Przejdź do treści

Prof. Szamatowicz: In vitro w Polsce będzie nieskuteczne, nieetyczne i niebezpieczne

Prof. Szamatowicz nazywany ojcem polskiego in vitro ostro krytykuje działania polityków. W medycynie rozrodu osiągnął wszystko. Dzisiaj już nic nie musi, mimo to, nie poddaje się i nadal walczy, o prawa kobiet, o prawa człowieka.

Za chwilę kończy się refundacja, najprawdopodobniej będą też zmiany w ustawie in vitro, którą ledwie rok temu przyjął polski parlament.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Marian Szamatowicz: Leczenie metodą in vitro w Polsce odbywa się już ponad 27 lat. W tej chwili funkcjonuje 39 ośrodków, które świadczą usługi tego typu. W Polsce nie ma problemu z dostępem do leczenia in vitro, natomiast jest bariera finansowa. Wielu osób nie stać na leczenie za pomocą metod wspomaganego rozrodu. W ostatnich trzech latach zaistniał program, który dawał szansę na ciążę dla 15 tys. par.

Przez trzy minione lata finansowane było in vitro, a od około dwóch lat jest również częściowa refundacja leków stosowanych przy tej procedurze.

Niestety, według zapowiedzi, tego typu udogodnienia dla par mają być zniesione. To jest coś okrutnego, skierowanego przede wszystkim, wobec ludzi niezamożnych. Ich pragnienia, ich chęć posiadania dzieci jest podobna, jak u ludzi zamożnych.

Jednak zamożni mogą wędrować do różnych krajów Europy i korzystać z różnych usług. Niestety, nowe restrykcje dotkną osoby niezamożne.

W 1991 roku ministrem zdrowia został Władysław Sidorowicz. W jednym ze swoich rozporządzeń ustalił, że zabiegi kosmetyczne oraz zabiegi in vitro nie są procedurami medycznymi, więc nie mogą być finansowane ze środków publicznych. Taka sytuacja trwała 22 lata. Dopiero w 2013 roku pojawił się program rządowy dający szansę na refundację procedur, a trochę później również na częściową refundację leków.

Koszt jednego zabiegu in vitro w programie refundacyjnym został wyceniony na 7150 zł. Może teraz, jak nie będzie refundacji, kliniki obniżą stawki.
Ceny są dość zróżnicowane. Niższe są w ośrodkach związanych z akademickimi placówkami, a wyższe w ośrodkach prywatnych. Nie ma żadnego przymusu, ani rygoru określającego, jak procedura ma być wyceniania. Jest to umowa między świadczącymi usługi, a zgłaszającymi się pacjentami.

Czyli jest szansa, żeby in vitro kosztowało nie siedem, a dwa tysiące złotych?
Oczywiście, że tak. Z mojego rozeznania wynika, że pacjentki leczące się w białostockim ośrodku miały szanse na leczenie w granicach 8 tys. zł, a w ośrodkach w bogatszych regionach za ok. 12–13 tys. zł.

Czytał Pan projekt nowelizacji ustawy?

Nie czytałem i nie chcę go czytać, ale wiem, że to bardzo zły pomysł. Prawo, które zostało uchwalone w zeszłym roku, nie jest prawem idealnym. Jest prawem dobrym, mającym pewne defekty.

Daleko idące ograniczenia, które chce się w tej chwili wprowadzić, są przedmiotowym i nieludzkim traktowaniem kobiety. Chce się maksymalnie obniżyć skuteczność leczenia, uczynić je nieetycznym, a w niektórych sytuacjach niebezpiecznym.

Chce się zlikwidować u ludzi pragnienie posiadania własnego potomstwa. To jest kwestia podejścia do prawa. Ja stoję na stanowisku, że prawo do posiadania potomstwa jest podstawowym prawem człowieka. Obecnie jest inna wykładnia, teologiczna. Człowiek ma potencjalną możliwość zostać rodzicem poprzez kontakty seksualne, ale te w ponad 50 proc. nie kończą się ciążą.

Ze statystyki wynika, że ok 90 proc. populacji nie ma problemu z rozrodem, ale 10 proc. (w warunkach polskich to jest ok. 2 mln. par) potrzebuje pomocy. Część z nich powinna być leczona za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego, bo tylko w ten sposób mają szansę na urodzenie własnego dziecka.

