Przejdź do treści

Skąd wziąć pieniądze na in vitro, czyli nierówne szanse niepłodnych par

Kobieta w ciąży, która trzyma w ręku skarbonkę
fot. Fotolia

Walka z niepłodnością. Ten sam cel 1,5 mln par w Polsce. In vitro to często jedyna szansa i nadzieja na dziecko. Dla wielu potrzebujących to za duży wydatek. Kto może skorzystać z dofinansowania, a kto nie – i dlaczego?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedura IVF ICSI/IMSI kosztuje w naszym kraju około 7–8 tys. zł. Do tego dochodzą koszty badań, leków i wizyt lekarskich. Uśredniając cenniki różnych klinik zajmujących się leczeniem niepłodności, możemy przyjąć, że koszt zapłodnienia pozaustrojowego w Polsce to wydatek rzędu ok. 10–12 tys. zł. A nie zawsze udaje się za pierwszym razem. Czasem procedurę trzeba powtórzyć kilka razy.

Nie ma tygodnia, by do naszej redakcyjnej skrzynki nie przyszedł mejl z pytaniem o dofinansowanie in vitro, refundację leków czy badań związanych z niepłodnością, a finansowanych w ramach NFZ. To sygnał, że wiele par borykających się z problemem niepłodności nie stać na kolejne badania i procedurę in vitro…

POLECAMY: Ile kosztuje in vitro w Polsce – cennik vs rzeczywistość

Oto opinie naszych czytelniczek…

„To przykre, bo każdy myśli, że wydatek na zapłodnienie pozaustrojowe to tylko koszt pakietu, jaki podają kliniki, czyli od 6 do 10 tys. zł. A gdzie koszty badań, wizyt, leków? Nie wspominając o transporcie czy innych dodatkowych rzeczach, o których się nie pamięta. My również byliśmy przygotowani na koszt ok. 8 tys. zł, ale niestety kalkulacja zakończyła się na ok. 30 tys. zł i nadal jesteśmy tylko we dwoje” – pisze pani Daria Pulkowska z małej miejscowości w Borach Tucholskich, autorka bloga o niepłodności „Nasze Szczęście”.

„W pewnym momencie przestałam liczyć, myślę, że są to pieniądze warte dobrego samochodu – ok. 40 tys. złotych” – pisze pani Ania z Warszawy, która wraz z mężem ciągle czeka na swój cud.

Upadek rządowego dofinansowania upadkiem marzeń?

W 2013 r., po raz pierwszy w historii, ruszył program finansowania zabiegów in vitro ze środków publicznych. Wprowadzony przez rząd PO-PSL program był realizowany od lipca 2013 r. do czerwca 2016 r. Z procedury skorzystało ponad 19 tys. par. Dzięki programowi urodziło się 8 395 dzieci. Program kosztował państwo niespełna 240 mln zł. Decyzją ministra Konstantego Radziwiłła z rządu PiS w połowie 2016 r. program został wygaszony. Jeden zabieg zapłodnienia pozaustrojowego kosztuje ponad 7 tys. zł, dla obecnego rządu to za dużo. Tymczasem na program 500+ rocznie wydaje się 24 mld zł.

„Jak wynika z analizy, program in vitro był bardziej opłacalny dla państwa niż ten promowany przez minister Elżbietę Rafalską program 500+ – zauważył Rafał Mundry, ekonomista z Wrocławia na swoim Twitterze. – Ten pierwszy kosztował bowiem ćwierć mld zł w ciągu czterech lat, natomiast obecny program to wydatek rzędu 20 mld rocznie. Jedno dziecko »kosztowało« państwo 25 tys. zł, czyli o 30 razy taniej niż 500+”.

Pomoc lokalnych samorządów parom niepłodnym

Po upadku rządowego programu inicjatywę przejęły samorządy. W Łodzi na ten cel miasto wydaje ok. 1 mln zł rocznie, w Gdańsku podobnie – 1,2 mln zł, w Poznaniu prawie 2 mln zł, a w Częstochowie 150 tys. zł rocznie. Warszawa w budżecie na lata 2017–1019 przewidziała na dofinansowanie procedury in vitro 10 mln zł.

I tak z miesiąca na miesiąc wydłuża się lista miast w Polsce, które trzykrotnie dołożą niepłodnym parom do zabiegu maksymalne 5 tys. zł.

