Przejdź do treści

Prof. Chazan: Nie boję się

prof. Chazan in vitro

Prof. Bogdan Chazan – lekarz legenda. Budzi wielki kontrowersje, ma swoich zwolenników i przeciwników, a nawet wrogów. Bez wątpienia nikomu nie pozostaje obojętny. Nigdy nie ugiął się pod krytyką, nie boi się przyznać do błędu, nie boi się konfrontacji.

Profesor Bohdan Chazan to kontrowersyjna postać, chętnie wypowiada się w mediach i słynie z radykalnych poglądów „pro-life”. Nam prof. Chazan opowiedział o in vitro, jak dbać o płodność i jakie są czynniki, mogące skutkować niepłodnością.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Magda Dubrawska:

Zna Pan Annę Krawczak?

prof. Chazan:

Nie.

Jest byłą przewodniczącą Stowarzyszenia Nasz Bocian i autorką książki „In vitro. Bez strachu, bez ideologii”, w której opublikowała swój list wygłoszony niegdyś w Sejmie podczas wysłuchania obywatelskiego. Przeczytam Panu jego fragment. „Mam 28 lat i jestem w siódmym tygodniu ciąży uzyskanej drogą in vitro. Zdaniem profesora Chazana, dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie, za niepłodność odpowiada wczesny wiek inicjacji seksualnej, duża liczba partnerów seksualnych i opóźnianie decyzji o ciąży. Wbrew tym twierdzeniom nigdy nie poddałam się aborcji, nie prowadziłam rozwiązłego seksualnie życia, nie zachorowałam na żadną z chorób wenerycznych, zaś antykoncepcję hormonalną stosowałam przez rok przed urodzeniem swojego ośmioletniego dziś syna. Moja niepłodność nie jest konsekwencją rozwiązłości. Nie jest, jak sugeruje Chazan, karą za grzechy. Jest pechem. Oto znalazłam się w niewłaściwym szeregu statystycznym. Obok mnie stoją trzy miliony Polaków”.

Pani redaktor, której nazwiska zapomniałem…

Krawczak…

…jest niesprawiedliwa i kłamliwie przedstawia moje poglądy. Nie powiedziałem, że wszystkie przypadki niepłodności pochodzą z rozwiązłego trybu życia. Powiedziałem, że są to czynniki sprzyjające niepłodności. Analogicznie można powiedzieć, że ten, kto pali papierosy, może zachorować na raka płuc. Odezwie się wtedy jakiś człowiek i powie: „Przepraszam, nigdy w życiu nie paliłem, a zachorowałem na nowotwór płuc”. Argumentacja tego typu jest prostacka i „poniżej pasa”. Podkreślam – są to czynniki ryzyka niepłodności, co nie znaczy, że każdy przypadek wczesnej inicjacji seksualnej prowadzi do niepłodności, i nie znaczy, że każda niepłodność jest powodowana wczesną inicjacją seksualną.

Niepłodność jest „karą za grzechy”?

Pani mnie traktuje poważnie?

Nie ja. To Pani Anna Krawczak.

Nie wiem, jaką wizję miała Pani Anna Krawczak, kiedy to pisała. Niepłodność dotyczy pewnego odsetka osób, a niektóre zachowania sprzyjają niepłodności. Oprócz czynników, o których wspomniałem – wczesna inicjacja seksualna, duża liczba partnerów seksualnych, długotrwałe stosowanie antykoncepcji doustnej – największym czynnikiem ryzyka niepłodności jest odkładanie planów prokreacyjnych na późne lata życia. Nie ma nic złego w tym, że każdy z nas układa sobie życie rodzinne, przyszłość, rozwój osobowy, karierę… Jednak wiele osób popełnia zasadniczy błąd. W ślepej wierze we wszechwładną moc medycyny aż do przesady opóźniają czas założenia rodziny. Wpadają w pułapkę zaawansowanego wieku. Kolejne pokolenia Polek jakby nie zauważały tego faktu…

Niepłodność może być również konsekwencją raka szyjki macicy. Bardzo często występuje on u kobiet, które wcześnie rozpoczęły współżycie, miały dużą liczbę partnerów seksualnych i często występowało u nich zapalenie pochwy. Nie znaczy to jednak, że rak szyjki macicy jest karą za grzechy, po prostu u tych kobiet częściej pojawia się ten rodzaj nowotworu.

O ludziach, którzy z pewną rezerwą patrzą na in vitro, mówi się, że mają ideologiczne podejście. To właśnie pani redaktor Krawczak ma czysto ideologiczne podejście.

Za odkładanie macierzyństwa na później w dużej mierze odpowiadają czynniki ekonomiczne.

Nie tylko. Są to również czynniki psychologiczne, system wartości czy po prostu chęć ułożenia sobie wygodnego życia. Oczywiście, dobrze, kiedy dziecko, które przychodzi na świat, ma własny pokój i rodziców, którzy mogą mu kupić wszystko, co trzeba.

Jeden z etyków powiedział kiedyś, że dziecko jest jak deszcz – wiadomo, że przyjdzie, ale nie wiadomo kiedy. Teraz chcemy naturę regulować.

Powiedział Pan, że za brak dziecka odpowiada system wartości.

Najpierw miesiączka witana jest z radością, a ciąża jest traktowana jak choroba przenoszona drogą płciową. Później zmieniamy poglądy o 180 stopni – każda miesiączka jest wrogiem. Perfekcjonizm każe nam czekać – „ja i mój mąż będziemy mieli dziecko wtedy, gdy będziemy gotowi”. Czy to będzie 30-tka czy 40-tka – mniejsza o to. Potem ludzie są zdziwieni, że dotyczy ich niepłodność. Owszem, słyszeli, że niepłodność gdzieś krąży, ale nie przypuszczali, że może dotyczyć również ich. Przebudzenie często przychodzi za późno. Dziecka nie rodzi się na zawołanie.

Nie można przez lata włączać i wyłączać płodności, jak światła w pokoju. Zgubne jest myślenie, że układ rozrodczy jest odporny na nasz styl życia – palenie papierosów, choroby przenoszone drogą płciową, niedosypianie. Czasem nie wytrzymuje tego naporu. Potrzebna jest troska o płodność, a nie traktowanie jej jak zbędnego balastu.

Czym jest troska o płodność?

Wynika ze świadomości, że płodność nie jest z żelaza. Mechanizmy, które rządzą ludzką płodnością, są bardzo skomplikowane i podatne na działanie różnych czynników zewnętrznych. Trzeba o płodność dbać i ją szanować. Nie wolno z nią walczyć. Często ta walka może trwale upośledzić płodność. Potem jest płacz i zgrzytanie zębów. 35-letnia kobieta, która natrafia na problem niepłodności, jest świetnym klientem dla różnego rodzaju naganiaczy, w których wyposażona jest każda placówka in vitro.

Kim są naganiacze?

