Przejdź do treści

Wczesna strata ciąży. Rodzaje poronień, objawy i postępowanie

Smutna kobieta zakrywa twarz dłońmi /Ilustracja do tekstu: Wczesna strata ciąży. Rodzaje poronień
Fot. fotolia

Jak podają niektóre źródła, nawet 1/3 rozpoznanych ciąż kończy się stratą w pierwszym trymestrze. W większości przypadków nie sposób określić, co za to odpowiada. Warto jednak wiedzieć, jakiego postępowania możemy w takiej sytuacji oczekiwać od lekarzy.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Poronienie a wczesna utrata ciąży

Poronienie to utrata ciąży klinicznej, czyli takiej, w której uprzednio potwierdzono tętno płodu w badaniu USG. Termin wczesna strata ciąży jest znacznie szerszy i obejmuje również patologie wczesnej ciąży – takie, jak ciąża biochemiczna czy puste jajo płodowe. O poronieniach nawracających, wymagających rozszerzenia diagnostyki i ewentualnego wdrożenia leczenia, mówimy zaś wtedy, kiedy kobieta utraci trzy kolejne ciąże, niezależnie od czasu ich trwania.

Jak postępować w każdym z tych przypadków i kiedy niezbędne są dodatkowe działania medyczne? Przedstawiamy zbiór najlepszych praktyk – w oparciu o wytyczne brytyjskie i szwedzkie.

Jak rozpoznać poronienie zagrażające? Zalecenia lekarskie

Rozpoznanie poronienia zagrażającego bądź w toku opiera się na objawach zgłaszanych przez pacjentkę (krwawienie z dróg rodnych, ból podbrzusza), wyglądzie szyjki macicy w badaniu we wziernikach, a przede wszystkim na obrazie USG (brak tętna płodu, inne patologie).

Szwedzkie Stowarzyszenie Ginekologów i Położników zaleca też oznaczenie poziomu hemoglobiny we krwi włośniczkowej oraz ocenę parametrów życiowych celem wykluczenia zagrażających życiu powikłań. Należy również oznaczyć grupę krwi i czynnik Rh, jeśli nie są one znane.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Witamina D ogranicza ryzyko ponownego poronienia. Najnowsze doniesienia naukowców

Krwawienie przed 6. tygodniem ciąży

Gdy w 6. tygodniu ciąży występuje krwawienie, ale nie towarzyszy mu nasilony ból, gorączka lub inne objawy wskazujące na infekcję, zaleca się tzw. postępowanie wyczekujące. Jeżeli wynik testu ciążowego będzie nadal dodatni w 7. tygodniu ciąży, pacjentka powinna mieć wykonane badanie USG oraz – w przypadku utrzymującego się krwawienia – oznaczony poziom hCG w surowicy.

Puste jajo płodowe (czyli ciąża bezzarodkowa) i poronienie zatrzymane

Po 6. tygodniu ciąży zaleca się wizytę kontrolną za 1-2 tygodnie. Wtedy najczęściej udaje się już uwidocznić płód i jego bijące serce. W przypadku stwierdzenia po 8. tygodniu ciąży pustego jaja płodowego (ciąży bezzarodkowej) autorzy wytycznych zalecają postępowanie wyczekujące. Ponad 80% takich ciąż ulegnie samoistnemu poronieniu. W pozostałych przypadkach stosuje się farmakologiczną indukcję poronienia.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jak prawidłowo zabezpieczyć materiał po poronieniu?

Poronienie zagrażające

Poronienie zagrażające to sytuacja, kiedy pojawia się krwawienie z dróg rodnych, któremu towarzyszy ból podbrzusza (nie jest to jednak warunek konieczny), ale w USG stwierdza się żywy płód. Zgodnie z zaleceniami Królewskiego Stowarzyszenia Położnych i Ginekologów, należy uspokoić pacjentkę, wyjaśnić, jak powinna postępować w razie zaostrzenia objawów, pojawienia się gorączki czy silnego bólu, a także zalecić wizytę kontrolną – za 1-2 tygodnie. Nie jest zalecane bezwzględne leżenie. Zwykle wystarcza oszczędzający tryb życia (unikanie podnoszenia ciężkich przedmiotów).

