fbpx
Przejdź do treści

Ile pieniędzy dostają na pomoc dzieciom rodziny zastępcze? Czy to zaspokaja ich potrzeby? – odpowiada w szczerym wpisie Anna Krawczak

Ile pieniędzy dostają na pomoc dzieciom rodziny zastępcze? Czy to zaspokaja ich potrzeby? - odpowiada w szczerym wpisie na FB matka zastępcza, Anna Krawczak
fot.123rf

Przedwczoraj na swoim profilu na Facebooku Pani Anna Krawczak, badaczka, członkini Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem UW, publicystka i matka zastępcza opublikowała odpowiedź na działania Szymona Hołowni.

Szymon Hołownia poleca tulenie dzieci

Dziennikarz zachęca do wzięcia udziału w wolontariacie w domu małego dziecka, który polega na tuleniu dzieci. Badaczka pokazuje inną perspektywę opieki nad dziećmi, które wychowują się poza biologicznymi rodzinami i zwraca uwagę na to, że priorytety są gdzie indziej.

Odpowiedź Anny Krawczak na apel Szymona Hołowni

Publikujemy wpis Anny Krawczak w całości, ponieważ jesteśmy przekonani, że jako ekspertka i matka zastępcza, Pani Anna Krawczak dzieli się w nim wiedzą zdobytą w pracy akademickiej oraz unikalnym doświadczeniem z pierwszej ręki, do których my, jako redakcja, nie mamy dostępu.

https://www.facebook.com/szymonholowniaoficjalny

Oddajemy głos ekspertce:

Wpisy Pana Szymona mają zasięgi, jakich nigdy mieć nie będę. Ale to nie szkodzi, ponieważ i tak będę jak Kato Starszy, choćby moim jedynym słuchaczem pozostał kamień polny.

Wpis Hołowni odnosi się do kwestii dobrze znanej, czyli: „to cudownie tulić maluszki przebywające w ośrodkach preadopcyjnych [a więc faktycznie w domach małego dziecka – dopisek mój], a ludzie to robiący są aniołami tej ziemi. Wpłaćcie im datek, kupcie pieluchy, podajcie dobro dalej”.

90% komentujących odnosi się do wpisu Hołowni w sposób absolutnie przewidywalny, czyli: „też chcę tulić, gdzie można potulić pod Katowicami?”, „<3 <3 <3”, „jesteście aniołami tej ziemi”, „wpłacam datek i kupuję pieluchy”.

Wiadomo, co o tym myślę: ośrodki preadopcyjne są domami małego dziecka, tyle że mają śliczne tapety oraz wolontariuszy. Miesięczny koszt utrzymania dziecka w ośrodku TuliLuli prowadzonym przez Fundację Gajusz wynosi – zgodnie z protokołem RM Łodzi – 8500 zł, a w preadopcyjnym ośrodku w Otwocku prowadzonym przez Fundację Rodzin Adopcyjnych – 7784 zł. Do obu tych ośrodków odnosi się wpis Hołowni (linki do uchwał na dole wpisu).

Dla równowagi średni miesięczny koszt utrzymania dziecka w rodzinie zastępczej wynosi 1065 zł, choć dla Otwocka (tego samego, który utrzymuje ośrodek preadopcyjny za prawie 8000 zł od dziecka/mies) kwota przeznaczona na jedno dziecko w rodzinie zastępczej została przez Radę Miasta ustalona na 694 zł (sic!). 

Dziecko w rodzinie zastępczej kosztuje ten powiat jedenastokrotnie mniej niż dziecko umieszczone w ośrodku preadopcyjnym.

Niech to wybrzmi.

Pośrednio pokazuje to preferencje samorządowców. Być może i oni ulegli słodkiej wizji kangurowania niemowląt w domach małych dzieci, skoro uległ jej Hołownia. Bo kangurowania niemowląt w rodzinach zastępczych nie widać: nie jesteśmy fundacjami, nie przyjmujemy pracowników na zmiany, żyjemy w swoich domach i to w nich tulimy dzieci. Jeden do jednego, żadnej kadry, żadnej rotacji opiekunów i żadnych dyżurów. Robimy to 11 razy taniej niż dom dziecka, robimy to w rodzinie.

Ale w tej sprawie jest coś jeszcze, na co zwróciła uwagę jedna z komentatorek.

Bo wiecie co? Małe dzieci są słodkie. Nawet te z niepełnosprawnościami, z FASem, z rozszczepem podniebienia. Szczenięta są słodkie, kocięta są słodkie i ludzkie dzieci też są słodkie, dopóki są małe.

Nie wątpię, że chętni wolontariusze do kangurowania ustawiają się w kolejce. Kto by nie chciał potulić takiego maleńtasa, cztery godziny dziennie, nasycenie własnego ego osobistą dobrocią rozsadza skalę. Do prywatnego domu i spokoju wracacie pijani endorfinami, możecie strzelić selfie.

Kogo nie kangurujecie?

