Przejdź do treści

Prof. Szamatowicz: In vitro w Polsce będzie nieskuteczne, nieetyczne i niebezpieczne

Prof. Szamatowicz nazywany ojcem polskiego in vitro ostro krytykuje działania polityków. W medycynie rozrodu osiągnął wszystko. Dzisiaj już nic nie musi, mimo to, nie poddaje się i nadal walczy, o prawa kobiet, o prawa człowieka.

Za chwilę kończy się refundacja, najprawdopodobniej będą też zmiany w ustawie in vitro, którą ledwie rok temu przyjął polski parlament.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prof. Marian Szamatowicz: Leczenie metodą in vitro w Polsce odbywa się już ponad 27 lat. W tej chwili funkcjonuje 39 ośrodków, które świadczą usługi tego typu. W Polsce nie ma problemu z dostępem do leczenia in vitro, natomiast jest bariera finansowa. Wielu osób nie stać na leczenie za pomocą metod wspomaganego rozrodu. W ostatnich trzech latach zaistniał program, który dawał szansę na ciążę dla 15 tys. par.

Przez trzy minione lata finansowane było in vitro, a od około dwóch lat jest również częściowa refundacja leków stosowanych przy tej procedurze.

Niestety, według zapowiedzi, tego typu udogodnienia dla par mają być zniesione. To jest coś okrutnego, skierowanego przede wszystkim, wobec ludzi niezamożnych. Ich pragnienia, ich chęć posiadania dzieci jest podobna, jak u ludzi zamożnych.

Jednak zamożni mogą wędrować do różnych krajów Europy i korzystać z różnych usług. Niestety, nowe restrykcje dotkną osoby niezamożne.

W 1991 roku ministrem zdrowia został Władysław Sidorowicz. W jednym ze swoich rozporządzeń ustalił, że zabiegi kosmetyczne oraz zabiegi in vitro nie są procedurami medycznymi, więc nie mogą być finansowane ze środków publicznych. Taka sytuacja trwała 22 lata. Dopiero w 2013 roku pojawił się program rządowy dający szansę na refundację procedur, a trochę później również na częściową refundację leków.

Koszt jednego zabiegu in vitro w programie refundacyjnym został wyceniony na 7150 zł. Może teraz, jak nie będzie refundacji, kliniki obniżą stawki.
Ceny są dość zróżnicowane. Niższe są w ośrodkach związanych z akademickimi placówkami, a wyższe w ośrodkach prywatnych. Nie ma żadnego przymusu, ani rygoru określającego, jak procedura ma być wyceniania. Jest to umowa między świadczącymi usługi, a zgłaszającymi się pacjentami.

Czyli jest szansa, żeby in vitro kosztowało nie siedem, a dwa tysiące złotych?
Oczywiście, że tak. Z mojego rozeznania wynika, że pacjentki leczące się w białostockim ośrodku miały szanse na leczenie w granicach 8 tys. zł, a w ośrodkach w bogatszych regionach za ok. 12–13 tys. zł.

Czytał Pan projekt nowelizacji ustawy?

Nie czytałem i nie chcę go czytać, ale wiem, że to bardzo zły pomysł. Prawo, które zostało uchwalone w zeszłym roku, nie jest prawem idealnym. Jest prawem dobrym, mającym pewne defekty.

Daleko idące ograniczenia, które chce się w tej chwili wprowadzić, są przedmiotowym i nieludzkim traktowaniem kobiety. Chce się maksymalnie obniżyć skuteczność leczenia, uczynić je nieetycznym, a w niektórych sytuacjach niebezpiecznym.

Chce się zlikwidować u ludzi pragnienie posiadania własnego potomstwa. To jest kwestia podejścia do prawa. Ja stoję na stanowisku, że prawo do posiadania potomstwa jest podstawowym prawem człowieka. Obecnie jest inna wykładnia, teologiczna. Człowiek ma potencjalną możliwość zostać rodzicem poprzez kontakty seksualne, ale te w ponad 50 proc. nie kończą się ciążą.

Ze statystyki wynika, że ok 90 proc. populacji nie ma problemu z rozrodem, ale 10 proc. (w warunkach polskich to jest ok. 2 mln. par) potrzebuje pomocy. Część z nich powinna być leczona za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego, bo tylko w ten sposób mają szansę na urodzenie własnego dziecka.