Niepłodność jest dużym problemem?
Światowa Organizacja Zdrowia nie ma wątpliwości, że jest dużym problemem. Poprzez fakt zasięgu, niepłodność nazywa się chorobą społeczną.

Czeka nas katastrofalne widmo włoskich doświadczeń?
Myślę, że tak. Na 3. edycji Międzynarodowej Konferencji Endokrynologii i Rozrodczości pod patronatem Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, były przewodniczący ESHRE, Luca Gianaroli, opowiadał o skutkach ustawy. We Włoszech, w 2004 roku, pod wpływem Kościoła katolickiego wprowadzono restrykcyjne prawo. W efekcie zmniejszyła się skuteczność in vitro i nasiliła turystyka reprodukcyjna. Ostatecznie Sąd Najwyższy zaczął eliminować te zakazy. Były one nieludzkie.

Mamy jeszcze jakieś szanse?

To zależy od obecnych rządzących. Poprzedni parlament uchwalił ustawę regulującą kwestie leczenia i dającą szansę skorzystania z metod rozrodu wspomaganego medycznie. Dodatkowe restrykcje zdecydowanie obniżą skuteczność in vitro. Są zakusy, żeby w ogóle wyeliminować tego typu leczenie, przy okazji przedstawiając jednoznacznie kłamliwą tezę, jakoby naprotechnologia mogła zastąpić in vitro.

                                        Naprotechnologia nigdy nie zastąpi in vitro!

To musi być wyraźnie powiedziane. Dane dotyczące skuteczności leczenia metodą in vitro, sposoby leczenia można znaleźć w literaturze fachowej. Natomiast o zaletach naprotechnologii mamy tylko informacje gazetowe. Są opinie ludzi, którzy tego typu procedurę wykonują i niestety, mimo że oferują nieskuteczne leczenie, to jeszcze za to biorą niemałe pieniądze.

Nie ma przyszłości w naprotechnologii?

Stoję na stanowisku, że człowiek ma prawo wyboru. Jeśli za własne pieniądze chce iść do naprotechnologa, niech idzie do naprotechnologa. Musi mieć jednak świadomość, że w pewnych sytuacjach naprotechnologia nie daje żadnych szans. Nie da szansy, jeśli są nieodwracalnie uszkodzone jajowody, nie da szansy, jeśli jest zaawanasowana endometrioza, nie da szansy, kiedy jest zaawanasowany czynnik męski. Jeśli leczono za pomocą naprotechnologii przez parę lat, i w tym czasie  kobieta się zestarzała, to w ogóle pozbawi się ją szans na posiadanie potomstwa.

Zwodzenie naprotechnologią jest złodziejstwem czasu?
Tak. Mogę się pod tym podpisać.

Odważne.
Dlaczego? Nigdy nie ukrywałem swoich poglądów. Pamiętam swoją pierwszą dyskusję na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, podczas której powołałem się na uniwersalne prawo człowieka – prawo do posiadania potomstwa. Tam się dowiedziałem, że takiego prawa w ogóle nie ma. Jest tylko prawo do odbywania stosunków seksualnych, prawo do prokreacji. Jeśli dziecko się pojawia, trzeba to przyjąć z wdzięcznością, jeśli nie, to z pokorą. To jest kwestia postaw. Ja pod taką postawą się nie podpisuję.

Czyli in vitro się cofnie?
Co roku organizowane są kongresy Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE). Najbliższe spotkanie ma się odbyć w Helsinkach. Według organizatorów przyjedzie na nie 9 tys. osób, przedstawiciele różnych krajów, różnych religii. Postawione zostanie jedno pytanie „w jaki sposób najskuteczniej pomagać niepłodnym parom”. O dziwo, w Polsce dyskutuje się, w jaki sposób pozbawić  skutecznego sposobu leczenia.

Przypomnę, za leczenie metodą in vitro, Robert Edwards dostał nagrodę Nobla. W uzasadnieniu napisano „największe osiągnięcie medycyny klinicznej XX wieku”. A my co?


