Przejdź do treści

Czy „umiesz” się smucić? – by stratę przeżyć… bez strat

Jak radzić sobie ze smutkiem i stratą? Jak nieść wsparcie psychiczne? Czy jest na to "złoty środek"?

Smutek, żałoba, żal nie są najłatwiejszymi emocjami do opanowania – ani dla osób je przeżywających, ani też dla tych, którzy chcą pomóc. Jak zatem radzić sobie w sytuacji straty i czy w ogóle wiemy, jak „powinniśmy” się smucić?

Owszem, określenie „powinniśmy” jest w tym kontekście dość przewrotne i przyznaję, użyłam go z premedytacją. Dlaczego? Ponieważ jakakolwiek „powinność” względem emocji po prostu nie istnieje! Nie istnieje też zatem jedna ścieżka mówiąca o „prawidłowym” radzeniu sobie ze stratą, żałobą, smutkiem. Każdy człowiek jest pod tym względem inny – za każdym z nas stoją odmienne doświadczenia, przekonania o sobie, świecie, ludziach. Wszystko to wpływa zaś na pojawiające się uczucia, ich siłę, a także sposób rozumienia tego, co wydarza się w danym momencie naszego życia.

5 etapów żałoby

Przyglądając się bliżej smutkowi, nie można jednak zapomnieć o modelu stworzonym przez Elizabeth Kübler-Ross – szwajcarsko-amerykańską psycholożkę, która badała przeżywanie żałoby wśród śmiertelnie chorych pacjentów. Zauważyła, że istnieje pewna kolejność doświadczanych przez nich stanów:

1. Zaprzeczenie
2. Gniew
3. Negocjacje
4. Depresja
5. Akceptacja

Jej dokonania teoretyczne stały się olbrzymim krokiem w rozumieniu przeżywania straty i niesieniu w niej wsparcia. Problem jest jednak z ogromną sztywnością modelu, a że teoria i praktyka nie zawsze idą w parze, warto jest nieco szerzej spojrzeć na doświadczane stany.

Smutek pod linijką

Po pierwsze, należy zachować elastyczność. W jakim sensie? Na pewno w odniesieniu do kolejności pojawiających się etapów żałoby. Nie zawsze przebiega ona „książkowo” – czasami zaczyna się od gniewu, czasami od negocjacji. Nie zawsze też wszystkie etapy w ogóle wystąpią – możesz nie przechodzić przez depresję, możesz nie mieć potrzeby zaprzeczania. Co więcej, częste jest przeskakiwanie z jednego punktu do drugiego – nawet jeżeli zgodnie z teorią przeszłaś z gniewu do negocjacji, wcale nie oznacza, że uczucie złości względem doświadczanej straty już w ogóle nie powróci.

Żałoba nie jest linearna! Model Kübler-Ross wiele pokazuje, ale jeśli nie radzisz sobie ze stratą w „idealny”, wyznaczony przez teorię sposób, to wcale nie równa się temu, że jest z Tobą „coś nie tak”!

Z zegarkiem w ręku

Po drugie – co w zasadzie wynika z pierwszego – daj sobie przestrzeń i czas na własne tempo powrotu do równowagi. Nieraz ludzie wymagają od innych (ale i od samych siebie), że w jakimś z góry nakreślonym, konkretnym okresie wszystko wróci do tak zwanej normy. Przykład? Kobieta po miesiącu-dwóch od poronienia czuje, że „powinna” być już w dobrej kondycji psychicznej, do wszystkich dookoła słać uśmiechy i iść z podniesioną głową do przodu.

A co jeśli to nie jest takie proste? Radzenie sobie ze stratą nie ma określonych ram czasowych. Owszem, niektóre dane wskazują, że np. żałoba po śmierci bliskiej osoby trwa około 2 lata. Jeśli jednak szybciej wrócisz do równowagi, albo w drugą stronę – jeśli zajmie Ci to odrobinę dłużej – to znaczy, że dzieje się coś złego? Niekoniecznie! Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz.

Za dużo, za mocno, niepotrzebnie?

Po trzecie, żałoba i strata mogą być przeżywane na bardzo wielu płaszczyznach. To nie tylko śmierć najbliższej osoby, czy poronienie, ale też choroba, utrata przyjaźni, rozstanie z partnerem lub partnerką, odejście z pracy etc.

Fakt, trudno jest w jednej kategorii zestawiać ze sobą śmierć i zmianę pracy, ale baza emocjonalna jest niezwykle podobna. Warto pamiętać o tym w momencie, kiedy w teoretycznie „banalnej” sytuacji słyszysz: Weź się w garść! Mogło być gorzej, nie przesadzaj!nie, nie przesadzasz. Masz pełne prawo do żałoby, nawet jeśli dla kogoś stojącego z boku jest to sytuacja „wyolbrzymiona”.

Bo przecież WIADOMO, co masz czuć!

Po czwarte, mamy w swoich wyobrażeniach utarty pewien stereotyp na temat żałoby. Mówi on o smutku, rozpaczy, żalu. A co jeśli zamiast nich czujemy przede wszystkim ogromną wściekłość? Albo w drugą stroję – jeśli wydaje nam się, że przestaliśmy czuć cokolwiek i staliśmy się niemalże „zamrożeni”?

