Przejdź do treści

Różnice w długości ciąży

Uważa się, że ciąża u człowieka trwa od 37 do 42 tygodni. Jednak ten przedział czasu nie zawsze się sprawdza. Dlaczego?

Termin porodu wyznacza się na 280 dni od ostatniej owulacji. Okazuje się jednak, że jest to jedynie termin szacunkowy – sprawdza się on tylko wśród 4% badanych kobiet, a aż 70% rodzi w odstępie 10 dni od tej daty. Przeprowadzono badanie, w którym poprzez sprawdzenie moczu kobiety wyznaczono dokładnie moment, w którym rozpoczęła się ciąża. Wśród dużej części kobiet czas od ostatniej owulacji wynosił najczęściej 268 dni (czyli 38 tygodni i dwa dni), przy dotychczas stosowanym przeliczniku 280 dni. Również długość ciąży znacząco się różniła w przebadanej grupie – nawet o 37 dni. Na długość ciąży wpływa wiele czynników, takich jak różna długość owulacji, indywidualnie uwarunkowany okres biologicznego życia łożyska, a także wiek kobiety (starsze kobiety rodzą nieco później). Ponadto niektórzy naukowcy twierdzą, że znaczenie ma również waga kobiety podczas własnego porodu – większa waga również prowadziła do późniejszego poczęcia własnego dziecka. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Poziom serotoniny u matki wpływa nie tylko na jej zdrowie. Może mieć także związek z autyzmem u dziecka

Mała dziewczynka przytula się do brzucha mamy /Ilustracja do tekstu: Poziom serotoniny u matki a autyzm dziecka

Stopień nasilenia objawów autyzmu u dziecka może mieć związek z poziomem serotoniny w organizmie matki – wynika z najnowszych analiz naukowych. Badacze wskazują, że to zaskakujące odkrycie może wyznaczyć nowy kierunek w badaniach nad przyczynami rozwoju zaburzeń ze spektrum autyzmu.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Serotonina, zwana hormonem szczęścia, to ważny neuroprzekaźnik w ośrodkowym układzie nerwowym. Szacuje się, że 1 na 3 osoby z autyzmem ma podwyższony poziom tego związku we krwi. Nie jest jak dotąd jasne, w jakim stopniu stężenie serotoniny wpływa na poszczególne cechy autyzmu. W tegorocznych badaniach postanowiono jednak przyjrzeć się innemu związkowi między serotoniną a autyzmem.

CZYTAJ TEŻ: Poród zimą a depresja poporodowa. Zobacz, co mówią badania

Poziom serotoniny u matki a autyzm dziecka. Nowe podejście do badań

Zespół badaczy pod kierownictwem prof. Jeremy’ego Veenstry-VanderWeelego, lekarza psychiatry z Uniwersytetu Columbia, przeanalizował dane dotyczące 181 dzieci i dorosłych z autyzmem (w wieku 3-27 lat), a także 119 matek i 99 ojców.

W trakcie prowadzonych badań naukowcy za pomocą standardowych testów diagnostycznych potwierdzili rozpoznanie autyzmu u dzieci. Dodatkowo wykorzystali inne skale, aby zmierzyć zdolności adaptacyjne tej grupy respondentów oraz ich umiejętności kognitywne. W badaniach rozróżniono trzy stopnie nasilenia zaburzeń ze spektrum autyzmu: łagodny, umiarkowany i wysoki. Ponadto zespół naukowców wykonał pomiary poziomu serotoniny: zarówno u osób z autyzmem, jak i ich rodziców.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Choruję na depresję, chcę być matką – jak wygrać obie te walki?