Jedyną możliwością, żeby powstrzymać epidemię niepłodności jest in vitro?
Nie. Niepłodność jest zjawiskiem stałym. W skali świata ponad 58 milionów par ma problemy z rozrodem i tym parom medycyna chce i powinna pomagać, nie można w tej kwestii stawiać żadnych zakazów. Jeśli politycy chcą ingerować w procedurę in vitro, to tylko dlatego, że traktują kobiety jak rzecz, narzucając im cały szereg niestosownych rozwiązań.

Zajmuje się pan in vitro od 27 lat, jest pan autorytetem w dziedzinie medycyny rozrodu.
To za duże słowa. W tej chwili są młodzi ludzie, ja mam już swoje miejsce. Rzeczywiście, wraz ze swoim zespołem w 1983 roku zainicjowałem przygotowania do in vitro, a w 1987 roku dzięki temu urodziło się pierwsze dziecko. Jego matka wcześniej była operowana i leczona według standardów naprotechnologicznych. Nie miała żadnej szansy, poza in vitro, na urodzenie własnego dziecka. Zgodziła się na procedurę i urodziła Magdę. Dziś Magda jest szczęśliwą kobietą, ma dwójkę dzieci.

Nie jest panu po prostu przykro, że pańskie starania mogą pójść na marne, że in vitro w Polsce przestanie się rozwijać?

Miałem w życiu kilka największych marzeń. Żeby wystąpić razem z orkiestrą symfoniczną w Białymstoku śpiewając Arię Skołuby. Spełniło się. I aby wreszcie refundacja stała się ciałem. A kiedy wreszcie refundacja zaistniała nowy rząd chce wszystko zablokować.

Opadają ręce?

Nie poddaję się. Ja spełniłem się już w zakresie rozrodu. Mam własne dzieci, pasierbicę i stado wnuków. Mnie to wszystko bardzo cieszy.

Jeśli w ogóle występuję publicznie, to tylko w interesie nieszczęśliwych kobiet.

Mam z tymi kobietami kontakt. Kiedyś zgłosiła się do mnie para, której jedyną szansą na dziecko było, tylko i wyłącznie, zapłodnienie pozaustrojowe, powiedziałem im to. Oni oświadczyli, że są katolikami i nie chcą skorzystać z in vitro. Wrócili do mnie po trzech latach, zmienili zdanie. Dziś mają dwójkę dzieci. Takie sytuacje  utwierdzają mnie przekonaniu, że nadal trzeba działać, a kwestia rozstrzygnięć i osądów jest poza moim zasięgiem.

Pan jest wierzący?

Jestem agnostykiem. Jestem ochrzczony, wierzę, że istnieje siła wyższa i twierdzę, że Kościół katolicki z tą siłą nie ma nic wspólnego.

NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU CHCEMY BYĆ RODZICAMI DO KUPIENIA TUTAJ!

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Transfer zarodków z rządowego programu in vitro: płatny czy nie?

Para u lekarza /Ilustracja do tekstu: Nie tylko ginekolog. 7 specjalistów od niepłodności /Transfer zarodków z rządowego programu in vitro: płatny czy nie?
Fot.: Fotolia.pl

W lipcu 2016 roku wygaszono rządowy program dofinansowania in vitro.  Tymczasem wiele par, które skorzystały ze wsparcia, wciąż ma zamrożone zarodki powstałe w ramach tej procedury. Czy dziś, ponad dwa lata po zakończeniu programu, wciąż mogą liczyć na bezpłatny transfer zarodków? W związku z licznymi zapytaniami naszych czytelniczek i rozbieżnymi informacjami, które pojawiają się na ten temat, postanowiliśmy zapytać o tę kwestię ekspertów.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie z szacunkami, w wyniku rządowego programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, który realizowany był w latach 2013–2016, w Polsce urodziło się już ok. 9 tys. dzieci. Wiele uczestniczących w programie par wciąż przechowuje w banku zamrożone zarodki, które dopiero planuje wykorzystać. W 2016 roku, gdy program wygasł, eksperci zapewniali, że transfer zarodków uzyskanych w wyniku procedury objętej rządowym dofinansowaniem będzie możliwy bez opłat także po wygaszeniu programu. Część naszych czytelniczek, uzyskawszy na ten temat sprzeczne informacje, nie ma jednak takiej pewności. Czy zatem transfer zarodków z rządowego programu in vitro jest bezpłatny i czy istnieje termin, do którego możemy je wykorzystać?