Poronienie w toku. Czym się objawia?

Poronienie w toku to stan, kiedy jajo płodowe oddzieliło się od ściany jamy macicy i proces ronienia jest niemożliwy do zatrzymania. Najczęściej przebiega z krwawieniem z dróg rodnych oraz kurczowymi bólami podbrzusza. Postępowaniem pierwszego wyboru jest podawanie leków przeciwbólowych i rozkurczowych oraz kontrola lekarska po 2-3 tyg.

CZYTAJ TEŻ: Utrudnia zajście w ciążę i przyczynia się do poronień. Czym jest macica dwurożna?

Poronienie niezupełne: postępowanie

Niezależnie od objawów (ból, krwawienie), o poronieniu niezupełnym mówimy wtedy, kiedy w badaniu USG stwierdza się obecność w jamie macicy pozostałych fragmentów tkanek płodowych. Tak jak w przypadku każdego innego poronienia (poza septycznym), zaleca się postępowanie wyczekujące – z kontrolą USG za 1-2 tygodnie. W przypadku dalszego utrzymywania się tkanek ciążowych w jamie macicy leczeniem z wyboru jest farmakoterapia bądź łyżeczkowanie jamy macicy.

Poronienie całkowite. Jak je rozpoznać?

Kiedy wszystkie fragmenty płodu, kosmówki i błon płodowych uległy wydaleniu, a w USG obraz macicy jest prawidłowy, mówimy o poronieniu całkowitym, które nie wymaga żadnego leczenia.

Poronienie septyczne

Jest to szczególnie groźny rodzaj poronienia, przebiegający z zapaleniem narządów miednicy mniejszej, gorączką oraz obecnością wykładników stanu zapalnego (wzrost liczby krwinek białych, podwyższone OB i CRP). Należy natychmiast wdrożyć antybiotykoterapię preparatem o szerokim spektrum oraz wykonać łyżeczkowanie jamy macicy.

Poronienie i… co dalej?

Zgodnie z wytycznymi lekarskimi, nie ma wskazań do diagnostyki przyczyn poronienia, jeżeli nie są spełnione kryteria poronień nawracających. Warto jednak przebadać obojga partnerów w kierunku chorób przenoszonych drogą płciową, szczególnie chlamydiozy i rzeżączki.

Źródło: sfog.se, nice.org.uk

POLECAMY TEŻ: Chlamydioza może prowadzić do niepłodności. Jak wykryć chorobę?

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

„Krąg Opowieści o Stracie”. Terapeutyczna rozmowa dla kobiet po stracie

Kobiety okazują sobie wsparcie w trudnej sytuacji /Ilustracja do tekstu: redukcja stresu w niepłodności zwiększa szanse na ciążę /Krąg Opowieści o Stracie
Fot.: Ben White /Unsplash.com

Poronienie, przedwczesne zakończenie ciąży, śmierć dziecka wkrótce po porodzie… Tych dramatycznych i rozdzierających serce przeżyć doświadcza wiele kobiet – a mimo to wciąż nierzadko zdane są na samotność. Lekarze, społeczeństwo, a nawet bliscy nierzadko umniejszają ich ból, wzmacniając tym samym cierpienie i poczucie izolacji społecznej. Aby wesprzeć kobiety w tych trudnych chwilach i dać przestrzeń im do intymnego, otwartego przeżywania straty, 15 października, w Dniu Dziecka Utraconego, w 12 miastach Polski odbędą się kameralne spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie” adresowane są do kobiet, których macierzyństwo zakończyło się w dramatycznych okolicznościach. W bezpiecznej przestrzeni i przyjaznej atmosferze, bez krytyki i „dobrych rad”, będą mogły podzielić się swoją trudną historią i poznać inne osoby, które zmuszone były zmierzyć się z podobnymi doświadczeniami.

CZYTAJ TEŻ: Poronienie – najgorszy dzień mojego życia. Wasze historie

„Krąg Opowieści o Stracie”: szczera rozmowa, która pomaga poradzić sobie z traumą

W każdym mieście spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie” moderować będą doule, psychoterapeutki i trenerki.

