Przejdź do treści

Prof. Chazan: Nie boję się

prof. Chazan in vitro

Prof. Bogdan Chazan – lekarz legenda. Budzi wielki kontrowersje, ma swoich zwolenników i przeciwników, a nawet wrogów. Bez wątpienia nikomu nie pozostaje obojętny. Nigdy nie ugiął się pod krytyką, nie boi się przyznać do błędu, nie boi się konfrontacji.

Profesor Bohdan Chazan to kontrowersyjna postać, chętnie wypowiada się w mediach i słynie z radykalnych poglądów „pro-life”. Nam prof. Chazan opowiedział o in vitro, jak dbać o płodność i jakie są czynniki, mogące skutkować niepłodnością.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Magda Dubrawska:

Zna Pan Annę Krawczak?

prof. Chazan:

Nie.

Jest byłą przewodniczącą Stowarzyszenia Nasz Bocian i autorką książki „In vitro. Bez strachu, bez ideologii”, w której opublikowała swój list wygłoszony niegdyś w Sejmie podczas wysłuchania obywatelskiego. Przeczytam Panu jego fragment. „Mam 28 lat i jestem w siódmym tygodniu ciąży uzyskanej drogą in vitro. Zdaniem profesora Chazana, dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie, za niepłodność odpowiada wczesny wiek inicjacji seksualnej, duża liczba partnerów seksualnych i opóźnianie decyzji o ciąży. Wbrew tym twierdzeniom nigdy nie poddałam się aborcji, nie prowadziłam rozwiązłego seksualnie życia, nie zachorowałam na żadną z chorób wenerycznych, zaś antykoncepcję hormonalną stosowałam przez rok przed urodzeniem swojego ośmioletniego dziś syna. Moja niepłodność nie jest konsekwencją rozwiązłości. Nie jest, jak sugeruje Chazan, karą za grzechy. Jest pechem. Oto znalazłam się w niewłaściwym szeregu statystycznym. Obok mnie stoją trzy miliony Polaków”.

Pani redaktor, której nazwiska zapomniałem…

Krawczak…

…jest niesprawiedliwa i kłamliwie przedstawia moje poglądy. Nie powiedziałem, że wszystkie przypadki niepłodności pochodzą z rozwiązłego trybu życia. Powiedziałem, że są to czynniki sprzyjające niepłodności. Analogicznie można powiedzieć, że ten, kto pali papierosy, może zachorować na raka płuc. Odezwie się wtedy jakiś człowiek i powie: „Przepraszam, nigdy w życiu nie paliłem, a zachorowałem na nowotwór płuc”. Argumentacja tego typu jest prostacka i „poniżej pasa”. Podkreślam – są to czynniki ryzyka niepłodności, co nie znaczy, że każdy przypadek wczesnej inicjacji seksualnej prowadzi do niepłodności, i nie znaczy, że każda niepłodność jest powodowana wczesną inicjacją seksualną.

Niepłodność jest „karą za grzechy”?

Pani mnie traktuje poważnie?

Nie ja. To Pani Anna Krawczak.

Nie wiem, jaką wizję miała Pani Anna Krawczak, kiedy to pisała. Niepłodność dotyczy pewnego odsetka osób, a niektóre zachowania sprzyjają niepłodności. Oprócz czynników, o których wspomniałem – wczesna inicjacja seksualna, duża liczba partnerów seksualnych, długotrwałe stosowanie antykoncepcji doustnej – największym czynnikiem ryzyka niepłodności jest odkładanie planów prokreacyjnych na późne lata życia. Nie ma nic złego w tym, że każdy z nas układa sobie życie rodzinne, przyszłość, rozwój osobowy, karierę… Jednak wiele osób popełnia zasadniczy błąd. W ślepej wierze we wszechwładną moc medycyny aż do przesady opóźniają czas założenia rodziny. Wpadają w pułapkę zaawansowanego wieku. Kolejne pokolenia Polek jakby nie zauważały tego faktu…

Niepłodność może być również konsekwencją raka szyjki macicy. Bardzo często występuje on u kobiet, które wcześnie rozpoczęły współżycie, miały dużą liczbę partnerów seksualnych i często występowało u nich zapalenie pochwy. Nie znaczy to jednak, że rak szyjki macicy jest karą za grzechy, po prostu u tych kobiet częściej pojawia się ten rodzaj nowotworu.

O ludziach, którzy z pewną rezerwą patrzą na in vitro, mówi się, że mają ideologiczne podejście. To właśnie pani redaktor Krawczak ma czysto ideologiczne podejście.

Za odkładanie macierzyństwa na później w dużej mierze odpowiadają czynniki ekonomiczne.

Nie tylko. Są to również czynniki psychologiczne, system wartości czy po prostu chęć ułożenia sobie wygodnego życia. Oczywiście, dobrze, kiedy dziecko, które przychodzi na świat, ma własny pokój i rodziców, którzy mogą mu kupić wszystko, co trzeba.

Jeden z etyków powiedział kiedyś, że dziecko jest jak deszcz – wiadomo, że przyjdzie, ale nie wiadomo kiedy. Teraz chcemy naturę regulować.

Powiedział Pan, że za brak dziecka odpowiada system wartości.

Najpierw miesiączka witana jest z radością, a ciąża jest traktowana jak choroba przenoszona drogą płciową. Później zmieniamy poglądy o 180 stopni – każda miesiączka jest wrogiem. Perfekcjonizm każe nam czekać – „ja i mój mąż będziemy mieli dziecko wtedy, gdy będziemy gotowi”. Czy to będzie 30-tka czy 40-tka – mniejsza o to. Potem ludzie są zdziwieni, że dotyczy ich niepłodność. Owszem, słyszeli, że niepłodność gdzieś krąży, ale nie przypuszczali, że może dotyczyć również ich. Przebudzenie często przychodzi za późno. Dziecka nie rodzi się na zawołanie.

Nie można przez lata włączać i wyłączać płodności, jak światła w pokoju. Zgubne jest myślenie, że układ rozrodczy jest odporny na nasz styl życia – palenie papierosów, choroby przenoszone drogą płciową, niedosypianie. Czasem nie wytrzymuje tego naporu. Potrzebna jest troska o płodność, a nie traktowanie jej jak zbędnego balastu.