Każda placówka służby zdrowia stara się ściągnąć do siebie pacjentów z tzw. terenu, aby móc realizować kontrakt z NFZ i zapewnić sobie przetrwanie. W przypadku placówek in vitro również istnieje sieć zaprzyjaźnionych lekarzy w danym rejonie, którzy przysyłają klientów. Nie wiem, czy dostają za to jakieś wynagrodzenie, czy nie. In vitro to wielki biznes. Służba zdrowia powinna być społeczna i nie tracić z pola widzenia potrzeb społeczeństwa. Jeśli jednak nasze działania są nakierowane wyłącznie na biznes, dochodzi do wynaturzeń w zakresie naszego posłannictwa jako lekarzy.

Wielu lekarzy wykonujących in vitro uważa, że pomaga pacjentom.

Poruszamy się w bardzo intymnym obszarze. Nasyconym emocjami, pragnieniami, marzeniami, płaczem, zawodem, poczuciem straty, nieudanego życia. To wszystko dotyczy niepłodności.

Pokazując zdjęcie dzieciątka z lekarzem, który wykonywał in vitro, dokonujemy pewnego rodzaju manipulacji uczuciami. Jednak nie każdy cel uświęca środki.

Jakie są czynniki zewnętrzne poza rozwiązłym stylem życia?

Proszę wykreślić rozwiązły tryb życia. Nie o to chodzi. We wczesnym okresie życia, zarówno u chłopców, jak i u dziewcząt organizm jest bardzo podatny na czynniki zewnętrzne. Bakteria chlamydia, która nie wyrządzi większej szkody kobiecie dojrzałej, u młodej dziewczyny spowoduje zapalenie szyjki macicy, potem macicy, a na końcu jajowodów. Organizmy młodych dziewcząt nie są całkowicie kompetentne immunologicznie, co sprawia, że młode osoby są bardziej wrażliwe na czynniki zewnętrzne, takie jak choroby przenoszone drogą płciową, nieuregulowany tryb życia, alkohol, narkotyki, zaburzenia wagi ciała. W ramach troski o płodność należy dbać o te czynniki i unikać zagrożeń.

Są jakieś granice, których para nie powinna przekraczać podczas starań o dziecko?

Wiele zależy od lekarza, który opiekuje się małżeństwem.

Niepłodność jest stanem, który dotyka naszego systemu wartości, spraw intymnych, głęboko rani poczucie własnej wartości, pragnienia, wpływa na całe nasze życie. Zdarza się, że lekarze to wykorzystują, wiążąc ze sobą pacjentki na kilka lat, uzależniając je psychicznie od siebie, lecząc bez przerwy w ten sam sposób.

Przykładowo placówki in vitro nie akceptują badań z laboratoriów zewnętrznych. Naciskają, żeby nawet zwykłe badanie moczu było robione u nich. Dlaczego? Bo tam to badanie kosztuje kilka razy więcej. Wyciąga się pieniądze od tych biednych małżeństw. Tak nie wolno.

A więc jaka jest granica starań?

To bardzo obszerny temat. Przede wszystkim diagnostyka i samo leczenie niepłodności powinno być przeprowadzane w sposób usystematyzowany i pełny. Powinno dotyczyć wszystkich możliwych przyczyn niepłodności. Jeśli po kilku latach – dwóch, trzech, czterech – starania nie dają efektów, to w zależności od przyczyn lekarz powinien powiedzieć: „Przykro mi, nic nie mogę zrobić” i odesłać do kolegi czy koleżanki, którzy będą potrafili pomóc. Być może trzeba też pomyśleć o adopcji.

Poleciłby Pan innego lekarza, który np. wykonuje in vitro?

Nie jestem miłośnikiem in vitro. Nie szedłbym w tym kierunku. Niemniej jednak instytucja konsylium (narada lekarzy nad jednym przypadkiem) jest zbyt rzadko stosowana.

Jest Pan przeciwnikiem in vitro?

In vitro, podobnie jak wiele metod stosowanych w medycynie, powstało z eksperymentów na zwierzętach. Wiele metod leczenia jest badanych najpierw w laboratoriach, a później w badaniach doświadczalnych na zwierzętach. Jednak w moim przekonaniu in vitro powinno skończyć się na badaniach i zastosowaniu na zwierzętach.

Dlaczego?

Z wielu powodów. In vitro nie szanuje człowieczeństwa przyszłych rodziców, nie szanuje godności dziecka poczętego, selekcjonuje dzieci na lepsze i gorsze.

Życie ludzkie jest wartością, której nie można sztucznie tworzyć, abortować, selekcjonować, nie może być podporządkowane pragnieniom ludzkim.

Art. 87 ustawy o leczeniu niepłodności pokazuje, jak ludzie, którzy stworzyli tę ustawę, traktują człowieka. Dla nich zarodek, płód, a więc osoba ludzka przed urodzeniem, nie jest jeszcze człowiekiem.

Człowiek jest człowiekiem od momentu, kiedy staje się zarodkiem?

Tak myślę. Nie ma w dalszym rozwoju człowieka żadnego momentu, który byłby tak przełomowy jak jego powstanie. Nitka na kłębku zaczyna się na początku, a nie w połowie kłębka.

Po kolei – dlaczego nie szanuje człowieczeństwa przyszłych rodziców?

Sami rodzice mówią, że sytuacja, kiedy do poczęcia dziecka dochodzi w wyniku pobrania nasienia drogą masturbacji i po nakłuciu jajników na fotelu ginekologicznym, a następnie połączenie ich przez technika na szkle, niewiele ma wspólnego z człowieczeństwem.

Dlaczego nie szanuje godności dziecka?

In vitro brutalnie obchodzi się z dzieckiem – wystawia je na szkodliwe działanie warunków na szkle, a następnie selekcjonuje je. W przeciwieństwie do zarodków poczętych naturalnie, zarodki ludzkie poczęte w programie in vitro nie są szanowane.

Według Kodeksu karnego, art. 157 § 1. „kto [umyślnie] powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Jeżeli więc mamy do czynienia z ciałem dziecka poczętego na szkle, to dlaczego tych dzieci jest aż sześcioro, a nie jedno, nie dwoje, jakbyśmy chcieli? Dlatego, że wiemy o tym, że duża część dzieci umiera, nie wytrzymując tych trudnych warunków na szkle lub w macicy. A więc w programie in vitro dochodzi do rozstroju zdrowia dziecka poczętego zagrażającego życiu. Jednak praktyka sądów nie jest stosowana w odniesieniu do ochrony życia dzieci poczętych drogą in vitro.

Dzieci z in vitro są bardziej narażone na wady?

W wyniku procedury in vitro zarodki obumierają na szkle, a potem często w macicy, co oznacza, że częstotliwość nieprawidłowości rozwojowych jest większa.

Kobiety, które mają dzieci z in vitro, zazwyczaj nie mówią o tym fakcie lekarzom pediatrom, dlatego w Polsce nie ma możliwości przeprowadzenia badań nad relacją „in vitro a choroby u dziecka”.

Czy ciąże powstałe w wyniku in vitro często przerywane są drogą aborcji?

Według piśmiennictwa, na co wskazuje również moja osobista praktyka, związana choćby z dzieckiem poczętym z in vitro, które było pośrednio przyczyną zwolnienia mnie z pracy czy też sprawa dziecka, które zostało poczęte w Policach w wyniku pomylenia komórek rozrodczych żeńskich i kobieta urodziła nieswoje chore dziecko – widać, że częstotliwość chorób u dzieci z in vitro jest większa. Praktyka pokazuje także, że kobiety, które mają dzieci narodzone w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego częściej poddają się diagnostyce prenatalnej.