– To ważne, żeby ktoś wysłuchał, dlatego chcemy stworzyć wam bezpieczną przestrzeń do tego, aby opowiedzieć o żalu, smutku i krzywdzie – podkreślają organizatorki.

Myślą przewodnią spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie” są piękne i symboliczne słowa Rachel Naomi Remen, autorki książek, nauczycielki medycyny alternatywnej i wykładowczyni Uniwersytetu Kalifornijskiego:

„Przypuszczam, że słuchanie to najbardziej podstawowy i najsilniejszy sposób kontaktu z drugą osobą. Zwyczajne słuchanie. Bardzo możliwe, że największą rzeczą, którą możemy dać sobie nawzajem, jest uważność. Szczególnie, gdy płynie prosto z serca. Kiedy ktoś mówi, nie trzeba robić nic więcej, tylko go przyjąć. Po prostu zrobić mu przestrzeń w sobie. Słuchać co mówi. Z troską i uwagą”.

„Krąg Opowieści o Stracie”: spotkania w 12 miastach

Szczegółowe informacje o wydarzeniach w 12 miastach (w Warszawie, Bydgoszczy, Opolu, Siedlcach, Olsztynie, Swarzędzu, Łodzi, Poznaniu, Pszczynie, Gliwicach, Krakowie i Lublinie) można znaleźć tutaj. Spotkania odbędą się w godzinach popołudniowych lub wieczornych.

Wstęp jest bezpłatny. Ze względów organizacyjnych inicjatorki „Kręgu Opowieści o Stracie” proszą o wcześniejsze zgłoszenie: mailem lub poprzez wiadomość na Facebooku.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Strata po stracie… Poronienia nawracające jako doświadczenie traumy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Palenie przyszłego ojca ma wpływ na rozwój ciąży. Naukowcy odkryli alarmujące powiązania

Mężczyzna zaciągający się papierosem. Ilustracja do tekstu: Palenie mężczyzny a poronienie
Fot.: Unsplash.com

Chociaż od dawna wiemy, że styl życia przyszłej mamy istotnie wpływa na rozwój ciąży, okazuje się, że równie istotne mogą być wybory dokonywane przez jej partnera. Z analiz naukowców wynika, że nałóg palenia u mężczyzn może – pośrednio lub bezpośrednio – przyczyniać się do zwiększenia ryzyka poronienia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Palenie mężczyzny a poronienie: jakie jest ryzyko?

Jak donosi „American Journal of Epidemiology”, chińscy naukowcy, w oparciu o szczegółowe dane dotyczące 5,8 mln ciąż (pozyskane od niepalących Chinek w wieku 18-49 lat oraz ich partnerów), dokonali alarmujących odkryć.

Okazało się m.in, że kobiety, których partner palił podczas pierwszych kilku miesięcy ciąży, były o 17% bardziej narażone na poronienie niż te z pań, których wybrankowie byli niepalący. Gdy przyszły ojciec unikał palenia papierosów, wskaźnik poronień wynosił niespełna 2,4%; gdy palił, wskaźnik ten wzrastał do niemal 3%.

Z analiz badaczy wynika również, że ciężarne, których partnerzy rzucili palenie w okresie poprzedzającym poczęcie, miały o 18% mniejsze ryzyko poronienia niż kobiety, których partnerzy nie zrezygnowali z palenia. W pierwszej z tych grup wskaźnik poronień wynosił niespełna 2,8%, w drugiej zaś – 3,35%.

Palenie mężczyzny a poronienie. Nałogi ojca mają wpływ na rozwój ciąży

Z badań jasno wynika, że panowie, którzy starają się o dziecko, powinni zadbać o zdrowy styl życia i kontrolę nałogów.

– Bardzo ważne jest, aby spróbować zadbać o wszystkie czynniki, które mogą mieć wpływ na zdrowie płodu. Dotychczas wiele uwagi poświęcono stanowi zdrowia matki; nowe badania podkreślają, że na rozwój ciąży wpływają też otaczające ją środowisko i styl życia ojca w okresie ciąży – skomentował chińskie analizy dr Zev Williams, kierownik oddziału endokrynologicznego w Columbia University Medical Center w Nowym Jorku.

