Przejdź do treści

Rozdzielanie rodzeństw – gdzie są granice adopcji?

W rodzeństwie jest siła / Fot. Pixabay.com

Rodzeństwo – dla jednych utrapienie i kompletnie obcy ludzie, dla innych baza, opoka i najbliżsi sercu przyjaciele. Niezależnie od tego, jak mogą układać się te relacje, niewątpliwie sięgają one naszych korzeni i pomagają budować własną tożsamość. Czy jednak zawsze jest na to odpowiednia przestrzeń i czas? Mam co do tego wątpliwości.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ważne dane

Fundacja Zerwane Więzi przedstawiła niedawno film promujących kampanię „Nie niszcz więzi, powiedz STOP rozdzielaniu rodzeństw”. Przedstawione zostały dane, które wskazuję, że nawet 80 proc. adopcji wiąże się właśnie z rozdzieleniem. Są to dane pochodzące ze spraw sądowych. Liczba rzeczywiście poraża. Warto chyba jednak podejść do sprawy bardziej indywidualnie, bo to w takich historiach kryją się największe dramaty – nie w danych statystycznych.

https://www.youtube.com/watch?v=F8sYxW2OwlM&feature=share

Blisko, bliżej, za blisko?

Przede wszystkim warto zastanowić się nad tym, kogo traktujemy jako rodzinę. Pojawiają się głosy, że to rodzina biologiczna zawsze będzie najważniejsza i to jest ta „prawdziwa” więź. Czy oby na pewno? Nawet jeżeli nie mają ze sobą żadnego kontaktu, są sobie obcymi ludźmi, nic o sobie nie wiedzą, nie przebywają ze sobą na co dzień, mają mieć „pierwszeństwo” w określaniu siebie, jako rodzinę?

Myślę, że równie ważny (o ile nie ważniejszy) jest codzienny kontakt, wspólne życie, środowisko wychowania, głębokie relacje zbudowane na wspólnych przeżyciach, przepracowane razem trudności. Tutaj widzę ogromną rolę rodziny adopcyjnej. To właśnie w takim domu toczy się każdego dnia życie adoptowanych dzieci, rodziców i często też ich dzieci biologicznych. Także w świetle prawa pomiędzy nimi wszystkimi powstaje pokrewieństwo.

Nie chciałabym wartościować obu tych relacji, bo każda z nich ma swoją wagę i wymaga ogromu pracy. Warto jednak zaznaczyć, że adopcja wiąże się z zasady z określonymi konsekwencjami, którymi jest między innymi zerwanie więzi z rodziną biologiczną. Jestem w stanie założyć, że w wielu przypadkach jest to o wiele zdrowsza sytuacja. Przy czym nie chodzi o to, aby całkowicie odcinać się od tego skąd jesteśmy.

Kim jestem

Kim jestem w relacjach z innymi, na ile od nich zależę? Czym różnię się od otaczających mnie ludzi i jak te różnice powstały? Jaką opowieść o sobie przedstawiam światu, ale też sobie samemu? Każdy z nas odpowiada sobie na te pytania. Budując swoją tożsamość potrzebujemy mieć oparcie. Przeszłość takie oparcie niewątpliwie może dać. Nawet jeżeli jest to fundament kruchy, to jest i co najważniejsze, często od nas samych zależy na ile go wzmocnimy.

Obecnie sytuacja wygląda tak, że adoptowany człowiek ma wgląd w swoje dokumenty po ukończeniu 18-tego roku życia. Czy zawsze będzie chciał dowiadywać się o swoich korzeniach? Nie wiem. Może zdecyduje się na to w wieku 40-50 lat? Być może. Taka opcja jednak jak najbardziej istnieje.

Pojawiają się oczywiście dyskusje na temat realizacji prawa przez urzędników, ale czy nowe regulacje aż tak wpłynęłyby na czynnik ludzki? Ważną racją w dyskusji wydaje się być fakt, że owszem – możemy dowiedzieć więcej o rodzicach biologicznych, ale o rodzeństwie już nie. Czy zatem powinni oni „płacić za błędy rodziców” i ewentualnie być odcięci od swoich braci i sióstr? Pewnie nie i nie sposób uniknąć konfrontacji z tym argumentem. Z drugiej jednak strony pojawia się pytanie o dostępność danych osobowych. W ile rąk miałyby one wtedy trafić, bo obawiam się, że można bardzo łatwo stracić nad nimi kontrolę.