Niepłodność jest dużym problemem?
Światowa Organizacja Zdrowia nie ma wątpliwości, że jest dużym problemem. Poprzez fakt zasięgu, niepłodność nazywa się chorobą społeczną.

Czeka nas katastrofalne widmo włoskich doświadczeń?
Myślę, że tak. Na 3. edycji Międzynarodowej Konferencji Endokrynologii i Rozrodczości pod patronatem Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, były przewodniczący ESHRE, Luca Gianaroli, opowiadał o skutkach ustawy. We Włoszech, w 2004 roku, pod wpływem Kościoła katolickiego wprowadzono restrykcyjne prawo. W efekcie zmniejszyła się skuteczność in vitro i nasiliła turystyka reprodukcyjna. Ostatecznie Sąd Najwyższy zaczął eliminować te zakazy. Były one nieludzkie.

Mamy jeszcze jakieś szanse?

To zależy od obecnych rządzących. Poprzedni parlament uchwalił ustawę regulującą kwestie leczenia i dającą szansę skorzystania z metod rozrodu wspomaganego medycznie. Dodatkowe restrykcje zdecydowanie obniżą skuteczność in vitro. Są zakusy, żeby w ogóle wyeliminować tego typu leczenie, przy okazji przedstawiając jednoznacznie kłamliwą tezę, jakoby naprotechnologia mogła zastąpić in vitro.

                                        Naprotechnologia nigdy nie zastąpi in vitro!

To musi być wyraźnie powiedziane. Dane dotyczące skuteczności leczenia metodą in vitro, sposoby leczenia można znaleźć w literaturze fachowej. Natomiast o zaletach naprotechnologii mamy tylko informacje gazetowe. Są opinie ludzi, którzy tego typu procedurę wykonują i niestety, mimo że oferują nieskuteczne leczenie, to jeszcze za to biorą niemałe pieniądze.

Nie ma przyszłości w naprotechnologii?

Stoję na stanowisku, że człowiek ma prawo wyboru. Jeśli za własne pieniądze chce iść do naprotechnologa, niech idzie do naprotechnologa. Musi mieć jednak świadomość, że w pewnych sytuacjach naprotechnologia nie daje żadnych szans. Nie da szansy, jeśli są nieodwracalnie uszkodzone jajowody, nie da szansy, jeśli jest zaawanasowana endometrioza, nie da szansy, kiedy jest zaawanasowany czynnik męski. Jeśli leczono za pomocą naprotechnologii przez parę lat, i w tym czasie  kobieta się zestarzała, to w ogóle pozbawi się ją szans na posiadanie potomstwa.

Zwodzenie naprotechnologią jest złodziejstwem czasu?
Tak. Mogę się pod tym podpisać.

Odważne.
Dlaczego? Nigdy nie ukrywałem swoich poglądów. Pamiętam swoją pierwszą dyskusję na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, podczas której powołałem się na uniwersalne prawo człowieka – prawo do posiadania potomstwa. Tam się dowiedziałem, że takiego prawa w ogóle nie ma. Jest tylko prawo do odbywania stosunków seksualnych, prawo do prokreacji. Jeśli dziecko się pojawia, trzeba to przyjąć z wdzięcznością, jeśli nie, to z pokorą. To jest kwestia postaw. Ja pod taką postawą się nie podpisuję.

Czyli in vitro się cofnie?
Co roku organizowane są kongresy Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE). Najbliższe spotkanie ma się odbyć w Helsinkach. Według organizatorów przyjedzie na nie 9 tys. osób, przedstawiciele różnych krajów, różnych religii. Postawione zostanie jedno pytanie „w jaki sposób najskuteczniej pomagać niepłodnym parom”. O dziwo, w Polsce dyskutuje się, w jaki sposób pozbawić  skutecznego sposobu leczenia.

Przypomnę, za leczenie metodą in vitro, Robert Edwards dostał nagrodę Nobla. W uzasadnieniu napisano „największe osiągnięcie medycyny klinicznej XX wieku”. A my co?