CZYTAJ TEŻ: Transfer mrożonych zarodków zwiększa szanse na ciążę

Transfer zarodków z rządowego programu in vitro. Procedury 2018

Eksperci wskazują, że transfer zarodków, które powstały w trakcie rządowego programu in vitro, jest w dalszym ciągu przeprowadzany nieodpłatnie – aż do ich wykorzystania.

– Procedura transferu dla pacjentów, którzy maja zarodki w banku komórek rozrodczych i zarodków powstałe w wyniku uczestnictwa w programie rządowym, jest bezpłatna – podkreślają przedstawiciele kliniki GynCentrum w Katowicach.

Informacje te potwierdza także sieć klinik INVICTA.

– Para ponosi we własnym zakresie jedynie koszty niezbędnych wizyt, porad specjalistycznych, badań serologicznych i innej diagnostyki związanej z przeniesieniem zarodka, a także ewentualnych leków stosowanych podczas przygotowania do zabiegu – wyjaśnia dr Andrzej Hajdusianek, ginekolog z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA w Gdańsku.

Klinika leczenia niepłodności, która uczestniczyła w rządowym programie leczenia metodą in vitro, jest zobowiązana do zapewnienia bezpiecznego przechowywania zarodków aż do momentu ich podania. To zaś wiąże się z koniecznością poniesienia dodatkowej opłaty.

– Po zakończeniu programu rządowego koszty związane z bankowaniem ponoszą pacjenci. W INVICTA wyszliśmy naprzeciw ich potrzebom i nie naliczaliśmy opłat w pierwszym okresie (przez ok. rok).  Chcieliśmy w ten sposób zmotywować pary do kontynuacji leczenia i wykorzystania przechowywanych zarodków – dodaje ekspert INVICTA.

POLECAMY RÓWNIEŻ: W kolejce po rodzicielskie szczęście. Ogromne zainteresowanie programem dofinansowania in vitro

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek. Niezwykłe narodziny w Teksasie

Dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek
fot. Instagram @ashleigh.coulter

Media na całym świecie rozpisują się o „cudownym dziecku” narodzonym w Teksasie (USA). To niezwykły przypadek, ponieważ zarodek, z którego narodziło się dziecko, był noszony przez dwie kobiety.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

28-letnia Ashleigh Coulter i 36-letnia Bliss Coulter są parą od sześciu lat. Po pewnym czasie kobiety zdecydowały o powiększeniu rodziny. – Po naszym ślubie w 2015 roku zaczęłyśmy wszystko planować – opowiada Ashleigh.

W przypadku par jednopłciowych zazwyczaj stosuje się procedurę in vitro, podczas której jedna z kobiet zostaje zapłodniona nasieniem dawcy. Ashleigh i Bliss pragnęły jednak obie nosić pod sercem swoje dziecko.

Zobacz także: Ten chłopczyk przyszedł na świat cztery lata po śmierci rodziców. Jego historia wyciska łzy

Dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek

– Zawsze chciałam mieć dziecko, ale nie chciałam rodzić – opowiada Bliss. Panie zdecydowały zatem, że do zabiegu będą wykorzystane komórki jajowe Bliss, a dziecko urodzi… jej partnerka!

W trakcie procedury jajeczka wraz z nasieniem dawcy zostały zamknięte w specjalnej silikonowej kapsule, którą umieszczono w macicy Bliss na pięć dni. Po tym czasie kapsułę z zarodkiem przetransferowano do macicy Ashleigh.

Zabieg udał się za pierwszym razem i po dziewięciu miesiącach na świat przyszedł syn pary – Stetson. Od jego narodzin minęło niemal pół roku, a panie Coulter planują już rodzeństwo dla chłopca. Para ma zamrożone jeszcze dwa zarodki.

Zobacz także: Lekarze nie dawali kobietom wielkich szans na ciążę. Urodziły dzieci niemal w tym samym czasie

Nowe opcje dla par homoseksualnych

Jak podkreślają kobiety, wspólna ciąża była dla nich niesamowitym doświadczeniem. – To było dla nas wyjątkowe przeżycie, w które byłyśmy obie zaangażowane – zaznaczają.