Tymczasem Sejm uchwalił kolejną nowelizację dwóch ustaw, które mogą zagrażać lokalnym dopłatom do in vitro. W jednej z nich jest bowiem mowa o tym, że jeżeli podległa ministrowi Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oceni lokalny program in vitro negatywnie, samorządy będą zmuszone zakończyć program pod groźbą kar finansowych.
Adam Wieczorek, przewodniczący Komisji Ochrony Zdrowia i Opieki Społecznej Rady Miejskiej w Łodzi, zapewnia, że pomimo zawirowań na poziomie krajowym miejski program in vitro nie jest zagrożony i dobrze funkcjonuje, dlatego nie należy podejmować pochopnych decyzji.

„Tak jak obiecaliśmy wszystkim łodzianom, w momencie gdy zgłosi się większa ilość par, a z bieżącego budżetu na program in vitro zabraknie pieniędzy, to uruchomimy dodatkowe środki finansowe” – podkreśla Wieczorek.

Mieszkańcy większych miast walczą, by wprowadzić dofinansowanie in vitro i u nich. Prawdziwa batalia odbywa się w Krakowie.

„A co mamy powiedzieć my: mieszkańcy małych miasteczek lub wsi – pisze komentarz pod tekstem pani Urszula z Głowna. – Może tak samorządy wojewódzkie zaczęłyby również dofinansowywać, by wyrównać i nam szanse?”.

Bo choć Głowno jest oddalone od Łodzi o 30 km, to z dofinansowania skorzystać nie może. Mogą to zrobić tylko pary (nawet nie jeden z partnerów, małżonków), które są tam zameldowane (w programie weryfikowany jest PIT).

Nic więc dziwnego, że partie polityczne przygotowując się do wyborów, obiecują powrót rządowego dofinansowania…

„:Cieszę się, że powstają miejskie programy in vitro, ale mogę jednocześnie zapewnić, że Platforma Obywatelska po wygranych wyborach stworzy po raz kolejny rządowy program in vitro” – mówi Bartosz Arłukowicz z Platformy Obywatelskiej.

Podobne deklaracje składa Nowoczesna.

 

Dofinansowania in vitro: kto może skorzystać z samorządowego dofinansowania?

Kryteria kwalifikacji do miejskich programów refundacji leczenia niepłodności metodą in vitro są różne. Jednak we wszystkich programach refundacji pary muszą spełnić główne kryteria, m.in.:

▪ Nie mogą zajść w ciążę w sposób naturalny i wyczerpały inne drogi leczenia niepłodności.

▪ Spełniają ustawowe warunki podjęcia terapii metodą zapłodnienia pozaustrojowego – mają za sobą co najmniej 12 miesięcy udokumentowanego bezskutecznego leczenia lub według aktualnej wiedzy medycznej nie mają szans na zajście w ciążę w sposób inny niż zapłodnienie pozaustrojowe.

▪ Są mieszkańcami miast i/lub płacą podatki w mieście, które realizuje program dofinansowania do leczenia niepłodności metodą in vitro. Często weryfikowane na podstawie miejsca składania PIT-u.

▪ Pozostają w związkach małżeńskich lub partnerskich.

POLECAMY: In vitro na raty – jak dostać pożyczkę?

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor.

Marita i Adam zbierają na in vitro. Wzruszająca historia niezwykłego małżeństwa

Marita i Adam zbierają na in vitro
Znajomość Marity i Adama rozwijała się stopniowo. Najpierw byli zwykłymi kumplami, którzy po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie – fot. archiwum prywatne

Adam i Marita to wyjątkowe małżeństwo. Choć wiele w życiu przeszli, wiele też osiągnęli. Mają domek na wsi, ogród i dwa koty.  „Jesteśmy szczęśliwi, ale prędzej czy później przychodzi taki moment w życiu, kiedy zaczynasz pragnąć dziecka”. Aby spełnić swoje marzenie, założyli internetową zbiórkę pieniędzy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nasi bohaterowie poznali się w ośrodku rehabilitacyjnym. „By zrozumieć, dlaczego spotkaliśmy się w takim miejscu, muszę zacząć »z grubej rury«. Obydwoje poruszamy się na wózkach inwalidzkich. Adam w wieku 15 lat miał wypadek samochodowy, co poskutkowało uszkodzeniem kręgosłupa na odcinku Th12” – opowiada Marita, która sama od 13 roku życia porusza się na wózku. W jej przypadku sprawcą niepełnosprawności był guz, który zagnieździł się na odcinku L4/L5 kręgosłupa. „Na szczęście była to łagodna narośl, która zostało wycięta, ale niestety pozostawiła po sobie niedowład kończyn dolnych” wyjaśnia bohaterka.