Czym jest troska o płodność?

Wynika ze świadomości, że płodność nie jest z żelaza. Mechanizmy, które rządzą ludzką płodnością, są bardzo skomplikowane i podatne na działanie różnych czynników zewnętrznych. Trzeba o płodność dbać i ją szanować. Nie wolno z nią walczyć. Często ta walka może trwale upośledzić płodność. Potem jest płacz i zgrzytanie zębów. 35-letnia kobieta, która natrafia na problem niepłodności, jest świetnym klientem dla różnego rodzaju naganiaczy, w których wyposażona jest każda placówka in vitro.

Kim są naganiacze?

Każda placówka służby zdrowia stara się ściągnąć do siebie pacjentów z tzw. terenu, aby móc realizować kontrakt z NFZ i zapewnić sobie przetrwanie. W przypadku placówek in vitro również istnieje sieć zaprzyjaźnionych lekarzy w danym rejonie, którzy przysyłają klientów. Nie wiem, czy dostają za to jakieś wynagrodzenie, czy nie. In vitro to wielki biznes. Służba zdrowia powinna być społeczna i nie tracić z pola widzenia potrzeb społeczeństwa. Jeśli jednak nasze działania są nakierowane wyłącznie na biznes, dochodzi do wynaturzeń w zakresie naszego posłannictwa jako lekarzy.

Wielu lekarzy wykonujących in vitro uważa, że pomaga pacjentom.

Poruszamy się w bardzo intymnym obszarze. Nasyconym emocjami, pragnieniami, marzeniami, płaczem, zawodem, poczuciem straty, nieudanego życia. To wszystko dotyczy niepłodności.

Pokazując zdjęcie dzieciątka z lekarzem, który wykonywał in vitro, dokonujemy pewnego rodzaju manipulacji uczuciami. Jednak nie każdy cel uświęca środki.

Jakie są czynniki zewnętrzne poza rozwiązłym stylem życia?

Proszę wykreślić rozwiązły tryb życia. Nie o to chodzi. We wczesnym okresie życia, zarówno u chłopców, jak i u dziewcząt organizm jest bardzo podatny na czynniki zewnętrzne. Bakteria chlamydia, która nie wyrządzi większej szkody kobiecie dojrzałej, u młodej dziewczyny spowoduje zapalenie szyjki macicy, potem macicy, a na końcu jajowodów. Organizmy młodych dziewcząt nie są całkowicie kompetentne immunologicznie, co sprawia, że młode osoby są bardziej wrażliwe na czynniki zewnętrzne, takie jak choroby przenoszone drogą płciową, nieuregulowany tryb życia, alkohol, narkotyki, zaburzenia wagi ciała. W ramach troski o płodność należy dbać o te czynniki i unikać zagrożeń.

Są jakieś granice, których para nie powinna przekraczać podczas starań o dziecko?

Wiele zależy od lekarza, który opiekuje się małżeństwem.

Niepłodność jest stanem, który dotyka naszego systemu wartości, spraw intymnych, głęboko rani poczucie własnej wartości, pragnienia, wpływa na całe nasze życie. Zdarza się, że lekarze to wykorzystują, wiążąc ze sobą pacjentki na kilka lat, uzależniając je psychicznie od siebie, lecząc bez przerwy w ten sam sposób.

Przykładowo placówki in vitro nie akceptują badań z laboratoriów zewnętrznych. Naciskają, żeby nawet zwykłe badanie moczu było robione u nich. Dlaczego? Bo tam to badanie kosztuje kilka razy więcej. Wyciąga się pieniądze od tych biednych małżeństw. Tak nie wolno.

A więc jaka jest granica starań?

To bardzo obszerny temat. Przede wszystkim diagnostyka i samo leczenie niepłodności powinno być przeprowadzane w sposób usystematyzowany i pełny. Powinno dotyczyć wszystkich możliwych przyczyn niepłodności. Jeśli po kilku latach – dwóch, trzech, czterech – starania nie dają efektów, to w zależności od przyczyn lekarz powinien powiedzieć: „Przykro mi, nic nie mogę zrobić” i odesłać do kolegi czy koleżanki, którzy będą potrafili pomóc. Być może trzeba też pomyśleć o adopcji.

Poleciłby Pan innego lekarza, który np. wykonuje in vitro?

Nie jestem miłośnikiem in vitro. Nie szedłbym w tym kierunku. Niemniej jednak instytucja konsylium (narada lekarzy nad jednym przypadkiem) jest zbyt rzadko stosowana.

Jest Pan przeciwnikiem in vitro?

In vitro, podobnie jak wiele metod stosowanych w medycynie, powstało z eksperymentów na zwierzętach. Wiele metod leczenia jest badanych najpierw w laboratoriach, a później w badaniach doświadczalnych na zwierzętach. Jednak w moim przekonaniu in vitro powinno skończyć się na badaniach i zastosowaniu na zwierzętach.

Dlaczego?

Z wielu powodów. In vitro nie szanuje człowieczeństwa przyszłych rodziców, nie szanuje godności dziecka poczętego, selekcjonuje dzieci na lepsze i gorsze.

Życie ludzkie jest wartością, której nie można sztucznie tworzyć, abortować, selekcjonować, nie może być podporządkowane pragnieniom ludzkim.

Art. 87 ustawy o leczeniu niepłodności pokazuje, jak ludzie, którzy stworzyli tę ustawę, traktują człowieka. Dla nich zarodek, płód, a więc osoba ludzka przed urodzeniem, nie jest jeszcze człowiekiem.

Człowiek jest człowiekiem od momentu, kiedy staje się zarodkiem?

Tak myślę. Nie ma w dalszym rozwoju człowieka żadnego momentu, który byłby tak przełomowy jak jego powstanie. Nitka na kłębku zaczyna się na początku, a nie w połowie kłębka.

Po kolei – dlaczego nie szanuje człowieczeństwa przyszłych rodziców?

Sami rodzice mówią, że sytuacja, kiedy do poczęcia dziecka dochodzi w wyniku pobrania nasienia drogą masturbacji i po nakłuciu jajników na fotelu ginekologicznym, a następnie połączenie ich przez technika na szkle, niewiele ma wspólnego z człowieczeństwem.

