fbpx
Przejdź do treści

Przemoc w trakcie porodu? „Nie wiem, czy do tej pory przerobiłam tę traumę”

poród
Przemoc w trakcie porodu - jak wygląda to naprawdę!

Przemoc niejedno ma oblicze. Może dotykać nas fizycznie, ekonomicznie, psychicznie. Jest tym trudniejsza do uniesienia, kiedy doświadczamy jej w granicznych sytuacjach. Jedną z nich niewątpliwie jest dla kobiety poród. W dużej mierze to w rękach innych ludzi leży wtedy jej zdrowie, jak i zdrowie jej dziecka. „Bardzo długo nie mogłam się pozbierać. Nie wiem, czy do tej pory przerobiłam tę traumę” – o przemocy, jakiej doświadczyła na porodówce i generalnej sytuacji w naszym kraju, mówi Iwona Adamska-Sala z Fundacji Rodzić po ludzku.

Katarzyna Miłkowska: Ma Pani wrażenie, że sytuacja na porodówkach i oddziałach położniczych zmienia się na lepsze, czy skala problemu jest na przestrzeni lat podobna?

Iwona Adamska-Sala: Myślę, że praca jaką wykonuje Fundacja, praca uczulania na temat przemocy instytucjonalnej – zarówno personel szpitali, żeby nie sięgał po tego typu przemocowe narzędzia, jak i kobiety, że to, czego doświadczają, trzeba nazywać właśnie przemocą – przynosi swoje skutki. Nawiązując do kobiet, trzeba silnie podkreślać, że grożenie, szantaż, wymuszanie, krzyk, obrażanie jest agresją wobec nich. Podobnie agresją wobec mnie było – poza wieloma innymi jej objawami, także fizycznymi, czyli licznymi bolesnymi zabiegami, które wcale nie musiały takie być – mówienie, żebym się nad sobą nie rozczulała.

Jeśli jesteśmy świadome tego, że jest to przemoc, łatwiej jest na bieżąco reagować i mówić, że nie życzymy sobie takiego traktowania. Owszem, trzeba mieć w sobie wiele odwagi, by będąc w szpitalu, na sali porodowej czy na oddziale położniczym zaprotestować, ale często to działa.

Nie można nie zaznaczyć, że sporo już się zmieniło i powoli standardy są coraz lepiej przestrzegane. Coraz więcej kobiet ma plan porodu, może decydować o pozycjach, w jakich rodzą oraz o tym, z kim rodzą. Niestety te zmiany zachodzą za wolno. Mamy prawo, które cały czas jest nieprzestrzegane.

W niektórych miejscach odsetek nacięć krocza plasuje się na poziomie 80-90 proc. Są też jednak szpitale, gdzie jest to 2-3 proc., więc można! Trzeba tylko chcieć, pochylić się nad problemem i postarać się zmienić. Podobnie jest z kontaktem skóra do skóry. Coraz lepiej jest realizowany dwugodzinny, nieprzerwany kontakt matki z dzieckiem po porodzie. Są szpitale, gdzie doświadcza go już 90 proc. kobiet. Czasami jest on krótszy, bo np. matka nie czują się na siłach, ale szpitale coraz częściej respektują to prawo. Jeśli zaś dana placówka tego nie robi, staramy się jej pokazać, dlaczego warto i że tak naprawdę jest to ich obowiązek.

To są główne problemy, o jakich mówią kobiety?

Na pewno pojawia się też bardzo wiele trudności w kontekście wsparcia w karmieniu piersią. Niezwykle wiele kobiet narzeka na ten obszar opieki okołoporodowej. Nie dość, że na oddziałach położniczych nie otrzymują odpowiedniej pomocy – przy czym możemy się zastanawiać, czy nie jest to np. brak wiedzy i umiejętności personelu w tym zakresie – to dodatkowo często jest to okraszone złośliwymi komentarzami, które podcinają skrzydła.

Z danych wynika, ze na samym początku niemal wszystkie kobiety chcą karmić piersią, dlaczego zatem na oddziałach położniczych aż 60 proc. dzieci jest dokarmiane? Często kobiety słyszą, że ich piersi się do tego nie nadają, biorą to za pewnik i koniec końców duży odsetek z nich wychodząc ze szpitala już nie karmi.