Poziom serotoniny u matki a autyzm dziecka. Zaskakujące powiązania

Uwzględnienie stężenia serotoniny we krwi przyniosło zaskakujące wyniki. Okazało się, że u kobiet, których dzieci mają silne objawy autyzmu, występuje niższy poziom serotoniny niż u tych, których potomstwo ma łagodne lub umiarkowane zaburzenia ze spektrum autyzmu. W badaniu nie stwierdzono jednak związku między nasileniem objawów autyzmu u dzieci a stężeniem serotoniny we krwi ich ojców.

To pierwsze badanie, które pokazuje korelację pomiędzy poziomem serotoniny u matki a autyzmem u dzieci.

– Odkrycie jest zaskakujące – mówi Jeremy Veenstra-VanderWeele. – Zazwyczaj nie myślimy o badaniu biomarkerów u mam, chociaż w przypadku autyzmu wydaje się to wskazane – dodaje.

Według naukowców wyniki najnowszego badania sugerują, że zaburzenia w rozwoju płodu mogą nasilać się wraz ze spadkiem poziomu serotoniny u matki. Niezbędne są jednak dodatkowe, dokładniejsze analizy.

– Warto prześledzić poziom serotoniny u kobiet w całym okresie ciąży, aby sprawdzić, czy w określonym czasie może wystąpić pewna zmienność stężenia tego związku, która mogłaby być skorelowana z autyzmem – skomentował wyniki amerykańskich naukowców Francine Côté, badacz z Francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych.

Źródło: spectrumnews.org

POLECAMY TAKŻE: Związek między PCOS matki a autyzmem dziecka

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Badania prenatalne a prawo. Gdy lekarz nie udziela informacji o wadach płodu

Lekarka wykonuje badanie USG u ciężarnej /Badania prenatalne a prawo
Fot. Fotolia

Badania prenatalne, które umożliwiają wczesne wykrycie wad i chorób genetycznych, to wiarygodne źródło informacji o tym, jak rozwija się płód w czasie ciąży. Choć dostęp do tych świadczeń oraz ich wyniku zapewnia nam obowiązująca ustawa o planowaniu rodziny, okazuje się, że wiele Polek doświadcza poważnych trudności w ich wyegzekwowaniu. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badania prenatalne to grupa specjalistycznych świadczeń, które umożliwiają uzyskanie istotnych informacji o rozwoju płodu. W grupie tej znajdują się na nieinwazyjne badania prenatalne (badania przesiewowe) oraz inwazyjne badania prenatalne (badania diagnostyczne). Informacji o rodzajach i charakterystyce dostępnych testów oraz wskazaniach do ich wykonania powinien udzielić pacjentce lekarz prowadzący ciążę.

Badania prenatalne a prawo

Coraz częściej słyszy się jednak, że medycy nie wywiązują się z tego obowiązku, a nawet zatajają przed ciężarnymi informacje o istniejących lub podejrzewanych wadach płodu. Takiej sytuacji doświadczyła m.in. pani Marta z województwa podkarpackiego, która o swojej sytuacji opowiedziała w programie „Dzień dobry TVN”.

W trakcie ciąży pacjentka zgłosiła się na rutynową wizytę u ginekologa, który w trakcie badania niespodziewanie spytał: „Co by pani zrobiła, gdyby dowiedziała się, że ma urodzić niepełnosprawne dziecko?”. Gdy kobieta odpowiedziała, że zdecydowałaby się na aborcję, lekarz zamilkł – i do rozwiązania ciąży nie podjął  więcej tego tematu.

Podczas porodu okazało się, że powodem, który stał za pytaniem, nie była zwykła ciekawość. Syn pani Marty miał wady wrodzone: lekkie wodogłowie, wadę serca i zdeformowaną rękę. Podobnych przypadków jest znacznie więcej (niedawno opisywaliśmy wstrząsającą historię pani Agaty), choć skala problemu nie jest do końca poznana.