Mamy dzielą się swoją opowieścią za pośrednictwem Instagrama. Jak mówią, ich historia ma pokazać innym jednopłciowym parom nowe drogi macierzyństwa. Niedawno na północy Teksasu para lesbijek zdecydowała się na podobny zabieg, które przeszły Ashleigh i Bliss. Dziś kobiety są matkami zdrowej dwumiesięcznej dziewczynki.

dwie kobiety nosiły w sobie jeden zarodek

fot. Instagram @ashleigh.coulter

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: USA Today, Global News, TVN24

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Superstymulacja do in vitro. Na czym polega i jak wpływa na poprawę jakości komórek jajowych?

Stymulacja hormonalna, umożliwiająca wzrost wielu pęcherzyków jajnikowych, to jedna z procedur stosowanych w przygotowaniu do zapłodnienia pozaustrojowego. Jej przebieg – metoda i protokół – dostosowywany jest do indywidualnej sytuacji pacjentki. Jednym z dostępnych rozwiązań jest superstymulacja. Na czym polega, komu jest zalecana i jak wpływa na jakość komórek jajowych? Wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik klinik leczenia niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Superstymulacja do in vitro: na czym polega?

Superstymulacja to metoda, w której stymulacja hormonalna pacjentki rozpoczyna się w fazie folikularnej i przechodzi płynnie w fazę lutealną.

Komórki jajowe pobiera się wówczas dwukrotnie. W pierwszym etapie stymulacji pobierane są oocyty gorszej jakości. Dalsza stymulacja pozwala na wzrost nowych pęcherzyków jajnikowych, które pojawiły się w pierwszym etapie stymulacji i uzyskały gotowość do zareagowania na gonadotropiny. Gdy zawarte w nich komórki osiągną już dojrzałość, wykonuje się drugie pobranie. Dzięki temu można uzyskać lepszą odpowiedź organizmu na stymulację hormonalną, a tym samym – lepszej jakości komórki jajowe.

Wskazania do superstymulacji: niska rezerwa jajnikowa

Wskazaniem do wykonania superstymulacji przed in vitro jest m.in. niska rezerwa jajnikowa u pacjentki, szacowana na podstawie wyniku badania AMH.

W takim przypadku uzyskanie jak największej liczby komórek jajowych jest niezwykle istotne – czas na podjęcie odpowiednich działań jest bowiem ograniczony.

ZOBACZ TAKŻE: W kolejce po rodzicielskie szczęście. Ogromne zainteresowanie programem dofinansowania in vitro

Wskazania do superstymulacji: słabej jakości zarodki po in vitro

Superstymulację wykonuje się również wtedy, gdy w poprzednich cyklach in vitro pozyskano słabej jakości zarodki, nierokujące prawidłowego rozwoju oraz powtarzające się niepowodzenia zapłodnienia pozaustrojowego. Przyczyną tej sytuacji mogła być słaba jakość komórek jajowych, które znajdowały się w pęcherzykach gotowych do stymulacji.

Ekspert INVICTA podkreśla, że oocyty, które odpowiadają na stymulację hormonalną, mogą czasem zalegać w jajnikach przez dłuższy czas, ponieważ nie uległy wcześniejszej atrezji (zniszczeniu). Mimo że na skutek podanych leków pęcherzyki wzrosną prawidłowo, uzyskuje się wówczas słabej jakości komórki jajowe – to zaś może zaważyć na wyniku procedury in vitro.

– Rozwiązaniem tego problemu może być właśnie superstymulacja, w której komórki gorszej jakości pobierane są w pierwszym etapie stymulacji. W następstwie dalszej stymulacji rosną zaś nowe pęcherzyki, które w trakcie pierwszej stymulacji pojawiły się w gotowości do zareagowania na gonadotropiny. Dzięki temu w jednym cyklu uzyskujemy większą liczbę komórek. Te drugie, świeże pęcherzyki dają nam zwykle lepszej jakości komórki jajowe, a w rezultacie – lepszej jakości zarodki – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik klinik leczenia niepłodności INVICTA.

Więcej na temat stymulacji hormonalnej do in vitro znajdziesz na stronie Kliniki INVICTA.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Mezoterapia, czyli „odmładzanie” jajników. Jak to działa?


