Przejdź do treści

Rzecznik Praw Pacjenta o zakończeniu refundacji in vitro: nie kreujemy polityki

Rzecznik Praw Pacjenta o refundacji in vitro

W nawiązaniu do wystąpienia Rzecznika Praw Obywatelskich (26 sierpnia) odnośnie zakończenia finansowania in vitro, Rzecznik Praw Pacjenta poinformowała o skali zapytań pacjenckich, które przychodzą do Biura RPP w tej sprawie.

Rzecznik Praw Pacjenta – Odpowiadając na pytanie Rzecznika Praw Obywatelskich w zakresie „skarg osób, które nie mogą skorzystać z tego sposobu leczenia bezpłodności” należy wskazać, że od 1 stycznia 2015 r. do 1 września 2016 r. do Biura RPP wpłynęło 10 zapytań skierowanych za pośrednictwem bezpłatnej, ogólnopolskiej infolinii w problematyce ww. programu zdrowotnego – napisała RPP, Krystyna Kozłowska w piśmie dla portalu Rynek Zdrowia.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rzecznik podkreśliła również, że nie oceniała zasadności zakończenia refundacji, ponieważ jej obowiązkiem jest dbałość o przestrzeganie praw pacjenta. Równocześnie zapowiedziała, że podda analizie zgłoszenia pacjentów po wejściu w życie nowych przepisów. Wszystkie zgłoszenia ewentualnych nadużyć zostaną zbadane i wyjaśnione.
– Rzecznik Praw Pacjenta nie oceniał potrzeby wprowadzenia jak i zasadności zakończenia programu zdrowotnego „Program – Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego na lata 2013-2016 – tłumaczyła RPP.

– Należy podkreślić, że Rzecznik Praw Pacjenta dba o przestrzeganie praw pacjenta określonych w ustawie z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (Dz. U. z 2016 r. poz. 186, z późn. zm.), w ramach funkcjonującego systemu ochrony zdrowia. Nie kreuje kierunków polityki zdrowotnej – zapewniała Kozłowska.

RPP podkreśliła również, że dofinansowanie zabiegu IVF jest wciąż możliwe. Refundacje realizują niektóre jednostki samorządu terytorialnego w ramach własnej polityki w zakresie leczenia niepłodności.
Więcej o  in vitro tutaj

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Porozmawiajmy o in vitro po 25 latach!

25 lat nOvum
W 1994 r., kiedy powstało nOvum, w Polsce funkcjonowały zaledwie 4 kliniki leczenia niepłodności – fot. Fotolia

Współzałożyciel warszawskiej Przychodni nOvum, dr Piotr Lewandowski – ginekolog położnik, opowiada o zmianach, jakie zaszły w medycynie rozrodu w Polsce na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak wyglądało leczenie niepłodności w Polsce, gdy założył Pan nOvum?

W 1994 r., kiedy powstało nOvum, w Polsce funkcjonowały 4 kliniki leczenia niepłodności. Ilość miejsc gdzie można było się leczyć była więc bardzo ograniczona. Nie wiadomo ile wówczas wykonano zabiegów in vitro w Polsce, ale w nOvum wykonano ich 92.

Dzisiaj w Polsce funkcjonuje 49 ośrodków, w których łącznie wykonuje się około 18 000 zabiegów in vitro. W nOvum w 2018 r. rozpoczęliśmy blisko 1700 procedur in vitro i przeprowadziliśmy ponad 1500 kriotransferów. Natomiast leczenie niepłodności także innymi metodami rozpoczęło około 2600 par!

Jak zmieniły się przez ten czas metody leczenia?

Przede wszystkim wprowadzony został szerszy zakres metod leczenia niepłodności. W 1994 r. wykonywano wyłącznie zabiegi klasycznego IVF. Nadal nierozwiązana pozostawała niepłodność męska spowodowana małą liczbą plemników w nasieniu, ich nieprawidłową ruchliwością, morfologią lub w ogóle brakiem plemników w ejakulacie. Choć wydaje się, że do zapłodnienia wystarczy tylko jeden plemnik, jednak aby doszło do klasycznego zapłodnienia, nawet na szalce w laboratorium potrzeba ich znacznie więcej.

Gdy parametry nasienia były niższe od referencyjnych, konwencjonalny IVF był mało skuteczny, a w przypadku braku plemników w ejakulacie wręcz niemożliwy do przeprowadzenia.