Dlaczego nie szanuje godności dziecka?

In vitro brutalnie obchodzi się z dzieckiem – wystawia je na szkodliwe działanie warunków na szkle, a następnie selekcjonuje je. W przeciwieństwie do zarodków poczętych naturalnie, zarodki ludzkie poczęte w programie in vitro nie są szanowane.

Według Kodeksu karnego, art. 157 § 1. „kto [umyślnie] powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Jeżeli więc mamy do czynienia z ciałem dziecka poczętego na szkle, to dlaczego tych dzieci jest aż sześcioro, a nie jedno, nie dwoje, jakbyśmy chcieli? Dlatego, że wiemy o tym, że duża część dzieci umiera, nie wytrzymując tych trudnych warunków na szkle lub w macicy. A więc w programie in vitro dochodzi do rozstroju zdrowia dziecka poczętego zagrażającego życiu. Jednak praktyka sądów nie jest stosowana w odniesieniu do ochrony życia dzieci poczętych drogą in vitro.

Dzieci z in vitro są bardziej narażone na wady?

W wyniku procedury in vitro zarodki obumierają na szkle, a potem często w macicy, co oznacza, że częstotliwość nieprawidłowości rozwojowych jest większa.

Kobiety, które mają dzieci z in vitro, zazwyczaj nie mówią o tym fakcie lekarzom pediatrom, dlatego w Polsce nie ma możliwości przeprowadzenia badań nad relacją „in vitro a choroby u dziecka”.

Czy ciąże powstałe w wyniku in vitro często przerywane są drogą aborcji?

Według piśmiennictwa, na co wskazuje również moja osobista praktyka, związana choćby z dzieckiem poczętym z in vitro, które było pośrednio przyczyną zwolnienia mnie z pracy czy też sprawa dziecka, które zostało poczęte w Policach w wyniku pomylenia komórek rozrodczych żeńskich i kobieta urodziła nieswoje chore dziecko – widać, że częstotliwość chorób u dzieci z in vitro jest większa. Praktyka pokazuje także, że kobiety, które mają dzieci narodzone w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego częściej poddają się diagnostyce prenatalnej.

Jakie są konsekwencje in vitro dla zdrowia kobiety?

U niektórych kobiet występuje spustoszenie w systemie emocjonalnym. Po kilku stymulacjach często następuje wcześniejsze wyczerpanie rezerwy jajnikowej, większa częstotliwość występowania raka jajnika [badania wykazały, że nie jest to prawda – przyp .red.], która zależy od tego, ile razy otoczka jajnika zostanie uszkodzona – im więcej było owulacji w życiu kobiety, im więcej było indukcji owulacji, nakłuć igłą, tym większe jest ryzyko raka.

W wyniku poprawy technologii in vitro coraz rzadziej występuje zespół hiperstymulacji. Kliniki in vitro, choć to przesadna nazwa, zwykle są to dwa pokoje, nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności za jakość dzieci, które produkują. Jeśli dojdzie do ciąży, nie interesują ich ewentualne choroby dziecka czy kobiety. Placówki in vitro nie zajmują się leczeniem zespołu hiperstymulacji, robi to Narodowy Fundusz Zdrowia. Moim zdaniem powinny uczestniczyć w leczeniu i odpowiadać za swój produkt.

Niegdyś mężczyzna, który miał słabe plemniki, nie mógł zapłodnić komórki jajowej. Teraz możemy wtłoczyć je na siłę. Jeżeli tych procedur będzie dużo, może dojść do trwałej zmiany w ludzkim genomie. Mogą zacząć rodzić się zupełnie inni ludzie niż do tej pory.

Używa Pan słowa „produkt”, a uważa Pan, że godności dzieci z in vitro trzeba bronić.

Sama procedura produkcji dzieci jest naganna. Jednak utworzone dziecko jest tak samo cenne i wymaga takiej samej opieki i szacunku, jak dziecko poczęte w naturalny sposób.

Jak powinna wyglądać ustawa o in vitro? Powinno być zakazane?

Nie sądzę, że powinno być zakazane. Ale nie uważam też, że powinno być preferowane. Widzę dużą niesprawiedliwość, że pary, które chcą radzić sobie z problemem niepłodności przy pomocy in vitro, dostają dofinansowanie od państwa, a pary, które chcą faktycznie leczyć niepłodność, takiego wsparcia nie otrzymują.

Sam fakt, że prawo zajmuje się jakimś zagadnieniem, sprawia, że jest ono dobre. Obecna ustawa w pewien sposób dodaje wartości procedurze in vitro. Jednak ona nie jest poświęcona leczeniu niepłodności, ale samemu in vitro.

Może jedni i drudzy powinni dostawać dofinansowanie?

Być może.

Pamiętam, że w szpitalu św. Rodziny, w którym pracowałem, stosowaliśmy wysoko zawansowane technologicznie metody leczenia endometriozy, częstej przyczyny niepłodności. Stosowaliśmy technikę laserową i środki ograniczające powstawanie zrostów. Jednak koszty tej procedury były na tyle duże, że musieliśmy do niej dopłacać. Musieliśmy zrezygnować z tej metody.

Wspomagając diagnostykę i wysoko zaawansowane leczenie, jak np. laserowe wycinanie zrostów endometriozy, przypadków niepłodności byłoby mniej?

Przypadków niepłodności byłoby o wiele mniej, gdyby wdrożyć w Polsce program profilaktyki niepłodności oparty na trosce o płodność.

Młody człowiek ma naturalne tendencje do podejmowania zachowań ryzykownych, nie tylko w sferze płciowej. Właśnie im warto przekazać podstawowe informacje o cyklu miesiączkowym, kiedy dziewczyna może zostać matką. Program przygotowania do życia w rodzinie nie powinien budzić w młodzieży strachu przed ciążą. W takim układzie nie powinniśmy się dziwić, że dotyka nas kryzys demograficzny. Dzieci i młodzież należy wychowywać w szacunku do życia.

Być może in vitro mogłoby być dostępne. Jednak najpierw powinniśmy myśleć o zapobieganiu niepłodności poprzez odpowiednią edukację młodych ludzi, a także nieco starszych Polek, żeby nie odkładały macierzyństwa na później. Musimy również pamiętać, że istnieją metody diagnostyki i leczenia niepłodności.