CZYTAJ TEŻ: Wystarczą dwa miesiące, aby zaburzyć męską płodność. Prowadzi do tego konkretny styl życia

Palenie mężczyzny a poronienie. Potrzebne dalsze badania

Autorzy badań zaznaczają jednocześnie, że choć zidentyfikowano związek między paleniem mężczyzny a poronieniem, badanie nie dowodzi jeszcze, że jedno powoduje drugie. Aby wykryć dokładne mechanizmy, które zachodzą w organizmie kobiety i płodu pod wpływem palenia tytoniu przez jej partnera, konieczne są dalsze analizy.

Badacze są zdania, że powiązania pomiędzy paleniem mężczyzny a poronieniem mogą być dwojakie. Po pierwsze, palący partner może narażać kobietę i płód na dym papierosowy. Chodzi tu zarówno o bierne palenie, jak i wdychanie szkodliwych osadów dymnych, które osiadły na ubraniach, meblach czy dywanach. Po drugie, palenie tytoniu może wpływać na plemniki mężczyzny, powodując w nich patologiczne zmiany – te zaś są nie bez znaczenia dla rozwoju zarodka.

Drugą z tych hipotez zdają się potwierdzać inne badania, które przeprowadzono w 2017 roku. Wynika z nich, że palenie tytoniu jest – obok stresu i otyłości – jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za postępujące obniżenie męskiej płodności.

Więcej na temat szkodliwego wpływu palenia na męską płodność przeczytasz m.in. TUTAJ.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Przemoc seksualna może istotnie zwiększać ryzyko niepłodności. Niepokojące wnioski z nowych badań

Źródło: Reuters.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Kobiety szczerze o poronieniu. Zobacz kulisy kampanii „Project Benjamin”

fot. Facebook - RISE For Women

Poronienie to bardzo ciężkie doświadczenie. Często reakcje otoczenia dodatkowo potęgują traumę. Jak mówić o stracie dziecka? Tego ma uczyć akcja o nazwie „Project Benjamin”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem projektu jest przygotowanie kobiet na reakcje środowiska na wieść o utracie ciąży. Kampania ma również na edukować społeczeństwo na temat emocji, które towarzyszą kobiecie po poronieniu.

„Jedna na cztery ciąże kończy się poronieniem lub śmiercią dziecka. Czy znasz jednak kobiety, które odważyły się o tym mówić?” – pisze na Facebooku organizatorka akcji „Project Benjamin”.

Inicjatorką projektu jest Dana Dewedoff-Carney, założycielka organizacji RISE For Women. Dana straciła dziecko będąc w drugim trymestrze ciąży. Właśnie to bolesne doświadczenie było impulsem do rozpoczęcia akcji.

Zobacz także: Blogerka pokazała poruszające zdjęcia ciała po stracie ciąży. „Patrzenie w lustro wciąż boli”

„To” było naszym synem

– Wiele w życiu przeszłam. Jednak nic może równać się z momentem, w którym dowiedziałam się, że nasz synek odszedł – mówi Dewedoff-Carney. – Poszłam na cotygodniową, rutynową kontrolę.W tym dniu przyjęła mnie inna lekarka, widziałam ją pierwszy raz w życiu. Lekarka odkryła, że serce dziecka nie bije – opowiada Dana.

– Krzyknęłam, płakałam (…). Najgorsze nastąpiło, gdy lekarka powiedziała, że to było „niewłaściwe dziecko” i moje ciało zrobiło to specjalnie, żeby się „tego” pozbyć. „To” było naszym synem. Naszą nadzieją, marzeniami, przyszłością. Wszystko przepadło – wyznaje.

Kobieta postanowiła stworzyć niepowtarzalną sesję zdjęciową, która upamiętniłaby jej synka oraz wszystkie inne zmarłe dzieci kobiet biorących udział w projekcie.