Zobacz też: Zbiórka na in vitro. „Wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości”

Rozłąka, która była początkiem nowego

Znajomość Marity i Adama rozwijała się stopniowo. Najpierw byli zwykłymi kumplami, którzy po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie.  „Szczerze mówiąc, myślałam, że to znajomość tylko na czas pobytu w ośrodku. Okazało się jednak, że nie. Adam co jakiś czas przyjeżdżał do mnie do domu, po prostu się zakochał” – opowiada kobieta. „Naprawdę bardzo się starał. Problem w tym, że ja wtedy nie bardzo wiedziałam, czego chcę. Choć Adam jest ode mnie młodszy o trzy lata, dojrzałością z pewnością mnie przerasta” – śmieje się.

Życie potoczyło się jednak tak, że przyszli małżonkowie stracili kontakt aż na pięć lat. „Przez ten czas każdy miał swoje życie, związki. Aż pewnego dnia przyśnił mi się sen, który przyśnił się również Adamowi w okresie naszego związku. Poczułam, że muszę upewnić się, czy u niego wszystko w porządku. Zdobyłam numer telefonu i napisałam” – opowiada Marita. Zaczęły się SMS-y, rozmowy i nadrabianie straconego czasu. Już wtedy obydwoje czuli, że na zwykłych rozmowach się nie skończy. Spotkali się w lipcu, we wrześniu byli już parą, a w grudniu Adam oświadczył się Maricie.

„Trochę baliśmy się, co ludzie powiedzą. My jednak wiedzieliśmy, czego chcemy. Zdawaliśmy sobie sprawę, kim dla siebie jesteśmy i jak bardzo dojrzała jest nasza decyzja. Nie musieliśmy poznawać się na nowo, po prostu musieliśmy spotkać się w odpowiednim czasie. Trwało to długo, ale było warto” – zaznacza bohaterka. „Adam twierdzi, że od początku wiedział, że prędzej czy później będziemy razem. Po prostu czekał” – dodaje z uśmiechem. W październiku następnego roku byli już małżeństwem.

Zobacz też: Znane blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

Do pełni szczęścia brakuje małego cudu

Teraz Marita i Adam mieszkają w domu na wsi. „Sami, samodzielni, z dużym ogrodem i dwoma kotami” – podkreśla bohaterka. Obydwoje pracują, dojeżdżają własnym autem, ale do szczęścia brakuje im jednego. „To wszystko brzmi niby cudownie i jak w bajce. Faktycznie, jesteśmy szczęśliwi, ale prędzej czy później przychodzi moment w życiu pary czy małżeństwa, że zaczynasz pragnąć potomstwa, które dopełni szczęścia i domowego ciepła” – wyznaje. „Odkąd ze sobą jesteśmy, to nie chroniliśmy się przed powiększeniem rodziny. Dlatego po pewnym czasie zaczęło nas zastanawiać, dlaczego nie udaje mi się zajść w ciążę?” – opowiada Marita.

Rozpoczęły się konsultacje, wizyty lekarskie i czas niepewności. „Niestety, na początku trafialiśmy na lekarzy, którzy nie wychodzili poza ramy książkowych przypadków. Reakcja ginekologów na wieść o staraniach o dziecko wyglądała zazwyczaj tak: »proszę zmienić lekarza, bo ja nie mam pojęcia, jak w takich przypadkach prowadzić ciążę«” – opowiada kobieta.

Po pewnym czasie parze udało się jednak trafić na specjalistów, którzy z pełnym zrozumieniem i zaangażowaniem podeszli do sprawy. „Potraktowano nas profesjonalnie, a co najważniejsze – normalnie, jak młodych, kochających się ludzi, którzy pragną mieć dzidziusia” – mówi Marita. „Tak naprawdę jesteśmy zdrowymi, samodzielnymi ludźmi, którzy po prostu prowadzą siedzący tryb życia.  Tak, w pełni świadomie mówimy, że jesteśmy zdrowi, dlatego że po zleconych i wykonanych badaniach wiemy, że pod względem płciowym, rozrodczym, jesteśmy pełnosprawną kobietą i pełnosprawnym mężczyzną”.

Dlaczego zatem in vitro? „W naszym przypadku jest to metoda, która jest jedynym rozwiązaniem, jeżeli chodzi o sam etap zapłodnienia. Z racji uszkodzenia naszych kręgosłupów droga, jaką musi pokonać nasienie, jest po prostu za trudna i za długa. Dlatego trzeba temu procesowi pomóc” – wyjaśnia.