Nie walczą o to, bo nie widzą na to nadziei, a trzeba mieć w sobie dużo sił, żeby po porodzie pozbierać siebie i do tego jeszcze zawalczyć o karmienie piersią. Jeżeli wtedy nie dostaje się motywacji i wsparcia, to niestety, ale jedynym wyjściem dla wielu mam staje się rezygnacja. Warto jednak przy tym podkreślić, że ofiary tego stanu rzeczy są dwie – zarówno mama, jak i dziecko, które nie dostaje tego, co najlepsze.

Także pod względem psychologicznego rozwoju.

Zalet karmienia piersią jest cała masa i dzieci nieraz już na starcie są ich pozbawiane.

Skoro zatem poruszamy aspekty psychologiczne – w szpitalach zwykle kobiety mają dostęp do psychologa, czy jednak jeszcze jest z tym trudno?

Zbieramy dane wprost od szpitali, które chórem mówią, że oczywiście dostępność psychologa jest i kobieta może uzyskać takie wsparcie. Dostajemy jednak informacje także od kobiet i okazuje się, że kilkanaście albo nawet więcej procent z nich nie uzyskało pomocy w momencie obniżonego nastroju. Myślę jednak, że jest to także aspekt, który się poprawia i coraz więcej placówek zwraca na to uwagę. Dużo mówi się o depresji poporodowej, obniżonym nastroju – personel uczulany jest na tego typu stany. Co więcej, nowy standard organizacyjny opieki okołoporodowej, który obowiązuje od 1 stycznia 2019, szczególną opieką otacza kobiety, które są po stracie, urodziły dziecko martwe lub chore. W takim przypadku opieka musi być zapewniona.

Jeśli zaś konkretnie chodzi o oddziały położnicze, niestety wciąż obserwujemy tam problemy systemowe. W tym przypadku mowa przede wszystkim o położnych, których jest coraz mniej – w niektórych szpitalach jedna położna przypada na kilka rodzących. Jak w tym niezwykle stresującym momencie, jakim jest poród – który jest wydarzeniem granicznym i często sytuacja zmienia się z minuty na minutę – może ona otoczyć kobietę dobrą opieką i odpowiednim monitoringiem? Najlepiej, aby była to opieka 1 na 1, lecz w wielu szpitalach jest to zupełnie niemożliwe. Odpowiada za to m.in. wspomniana zbyt mała ilość personelu, braki najnowszej wiedzy, lecz także wypalenie zawodowe, jakiego doświadczają lekarze, położne, pielęgniarki. Oni sami często nie dostają odpowiedniego wsparcia.

To ciekawe, że właśnie o tym Pani wspomina. Pisałam niedawno artykuł o badaniach przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii. Ich wyniki wskazały, że 1/3 lekarzy ginekologów i położników cierpi tam właśnie na wypalenie zawodowe.

Bardzo dużo.

Odniosłam podobne wrażenie, które przeraża tym bardziej, jeśli wyobrazi się sobie ewentualne skutki, jakie mogą w związku z tym ponieść pacjentki.

Zgadza się, personel medyczny, który zajmuje się opieką okołoporodową, ma w rękach cudze życie, zdrowie, jak i psychikę. Czasami jedno słowo, jeden gest może zaważyć o dalszej kondycji psychicznej człowieka.

Chociażby o tym, o czym wspominała Pani w swojej wypowiedzi na konferencji organizowanej przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny – o dalszej chęci posiadania dzieci.

Czytam wiele komentarzy, w których kobiety po pierwszych porodach mówią, że nie chcą mieć więcej dzieci. Konkretne dane wskazują, że 10 proc. kobiet uważa poród za najbardziej traumatyczne, najgorsze doświadczenie w swoim życiu. 8-9 proc. określa to doświadczenie, jako złe. Podsumowując, prawie 20 proc. kobiet zamiast wchodzić w nową rolę z pełnią sił i motywacji, wychodzą z porodu okaleczone. To musi się zmienić!

Iwona Adamska-Sala
Koordynatorka projektu modernizacji portalu www.gdzierodzic.info

Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim, kierunek: polityka społeczna. Koordynatorka projektów społecznych m.in. w obszarze innowacji społecznych, rynku pracy i integracji społecznej. Od 2016 r. związana z Fundacją Rodzić po Ludzku, zajmuje się monitoringami opieki okołoporodowej, rzecznictwem oraz komunikacją.

Podziel się swoim doświadczeniem – weź udział w ankiecie
„Głos matek  ma  moc zmiany”

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, redaktorka prowadząca e-magazyn oraz portal Chcemy Być Rodzicami, absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz była słuchaczka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Najnowsze artykuły