Jakie są konsekwencje in vitro dla zdrowia kobiety?

U niektórych kobiet występuje spustoszenie w systemie emocjonalnym. Po kilku stymulacjach często następuje wcześniejsze wyczerpanie rezerwy jajnikowej, większa częstotliwość występowania raka jajnika [badania wykazały, że nie jest to prawda – przyp .red.], która zależy od tego, ile razy otoczka jajnika zostanie uszkodzona – im więcej było owulacji w życiu kobiety, im więcej było indukcji owulacji, nakłuć igłą, tym większe jest ryzyko raka.

W wyniku poprawy technologii in vitro coraz rzadziej występuje zespół hiperstymulacji. Kliniki in vitro, choć to przesadna nazwa, zwykle są to dwa pokoje, nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności za jakość dzieci, które produkują. Jeśli dojdzie do ciąży, nie interesują ich ewentualne choroby dziecka czy kobiety. Placówki in vitro nie zajmują się leczeniem zespołu hiperstymulacji, robi to Narodowy Fundusz Zdrowia. Moim zdaniem powinny uczestniczyć w leczeniu i odpowiadać za swój produkt.

Niegdyś mężczyzna, który miał słabe plemniki, nie mógł zapłodnić komórki jajowej. Teraz możemy wtłoczyć je na siłę. Jeżeli tych procedur będzie dużo, może dojść do trwałej zmiany w ludzkim genomie. Mogą zacząć rodzić się zupełnie inni ludzie niż do tej pory.

Używa Pan słowa „produkt”, a uważa Pan, że godności dzieci z in vitro trzeba bronić.

Sama procedura produkcji dzieci jest naganna. Jednak utworzone dziecko jest tak samo cenne i wymaga takiej samej opieki i szacunku, jak dziecko poczęte w naturalny sposób.

Jak powinna wyglądać ustawa o in vitro? Powinno być zakazane?

Nie sądzę, że powinno być zakazane. Ale nie uważam też, że powinno być preferowane. Widzę dużą niesprawiedliwość, że pary, które chcą radzić sobie z problemem niepłodności przy pomocy in vitro, dostają dofinansowanie od państwa, a pary, które chcą faktycznie leczyć niepłodność, takiego wsparcia nie otrzymują.

Sam fakt, że prawo zajmuje się jakimś zagadnieniem, sprawia, że jest ono dobre. Obecna ustawa w pewien sposób dodaje wartości procedurze in vitro. Jednak ona nie jest poświęcona leczeniu niepłodności, ale samemu in vitro.

Może jedni i drudzy powinni dostawać dofinansowanie?

Być może.

Pamiętam, że w szpitalu św. Rodziny, w którym pracowałem, stosowaliśmy wysoko zawansowane technologicznie metody leczenia endometriozy, częstej przyczyny niepłodności. Stosowaliśmy technikę laserową i środki ograniczające powstawanie zrostów. Jednak koszty tej procedury były na tyle duże, że musieliśmy do niej dopłacać. Musieliśmy zrezygnować z tej metody.

Wspomagając diagnostykę i wysoko zaawansowane leczenie, jak np. laserowe wycinanie zrostów endometriozy, przypadków niepłodności byłoby mniej?

Przypadków niepłodności byłoby o wiele mniej, gdyby wdrożyć w Polsce program profilaktyki niepłodności oparty na trosce o płodność.

Młody człowiek ma naturalne tendencje do podejmowania zachowań ryzykownych, nie tylko w sferze płciowej. Właśnie im warto przekazać podstawowe informacje o cyklu miesiączkowym, kiedy dziewczyna może zostać matką. Program przygotowania do życia w rodzinie nie powinien budzić w młodzieży strachu przed ciążą. W takim układzie nie powinniśmy się dziwić, że dotyka nas kryzys demograficzny. Dzieci i młodzież należy wychowywać w szacunku do życia.

Być może in vitro mogłoby być dostępne. Jednak najpierw powinniśmy myśleć o zapobieganiu niepłodności poprzez odpowiednią edukację młodych ludzi, a także nieco starszych Polek, żeby nie odkładały macierzyństwa na później. Musimy również pamiętać, że istnieją metody diagnostyki i leczenia niepłodności.

W 2003 r. ukazał się standard postępowania określony przez ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, według którego, ni mniej ni więcej, szkoda czasu na badanie przyczyn niepłodności i od razu trzeba stosować in vitro. Praktyka to potwierdzała. Obecna ustawa ma to zmienić, zgodnie z nią kobieta, aby poddać się in vitro, musi mieć za sobą minimum rok leczenia niepłodności innymi sposobami. W medycznym podręczniku ginekologii dział niepłodności zwykle składa się z trzech podrozdziałów. Po pierwsze, diagnostyka niepłodności, ewentualnie jej zapobieganie. Po drugie, leczenie niepłodności, a po trzecie, rozród wspomagany. Tymczasem u nas w praktyce zrezygnowano z diagnostyki, leczenie niepłodności również nie było i nadal nie jest w modzie, tylko od razu, jednym skokiem, przechodziło się do rozrodu wspomaganego. Nie przywiązywało się wagi do przyczyn niepłodności i chorób kobiety. Zapewniano dzieciątko, a choroby zostawiano na boku.

Wielu specjalistów zapewnia, że diagnostyka zarówno w przypadku in vitro, jak i naprotechnologii jest taka sama, z tą różnicą, że klinika in vitro daje wybór – albo in vitro albo adopcja.

Kliniki in vitro nie dają żadnego wyboru. Nie prowadzi się tam w wystarczający sposób diagnostyki, a idzie się od razu w kierunku sztucznego zapłodnienia. W myśl zasady – im para młodsza, tym wyniki lepsze. Etap leczenia niepłodności w ogóle nie jest brany pod uwagę. W tej chwili w Polsce nie ma chirurgów ginekologów, którzy potrafiliby leczyć niepłodność pochodzenia jajowodowego. Jeden z moich kolegów leczy pacjentkę, która ma trudności z drożnością jajowodów. Kobieta nie chce się poddać in vitro z powodów etycznych, dlatego wyjechała na Dominikanę, ponieważ tam jeszcze stosuje się takie metody leczenia. Owszem, kiedyś w Szczecinie był taki ośrodek, dziś nie ma żadnego. W wyniku nachalnej, bezwzględnej, biznesowej propagandy in vitro te metody zostały uznane za nieskuteczne i nadmiernie kosztowne. A więc – kto żyw, do in vitro. Wszyscy płacimy podatki na służbę zdrowia, a duża część naszego społeczeństwa nie chce rozwiązywać swoich problemów prokreacyjnych drogą in vitro ze względów etycznych. Jednak dominacja biznesu in vitro jest tak duża, że zaniechano wielu metod przyczynowego leczenia niepłodności. Pary borykające się z niepłodnością, które nie popierają metod wspomaganego rozrodu, nie mają wyjścia, choć też płacą podatki. To niesprawiedliwe. Jest to przykład nierównego dostępu do zdrowia.