Rodzeństwo / Fot. pexels.com

Rodzeństwo / Fot. pexels.com

Zadbajmy o siebie

Zastanówmy się nad przykładową sytuacją. Rodzeństwo trafia do dwóch różnych rodzin. Ośrodki Adopcyjne musiałyby wtedy ujawnić dane osobowe jednej rodziny drugiej i odwrotnie. Po pierwsze, są to sobie całkowicie obcy ludzie, którzy nagle mieliby zacząć „jakoś” wspólnie funkcjonować. Oczywiście adopcja wiąże się z ogromnym bagażem, który bardziej lub mniej świadomie ludzie na siebie biorą. Czy jednak adoptując dziecko adoptują też całą jego rodzinę i inne rodziny adopcyjne, które ewentualnie w danym kręgu są?

Nie ulega wątpliwości, że możliwość wspólnego wychowywania się rodzeństwa biologicznego jest bardzo ważna. Szczególnie jeśli dzieci żyły już ze sobą przez kilka lat. Są sobie bazą, często jedyną bezpieczną, jaką w danym momencie mają. Rozdzielanie ich byłoby w takim momencie skrajnie nieodpowiedzialne. Poza tym, w sytuacji kiedy matka biologiczna rodzi kolejne dziecko, to rodziny adopcyjne starszego mają pierwszeństwo w adopcji nowo narodzonego. Jednak jest to prawo, a nie obowiązek. Czy adoptując dziecko można z góry zobowiązać się do adopcji kolejnych? Co jeśli matka biologiczna urodzi ich jeszcze pięcioro? Czy naprawdę każdy rodzic adopcyjny będzie w stanie to unieść? Chyba trudno byłoby nakładać tego typu obowiązek. Myślę, że liczba rodzin adopcyjnych spadłaby wtedy drastycznie. Z tego punktu widzenia może to być nie do przeskoczenia. Wyobrażam sobie, z jak wielkim lękiem musiałoby się to wiązać.

Stałość, bezpieczeństwo, spokój

Coś co wydaje mi się czynnikiem równie ważnym, to skupienie na budowaniu dla dziecka bezpiecznego, jasnego i usystematyzowanego świata. Jest taka zasada – jeśli potrafimy coś wytłumaczyć w jak najkrótszych słowach, jeśli dziecko może to zrozumieć, to znaczy, że i my sami to rozumiemy. Czy w myśl tej zasady dałoby się jasno objaśnić świat, w którym mama mojego brata nie jest moją mamą i nie wiem dlaczego on jest z nią. Ja jestem ze swoją, a do tego jest jeszcze mama, która mnie urodziła, ale w sumie to jej nie znam. Do kogo zatem mam mówić „mamo” i kim właściwie mama jest? Poza tym, jeśli mój brat, którego urodziła ta sama mama, co mnie, ma inne rodzeństwo, które urodziła pani, którą on nazywa mamą, a ja mam rodzeństwo, które urodziła jeszcze inna pani, to w końcu kim jest brat i kim jest siostra? Pomieszanie z poplątaniem. Łatwo sobie wyobrazić, co może dziać się w głowie takiego dziecka. Czy pomoże mu to z uporaniem się z i tak trudną historią? Nie sądzę.

Nic nie jest czarno-białe

Oczywiście opisałam tu przypadek, kiedy w całą sytuację angażowane jest dziecko. Inaczej zapewne wyglądałoby to w momencie, gdyby ze swoim rodzeństwem kontaktował się dorosły człowiek, który bardziej świadomie podjął taką decyzję. Myślę sobie jednak, że ślad jakim są dane rodziców biologicznych, jest wystarczającym tropem do odszukania swoich korzeni. Szanuję przeżycia osób, które latami szukają swojego rodzeństwa. Trudno jest mi sobie nawet wyobrazić te trudy, frustracje, czy nawet poczucie bezsilności. Obawiam się jednak, że zbyt duże zmiany w tym temacie mogłyby łatwo doprowadzić do szkodliwych naruszeń i przekraczania granic, zza których nie byłoby już odwrotu.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.