 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Świadome rodzicielstwo to nie kalkulacja – ciekawa rozmowa z lekarzem

Fot. Fotolia

Wraz ze zmianami społecznymi coraz więcej kobiet decyduje się na dziecko po 30 czy 40 roku życia. O wadach, zaletach i szansach na późne macierzyństwo rozmawiamy z dr. Tomaszem Rokickim.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z danych statystycznych wynika, że rośnie liczba kobiet, które decydują się na ciążę długo po 30 urodzinach, coraz częściej po 40. Odsetek ciąż w tym wieku wzrósł od 2000 roku w Polsce niemal dwukrotnie, a na przykład w Wielkiej Brytanii liczba kobiet zachodzących w ciążę po 40 potroiła się od 1990 roku. Z czego to wynika?

Myślę, że kluczowe jest tutaj słowo „decyduje”. Kobiety rzeczywiście coraz częściej świadomie podejmują decyzję dotyczącą potomstwa. Z czego to wynika? Tak bardzo zmienia się świat wokół nas – rośnie tempo życia i nasze potrzeby. Kobiety to dostrzegają i świadomie coraz później decydują się na macierzyństwo. Chcą zaspokoić nie tylko swoje, ale przede wszystkim potrzeby swoich przyszłych dzieci.

Czyli nie jest to, jak niekiedy się słyszy, egoistyczna decyzja?

Trochę tak, trochę nie. Każdy z nas ma prawo, a wręcz obowiązek, być trochę egoistą. Marzyć i spełniać swoje marzenia. Realizować swoje pasje, ale też, a może przede wszystkim, zapewnić sobie komfort i poczucie bezpieczeństwa. Pacjentki, z którymi ja się spotykam, decyzję o późnym macierzyństwie podejmują właśnie z tego powodu. Pragną tego poczucia bezpieczeństwa zarówno dla siebie, jak i dla swoich przyszłych dzieci. Decyzja o ich posiadaniu jest coraz częściej decyzją społeczno-ekonomiczną a nie biologiczną. Łatwiej jest im przeżywać ciążę i cieszyć się macierzyństwem, gdy mają poczucie, że są w stanie zaspokoić potrzeby swojego dziecka i nie martwić się o koszt szczepień czy zajęć z fizjoterapeutą. Dlatego właśnie coraz więcej kobiet decyduje się na dziecko dopiero wtedy, gdy ma ustabilizowaną sytuację zawodową i ekonomiczną. Mają wtedy poczucie, że zrobiły wszystko, żeby zapewnić potomkowi dobry życiowy start.

Czyli to czysta kalkulacja?

Nie – to świadome rodzicielstwo, a to zupełnie coś innego. Ważnym aspektem jest tutaj spełnienie kobiety. Dzięki temu może ona w pełni doceniać uroki macierzyństwa. Wiele moich pacjentek, które zdecydowały się na ciążę po 40 roku życia jest bardzo spokojnych, radosnych, wręcz delektuje się macierzyństwem.

Ostatnie badania potwierdziły, że późne macierzyństwo wiąże się z korzyściami dla dziecka. Te przeprowadzone przez naukowców z Instytutu Badań Demograficznych Maxa Plancka oraz Londyńskiej Szkoły Ekonomicznej wykazały, że dzieci starszych matek są zdrowsze, wyższe i lepiej wykształcone od dzieci urodzonych przez stosunkowo młode kobiety.

Matki, które w późniejszym czasie zachodzą w ciążę, mają świadomość niebezpieczeństw i chorób. Bardziej dbają o siebie, a tym samym o dziecko.

Czyli późne macierzyństwo to same korzyści?

Niestety, niekoniecznie. Nasze ciało nie rozwija się tak, jak społeczeństwo. Wraz z upływem lat poprawiają się sukcesywnie warunki socjalne oraz poziom opieki zdrowotnej, niestety w tym samym czasie sukcesywnie obniża się płodność kobiety i maleją jej szanse na macierzyństwo.

Czyli po 40 łatwiej nam zadbać o dziecko i ciążę, ale trudnej w nią zajść?

Rzeczywiście zajście w ciążę po 40 wcale nie jest takie łatwe. Prawdą jest, że największe szanse na zajście w ciążę i urodzenie zdrowego dziecka ma 25-latka. Wraz z wiekiem płodność maleje, gdyż każda kobieta rodzi się z pewną pulą komórek jajowych do wykorzystania. Wraz z wiekiem zmienia się też gospodarka hormonalna. Parametry hormonalne przesuwają się w kierunku menopauzy. Zdarzają się tzw. puste cykle, kiedy nie dochodzi do jajeczkowania. Wtedy zapłodnienie jest niemożliwe.

