fbpx
Przejdź do treści

Prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu Ordo Iuris: „praktyka zapłodnienia pozaustrojowego czyni z człowieka produkt określonej procedury laboratoryjnej”

Ostatnimi czasy hołdujący konserwatywnym wartościom Instytut Ordo Iuris staje się coraz ważniejszym ogniwem w dyskursie społeczno-politycznym. Jego głos sięga tematów nieobojętnych społecznie, a wyrażane zdanie odbija się szerokim echem w mediach. In vitro, małżeństwa jednopłciowe, macierzyństwo zastępcze – to tylko niektóre kwestie, które podejmuje Instytut. Szybko zyskał zarówno zwolenników, jak i przeciwników – bo głosy na temat jego działalności są podzielone. Jedno jest pewne Instytut Ordo Iuris staje się elementem debaty społecznej. W rozmowie z nami prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu przybliżył nam swoją działalność.

Jaka idea przyświeca działalności Instytutu Ordo Iuris?

Prof. Aleksander Stępkowski, Prezes Instytutu Ordo Iuris: Niepokoi nas to, że współczesna władza ma tendencję do lekceważenia konstytucyjnych standardów, które powinny wyznaczać granice jej działań. Afirmuje się te standardy werbalnie, zaś w rzeczywistości są one lekceważone. Widać to zwłaszcza w odniesieniu do autonomii życia rodzinnego. Wykorzystując prawne instrumenty staramy się, by władza musiała respektować, wynikające z konstytucji, granice swych kompetencji. Chcemy w ten sposób chronić autonomię życia rodzinnego oraz standardy państwa prawnego i wszystko, co się na nie składa. Istotnym naszym celem jest również informowanie społeczeństwa o tym „co w prawie piszczy”.

Jaka jest prawna forma działalności Instytutu?

Jesteśmy fundacją, która została zarejestrowana w sierpniu 2013 r.

Z czego finansowane są działania, takie jak pisanie projektów ustaw lub kształcenie młodych prawników?

To jest nasza działalność statutowa, którą prowadzimy dzięki prywatnym darczyńcom. Uważamy, że nasza działalność ma sens o ile ludzie jej potrzebują. Okazało się, że – niezależnie od fundatora – zapotrzebowanie na naszą działalność jest bardzo wyraźne i objawia się również we wspaniałej hojności wielu ludzi. Nie prowadzimy działalności gospodarczej, choć teoretycznie moglibyśmy to czynić, jednak chcemy czuć się potrzebni. Stronimy też od środków publicznych. Jednocześnie kluczowe znaczenie zachowuje gotowość i wola bezinteresownego zaangażowania się wielu osób pro bono. Bez niej nie bylibyśmy w stanie funkcjonować. Gdyby nie wolontariusze, w tym adwokaci, aplikanci i ludzie świata nauki, aby prowadzić aktywność dotychczasowym zakresie, musielibyśmy dysponować środkami wielokrotnie przewyższającymi nasz budżet.

Jak pojawiła się inicjatywa powstania Instytutu Ordo Iuris?

Można powiedzieć, że złożyło się na to szereg cząstkowych koincydencji, dających w sumie pewną masę krytyczną pozwalającą na rozpoczęcie tej działalności. Jednym z niewątpliwie istotnych impulsów było odrzucenie przez Sejm w 2011 r. obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej zmierzającej do uszczelnienia ochrony życia ludzkiego na najwcześniejszym etapie jego rozwoju. Wyraźne lekceważenie społeczeństwa obywatelskiego, jakie się przy tej okazji ujawniło dało impuls grupie prawników, którzy zaczęli poszukiwać możliwości aktywnego zaangażowania się w ochronę ładu społecznego, zwłaszcza tego poświadczonego w aksjologii konstytucyjnej. Efektem była międzynarodowa konferencja naukowa na Uniwersytecie Warszawskim, która pozwoliła spotkać się bardzo różnym osobom. Niedawno uświadomiłem sobie, że było to miejsce w którym pierwszy raz spotkali się wszyscy obecni członkowie zarządu, choć wówczas zamieniłem kilka zdań jedynie z jednym z nich. Kluczową rolę jednak odegrały szybko rozgrywające się później wydarzenia, takie jak bulwersujący wyrok trybunału Strasburskiego w sprawie P&S przeciwko Polsce, a następnie próby podważania konstytucyjnie chronionego kształtu prawa rodzinnego i szereg innych okoliczności, które sprawiały, że grupa tych samych osób angażowała się wspólnie w obronie wartości konstytucyjnych. W efekcie podjęta została decyzja o utworzeniu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej jako fundacji.

Jakie jest zdanie Instytutu na temat przyjętej w czwartek przez Sejm ustawy dot. in vitro? Czy w tej sprawie potrzebny jest zdrowy kompromis czy wprowadzenie zakazu tej procedury?

