fbpx
Przejdź do treści

Trzy razy poroniłam. Jak, co roku zapalę świeczkę przy figurkach zmarłych maleństw

Dziś obchodzimy Dzień Dziecka Utraconego. Setki par w Polsce pogrążone są w smutku i zadumie. O tym, jak boli poronienie, jak przez nie przejść i o bólu, do którego nie da się przyzwyczaić opowiedziała nam Monika.

Czym różniły się od siebie kolejne poronienia?

Monika R.: Kolejne poronienia różniły się jedynie sposobem, w jaki ja przez nie przechodziłam. Pierwsze poronienie było ogromnym żalem do świata o to, że życie jest niesprawiedliwe. Drugie poronienie to strach i lęk. Trzecie przeżyłam najspokojniej…  Pogodziłam się z tym, że może się  nie udać i tylko dlatego szybko doszłam do siebie. Nie mniej jednak serce pękało przy każdym dziecku i boli do tej pory. Maleństwa odchodziły różnie. Pierwsza dwójka w ok. 14 tygodniu ciąży, natomiast trzeci maluszek w ósmym.

Jak przechodziłaś proces żałoby?

Procesu żałoby, jako takiego nie przechodziłam… Chciałam tylko zostać wtedy sama, nie chciałam nikogo widywać. Skupiłam się na sobie i swoich myślach. Moim jedynym wsparciem był mój mąż. Rodzina starała się pomóc słowami typu: „spokojnie będziesz miała jeszcze niejedno dziecko”, ale to przynosiło odwrotny skutek.

Czy będziesz obchodziła Dzień Dziecka Utraconego (15 października)?

Mieszkam w małym mieście, gdzie raczej nikt nie wie, że 15-go października maluszki anielskie mają „swój dzień”. Ja, jak co roku zapalę świeczkę przy figurkach zmarłych maleństw.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.