Na początku odmówił mi Pan wywiadu. Często pojawia się Pan w stricte prawicowych mediach, jednak tam już wszystko zostało powiedziane.

Owszem miałem obawy przed tym spotkaniem, ma pani rację.

Przyjemnie jest mówić, kiedy wszyscy dookoła mają podobne zdanie. Wtedy utwierdzamy się w przekonaniu, że jesteśmy piękni, porządni i szczęśliwi. Trudniej jest wyjść do środowiska nieakceptującego, nieprzyjaznego. Jednak jeżeli chcemy przekazać coś ważnego, powinniśmy podjąć ten trud i wysiłek.

Niegdyś byłem zaproszony do radia TOK FM. Razem ze mną była tam nieżyjąca już pani Anna Laszuk. Rozmowa dotyczyła antykoncepcji. Powiedziałem wówczas, że pewne środki antykoncepcyjne są refundowane, pani Laszuk zaprzeczyła. Odpowiedziałem, że nie mogę teraz udowodnić swoich słów, ale zrobię to później. Po audycji poszedłem apteki obok. Spytałem panią magister czy niektóre środki antykoncepcyjne, powiedziała, że tak. Wziąłem listę tych środków i wróciłem z nią do pani Laszuk. Jednak nie chciała ze mną już rozmawiać.

Wywiad został opublikowany w nr 14 magazynu Chcemy Być Rodzicami.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Endometrioza a jakość komórek jajowych. Co warto wiedzieć przed in vitro?

Koniec sprawy pomyłki przy in vitro
fot. Fotolia

Ponad 1/3 pacjentek klinik leczenia niepłodności cierpi na endometriozę. Być może część z nich usłyszy, że przez to ich szanse na powodzenie zabiegu in vitro spadają. Wyniki badań w tym zakresie są jednak sprzeczne. Według niektórych endometrioza nie ma wpływu na wynik procedury. Część prac wymienia jednak: słabszą odpowiedź na stymulację jajników, niższy odsetek zapłodnień, mniejszą receptywność endometrium i niższy wskaźnik implantacji. Gdzie leży prawda?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Endometrioza to złożona choroba o niejasnych przyczynach, polegająca na występowaniu błony śluzowej macicy, czyli tkanki o prawidłowej budowie histologicznej, w nieprawidłowym miejscu (poza jamą macicy) – między innymi w otrzewnej, jajniku, jajowodzie, przewodzie pokarmowym, pęcherzu moczowym, pochwie.

Endometrioza a niepłodność: statystyki

U 30-50% kobiet z endometriozą mogą wystąpić problemy z zajściem w ciążę, lecz dokładna przyczyna takiego stanu rzeczy nie jest znana. Zajście w ciążę wymaga od pacjentki determinacji i pełnej współpracy z lekarzem oraz stosowania się do jego zaleceń, a od samego lekarza – rozwagi i doświadczenia.

U pacjentek z endometriozą już na poziomie hormonalnym zauważalne są różnice: niższe stężenie LH, FSH, estradiolu oraz AMH. Pęcherzyki zawierające komórki jajowe rozwijają się więc w zmienionym środowisku, co powoduje zmniejszenie ich liczby i powstawanie pęcherzyków atretycznych.

Endometrioza a leczenie niepłodności: zalecenia

Pierwszym krokiem przy podejrzeniu endometriozy powinna być diagnostyka, a następnie leczenie operacyjne i usunięcie tak wielu ognisk choroby, jak to możliwe.

Ewentualne zmiany w jajnikach powinny być usunięte razem z torebką torbieli. Pacjentka musi być świadoma ryzyka spadku rezerwy jajnikowej w razie usuwania zmian w jajnikach. W trakcie zabiegu zazwyczaj sprawdzana jest także drożność jajowodów (często upośledzona przez zrosty otrzewnowe towarzyszące endometriozie). Przed zabiegiem i po jego zakończeniu nie powinno się stosować środków hormonalnych.

W razie niepowodzeń z zajściem w ciążę w sposób spontaniczny pacjentka powinna zgłosić się do specjalistycznego ośrodka zajmującego się leczeniem niepłodności. Zwykle zaczynamy od diagnostyki partnera( z oceną parametrów nasienia) oraz monitoringu cyklu u pacjentki (wraz ze standardową oceną hormonalną i mikrobiologiczną organizmu kobiety).

CZYTAJ TEŻ: Poznaj perspektywę lekarza zajmującego się leczeniem niepłodności. Dr n.med. Jarosław Janeczko: „Podchodzę do swojej pracy z pasją”

Endometrioza a jakość komórek jajowych. O tym warto wiedzieć przed in vitro

Na początku można stosować stymulację owulacji, jeśli jednak problemem w zajściu w ciążę jest też dodatkowo np. poważny czynnik męski, warto rozważyć zabieg in vitro. Trzeba działać szybko, ponieważ endometrioza często jest chorobą postępującą – decyzji o zajściu w ciążę absolutnie nie powinno się odkładać w czasie!

Przed procedurą zapłodnienia in vitro embriolog ocenia komórki jajowe – ich morfologię oraz obecność i strukturę wrzeciona podziałowego. Z praktyki laboratoryjnej wynika, że różnice w jakości oocytów pacjentek z endometriozą, szczególnie u tych z III i IV stopniem zaawansowania choroby, i oocytów pozostałych pacjentek są zauważalne.

W naszym laboratorium spotykamy głównie komórki z ciemną i granularną cytoplazmą w centralnej części (jak na poniższym zdjęciu).

Ciemna cytoplazma w centralnej części oocytu często spotykana u pacjentek z endometriozą

Na zdjęciu: Ciemna cytoplazma w centralnej części oocytu często spotykana u pacjentek z endometriozą

Potwierdzają to zjawisko kolejne badania i publikacje, w tym najnowsza z 2018 roku. Wykazano w nich, że endometrioza wpływa na jakość oocytów – nieprawidłowości morfologiczne to głównie ciemna cytoplazma, ciemna, gruba lub wyjątkowo cieńsza osłonka oocytów oraz płaskie i pofragmentowane ciałko kierunkowe. Wcześniej zauważano także obecność tzw. refractile bodies, nieprawidłową liczbę i jakość mitochondriów w oocytach oraz zaburzenia w budowie wrzeciona podziałowego oocytów.

Ciemna cytoplazma w centralnej części oocytu często spotykana u pacjentek z endometriozą

Na zdjęciu: Fragmentacja ciała kierunkowego w oocycie

Czy takie zmiany w komórkach wpływają na potencjał rozwojowy i implantacyjny powstających z nich zarodków? Na razie nie ma jednoznacznego dowodu na to, że ciemna cytoplazma z ziarnistościami niesie negatywne skutki dla rozwoju zarodków. Wydaje się, że grubość osłonki mogłaby w dużym stopniu wpływać na sam proces zapłodnienia, jednak raczej przy zapłodnieniu naturalnym (jeśli wykonujemy ICSI, plemnik wprowadzany jest do wnętrza oocytu, a więc grubość osłonki nie ma znaczenia).

Obecność tzw. refractile bodies, czyli struktur zawierających lipofuscynę, oraz fragmentacja ciałka kierunkowego mogą wpływać na niższy odsetek zapłodnień oraz dalszy nieprawidłowy rozwój zarodków.