Jedyną możliwością, żeby powstrzymać epidemię niepłodności jest in vitro?
Nie. Niepłodność jest zjawiskiem stałym. W skali świata ponad 58 milionów par ma problemy z rozrodem i tym parom medycyna chce i powinna pomagać, nie można w tej kwestii stawiać żadnych zakazów. Jeśli politycy chcą ingerować w procedurę in vitro, to tylko dlatego, że traktują kobiety jak rzecz, narzucając im cały szereg niestosownych rozwiązań.

Zajmuje się pan in vitro od 27 lat, jest pan autorytetem w dziedzinie medycyny rozrodu.
To za duże słowa. W tej chwili są młodzi ludzie, ja mam już swoje miejsce. Rzeczywiście, wraz ze swoim zespołem w 1983 roku zainicjowałem przygotowania do in vitro, a w 1987 roku dzięki temu urodziło się pierwsze dziecko. Jego matka wcześniej była operowana i leczona według standardów naprotechnologicznych. Nie miała żadnej szansy, poza in vitro, na urodzenie własnego dziecka. Zgodziła się na procedurę i urodziła Magdę. Dziś Magda jest szczęśliwą kobietą, ma dwójkę dzieci.

Nie jest panu po prostu przykro, że pańskie starania mogą pójść na marne, że in vitro w Polsce przestanie się rozwijać?

Miałem w życiu kilka największych marzeń. Żeby wystąpić razem z orkiestrą symfoniczną w Białymstoku śpiewając Arię Skołuby. Spełniło się. I aby wreszcie refundacja stała się ciałem. A kiedy wreszcie refundacja zaistniała nowy rząd chce wszystko zablokować.

Opadają ręce?

Nie poddaję się. Ja spełniłem się już w zakresie rozrodu. Mam własne dzieci, pasierbicę i stado wnuków. Mnie to wszystko bardzo cieszy.

Jeśli w ogóle występuję publicznie, to tylko w interesie nieszczęśliwych kobiet.

Mam z tymi kobietami kontakt. Kiedyś zgłosiła się do mnie para, której jedyną szansą na dziecko było, tylko i wyłącznie, zapłodnienie pozaustrojowe, powiedziałem im to. Oni oświadczyli, że są katolikami i nie chcą skorzystać z in vitro. Wrócili do mnie po trzech latach, zmienili zdanie. Dziś mają dwójkę dzieci. Takie sytuacje  utwierdzają mnie przekonaniu, że nadal trzeba działać, a kwestia rozstrzygnięć i osądów jest poza moim zasięgiem.

Pan jest wierzący?

Jestem agnostykiem. Jestem ochrzczony, wierzę, że istnieje siła wyższa i twierdzę, że Kościół katolicki z tą siłą nie ma nic wspólnego.

NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU CHCEMY BYĆ RODZICAMI DO KUPIENIA TUTAJ!

Magda Dubrawska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Endometrioza a jakość komórek jajowych. Co warto wiedzieć przed in vitro?

Komórka jajowa podczas zapłodnienia ICSI /Ilustracja do tekstów: In vitro dla Kielc / Endometrioza a jakość komórek jajowych
fot. Fotolia

Ponad 1/3 pacjentek klinik leczenia niepłodności cierpi na endometriozę. Być może część z nich usłyszy, że przez to ich szanse na powodzenie zabiegu in vitro spadają. Wyniki badań w tym zakresie są jednak sprzeczne. Według niektórych endometrioza nie ma wpływu na wynik procedury. Część prac wymienia jednak: słabszą odpowiedź na stymulację jajników, niższy odsetek zapłodnień, mniejszą receptywność endometrium i niższy wskaźnik implantacji. Gdzie leży prawda?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Endometrioza to złożona choroba o niejasnych przyczynach, polegająca na występowaniu błony śluzowej macicy, czyli tkanki o prawidłowej budowie histologicznej, w nieprawidłowym miejscu (poza jamą macicy) – między innymi w otrzewnej, jajniku, jajowodzie, przewodzie pokarmowym, pęcherzu moczowym, pochwie.

Endometrioza a niepłodność: statystyki

U 30-50% kobiet z endometriozą mogą wystąpić problemy z zajściem w ciążę, lecz dokładna przyczyna takiego stanu rzeczy nie jest znana. Zajście w ciążę wymaga od pacjentki determinacji i pełnej współpracy z lekarzem oraz stosowania się do jego zaleceń, a od samego lekarza – rozwagi i doświadczenia.