W 2003 r. ukazał się standard postępowania określony przez ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, według którego, ni mniej ni więcej, szkoda czasu na badanie przyczyn niepłodności i od razu trzeba stosować in vitro. Praktyka to potwierdzała. Obecna ustawa ma to zmienić, zgodnie z nią kobieta, aby poddać się in vitro, musi mieć za sobą minimum rok leczenia niepłodności innymi sposobami. W medycznym podręczniku ginekologii dział niepłodności zwykle składa się z trzech podrozdziałów. Po pierwsze, diagnostyka niepłodności, ewentualnie jej zapobieganie. Po drugie, leczenie niepłodności, a po trzecie, rozród wspomagany. Tymczasem u nas w praktyce zrezygnowano z diagnostyki, leczenie niepłodności również nie było i nadal nie jest w modzie, tylko od razu, jednym skokiem, przechodziło się do rozrodu wspomaganego. Nie przywiązywało się wagi do przyczyn niepłodności i chorób kobiety. Zapewniano dzieciątko, a choroby zostawiano na boku.

Wielu specjalistów zapewnia, że diagnostyka zarówno w przypadku in vitro, jak i naprotechnologii jest taka sama, z tą różnicą, że klinika in vitro daje wybór – albo in vitro albo adopcja.

Kliniki in vitro nie dają żadnego wyboru. Nie prowadzi się tam w wystarczający sposób diagnostyki, a idzie się od razu w kierunku sztucznego zapłodnienia. W myśl zasady – im para młodsza, tym wyniki lepsze. Etap leczenia niepłodności w ogóle nie jest brany pod uwagę. W tej chwili w Polsce nie ma chirurgów ginekologów, którzy potrafiliby leczyć niepłodność pochodzenia jajowodowego. Jeden z moich kolegów leczy pacjentkę, która ma trudności z drożnością jajowodów. Kobieta nie chce się poddać in vitro z powodów etycznych, dlatego wyjechała na Dominikanę, ponieważ tam jeszcze stosuje się takie metody leczenia. Owszem, kiedyś w Szczecinie był taki ośrodek, dziś nie ma żadnego. W wyniku nachalnej, bezwzględnej, biznesowej propagandy in vitro te metody zostały uznane za nieskuteczne i nadmiernie kosztowne. A więc – kto żyw, do in vitro. Wszyscy płacimy podatki na służbę zdrowia, a duża część naszego społeczeństwa nie chce rozwiązywać swoich problemów prokreacyjnych drogą in vitro ze względów etycznych. Jednak dominacja biznesu in vitro jest tak duża, że zaniechano wielu metod przyczynowego leczenia niepłodności. Pary borykające się z niepłodnością, które nie popierają metod wspomaganego rozrodu, nie mają wyjścia, choć też płacą podatki. To niesprawiedliwe. Jest to przykład nierównego dostępu do zdrowia.

Na początku odmówił mi Pan wywiadu. Często pojawia się Pan w stricte prawicowych mediach, jednak tam już wszystko zostało powiedziane.

Owszem miałem obawy przed tym spotkaniem, ma pani rację.

Przyjemnie jest mówić, kiedy wszyscy dookoła mają podobne zdanie. Wtedy utwierdzamy się w przekonaniu, że jesteśmy piękni, porządni i szczęśliwi. Trudniej jest wyjść do środowiska nieakceptującego, nieprzyjaznego. Jednak jeżeli chcemy przekazać coś ważnego, powinniśmy podjąć ten trud i wysiłek.

Niegdyś byłem zaproszony do radia TOK FM. Razem ze mną była tam nieżyjąca już pani Anna Laszuk. Rozmowa dotyczyła antykoncepcji. Powiedziałem wówczas, że pewne środki antykoncepcyjne są refundowane, pani Laszuk zaprzeczyła. Odpowiedziałem, że nie mogę teraz udowodnić swoich słów, ale zrobię to później. Po audycji poszedłem apteki obok. Spytałem panią magister czy niektóre środki antykoncepcyjne, powiedziała, że tak. Wziąłem listę tych środków i wróciłem z nią do pani Laszuk. Jednak nie chciała ze mną już rozmawiać.

Wywiad został opublikowany w nr 14 magazynu Chcemy Być Rodzicami.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Jazda na rowerze a rak jąder. Czy miłośnicy kolarstwa mają się czego obawiać?

Opaska thriatlonisty na tle rowerów /Ilustracja do tekstu: Jazda na rowerze a rak jąder
Fot.: Pixabay.com

W ostatnim czasie coraz częściej słyszy się o przypadkach raka jąder wśród kolarzy. Czy regularna jazda na rowerze może przyczynić się do rozwoju tego nowotworu? Wątpliwości w tej kwestii rozwiewa prof. Piotr Chłosta, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rak jąder wśród kolarzy

Czy intensywne treningi kolarskie przyczyniają się do zwiększenia ryzyka raka jąder? To pytanie zadaje sobie wielu miłośników jazdy na dwóch kółkach po głośnej śmierci Australijczyka Jonathana Cantwella, byłego zawodowego kolarza, uczestnika Tour de France. W Polsce zawodnik znany był ze wspólnej jazdy z Rafałem Majką i Pawłem Poljańskim w ramach zespołu Tinkoff Saxo. W 2017 r. Cantwell poinformował na Facebooku, że przeszedł operację usunięcia guza jądra o wielkości 4,5 cm oraz chemioterapię, dzięki czemu wrócił do zdrowia. Kiedy 6 listopada br. zmarł, mając zaledwie 36 lat, media przypomniały o nowotworze jąder, wskazując go jako prawdopodobną przyczynę śmierci kolarza. I choć wkrótce okazało się, że za śmiercią kolarza stało samobójstwo, temat ewentualnych powiązań między zawodową jazdą na rowerze i rakiem jąder wciąż wracał.

