Przejdź do treści

Skutki porzucenia

Od siedemdziesięciu lat wiadomo, jak poważny i rozległy jest wpływ porzucenia na rozwój dziecka. Jeszcze w latach czterdziestych ubiegłego wieku psycholog Rene Spitz zauważył, że dzieci trafiające do instytucji i pozbawione rodzicielskiej opieki zapadają na rodzaj depresji. Jeśli dziecko szczęśliwie wróci do ważnych dla niego osób w ciągu trzech do pięciu miesięcy, zdaniem Spitza objawy depresyjne mijają. Jeśli jednak nadal doświadcza ono deprywacji i opuszczenia, jego stan prawdopodobnie się pogorszy i utrwali.

Mniej więcej w tym samym czasie podobne argumenty wysuwali również Donald Winnicott i John Bowlby. Czasy obserwacjom bardzo sprzyjały, niestety, ponieważ wojna wielu dzieciom zabrała co najmniej jedno z rodziców. Drugi natomiast, nawet jeśli był w stanie zapewnić dziecku podstawy przeżycia, niekoniecznie był dostępny emocjonalnie.

Już w tamtym czasie postulowano, żeby dziećmi, zwłaszcza najmłodszymi, zajmowali się stali opiekunowie, którzy zapewnią im bezpośredni, częsty i czuły kontakt. Mogli to być opiekunowie w rodzinach zastępczych lub niewielkich domach dziecka.

Pomimo tej dobrze udokumentowanej i popartej licznymi badaniami wiedzy, UNICEF szacuje, że aktualnie ponad siedem milionów dzieci pozostaje w domach dziecka. Dotyczy to również bardzo małych dzieci. Najwięcej tego typu instytucji znajduje się w Europie Środkowej oraz Centralnej Azji[1].
Współcześnie cenne, naukowo rygorystyczne i obfitujące w wyjątkowo smutne wnioski przyniosły badania przeprowadzone w domach dziecka w Bukareszcie, The Bucharest Elary Intervention Project[2]. Badania zostały rozpoczęte w 2000 roku przez grupę naukowców reprezentujących między innymi The Children’s Hospital w Bostonie i trwały ponad dwanaście lat. Początkowo do badań zakwalifikowano 136 dzieci, które podzielono w sposób przypadkowy na dwie grupy. Dzieci z jednej grupy pozostały w domach dziecka, natomiast dzieci z drugiej trafiły do wysoko wykwalifikowanych opiekunów zastępczych. Badacze spotykali się z dziećmi kilkakrotnie aż do ukończenia przez nie dwunastego roku życia.
Badania te zaowocowały poważnymi i wielokrotnie omawianymi wynikami. Najważniejszy wniosek, jaki z nich płynął, mówił o tym, że dzieci, które wcześnie trafiają do instytucji opiekuńczych, doświadczają poważnych deficytów oraz wyraźnie wolniej się rozwijają poznawczo (mają na przykład niższe IQ), społeczno-emocjonalnie (doświadczają na przykład zaburzeń więzi), cierpią również z powodu zaburzeń psychicznych, a badania mózgu również wykazują anomalie. Badania te także potwierdziły wcześniejszą tezę Spitza, że wiek dziecka w momencie przyjęcia do instytucji nie ma znaczenia; im młodsze dziecko, zwłaszcza przed pierwszym rokiem życia, tym mniejsze szanse na harmonijny rozwój.

Wniosek generalny płynący z tych badań wskazywał, że dzieci, które pozostały w instytucjach osiągały gorsze wyniki we wszystkich badanych obszarach. Jednocześnie badania pokazały, że dzieci, które zabrano z instytucji odpowiednio wcześnie i umieszczono w rodzinach zastępczych w niektórych obszarach całkowicie „zdrowiały”.

Badacze nadal pracują między innymi nad określeniem, jak długo dziecko może przebywać w instytucji bez szkody dla swojego rozwoju

  
„Bezpieczny” dom
 
Opieka, jaką zapewniają dzieciom placówki bywa dla wielu z nich jedyną szansą na przeżycie. Często pracują w nich oddani i życzliwi dzieciom ludzie, jednak nawet oni nie są w stanie stworzyć swoim podopiecznym takiej relacji i w taki sposób spędzać z nimi czas, żeby uchronić je przed negatywnymi skutkami pobytu w instytucji.
Nie bez znaczenia był fakt, że rodziny zastępcze zatrudnione w bukaresztańskim projekcie były „wysoko wykwalifikowane” i nieprzypadkowe.

Czy jednak porzucenie zawsze prowadzi do tych samych skutków i czy musi oznaczać  fizyczną nieobecność ważnych dla dziecka osób?

Na te same warunki dzieci reagują różnie; wiele zależy od ich predyspozycji genetycznych, garnituru cech, z którymi przychodzą na świat, doświadczeń w życiu prenatalnym, odpowiedniej opieki po porodzie i szeregu innych czynników. Projekt bukaresztański pokazuje rzeczywistość skrajną, ale doświadczenie jakiejś formy porzucenia bliskie jest wielu osobom wychowanym w pełnych rodzinach. Obniżone IQ, gorsze wyniki w nauce, trudności we wchodzeniu i utrzymaniu relacji, skłonność do nadużywaniu alkoholu lub narkotyków, myśli lub próby samobójcze to przeżycia, o których opowiadają osoby wyrosłe w rodzinach alkoholowych czy przemocowych. Rodzic może nie być w stanie zaopiekować się jakąś częścią swojego dziecka, może nie wiedzieć jak zadbać o jego życie psychiczne, może nawet nie podejrzewać, że jego dziecko doświadcza trudności emocjonalnych. Dodatkową okolicznością obciążającą i hamującą rozwój dziecka jest „zmowa milczenia” obowiązująca w rodzinie; o przemocy, nadużyciach i alkoholu się nie mówi, dziecko nie czuje, że może komukolwiek zaufać, że ktoś mu realnie pomoże. Zwraca się więc przeciwko sobie.
Sięgając kolejny raz do wniosków z projektu bukaresztańskiego można wyciągnąć taki wniosek, że największa szkoda może być naprawiona, jeśli pomoc pojawi się w odpowiedniej formie i wystarczająco szybko. Nawet jeśli nie uda się naprawić wszystkiego, jest szansa na satysfakcję, stabilizację i poczucie normalności. 
 
[1] https://www.unicef.org/ceecis/media_17370.html
[2] https://www.bucharestearlyinterventionproject.org/

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

——————————————————————————–
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Najnowsze artykuły