Stworzyłam kampanię, aby uświadomić społeczeństwo, w jaki sposób rozmawiamy na temat ciąży i śmierci dziecka. Prawda jest taka, że nie potrafimy o tym mówić. To nadal temat tabu. Mówimy kobietom, że nie powinny informować otoczenia o ciąży, dopóki nie będą w „bezpiecznej strefie” i nie upewnią się, że wszystko jest w porządku. Dlatego kobiety, które poroniły i nie powiedziały nikomu o ciąży, cierpią w milczeniu. Czują, że nie mogą rozmawiać na ten temat z ludźmi. Ten projekt udowadnia, że nie ma żadnej „bezpiecznej strefy”. Ludziom, którzy doświadczyli straty, mówimy czasem bez zastanowienia rzeczy, które mogą ranić – wyjaśnia Dana Dewedoff-Carney.

Zobacz także: Miała zostać matką trojaczków. Po porodzie podzieliła się zdjęciami, które łamią serce

Poronienie i strata dziecka – kampania „Project Benjamin”

W sesji Dany wzięły udział kobiety, które doświadczyły poronienia. W rękach trzymają tabliczki ze słowami, które usłyszały po poronieniu.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Michelle ma „perfekcyjne życie”. Świetna praca, uśmiech na ustach. Prawda jest taka, że w 2012 roku Michelle straciła swoją córkę Micah. Tę stratę przeżywa każdego dnia.

fot. Facebook – RISE For Women

W wieku 15 lat Aubrey usłyszała, że jej dziecko to „nie dziecko”. Miała aborcję. Wiele lat później poroniła. Ponownie usłyszała: „to nie jest dziecko”.

Facebook – RISE For Women

Wiele osób powiedziało do Christiny: „[Twój syn – red.] potrzebuje brata”. Nikt z nich nie wie, że Christina doświadczyła przedwczesnego porodu i poronienia.

Facebook – RISE For Women

Komentarz, który zabolał Darę Sawyer najbardziej brzmiał: „Masz takie szczęście! Masz i chłopca, i dziewczynkę!” W rzeczywistości Dara urodziła dwóch chłopców i dziewczynkę. Jeden z nich jest aniołkiem.

Facebook – RISE For Women

Christina często słyszy: „widocznie tak musiało być” w odniesieniu do śmierci jej syna Huntera Anthony’ego (25 tygodni i 2 dni ciąży).

Facebook – RISE For Women

O przedwcześnie urodzonym Lennonie ludzie mówią: „przecież on nigdy nie żył”. To Morgan boli najbardziej.

Facebook – RISE For Women

„Przestań publikować zdjęcia swojego zmarłego dziecka” usłyszała Collen. Jej córka przyszła na świat za wcześnie.

Facebook – RISE For Women

Zobacz także: Gdy tracimy coś, co buduje nasz świat – STRATA i co dalej? [PODCAST]

Nie jesteś sama

Dana oraz kobiety biorące udział w kampanii „Project Benjamin” mówią głośno: jeżeli poroniłaś lub straciłaś dziecko, pamiętaj, że nie musisz zmagać się z tym sama. Jeżeli nie możesz zwrócić się do partnera, rodziny lub znajomych, warto poprosić o pomoc specjalistę.

O ile utrata dziecka na zawsze pozostanie częścią twojej historii, pamiętaj, że nie musi stać się jej ostatnim rozdziałem.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: aplus.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przez sześć lat na in vitro wydali ponad 368 tys. zł. „Póki mam czas, będę walczyć”

Na in vitro wydali ponad 368 tys. zł
fot. Instagram: teamdelmege

Ona ma 34 lata, jej mąż – 73. Pomimo długich starań i ogromnej sumy, jaką wydali na zabiegi in vitro, do tej pory nie spełnili marzenia o posiadaniu potomstwa. Poznajcie przejmującą historię pary, która mimo przeciwności losu nie zamierza się poddać. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chociaż 73-letni milioner Max Delmege ma dwóch dorosłych synów z poprzedniego małżeństwa, marzy o gromadce dzieci. Aby spełnić to marzenie wraz żoną, 34-letnią Samanthą, zdecydowali się na zabieg zapłodnienia pozaustrojowego. Podczas sześcioletniej walki z niepłodnością na in vitro wydali ponad 368 tys. zł  (ok. 100 tys. dolarów). Ich marzenie o dziecku jak dotąd jeszcze się nie spełniło.