U pacjentek z endometriozą już na poziomie hormonalnym zauważalne są różnice: niższe stężenie LH, FSH, estradiolu oraz AMH. Pęcherzyki zawierające komórki jajowe rozwijają się więc w zmienionym środowisku, co powoduje zmniejszenie ich liczby i powstawanie pęcherzyków atretycznych.

Endometrioza a leczenie niepłodności: zalecenia

Pierwszym krokiem przy podejrzeniu endometriozy powinna być diagnostyka, a następnie leczenie operacyjne i usunięcie tak wielu ognisk choroby, jak to możliwe.

Ewentualne zmiany w jajnikach powinny być usunięte razem z torebką torbieli. Pacjentka musi być świadoma ryzyka spadku rezerwy jajnikowej w razie usuwania zmian w jajnikach. W trakcie zabiegu zazwyczaj sprawdzana jest także drożność jajowodów (często upośledzona przez zrosty otrzewnowe towarzyszące endometriozie). Przed zabiegiem i po jego zakończeniu nie powinno się stosować środków hormonalnych.

W razie niepowodzeń z zajściem w ciążę w sposób spontaniczny pacjentka powinna zgłosić się do specjalistycznego ośrodka zajmującego się leczeniem niepłodności. Zwykle zaczynamy od diagnostyki partnera( z oceną parametrów nasienia) oraz monitoringu cyklu u pacjentki (wraz ze standardową oceną hormonalną i mikrobiologiczną organizmu kobiety).

CZYTAJ TEŻ: Poznaj perspektywę lekarza zajmującego się leczeniem niepłodności. Dr n.med. Jarosław Janeczko: „Podchodzę do swojej pracy z pasją”

Endometrioza a jakość komórek jajowych. O tym warto wiedzieć przed in vitro

Na początku można stosować stymulację owulacji, jeśli jednak problemem w zajściu w ciążę jest też dodatkowo np. poważny czynnik męski, warto rozważyć zabieg in vitro. Trzeba działać szybko, ponieważ endometrioza często jest chorobą postępującą – decyzji o zajściu w ciążę absolutnie nie powinno się odkładać w czasie!

Przed procedurą zapłodnienia in vitro embriolog ocenia komórki jajowe – ich morfologię oraz obecność i strukturę wrzeciona podziałowego. Z praktyki laboratoryjnej wynika, że różnice w jakości oocytów pacjentek z endometriozą, szczególnie u tych z III i IV stopniem zaawansowania choroby, i oocytów pozostałych pacjentek są zauważalne.

W naszym laboratorium spotykamy głównie komórki z ciemną i granularną cytoplazmą w centralnej części (jak na poniższym zdjęciu).

Ciemna cytoplazma w centralnej części oocytu często spotykana u pacjentek z endometriozą

Na zdjęciu: Ciemna cytoplazma w centralnej części oocytu często spotykana u pacjentek z endometriozą

Potwierdzają to zjawisko kolejne badania i publikacje, w tym najnowsza z 2018 roku. Wykazano w nich, że endometrioza wpływa na jakość oocytów – nieprawidłowości morfologiczne to głównie ciemna cytoplazma, ciemna, gruba lub wyjątkowo cieńsza osłonka oocytów oraz płaskie i pofragmentowane ciałko kierunkowe. Wcześniej zauważano także obecność tzw. refractile bodies, nieprawidłową liczbę i jakość mitochondriów w oocytach oraz zaburzenia w budowie wrzeciona podziałowego oocytów.

Ciemna cytoplazma w centralnej części oocytu często spotykana u pacjentek z endometriozą

Na zdjęciu: Fragmentacja ciała kierunkowego w oocycie

Czy takie zmiany w komórkach wpływają na potencjał rozwojowy i implantacyjny powstających z nich zarodków? Na razie nie ma jednoznacznego dowodu na to, że ciemna cytoplazma z ziarnistościami niesie negatywne skutki dla rozwoju zarodków. Wydaje się, że grubość osłonki mogłaby w dużym stopniu wpływać na sam proces zapłodnienia, jednak raczej przy zapłodnieniu naturalnym (jeśli wykonujemy ICSI, plemnik wprowadzany jest do wnętrza oocytu, a więc grubość osłonki nie ma znaczenia).