Pierwsze ICSI w Polsce wykonaliśmy w nOvum w 1995 roku. Aktualnie ponad 90% zabiegów w Polsce wykonywanych jest metodą ICSI. Spowodowane jest to coraz częściej rozpoznawanym męskim czynnikiem niepłodności, ale nie tylko. ICSI daje większą pewność, że komórki jajowe się zapłodnią.

Zobacz też: Przygotowania do in vitro – jak to wygląda? [WIDEO]

Co było dalej?

Wprowadziliśmy techniki pozyskiwania plemników od mężczyzn, u których nie ma plemników w ejakulacie. Dokonujemy tego metodą przezskórnej aspiracji plemników z najądrzy i jąder. Pozwala to na biologiczne rodzicielstwo u mężczyzn, u których zupełnie brak plemników w ejakulacie. Od kilku lat, pobieramy plemniki pod śródoperacyjną kontrolą mikroskopu (M-TESE) – to kolejne udoskonalenie, dzięki któremu mamy już ponad 20 ciąż! Tych dzieci najpewniej by nie było, gdyby nie M-TESE.

A jak zmieniała się wiedza społeczeństwa na temat niepłodności i postrzeganie tych metod leczenia

Z dzisiejszego punktu widzenia, lata 90-te to był zupełnie inny świat! Internet dopiero raczkował. Prasa kobieca ograniczała się do kilku miesięczników i tygodników. Pacjentki wiedziały tyle, ile przekazały sobie pocztą pantoflową.

Kiedy media zaczęły się rozwijać, robiły bardzo wiele, żeby upowszechniać wiedzę o niepłodności i jej leczeniu. W 2002 roku z inicjatywy i w wyniku zaangażowania osób, które same się leczyły, powstało „Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłod­ności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian” oraz portal internetowy www.nasz-bocian.pl.Teraz mamy dostęp do wiedzy, książek, filmów… Kiedy zaczynaliśmy, para ze swoją niepłodnością naprawdę zostawała sama!

A przeciwnicy in vitro?

Zawsze będą. Chociaż to czysta medycyna, to jednak dotyka sacrum – poczęcia – i dlatego ci u których przekonania idą przed wiedzą, zawsze będą zgłaszali zastrzeżenia i wątpliwości. Trochę tylko szkoda, że robią to również ludzie wykształceni. No i wstyd, że głoszą takie poglądy publicznie. I to często ze względów populistycznych.

Zobacz też: Kriokonserwacja – pod troskliwą opieką 

A kriokonserwacja zarodków?

Kriokonserwacja jest bezpieczna dla zarodków. Pierwsze dziecko z zamrożonego zarodka urodziło się w 1984 roku. W nOvum, od początku działalności w ten sposób zabezpieczamy zarodki do późniejszego wykorzystania. Mamy już blisko 6 000 ciąż poczętych z przechowywanych zarodków. Mamy też dzieci urodzone z zarodków przechowywanych kilkanaście lat.

Jak Pan się czuje po 25 latach prowadzenia nOvum?

Wspaniale! Cieszę się niezwykle, że tak wybrałem, że robię to co robię, bo wiem, że to bardzo ważne dla wielu ludzi, ich rodzin. Wiele „naszych” dzieci to już dzisiaj dorosłe osoby. Część z nich, co jakiś czas odzywa się do nas. Kształcą się, zakładają rodziny, pięknie sobie żyją. Tych dzieci poczęło się u nas tysiące, a jednak kiedy je widzę, zwyczajnie się wzruszam i jestem szczęśliwy, że się do tego przyczyniłem!

Dzieci po in vitro przybywa w Polsce i na świecie – to już ponad 8 milionów ludzi – i tego się nie zatrzyma. Kiedy byłem młodym lekarzem, specjalizującym się w ginekologii, Cyganka mi wywróżyła: „Będziesz leczył pary, nie baby”. I tak się stało…

Jaka przyszłość przed nOvum?

nOvum pozostanie jednym ośrodkiem – nie będziemy tworzyć filii. Chociaż pacjenci czasem o to pytają, w naszej ocenie tylko bezpośredni nadzór pozwala na osiąganie jakości, jaką chcemy firmować. Potwierdza to obserwacja najlepszych światowych ośrodków.

