Przejdź do treści

Rak szyjki macicy – wcześnie wykryty jest uleczalny.

Rak szyjki macicy – wcześnie wykryty można wyleczyć!
Polska ma jedne z najwyższych współczynników zachorowalności i umieralności na nowotwór szyjki macicy spośród wszystkich państw Unii Europejskiej. – fot.Centrum Medyczne Damiana

Rak szyjki macicy (RSM) to choroba, z którą zmaga się prawie półtora miliona kobiet na całym świecie, a w Polsce każdego roku diagnozuje się ją u ponad 3000 pacjentek. Niestety, nowotwór często wykrywany jest w zaawansowanym stadium klinicznym, kiedy leczenie staje się bardzo trudne. Dlatego nadchodzący w dniach 21-27 stycznia tydzień walki z RSM to dobry moment na budowanie świadomości wśród kobiet i zwrócenie uwagi na kluczową rolę profilaktyki. Szczególnie, że – jak podkreślają lekarze – wcześnie wykryty rak szyjki macicy (w fazie przedinwazyjnej) cechuje się bardzo dobrym rokowaniem i daje duże szanse na całkowite wyleczenie. O roli badań profilaktycznych i sposobach zapobiegania rozwojowi nowotworu opowiada lek. med. Krzysztof Kucharski, ginekolog w Centrum Medycznym Damiana.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niechlubne polskie statystyki, czyli choroba wykryta za późno

Polska ma jedne z najwyższych współczynników zachorowalności i umieralności na nowotwór szyjki macicy spośród wszystkich państw Unii Europejskiej. Niestety w naszym kraju nadal brakuje świadomości nt. czynników ryzyka odpowiedzialnych za pojawienie się tej choroby chorób, ale także wciąż zbyt małą wagę przywiązujemy do regularnego wykonywania badań profilaktycznych, którym poddaje się niewielki odsetek kobiet między 25 a 29 r. życia.

– Za rozwój nowotworu szyjki macicy odpowiedzialne jest przede wszystkim przewlekłe zakażenie wirusem HPV 16/18 lub innymi typami wysoko onkogennymi. Ponadto lekarze zwracają uwagę, że do czynników ryzyka należy wczesne rozpoczęcie współżycia, duża liczba partnerów seksualnych, duża liczba porodów. Nie bez znaczenia jest także wieloletnie palenie tytoniu czy niski status socjoekonomiczny. Tym, co może zrobić dla siebie każda kobieta jest więc regularne wykonywanie badań przesiewowych komentuje lek. med. Krzysztof Kucharski, lekarz w Centrum Medycznym Damiana

Zobacz też: PCOS a ciąża. Właściwe leczenie zwiększa skuteczność starań

Nie masz niepokojących objawów? Mimo to sprawdź, czy wszystko jest w porządku

Rak szyjki macicy to drugi co do częstości występowania nowotwór narządów płciowych, który niestety często diagnozowany jest już w zaawansowanym stadium klinicznym – co sprawia, że leczenie staje się bardzo trudne. Regularne badania cytologiczne to jedyny sposób na wczesne wykrycie choroby i natychmiastowe podjęcie leczenia – we wczesnej postaci RSM nie daje żadnych objawów klinicznych.

Niestety musimy sobie zdawać sprawę, że ten nowotwór dotyczy także młodych kobiet, a brak dolegliwości nie jest gwarantem zdrowia. Niezmiernie istotne jest stałe budowanie świadomości wśród społeczeństwa i wykształcenie nawyku wykonywania regularnych badań. Rak szyjki macicy to nowotwór o charakterystycznym przebiegu, dlatego dzięki systematycznemu wykonywaniu cytologiiszczepieniom możemy go skutecznie uniknąć lub wcześnie wykryć – dodaje lek. med. Krzysztof Kucharski, w Centrum Medycznym Damiana.

Cytologia nie boli. Wykonaj ją dla siebie i swoich bliskich!