Żałoba i jej symptomy nie zawsze są typowe. Nieraz zdarza się, że w przypadku swego rodzaju „blokady” w kontakcie z emocjami, znajdują one ujście poprzez ciało – pojawiają się różnego rodzaju bóle, choroby na tle psychosomatycznym, bezsenność. Możesz czuć też gigantyczne zmęczenie. Tak, wszystko to może świadczyć o przeżywaniu psychicznego cierpienia. Warto, aby pamiętali o tym szczególnie ludzie będący obok – to, że bliska nam osoba, która przed chwilą rozstała się ze swoim wieloletnim partnerem, nie okazuje smutku, wcale nie oznacza, że go w niej nie ma i możemy na spokojnie zamknąć temat. Bądźmy na to uważni.

Mniej, a jednak więcej

Po piąte, skoro jesteśmy już przy niesieniu wsparcia, warto, byśmy robili to w jak najbardziej delikatny, ale też koniec końców skuteczny sposób. Jak ową skuteczność można w tym kontekście rozumieć? Jest to m.in. stworzenie w osobie przeżywającej żałobę poczucia, że nie jest sama. Że ma bliskich, którzy w razie potrzeby podadzą jej pomocną dłoń. Że nawet jeśli teraz nie ma sił na przyjęcie owej dłoni, to gdy będzie już gotowa, ma do kogo zadzwonić, z kim porozmawiać, z kim się spotkać, kogo przytulić.

Dr Seth J Gillihan z University of Pennsylvania, wskazuje, iż tego typu przekonanie buduje się przede wszystkim poprzez częsty kontakt. To on pokazuje dostępność i stałą troskę. Co najważniejsze, pokazuje ją dobitniej niż spektakularne, ale jednak jednorazowe zrywy. Jeśli pojawiasz się częściej, mimo że za każdym razem robisz mniej, w efekcie i tak zrobisz więcej – słowa dra Gillihan’a cytuje dailymail.

Wsparcie psychiczne – tak trudno być obok…

Zgadza się, nie zawsze jest to łatwe. W końcu osoby chcące nieść wsparcie też mają swoje granice wytrzymałości, cierpliwości i ciężaru, jaki są zdolne unieść. Co więcej, kontakt z osobą przeżywającą smutek, żałobę, cierpienie może konfrontować nas z naszymi własnymi, podobnymi doświadczeniami. Nagle odzywają się „stare demony” i to, co zrobilibyśmy najchętniej, to ucieczka. Z jednej strony, może stać się to dobrą wskazówką – nawet jeśli wydaje mi się, że jestem ze sobą ułożony/ułożona, to być może mam coś jeszcze do przepracowania? Z drugiej, możemy z dużym prawdopodobieństwem złożyć, że podobnie reagują na cierpienie danej osoby także i inni. A przecież za innych nie jesteśmy w stanie ręczyć, że jednak nie uciekną. Odpowiedzialność możemy wziąć jedynie za siebie, tylko…

…czy ja jestem w stanie to wszystko unieść, nie zrobić krzywdy sobie i przy okazji pomóc będącej w żałobie siostrze, przyjaciółce, chłopakowi? A może sama/sam potrzebuję wsparcia, by mieć siłę ową pomoc nieść? Jeśli przeżywamy trudność w kontakcie z cierpiącą osobą, nie udawajmy, że jest inaczej. Zaprzeczanie doświadczaniu tego typu dyskomfortu zbuduje tylko dodatkowy mur, a chodzi nam przecież raczej o jego zburzenie.

XXI wiek na horyzoncie

Co ciekawe, dr Gillihan udzielił swojej wypowiedzi m.in. w odniesieniu do wyrazów współczucia, jakie publikuje się w sieci. W dobie social mediów, radzenie sobie ze stratą, ale też udzielanie wsparcia, niewątpliwie zyskały dodatkową przestrzeń – pytanie tylko, czy oby na pewno korzystną?

Badania wskazują bowiem, że większość zapytanych osób, nie uważała tego typu platformy za pomocną w wyrażaniu współczucia. Posty oraz wiadomości dotyczące przeżywanej przez nich żałoby uznawali za bezcelowe, irytujące, a nawet bezpośrednio wywołujące w nich trudne emocje. Skoro tak, to jaki sens w ogóle o tym mówić?

Otóż – jak w większości przypadków – każdy kij ma dwa końce. Zdarza się przecież, że zupełnie nie wiemy, jak mamy zachować się względem cierpiącej osoby. Być może nie jest nam ona na tyle bliska, by podejść i dodać otuchy przytuleniem, czy uściskiem doni. Być może nie wiemy, czy zechciałaby w ogóle z nami rozmawiać. Jeśli mimo to uznamy, że chcielibyśmy dać jej sygnał wsparcia, pokazać, że trzymamy za nią kciuki i wysyłamy moc dobrej energii, social media mogą nam w tym pomóc.

Pamiętajmy jednak, że w tym kontekście social media to trochę zbyt szerokie ujęcie, ponieważ mowa głównie o wiadomościach prywatnych i różnego rodzaju komunikatorach – strony i posty publiczne od razu odrzućmy, co do tego chyba nie ma wątpliwości? Wyślijmy po prostu kilka słów, ciepło, zapewnienie o dobrych intencjach – tyle.

Być może smutku naszego odbiorcy to nie zmniejszy, być może nawet nam na taką wiadomość nie odpowie, ale pamiętajmy, poczucie wsparcia płynącego od innych ludzi pozwala lepiej radzić sobie z kryzysami. Jeśli takich cegiełek dobrej myśli dana osoba dostanie więcej, pozwoli jej to szybciej i solidniej zbudować fundamenty pod swój nowy – zmieniony bólem, ale jednak – dom.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Najnowsze artykuły