Szczęśliwie firma zostanie w rękach rodziny. Nasz syn Jan Lewandowski, jest obecnie w trakcie specjalizacji z ginekologii i przygotowuje się do kolejnych 25 lat nOvum.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami 

Ekspert

Dr Piotr Lewandowski

Pracuje w nOvum od 1994 r. Założyciel Przychodni Lekarskiej nOvum, Dyrektor Przychodni nOvum. Doktor specjalizuje się w prowadzeniu szczególnie trudnych przypadków leczenia niepłodności.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Położna i jej rola w leczeniu niepłodności – o swoim doświadczeniu opowiada Alina Jedlińska, ambasadorka kampanii „Położna na medal”

O tym, jaką rolę pełni położna w leczeniu niepłodności, opowiada Alina Jedlińska, położna i ambasadorka kampanii „Położna na medal”.
fot. "Położna na Medal"

Niepłodność to jednostka chorobowa, która powoduje niemożność zajścia w ciążę. W 35% przyczyna niepłodności leży po stronie zarówno kobiet jak i mężczyzn, pozostały procent przypadków nie jest jasno określony co do przyczyny. O niepłodności możemy mówić, kiedy przez rok regularnego współżycia tzn. 3 – 4 razy w tygodniu bez stosowania środków antykoncepcyjnych, kobieta nie może zajść w ciążę. O tym, jaką rolę pełni położna w leczeniu niepłodności, opowiada Alina Jedlińska, położna z Kliniki Angelius Provita w Katowicach i ambasadorka kampanii „Położna na medal”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rola położnej w leczeniu niepłodności

Rola położnej w leczeniu niepłodności małżeńskiej jest przede wszystkim edukacyjna. To do położnej należy wyedukowanie pary w rozpoznawaniu i scharakteryzowaniu cyklu miesiączkowego, rozpoznanie naturalnych metod płodności w organizmie kobiety.

Jednym z ważniejszych aspektów jest rozmowa z pacjentami borykającymi się z problemem niepłodności. Pacjenci powinni czuć się w obecności położnej bezpiecznie, aby móc otworzyć się przed osobą, której, tak naprawdę, jeszcze nie znają, której będą chcieli zaufać i opowiedzieć swoją historię, czasem jest bardzo długą i skomplikowaną.

Położna – powierniczka

Zdarza się tak, że pacjenci na wstępnej wizycie u specjalisty w dziedzinie niepłodności nie potrafią opowiedzieć o wszystkim, co spowodowane jest ogromnym stresem, nowym otoczeniem, nowymi ludźmi i wtedy to położna staje się powierniczką ich problemów.

Pacjenci często twierdzą, że jakieś pytanie, które powinni zadać lekarzowi na wizycie, jest „głupie”, nie na miejscu lub bez sensu dlatego zadają je właśnie położnej – wtedy czują się równorzędnymi partnerami w rozmowie i rozwiązaniu problemu z jakim się borykają.

Wsparcie położnej podczas badań

Para, u której lekarz wstępnie rozpoznał problem niepłodności, musi przejść szereg badań specjalistycznych, aby potwierdzić diagnozę. Często są to badania bardzo krępujące i wstydliwe dla pacjentów, wtedy położna pomaga przejść przez ten szereg skomplikowanych procedur.

Rola położnej podczas diagnozowania pacjentek polega na asystowaniu lekarzowi w badaniu, oraz w zabiegach takich jak: histeroskopia diagnostyczna, drożność jajowodów, biopsja endometrium. Wtedy położna jest niezastąpiona, zajmuje pacjentkę rozmową, opowiada o tym, co teraz lekarz będzie wykonywał (często pacjentki jednak nie chcą wiedzieć, wolą porozmawiać w tym czasie na inny temat, trzymając położną za rękę).

Wieź położnej i pacjentki

W takich momentach wytwarza się ogromna więź między pacjentką a położną.
Pacjentki w trakcie leczenia często wybierają sobie jedną położną, z którą chcą przejść przez wszystkie procedury, trochę tak jak położna na sali porodowej opiekująca się pacjentką rodzącą od samego początku do końca.

Położna staje się powiernicą wszystkich informacji, często bardzo intymnych. Należy pamiętać o tym, aby zachować zdrowy rozsądek w kontaktach pacjentka-położna, Zawsze należy mieć na uwadze to, aby nie przekroczyć pewnej granicy w relacji z pacjentami, gdyż często zdarza się tak, że przesiąkamy problemami i chcemy pomóc ze wszystkich sił bo pacjentka jest dla nas najważniejsza.