Obecność tzw. refractile bodies, czyli struktur zawierających lipofuscynę, oraz fragmentacja ciałka kierunkowego mogą wpływać na niższy odsetek zapłodnień oraz dalszy nieprawidłowy rozwój zarodków.

Jakość i liczba mitochondriów w oocytach ma także ogromne znaczenie. Dostarczają one energii do dojrzewania i zapłodnienia komórki jajowej oraz dalszego rozwoju zarodka.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dr Jakub Danilewicz: „Mało lekarzy chce zajmować się takimi tematami. Dla mnie to misja”. Blaski i cienie bycia lekarzem

Zdaniem większości naukowców, oocyty u pacjentek z endometriozą wykazują niższy odsetek zapłodnień. Także mniej oocytów dojrzałych (MII) zostaje pobranych w czasie punkcji. Niektóre publikacje wskazują na problemy z implantacją zarodka oraz mniejszą liczbę urodzeń. Według innych, nie ma istotnych różnic w liczbie ciąż klinicznych, poronień, żywych urodzeń czy wad rozwojowych. Występują one w podobnych proporcjach u kobiet z endometriozą i w grupie kontrolnej.

Na zdjęciu: Obecność tzw. refractile body w komórce jajowej

Na zdjęciu: Obecność tzw. refractile body w komórce jajowej

Podsumowując, głównie III i IV stadium endometriozy wiąże się z występowaniem oocytów gorszej jakości. Ponieważ endometrioza u pacjentek współistnieje z innymi czynnikami powodującymi niepłodność (na przykład z PCOS, czynnikiem jajowodowym, jajnikowym, zaburzeniami hormonalnymi itp.), trudno ocenić indywidualny wpływ samej endometriozy na powodzenie zabiegu in vitro i konieczne są bardziej szczegółowe badania.


Tekst ukazał się we wrześniowym numerze magazynu „Chcemy Być Rodzicami”. E-wersję tego wydania kupisz TUTAJ.

Ekspert

lek. med. Dawid Maduzia,mgr Aneta Macur

lek. med. Dawid Maduzia – ginekolog,
mgr Aneta Macur – diagnosta laboratoryjny, embriolog kliniczny, Centrum Leczenia Niepłodności PARENS w Krakowie

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dofinansowanie do in vitro i leczenie bez ideologii. Czy wyborców przekona program koalicji?

Kobieta w ciąży /Ilustracja do tekstu: Interdyscyplinarne leczenie niepłodności jest skuteczne
Fot.: Pixabay.com

Zapewnienie dostępu do in vitro i antykoncepcji, równe szanse w edukacji, respektowanie praw kobiet i mniejszości to jedne z kluczowych zadań, którymi powinny zająć się samorządy – mówiła Barbara Nowacka podczas pierwszej konwencji Koalicji Obywatelskiej (KO). Było to pierwsze wystąpienie liderki Inicjatywy Polska pod sztandarem KO od czasu ogłoszenia porozumienia wyborczego ws. wspólnego startu w wyborach do sejmików wojewódzkich.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zjazd, który odbył się 8 września w Warszawie, zainaugurował kampanię Koalicji Obywatelskiej przed jesiennymi wyborami samorządowymi. Przypomnijmy, że kilka dni wcześniej zarząd Inicjatywy Polska, na którego czele stoi Barbara Nowacja, podpisał porozumienie wyborcze z Koalicją Obywatelską i Nowoczesną. Na mocy tego porozumienia przedstawiciele IP, PO i Nowoczesnej wystartują ze wspólnych list w wyborach samorządowych oraz parlamentarnych. Jaki program chcą zaoferować obywatelom?

Koalicja Obywatelska na wybory: dofinansowanie do in vitro w każdym samorządzie i ginekolodzy bez klauzuli sumienia

Jak podczas sobotniego spotkania podkreśliła Barbara Nowacka, kluczową kwestią jest dla niej tworzenie samorządów wolnych od ideologii, które zagwarantują respektowanie praw kobiet i praw człowieka. Zaznaczyła też, że samorządy muszą zapewnić łatwo dostępne gabinety ginekologiczne, bez klauzuli sumienia  „takie, w których kobieta dowie się prawdy, a nie wiary swoje lekarza”.

W swoim wystąpieniu Nowacja dużo miejsca poświęciła kwestii dofinansowania in vitro.