Zobacz także: Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija [Wasze historie]

„Dzieci to najcenniejszy dar, jaki można otrzymać w życiu”

W ostatnich dniach Max i jego żona Sam pojawili się w programie telewizyjnym „The Morning Show”. Na wizji opowiedzieli o rozpaczliwym pragnieniu posiadania dziecka, nieudanych próbach in vitro i poronieniach.

– Współczuję Samancie, szczególnie, gdy widzę, jak robi sobie zastrzyki. Nie mogę na to patrzeć – mówił do kamery 73-latek. – Jednak ja również pragnę dziecka. Mam dwóch synów z poprzedniego małżeństwa, jednak chciałbym mieć gromadkę maluchów biegających wokół domu – dodał.

Max i Sam nie wierzą, że 39-letnia różnica wieku pomiędzy nimi może być przyczyną trudności z poczęciem potomka. – W laboratorium powiedziano nam, że różnica wieku nie jest przyczyną problemu, z jakim się mierzymy – powiedziała Samantha.

– Dzieci to najcenniejszy dar, jaki można otrzymać w życiu. Nie mogę się doczekać, żeby ponownie zostać ojcem – wyznał Max.

Zobacz także: Ile zastrzyków trzeba znieść, by spełnić marzenie o dziecku? Ból i szczęście uchwycone na zdjęciu

Leczą się od 2015 roku, na in vitro wydali ponad 368 tys. zł

Samantha prowadzi bloga, na którym dzieli się z internautami swoimi emocjami związanymi ze staraniami o dziecko. Jej szanse na zostanie mamą wciąż maleją.

„Każdego dnia myślę o dziecku, o założeniu rodziny, o mojej przyszłości, o mnie jako Matce. Chcę, pragnę, mam nadzieję, modlę się, żebrzę o ciążę” – napisała na blogu Sam Delmege.

Para zwróciła się do lekarzy o pomoc po raz pierwszy w 2015 roku. Sam udało się zajść w ciążę dopiero w kwietniu 2017 roku, jednak w szóstym tygodniu ciąży poroniła. Trzy miesiące później para dowiedziała się, że na świecie mają pojawić się bliźnięta. Jednak i tym razem kobiecie nie udało się donosić ciąży. – W tamtym roku moje życie legło w gruzach – wyznała żona milionera.

Nienawidzę patrzeć w lustro. Widzę w nim kobietę, która nie może nosić w sobie dziecka, która w ciągu trzech lat przytyła 30 kg. Widzę kobietę, której ciało wciąż odrzuca zarodki, kobietę, która została bardzo zraniona. Wciąż bardzo cierpię.

Większość ludzi nie wie, co się dzieje w mojej głowie. Uśmiecham się, śmieję i udaję, że wszystko jest ok. Przez większość dni ukrywam moje prawdziwe uczucia – wyznała Sam.

Zobacz także: 3 największe emocjonalne wyzwania niepłodności – ty też z nimi walczysz?

„Póki mam czas, będę walczyć”

Pani Delmege zdradziła, że trudno jej obserwować ciężarne kobiety i młode mamy z wózkiem.

– Kiedy cieszysz się szczęściem innych, w głębi serca czujesz ból i desperacko pragniesz dzielić się radosną nowiną, czuć te emocje, mieć poranne mdłości, obserwować rosnący brzuszek, czuć kopnięcia dziecka, oglądać je podczas badania USG. Jednak każdego miesiąca, to znowu nie twoja kolej – zauważyła smutno kobieta.

Samantha Delmege straciła już 18 zarodków. Jak mówi, nie ma zamiaru się poddać. – Póki mam czas, będę walczyć. Próbować. Modlić się. Będę błagać, żeby w przyszłym miesiącu się udało. Będę się uśmiechać, żartować i oddychać, dopóki nie stanę się jedną z was. Matką”.

fot. Instagram: teamdelmege

fot. Instagram: teamdelmege

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.