in vitro i niepłodności. Bo nie dość, że trzeba porozmawiać o seksie, to jeszcze trzeba umiejętnie przekazać dziecku informację, że ono zostało poczęte inaczej. Jak sobie z tym poradzić?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bociany i pszczółki

Rzadko który rodzic ze spokojem i pewnością siebie oczekuje momentu, w którym dziecko zapyta go, skąd się wzięło. Rodzic, którego dziecko poczęło się dzięki pomocy medycyny jest w trudniejszej sytuacji. Musi się nie tylko zmierzyć z tematem seksualności (własnej i dziecka), ale również własnym zawstydzeniem, niepewnością, ambiwalencją, czyli tym wszystkim, co obudziła w nim niepłodność.

Dlatego też zanim rodzic podejmie decyzję czy, jak i kiedy mówić dzieciom o tym, skąd się wzięły, musi mieć w sobie wystarczające zrozumienie sytuacji. Żeby w zrównoważony i odpowiedni dla dziecka sposób przekazać informacje, trzeba najpierw samemu mieć przepracowane uczucia związane z trudnościami z zajściem w ciążę. Jeśli mamie i tacie uda się uporać z tymi wątpliwościami, rozmowa z dzieckiem powinna być znacznie łatwiejsza.

Zobacz też: Rozwój wcześniaka. Wszystko, co musisz wiedzieć, gdy istnieje ryzyko porodu przedwczesnego

Czym dla rodzica jest leczenie niepłodności?

Decyzja o rozpoczęciu leczenia niepłodności jest z całą pewnością trudna. Zanim człowiek trafi do specjalistycznej kliniki, przejdzie przez gabinety „zwykłych” ginekologów, specjalistów medycyny naturalnej, akupunktury… Możliwości jest wiele. Tym, co utrudnia decyzję o leczeniu lub spycha ją na poboczne tory jest na przykład ambiwalencja, obawy przed reakcją bliskich, czy nawet ostracyzmem społecznym, . Nierzadko też w głowie rodziców rozgrywa się konflikt w obszarze pragnień i uczuć religijnych. Leczenie niepłodności to również zgoda na ingerencję kogoś trzeciego w bardzo intymne sprawy pary.

Szczególnie trudne psychologicznie są sytuacje, kiedy trzeba skorzystać z komórki dawcy czy pomocy surogatki. Niezależnie od tego, jak bardzo byśmy tego chcieli, nie da się komórki jajowej czy cudzej macicy zredukować jedynie do biologii. Za decyzją, by komuś oddać komórkę lub użyczyć swojego ciała stoją określone motywacje. Dziecko urodzone tą drogą może pragnąć poznać biologiczną lub zastępczą matkę. Wreszcie biorczyni komórki jajowej czy nasienia musi uporać się z uczuciem żalu, że sama nie była sobie w stanie poradzić, że ktoś inny miał większe od niej możliwości. Uświadomienie sobie tego faktu może prowadzić do takich uczuć jak zawiść, gniew, złość. Żeby było ciekawiej, te uczucia najczęściej występują w mieszance wybuchowej z wdzięcznością, miłością, radością.

Zobacz też: Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Zanim zaczniesz rozmowę z dzieckiem

Dlatego też, zanim powiesz dziecku, że pochodzi z in vitro lub, że urodziła je inna pani, przypomnij sobie swoje uczucia i zagubienie z czasów diagnozy i leczenia niepłodności. Jest prawdopodobne, że dziecko również doświadczy tych uczuć. Tyle tylko, że może nie umieć o nich mówić, może też nie mieć świadomego do nich dostępu, nie potrafić ich rozpoznać i nazwać.

Warto również pamiętać, że rozmowa o in vitro to przede wszystkim rozmowa o intymności rodziców, to de facto rozmowa o seksie. Nie da się wprowadzić dziecka w świat zapłodnienia pozaustrojowego bez przejścia z nim kwestia zapłodnienia naturalnego. Dlatego też warto się dobrze zastanowić, zanim powie się: „wiesz synku, pojawiłeś się na świecie dzięki in vitro”, na ile dziecko jest w stanie taką wiedzę przyswoić. Czy będzie ona dla niego porządkująca, czy raczej przerażająca. Czy dziecko jest na tyle dojrzałe, że doceni wysiłki rodziców, czy raczej pojawi się w nim fantazja, że coś niepokojącego działo się z rodzicami, że czegoś im brakowało, czy też byli w jakiś sposób chorzy.

Zobacz też: Położna i jej rola w leczeniu niepłodności – o swoim doświadczeniu opowiada Alina Jedlińska, ambasadorka kampanii „Położna na medal”

Relacje rodzinne

Badania pokazują, że nawet połowa rodziców nie informuje swoich dzieci o tym, że korzystało z komórek dawców lub dawczyń. Tym samym, pozbawia dzieci informacji nie tylko o tym, że nie ma między nimi biologicznego pokrewieństwa, ale również potencjalnych informacji o ich historii medycznej, możliwych obciążeniach, chorobach.

Natomiast na poziomie emocjonalnym, ukrywając przed dzieckiem tego typu informację, zaprzeczamy faktom. Odbieramy w ten sposób dziecku możliwość zadania pytań na temat swojej tożsamości, pochodzenia, korzeni.

Rozmowa o tym, że dziecko pojawiło się na świecie dzięki in vitro może też wpłynąć na relacje rodzinne. Jeśli dziecko zdecyduje się na zadawanie pytań i poszukiwania, rodzic może poczuć zaniepokojenie, czy wręcz uznać, że jest odrzucany przez dziecko.

Dlatego, jak już wspomniałam – zanim zaczniemy rozmowę z dzieckiem, warto, żebyśmy tak dalece, jak jest to możliwe poukładali własne emocje związane z tematem leczenia niepłodności.

Zobacz też: “Położna na Medal” 2018 – znamy laureatki konkursu

A może nie mówić?

Wydaje się, że sekrety związane z leczeniem niepłodności mogą wyrządzić więcej szkody, niż pożytku. Trudno sobie wyobrazić, aby zatajanie przed dzieckiem informacji o tym, że biologicznie jest spokrewnione z kimś innym, miało na celu tylko i wyłącznie ochronę dziecka. Sekrety zwykle biorą się z lęków i niepewności osób, które jest utrzymują.

Ale też trzeba pamiętać, że rozmowa o in vitro to w gruncie rzeczy rozmowa o życiu seksualnym rodziców. To też rozmowa o określonym klimacie społecznym czy religijnym, w którym żyje rodzina. To wreszcie rozmowa o ich własnych lękach, ambiwalencji i stratach. Dlatego też być może ważniejsze od pytania, „jak powiedzieć”, jest pytanie „dlaczego”. Co chcemy dziecku powiedzieć? Czy jest gotowe na tę rozmowę i dlaczego ma się ona odbyć właśnie teraz?

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Ekspert

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami