Przejdź do treści

Program dofinansowania in vitro w Gdańsku – rozstrzygnięcie konkursu

dofinansowanie programu in vitro w Gdańsku
Fotolia

W Gdańsku rozstrzygnięto konkurs na realizację programu in vitro. Wśród zgłoszonych placówek wybrano trzy kliniki, w których pary będą mogły skorzystać z dofinansowania.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Plebiscyt rozstrzygnięto 29 września br. Miasto wyłoży w tym roku pieniądze na ok 102 zabiegów, natomiast w latach 2018-2020 uda się zrealizować po 211 zabiegów rocznie.

Program ruszy prawdopodobnie już w połowie października 2017 roku. Procedury będą realizować trzy kliniki: Invicta Sp. z.o.o. z Gdańska, Gameta Gdynia Centrum Zdrowia Sp. z o.o. z Gdyni i Klinika Leczenia Niepłodności InviMed z Gdyni.

Program dofinansowania in vitro w Gdańsku – warunki

Aby wziąć udział w programie para musi spełniać kilka warunków. Oferta skierowana jest do par pozostających w związkach formalnych lub nieformalnych, a z programu będą mogły skorzystać osoby mieszkające i płacące podatki w Gdańsku.

O dofinansowanie procedury in vitro mogą ubiegać się kobiety w wieku od 25 do 40 lat (warunkowo do 42) oraz osoby z chorobami nowotworowymi (od 18 roku życia) Każdej zakwalifikowanej parze przysługują maksymalnie trzy próby i dofinansowanie w kwocie 5 tys. zł. Budżet programu to 1,1 mln rocznie.

– Jestem szczęśliwa, że możemy przejść do realizacji trzeciego z modułów (po edukacyjnym i psychologicznym) programu tak ważnego dla gdańszczan. Choć o pełni szczęścia będę mówić, kiedy urodzą się pierwsze dzieci – mówi Aleksandra Dulkiewicz, zastępca prezydenta Gdańska. Jak dodaje, radosną wiadomość psuje jednak informacja o tym, że polski rząd chce karać samorządy za chęć pomocy bezdzietnym parom.

Program wsparcia prokreacji Gdańszczan jest wspólną inicjatywą prezydenta Pawła Adamowicza i Klubu Radnych PO. Szacuje się, że problem z niepłodnością dotyczy w Gdańsku 720 par, czyli nawet od 12 proc. do 15 proc. gdańszczan.

Zobacz także:

Co dalej z miejskimi programami in vitro?

Gorąca debata w Sejmie na temat in vitro

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gdańsk Nasze Miasto, Rynek Zdrowia

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Świadome rodzicielstwo to nie kalkulacja – ciekawa rozmowa z lekarzem

Fot. Fotolia

Wraz ze zmianami społecznymi coraz więcej kobiet decyduje się na dziecko po 30 czy 40 roku życia. O wadach, zaletach i szansach na późne macierzyństwo rozmawiamy z dr. Tomaszem Rokickim.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z danych statystycznych wynika, że rośnie liczba kobiet, które decydują się na ciążę długo po 30 urodzinach, coraz częściej po 40. Odsetek ciąż w tym wieku wzrósł od 2000 roku w Polsce niemal dwukrotnie, a na przykład w Wielkiej Brytanii liczba kobiet zachodzących w ciążę po 40 potroiła się od 1990 roku. Z czego to wynika?

Myślę, że kluczowe jest tutaj słowo „decyduje”. Kobiety rzeczywiście coraz częściej świadomie podejmują decyzję dotyczącą potomstwa. Z czego to wynika? Tak bardzo zmienia się świat wokół nas – rośnie tempo życia i nasze potrzeby. Kobiety to dostrzegają i świadomie coraz później decydują się na macierzyństwo. Chcą zaspokoić nie tylko swoje, ale przede wszystkim potrzeby swoich przyszłych dzieci.

Czyli nie jest to, jak niekiedy się słyszy, egoistyczna decyzja?

Trochę tak, trochę nie. Każdy z nas ma prawo, a wręcz obowiązek, być trochę egoistą. Marzyć i spełniać swoje marzenia. Realizować swoje pasje, ale też, a może przede wszystkim, zapewnić sobie komfort i poczucie bezpieczeństwa. Pacjentki, z którymi ja się spotykam, decyzję o późnym macierzyństwie podejmują właśnie z tego powodu. Pragną tego poczucia bezpieczeństwa zarówno dla siebie, jak i dla swoich przyszłych dzieci. Decyzja o ich posiadaniu jest coraz częściej decyzją społeczno-ekonomiczną a nie biologiczną. Łatwiej jest im przeżywać ciążę i cieszyć się macierzyństwem, gdy mają poczucie, że są w stanie zaspokoić potrzeby swojego dziecka i nie martwić się o koszt szczepień czy zajęć z fizjoterapeutą. Dlatego właśnie coraz więcej kobiet decyduje się na dziecko dopiero wtedy, gdy ma ustabilizowaną sytuację zawodową i ekonomiczną. Mają wtedy poczucie, że zrobiły wszystko, żeby zapewnić potomkowi dobry życiowy start.

Czyli to czysta kalkulacja?

Nie – to świadome rodzicielstwo, a to zupełnie coś innego. Ważnym aspektem jest tutaj spełnienie kobiety. Dzięki temu może ona w pełni doceniać uroki macierzyństwa. Wiele moich pacjentek, które zdecydowały się na ciążę po 40 roku życia jest bardzo spokojnych, radosnych, wręcz delektuje się macierzyństwem.

Ostatnie badania potwierdziły, że późne macierzyństwo wiąże się z korzyściami dla dziecka. Te przeprowadzone przez naukowców z Instytutu Badań Demograficznych Maxa Plancka oraz Londyńskiej Szkoły Ekonomicznej wykazały, że dzieci starszych matek są zdrowsze, wyższe i lepiej wykształcone od dzieci urodzonych przez stosunkowo młode kobiety.

Matki, które w późniejszym czasie zachodzą w ciążę, mają świadomość niebezpieczeństw i chorób. Bardziej dbają o siebie, a tym samym o dziecko.

Czyli późne macierzyństwo to same korzyści?

Niestety, niekoniecznie. Nasze ciało nie rozwija się tak, jak społeczeństwo. Wraz z upływem lat poprawiają się sukcesywnie warunki socjalne oraz poziom opieki zdrowotnej, niestety w tym samym czasie sukcesywnie obniża się płodność kobiety i maleją jej szanse na macierzyństwo.

Czyli po 40 łatwiej nam zadbać o dziecko i ciążę, ale trudnej w nią zajść?

Rzeczywiście zajście w ciążę po 40 wcale nie jest takie łatwe. Prawdą jest, że największe szanse na zajście w ciążę i urodzenie zdrowego dziecka ma 25-latka. Wraz z wiekiem płodność maleje, gdyż każda kobieta rodzi się z pewną pulą komórek jajowych do wykorzystania. Wraz z wiekiem zmienia się też gospodarka hormonalna. Parametry hormonalne przesuwają się w kierunku menopauzy. Zdarzają się tzw. puste cykle, kiedy nie dochodzi do jajeczkowania. Wtedy zapłodnienie jest niemożliwe.

CZYTAJ TEŻ:  Kalkulator badań hormonalnych

Co wtedy zrobić, kiedy czekaliśmy tak długo i jesteśmy gotowe, by zostać mamą, ale płodność nam się obniżyła?

Przede wszystkim nie zwlekać z udaniem się do specjalisty leczenia niepłodności. Po 35 roku życia zaleca się, by taką wizytę odbyć jak najwcześniej. Lekarz przeprowadzi niezbędne badania i sprawdzi poziom rezerwy jajnikowej. Wspólnie można podjąć wtedy decyzje o metodach wspierających płodność lub zabiegach wspomaganego rozrodu.

A co, jeśli rezerwa jajnikowa nam się wyczerpała?

Wtedy możemy skorzystać z komórek jajowych od dawczyni. Obecnie zabiegi in vitro z wykorzystaniem komórek dawczyń są coraz bardziej popularne. Adopcja komórek jajowych, bo tak nazywa się ta metoda, to często jedyna opcja dla par borykających się z niepłodnością. Dzięki niej kobieta może doświadczyć macierzyństwa. Mimo iż dochodzi do zapłodnienia komórki pochodzącej od dawczyni, to kobieta ma szansę nosić dziecko 9 miesięcy pod sercem i doświadczyć cudu narodzin, ma szansę trzymać na piersi swoje nowo narodzone dziecko.

Dzięki adopcji komórek jajowych nie tylko kobiety po 40 roku życia, ale też te po przebytym leczeniu onkologicznym, po wielokrotnych poronieniach czy też te, które nie posiadają własnych prawidłowych komórek jajowych, mają szansę zrealizować cel i zostać matką.

Czy adopcja komórek jajowych i zapłodnienie z wykorzystaniem komórki dawczyni jest bezpieczne?

Tak. Przede wszystkim sama procedura zapłodnienia nie różni się niczym od „klasycznego” zapłodnienia in vitro – stosowane są dokładnie te same procedury. Większość renomowanych klinik leczenia niepłodności wykonuje te zabiegi zgodnie ze standardami i zaleceniami Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE), Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu (PTMR), American Society for Reproductive Medicine (ASRM) oraz zasad określonych przez polskie Ministerstwo Zdrowia.

To, co odróżnia ten proces, to wykorzystanie komórki jajowej od dawczyni. W celu zapewnienia maksimum bezpieczeństwa, każda dawczyni przed pobraniem komórek jajowych poddawana jest wielu rygorystycznym badaniom oraz testom. Tylko w pełni pozytywne wyniki, zgodnie z kryteriami Unii Europejskiej, umożliwiają dopuszczenie do udziału w programie dawstwa komórek jajowych.

Czytaj też: In vitro z komórkami dawczyń – na czym polega pionierski program

Rozumiem, że procedura zapłodnienia in vitro jest bezpieczna, dawczynie oraz ich komórki są przebadane. Dochodzi do zapłodnienia – i co wtedy? Czy ciąża po 40 roku życia, nawet z wykorzystaniem komórek jajowych od dawczyni, jest bezpieczna dla kobiety i dla dziecka?

Każda ciąża (i w każdym wieku) to stan wyjątkowy. Nie tylko ze względu na oczekiwanie dziecka, ale także na to, co dzieje się z organizmem kobiety. Wszystkie kobiety muszą w tym czasie na siebie uważać, unikać czynników ryzyka, nie spożywać alkoholu, nie forsować się, by dbać o siebie i swoje nienarodzone jeszcze maleństwo.

Badania pokazują, że prawie 90% kobiet po 40 roku życia rodzi w pełni zdrowe dzieci, więc nie ma się czego bać. Strach nie jest dobrym doradcą. Za to na pewno jest nim specjalista zajmujący się płodnością. Jeśli marzy się o rodzicielstwie, najlepiej poradzić się eksperta.

POLECAMY: Jak zostaliśmy rodzicami dzięki Invimed – opowiadają Kasia i Marcin

Logo: InviMed

 

Ekspert

dr n.med. Tomasz Rokicki

specjalista ginekolog-położnik Invimed

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek. Niezwykłe narodziny w Teksasie

Dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek
fot. Instagram @ashleigh.coulter

Media na całym świecie rozpisują się o „cudownym dziecku” narodzonym w Teksasie (USA). To niezwykły przypadek, ponieważ zarodek, z którego narodziło się dziecko, był noszony przez dwie kobiety.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

28-letnia Ashleigh Coulter i 36-letnia Bliss Coulter są parą od sześciu lat. Po pewnym czasie kobiety zdecydowały o powiększeniu rodziny. – Po naszym ślubie w 2015 roku zaczęłyśmy wszystko planować – opowiada Ashleigh.

W przypadku par jednopłciowych zazwyczaj stosuje się procedurę in vitro, podczas której jedna z kobiet zostaje zapłodniona nasieniem dawcy. Ashleigh i Bliss pragnęły jednak obie nosić pod sercem swoje dziecko.