Jakość i liczba mitochondriów w oocytach ma także ogromne znaczenie. Dostarczają one energii do dojrzewania i zapłodnienia komórki jajowej oraz dalszego rozwoju zarodka.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dr Jakub Danilewicz: „Mało lekarzy chce zajmować się takimi tematami. Dla mnie to misja”. Blaski i cienie bycia lekarzem

Zdaniem większości naukowców, oocyty u pacjentek z endometriozą wykazują niższy odsetek zapłodnień. Także mniej oocytów dojrzałych (MII) zostaje pobranych w czasie punkcji. Niektóre publikacje wskazują na problemy z implantacją zarodka oraz mniejszą liczbę urodzeń. Według innych, nie ma istotnych różnic w liczbie ciąż klinicznych, poronień, żywych urodzeń czy wad rozwojowych. Występują one w podobnych proporcjach u kobiet z endometriozą i w grupie kontrolnej.

Na zdjęciu: Obecność tzw. refractile body w komórce jajowej

Na zdjęciu: Obecność tzw. refractile body w komórce jajowej

Podsumowując, głównie III i IV stadium endometriozy wiąże się z występowaniem oocytów gorszej jakości. Ponieważ endometrioza u pacjentek współistnieje z innymi czynnikami powodującymi niepłodność (na przykład z PCOS, czynnikiem jajowodowym, jajnikowym, zaburzeniami hormonalnymi itp.), trudno ocenić indywidualny wpływ samej endometriozy na powodzenie zabiegu in vitro i konieczne są bardziej szczegółowe badania.


Tekst ukazał się we wrześniowym numerze magazynu „Chcemy Być Rodzicami”. E-wersję tego wydania kupisz TUTAJ.

Ekspert

lek. med. Dawid Maduzia,mgr Aneta Macur

lek. med. Dawid Maduzia – ginekolog,
mgr Aneta Macur – diagnosta laboratoryjny, embriolog kliniczny, Centrum Leczenia Niepłodności PARENS w Krakowie

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

6 przyczyn nieprawidłowych wyników badania nasienia

Zmartwiony mężczyzna siedzi w piżamie na brzegu łóżka /Ilustracja do tekstu: Przyczyny nieprawidłowych wyników badania nasienia
Fot.: ©Wavebreakmedia/ Depositphotos.com

Badanie nasienia (inaczej badanie seminologiczne, seminogram) jest podstawowym elementem diagnostyki męskiej niepłodności. Pozwala ocenić jakość plemników mężczyzny, m.in. ich liczbę, ruchliwość oraz morfologię. Obniżona jakość nasienia może mieć wiele przyczyn. Poniżej omówimy niektóre z nich.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przyczyny nieprawidłowych wyników badania nasienia: niezdrowa dieta

Tłusta, kaloryczna dieta, pozbawiona antyoksydantów, w tym witaminy C, E, cynku, selenu i magnezu obniża płodność mężczyzny. W jaki sposób? Zbyt mała ilość antyoksydantów w diecie zwiększa produkcję wolnych rodników (cząsteczek niszczących prawidłowe komórki) i wzmaga stres oksydacyjny, który będzie uszkadzał plemniki i tym samym obniżał płodność.

Statystycznie nawet 30-80% przypadków zaburzonej płodności u mężczyzn będzie wynikiem negatywnego działania stresu oksydacyjnego na plemniki [1]. Mężczyzna, który chce szybko zostać ojcem, powinien więc tak zmodyfikować swoją dietę, aby dostarczyć z nią możliwie jak najwięcej antyoksydantów.

Przyczyny nieprawidłowych wyników badania nasienia: przegrzanie jąder

Jądra mężczyzny potrzebują odpowiedniej termoregulacji. Temperatura w mosznie powinna być o 3-4°C niższa od temperatury ciała [2]. W przeciwnym razie proces powstawania i dojrzewania plemników (spermatogeneza) może zostać zaburzony. Dla mężczyzny niewskazane będą więc regularne korzystanie z sauny czy gorące kąpiele.

Temperaturę w jądrach może podnieść również trzymanie laptopa na kolanach czy noszenie obcisłej, nieprzewiewnej bielizny. Co ciekawe, znaczenie może mieć również pozycja ciała podczas snu. Badania wykazały, że temperatura jąder mężczyzn śpiących na boku jest wyższa niż u mężczyzn śpiących w pozycji na plecach [2].

CZYTAJ TEŻ: Normy nasienia według WHO, czyli męska płodność pod lupą

Przyczyny nieprawidłowych wyników badania nasienia: wysoki poziom żelaza w organizmie

 Aby nasze ciało mogło sprawnie funkcjonować, potrzebuje odpowiednich ilości żelaza. Niedobór tego pierwiastka wiąże się z anemią, ale jego nadmiar jest jeszcze bardziej szkodliwy. Wówczas żelazo zaczyna odkładać się w narządach wewnętrznych, sukcesywnie je niszcząc. Wysoki poziom żelaza uszkadza wątrobę, serce, nerki, stawy, ale też przysadkę mózgową, jądra oraz jajniki. W rezultacie mężczyzna może mieć nieprawidłowe parametry nasienia, zaburzenia erekcji i obniżone libido.

Przyczyną nadmiernego gromadzenia się żelaza w organizmie w bardzo wielu przypadkach jest hemochromatoza. Chorobę tę zalicza się do najczęstszych chorób genetycznych człowieka – może dotyczyć nawet 1 na 200 osób [3]. Hemochromatozę wykrywa się za pomocą prostego testu genetycznego, który pozwala zidentyfikować mutacje odpowiedzialne za chorobę.

Przyczyny nieprawidłowych wyników badania nasienia: sytuacje stresowe

Według niektórych badań wpływ na jakość męskiego nasienia będzie miał przewlekły stres. Pod wpływem stresu dochodzi bowiem do zaburzeń hormonalnych – głownie do zaburzeń wydzielania hormonu luteinizującego (LH). Niższy poziom tego hormonu spowalnia spermatogenezę, zmniejszając tym samym ogólną liczbę plemników w ejakulacie.

Warto dodać, że spokój i równowaga psychiczna są ważne dla prawidłowego działania całego układu rozrodczego. Nadmierny stres może powodować różnego rodzaju zaburzenia seksualne, które uniemożliwią partnerom odbycie normalnego stosunku [4].

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polacy mają coraz większy problem z płodnością. „Jest populacyjne pogorszenie parametrów nasienia”

Przyczyny nieprawidłowych wyników badania nasienia: stany zapalne

Stan zapalny układu moczowo-płciowego jest dość częstym powodem obniżonej płodności u mężczyzny. Chodzi nie tylko o towarzyszący mu stres oksydacyjny, który niszczy plemniki, ale też o możliwość wystąpienia niedrożności nasieniowodów. Podczas infekcji wirusowej czy też bakteryjnej w organizmie mężczyzny może również dojść do wytworzenia przeciwciał skierowanych przeciwko jego własnym plemnikom. Na męską płodność szczególnie niekorzystnie wpłynie zakażenie bakterią Escherichia coli, Enterococcus faecalis, Klebsiella sp. czy Proteus mirabilit [5].