CZYTAJ TEŻ: Badania prenatalne – wczesna diagnoza ma znaczenie dla losów ciąży

Dostęp do badań prenatalnych a prawo do informacji o stanie zdrowia

Warto pamiętać, że płód – aż do momentu osiągnięcia stadium rozwojowego, które umożliwia samodzielne funkcjonowanie poza organizmem ciężarnej – stanowi nierozerwalną część organizmu kobiety. Z tego powodu informacje o stanie płodu uznaje się za rozszerzenie prawa do informacji stanie zdrowia. Mimo to część Polek pozbawiana jest należnych im praw. Lekarze nie wywiązują się z obowiązku często w obawie, że konieczne byłoby zapewnienie pacjentce dostępu do ustawowej aborcji.

Tymczasem prawo do genetycznych badań prenatalnych gwarantuje Polkom art. 2a znowelizowanej Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego oraz warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Zgodnie z tym dokumentem:

„Organy administracji rządowej oraz samorządu terytorialnego, w zakresie swoich kompetencji określonych w przepisach szczególnych, są zobowiązane zapewnić swobodny dostęp do informacji i badań prenatalnych, szczególnie wtedy, gdy istnieje podwyższone ryzyko bądź podejrzenie wystąpienia wady genetycznej lub rozwojowej płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu płodu”.

I choć naruszenie przez lekarza obowiązku udzielenia pacjentom rzetelnej informacji oraz skierowania ich na niezbędne badania diagnostyczne interpretowane jest – według wielu rozstrzygnięć sądowych – jako błąd lekarski (wynikający z zaniedbania lub świadomego działania), problem może jeszcze przybrać na sile. Zgodnie z doniesieniami dziennika „Rzeczpospolita”, Senat ma rozpatrzyć projekt, który dawałby prawo do powołania się na klauzulę sumienia również diagnostom laboratoryjnym.

PRZECZYTAJ: Klauzula sumienia dla diagnostów laboratoryjnych? Ten projekt może zagrozić badaniom prenatalnym

Rodzaje badań prenatalnych

W tej sytuacji z jeszcze większą mocą powinnyśmy domagać się dostępu do rzetelnych badań prenatalnych, a także samodzielnie szukać informacji o metodach diagnostyki płodu.

Pamiętajmy, że podstawę diagnostyki prenatalnej stanowią badania przesiewowe, które obejmują:

  • nieinwazyjne badanie wolnego płodowego DNA z krwi ciężarnej, które można wykonać od 10. tygodnia ciąży (test NIFTY – cena: ok. 2,3 tys. zł, test Harmony – cena: ok. 2,4 tys. zł),
  • USG z testem podwójnym ( test PAPP-A – w przypadku wskazań medycznych refundowany przez NFZ, prywatnie – cena: ok. 250 zł), wykonywane w 11.-13. tygodniu ciąży,
  • USG połówkowe – w 18.-20. tygodniu ciąży.

Jeżeli nieinwazyjne badania przesiewowe nie dają jednoznacznego wyniku, wówczas lekarz może rozszerzyć diagnostykę o inwazyjne badania prenatalne (amniopunkcja, biopsja trofoblastu, kordocenteza).

Więcej o rodzajach badań prenatalnych przeczytasz tutaj.

Zły wynik badań prenatalnych – i co dalej? Prawa pacjentki

W razie podejrzenia bądź wykrycia nieprawidłowości w rozwoju płodu niezbędna jest konsultacja ze specjalistą medycyny matczyno-płodowej, a często również z lekarzem genetykiem. Eksperci powinni niezwłocznie udzielić pacjentce fachowych porad i zaleceń, opartych na faktach i aktualnej wiedzy medycznej.

Warto pamiętać, że przesłanka embriopatologiczna jest jedną z trzech, które umożliwiają Polkom wykonanie ustawowej aborcji. Mimo to przeprowadzone analizy wskazują, że w aż 22 na 133 objęte monitoringiem szpitale w Polsce z różnych względów nie wykonywano tego zabiegu (dane za raportem „Dzień dobry, chcę przerwać ciążę”).