Cytologia jest szybkim i niemal nieodczuwalnym badaniem, które możemy wykonać w każdym gabinecie ginekologicznym. Polega na pobraniu przy pomocy specjalnej szczoteczki komórek z tarczy i kanału szyjki macicy. Następnie próbki wysyłane są do laboratorium i tam poddawane ocenie specjalisty. Jeśli wynik rozmazu cytologicznego jest nieprawidłowy konieczna jest weryfikacja koloposkopowa. Badanie oznacza oglądanie powierzchni szyjki macicy (dolnej części kanału, pochwy i sromu) przy pomocy dedykowanego urządzenia optycznego. W przypadku podejrzenia rozpoznania choroby wykonywana jest biopsja. Zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego corocznymi badaniami profilaktycznymi powinna być objęta każda kobieta po ukończeniu 25 r. życia. W przypadku, gdy rozpoczęcie współżycia nastąpiło bardzo wcześnie – zaleca się wykonać cytologię w ciągu 3 lat od inicjacji seksualnej. Z kolei kobiety, u których poprzednie rozmazy cytologiczne były mało czytelne np. z powodu stanu zapalnego, powinny zgłosić się na powtórne badanie w okresie krótszym niż 12 miesięcy.

Szczepionka ochronna – daj sobie szansę

Za rozwój raka szyjki macicy najczęściej odpowiada wirus HPV. Można się nim zarazić podczas stosunku bez zabezpieczenia, ale nie tylko. Groźne może być także korzystanie z tych samych przyborów higienicznych czy kontakt z bielizną chorego. Wiedząc, że za chorobę odpowiada przewlekłe zakażenie onkogennym typem wirusa brodawczaka ludzkiego, należy ponownie wspomnieć o roli profilaktyki – tym razem w kontekście niedopuszczenia do infekcji. Dotychczasowe wyniki badań wskazują jednoznacznie na 100% skuteczność użycia szczepionki we właściwym przeciwdziałaniu przed rozwojem przewlekłego zakażenia wywołanego przez HPV 16 i 18. Szczepionka jest także uznawana za bezpieczną i nie powoduje poważnych działań niepożądanych. Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej jej zastosowanie zaleca się dziewczynkom w wieku od 9 do 15 lat oraz kobietom w wieku 16-26 lat. Oczywiście mogą otrzymywać ją też osoby starsze, jednak trzeba wiedzieć, że decyzja o przyjęciu szczepionki nie może oznaczać rezygnacji z regularnego wykonywania cytologii.

Zobacz też: Operacja endometriozy i co dalej?

Leczenie zależne od stopnia zaawansowania

Jeśli u danej pacjentki zostanie zdiagnozowany RSM, kolejnym krokiem jest dobranie odpowiedniej metody leczenia. W przypadku niewielkiej zmiany, zazwyczaj wystarczy wykonać drobny zabieg operacyjny, polegający na usunięciu szyjki macicy i węzłów chłonnych miednicy (daje to kobiecie szansę na zajście w ciążę i urodzenie dziecka). Większe guzy mogą wymagać nawet wycięcia macicy z usunięciem węzłów chłonnych miednicy. Z kolei, gdy zmiana jest jeszcze bardziej zaawansowana (nieoperacyjna), najczęściej stosuje się radioterapię. W dalszych etapach choroby, gdy nie ma już możliwości zastosowania innych rozwiązań – zazwyczaj lekarz decyduje o podaniu chemioterapii.

Pamiętajmy jednak, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Nowotwór wykryty na etapie przedinwazyjnym jest niemal całkowicie wyleczalny. Im później nastąpi diagnoza, tym rokowania stają się gorsze. Dlatego regularne badania to najprostszy sposób na zachowanie zdrowia, a w przypadku zachorowania – szansa na pełne wyzdrowienie.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Enzym HDAC3 – jaki ma wpływ na płodność w endometriozie?

Enzym HDAC3 - jaki ma wpływ na płodność w endometriozie?
Niski poziom HDAC3 może powodować problemy z zagnieżdżeniem się zarodka. – fot.Pixabay

Naukowcy z Korei Południowej i USA zaobserwowali zależność pomiędzy poziomem enzymu HDAC3 (deacetylazy histonowej 3) a płodnością u kobiet z endometriozą. Niski poziom enzymu przyczynia się do problemów z zajściem w ciążę.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Enzym niepłodności

Badacze przeprowadzili analizę próbek endometrium pobranych od 21 niepłodnych kobiet cierpiących na endometriozę i porównali je z próbkami od zdrowych, płodnych kobiet. Rezultaty opublikowali w magazynie Science Translational Medicine. Okazało się, że próbki kobiet z endometriozą zawierają wyraźnie niższy poziom HDAC3, niż próbki zdrowych kobiet.