– Dzięki nam samorządy przywrócą prawo do szczęścia i rodzicielstwa tym, którym ideolodzy PiS odebrali dofinansowanie in vitro. Dopilnuję, żeby in vitro (dla każdej i każdego potrzebującego) było w każdym samorządzie, którym będzie rządziła Koalicja Obywatelska – deklarowała z mównicy Nowacka.

CZYTAJ TEŻ: Bezpłatne in vitro i badania prenatalne. Tym partia Razem zawalczy o głosy

Barbara Nowacka: musimy przywrócić normalność

Liderka Inicjatywy Polska apelowała także, by „zatrzymać szaleństwo prawicy”.

– Wierzę w siłę jedności Polaków w walce z niesprawiedliwością. Dlatego tu jestem. Tylko razem pokonamy PiS. Razem wygramy te wybory  podkreśliła Nowacka. Wierzę, że w Polsce wreszcie będzie przepięknie i wreszcie będzie normalnie – dodał.

Chwilę przed konwencją Koalicji Obywatelskiej poinformowano o rozłamie w Inicjatywie Polska. Zgodnie z danymi pozyskanymi przez tvnwarszawa.pl, odejście z formacji ogłosiły dwie osoby z jej ścisłego kierownictwa: Paulina Piechna-Więckiewicz i Aleksandra Popławska. Zakończenie współpracy ze stowarzyszeniem miało być wyrazem niezgody na współpracę z PO i Nowoczesną.

– Ich zdaniem należy budować postępową, lewicową alternatywę dla wyborców i nie uda się tego zrobić w ramach Koalicji Obywatelskiej – mówił jeden z działaczy Inicjatywy Polska w rozmowie z tvnwarszawa.pl.

Źródło: natemat.pl, tvnwarszawa.pl, onet.pl

Chcesz przeczytać ostatnie wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”? Pod tym adresem kupisz go w wygodnej wersji elektronicznej.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

W kolejce po rodzicielskie szczęście. Ogromne zainteresowanie programem dofinansowania in vitro

Mężczyzna podczas konsultacji /Ilustracja do tekstu: Program dofinansowania in vitro w Słupsku: kolejki chętnych
Fot.: mat. prasowe INVICTA

Program dofinansowania in vitro w Słupsku wystartował w sierpniu tego roku. Po zaledwie kilku tygodniach okazało się, że chętnych jest znacznie więcej niż miejsc. Kliniki leczenia niepłodności już tworzą listy na przyszły rok. O czym pamiętać podczas zgłoszeń?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Program dofinansowania in vitro w Słupsku realizowany jest od połowy 2018 r., a jego koniec przewidziano na grudzień 2022 r. Każdego roku na procedury zapłodnienia pozaustrojowego przeznaczone zostanie 100 tys. złotych z budżetu miasta. Pozwoli to dofinansować do 20 zabiegów in vitro rocznie; łącznie z pomocy finansowej w leczeniu niepłodności skorzysta 100 par.

ZOBACZ TAKŻE: Pozytywna ocena AOTMiT dla słupskiego programu in vitro

Program dofinansowania in vitro: szansa na rodzicielstwo dla par z niepłodnością

Dotowane zabiegi oferują kliniki: INVICTA, Invimed i Gameta. Na chętnych nie musiały czekać – zainteresowanie udziałem w miejskim programie wyrazili na długo przed rozpoczęciem zapisów.

– Niektórzy pacjenci dzwonili do nas miesiąc w miesiąc, wciąż dopytując, czy już można się zapisać – mówi Agnieszka Linda -Majewska, koordynator medyczny Kliniki INVICTA w Słupsku.

Jak tłumaczy, wielu chętnych to pary, które kiedyś już korzystały z usług kliniki, jednak nie zdecydowały się na in vitro głównie ze względu na wysokie koszty zabiegu.

– Przykładowo: jedna nasza pacjentka wspólnie z mężem bezskutecznie stara się o dziecko już od czterech  lat,  próbowali różnych metod, ale zabieg in vitro był do tej pory poza ich zasięgiem finansowym. Teraz, dzięki dofinansowaniu, brak funduszy nie będzie przeszkodą na drodze do szczęśliwego rodzicielstwa dla zapisanych par – mówi.

CZYTAJ TEŻ: 5 mitów o niepłodności. Też to słyszysz?