Cantwell nie był bowiem pierwszym kolarzem, który zachorował na raka jąder. Nowotwór ten dotknął także 25-letniego wówczas Lance’a Armstronga. Zawodnik pokonał jednak chorobę, po czym siedem razy z rzędu wygrał Tour de France (choć później został pozbawiony tytułów i dożywotnio zdyskwalifikowany za doping). Z kolei w 2015 r., podczas Tour de France, guz zdiagnozowano u 37-letniego włoskiego kolarza Ivana Bassy, dwukrotnego zwycięzcy Giro d’Italia. Basso – po kraksie na jednym z etapów wyścigu – uskarżał się na ból jąder. Gdy lekarz zdiagnozował przyczynę tych dolegliwości, kolarz wycofał się z zawodów i natychmiast poddał leczeniu. I choć zakończył karierę sportowca, wciąż pracuje dla Tinkoff Saxo, a prywatnie nie rezygnuje z jazdy na rowerze. Czy słusznie?

Jazda na rowerze a rak jąder. „Nie ma dowodów na zwiększone ryzyko zachorowania”

Ekspert Polskiego Towarzystwa Urologicznego podkreśla, że miłośnicy kolarstwa nie powinno obawiać się podwyższonego ryzyka rozwoju nowotworu.

– Nie ma dowodów na to, że długotrwała jazda na rowerze zwiększa ryzyko zachorowania na raka jąder – mówi prof. Piotr Chłosta, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego, kierownik Katedry i Kliniki Urologii UJ CM.

Czy jednak specyficzna postawa i nacisk siodełka na okolicę krocza nie mają konsekwencji zdrowotnych dla miłośników jazdy na rowerze? Zdaniem specjalisty, kolarze górscy mogą częściej chorować  na jedną z chorób; nie jest nią jednak rak jąder, ale zespół przewlekłego bólu miednicy, czyli zapalenie gruczołu krokowego.

– Schorzenie powoduje dolegliwości ze strony dolnych dróg moczowych i oddawania moczu. Nie udowodniono jednak, aby przyczyniało się do częstszego występowania nowotworu prostaty lub jąder – zapewnia prof. Chłosta.

Mężczyźni nie powinni, oczywiście, narażać jąder na urazy i mikrourazy. Kolarstwo jednak nie należy do sportów, które takie urazy powodują. Nie należy także doprowadzać do przegrzania gonad, np. trenując w zbyt ciepłym stroju. Nie zwiększa to wprawdzie ryzyka nowotworu, ale zagraża męskiej płodności.

CZYTAJ TEŻ: Czy jazda na rowerze wpływa na męską płodność? Zobacz, co na ten temat mówi lekarz

– Sport uprawiany rekreacyjnie oznacza szybsze zdrowienie, sprzyja wydłużeniu życia, poprawia jego jakość. Ruchu nie można przedawkować. Nie trzeba rezygnować z jazdy na rowerze, co najlepiej pokazuje przykład wspomnianych znanych kolarzy – dodaje prof. Chłosta.

Eksperci podkreślają jednocześnie, że niezbędne dla zdrowia są: wiedza na temat nowotworu jąder, świadomość czynników ryzyka i regularne konsultacje ze specjalistą.

Rak jąder: profilaktyka

Rak jąder to nowotwór, który dotyka najczęściej młodych mężczyzn. Szczyt zachorowań obserwuje się pomiędzy 15. a 39. rokiem życia – rak jądra jest najczęstszym nowotworem wśród mężczyzn w tej grupie wiekowej. Czy istnieją sposoby, by zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka jąder?

Jak wyjaśnia prof. Chłosta, w przypadku tego nowotworu trudno o działania profilaktyczne, które mogłyby zapobiec rozwojowi choroby. Taką możliwość mamy w przypadku raka innych narządów, np. pęcherza moczowego czy nerki.

– Samo tylko rzucenie palenia papierosów zmniejsza wówczas ryzyko zachorowania. Jednak w przypadku nowotworu jądra takiej zależności nie ma – zauważa.

Ekspert dodaje, że choć istnieje genetyczna skłonność do dziedziczna raka, nie ma ścisłej zależności między wystąpieniem raka jąder u rodzica i wyższej zachorowalności u synów.

Rak jąder: czynniki ryzyka

Wśród czynników ryzyka wystąpienia raka jąder prof. Chłosta wymienia wnętrostwo, czyli niezstąpienie jąder z jamy brzusznej do moszny. Gonada poddana jest wtedy wyższej temperaturze ciała, co zwiększa ryzyko raka jądra i zaburza produkcję plemników. Dojrzewanie plemników wymaga temperatury niższej o 2 stopnie C, a taką zapewniają im jądra, które otoczone są skórą pozbawioną tkanki tłuszczowej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Przegrzewanie jąder a męska płodność

Czynnikiem ryzyka raka jąder są także wszelkie wady rozwojowe układu płciowego, m.in. związane z zaburzeniami różnicowania płci. Raka jąder obserwuje się też częściej u mężczyzn z zaburzeniami płodności, jednakże dokładna zależność jest trudna do ustalenia ze względu na to, że choroba nowotworowa także zmniejsza płodność.

U chorych, którzy w wyniku choroby stracili już jedno jądro, niepokojącym sygnałem są mikrozwapnienia w jądrze przeciwległym. Mogą one oznaczać obecność komórek nowotworowych, dlatego są wskazaniem do wykonania biopsji jądra i badania histopatologicznego.

Jak wykryć raka jąder? Pamiętaj o regularnym samobadaniu i wizytach u lekarza

Umiejscowienie zmiany nowotworowej sprawia, że chorobę bardzo łatwo jest wykryć na wczesnym etapie. Samobadanie jąder należy prowadzić regularnie, najlepiej pod prysznicem – w ten sposób rozpoznaje się przeważającą większość przypadków choroby. Bezbolesne powiększenie gonady lub wyczuwalny guzek powinny skłonić do szybkiego zgłoszenia się do urologa. Zdarza się także, że nieprawidłowość zauważa partnerka seksualna podczas dotyku i to ona zachęca mężczyznę do wizyty u lekarza.

Paradoksalnie mężczyźni częściej zgłaszają się do lekarza nie wtedy, kiedy przyczyną zmiany jest nowotwór, ale gdy jest ona wynikiem urazu.

– Ból spowodowany urazem i zmieniony wygląd narządu zmusza mężczyzn do szukania pilnej pomocy. Jednak w przypadku raka ból przeważnie nie występuje, co może skłaniać do odkładania wizyty – dodaje prof. Chłosta.