Kobietom, które doświadczają trudności w wyegzekwowaniu ustawowych praw do diagnostyki prenatalnej i aborcji, pomagają m.in. polska organizacja pozarządowa Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, a także nieformalna szwedzka grupa Sisterhood Network.

Źródło: M. Boratyńska, „Informacja i swobodny dostęp do genetycznych badań prenatalnych a klauzula sumienia i przywilej terapeutyczny”, „Etyka” 2013(47); TVN,  Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Sisterhood Network

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Zły wynik testu PAPP-A. Co dalej?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

In vitro zwiększa prawdopodobieństwo urodzenia chłopca

In vitro zwiększa prawdopodobieństwo urodzenia chłopca
fot. Pixabay

Czy techniki wspomaganego rozrodu mogą mieć wpływ na płeć dziecka? Badania sugerują, że tak. Zobacz, jakie dzieci częściej rodzą się w wyniku in vitro. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak pokazują analizy australijskich badaczy, w wyniku naturalnego zapłodnienia 51 na 100 narodzonych dzieci to chłopcy. Z kolei dzięki in vitro na 100 maluchów rodzi się 56 chłopców.

ICSI, czyli inna technika wspomaganego rozrodu, podczas której wyselekcjonowany plemnik zapładnia komórkę jajową, zwiększa się prawdopodobieństwo wydania na świat dziewczynki.

Badanie zostało opublikowane na łamach magazynu „British Journal of Obstetrics and Gynecology” (BJOG).

Zobacz także: Status materialny może mieć wpływ na płeć dziecka

In vitro zwiększa prawdopodobieństwo urodzenia chłopca

Australijczycy uwzględnili w swoim badaniu niemal 14 tys. urodzeń. Grupa ta obejmowała urodzenia po leczeniu niepłodności w australijskich i nowozelandzkich klinikach w latach 2002-2006.

Według analizy, prawdopodobieństwo wydania na świat chłopca wahało się pomiędzy 53 a 56 proc. w zależności od czasu, w jakim zapłodnione jajeczko zostało wprowadzone do organizmu kobiety. Przyjmując powyższe wartości wynika, że na 100 narodzonych dzieci 56 było chłopcami a 44 dziewczynkami.

Przy takiej samej liczbie porodów, w wyniku ISCI na świat przyszło już 49 chłopców, a przy poczęciu naturalnym – 51.

Zobacz także: Naukowcy odkryli nowy sposób, jak sprawdzić płeć dziecka – czy to dziewczynka?

Niebezpieczne skutki dysproporcji płci?

Zdaniem niektórych badaczy proporcje płci zmieniają się z biegiem czasu naturalnie, w odpowiedzi na czynniki zewnętrzne, takie jak wojna czy klęski. Jednak ostatnie badania pokazują, że ingerencja człowieka w proces poczęcia również może mieć wpływ na to zjawisko.

– To może mieć w przyszłości duże znaczenie dla zdrowia publicznego – twierdz profesor Philip Streer, redaktor naczelny BJOG.

– Wiemy, że w niektórych częściach Indii i Chin rodzi się większa liczba chłopców, ponieważ rodzice świadomie wybierają płeć dziecka. To z kolei prowadzi do poważnych problemów społecznych, gdzie mężczyźni nie mogą znaleźć partnerki – wyjaśnia profesor Steer.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: FIGO, BBC

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Rodzice wychodzą ze szpitala z dziećmi, my zostaliśmy z pudłami wspomnień”

Zespół przetoczenia krwi między płodami
fot. Daily Mail

Dzięki in vitro udało jej zajść w ciążę bliźniaczą. W szóstym miesiącu zaczęła jednak odczuwać dziwne dolegliwości, które lekarze zignorowali. Gdyby ich reakcja była inna, być może dzieci kobiety nadal by żyły.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Leo i Tyler urodzili się w 25. tygodniu ciąży. Niestety, Leo zmarł jeszcze w łonie matki, natomiast Tyler odszedł 18 dni po porodzie. U dzieci zdiagnozowano zespół przetoczenia krwi między płodami (TTTS).

