Przejdź do treści

Precz z łapami od adopcji

Ręce precz od adopcji - Magdalena Modlibowska

Od ponad 6 lat odczarowuję adopcje. Piszę, przygotowuje i współprowadzę audycje radiowe, wypowiadam się w roli eksperta w TV, jestem aktywna w środowiskach parentingowych i staraniowych, założyłam fundację i współpracuje z wieloma istniejącymi. No i oczywiście założyłam i prowadzę dział adopcji w Chcemy Być Rodzicami jedynym polskim magazynie, który o niej pisze systematycznie od trzech lat. Z odzewu jaki dostaje z publicznego eteru wynika, że to ma znaczenie, że jest potrzebne, że pokazuje prawdziwe i rzetelne oblicze rodzicielstwa adopcyjnego. Ale nie osiadam na laurach, wciąż się uczę tego czym adopcja jest, a czym nie jest. Przecież poza tymi działaniami publicznymi jestem tez mamą, która doświadcza m.in. adopcyjnego macierzyństwa.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dlaczego o tym pisze do was?

Bo teraz jest idealny moment i bardzo potrzebny na okrzyk ADOPCJA NIE JEST DLA KAŻDEGO! To co dzieje się aktualnie w polityce, a właściwie w życiu każdej świadomej kobiety, bardzo mnie interesuje, wręcz organicznie jest częścią mojej codzienności jak oddychanie. A powodów mogłabym wyliczyć długa listę, jestem odpowiedzialna przede wszystkim za rzetelną informację dla czytelniczek naszego magazynu i portalu, które starają sie o dziecko i nikt tak jak one nie potrafią stawiać jego pierwszeństwa przed innymi. Dlatego, że jestem kobietą. Dlatego, że mam córki i będę mieć synową być może. Dlatego, że znam wiele kobiet, które też mają córki i być może będą mieć synowe. Dlatego, że znam wiele kobiet, które nie mogą mieć córek i synów choć tego pragną. Interesuje mnie też to co się dzieje w ostatnich dniach w polityce i społeczeństwie jako socjologa. A także interesuje po prostu jako wolnego człowieka, któremu ktoś w imię idei chce ograniczać prawo wyboru. To te podstawowe powody mojego intensywnego śledzenia wydarzeń polityczno-społecznych w ostatnich tygodniach. Jednak nie myślałam, że do tych powodów dołączy też adopcja. Przecież właśnie grzebią w ustawach dotyczących in vitro i aborcji, a moje adopcyjne „poletko” jest zostawione w spokoju. Jednak to tylko pozorny spokój i ja go zachować nie mogę. Powiem chyba bardziej dosadnie, jestem wkurzona i oburzona. Bardziej dosadnie nie napisze z racji kultury i szacunku dla ciebie czytelniku.

Adopcja lekiem na całe zło

Co mnie tak poruszyło? Otóż to, że Ci wszyscy mądrale tak ochoczo zakazujący aborcji i obracający w nicość szanse na skuteczne in vitro wycierają swoje gęby adopcją. Wycierają swoje gęby moim życiem, moim osobistym doświadczeniem i misją jaką wypełniam dla społeczeństwa odczarowując adopcję. Ci wszyscy, którzy nie muszą wychowywać dziecka z dysfunkcjami, którzy nie mają bladego pojęcia o procedurze, o życiu w trójkącie adopcyjnym, o życiu z dzieckiem które kochasz, a które kochać nie umie. Brak tego, choćby ogólnego pojęcia nie przeszkadza im, żeby tak ochoczo wciskać adopcje jako rozwiązanie wszystkim innym.

Dziecko z gwałtu? Oddaj do adopcji. Nie możesz począć? Adoptuj!

