Przejdź do treści

Prof. Sąsiadek: Ograniczanie dostępu do badań prenatalnych oraz in vitro to systemowa przemoc

Łańcuch DNA pod lupą /Ilustracja do tekstu: Genetyk: Ograniczenia dostępu do badań prenatalnych to przemoc systemowa
Grafika: Pixabay.com

– Wprowadzone zostało prawo, które w imię światopoglądu pewnej grupy społeczeństwa blokuje innym dostęp do posiadania dzieci. W czym ci ludzie są gorsi od tych, którzy w sposób naturalny mają zablokowane naczynia w sercu i robią sobie stenty albo przeszczep? – zastanawiała się podczas rozmowy z TOK FM prof. Maria Małgorzata Sąsiadek, krajowa konsultantka ds. genetyki i kierowniczka Katedry i Zakładu Genetyki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Podczas wywiadu, który 8 marca br. przeprowadził portal TOK FM, prof. Sąsiadek odniosła się do kwestii praw reprodukcyjnych w Polsce i dostępu do takich świadczeń medycznych, jak badania prenatalne, zabiegi in vitro i aborcja. Ekspertka ds. genetyki zauważyła, że ostatnie działania parlamentarzystów skupiają się nie na tworzeniu przepisów prawnych, a na regulacji sumienia.

To jest forma przemocy. Bo każdy z nas ma swój światopogląd. Każdy dokonuje wyborów i każdy ponosi ich konsekwencje – zaznaczyła w rozmowie z dziennikarką TOK FM.

Badania prenatalne to badania pro-life

Specjalistka podejrzewa, że niechęć polskich polityków do upowszechnienia dostępu do badań prenatalnych i aborcji wynika ze strachu przed utratą wsparcia Kościoła.Według niej jednak badania prenatalne to badania pro-life.

– Ludzie, którzy zdecydują się przyjść do lekarza genetyka, z reguły bardzo świadomie podchodzą do problemu albo tej świadomości nabierają w trakcie badań, spotkań i rozmów. Wtedy para podejmuje decyzję świadomie, a nie na podstawie obezwładniającego lęku – wyjaśniła prof. Sąsiadek w rozmowie z TOK FM.

W rozmowie z TOK FM ekspertka odniosła się też do przykładu Francji, na który powołuje się obecnie wielu prawicowych polityków. W kraju tym – zgodnie z zarzutami– z uwagi na powszechność aborcji i badań prenatalnych niemal wcale nie rodzą się już dzieci z zespołem Downa. Prof. Sąsiadek uważa jednak, że polskim obywatelom w kwestii prokreacji daleko jest do konsumpcjonistycznego nastawienia. Tym, co nam realnie zagraża, jest natomiast brak systemowego wsparcia rodzin z niepełnosprawnością.

– My sobie nawet nie zdajemy sprawy, jak dużo kłód spada pod nogi rodzinie, w której pojawia się niepełnosprawne dziecko. Naszym obowiązkiem jest ich wesprzeć. Żeby to zrobić, trzeba wykazać się empatią i solidarnością. Z budżetu państwa wysupłać pieniądze, żeby zapewnić godną opiekę nad takimi  rodzinami. To jest jedyna uczciwa droga do rozwiązania problemu. I dopiero wtedy możemy rozmawiać i przekonywać, żeby ktoś nie przerywał niechcianej ciąży. Ale jak my ich zostawiamy samym sobie, to jakie mamy moralne prawo oceniać ich decyzję? – pyta retorycznie prof. Sąsiadek.

Polskiej genetyce brakuje lekarzy i środków

Konsultantka zwróciła również uwagę na kwestie, które wynikają z niedofinansowania polskiej genetyki.

– Polscy pacjenci nie mają dostępu do badań całogenomowych, które w krajach rozwiniętych są podstawowymi badaniami diagnostycznymi. Średni czas oczekiwania na wizytę w poradni genetycznej to dwa lata. Można w tym czasie zaliczyć dwie ciąże – zauważa w rozmowie z TOK FM.

Problemem, który z tym się wiąże, jest także zbyt mała liczba lekarzy genetyków. Obecnie mamy ich zaledwie 110 na cały kraj.

– Będzie jeszcze gorzej, bo mamy mały nabór na specjalizację. A jedna czwarta tych genetyków to są ludzie po 55. roku życia, więc niedługo przejdą na emeryturę – przestrzega ekspertka.

Pacjenci gorszego sortu

W dalszej części rozmowy prof. Sąsiadek zauważyła, że inną rządową decyzją o charakterze przemocowym była likwidacja rządowego dofinansowania in vitro.

– Wprowadzone zostało prawo, które w imię światopoglądu pewnej grupy społeczeństwa blokuje innej dostęp do posiadania dzieci. Proszę mi wierzyć, że większość moich pacjentów, którzy przychodzą rozmawiać o zapłodnieniu in vitro, to katolicy. I większość z tych ludzi wcale nie ma wyrzutów sumienia (…). Ci ludzie przychodzą (…) pozytywnie zdeterminowani. Słusznie się zastanawiają nad tym, że skoro są chorzy i w naturalny sposób nie mogą mieć dzieci, to w czymże są gorsi od tych ludzi, którzy w sposób naturalny mają zablokowane naczynia w sercu i robią sobie stenty? Albo robią sobie przeszczep? – mówi ekspertka.

Jak zaznaczyła, dotąd nie udało jej się uzyskać logicznych wyjaśnień takiego rozróżnienia.

Źródło: tok.fm

POLECAMY TEŻ: Prawo pacjentki jest najważniejsze

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!
Autor

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.