Profesor podkreśla, że wszelkie wątpliwości powinien rozstrzygać urolog, którego określa mianem “najlepszego przyjaciela mężczyzny”.

– Tak właśnie zrobili kolarze i wszyscy oni pokonali chorobę – zaznacza prof. Chłosta.

Rak jąder: diagnostyka

Rak jąder diagnozowany jest przez urologa podczas badania fizykalnego. Rodzaj i zaawansowanie nowotworu określa się na podstawie badania USG, np. Dopplera, oraz oznaczenia markerów nowotworowych:

  • AFP (alfa-fetoproteina),
  • bHCG (beta-holiogonadotropina),
  • LDH (dehydrogenaza mleczanowa).

Niezbędne jest również wykonanie tomografii jamy brzusznej i miednicy małej oraz RTG klatki piersiowej.


Z danych Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, w Polsce co roku notuje się około 1100 zachorowań na nowotwór jądra. Średnio ten nowotwór atakuje 5,5 na 100 tys. osób.

Listopad jest miesiącem akcji „Movember”, wspieranej przez Polskie Towarzystwo Urologiczne. Jej celem jest zachęcenie mężczyzn do badań urologicznych. Kampania realizowana w ramach Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych i finansowana ze środków Ministerstwa Zdrowia. Więcej informacji na stronach: www.gov.pl/zdrowie i www.planujedlugiezycie.pl.


POLECAMY:

Biopsja jąder. Kiedy ją wykonać i na czym polega?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Czy in vitro jest bezpieczne? Wyjaśnia ekspert [WIDEO]

Zapłodnienie pozaustrojowe jest dla wielu par jedyną szansą na posiadanie biologicznego potomstwa. Procedura ta, mimo wysokiej skuteczności, nie zawsze kończy się sukcesem za pierwszym podejściem. Kolejne próby rodzą wśród pacjentek obawy o skutki uboczne tej formy leczenia. Czy in vitro obniża rezerwę jajnikową, może powodować ryzyko nowotworów i wpływać negatywnie na rozwój dzieci – jak donoszą niektóre pozamedyczne źródła? Wątpliwości pacjentek rozwiewa prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy in vitro obniża rezerwę jajnikową?

Od wielu lat prowadzone są badania, których celem jest wykazanie, czy procedury medyczne towarzyszące zapłodnieniu pozaustrojowemu są szkodliwe dla zdrowia kobiety. Choć część pozamedycznych źródeł sugeruje, że metoda ta może obniżać rezerwę jajnikową i prowadzić do przedwczesnej menopauzy, w żadnej z dotychczasowych analiz naukowych nie wykazano takich powiązań.

Prof. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA, podkreśla, że stymulacja hormonalna z użyciem gonadotropin jest bezpieczna zarówno dla naszego zdrowia ogólnego, jak i dla funkcji jajników. Podawane pacjentce leki wpływają wyłącznie na aktualnie wzrastające pęcherzyki jajnikowe, nie tworząc zagrożenia dla pozostałej puli oocytów.

– Stymulacja działa tylko i wyłącznie na te komórki, które w danym momencie są gotowe do wzrostu i które za chwilę będą obumierać – wyjaśnia prof. Łukaszuk.

CZYTAJ TEŻ: Genetyczne badania zarodków INVICTA z międzynarodowym certyfikatem jakości

Czy in vitro zwiększa ryzyko raka?

Pacjentki, które korzystają z pomocy klinik leczenia niepłodności, niejednokrotnie szukają też odpowiedzi na pytanie, czy in vitro zwiększa ryzyko raka (m.in. piersi i jajnika). Obawy związane są z wysokim poziomem estrogenów, który występuje w wyniku stymulacji hormonalnej do zapłodnienia pozaustrojowego. Stężenie tych hormonów jest wówczas od kilku do kilkunastu razy wyższe od poziomu fizjologicznego. Czy rzeczywiście może to prowadzić do wzrostu ryzyka raka?

Ekspert INVICTA uspokaja, że wzrost poziomu estrogenów towarzyszący kilkudniowej stymulacji hormonalnej nie wiąże się z zagrożeniem dla zdrowia.

– Musimy zrozumieć, że poziomy estrogenów, które uzyskujemy w trakcie stymulacji […], są niczym w porównaniu do poziomu, który występują w czasie ciąży. Poziom estrogenów w drugim, a szczególnie w trzecim trymestrze ciąży jest 10-, a czasami 100-krotnie wyższy niż w trakcie stymulacji. Gdybyśmy założyli, że wysoki poziom estrogenów jest szkodliwy i powoduje proces onkogenezy (tworzenia się nowotworu), to ciąża dla każdej kobiety byłaby zabójcza – zauważa prof. Łukaszuk.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Stymulacja owulacji do in vitro. Na czym polega?

Czy in vitro powoduje gorszy rozwój dziecka?

Inną kwestią, która niepokoi kobiety przystępujące do procedury in vitro, jest wpływ tej metody na przyszły rozwój dzieci. Jednak – jak podkreśla ekspert – dotychczasowe analizy nie wykazały znaczących różnic pomiędzy rozwojem dzieci poczętych dzięki in vitro i tych, które pojawiły się na świecie w wyniku starań naturalnych.

Z badań wynika, że zaburzenia rozwojowe i genetyczne dotyczą 3% dzieci poczętych w wyniku starań naturalnych. Odsetek ten w w odniesieniu do dzieci, które pojawiły się na świecie dzięki in vitro oraz po długim czasie starań, wynosi zaś 3,6%. Statystycznie istotny wzrost ryzyka wad ma jednak inne przyczyny, niż może się wydawać.

– Ryzyko wad i chorób dla dziecka oraz matki jest związane z długością trwania leczenia niepłodności; nie ma związku z zapłodnieniem pozaustrojowym i – w efekcie – jest porównywane z innymi sposobami starań o ciążę, w tym długotrwałym leczeniem za pomocą naprotechnologii. To niepłodność jest czynnikiem ryzyka onkologicznego oraz problemów z rozwojem ciąży i powikłań okołoporodowych, a nie zapłodnienie pozaustrojowe – wyjaśnia prof. Łukaszuk.

Należy przy tym pamiętać, że ryzyko wystąpienia wad u dziecka wzrasta wraz z wiekiem kobiety.