Zobacz także: Ten chłopczyk przyszedł na świat cztery lata po śmierci rodziców. Jego historia wyciska łzy

Dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek

– Zawsze chciałam mieć dziecko, ale nie chciałam rodzić – opowiada Bliss. Panie zdecydowały zatem, że do zabiegu będą wykorzystane komórki jajowe Bliss, a dziecko urodzi… jej partnerka!

W trakcie procedury jajeczka wraz z nasieniem dawcy zostały zamknięte w specjalnej silikonowej kapsule, którą umieszczono w macicy Bliss na pięć dni. Po tym czasie kapsułę z zarodkiem przetransferowano do macicy Ashleigh.

Zabieg udał się za pierwszym razem i po dziewięciu miesiącach na świat przyszedł syn pary – Stetson. Od jego narodzin minęło niemal pół roku, a panie Coulter planują już rodzeństwo dla chłopca. Para ma zamrożone jeszcze dwa zarodki.

Zobacz także: Lekarze nie dawali kobietom wielkich szans na ciążę. Urodziły dzieci niemal w tym samym czasie

Nowe opcje dla par homoseksualnych

Jak podkreślają kobiety, wspólna ciąża była dla nich niesamowitym doświadczeniem. – To było dla nas wyjątkowe przeżycie, w które byłyśmy obie zaangażowane – zaznaczają.

Mamy dzielą się swoją opowieścią za pośrednictwem Instagrama. Jak mówią, ich historia ma pokazać innym jednopłciowym parom nowe drogi macierzyństwa. Niedawno na północy Teksasu para lesbijek zdecydowała się na podobny zabieg, które przeszły Ashleigh i Bliss. Dziś kobiety są matkami zdrowej dwumiesięcznej dziewczynki.

dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek

fot. Instagram @ashleigh.coulter

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: USA Today, Global News, TVN24

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Eksperci: projekt zmian w ustawie o in vitro uniemożliwia skuteczne leczenie i naraża zarodki. „To wbrew etyce”

Do sądu o in vitro / Projekt zmiany ustawy o in vitro/Na zdjęciu: Zmartwiona para u lekarza
fot. Fotolia

6 listopada br. do Sejmu wpłynął poselski projekt zmiany ustawy o in vitro, który zakłada istotne ograniczenia w dostępie do tej procedury. Zgodnie z przedłożonym dokumentem, metoda in vitro ma być zarezerwowana wyłącznie dla małżeństw, a uzyskiwanych tą drogą embrionów nie może być więcej niż jeden. Planowane regulacje mają także objąć odgórne ustalenie terminu transferu zarodków oraz zakaz ich kriokonserwacji. Czy tak daleko idące ograniczenia są jakkolwiek uzasadnione? Jakie mogą mieć konsekwencje dla par zmagających się z niepłodnością? Zapytaliśmy o to ekspertów.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przypomnijmy, że za treścią proponowanej zmiany ustawy o in vitro stoi grupa działaczy Kukiz‘15, PiS, Wolni i Solidarni oraz kilkoro posłów niezrzeszonych. Wnioskodawcy, wśród których znalazł się Jan Klawiter, wskazują, że projekt stanowi odpowiedź na rzekomą niezgodność obecnych regulacji z Konstytucją RP.

„Dostępność in vitro dla osób pozostających we wspólnym pożyciu koliduje z konstytucyjnymi zasadami ochrony dobra dziecka oraz ochrony małżeństwa” – czytamy w uzasadnieniu złożonego projektu.

Ponadto, zdaniem projektodawców, „rodzina oparta na małżeństwie stanowi naturalne i najlepsze środowisko do rozwoju dziecka”, a postulowane zmiany mają zapewnić „pełną ochronę życia ludzkiego oraz szanować godność od poczęcia”.

WIĘCEJ O PROJEKCIE: In vitro tylko dla małżeństw? Kontrowersyjny projekt ustawy trafił do Sejmu

Projekt zmiany ustawy o in vitro, czyli jak wylać zarodek z kąpielą

Specjaliści zajmujący się leczeniem niepłodności podkreślają jednak, że obecna ustawa w pełni chroni zarodki powstałe w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego. Wdrożenie proponowanych regulacji przyniosłoby skutek odwrotny od zamierzonego.