Przyczyny nieprawidłowych wyników badania nasienia: urazy mechaniczne

Zasadniczo można wyróżnić dwa rodzaje urazów w obrębie męskich narządów płciowych: takie, które będą powodowały zaburzenia produkcji plemników, oraz takie, w których proces produkcji plemników zostaje zachowany, ale nasienie nie może być wyprowadzone na zewnątrz, np. z powodu przerwania ciągłości nasieniowodów. Niekiedy do urazu dochodzi również w obrębie pęcherzyków nasiennych, czyli struktur produkujących płyn wchodzący w skład męskiego nasienia. Efektem urazu pęcherzyków nasiennych może być nieprawidłowy skład ejakulatu.


[1] A. Jeznach-Steinhagen, A.  Czerwonogrodzka-Senczyna, Postępowanie dietetyczne jako element leczenia zaburzeń płodności u mężczyzn z obniżoną jakością nasienia, „Endokrynologia, Otyłość i Zaburzenia Przemiany Materii” 2013, tom 9, nr 1, s. 13-19.

[2] E. Synak, M. Jendraszak, I. Skibińska i in., Styl życia współczesnego mężczyzny a problem niepłodności, „Nowiny Lekarskie” 2008, 77, 5, s. 357–361.

[3] K. Derc, M. Grzymisławski, G. Skarupa-Szabłowska, Hemochromatoza pierwotna (Primary hemochromatosis), „Gastroenterologia Polska” 2001, 8 (2), s. 181-188

[4] J. Jurewicz,Hanke, W. Sobala, Wpływ stresu zawodowego na jakość nasienia, „Medycyna Pracy” 2010, 61 (6), s. 607 – 613.

[5] Podstawowe badanie nasienia wg standardów Światowej Organizacji Zdrowia z roku 2010. Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Andrologicznego i Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych, Warszawa 2016.


Autor: Natalia Jeziorska, testDNA, www.testdna.pl

Logo testDNA.pl


Tutaj kupisz e-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija [Wasze historie]

Niewyraźne zdjęcie matki i dziecka /Ilustracja do tekstu: Dzień Matki a niepłodność
Fot.: Meghan Holmes/Unsplash.com

Kiedy Brytyjka Jody Day robiła prezentację na platformie TEDtalk, ścianę za sobą udekorowała nazwami, którymi bywa określana: szalona kociara, karierowiczka, czarownica, stara panna. Tak nazywana jest kobieta po 45. roku życia, która nie ma dzieci. To wystarczy, żeby zostać uznaną za niespełna rozumu miłośniczkę futrzaków. Tyle tylko, że Day jest bezdzietna na skutek okoliczności. Bezdzietność stała się dla niej bolesną rzeczywistością, opłakaną, przypłaconą depresją i rozczarowaniem.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dzięki spisowi powszechnemu wiemy, że jedna na cztery Irlandki urodzone w latach 60. ubiegłego wieku nie ma dzieci, to samo dotyczy jednej na trzy Niemki oraz jednej na pięć Brytyjek. Ile kobiet urodzonych w latach 70. i 80. pozostanie bezdzietnych, dowiemy się za kilka lat.

To sporo. To dwukrotnie więcej niż w poprzednim pokoleniu. Jednak mimo tych wskaźników jest coś wstydliwego w bezdzietności. Samotna kobieta w okolicach 50-tki budzi niepokój, bezdzietna tym bardziej. Coś z nią musi być nie tak, coś się w jej życiu potoczyło nie tak, jak powinno. Może rzucił ją mąż, może nie była dobrą żoną, może za bardzo skupiała się na sobie. Dlatego też doświadczeniem wielu bezdzietnych kobiet w średnim wieku jest ogromna samotność.

Dopiero od bardzo niedawna w internecie pojawiają się grupy, do których można zapukać, w których można spotkać osobę o podobnych przeżyciach.

CZYTAJ TEŻ: Ludzie tacy jak my. Sławy o bezdzietności

Bezdzietność nie z wyboru. Pustka nie do zastąpienia

Nie bez powodu internet stał się platformą, na której bezdzietne kobiety mogą się spotkać. W internecie można się nie wstydzić, można być sobą, można płakać, przeklinać i żalić się na swój los. Można wreszcie znaleźć wsparcie w przeżywaniu żałoby. Bo o ile kobiety bezdzietne z wyboru mogą czuć się dumne ze swojego życia i osiągnięć, do których doszły dzięki temu, że nie mają dzieci, kobiety bezdzietne z konieczności odczuwają porażkę. Bywa też tak, że niczym nie można wypełnić pustki, którą wywołuje brak dzieci. I nawet nie chodzi o to, że jest już za późno na karierę, że trudniej znaleźć partnera, kiedy ma się lat czterdzieści czy pięćdziesiąt – po prostu nic nie zastąpi dziecka. Osoby w podeszłym wieku rzadko trafiają na psychoterapię, ale zdarza się spotkać kobietę w siódmej dekadzie życia, która nadal cierpi z powodu swojej bezdzietności.

Podobnie jak w przypadku Jody Day, świadomość, że dzieci jednak się nie pojawią, przychodzi z czasem. I bardzo późno. Dopóki jest cień nadziei, dopóki kolejna klinika mówi, że jest jakiś procent szans na powodzenie, dopóty można się tego się trzymać. Ale przychodzi moment – 45. urodziny, dzieci koleżanki kończą szkołę średnią albo rozsypuje się związek – kiedy bezdzietność staje się faktem. Bezdzietność nie z wyboru. Jody Day na swoim blogu opisuje, w jaki sposób przechodziła kolejne etapy radzenia sobie z tą świadomością. Pisała między innymi, jak zmieniła się jej osobowość, z jak wielu relacji się wycofała i jak bardzo przytłoczyła ją codzienność.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Bezdzietność. Decyzja czy los?

W internecie do niedawna – jak zauważa Day – niezwykle łatwo było spotkać kobiety, które zdecydowały się na bezdzietność. Ich rzeczywistość jest jednak zasadniczo inna od tej, w której dzieci nie ma na skutek okoliczności. Problem dodatkowo się komplikuje, jeśli zastanowimy się, kim właściwie są bezdzietne kobiety i jak wiele z nich w rzeczywistości chciało zostać matkami.

Badania z 2010 roku pokazują, że jedynie 10% kobiet wybrało bezdzietność. Spośród pozostałych 90% zaledwie 9% kobiet pozostało bezdzietnych na skutek określonych problemów medycznych. To oznacza, że różne okoliczności życiowe, nie mniej ważne niż problemy medyczne, stanęły na drodze do macierzyństwa. Ograniczenia cielesne łatwiej zaakceptować niż fakt, że nie mamy kontroli również na wieloma innymi aspektami naszego życia.

Oprócz cierpiących w ciszy kobiet są też bezdzietni mężczyźni, jeszcze bardziej wycofani i zamknięci w sobie. Istnieją, choć niemal ich nie widać. Jedna z brytyjskich gazet zapytała 15 mężczyzn w wieku 49-82 lat o ich doświadczenie bezdzietności. Nie zostali ojcami z powodu problemów zdrowotnych, samotności lub rozpadających się związków albo po prostu dlatego, że sądzili, że mają jeszcze mnóstwo czasu na założenie rodziny. Jeden z mężczyzn nie został uznany na „materiał na ojca” przez swoją żonę, a partnerka innego panicznie bała się porodu. Powtarzające się w narracji wszystkich mężczyzn motywy wiązały się z brakiem zgody na żałobę. „Mężczyźni nie płaczą”. Nie skupiali się na swoich uczuciach, a bardziej na tym, czego nie udało im się osiągnąć.