Zobacz też: Dzięki Facebookowi zebrali pieniądze na in vitro. „Nie sądziliśmy, że kiedykolwiek nas to spotka”

Marita i Adam zbierają na in vitro

Małżonkowie nigdy głośno nie poruszali tematu potomstwa z rodziną i znajomymi. Po prostu nie czuli takiej potrzeby. Sprawa ujrzała jednak światło dzienne, kiedy Adam i Marita założyli internetową zbiórkę. Pieniądze są im potrzebne na badania, dojazdy do kliniki, wizyty lekarskie i sam zabieg zapłodnienia pozaustrojowego.

„Szacowany koszt pierwszej próby zapłodnienia to około 15 tysięcy złotych. Kwotę tę musimy uzbierać do końca maja, ponieważ do tego czasu będą ważne nasze badania. Potem wszystko trzeba będzie zacząć od nowa, a to znowu czas, koszty…” – tłumaczy bohaterka. „To bardzo krótki czas na uzbieranie tak dużej kwoty. Stąd pomysł na zbiórkę na portalu pomagam.pl, a konkretny link do naszej zbiórki to pomagam.pl/szumskichcud.

Zbiórki na in vitro budzą wiele emocji, także tych negatywnych. „Ludzie reagowali różnie. Jedni, choć niezamożni, wpłacali, ile mogli, a drudzy silili się jedynie na niewybredne komentarze” – nie kryje Marita.  „Na tatuaż miała a teraz na dziecko zbiera”, „Nie chodzą, a dziecko chcą – brak odpowiedzialności”, „To bezczelność żebrać o in vitro, kiedy ludzie nie mają co jeść”, „Uda się urodzić dziecko to później zbiórka na samochód rodzinny albo nianię, bo stwierdzicie, że nie umiecie się zając dzieckiem?!”. To tylko niektóre z przykrych komentarzy, z jakimi spotkało się małżeństwo po założeniu zbiórki. „Zbieranie pieniędzy na in vitro już samo w sobie jest kontrowersyjne, a gdy jeszcze sprawa dotyczy osób niepełnosprawnych, ludzie nie wiedzą, jak się zachować i co powiedzieć.  To temat tabu, coś wstydliwego” – tłumaczy Marita.  „Prosimy, nie żądamy czy żebrzemy” – dodaje.

„Jesteśmy pełni nadziei i nastawieni na to, że się uda. Bo dlaczego miałoby się nie udać? Na ślubie ksiądz zinterpretował nasze inicjały (M. A. Sz.) jako: „Masz, bierz. Masz ode mnie miłość, zaufanie i opiekę”. Dlatego teraz chcemy sobie nawzajem dać piękny dar, jakim jest dziecko. Nasze motto to szukać możliwości w ograniczeniach, a nie ograniczeń w możliwościach”.

Pozdrawiamy

Marita i Adam Szumscy

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

5 sposobów na skuteczne in vitro

5 sposobów na skuteczne in vitro
fot.Pixabay

Dla wielu par zapłodnienie pozaustrojowe to jedyna szansa na poczęcie dziecka. Gdy przyszli rodzice podejmują decyzję o specjalistycznym leczeniu, myślą przede wszystkim o tym, czy będzie ono skuteczne. Eksperci z Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA podpowiadają, jakie elementy postępowania mogą mieć największe znaczenie dla powodzenia procedury.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Spersonalizowanie procesu stymulacji

Pierwszy etap – terapia hormonalna (tzw. stymulacja jajników) – umożliwia uzyskanie odpowiedniej liczby dojrzałych komórek jajowych. Do niedawna dominowało podejście, w którym lekarze wybierali jeden z dwóch sposobów prowadzenia stymulacji: tzw. protokół długi lub krótki i wg standardowych wytycznych podawali leki.

Badania potwierdzają jednak, że lepsze efekty daje dostosowanie stymulacji do indywidualnej sytuacji pacjentki. Odpowiednie dobranie rodzaju leków, dawek i czasu ich stosowania ma wpływ na liczbę i jakość uzyskiwanych komórek. INVICTA od kilku lat prowadzi prace badawcze nad rozwojem spersonalizowanej stymulacji, wprowadzając m.in. autorski protokół oparty o parametr AMH, protokoły bazujące na indywidualnej reakcji pacjentek na leki, a także tzw. wielokrotną stymulację.