Przedstawiciele środowiska medycznego zauważają, że postulowane rozwiązania wiązałyby się nie tylko ze znacznym obniżeniem skuteczności terapii, ale także z poważnym zagrożeniem dla zdrowia par dotkniętych niepłodnością.

– Ograniczenie liczby zapładnianych komórek jajowych do jednej istotnie zmniejszy skuteczność leczenia niepłodności, wydłuży czas terapii i narazi parę na dwu-, a nawet trzykrotnie większe koszty. U pacjentów posiadających gamety o prawidłowej jakości, by uzyskać jeden zarodek, należałoby zapłodnić przynajmniej dwie lub trzy komórki – komentuje prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

Jak dodaje ekspert, w przypadku zaawansowanego męskiego czynnika niepłodności oraz u kobiet z obniżoną rezerwą jajnikową pozyskuje się mniejszą liczbę komórek rozrodczych. Często mają one też obniżony potencjał do zapłodnienia i późniejszego rozwoju zarodka.

– W takich sytuacjach należałoby umożliwić zapłodnienie przynajmniej do sześciu komórek jajowych, by uzyskać zarodek (najczęściej pojedynczy). Zastosowanie w procedurze in vitro tylko jednej komórki spowoduje, że w wielu przypadkach zarodki nie powstaną w ogóle. Para będzie musiała wielokrotnie poddawać się terapii, przechodzić zabiegi i przeżywać silny stres. Rozwiązaniu zaproponowanemu w projekcie brakuje podstaw merytorycznych. Jeśli chcemy pomagać pacjentom, powinniśmy mieć możliwość zapłodnienia przynajmniej kilku komórek jajowych i dostosowywania terapii do sytuacji klinicznej – zaznacza prof. Łukaszuk.

Ograniczony termin transferu oznacza śmierć zarodka. „Ktoś nie rozumie procesu leczenia”

Z ostrą krytyką ekspertów spotkał się także pomysł podania zarodka nie później niż w piątej dobie jego rozwoju.

– To rozwiązanie może być szczególnie szkodliwe. W wielu sytuacjach z założenia skazuje zarodki na śmierć. Nad zmianami musiał pracować ktoś, kto zupełnie nie rozumie procesu leczenia. Do uzyskania ciąży niezbędne jest zsynchronizowanie etapu rozwoju zarodka i gotowości śluzówki macicy na jego przyjęcie. Jeśli podamy zarodek pięciodniowy, który nie uzyskał jeszcze odpowiedniej dojrzałości, z góry możemy założyć, że nie będzie miał szans na przeżycie. Obecna ustawa w sposób jednoznaczny mówi o konieczności zabezpieczenia zarodków. Nowe regulacje narażają je tymczasem na ryzyko obumarcia, co jest wbrew obowiązującym przepisom i etyce lekarskiej – podkreśla kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

CZYTAJ TAKŻE: Blastocysta. Jak na tym etapie rozwija się zarodek i jak ocenić jego rokowania?

Projekt zmiany ustawy o in vitro. Zakaz kriokonserwacji uniemożliwi skuteczne leczenie niepłodności

Nie mniejsze kontrowersje wywołuje postulowany w projekcie brak możliwości kriokonserwacji zarodka – bez względu na sytuację pary podejmującej leczenie niepłodności.

 – Przy takich ograniczeniach trudno wyobrazić sobie indywidualizację leczenia i zabezpieczenia tych wszystkich przypadków, które wymagają zmiany toku terapii. Nagła infekcja, brak odpowiedniej reakcji organizmu pacjentki na leki, konieczność zastosowania dodatkowej procedury – w świetle zmienionych przepisów nie będziemy mogli odpowiednio zareagować. Wiele par straci możliwość skutecznego leczenia – alarmuje prof. Łukaszuk.

Ekspert INVICTA spotyka się w swojej pracy z sytuacjami, gdy kobiety doświadczają wielokrotnych niepowodzeń w uzyskaniu ciąży po transferze zarodka w bieżącym cyklu. Nierzadko te same pacjentki zostają jednak matkami po programie in vitro, w którym podano zarodki wcześniej kriokonserwowane.