Zobacz też: Co powinnaś wiedzieć o nawrotach endometriozy?

Niepłodne myszy

Badacze przeprowadzili doświadczenie na transgenicznych myszach, w trakcie którego badali próbki endometrium u samic będących zwierzęcym modelem endometriozy. Ustalili, że niski poziom HDAC3 powodował problemy z zagnieżdżeniem się zarodka. Z niskim poziomem HDAC3 współwystępował wyższy poziom kolagenu w błonie śluzowej macicy, co zdarza się często również u kobiet chorych na endometriozę.

Zobacz też: Pierwszy EndoMarsz w Polsce – kobiety chore na endometriozę wyjdą na ulicę

Nadzieja na przyszłość

Autorzy badań nie wiedzą co powoduje  niższy poziom enzymu, ani jaki jest jego związek z endometriozą. Jednak widzą w swoim odkryciu potencjał, który zamierzają rozwijać w trakcie dalszych badań. Uważają, że idąc tym tropem mogą doprowadzić do opracowania metody, która ułatwi pacjentkom z endometriozą zajście w ciążę.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Pierwsze zmodyfikowane genetycznie bliźnięta wywołały dyskusję o granicach inżynierii genetycznej

Roczne bliźniaczki leżące obok siebie w identycznych strojach /Ilustracja do tekstu: Pierwsze zmodyfikowane genetycznie bliźnięta odporne na HIV. Przyszły na świat w Chinach
Fot.: Pixabay.com

Większa sprawność, brak skłonności do danych schorzeń lub alergii, odporność na choroby, ale też inne, bardziej pożądane cechy fizyczne – to pierwsze rzeczy, jakie przychodzą nam do głowy, gdy myślimy o tym, co chcielibyśmy w sobie zmienić. I choć w naszym przypadku to rozważania czysto teoretyczne, być może już niedługo kryteria te będziemy mogli zastosować do… projektowania genów dzieci. Przed miesiącem w Chinach przyszły na świat pierwsze zmodyfikowane genetycznie bliźnięta. Co to oznacza dla przyszłości inżynierii genetycznej?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informację o narodzinach dziewczynek ze zmienionym genomem podał autor kontrowersyjnego eksperymentu – chiński naukowiec prof. He Jiankui. Modyfikacja genetyczna, dokonana przy wykorzystaniu technologii CRISPR/Cas9, miała polegać na usunięciu genu CCR5 u embrionów uzyskanych dzięki zapłodnieniu in vitro, by uodpornić je na zakażenie wirusem HIV. Biofizyk twierdzi, że procedura zakończyła się pełnym sukcesem u jednej z dziewczynek, u drugiej zaś usunięta została jedna z dwóch kopii genu.

POLECAMY: Inżynieria genetyczna. Oszukać przeznaczenie dzięki CRISPR/Cas9

Eksperyment, który ma stworzyć szczepionkę na AIDS

Ogłoszenie o dokonaniach zespołu prof. He Jiankui nie nastąpiło poprzez publikację w rzetelnym periodyku naukowym (jak dzieje się to w podobnych sytuacjach), ale… w internecie, tuż przed drugim międzynarodowym sympozjum poświęconym inżynierii genetycznej. Z późniejszego wystąpienia Jiankui wynika, że bliźniaczki to niejedyne dzieci, które zyskały zmodyfikowane geny. Na świat wkrótce przyjdzie potomek innej pary. Kolejne 21 zmodyfikowanych genetycznie zarodków zostało poddanych kriokonserwacji. Część z nich miała wkrótce zostać wykorzystana podczas transferu u pięciu innych kobiet.

Okazało się, że modyfikacja genów zarodków w celu nabycia przez nie odporności na wirusa HIV to część szerszego, ściśle tajnego projektu badawczego, w którym wzięło udział osiem par ochotników. Mężczyźni, którzy zgłosili się do eksperymentu wraz ze swoimi partnerkami, byli nosicielami wirusa HIV. Uczestnictwo w tym kontrowersyjnym i obarczonym istotnym ryzykiem przedsięwzięciu było dla nich nadzieją na posiadanie potomstwa nie tylko wolnego od wirusa HIV, ale również odpornego na zakażenie nim. Należy dodać, że skala zakażeń wirusem HIV w Chinach jest na tyle duża, że stanowi poważny problem zdrowotny.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wirusem HIV możesz zarazić się nawet od jedynego partnera. Zbadaj się, nim rozpoczniesz starania o dziecko

Zmodyfikowane genetycznie bliźnięta, czyli genetyczna puszka Pandory

Mimo szlachetnych pobudek, których można doszukiwać się w postępowaniu chińskiego naukowca, eksperyment (w którym uczestniczył również amerykański badacz Michael Deem) spotkał się z miażdżącą krytyką środowiska medycznego. Otworzył też dyskusję na temat bezpieczeństwa wykorzystania technologii edytowania genów u ludzi.