Szczegółowe analizy statystyczne potwierdzają, że powtórzenie terapii hormonalnej w krótkim odstępie czasu i kilkukrotne pobranie komórek jajowych, może pozytywnie wpływać na ich jakość i dojrzałość. Dzięki temu większa jest też szansa na uzyskanie prawidłowych zarodków i tym samym ciążę.– mówi prof. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

Zobacz też: Dlaczego zarodek nie rozwija się prawidłowo?

Precyzyjny wybór plemników do zapłodnienia

Zapłodnienie pozaustrojowe zazwyczaj odbywa się z wykorzystaniem techniki ICSI – podaniu pojedynczego plemnika do komórki jajowej. Do oceny jego budowy i ruchliwości wykorzystuje się podstawowe techniki mikroskopowe. Skuteczność można zwiększyć stosując bardziej zaawansowane metody, tj. IMSI-MSOME. Dzięki ocenie w dużym powiększeniu można uwidocznić kształt główki plemnika i jego ewentualne uszkodzenia.

Jeszcze dokładniejszą metodą, opracowaną w Klinice INVICTA, jest FAMSI (Functional fine, Acrosome activated, Morphologically Selected sperm Injection). Ocenia się nie tylko budowę plemnika, ale również ryzyko zaburzeń w liczbie chromosomów oraz tzw. fragmentacji, czyli drobnych uszkodzeń w DNA. Ważne, by badanie wykonane było precyzyjną metodą TUNEL. Jeśli odsetek nieprawidłowości jest duży, przeprowadza się tzw. magnetyczną separację i wybiera plemniki, w których prawdopodobieństwo zmian jest najniższe.

Rozwój zarodków w warunkach odwzorowujących naturę

Proces zapłodnienia i rozwoju wczesnej ciąży przebiega w kilku etapach. Plemniki spotykają się z komórką jajową jeszcze w jajowodzie. Przez pierwsze dni dzieli się ona, a zarodek wędruje w stronę macicy, by zagnieździć się w śluzówce, czyli endometrium.

Zapłodnienie pozaustrojowe wymaga odtworzenia tych naturalnych warunków. To właśnie robimy, dobierając specjalne podłoża, w których rozwijają się zarodki, zapewniając odpowiednią prężność tlenu i higienę otoczenia, unikając światła. To nowatorskie podejście, w którym odchodzimy od komercyjnych rozwiązań i wprowadzamy własne, dopasowane do tego, co podpowiada nam natura. – tłumaczy prof. Łukaszuk.

 Ekspert wyjaśnia także, dlaczego zarodki powinny rozwijać się w laboratorium przez 5–6 dni, a nie do 3 doby. Po pierwsze, dopiero na tym etapie rozwoju uaktywniają się ich geny, można zatem powiedzieć, jaki jest ich potencjał i szanse na ciążę. Po drugie podajemy zarodek do macicy w takim samym czasie, w jakim zagnieżdżałby się w niej w przypadku zapłodnienia in vivo.

Zobacz też: Genetyczne badania zarodków INVICTA z międzynarodowym certyfikatem jakości

Przygotowanie do transferu

Transfer, czyli przeniesienie zarodków do macicy, to kolejny kluczowy moment procesu in vitro. Aby wybrać optymalny moment przeprowadzenia zabiegu i zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu leczenia, w Klinice INVICTA stosuje się wieloczynnikowe badanie receptywności endometrium. Pobrany fragment błony śluzowej macicy bada się w celu określenia parametrów molekularnych, świadczących o dojrzałości i prawidłowości endometrium oraz o odpowiedniej funkcji układu odpornościowego.

Badanie wykonywane jest w określonych dniach w celu ustalenia optymalnego terminu transferu. Aby wykluczyć ryzyko potencjalnych czynników wpływających na implantację zarodka, ośrodek rekomenduje także badanie UMA Test, oceniające aktywność mięśnia macicy. USG, wsparte specjalnym oprogramowaniem, umożliwia zdiagnozowanie nadmiernej kurczliwości, która przyczyniać się może do niepowodzeń in vitro.

Wnioski z badania umożliwiają uzupełnienie programu zapłodnienia pozaustrojowego o leczenie (wlewy dożylne z antagonisty receptorów oksytocynowych) zwiększające szanse na uzyskanie ciąży. Inną istotną przeszkodą w prawidłowym zagnieżdżeniu się zarodka mogą być zaburzenia immunologiczne. Przeprowadza się więc badania tzw. subpopulacji limfocytów w endometrium. W zależności od wyniku i stwierdzonych zaburzeń, wprowadzane są dodatkowe procedury tj. scratching, współżycie w czasie okołotransferowym lub jego brak, przyjmowanie dodatkowych leków lub wlewy z intralipidów. W ten sposób zwiększa się szanse na ciążę.