– Te obserwacje potwierdzają badania naukowe. Na pomoc nie będą mogli liczyć również pacjenci obciążeni poważnymi chorobami genetycznymi. Przepisy ograniczą możliwość przeprowadzania specjalistycznych badań, które dają im szansę na zdrowe potomstwo. Będą oni narażeni na wielokrotne niepowodzenia w uzyskaniu ciąży, poronienia czy patrzenie na śmierć swoich dzieci – mówi prof. Krzysztof Łukaszuk. – Leczenie powinno być prowadzone na podstawie rzetelnej, sprawdzonej wiedzy medycznej. Trudno w jej świetle o uzasadnienie dla ograniczeń, które proponują autorzy projektu – dodaje.

Podobnego zdania jest Stowarzyszenie „Nasz Bocian”. Jak podkreślają jego przedstawiciele w komunikacie udostępnionym w mediach społecznościowych, „ograniczenie liczby zapładnianych komórek do jednej i zakaz kriokonserwacji zarodków spowoduje spadek skuteczności in vitro do poziomu poniżej 10%”. To zaś, przy braku refundacji, „uniemożliwia skuteczne leczenie”.

Projekt zmiany ustawy o in vitro: lex Klawiter bis?

Stowarzyszenie przypomina również, że to już kolejny kontrowersyjny projekt autorstwa posła Jana Klawitera. W 2016 r. forsował on zmianę definicji zarodka i limit komórek jajowych poddawanych zapłodnieniu in vitro (z sześciu do jednej). „Koszmar powraca” – podsumowują przedstawiciele organizacji.

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Barbara Nowacka: Ograniczenie in vitro to ideologiczny absurd. Dostęp do leczenia należy rozszerzyć

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Wybory samorządowe 2018. Jakie plany ws. dofinansowania in vitro mają partie? [SPRAWDZAMY]

Grafika: Urna wyborcza na tle wizualizacji zapłodnienia pozaustrojowego /Ilustracja do tekstu: Wybory samorządowe 2018 a in vitro
Fot.: iStock/Pixabay

Wybory samorządowe 2018 za pasem. Wciąż wahasz się, na kogo oddać swój głos? Sprawdź, czy (i jak) programy poszczególnych partii, które reprezentują kandydaci, odnoszą się do kwestii leczenia niepłodności metodą in vitro.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Koalicja Obywatelska

Program wyborczy Koalicji Obywatelskiej, czyli porozumienia o wspólnym starcie działaczy PO i Nowoczesnej, przewiduje dofinansowanie in vitro w regionach lub przedłużenie obecnych programów zapewniających parom dostęp do tej metody. Deklaracje w tej sprawie złożyli m.in. Rafał Trzaskowski (kandydat na prezydenta Warszawy), Sławomir Nitras (Szczecin), Jacek Jaśkowiak (Poznań), a także kandydaci na radnych z wielu regionów.

Kandydaci Koalicji Obywatelskiej na prezydentów największych miast (m.in. Warszawy) planują także utworzenie całodobowych gabinetów ginekologicznych. Kobiety mogłyby w nich otrzymać m.in. receptę na antykoncepcję oraz poradę dotyczącą zabiegu in vitro – bez obaw o to, że lekarz powoła się na klauzulę sumienia.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Prawo i Sprawiedliwość

Prawo i Sprawiedliwość nie planuje dofinansowania in vitro w regionach. Wielu działaczy zrzeszonych w strukturach PiS nie uznaje procedury zapłodnienia pozaustrojowego za metodę leczenia niepłodności. Partia ma dla obywateli inne propozycje: naprotechnologię, darmowe leki dla kobiet w ciąży, premie za szybkie urodzenie drugiego dziecka (m.in. w postaci dodatkowych urlopów wychowawczych), a także zapewnienie najniższej emerytury kobietom, które nie przepracowały wymaganego okresu, ale urodziły czwórkę dzieci.