Jest to bardzo niekorzystne dla obu stron, gdyż doprowadzamy do sytuacji, kiedy pacjenci stają się uzależnieni od naszej pomocy. Zachowanie zdrowego rozsądku, profesjonalizmu, ogromnej empatii ze strony położnej doprowadzi do zachowania zdrowych relacji i zapewne do upragnionego celu jakim jest posiadanie dziecka.

Ekspert

Anna Jedlińska

Położna, ambasadorka kampanii "Położna na Medal", laureatka konkursu "Położna na Medal" 2018.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro
Gwiazda podzieliła się informacją o publikacji książki za pośrednictwem social mediów – fot. Facebook Małgorzata Rozenek-Majdan

Małgorzata Rozenek jest zwolenniczką in vitro. Gwiazda ma dwóch synów i nigdy nie ukrywała, że w obie ciąże udało jej się zajść dzięki in vitro.  Małgosia właśnie podzieliła się ze swoimi fanami ekscytującą wiadomością i zdradziła kulisy projektu, nad którym pracowała od wielu miesięcy. Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informacja o publikacji ukazała się na Facabooku i Instagramie gwiazdy.

Dziś już mogę głośno podzielić się z Wami efektami mojej wielomiesięcznej pracy ❤ Długie poszukiwania bohaterów, kilkanaście spotkań, kilkadziesiąt godzin rozmów, wiele łez, radości, śmiechu oraz smutku… Jestem dumna z tego, że książka „In vitro. Rozmowy intymne” właśnie ujrzała światło dzienne. Jestem szczęśliwą mamą dwóch wspaniałych synów. Nie byłoby ich ze mną, gdyby nie pomoc lekarzy. Gdyby nie In vitro. Dyskusja wokół tego tematu wciąż rodzi niezdrowe emocje, powiela krzywdzące stereotypy, służy jako narzędzie walki politycznej. Dzięki ginekologom, seksuologom, embriologom oraz księdzu dominikanowi przedstawię Wam całą prawdę o tej procedurze. Kilkakrotnie przeszłam procedury In vitro, i tak jak tysiące kobiet, mających problem z zajściem w ciąże, znam radość sukcesu i smutek porażki. Nie mogę dłużej milczeć. Czuję, że razem z innymi rodzicami mam obowiązek zabrać głos.

Zobacz też: „Jak wytłumaczyć powtarzanie bzdury o wylewaniu zarodków?” Szczery wywiad o in vitro z Małgorzatą Rozenek

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

W rozmowie z „Plejadą” Małgorzata Rozenek wyznała, że spodziewa się różnych reakcji na książkę.

– Temat jest bardzo kontrowersyjny i od dawna polaryzuje nasze społeczeństwo. Razem z moimi rozmówcami, czyli rodzicami dzieci z in vitro oraz specjalistami, chcę zabrać głos w bardzo ważnej dla mnie sprawie. Liczę, że to choć odrobinę zmieni atmosferę wokół tematu i sprawi, że osoby, które głośno krzyczą nad tematem in vitro, zastanowią się przez chwilę, a może zmienia swój punkt widzenia – powiedziała gwiazda w rozmowie z serwisem „Plejada”.

Rozenek zaapelowała również do przeciwników in vitro, aby przestali swoimi osądami krzywdzić rodziców dzieci poczętych dzięki in vitro. Gwiazda zauważyła również, że wiele przeciwników tej metody nie posługuje się w dialogu merytorycznymi argumentami.  Nie brak za to jawnej agresji i wrogiego nastawienia.

– Mamy prawo wybierać i decydować o tym, czy chcemy poddać się takiej procedurze, jak in vitro, w momencie, kiedy pojawia się problem z zajściem w ciążę. Nikt nie ma prawa decydować tego za nas. Gdyby nie in vitro, nie byłabym matką dwójki wspaniałych chłopców, którzy są dla mnie wszystkim – powiedziała Małgorzata.

Premiera książki „In vitro. Rozmowy intymne” zaplanowana jest na maj tego roku. Publikację będzie można nabyć w przedsprzedaży w Empiku.