Zobacz też: Superstymulacja do in vitro. Na czym polega i jak wpływa na poprawę jakości komórek jajowych?

Badania genetyczne

Genetyka ma zasadnicze znaczenie dla skuteczności in vitro. Z tego powodu wszystkim pacjentom przystępującym do procedury zalecamy wykonanie przynajmniej badania kariotypu. Jest to analiza liczby i struktury chromosomów, czyli zestawu porcji genów, która jest zawarta w każdej naszej komórce. Wynik pozwala ocenić, czy istnieje podwyższone ryzyko wystąpienia wad u dziecka pary – wyjaśnia ekspert z INVICTA.

Badanie wykonuje się raz na całe życie. U większości pacjentów wynik jest prawidłowy, jednak już małe zmiany mogą przyczyniać się do niepłodności, poronień i wystąpienia wad płodu. Pary, u których stwierdzono mutacje w DNA lub zmiany w kariotypie, a także pacjenci doświadczający niepowodzeń leczenia oraz kobiety po 35 roku życia, mogą skorzystać z tzw. diagnostyki preimplantacyjnej,  To badania genetyczne zarodków, zwiększające szanse na zdrową ciążę i narodziny zdrowego dziecka.

Dzięki spersonalizowanemu prowadzeniu programów in vitro, skuteczność leczenia w INVICTA wynosi nawet 72% w przypadku kobiet do 35 roku życia oraz 84% po diagnostyce PGD. Aż 90% par, które kontynuują leczenie w klinice, w toku kilku cykli zachodzi w ciążę. Z roku na rok statystyki rosną, bo wciąż doskonalone są metody, podnoszące jakość leczenia.

E-wydanie Magazynu chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Położna i jej rola w leczeniu niepłodności – o swoim doświadczeniu opowiada Alina Jedlińska, ambasadorka kampanii „Położna na medal”

O tym, jaką rolę pełni położna w leczeniu niepłodności, opowiada Alina Jedlińska, położna i ambasadorka kampanii „Położna na medal”.
fot. "Położna na Medal"

Niepłodność to jednostka chorobowa, która powoduje niemożność zajścia w ciążę. W 35% przyczyna niepłodności leży po stronie zarówno kobiet jak i mężczyzn, pozostały procent przypadków nie jest jasno określony co do przyczyny. O niepłodności możemy mówić, kiedy przez rok regularnego współżycia tzn. 3 – 4 razy w tygodniu bez stosowania środków antykoncepcyjnych, kobieta nie może zajść w ciążę. O tym, jaką rolę pełni położna w leczeniu niepłodności, opowiada Alina Jedlińska, położna z Kliniki Angelius Provita w Katowicach i ambasadorka kampanii „Położna na medal”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rola położnej w leczeniu niepłodności

Rola położnej w leczeniu niepłodności małżeńskiej jest przede wszystkim edukacyjna. To do położnej należy wyedukowanie pary w rozpoznawaniu i scharakteryzowaniu cyklu miesiączkowego, rozpoznanie naturalnych metod płodności w organizmie kobiety.

Jednym z ważniejszych aspektów jest rozmowa z pacjentami borykającymi się z problemem niepłodności. Pacjenci powinni czuć się w obecności położnej bezpiecznie, aby móc otworzyć się przed osobą, której, tak naprawdę, jeszcze nie znają, której będą chcieli zaufać i opowiedzieć swoją historię, czasem jest bardzo długą i skomplikowaną.

Położna – powierniczka

Zdarza się tak, że pacjenci na wstępnej wizycie u specjalisty w dziedzinie niepłodności nie potrafią opowiedzieć o wszystkim, co spowodowane jest ogromnym stresem, nowym otoczeniem, nowymi ludźmi i wtedy to położna staje się powierniczką ich problemów.

Pacjenci często twierdzą, że jakieś pytanie, które powinni zadać lekarzowi na wizycie, jest „głupie”, nie na miejscu lub bez sensu dlatego zadają je właśnie położnej – wtedy czują się równorzędnymi partnerami w rozmowie i rozwiązaniu problemu z jakim się borykają.