Jak mówią mężczyźni, którzy nie doczekali się dzieci, pragnienie i żal przychodzą falami – często pod wpływem obserwacji innych mężczyzn. Działa to podobnie jak tykający zegar biologiczny kobiet. Jest wiele dróg, które prowadzą do bezdzietności. Nie ten czas, nie ten partner, nie ta praca, chemioterapia, która niszczy jajniki, nieznane przyczyny medyczne. Czasem nieśmiertelne hasło: „Nic nie dzieje się bez przyczyny” niczego nie tłumaczy i w niczym nie pomaga. Ale też nie ma nic w zamian. Czasem pozostaje zaakceptować to, co jest.


Bezdzietność nie z wyboru. Wasze historie

Ewa: Odpuściłam. Chcę spełnić marzenia niezwiązane z dzieckiem

Od ciągłego myślenia o staraniach można sfiksować. Jakiś czas temu odpuściłam. Żyję swoim życiem, robię to, co mnie nakręca. Cieszę się każdą chwilą, małymi rzeczami. Choć nadal jestem pod opieką lekarzy. Zdrowie jest najważniejsze. Chcę spełnić swoje marzenia niezwiązane z dzieckiem. Wszystkiego w życiu mieć nie można. Żyje się raz i trzeba brać życie garściami.

Monika: Wybraliśmy adopcję

Ja uważam, że życie bez dziecka nie ma sensu. Fakt, odpuściłam starania o biologiczne, ale podjęliśmy się adopcji. Nie żałuję, mam wspaniałego syna, a obecnie z wpadki jestem w 13. tygodniu ciąży. Kochaliśmy się, bo chcieliśmy, i samo wyszło, a syn się cieszy, że będzie braciszek.

Justyna: Mówię bezdzietności: „Nie”

Mówię bezdzietności: „Nie”. Mój mąż twierdzi, że nie musi [mieć dzieci – przyp. red.], ale ja na razie nie jestem na tym etapie i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Nie jest już tak, że całe życie podporządkowałam temu celowi, jeszcze rok temu tak było, a teraz nie, jestem pod opieką lekarza, ale już nie zgadzam się na żadne stymulacje, zostawiam to. Zaczynamy poważnie myśleć nad adopcją. Ale muszę do tego jeszcze dojrzeć…

Katarzyna: Bezdzietność nie z wyboru to scenariusz, który trzeba wziąć pod uwagę podczas starań

Uważam, że ten scenariusz bezdzietności dobrze brać pod uwagę od początku starań o dziecko. Wyznaczyć sobie drogę. Co się przechodzi najpierw, co, jeśli nie wyjdzie, itd.

Agnieszka: Doceniamy, że mamy siebie

Nie wszyscy mogą mieć wszystko… My nie będziemy dążyć za WSZELKĄ CENĘ. Doceniamy to, że mamy siebie, i staramy się nie stracić tej wartości z oczu.

Klaudia: Nie wyobrażam sobie nie być rodzicem

Z poprzednim partnerem miałam jasność, że jest bezpłodny. Dla mnie wtedy oczywiste były starania o adopcję w przyszłości. Z obecnym, już prawie mężem, wiemy, że starania mogą trwać, boleć, stresować. I wiemy, że nie zrezygnujemy z rodzicielstwa i w razie niepowodzeń nie będziemy załamywać rąk, jesteśmy bardzo otwarci na adopcję. Znam pary, które zdecydowały się na bezdzietność, i akurat te, których doświadczenia obserwuję, usiłują zatrzymać czas i być wiecznymi nastolatkami, beztrosko zakochanymi, a robią to ze strachu przed przemijaniem i bilansem. Może dlatego tak odczytuję życie tych par, bo sama nie wyobrażam sobie nie zostać rodzicem.

Joanna: Myśl, że może się nie uda, jest wciąż z tyłu głowy

Właściwie to przez kilka lat byłam pewna, że nigdy nie będziemy mieli dzieci. Moje problemy zdrowotne i leczenie (sterydy, immunosupresyjne leki) zaowocowały nastawieniem na nie. Tzn. skoro ja cierpię i jest ryzyko, że moje dziecko odziedziczy po mnie podobne problemy, to nie chcę. Czas mijał. Przyszedł jednak moment, w którym stwierdziłam, że tak naprawdę to oboje chcemy dzieci, poza tym nawet zdrowym rodzicom może się urodzić chore potomstwo. Od roku robimy zdrowotne „porządki” – ostatnie 2 miesiące bardzo intensywnie. Jednak myśl o tym, że może się nie uda, jest gdzieś z tyłu głowy.

Nie mamy żadnego planu, żadnej założonej liczby in vitro, po której przestaniemy próbować. Na razie w planie jest pierwsza inseminacja w maju. Widzę, jakim fajnym wujkiem jest mój mąż, i jestem przekonana, że będzie też fajnym tatą.

Sylwia: Myślę, że bezdzietność to scenariusz, które napisało życie

Tak, ostatnio coraz częściej myślę o bezdzietności, moja głowa ma po prostu dość ciągłych badań, wizyt w szpitalach, tabletek, pomiarów, wkłuć itd. Od niedawna, ale myślę, że życie napisało nam taki scenariusz.


Tekst ukazał się w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” 04/2018 (37). Wersję elektroniczną tego numeru możesz nabyć TUTAJ.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Dalekie skutki przygody na jedną noc. Kiła, chlamydioza, rzeżączka

Na pierwszym planie: kobieca dłoń z prezerwatywą. Na drugim planie: mężczyzna w łóżku. Ilustracja do tekstow: Brak satysfakcji seksualnej u kobiet /Rzeżączka, chlamydioza, kiła: objawy
fot. Pixabay

Burza hormonów, letni romans i… nieprzemyślany seks bez zabezpieczenia. Znacie to ze swojej młodości? Niestety, taka przygoda na jedną noc może nieść ze sobą poważne konsekwencje – nawet po wielu latach. Jeśli ty lub twój partner mieliście takie doświadczenia w przeszłości, sprawdźcie, jak mogło to wpłynąć na wasze obecne zdrowie i płodność.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ostatniej dekadzie nastąpiła znaczna zmiana w podejściu do seksu. Coraz częściej potrafimy się nim cieszyć i pozwalamy sobie na eksperymenty. Ale za otwartością na nowe doświadczenia seksualne nie zawsze idzie troska o bezpieczeństwo własne i partnera.

Z roku na rok rośnie liczba osób, które doświadczają chorób wenerycznych. Ich objawy nie zawsze są charakterystyczne i łatwe do zauważenia. A zaniedbanie diagnostyki i leczenia może poważnie odbić się na zdrowiu reprodukcyjnym.

Dalekie skutki przygody na jedną noc. Kiła – mogiła płodności?