– W przypadku starań bez zastosowania zapłodnienia pozaustrojowego, gdy okres starań jest wielokrotnie dłuższy i przechodzi w lata, wyższy będzie też wiek pacjentki, kiedy zajdzie ona w ciążę. W tej grupie ryzyko wystąpienia chorób u dziecka i matki po leczeniu naprotechnologicznym będzie wyższe – podkreśla ekspert INVICTA.

POLECAMY: Brak zapłodnienia komórek jajowych przy in vitro. Jak wyeliminować przyczyny i zwiększyć szansę na ciążę?


Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Badanie nasienia CASA. Na czym polega i jak interpretować wyniki?

Mężczyzna u lekarza /Ilustracja do tekstu" Badanie nasienia CASA
fot. Fotolia

Test nasienia jest podstawowym badaniem, które wykonuje się w celu oceny płodności mężczyzny. Dzięki niemu można sprawdzić m.in., czy parametry nasienia mieszczą się w aktualnych normach ustalonych przez WHO. Dziś coraz więcej klinik oferuje również nowoczesne, wspomagane komputerowo badanie nasienia – CASA. Czym różni się od standardowego testu i jak interpretować jego wyniki? Przeczytaj: Badanie nasienia CASA, parametry, interpretacja wyniku.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Badanie CASA (skrót od ang. Computer Assisted Sperm Analysis) to udoskonalone badanie podstawowe nasienia, w którym obraz mikroskopowy przetwarzany jest komputerowo, a następnie poddawany precyzyjnej analizie. Kolejne rzuty wskazują położenie główki plemnika i tworzą wykres przebytej przez niego drogi. Dane uzyskane na podstawie tych obliczeń weryfikowane są przez embriologa.

W odróżnieniu od standardowego testu, badanie nasienia CASA umożliwia ocenę większej liczby parametrów ruchliwości plemników. Ten nowoczesny sposób analizy parametrów ejakulatu zapewnia również standaryzację procedury oraz uzyskiwanych wyników, co przekłada się na porównywalność diagnostyczną pomiędzy laboratoriami.

Jak przygotować się do badania nasienia CASA?

Przygotowanie do wspomaganego komputerowo badania nasienia (CASA) wygląda tak samo jak w przypadku standardowego testu. Aby wynik był wiarygodny, niezbędne jest zastosowanie abstynencji seksualnej w okresie 2-7 dni poprzedzających badanie. W tym samym czasie należy zrezygnować z używek, które mogą wpłynąć negatywnie na proces spermatogenezy (produkcji plemników).

Próbkę nasienia należy oddać do specjalnego, sterylnego pojemnika – najlepiej w klinice leczenia niepłodności, w której dokonywana będzie analiza ejakulatu. Istnieje także możliwość pozyskania próbki poza kliniką i dostarczenia jej w ciągu maksymalnie 45 min od pobrania (należy wówczas jednak zadbać o zachowanie odpowiedniej temperatury podczas transportu, ok. 37 stopni C).

CZYTAJ TEŻ: Diagnostyka niepłodności męskiej: od jakich badań zacząć? Wyjaśnia ekspertka

Komputerowe badanie nasienia CASA. Co oznaczają skróty VCL, VSL, VAP, ALH? Interpretacja

Parametry analizowane podczas badania nasienia metodą CASA są zgodne ze standardami wytyczonymi przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Poniżej przedstawiamy wyjaśnienia najczęściej stosowanych skrótów, które stwarzają pacjentom trudności interpretacyjne:

  • VCL – Prędkość krzywoliniowa plemnika. Pokazuje uśrednioną całkowitą drogę, którą pokonuje plemnik w danej jednostce czasu (μm/s), odzwierciedlając tym samym żywotność męskich komórek rozrodczych.
  • VSL – Prędkość liniowa (μm/s), mierzona na podstawie drogi przebytej przez plemnik w linii prostej – pomiędzy pierwszym zarejestrowanym punktem a ostatnim.
  • VAP – Średnia prędkość plemnika (μm/s), mierzona na podstawie uśrednionej ścieżki, którą pokonał plemnik. Ścieżka ta obliczana jest poprzez wygładzenie krzywoliniowej trajektorii, zgodnie z algorytmami w przyrządzie do badania nasienia metodą CASA.
  • ALH – Amplituda bocznych odchyleń główki plemnika w czasie jego drogi po uśrednionej ścieżce. Wyrażona w μm/s – jako maksymalna lub średnia wartość takich przemieszczeń.
  • LIN – Procent liniowości ścieżki krzywoliniowej plemnika (VSL/VCL).
  • STR – Procent liniowości uśrednionej ścieżki plemnika (VSL/VAP)
  • BCF – Średnia częstotliwość przecinania przeciętnej ścieżki przez ścieżkę krzywoliniową (mierzona w Hz – na podstawie uderzeń witki plemnika).
  • MAD – Średnie przesunięcie kątowe kierunku ruchu (wyrażone w stopniach) w czasie drogi plemnika po ścieżce krzywoliniowej.
Wykres ukazujący krzywą ruchu plemników, analizowaną w badaniu nasienia CASA. IIlustracja pochodzi z publikacji WHO /Badanie nasienia CASA

Rys. za: WHO Laboratory Manual for the Examination and Processing of Human Semen, WHO, s. 139.

Obowiązujące normy podstawowych parametrów nasienia, zgodne ze standardami WHO 2010, znajdziesz TUTAJ.

Źródło: klinikainvicta.pl, who.int

POLECAMY:

Gruczoł, który istotnie wpływa na męską płodność. Sprawdź, jak zwiększyć swoją szansę na ojcostwo

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Europejski Tydzień Świadomości Niepłodności 2018

Europejski Tydzień Świadomości Niepłodności 2018
fot. Fotolia

W tym tygodniu obchodzimy Europejski Tydzień Świadomości Niepłodności. W związku z 40. urodzinami Louise Brown, pierwszego dziecka urodzonego dzięki in vitro, tegoroczna kampania prowadzona będzie pod hasłem #HappyBirthday.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Już po raz trzeci stowarzyszenie „Nasz Bocian” wspólnie z 24 organizacjami pacjenckimi zrzeszonymi w Fertility Europe organizuje Tydzień Świadomości Niepłodności. W tym roku odbywa się on w dniach 5-11 listopada. Główną intencją jest zwrócenie uwagi, że wiele osób doświadczających niepłodności nie ma możliwości świętowania urodzin swoich dzieci i że tylko powszechny dostęp do skutecznego i refundowanego leczenia może to zmienić.