Program dofinansowania in vitro w Słupsku: wymagania

Zgodnie z wytycznymi, aby skorzystać z programu, para (kobieta i mężczyzna) powinna od co najmniej roku mieszkać na terenie miasta Słupska i tu rozliczać się z podatków. Warunkiem udziału w programie jest stwierdzona przyczyna niepłodności lub nieskuteczne leczenie niepłodności w okresie 12 miesięcy poprzedzających zgłoszenie. Pary powinny również posiadać bezpośrednie wskazanie do skorzystania z metody in vitro. Dodatkowym warunkiem jest stwierdzenie u kobiety odpowiedniego poziomu rezerwy jajnikowej (stężenie hormonu AMH powyżej 0,7ng/ml).

Para będzie mogła skorzystać z programu dofinansowania in vitro w Słupsku, o ile wcześniej nie korzystała z publicznej dotacji na ten cel.

– Zgodnie z wytycznymi, para, która zgłosi się do programu, najpierw przechodzi kwalifikację medyczną. W następnej kolejności prosimy o udostępnienie PIT-ów, które poświadczą, że pacjenci mieszkają w Słupsku i w tym mieście rozliczają się z podatku – wyjaśnia Linda-Majewska. – Nie ukrywam, że chętnych jest bardzo dużo. Na obecną chwilę mamy już wszystkie 11 miejsc zajętych, ale zapisujemy chętne pary na przyszły rok. Zachęcamy do kontaktu, im szybciej tym lepiej – dodaje przedstawicielka Kliniki INVICTA w Słupsku.

Pacjenci, którzy chcieliby uzyskać więcej informacji o dotowanej procedurze in vitro w Klinice INVICTA, mogą zadzwonić na gdańską infolinię: 58 58 58 800.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Dofinansowanie in vitro w Warszawie przyniosło im szczęście. Na świecie jest już szóstka dzieci

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Koniec batalii sądowej w sprawie pomyłki przy in vitro? Zobacz, co postanowił sąd

Koniec sprawy pomyłki przy in vitro
fot. Fotolia

Naczelny Sąd Lekarski oczyścił dr Tomasza Bączkowskiego z zarzutów dotyczących pomyłki przy in vitro w Policach – podał w piątek „Głos Szczeciński”. Prawomocne orzeczenie zapadło 31 sierpnia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W grudniu 2017 roku okręgowy sąd lekarski we Wrocławiu uniewinnił lekarza, przez którego zaniedbanie doszło do pomyłki w Laboratorium Wspomaganego Rozrodu w Policach. Naczelny Sąd Lekarski podtrzymał wyrok.

Zobacz także: Hania urodziła się chora po błędzie w zabiegu in vitro. Trwa zbiórka pieniędzy na pomoc dziewczynce

Kontrowersyjna sprawa narodzin Hani

Do pomyłki doszło w 2015 roku w Policach, gdzie podczas zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego pomylono komórki jajowe pacjentek. W efekcie jedna z kobiet urodziła dziewczynkę – Hanię, która pod względem biologicznym nie jest jej dzieckiem.

Dziewczynka przyszła na świat z wieloma chorobami genetycznymi. Cierpi m.in. na bardzo rzadki zespół Schinzela-Giediona, opóźnienie psychoruchowe i ciężką padaczkę lekooporną.

Hania wymaga stałej opieki, przyjmuje bardzo duże ilości leków. Koszty leczenia i rehabilitacji przekraczają możliwości finansowe rodziców.

Zobacz także: Pomyłka przy in vitro w klinice w Policach. Lekarz uniewinniony

Czy to koniec sprawy pomyłki przy in vitro?

Sprawa wyszła na jaw w 2015 roku. Podejrzenia rodziców wzbudziła grupa krwi Hani. Dziewczynka ma grupę A Rh+, a jej rodzice A Rh-. Matka urodziła zatem dziecko, które z biologicznego punktu widzenia nie było jej.

Po odkryciu szokującej prawdy rodzice dziecka postanowili wytoczyć szpitalowi proces cywilny. Domagali się trzech mln zł. Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone, a szpital odrzucał wszelkie zarzuty.

Pierwsza rozprawa przed sądem cywilnym w Szczecinie odbyła się 20 grudnia 2017 r.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Głos Szczeciński

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.