TO ŁAMANIE PODSTAWOWEJ ZASADY WARUNKUJĄCEJ UDANĄ ADOPCJĘ, jaką jest WYBÓR TEJ KONKRETNEJ DROGI. Rodzicielstwo adopcyjne musi być wyborem. Ono jest wyborem. Nie ostatnią i jedyną deską ratunku. Każdy kto tak traktuje adopcje albo odpadnie w trakcie procedury adopcyjnej, albo jeśli jakimś cudem przeciśnie się przez procedurę, nie udźwignie ciężaru tego rodzicielstwa, w efekcie fundując dziecku i sobie dalsze traumy.
Usłyszałam wypowiedź posła Roberta Winnickiego: „naprotechnologia i adopcja rozwiązują ten problem” (przyp. aut. problem niepłodności) i nóż w kieszeni się otwiera. To chamskie i bezczelne traktowanie całego mojego życia. To jest totalna ignorancja tematu, jakim żyję osobiście i zawodowo. Ten człowiek po prostu nie wie o czym mówi. Założę się, że pan Winnicki nie wykonał ani jednego telefonu do pierwszego lepszego ośrodka adopcyjnego, żeby dowiedzieć się, przynajmniej z teorii co to jest adopcja. Ale ja już nie wymagam od kogoś tak bezczelnego, żeby poznawał temat, starał sie go zrozumieć, ale żeby nawet faktów nie sprawdzić??? Panie pośle Winnicki czy wie Pan ile jest w Polsce dzieci pozbawionych opieki biologicznych rodziców? Nie, nie takich, które mają uregulowaną sytuację prawną (wyjaśnić Panu o co chodzi? rodzice biologiczni nie maja praw rodzicielskich z powodu zrzeczenia lub odebrania) i mogą iść do adopcji, ale takich dzieci, które nie mogą liczyć na rodziców biologicznych mimo, ich nieustających praw rodzicielskich, żyją w placówkach instytucjonalnych (dawniej nazywały sie domami dziecka Panie pośle), albo w opiece zastępczej (rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka, podpowiem Panie pośle, że to nie to samo co adopcja). Dzieci, które są niepełnosprawne albo mają zbyt liczne rodzeństwo i nie ma chętnych do adopcji, po której nikt już takim rodzicom nie pomaga. Czy wie Pan ile jest w Polsce takich dzieci? Jest ich grubo ponad 70 tys. Powtórzę, bo ta liczba jest szalenie istotna i każdy kto traktuje adopcje jak sztandar powinien ją znać – siedemdziesiąt tysięcy dzieci w pieczy zastępczej. Warto też wiedzieć, że adopcji w Polsce orzeka się rocznie ok 3,5 tys. A wie Pan ile jest osób, które chcą mieć dziecko, ale nie mogą? Szacuje się, że 1,5 mln par. Powtórzę słownie, półtora miliona par. Czy umie Pan w prostym równaniu matematycznym zestawić te dwie liczby??? Matematyka to nie są opinie, domysły, ideologia, wiara jakakolwiek inna abstrakcja. To są konkretne liczby. A każda z tych liczb, to jest konkretny człowiek i jego życie.

Dobro dziecka żyjącego

Niech Pan i wszyscy inni odczepią się od adopcji, bo raz jest niemożliwym, żeby była rozwiązaniem dla wszystkich z racji przytoczonych danych liczbowych, ale przede wszystkim z uwagi na jedyny i ustawowo zapisany sens adopcji, jakim jest DOBRO DZIECKA. Nie pary dotkniętej niepłodnością, tylko dziecka. Nie dziecka poczętego, co tak chętnie wypowiadają obrońcy nurtu pro-life. Ale dziecka żyjącego, które ma swój pesel a jego życie się toczy. Ale skoro do władzy dostali się ludzie,  którzy chcą zmuszać kobiety do rodzenia i wychowywania dzieci z gwałtu, zmuszać kobiety do bezdzietności, to czemu nie zmuszać małżeństw do wychowywania dzieci z poczucia bezradności i braku wyjścia. Adopcja jest pięknym rodzicielstwem i potwierdzą to zapewne w komentarzach wszystkie zaprzyjaźnione i doświadczone w tym kierunku osoby. Ale potwierdzą też, że to trudne rodzicielstwo, które często wymaga odwoływania się do głębi własnego serca i spoczywającego tam WOLNEGO WYBORU. Bo dzięki temu, że świadomie i bez przymusu wybrałam taką drogę do stania się rodzicem, potrafię w tym rodzicielstwie widzieć piękno i szczęście. I w tym poczuciu wychować szczęśliwe dzieci, które przecież będą obywatelami naszego kraju. Każdy kto bezcześci moje macierzyństwo pokazując adopcje jako ostateczność, przymus i stawiając ja jako argument w odbieraniu ludziom wolności, powinien choć raz spędzić dzień w rodzinie, która adoptowała dziecko i tego żałuje. Takie przypadki niestety też się zdarzają, a przy takich politycznie stawianych warunkach będzie ich coraz więcej.
Drogie mamy adopcyjne, kobiety które wybrałyście taką drogę do waszego macierzyństwa nie pozwólcie na takie bezczeszczenie naszej wolności. Nie bądźmy popychadłami dla niedouczonych posłów, którzy chętnie wygłaszają puste hasła nawet nie zastanawiając się ilu ludzi ranią. Chociaż czy czyjaś głupota może mnie ranić? Ale na pewno może zniszczyć czyjeś życie.