Część deklaracji kandydatów tej formacji jednak zaskakująca. Tadeusz Zysk, kandydujący z ramienia PiS na prezydenta Poznania, twierdził niedawno, że nie wygasi oferowanego obecnie dofinansowania in vitro w tym mieście. Takiego scenariusza nie wykluczał też Patryk Jaki, kandydujący na ten sam urząd w Warszawie.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Sojusz Lewicy Demokratycznej

Sojusz Lewicy Demokratycznej otwarcie opowiada się za dofinansowaniem in vitro z budżetów gmin i województw. Podczas kampanii samorządowej partia zapowiedziała nawet uruchomienie „Powszechnego programu in vitro dla Polski”.

– Metoda in vitro daje, a nie odbiera komukolwiek życie. Nie uciekniemy przed nauką, medycyną. Nasz program będziemy wprowadzali wszędzie tam, gdzie będziemy mogli. Będziemy szli tą drogą, nawet jeśli po drodze będą grudy – mówił przed kilkoma dniami prof. Marian Szamatowicz, radny białostocki, który w najbliższych wyborach będzie kandydował z listy SLD Lewica Razem.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Partia Razem

Partia Razem od dawna postuluje dotowanie in vitro w regionach. Aktywnie działa na tym polu, tworząc projekty programów finansowania tej procedury i zbierając pod nimi podpisy. Podkreśla, że dostęp do tej metody leczenia nie powinien zależeć ani od miejsca zamieszkania, ani stanu cywilnego. Zapowiada też wycofanie się z finansowania naprotechnologii oraz ułatwienie dostępu do antykoncepcji awaryjnej i opieki ginekologicznej.

W Warszawie, gdzie kandydaci Razem startują wspólnie z: działaczami stołecznych ruchów miejskich, Inicjatywy Polska i Zielonych (w ramach KWW „Wygra Warszawa”), program samorządowy zakłada >>rozszerzenie aktualnego programu in vitro, opartego na propozycji przygotowanej przez Razem wspólnie ze stowarzyszeniem „Nasz Bocian”<<.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Ruch Bezpartyjni Samorządowcy

Bezpartyjni Samorządowcy to ruch polityczny działający głównie na szczeblu samorządowym. Wielu jego działaczy (m.in. z województw zachodniopomorskiego i dolnośląskiego) zarejestrowanych na listach do sejmików wojewódzkich opowiada się za wspieraniem procedury in vitro z budżetu samorządów. W oficjalnych dokumentach udostępnionych przez ruch nie zawarto jednak deklaracji programowej w tej sprawie.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Kukiz’15

Działacze Kukiz’15 nie zajmują programowego stanowiska w sprawie dofinansowania in vitro z budżetu samorządów. Część kandydatów, którzy startują z list komitetów tej partii, zapytana o tę kwestię wprost, deklaruje, że „nie wyklucza” możliwości dofinansowania in vitro. Marek Jakubiak, kandydujący na prezydenta Warszawy z ramienia Kukiz’15, w rozmowie z TVP mówił:

„Jeżeli można ludziom pomóc, to dlaczego nie? Problem jest tylko z zamrożonymi zarodkami, ale wydaje się, że nad tym można popracować”.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: „Wolność” Janusza Korwin-Mikkego 

„Wolność” (wcześniej: KORWiN) nie odnosi się w swoich deklaracjach do kwestii dofinansowania in vitro z budżetów gmin i województw. Założyciel partii, Janusz Korwin-Mikke, wielokrotnie (w niewybrednych słowach) opowiadał się jednak przeciwko dofinansowaniu tej metody ze środków publicznych.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Polskie Stronnictwo Ludowe

Program Polskiego Stronnictwa Ludowego nie odnosi się do kwestii finansowania in vitro. Partia proponuje za to udogodnienia obecnym rodzicom: m.in. program „Godzina dla rodziny”, gwarancję pracy na pół etatu po urlopie rodzicielskim przez 24 miesiące (rodzice mają wówczas otrzymywać dodatkowo 1 tys. zł miesięcznie) oraz zwolnienie z opłat parkingowych rodziców podróżujących z dziećmi.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Środowisko anti-choice znów manipuluje ws. in vitro. „To gwałt na naturze”

TUTAJ kupisz e-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.