To, co jest bezwzględnie potrzebne przy rozpatrywaniu ludzkiej prokreacji, to nade wszystko ochrona ludzkiej godności, o której nasza konstytucja w art. 30, w ślad za Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, mówi jako o przyrodzonej i niezbywalnej. To ona jest źródłem naszych praw i wolności. Owa przyrodzoność (w tekście angielskim Powszechnej Deklaracji oddaje się ją terminem „inherent”) oznacza, że godności nie nabywamy na którymś z etapów naszego rozwoju, ale odkąd stajemy się ludźmi – ludzkim organizmem – jesteśmy jej nosicielami. W pełni potwierdził to chociażby w 2011 r. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie Bruestle vs. Greenpeace wskazując na moment zapłodnienia jako początek rozwoju człowieka. Poszanowanie naszej godności oznacza traktowanie człowieka podmiotowo, a nie przedmiotowo. Tymczasem praktyka zapłodnienia pozaustrojowego czyni z człowieka produkt określonej procedury laboratoryjnej, który jest następnie poddawany ocenie jakości, selekcji, niekiedy konserwacji itp. procedurom, które oznaczają całkowicie przedmiotowe traktowanie człowieka na zarodkowym etapie rozwoju. Pytanie zatem brzmi, co miałby oznaczać „rozsądny kompromis” w odniesieniu do ochrony ludzkiej godności, której ochrona na gruncie naszej konstytucji jest akurat bezwzględna. Nie da się chronić godności człowieka, z którego czynimy produkt określonej procedury laboratoryjnej. Ona zakłada całkowite uprzedmiotowienie dziecka. Co więcej, ten przedmiotowy stosunek do człowieka na pierwszych etapach jego rozwoju ma później swoje konsekwencje na kolejnych etapach jego życia, również po urodzeniu. Wystarczy wspomnieć o praktyce „macierzyństwa zastępczego” (surogacji) która szybko ulega komercjalizacji i z reguły oznacza regularny handel dziećmi połączony z eksploatacją i przedmiotowym traktowaniem kobiet traktowanych jak „macice do wynajęcia” (a które z reguły decydują się na bycie matką zastępczą ze względu na trudną sytuację materialną). Niestety, uchwalona ustawa nie zawiera najmniejszych choćby zabezpieczeń przed surogacją, wręcz przeciwnie, wprowadzając pełną animizację dawców gamet oraz konstrukcję dawstwa poza-partnerskiego, tworzy wręcz zaproszenie do rozwijania tej współczesnej formy handlu ludźmi (dziećmi) i ich eksploatacji (surogatek). Tu z resztą napotykamy kolejne naruszanie praw dziecka przez regulacje uchwalonej niedawno ustawy – dzieci poczęte in vitro w wyniku dawstwa poza-partnerskiego, nie mają żadnej szansy dowiedzieć się, kto jest ich biologicznym rodzicem. To znowu narusza ich prawa do poprawnej filiacji, które są chronione konstytucyjnie. Nie mają dostępu do informacji, które mogą być istotne dla ich stanu zdrowia, wreszcie są narażone później na angażowanie się w związki krewniacze. Ustawa de facto czyni z dzieci poczętych in vitro osobną grupę ludzi, którą prawo chroni w stopniu drastycznie gorszym, niż dzieci poczęte in vivo. Dodajmy, to upośledzenie prawne dzieci z in vitro jest efektem wyraźnej preferencji dla interesów podmiotów komercyjnie zajmujących się wspomaganą prokreacją.

W jaki sposób szukacie spraw, którymi się zajmujecie?

Nie musimy ich szukać. Same wciskają się drzwiami i oknami. Jeśli chodzi o analityczny obszar naszej działalności, to prowadzimy monitoring procesu legislacyjnego i staramy się ustalać regulacje, które mogą pociągać za sobą ograniczenia dla praw obywatelskich lub porządku konstytucyjnego. W zakresie działalności prowadzonej przez Centrum Interwencji Procesowej naszego instytutu, osoby bezradne wobec brutalnych ingerencji w ich życie rodzinne same z reguły zgłaszają się do nas ze swymi problemami.

Niedawno nagłośniliście sprawę umów, jakie podpisują kliniki in vitro z pacjentami. Jak doszliście Państwo do tych informacji?

Docierały do nas różne informacje, które skłoniły nas do wystąpienia z wnioskiem o udostępnienie nam wzorów tych umów przez placówki, które korzystały ze środków publicznych w ramach ministerialnego programu finansowania procedury in vitro. Kliniki te, z racji korzystania ze środków publicznych, są podmiotami obowiązanymi w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej. Na tej podstawie uzyskaliśmy wystarczającą ilość informacji, by podjąć decyzję o zawiadomieniu Rzecznika Praw Pacjenta o prawdopodobnym naruszaniu praw pacjenta przez te podmioty.  Niektóre z nich odmówiły nam dostępu i sprawy te będą kierowane na drogę sądową.

W przestrzeni publicznej coraz głośniej o Instytucje Ordo Iuris, jakie macie plany na przyszłość?

Szczerze mówiąc, chciałbym, byśmy mieli mniej pracy. Główna nasza działalność niestety wciąż ma charakter reaktywny – reagujemy na rozwój wydarzeń inspirowany przez inne podmioty. Chciałbym, byśmy mieli czas na podejmowanie bardziej proaktywnych działań. Zależy mi zwłaszcza na rozwoju naszego programu wydawniczego oraz na pracy ze studentami i młodymi prawnikami. Wciąż się spotykam z ich strony z oczekiwaniami spokojnej pracy seminaryjnej, na którą obecnie nie możemy sobie pozwolić.

Magda Dubrawska

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.