Warto dodać, że Chiny (jako jeden z niewielu krajów na świecie) zezwalają na eksperymenty genetyczne na ludzkich embrionach w celach naukowych. Metod tych jednak – zgodnie z prawem – nie mogą oferować pacjentom kliniki leczenia niepłodności. Technika CRISPR/Cas9 jest testowana zbyt krótko, by uznać bezpieczeństwo jej zastosowania u ludzi. Liczni specjaliści wskazują na ryzyko nowotworów, niekontrolowanych mutacji genetycznych oraz dziedzicznych problemów zdrowotnych, których na tę chwilę nie sposób przewidzieć.

– Technika jest nowa, nie wiemy do końca, jak działa. Można to [badanie prof. He Jiankui – przyp. red.) uznać jako eksperyment, dodatkowo na istotach, które nie mogą wyrazić na to świadomej zgody – mówiła w TOK FM dr Weronika Chańska, filozofka i bioetyczka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Obecnie edycję genomu przy wykorzystaniu CRISPR/Cas9 stosuje się tylko u dorosłych, świadomych zagrożeń osób zmagającymi się z nieuleczalnymi schorzeniami.

Modyfikacje genetyczne na zarodkach kontra granice inżynierii genetycznej

W obliczu sensacji, jaką wywołała informacja o eksperymencie, chińskie organy bezzwłocznie rozpoczęły śledztwo.

Od działań prof. He Jiankui całkowicie odciął się Południowy Uniwersytet Nauki i Technologii w Shenzhen, na którym badacz jest zatrudniony. Władze uczelni podkreśliły, że prof. Jiankui od blisko roku przebywa na bezpłatnym urlopie, który zakończy dopiero w styczniu 2021 r. Sam eksperyment określiły jako „poważne naruszenie etyki i standardów akademickich”.

Naukowiec bronił się jednak, twierdząc, że wykonanie modyfikacji na zarodkach par ochotników poprzedził wieloletnimi badaniami na zwierzętach i ludzkich embrionach w laboratorium. Zapewnił jednocześnie, że dalsze testy kliniczne zostały wstrzymane. Podkreślił też, że – wbrew medialnym doniesieniom – pary, które przystąpiły do eksperymentu, były świadome zagrożeń.

Kłopot jednak w tym, że do uczestników badania nie sposób dotrzeć – ich dane są bowiem zastrzeżone. Nie wiadomo też, gdzie dokładnie przeprowadzono modyfikacje genów i dlaczego dokonań do tej pory nie potwierdziło żadne niezależne źródło. Jak donosi agencja Associated Press, przekazane jej przez naukowca materiały, będące rzekomym dowodem w sprawie, uwzględniają jedynie niespełna 60-slajdową prezentację. A to zbyt mało, by uznać sukces procedury i wykluczyć ewentualne uszkodzenia genetyczne czy nawet potwierdzić, że eksperyment rzeczywiście miał miejsce.

CZYTAJ: In vitro po chińsku. Kliniki oblegane, biznes się kręci

Zmodyfikowane genetycznie bliźnięta a nowe terapie. W tym szaleństwie jest metoda?

Część środowiska naukowego (m.in. słynny genetyk z Uniwersytetu Harvarda prof. George Church) zwraca jednak uwagę, że chińskie badania – choć wątpliwe etycznie – mogą przyczynić się do powstania nowych terapii, które staną się ratunkiem dla wielu chorych. Właśnie ten cel miał przyświecać prof. He Jiankui, gdy przystępował do rekrutacji ochotników do swojego eksperymentu.

– Wierzę, że to pomoże rodzinom i ich dzieciom – mówił w wywiadzie udzielonym Associated Press.

Podkreślił przy tym, że inżynieria genetyczna powinna służyć wyłącznie celom leczniczym.