Magdalena Modlibowska

Autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, a także wielu artykułów dot. adopcji, , prezeska Fundacji „Po adopcji”, wiceprezeska Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych. Dokument nie/wymagany?

zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych
fot. Pixabay

Procedury adopcyjne są sformalizowane i szczegółowo opisane w przepisach prawnych. Jednak każdy ośrodek adopcyjny przyjmuje często własną praktykę kwalifikacji na rodziców adopcyjnych, m.in. dotyczącą zaświadczeń o zaprzestaniu leczenia niepłodności. a co w sytuacji, gdy ktoś się nie leczył?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czytelniczki często piszą nam o Ośrodkach Adopcyjnych, które oczekują wyżej wspomnianego oświadczenia. Dla wielu z nich jest to trudny do spełniania wymóg (swoje doświadczenia w tej kwestii szczerze opisała Iza z krótki blog w CHBR z 08/2015.

Tekst Izy i polemika Magdaleny Modlibowskiej na www.chbr.pl, w tekście pt. Zjeść ciastko i mieć ciastko). Do naszej redakcji ostatnio wpłynął e-mail od czytelniczki, w którym opisuje ona swój kontakt z ośrodkiem adopcyjnym.

Zobacz także: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

„Poczułam się głęboko urażona i dotknięta”

Szanowni Państwo

dzisiaj odbyliśmy wizytę wraz z mężem w jednym z ośrodków adopcyjnych. Było to drugie spotkanie. Na stronie ośrodka opisane są wymagane dokumenty. Wszystkie je skompletowaliśmy i przynieśliśmy. Jednak pani w ośrodku powiedziała, że musimy donieść także zaświadczenie o płodności/bezpłodności i że jest to wymagane. Mamy wykonać bardzo dużo badań. Jednak nasz ogólny stan zdrowia został oceniony przez lekarzy rodzinnych na bardzo dobry.

Chcemy adoptować dziecko nie dlatego, że nie możemy mieć własnych, tylko dlatego, że chcemy dziecko adopcyjne traktować jak własne, otoczyć je miłością i opieką. Wiem, że dokumenty dotyczące niepłodności nie są wymagane wedle prawa i ustawy. Tym samym poczułam się głęboko urażona i dotknięta, ponieważ uważam, że jest to fatalne potraktowanie dwójki osób, które mają dobre, szczere chęci i są kochającym się małżeństwem.

Chciałabym dowiedzieć się, gdzie jest przepis mówiący o takich wymaganych dokumentach? Uważam, że jest to nierówne traktowanie, które może nawet uwłaczać godności człowieka. Dodam, że choruję na chorobę, która uniemożliwia mi współżycie, zajście w ciążę oraz poród. Jest to choroba częściowo o podłożu psychicznym. tym samym badania są dla mnie niemożliwe do wykonania.

Co więcej, nie mogę powiedzieć o tym, że cierpię na tę chorobę, ponieważ boję się, że zostanę odrzucona przez problemy psychiczne, a choroba jest wstydliwa. Dziś dotarło do mnie, że nigdy nie będę miała dzieci: ani adoptowanych, ani biologicznych, mimo że choroba ta nie przeszkadza w adopcji.  Bardzo proszę o jakiekolwiek konstruktywne informacje: gdzie się zgłosić, do kogo, czy są ośrodki, które tego nie wymagają.  z wyrazami szacunku,

Czytelniczka (imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

Zobacz także: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych. Dokument wymagany?

Po kontakcie z autorką wiadomości postanowiliśmy dowiedzieć się, w których ośrodkach wymagany jest dokument potwierdzający leczenie niepłodności. Udało nam się skontaktować z czterema instytucjami na terenie województwa małopolskiego.