Jedenastoletniego Wojtka, szósty rok w rodzinie zastępczej mojej koleżanki. Dla Wojtka pracownicy lokalnego dyskontu otwierają osobną kasę, bo wiedzą, że Wojtek nie może poczekać. Wojtek ma tak poważne zaburzenia i zespół stresu pourazowego, że jeśli tej kasy nie otworzą, to Wojtek rozwali im sklep i rzuci kilka czułych chujów do klientów.

Dziewięcioletniego Bartka, autysty, trzeci rok w rodzinie zastępczej kolejnej mojej koleżanki. Bartek nazwie was 'pizdą’ jeśli podacie mu czerwony klocek zamiast zielonego. Bartek nie jest słodki.

Dwunastoletniej Sandry, czwarty rok w rodzinie zastępczej innej mojej koleżanki, masywne wykorzystywanie seksualne, wciąż w terapii, ale jest progres. Rodzina zastępcza Sandry opłaca tę terapię z własnej kieszeni. Powiat rodziny zastępczej Sandry płaci ponad sześć tysięcy za jedno dziecko w domu dziecka na swoim terenie, ale opiekunowie Sandry dostają niespełna 1000 zł na pokrycie kosztów opieki, bo są rodziną zastępczą, a nie ośrodkiem. W ubiegłym miesiącu Sandra trzeci raz rozwaliła drzwi od pokoju.

Pomoc, którą proponuje Hołownia, i która jest tak chętnie podejmowana przez Jego followersów, to pomoc instant.

Możesz pić w spokoju swoje prosecco, ale za zgrzewkę Gerberów przekazanych do domu dziecka kupisz sobie spokojne sumienie.

Możesz wyjechać na urlop, bo ratujesz dzieci darowizną wpłaconą na utrzymanie takiego ośrodka (rodziny zastępcze niezawodowe nie pojadą na urlop, nam nie przysługują urlopy od pracy; pracujemy 24/7. Nie, nie dostajemy za to pensji).

Możesz iść tulić niemowlaki, co jest przecież bardzo przyjemne, i poczuć się później jakbyś przewaliła łopatą trzy tony Dobra i Miłości.

Teraz powinnam wyciągnąć z kapelusza alternatywę. W sensie: okej, dotowane bardzo wysokimi stawkami budżetowymi domy małych dzieci nie są dobrymi instytucjami, ale jeśli zrobisz to i to (a żadne nie będzie wymagało większego wysiłku i ruszenia tyłka sprzed monitora) to zapewnisz swój wkład w Wielkie Dzieło Etyczne.

Mam dwie wiadomości: dobrą i złą.

Zła jest taka, ze nie ma alternatywy. Możesz zostać rodziną zastępczą i po prostu zająć się tym niemowlakiem jako jego jedyny bezpieczny opiekun. Dać mu szansę na stabilizację bez rotujących pracowników, wolontariuszy i ludzi z firmy Gerber, którzy przywiozą ci słoiki.

Możesz też zostać wolontariuszem w rodzinach zastępczych moich znajomych i spróbować nauczyć Wojtka matmy, namalować razem z Sandrą obrazy, porobić z Bartkiem ćwiczenia zalecone przez terapeutę (kiedy jego matka napije się w spokoju kawy, dla odmiany ciepłej).

Żadnej z tych rzeczy nie załatwisz przelewem, kupnem nowej zabawki albo daniem lajka.

Co do dobrej wiadomości to skłamałam, nie ma dobrej wiadomości.

Ale mogę na koniec napisać nieprzyjemną prawdę:

Dzieci tracące swoje biologiczne domy czasem są słodkie, a czasem zupełnie niesłodkie. Żadnemu z nich nie da się jednak wyprostować ścieżek i życia w trybie doraźnym, nieangażującym, zdalnym.

Dzieci wymagają miłości, pracy i czasu.

Zagryzania zębów przez dorosłych, bezsilnego płaczu w klopie (żeby nie widziały, że ryczysz i że czujesz, że już nie dasz rady), spędzonego wspólnie czasu jeden na jeden, całkowita wyłączność, jestem przy tobie choćby świat się walił. Możesz mi zaufać, możesz zbudować ze mną więź. Nie skrzywdzę cię, nie oddam następnej osobie ze zmiany i będę przy tobie, gdy obudzisz się w nocy z krzykiem. Będę twoim opiekunem spolegliwym.

Nie da się tego robić na pół gwizdka. Przykro mi, ale nie.

Nie da się tego zrobić w żadnym domu małego dziecka i nie ma znaczenia, jak piękne będzie mieć ten dom tapety, ilu wolontariuszy i jak oddany personel.

W Polsce nie ma miejsca dla domów dziecka dla dzieci poniżej 10 roku życia. Nie ma. 

Miejsce dziecka jest w rodzinie.

Zakładajcie rodziny zastępcze. 

To najgorsza praca na świecie. To najlepsza praca na świecie.

Linki linki do uchwał:

http://edziennik.mazowieckie.pl/WDU_W/2019/8045/akt.pdf

http://www.edziennik.mazowieckie.pl/Compatible/Details…

https://bip.uml.lodz.pl/…/protokoly/Protokol_nr_50_K_Zdr.pdf

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka, redaktorka prowadząca Magazyn ChBR. Po godzinach trenuje Roller Derby, fotografuje i opiekuje się kotami.