Źródło: Facebook, Plejada

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Marita i Adam zbierają na in vitro. Wzruszająca historia niezwykłego małżeństwa

Marita i Adam zbierają na in vitro
Znajomość Marity i Adama rozwijała się stopniowo. Najpierw byli zwykłymi kumplami, którzy po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie – fot. archiwum prywatne

Adam i Marita to wyjątkowe małżeństwo. Choć wiele w życiu przeszli, wiele też osiągnęli. Mają domek na wsi, ogród i dwa koty.  „Jesteśmy szczęśliwi, ale prędzej czy później przychodzi taki moment w życiu, kiedy zaczynasz pragnąć dziecka”. Aby spełnić swoje marzenie, założyli internetową zbiórkę pieniędzy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nasi bohaterowie poznali się w ośrodku rehabilitacyjnym. „By zrozumieć, dlaczego spotkaliśmy się w takim miejscu, muszę zacząć »z grubej rury«. Obydwoje poruszamy się na wózkach inwalidzkich. Adam w wieku 15 lat miał wypadek samochodowy, co poskutkowało uszkodzeniem kręgosłupa na odcinku Th12” – opowiada Marita, która sama od 13 roku życia porusza się na wózku. W jej przypadku sprawcą niepełnosprawności był guz, który zagnieździł się na odcinku L4/L5 kręgosłupa. „Na szczęście była to łagodna narośl, która zostało wycięta, ale niestety pozostawiła po sobie niedowład kończyn dolnych” wyjaśnia bohaterka.

Zobacz też: Zbiórka na in vitro. „Wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości”

Rozłąka, która była początkiem nowego

Znajomość Marity i Adama rozwijała się stopniowo. Najpierw byli zwykłymi kumplami, którzy po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie.  „Szczerze mówiąc, myślałam, że to znajomość tylko na czas pobytu w ośrodku. Okazało się jednak, że nie. Adam co jakiś czas przyjeżdżał do mnie do domu, po prostu się zakochał” – opowiada kobieta. „Naprawdę bardzo się starał. Problem w tym, że ja wtedy nie bardzo wiedziałam, czego chcę. Choć Adam jest ode mnie młodszy o trzy lata, dojrzałością z pewnością mnie przerasta” – śmieje się.

Życie potoczyło się jednak tak, że przyszli małżonkowie stracili kontakt aż na pięć lat. „Przez ten czas każdy miał swoje życie, związki. Aż pewnego dnia przyśnił mi się sen, który przyśnił się również Adamowi w okresie naszego związku. Poczułam, że muszę upewnić się, czy u niego wszystko w porządku. Zdobyłam numer telefonu i napisałam” – opowiada Marita. Zaczęły się SMS-y, rozmowy i nadrabianie straconego czasu. Już wtedy obydwoje czuli, że na zwykłych rozmowach się nie skończy. Spotkali się w lipcu, we wrześniu byli już parą, a w grudniu Adam oświadczył się Maricie.

„Trochę baliśmy się, co ludzie powiedzą. My jednak wiedzieliśmy, czego chcemy. Zdawaliśmy sobie sprawę, kim dla siebie jesteśmy i jak bardzo dojrzała jest nasza decyzja. Nie musieliśmy poznawać się na nowo, po prostu musieliśmy spotkać się w odpowiednim czasie. Trwało to długo, ale było warto” – zaznacza bohaterka. „Adam twierdzi, że od początku wiedział, że prędzej czy później będziemy razem. Po prostu czekał” – dodaje z uśmiechem. W październiku następnego roku byli już małżeństwem.

Zobacz też: Znane blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

Do pełni szczęścia brakuje małego cudu

Teraz Marita i Adam mieszkają w domu na wsi. „Sami, samodzielni, z dużym ogrodem i dwoma kotami” – podkreśla bohaterka. Obydwoje pracują, dojeżdżają własnym autem, ale do szczęścia brakuje im jednego. „To wszystko brzmi niby cudownie i jak w bajce. Faktycznie, jesteśmy szczęśliwi, ale prędzej czy później przychodzi moment w życiu pary czy małżeństwa, że zaczynasz pragnąć potomstwa, które dopełni szczęścia i domowego ciepła” – wyznaje. „Odkąd ze sobą jesteśmy, to nie chroniliśmy się przed powiększeniem rodziny. Dlatego po pewnym czasie zaczęło nas zastanawiać, dlaczego nie udaje mi się zajść w ciążę?” – opowiada Marita.