Zobacz także: Miała zostać matką trojaczków. Po porodzie podzieliła się zdjęciami, które łamią serce

Zespół przetoczenia krwi między płodami

Jest to choroba dotycząca bliźniąt posiadających wspólne łożysko. Polega na istnieniu nieprawidłowych połączeń między dziećmi i związanemu z tym przekazywaniu krwi jednemu płodowi (biorcy) przez drugi płód (dawcę).

Jedno z dzieci otrzymuje zatem za dużo, a drugie za mało krwi. Może to doprowadzić do komplikacji obejmujących trwałe uszkodzenie mózgu, serca, aż do śmierci jednego lub obu płodów. W nieleczonym TTTS śmiertelność wynosi 60-100 proc.

– Gdyby lekarze działali szybciej, nasi chłopcy mieliby większe szanse na przeżycie – uważa rozgoryczona matka, Caroline Willis.

Zobacz także: Sesja fotograficzna przedwczesnego porodu. „Nigdy nie będę żałować tej sesji”

Lekarze zignorowali objawy

Kobieta cierpi na zespół policystycznych jajników i wraz z mężem zdecydowała się na zapłodnienie techniką in vitro. Niedługo później Caroline dowiedziała się, że urodzi bliźnięta.

Kobieta twierdzi, że jej ciąża przebiegała książkowo aż do szóstego miesiąca. To wtedy zaczęła odczuwać nietypowe bóle. – Próbowałam umówić się na wizytę do Szpitala Stoke Mandeville – wyjaśnia Caroline. – Byłam tam trzy razy w ciągu tygodnia, jednak usłyszałam, że wszystko jest w porządku. W końcu wróciłam, kiedy ból stał się nie do wytrzymania – dodaje.

Ciężarna dowiedziała się o TTTS dopiero na chwilę przed porodem. – Zaczęłam rodzić, ponieważ Leo miał niewydolność serca. Urodził się martwy – wyjaśnia zrozpaczona kobieta. Chwilę później na świat przyszedł drugi syn. – Tyler był małym wojownikiem, jednak był maleńki i zmarł 18 dni później – dodaje.

– Patrzeć na swoje umierające dziecko, to przerażające – powiedział ojciec bliźniąt, Lee Brightman.

Po śmierci Leo, Caroline i Lee pragnęli po raz pierwszy i ostatni sfotografować się z dzieckiem.

– Przytuliliśmy go i mówiliśmy, jak bardzo go kochamy – wyjaśnia Willis.

Zobacz także: Poroniła przez stres. Winą za tragiczne wydarzenie obarcza działania rządu

Tragiczny finał

Przez następne 18 dni lekarze i pielęgniarki pomagali Tylerowi walczyć o życie. – Kiedy zobaczyłem mojego małego synka w czapeczce dla wcześniaków, która była dla niego za duża, pękło mi serca – mówi Lee.

Niestety, 26 maja stan chłopczyka się pogorszył. – Powiedziałam mu, że mamusia i tatuś rozumieją, że nie musi już walczyć – wspomina kobieta. – Nie wyglądał dobrze, mój instynkt macierzyński podpowiedział mi, że coś jest nie tak – dodaje.

– Trzymaliśmy go na rękach od trzeciej do siódmej. Moi rodzice przyjechali i pożegnali się z wnukiem – wspomina Caroline.  – Serce Tylera biło jeszcze przez godzinę – dodaje zrozpaczona matka.

– Zazwyczaj rodzice wychodzą ze szpitala z dziećmi, my zostaliśmy z dwoma pudłami wspomnień – mówi.

Zdjęcia to jedyna pamiątka, która pozostała Caroline i Lee po dzieciach // fot. Daily Mail

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.