Wsparcie położnej podczas badań

Para, u której lekarz wstępnie rozpoznał problem niepłodności, musi przejść szereg badań specjalistycznych, aby potwierdzić diagnozę. Często są to badania bardzo krępujące i wstydliwe dla pacjentów, wtedy położna pomaga przejść przez ten szereg skomplikowanych procedur.

Rola położnej podczas diagnozowania pacjentek polega na asystowaniu lekarzowi w badaniu, oraz w zabiegach takich jak: histeroskopia diagnostyczna, drożność jajowodów, biopsja endometrium. Wtedy położna jest niezastąpiona, zajmuje pacjentkę rozmową, opowiada o tym, co teraz lekarz będzie wykonywał (często pacjentki jednak nie chcą wiedzieć, wolą porozmawiać w tym czasie na inny temat, trzymając położną za rękę).

Wieź położnej i pacjentki

W takich momentach wytwarza się ogromna więź między pacjentką a położną.
Pacjentki w trakcie leczenia często wybierają sobie jedną położną, z którą chcą przejść przez wszystkie procedury, trochę tak jak położna na sali porodowej opiekująca się pacjentką rodzącą od samego początku do końca.

Położna staje się powiernicą wszystkich informacji, często bardzo intymnych. Należy pamiętać o tym, aby zachować zdrowy rozsądek w kontaktach pacjentka-położna, Zawsze należy mieć na uwadze to, aby nie przekroczyć pewnej granicy w relacji z pacjentami, gdyż często zdarza się tak, że przesiąkamy problemami i chcemy pomóc ze wszystkich sił bo pacjentka jest dla nas najważniejsza.

Jest to bardzo niekorzystne dla obu stron, gdyż doprowadzamy do sytuacji, kiedy pacjenci stają się uzależnieni od naszej pomocy. Zachowanie zdrowego rozsądku, profesjonalizmu, ogromnej empatii ze strony położnej doprowadzi do zachowania zdrowych relacji i zapewne do upragnionego celu jakim jest posiadanie dziecka.

Ekspert

Anna Jedlińska

Położna, ambasadorka kampanii "Położna na Medal", laureatka konkursu "Położna na Medal" 2018.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Porozmawiajmy o in vitro po 25 latach!

25 lat nOvum
W 1994 r., kiedy powstało nOvum, w Polsce funkcjonowały zaledwie 4 kliniki leczenia niepłodności – fot. Fotolia

Współzałożyciel warszawskiej Przychodni nOvum, dr Piotr Lewandowski – ginekolog położnik, opowiada o zmianach, jakie zaszły w medycynie rozrodu w Polsce na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak wyglądało leczenie niepłodności w Polsce, gdy założył Pan nOvum?

W 1994 r., kiedy powstało nOvum, w Polsce funkcjonowały 4 kliniki leczenia niepłodności. Ilość miejsc gdzie można było się leczyć była więc bardzo ograniczona. Nie wiadomo ile wówczas wykonano zabiegów in vitro w Polsce, ale w nOvum wykonano ich 92.

Dzisiaj w Polsce funkcjonuje 49 ośrodków, w których łącznie wykonuje się około 18 000 zabiegów in vitro. W nOvum w 2018 r. rozpoczęliśmy blisko 1700 procedur in vitro i przeprowadziliśmy ponad 1500 kriotransferów. Natomiast leczenie niepłodności także innymi metodami rozpoczęło około 2600 par!

Jak zmieniły się przez ten czas metody leczenia?

Przede wszystkim wprowadzony został szerszy zakres metod leczenia niepłodności. W 1994 r. wykonywano wyłącznie zabiegi klasycznego IVF. Nadal nierozwiązana pozostawała niepłodność męska spowodowana małą liczbą plemników w nasieniu, ich nieprawidłową ruchliwością, morfologią lub w ogóle brakiem plemników w ejakulacie. Choć wydaje się, że do zapłodnienia wystarczy tylko jeden plemnik, jednak aby doszło do klasycznego zapłodnienia, nawet na szalce w laboratorium potrzeba ich znacznie więcej.

Gdy parametry nasienia były niższe od referencyjnych, konwencjonalny IVF był mało skuteczny, a w przypadku braku plemników w ejakulacie wręcz niemożliwy do przeprowadzenia.

Pierwsze ICSI w Polsce wykonaliśmy w nOvum w 1995 roku. Aktualnie ponad 90% zabiegów w Polsce wykonywanych jest metodą ICSI. Spowodowane jest to coraz częściej rozpoznawanym męskim czynnikiem niepłodności, ale nie tylko. ICSI daje większą pewność, że komórki jajowe się zapłodnią.