Rozpoczęły się konsultacje, wizyty lekarskie i czas niepewności. „Niestety, na początku trafialiśmy na lekarzy, którzy nie wychodzili poza ramy książkowych przypadków. Reakcja ginekologów na wieść o staraniach o dziecko wyglądała zazwyczaj tak: »proszę zmienić lekarza, bo ja nie mam pojęcia, jak w takich przypadkach prowadzić ciążę«” – opowiada kobieta.

Po pewnym czasie parze udało się jednak trafić na specjalistów, którzy z pełnym zrozumieniem i zaangażowaniem podeszli do sprawy. „Potraktowano nas profesjonalnie, a co najważniejsze – normalnie, jak młodych, kochających się ludzi, którzy pragną mieć dzidziusia” – mówi Marita. „Tak naprawdę jesteśmy zdrowymi, samodzielnymi ludźmi, którzy po prostu prowadzą siedzący tryb życia.  Tak, w pełni świadomie mówimy, że jesteśmy zdrowi, dlatego że po zleconych i wykonanych badaniach wiemy, że pod względem płciowym, rozrodczym, jesteśmy pełnosprawną kobietą i pełnosprawnym mężczyzną”.

Dlaczego zatem in vitro? „W naszym przypadku jest to metoda, która jest jedynym rozwiązaniem, jeżeli chodzi o sam etap zapłodnienia. Z racji uszkodzenia naszych kręgosłupów droga, jaką musi pokonać nasienie, jest po prostu za trudna i za długa. Dlatego trzeba temu procesowi pomóc” – wyjaśnia.

Zobacz też: Dzięki Facebookowi zebrali pieniądze na in vitro. „Nie sądziliśmy, że kiedykolwiek nas to spotka”

Marita i Adam zbierają na in vitro

Małżonkowie nigdy głośno nie poruszali tematu potomstwa z rodziną i znajomymi. Po prostu nie czuli takiej potrzeby. Sprawa ujrzała jednak światło dzienne, kiedy Adam i Marita założyli internetową zbiórkę. Pieniądze są im potrzebne na badania, dojazdy do kliniki, wizyty lekarskie i sam zabieg zapłodnienia pozaustrojowego.

„Szacowany koszt pierwszej próby zapłodnienia to około 15 tysięcy złotych. Kwotę tę musimy uzbierać do końca maja, ponieważ do tego czasu będą ważne nasze badania. Potem wszystko trzeba będzie zacząć od nowa, a to znowu czas, koszty…” – tłumaczy bohaterka. „To bardzo krótki czas na uzbieranie tak dużej kwoty. Stąd pomysł na zbiórkę na portalu pomagam.pl, a konkretny link do naszej zbiórki to pomagam.pl/szumskichcud.

Zbiórki na in vitro budzą wiele emocji, także tych negatywnych. „Ludzie reagowali różnie. Jedni, choć niezamożni, wpłacali, ile mogli, a drudzy silili się jedynie na niewybredne komentarze” – nie kryje Marita.  „Na tatuaż miała a teraz na dziecko zbiera”, „Nie chodzą, a dziecko chcą – brak odpowiedzialności”, „To bezczelność żebrać o in vitro, kiedy ludzie nie mają co jeść”, „Uda się urodzić dziecko to później zbiórka na samochód rodzinny albo nianię, bo stwierdzicie, że nie umiecie się zając dzieckiem?!”. To tylko niektóre z przykrych komentarzy, z jakimi spotkało się małżeństwo po założeniu zbiórki. „Zbieranie pieniędzy na in vitro już samo w sobie jest kontrowersyjne, a gdy jeszcze sprawa dotyczy osób niepełnosprawnych, ludzie nie wiedzą, jak się zachować i co powiedzieć.  To temat tabu, coś wstydliwego” – tłumaczy Marita.  „Prosimy, nie żądamy czy żebrzemy” – dodaje.

„Jesteśmy pełni nadziei i nastawieni na to, że się uda. Bo dlaczego miałoby się nie udać? Na ślubie ksiądz zinterpretował nasze inicjały (M. A. Sz.) jako: „Masz, bierz. Masz ode mnie miłość, zaufanie i opiekę”. Dlatego teraz chcemy sobie nawzajem dać piękny dar, jakim jest dziecko. Nasze motto to szukać możliwości w ograniczeniach, a nie ograniczeń w możliwościach”.

Pozdrawiamy

Marita i Adam Szumscy

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.