– Podnoszenie ilorazu inteligencji czy wybieranie koloru włosów albo oczu nie jest czymś, co robi kochający rodzic. Powinno być to zakazane – zaznaczył.

Prof. He Jiankui dodał, że jeśli jego działania wywołałyby niepożądane efekty, odczuwałby ten sam ból co jego pacjenci i poniósłby pełną odpowiedzialność.

Źródło: AP, wsj.com, businessinsider.com.pl, independent.co.uk

POLECAMY:

Niepłodność a wady genetyczne – jakie geny warto zbadać?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Nieudana inseminacja. Co mogło pójść nie tak?

Nieudana inseminacja
fot. Fotolia

Idealny scenariusz jest taki, że wybrana forma leczenia niepłodności, na przykład inseminacja domaciczna, działa od razu, udaje się Wam zajść w ciążę i po dziewięciu miesiącach zostać rodzicami. Niestety nie zawsze dzieje się tak, jak byśmy chcieli. Przyczyny mogą być różne. Całe szczęście na jednej próbie i formie terapii droga się nie zamyka. Współczesna medycyna oferuje parom starającym się o dziecko cały wachlarz możliwości.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Inseminacja domaciczna to w pełni bezpieczna i bezbolesna procedura polegająca na wprowadzeniu nasienia bezpośrednio do macicy. Nasienie jest wcześniej selekcjonowane oraz odpowiednio przygotowywane w warunkach laboratoryjnych i podawane do macicy przez cienki cewnik.

Zobacz też: Inseminacja: na czym polega krok po kroku. Który zabieg przynosi największą skuteczność?

Dwa rodzaje inseminacji domacicznej

W zależności od tego od kogo pochodzi próbka nasienia, rozróżnia się dwa rodzaje inseminacji domacicznej: IUI — nasienie należy do partnera kobiety oraz AID — nasienie pochodzi od anonimowego dawcy.

Zabieg przeprowadza się w ściśle określonym momencie cyklu — tuż przed owulacją.

Jeśli owulacja nie przebiega prawidłowo, może pojawić się wskazanie do jej wywołania. W takich przypadkach stosuje się stymulację hormonalną, która ma na celu uzyskanie od 1 do 3 pęcherzyków jajnikowych w danym cyklu.

Zobacz też: Projekt: dziecko, czyli jak zajść w ciążę bez partnera. Inseminacja domowa nasieniem dawcy czy zagraniczna klinika?

Kto może skorzystać z procedury?

Inseminacja domaciczna jest sugerowaną metodą zapłodnienia u par, które bezskutecznie starają się o ciążę, mimo dobrych wyników w badaniach płodności.

Wskazania do inseminacji domacicznej to: przeciwciała przeciwplemnikowe, endometrioza, zaburzenia owulacji, brak upłynnienia nasienia, zaburzenia ejakulacji, spodziectwo, niepłodność idiopatyczna.

Zobacz też: Kiedy inseminacja jest wskazana? A jakie czynniki decydują, że nie można jej wykonać u niepłodnych par?

Nieudana inseminacja – jakie mogą być przyczyny?

Sukces inseminacji domacicznej zależy od kilku czynników. Jeśli wszystkie procedury przygotowujące są przeprowadzone prawidłowo, szansa na zapłodnienie w każdym cyklu wynosi od 10 do 25%.

Różnice w skuteczności uzależnione są od indywidualnych predyspozycji pary, na przykład wieku kobiety, powodu niepłodności, jakości użytego nasienia, czy liczby dojrzałych pęcherzyków jajnikowych po stymulacji hormonalnej.

W zależności od rodzaju czynników lub kombinacji czynników utrudniających zapłodnienie, szansa na zajście w ciążę rośnie lub maleje.

Zobacz też: Czy leżenie po inseminacji zwiększa szanse na zajście w ciążę? Mamy najnowsze wyniki badań!

Jakie są ścieżki postępowania po nieudanej inseminacji domacicznej?

Inseminacje domaciczną można wykonywać przez kilka cykli z rzędu zanim okaże się ona skuteczna. Wiele par zachodzi w ciążę dopiero przy którejś z kolei próbie i jest to całkowicie normalne.

Jeśli w procedurach inseminacji wykorzystane zostało nasienie partnera oraz zachodzi podejrzenie, że przeważającym powodem trudności jest jakość nasienia, parom proponuje się ze skorzystania z nasienia anonimowego dawcy.