CZYTAJ TEŻ:  Kalkulator badań hormonalnych

Co wtedy zrobić, kiedy czekaliśmy tak długo i jesteśmy gotowe, by zostać mamą, ale płodność nam się obniżyła?

Przede wszystkim nie zwlekać z udaniem się do specjalisty leczenia niepłodności. Po 35 roku życia zaleca się, by taką wizytę odbyć jak najwcześniej. Lekarz przeprowadzi niezbędne badania i sprawdzi poziom rezerwy jajnikowej. Wspólnie można podjąć wtedy decyzje o metodach wspierających płodność lub zabiegach wspomaganego rozrodu.

A co, jeśli rezerwa jajnikowa nam się wyczerpała?

Wtedy możemy skorzystać z komórek jajowych od dawczyni. Obecnie zabiegi in vitro z wykorzystaniem komórek dawczyń są coraz bardziej popularne. Adopcja komórek jajowych, bo tak nazywa się ta metoda, to często jedyna opcja dla par borykających się z niepłodnością. Dzięki niej kobieta może doświadczyć macierzyństwa. Mimo iż dochodzi do zapłodnienia komórki pochodzącej od dawczyni, to kobieta ma szansę nosić dziecko 9 miesięcy pod sercem i doświadczyć cudu narodzin, ma szansę trzymać na piersi swoje nowo narodzone dziecko.

Dzięki adopcji komórek jajowych nie tylko kobiety po 40 roku życia, ale też te po przebytym leczeniu onkologicznym, po wielokrotnych poronieniach czy też te, które nie posiadają własnych prawidłowych komórek jajowych, mają szansę zrealizować cel i zostać matką.

Czy adopcja komórek jajowych i zapłodnienie z wykorzystaniem komórki dawczyni jest bezpieczne?

Tak. Przede wszystkim sama procedura zapłodnienia nie różni się niczym od „klasycznego” zapłodnienia in vitro – stosowane są dokładnie te same procedury. Większość renomowanych klinik leczenia niepłodności wykonuje te zabiegi zgodnie ze standardami i zaleceniami Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE), Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu (PTMR), American Society for Reproductive Medicine (ASRM) oraz zasad określonych przez polskie Ministerstwo Zdrowia.

To, co odróżnia ten proces, to wykorzystanie komórki jajowej od dawczyni. W celu zapewnienia maksimum bezpieczeństwa, każda dawczyni przed pobraniem komórek jajowych poddawana jest wielu rygorystycznym badaniom oraz testom. Tylko w pełni pozytywne wyniki, zgodnie z kryteriami Unii Europejskiej, umożliwiają dopuszczenie do udziału w programie dawstwa komórek jajowych.

Czytaj też: In vitro z komórkami dawczyń – na czym polega pionierski program

Rozumiem, że procedura zapłodnienia in vitro jest bezpieczna, dawczynie oraz ich komórki są przebadane. Dochodzi do zapłodnienia – i co wtedy? Czy ciąża po 40 roku życia, nawet z wykorzystaniem komórek jajowych od dawczyni, jest bezpieczna dla kobiety i dla dziecka?

Każda ciąża (i w każdym wieku) to stan wyjątkowy. Nie tylko ze względu na oczekiwanie dziecka, ale także na to, co dzieje się z organizmem kobiety. Wszystkie kobiety muszą w tym czasie na siebie uważać, unikać czynników ryzyka, nie spożywać alkoholu, nie forsować się, by dbać o siebie i swoje nienarodzone jeszcze maleństwo.

Badania pokazują, że prawie 90% kobiet po 40 roku życia rodzi w pełni zdrowe dzieci, więc nie ma się czego bać. Strach nie jest dobrym doradcą. Za to na pewno jest nim specjalista zajmujący się płodnością. Jeśli marzy się o rodzicielstwie, najlepiej poradzić się eksperta.

POLECAMY: Jak zostaliśmy rodzicami dzięki Invimed – opowiadają Kasia i Marcin

Logo: InviMed

 

Ekspert

dr n.med. Tomasz Rokicki

specjalista ginekolog-położnik Invimed

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.