Niepłodność w liczbach

1 na 5 par w Polsce doświadcza trudności z zajściem w ciąże. Niepłodność dotyka aż 25 milionów obywateli Unii Europejskiej i jest to problem narastający. Każdego roku liczba pacjentów zgłaszających się do ośrodków leczenia niepłodności rośnie o ok. 8-9%.

Na świecie w wyniku zastosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego urodziło się już ponad 8,5 miliona ludzi. W Polsce dzięki samemu tylko ministerialnemu programowi refundacji in vitro na lata 2013-2016 urodziło się blisko 22 tysiące dzieci. Mimo to dostęp do skutecznego leczenia metodą in vitro w naszym kraju jest ograniczony. Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”.

Zobacz także: Europejski Tydzień Świadomości Niepłodności

Wezwanie do działania – Call to action

W związku z tegorocznymi obchodami Tygodnia Świadomości Niepłodności, „Nasz Bocian” w ramach swojej aktywności w Fertility Europe, przyłącza się do Wezwania do działania – Call to action – adresowanego do europejskich polityków.

Sygnatariusze dokumentu zobowiązują się do podjęcia kroków zmierzających do:

  • uznania praw reprodukcyjnych, w tym prawa do leczenia niepłodności, jako uniwersalnego prawa w krajach Unii Europejskiej
  • zagwarantowania równego dostępu do bezpiecznego i skutecznego leczenia
  • zapewnienia finansowania leczenia niepłodności ze środków publicznych
  • zaangażowania organów publicznych w upowszechnianie rzetelnej wiedzy na temat płodności i niepłodności
  • przeprowadzenia kampanii społecznych, mających na celu wyeliminowanie stygmatyzacji niepłodności

Dokument został rozesłany do wybranych europosłów z prośbą o jego podpisanie i podjęcie zobowiązania do wdrożenia w życie zawartych w nim postulatów. Nasz Bocian i 24. organizacje pacjenckie zrzeszone w Fertility Europe wzywają wszystkich zainteresowanych do wsparcia tej inicjatywy.

Europosłowie, którzy wsparli ideę podjęcia działań w ramach Call to action to:

  • Beatriz Becerra Basterrechea (Hiszpania, ALDE)
  • Biljana Borzan (Chorwacja, S&D)
  • Cristian-Silviu Busoi (Rumunia, EPP)
  • Jill Evans (Wielka Brytania, Frakcja Zielonych)
  • Merja Kyllonen (Finlandia, GUE/NGL)
  • Norica Nicolai (Rumunia, ALDE)
  • Sirpa Pietikäinen (Finlandia, EPP)
  • Ramon Luis Valcarcel Siso (Hiszpania, EPP)

Żaden z zaproszonych do współpracy europosłów z Polski nie odpowiedział na apel o zaangażowanie się i wsparcie powyższej inicjatywy.

Link: http://fertilityeurope.eu/cta/

Zobacz także: Grozi nam epidemia niepłodności?

Tydzień Świadomości Niepłodności 2018 w Polsce

W ramach tegorocznego Tygodnia Świadomości Niepłodności planujemy przeprowadzenie kampanii informacyjnej w mediach społecznościowych. Na jej potrzeby przygotowano grafiki oraz film przedstawiający wypowiedzi osób niepłodnych z krajów europejskich.

Plakaty kampanii znajdą się również w środkach komunikacji miejskiej w siedmiu polskich miastach. Do aktywnego włączenia się w naszą inicjatywę zapraszamy również towarzystwa naukowe oraz podmioty zaangażowane w leczenie niepłodności.

Link do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=Smha448y6Os&feature=youtu.be

Tydzień Świadomości Niepłodności w poprzednich latach

Tydzień Świadomości Niepłodności to cykliczna akcja organizowana i realizowana przez 24 stowarzyszenia pacjenckie z 22 krajów europejskich, zrzeszone w Fertility Europe, parasolowej organizacji pacjenckiej.

Stowarzyszenie Nasz Bocian jest aktywnym uczestnikiem kampanii od samego początku jej istnienia. Odbywa się ona corocznie w pierwszy tydzień listopada. Poprzednie edycje Tygodnia Świadomości Niepłodności poruszały temat społecznych mitów towarzyszących niepłodności (Break the silence/Przerwij milczenie – 2016) i upowszechniały wiedzę na temat niepłodności, nawiązując do 40. rocznicy pierwszego udanego in vitro na świecie.

Zobacz także: Płodność, niepłodność, bezpłodność. O tym musisz wiedzieć

Stowarzyszenie „Nasz Bocian”

Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian” towarzyszy pacjentom w doświadczeniu niepłodności, wspierając ich w wyborze jednej z dróg wyjścia z choroby: leczenia, adopcji i zaakceptowania bezdzietności.

„Nasz Bocian” prezentuje wiedzę zgodną z medycyną opartą na faktach i zabiega o dostępność metod leczenia o udowodnionej skuteczności; współpracuje z uznanymi ekspertami, udzielającymi bezpłatnych porad na temat leczenia niepłodności.

W ramach serwisu www.nasz-bocian.pl prowadzone jet w pełni moderowane forum dla ponad 100.000 zarejestrowanych użytkowników. Członkowie stowarzyszenia są autorami i współautorami wielu programów samorządowych refundacji leczenia niepłodności metodą in vitro. Jako aktywny członek Fertility Europe „Nasz Bocian” angażuje się we współpracę europejskich stowarzyszeń pacjenckich.

Fertility Europe to organizacja parasolowa, zrzeszająca 24 stowarzyszenia pacjenckie z 22 krajów europejskich. Przedmiotem aktywności Fertility Europe jest podnoszenie świadomości społecznej w zakresie płodności i niepłodności oraz działania edukacyjne i rzecznicze. Fertility Europe już od 10 lat podejmuje działania zmierzające do realizacji prawa do równego dostępu do skutecznego i bezpiecznego leczenia niepłodności.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.