Zobacz też: Przygotowania do in vitro – jak to wygląda? [WIDEO]

Co było dalej?

Wprowadziliśmy techniki pozyskiwania plemników od mężczyzn, u których nie ma plemników w ejakulacie. Dokonujemy tego metodą przezskórnej aspiracji plemników z najądrzy i jąder. Pozwala to na biologiczne rodzicielstwo u mężczyzn, u których zupełnie brak plemników w ejakulacie. Od kilku lat, pobieramy plemniki pod śródoperacyjną kontrolą mikroskopu (M-TESE) – to kolejne udoskonalenie, dzięki któremu mamy już ponad 20 ciąż! Tych dzieci najpewniej by nie było, gdyby nie M-TESE.

A jak zmieniała się wiedza społeczeństwa na temat niepłodności i postrzeganie tych metod leczenia

Z dzisiejszego punktu widzenia, lata 90-te to był zupełnie inny świat! Internet dopiero raczkował. Prasa kobieca ograniczała się do kilku miesięczników i tygodników. Pacjentki wiedziały tyle, ile przekazały sobie pocztą pantoflową.

Kiedy media zaczęły się rozwijać, robiły bardzo wiele, żeby upowszechniać wiedzę o niepłodności i jej leczeniu. W 2002 roku z inicjatywy i w wyniku zaangażowania osób, które same się leczyły, powstało „Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłod­ności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian” oraz portal internetowy www.nasz-bocian.pl.Teraz mamy dostęp do wiedzy, książek, filmów… Kiedy zaczynaliśmy, para ze swoją niepłodnością naprawdę zostawała sama!

A przeciwnicy in vitro?

Zawsze będą. Chociaż to czysta medycyna, to jednak dotyka sacrum – poczęcia – i dlatego ci u których przekonania idą przed wiedzą, zawsze będą zgłaszali zastrzeżenia i wątpliwości. Trochę tylko szkoda, że robią to również ludzie wykształceni. No i wstyd, że głoszą takie poglądy publicznie. I to często ze względów populistycznych.

Zobacz też: Kriokonserwacja – pod troskliwą opieką 

A kriokonserwacja zarodków?

Kriokonserwacja jest bezpieczna dla zarodków. Pierwsze dziecko z zamrożonego zarodka urodziło się w 1984 roku. W nOvum, od początku działalności w ten sposób zabezpieczamy zarodki do późniejszego wykorzystania. Mamy już blisko 6 000 ciąż poczętych z przechowywanych zarodków. Mamy też dzieci urodzone z zarodków przechowywanych kilkanaście lat.

Jak Pan się czuje po 25 latach prowadzenia nOvum?

Wspaniale! Cieszę się niezwykle, że tak wybrałem, że robię to co robię, bo wiem, że to bardzo ważne dla wielu ludzi, ich rodzin. Wiele „naszych” dzieci to już dzisiaj dorosłe osoby. Część z nich, co jakiś czas odzywa się do nas. Kształcą się, zakładają rodziny, pięknie sobie żyją. Tych dzieci poczęło się u nas tysiące, a jednak kiedy je widzę, zwyczajnie się wzruszam i jestem szczęśliwy, że się do tego przyczyniłem!

Dzieci po in vitro przybywa w Polsce i na świecie – to już ponad 8 milionów ludzi – i tego się nie zatrzyma. Kiedy byłem młodym lekarzem, specjalizującym się w ginekologii, Cyganka mi wywróżyła: „Będziesz leczył pary, nie baby”. I tak się stało…

Jaka przyszłość przed nOvum?

nOvum pozostanie jednym ośrodkiem – nie będziemy tworzyć filii. Chociaż pacjenci czasem o to pytają, w naszej ocenie tylko bezpośredni nadzór pozwala na osiąganie jakości, jaką chcemy firmować. Potwierdza to obserwacja najlepszych światowych ośrodków.

Szczęśliwie firma zostanie w rękach rodziny. Nasz syn Jan Lewandowski, jest obecnie w trakcie specjalizacji z ginekologii i przygotowuje się do kolejnych 25 lat nOvum.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami 

Ekspert

Dr Piotr Lewandowski

Pracuje w nOvum od 1994 r. Założyciel Przychodni Lekarskiej nOvum, Dyrektor Przychodni nOvum. Doktor specjalizuje się w prowadzeniu szczególnie trudnych przypadków leczenia niepłodności.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.