Sposobem leczenia niepłodności, który proponowany jest parom, u których inseminacja domaciczna nie odniosła oczekiwanych skutków, jest in vitro. Zapłodnienie pozaustrojowe IVF poprzedzone jest kilku lub kilkunastodniową stymulacją hormonalna, by zwiększyć szanse powodzenia procedury.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. Zawodowo interesuje się prawami człowieka i etyką medyczną. W czasie wolnym dużo czyta - najchętniej z jednym ze swoich trzech kotów na kolanach, trenuje roller derby i fotografuje.

„Uświadomiłam sobie, że data narodzin mojego dziecka może być też datą jego śmierci”. Dramatyczny list matki

„Długo wczytywałam się w interpretację skomplikowanych wyników. W końcu zrozumiałam – wada genetyczna, która nie dawała dziecku szans na przeżycie. Nie wiadomo, czy doczeka porodu, a jeśli tak, to czy go przeżyje. Nic nie wiadomo oprócz tego, że niedługo umrze”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

To list mamy, która korzystała z pomocy Fundacji Gajusz. List czytają ochotnicy, którzy chcieli wesprzeć apel o przekazanie 1 procenta podatku na rzecz fundacji.

Ciąża przebiegała prawidłowo. Radość była tym większa, że długo na nią czekałam. Podczas USG widziałam, jak moje dziecko rusza rączkami i nóżkami. Mąż bardzo ucieszył się, gdy poczuł ruchy dziecka. Ten pierwszy, jeszcze delikatny kopniak, uświadomił mu więcej niż obrazy z USG.

Ucieszyłam się z możliwości przeprowadzenia badań prenatalnych. Chciałam mieć pewność, że maluch dobrze się rozwija. Zaproponowano mi wykonanie amniopunkcji. Na wynik czekałam ponad miesiąc.

Był maj, piękna wiosna, na zewnątrz ciepło, słonecznie. Czekałam w poradni na przyjazd kuriera – spóźniał się. Dłonie zdrętwiały mi ze stresu, ledwo oddychałam. Wreszcie zawołano mnie do pokoju, odebrałam wyniki.

Długo wczytywałam się w interpretację skomplikowanych wyników. W końcu zrozumiałam – wada genetyczna, która nie dawała dziecku szans na przeżycie. Nie wiadomo, czy doczeka porodu, a jeśli tak, to czy go przeżyje. Nic nie wiadomo oprócz tego, że niedługo umrze. Cierpiałam, gdy ludzie mi gratulowali, gdy pytali o płeć, termin porodu. Nie widzieli, że czekam na nieszczęśliwe rozwiązanie. Mimo to staraliśmy się cieszyć oczekiwaniem na synka, Bartusia.

Zdecydowałam się go urodzić, wydawało mi się, że jestem na tyle silna, że dam radę utrzymać go przy życiu. Delektowałam się każdym dniem, każdym jego ruchem. Uświadomiłam sobie, że data narodzin mojego dziecka może być też datą jego śmierci. Modliłam się, żeby urodził się żywy. Chciałam, żeby zobaczyli go dziadkowie, żeby poczuł miłość, jaką go obdarzamy, żeby nas poznał, żebyśmy się mogli pożegnać.

Nadszedł dzień porodu. Mój syn żył. Nie płakaliśmy. Po trzech godzinach poczułam jego ostatni oddech, Bartuś odszedł.

Jestem dumna, że miałam takiego synka. Nigdy nie dokonałabym innego wyboru, nie zrezygnowałabym z Ciebie Bartusiu. Kocham Cię!

Twoja na zawsze mama

Zobacz też: Tęczowy Kocyk: szyjemy dla Dzieci, które są tak małe, że nie można na nie zakupić żadnego ubranka ani okrycia

Jeden procent podatku dla Fundacji Gajusz

Hospicjum perinatalne Fundacji Gajusz opiekuje się dziećmi, które jeszcze przed urodzeniem zmagają się z nieuleczalnymi chorobami.

W tej dramatycznej i trudnej sytuacji hospicjum wspiera rocznie ponad 100 rodzin. Fundacja prowadzi trzy hospicja dziecięce: domowe, stacjnonarne oraz perinatalne.

Przekaż jeden procent podatku dla Fundacji Gajusz! Pomóż chorym dzieciom i ich rodzinom przejść przez zmierzch. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ.

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.