Wiele osób jest jednak przekonanych, że kiła to choroba, która w krajach rozwiniętych występuje niezwykle rzadko. Tymczasem w XXI wieku jest ona wciąż istotnym problemem zdrowia publicznego – także w Europie. W ostatniej dekadzie zachorowalność na nią wzrosła aż dwukrotnie.

Kiła, którą wywołuje krętek blady (Treponema pallidum), najczęściej szerzy się poprzez kontakty seksualne. Może wywołać szereg różnorodnych objawów, które zależą od stadium choroby.

Kiła: objawy

Kiła pierwotna (czyli kiła w okresie inkubacji – do 90 dni od zakażenia) objawia się miejscowym, niebolesnym owrzodzeniem (na narządach płciowych, ustach lub języku). Kiła wczesna, która jest drugim stadium rozwoju tej choroby, daje objawy w postaci plamek, krostek i grudek (najczęściej na dłoniach i stopach), wypadania włosów i symptomów grypopodobnych. Następuje też zakażenie krwi bakteriami (bakteriemia). U chorych pojawiają się często zakaźne zmiany zwane kłykcinami płaskimi. Wiele osób nie podejmuje na tym etapie leczenia, nie kojarząc symptomów z kiłą. Przeniesienie infekcji na partnera jest w tym okresie wysoce prawdopodobne.

Po około roku od zakażenia choroba przechodzi w stadium kiły utajonej, które przez dłuższy czas przebiega bezobjawowo. Stan ten może minąć nawet po kilku latach od infekcji. Pojawiają się wówczas poważne konsekwencje: w postaci zaburzeń wielonarządowych zagrażających zdrowiu (także reprodukcyjnemu) i życiu.

W kolejnym etapie u nieleczonych pacjentów rozwija się kiła układu nerwowego. Powoduje zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zaburzenia słuchu lub wzroku, udary mózgu lub objawy choroby psychicznej.

CZYTAJ TEŻ: Specjaliści alarmują: Choroby weneryczne zbierają żniwo

Jak wykryć kiłę?

Diagnostyka kiły opiera się na badaniu laboratoryjnym krwi z zastosowaniem odpowiednich odczynów serologicznych (krętkowego, niekrętkowego lub obu).

Jeśli wyniki odczynów serologicznych są dodatnie, ale nie występują objawy kliniczne, mamy wówczas do czynienia ze stadium kiły utajonej.

Kiła a ciąża. Czy można przenieść kiłę na płód?

Badanie w kierunku kiły powinni wykonać oboje partnerzy, którzy starają się o dziecko, a w przeszłości mieli stosunki seksualne (również wyłącznie oralne) z osobą o nieznanym stanie zdrowia. Wykrycie zakażenia pozwoli na odpowiednio wczesne wdrożenie terapii; w przypadku kobiety zapobiegnie też przeniesieniu kiły na płód.

Warto wiedzieć, że zakażeniu kiłą ulega aż 70-100% dzieci urodzonych przez kobiety w ciąży z nieleczoną kiłą wczesną. W 30% tych przypadków dochodzi do martwych urodzeń.

Ale choroba nie przekreśla szans na zdrowe potomstwo.

– Kiłę można skutecznie leczyć penicyliną – wyjaśniają przedstawiciele Prywatnej Lecznicy Certus w Poznaniu.

Współcześnie stosuje się do tego celu długo działającą penicylinę benzatynową G (BPG) oraz inne antybiotyki. W przypadku późnego rozpoznania kiły leczenie nie cofnie jednak skutków, które choroba wywołała już w organizmie.

ZOBACZ TAKŻE: Silny PMS może wskazywać na choroby weneryczne

Chlamydioza: objawy

W Europie bardzo powszechna jest również chlamydioza. Według Światowej Organizacji Zdrowia choroba ta dotyka nawet 70% światowej populacji i jest najczęściej występującą chorobą weneryczną wśród osób przed 30. rokiem życia. U niemal 75% zakażonych kobiet i 50% mężczyzn przebiega niemal bezobjawowo.

Kobiety mogą czasem doświadczać upławów, pieczenia podczas oddawania moczu, czasem krwawienia po stosunku. U mężczyzn może pojawić się pieczenie i swędzenie w czasie oddawania moczu. Nawet jeśli symptomy nie występują niemal wcale, chorzy są źródłem zakażenia – nawet przez wiele lat.

Chlamydioza: zagrożenie dla płodności kobiet

Chlamydioza jest niebezpieczna szczególnie dla kobiet, które planują macierzyństwo. Nierozpoznana na czas i nieleczona może istotnie ograniczyć płodność, a także utrudnić donoszenie ciąży. Eksperci wskazują, że choroba może prowadzić również do powstania zrostów w jajowodach.

Chlamydioza: diagnostyka i leczenie

Pełna diagnostyka zakażenia chlamydiozą  polega na oznaczeniu:

  • poziomu immunoglobulin IgM i IgG we krwi,
  • stwierdzeniu obecności drobnoustrojów w wymazie.

Wymaz pobiera się ze sromu, szyjki macicy lub ujścia cewki moczowej.

Leczenie chlamydiozy opiera się zazwyczaj na antybiotykoterapii. Bardzo istotny jest czas wykrycia bakterii w organizmie. Im później uzyskamy diagnozę, tym poważniejsze będą skutki infekcji. Musimy mieć świadomość, że zakażenia chlamydią są częstą przyczyną stanów zapalnych narządu rodnego, co może prowadzić do niepłodności lub powikłań w czasie ciąży.

Więcej: Dlaczego chlamydia ogranicza płodność – radzi ekspert!

Rzeżączka a niepłodność. Objawy i leczenie

Inną nierzadko występująca chorobą weneryczną jest rzeżączka, którą wywołuje zakażenie dwoinką rzeżączki Neisseria gonorrhoeae.

Objawy rzeżączki są łatwiejsze do wykrycia u mężczyzn niż u kobiet. Występuje u nich m.in. ropny wyciek z cewki moczowej, pieczenie podczas oddawania moczu, obrzęk jąder oraz swędzenie odbytu. Z kolei u kobiet rzeżączka przebiega często bezobjawowo. Czasem towarzyszą jej upławy, zaburzenia cyklu miesiączkowego, obfita miesiączka oraz infekcje w okolicach pochwy i odbytu.

Podstawą diagnostyki rzeżączki jest wykonanie wymazu z wydzieliny dróg moczowo-płciowych, odbytnicy lub gardła czy spojówek. W leczeniu stosuje się antybiotyki: ceftriakson, azytromycynę, gentamycynę i spektynomycynę. Z uwagi na szerzenie się rzeżączki antybiotykopornej eksperci zalecają, by po rekomendowanym okresie terapii wykonać test potwierdzający wyleczenie.

Warto wiedzieć, że rzeżączka może wywołać poważne konsekwencje zdrowotne. Powikłaniami tej choroby mogą być: niepłodność, zapalenie narządów wewnętrznych, a nawet… uszkodzenie serca.

CZYTAJ TEŻ: Jak atakuje rzeżączka? To zależy od płci zakażonego! Przełomowe badanie naukowców

Źródło: certus.med.pl, iusti.org

Tu kupisz e-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.