Przejdź do treści

Przeżyć żałobę w niepłodności

Listopad jest chyba najsmutniejszym miesiącem w roku. Na przemian pada i wieje, a światła słonecznego jest bardzo niewiele. Smutno też zaczyna się ten miesiąc; Wszystkich Świętych dla jednych jest nostalgicznym, ale też w gruncie rzeczy ciepłym dniem wspomnień, podczas gdy dla innych przesycony jest uczuciami depresyjnymi. Dla tych, dla których doświadczenie straty jest bezpośrednie i niedawne jest to wyjątkowo smutny dzień.

Na początku XX wieku w klasycznej pracy „Żałoba i melancholia” Freud dokonał wyraźnego rozróżnienia pomiędzy zdrowym, adaptacyjnym, choć bardzo bolesnym stanem żałoby, który pojawia się po jakiejś utracie oraz depresją, czyli sytuacją, w którym utracona osoba widziana jest niezbędna do życia. Nie jest łatwo w praktyce wskazać różnice pomiędzy cierpieniem, które zawiera elementy konstruktywne i jest bliżej życia a depresją, która od życia się odwraca. Tym bardziej, że niektóre fazy żałoby mogą do złudzenia przypominać depresję intensywnością uczuć i poczuciem, że wraz z doznaną stratą, skończyło się życie osoby, która została.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, jeśli opłakuje się stratę czegoś, a nie kogoś, tak jak to się dzieje w niepłodności. Trudność polega nie tylko na społecznej nieświadomości czy braku przyzwolenia na rozpacz z powodu braku dzieci, ale również wewnętrzny opór w osobach doświadczających niepłodności przed doświadczeniem smutku i bezsilności. Śmierć jest konkretna i nie pozostawia złudzeń; w niepłodności właściwie nie wiadomo, po kim lub po czym jest ten smutek.  

Można się więc również zastanawiać, czy same osoby doświadczające niepłodności mają w sobie zgodę na doświadczanie żałoby. Czy poddanie się smutkowi i bezsilności nie byłoby równoznaczne z ostatecznym poddaniem się? Czy nie zachwiałoby procesem leczenia?
 
Niekończące się cykle
 
Niepłodność wciąga w wir działania. Kolejny cykl, kolejny zabieg, badanie, nowy lek, długi protokół przygotowań do in vitro. Jeśli się nie powiedzie, często jeszcze w gabinecie lekarskim podejmowana jest decyzja o tym, co dalej. Nie ma chwili na zatrzymanie się i zastanowienie. Jeśli pojawia się przerwa, to wynika ona przede wszystkim z konieczności, nie z wyboru. Intensywność działań zwykle bywa uzasadniona presją czasu, wymaganiami programu rządowego, wiekiem kobiety i wieloma innymi, ważnymi powodami. Nie da się im zaprzeczyć i chyba nie warto. Ale być może pod spodem tych świadomych i ważnych powodów kryją się inne. Próba poradzenia sobie z uczuciami depresyjnymi poprzez uniknięcie ich jest jednym z takich powodów. Jeśli jest się wystarczająco zajętym, nie ma czasu na rozmyślanie i słabość.

Intensywność leczenia, któremu poddają się pacjenci oraz rodzaje pomocy, którą akceptują może zastanawiać. Na każdym etapie niepłodności, pojawiają się kolejne sposoby leczenia. Nie jest jednak tak, że wszystko, co jest dostępne, jest w równym stopniu uznawane przez wszystkich pacjentów. Wyznaczenie granic jest niezwykle trudnym zadaniem; limit działań przychodzi często z zewnątrz w postaci zbyt zaawansowanego wieku kobiety lub ograniczonych możliwości finansowych.

Niektórzy badacze i terapeuci rozumieją niekończące się starania, podchodzenie do kolejnych, nieskutecznych prób in vitro, czasami wbrew zaleceniom lekarzy, jako działania niejawnie agresywne. Agresja w tym przypadku skierowana jest przede wszystkim przeciwko sobie.

Co ciekawe, depresja również bywa rozumiana jest jako ukryta agresja. Mówiąc w dużym uproszczeniu: jeśli nie możemy wyrazić złości, rozczarowania czy frustracji, często uzasadnionej, ale nie akceptowanej, jeśli wyrośliśmy w przekonaniu, że pewne uczucia są „złe” i trzeba ich unikać, nie znaczy to, że w jakiś magiczny sposób nauczyliśmy się radzić sobie z nimi. Te „złe” czy trudne emocje nadal istnieją, ale ponieważ nie można ich wyrazić w żaden konstruktywny sposób, kierujemy je przeciwko sobie. Nawet jeżeli jest to działanie krzywdzące.

Dlatego mimo wszystko dobrze jest się zatrzymać przed kolejnym etapem leczenia i zastanowić, czy podejmowanie tego kroku nie wiąże się z czymś więcej niż tylko z pragnieniem zostania rodzicem.

 

 
Czym żałoba różni się od depresji

Przebieg i objawy w obu przypadkach są bardzo podobne, co przekłada na trudności diagnostyczne i w konsekwencji na pomoc, jaką można zaoferować osobom przeżywającym trudne chwile. Freud zwracał uwagę, że o ile w przypadku żałoby jest większa świadomość, że straciło się kogoś lub coś pochodzącego z zewnątrz, o tyle w przypadku depresji chory ma poczucie, że stracił coś ze świata wewnętrznego. Często nie potrafi powiedzieć, co się stało, dlaczego cierpi, ma za to poczucie winy, wstydu i niedoskonałości („Gdybym bardziej się starała, mój mąż nie odszedłby do innej” albo „Nie mogę mieć dzieci, ponieważ brałam pigułki antykoncepcyjne”).

Ogromny wkład w rozumienie śmierci i umierania miała Elisabeth Kubler-Ross, która wyróżniła pięć etapów przeżywania żałoby: zaprzeczenie, złość, targowanie się, depresja i akceptacja. Stany te towarzyszą osobom, które doświadczyły straty kogoś bliskiego lub też same mierzą się na przykład z terminalna chorobą. Osoby będące w żałobie przechodzą przez jej kolejne stadia, ale nie w sposób linearny; proces ten może się cofać, niektóre etapy mogą nawet nie zostać zauważone, jedne trwają bardzo długo, inne tylko chwilę. Mamy jednak pewne wyobrażenie o tym, czym jest żałoba i jak może przebiegać. Mamy też wiedzę, potwierdzoną obserwacją, badaniami i rozmowami z pacjentami, że jest to proces, który jest nieunikniony.

Pomiędzy żałobą i depresją jest jeszcze jedna istotna różnica – żałoba prowadzi do akceptacji nieuniknionego stanu rzeczy, pomimo bólu i rozpaczy. Depresja rzeczywistość zafałszowuje.

Trudności w zostaniu rodzicami dla wszystkich są bolesne, jednak niektórzy pacjenci radzą sobie z tymi trudnościami nieco lepiej niż inni. Czy jednak możliwa jest pełna akceptacja niepłodności?

Nie lubimy myśleć o śmierci, odchodzeniu, stratach. Gdyby była taka możliwość, wielu z nas chętnie pozbyłoby się tego tematu ze świadomości. Niezależnie jednak od tej niechęci, utraty są częścią życia. Niepłodność jest serią strat – zdrowia, nadziei, wyobrażeń, wizerunku siebie budowanego przez całe życie, ciągłości pokoleniowej. Utrata wiąże się więc z bólem, frustracją i niemocą. Dobrze o tym pamiętać w te listopadowe dni.

—————————————————————-
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.