– Każdy ośrodek ma swoje wewnętrzne prawa i ma do tego prawo [do wymagania zaświadczenia nt. leczenia niepłodności– red.]. Oczywiście w granicach rozsądku, jednak my nie jesteśmy od oceniania innych – usłyszeliśmy ze strony Ośrodka Adopcyjnego PRO FAMILIA. Jak nas zapewniono, w tej placówce dokument o leczeniu niepłodności nie jest wymagany.

Podobnie sytuacja przedstawia się w Ośrodku Adopcyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.

– Dokument dotyczący leczenia niepłodności nie jest wymagany. Nie jest to wymóg formalny. Wymagane jest zaświadczenie od lekarza pierwszego kontaktu o ogólnym stanie zdrowia, o czym można przeczytać na naszej stronie internetowej – usłyszeliśmy.

Zobacz także: 7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Tylko zaświadczenie lekarskie?

Zgodnie z zapewnieniami takiego dokumentu nie wymaga również kierownictwo Ośrodka Adopcyjnego Dzieło Pomocy Dzieciom. W ogólnym zaświadczeniu od lekarza musi widnieć jedynie adnotacja mówiąca o braku przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem.

Jak udało nam się dowiedzieć, takiego dokumentu nie wymaga od kandydatów również Małopolski Ośrodek Adopcyjny. – Na stronie Małopolskiego Ośrodka Adopcyjnego jest wykaz wszystkich niezbędnych dokumentów, które rodzina musi złożyć w celu rozpoczęcia procedury. Są tam też wymogi formalne, jakie kandydat musi spełnić. Potrzebujemy jedynie zaświadczenia lekarskiego, w którym wypisany jest brak przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem w ramach rodziny adopcyjnej – poinformowano nas.

Okazuje się więc, że osobiste doświadczenia nie zawsze pasują do oficjalnych zapewnień ośrodków. Warto więc przy wyborze ośrodka poszukać opinii innych rodziców, którzy przechodzili kwalifikację w danym OA.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Procedury adopcyjne w Polsce /Na zdjęciu: tata trzyma małego chłopca na rękach, obok mama - trzyma dziecko za rękę
Fot.: Jonathan Daniels /Unsplash.com

Procedury w polskich ośrodkach adopcyjnych trwają średnio dwa lata. Nie każdy kandydat na rodzica może liczyć na ich pomyślny finał. Problemem jest zbyt mała liczba dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, ale też liczne trudności proceduralne i brak jednolitych kryteriów kwalifikacyjnych, które byłyby stosowane we wszystkich placówkach. A to stwarza ogromne pole do nadużyć.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedury adopcyjne prowadzone są w Polsce przez ośrodki publiczne i niepubliczne. Kandydaci na rodziców mają możliwość samodzielnego wyboru placówki, w której będą ubiegać się o adopcję dziecka. Niestety, ośrodków, do których można się udać, jest niewiele. Po reformie, która weszła w życie w 2012 r., ich liczba spadła o ponad 30 proc. Na cały kraj mamy obecnie ok. 65 placówek adopcyjnych, ale nie rozkładają się one równomiernie na poszczególne województwa. Najwięcej znajduje się w Śląskiem (10) i Mazowieckiem (9), najmniej – w Podkarpackiem i Świętokrzyskiem (po 1).

Procedury adopcyjne w Polsce. Różne ośrodki, różne kryteria

Zgodnie z alarmującymi danymi Najwyższej Izby Kontroli, od czasu zmiany regulacji prawnych nikt kompleksowo nie badał, jak zreformowany system adopcyjny sprawdza się w praktyce. Pierwszy raport dotyczący realizacji zadań przez ośrodki zajmujące się adopcją powstał dopiero w sierpniu br. Opracowano go na podstawie kontroli NIK, którą zostało objętych 15 ośrodków adopcyjnych (¼ wszystkich działających w Polsce), w tym trzy zajmujące się adopcją zagraniczną.

Co wykazały te analizy? NIK zwrócił uwagę m.in. na to, że w przepisach regulujących procedury adopcyjne nie zawarto jednolitych kryteriów, które byłyby tożsame dla wszystkich ośrodków. To sprawia, że praktyki znacząco różnią się pomiędzy jednostkami – ich przedstawiciele nierzadko kierują się bowiem własnymi regułami. Te zaś często wykraczają poza wymogi ustawowe. Dotyczy to m.in. dokumentacji medycznej, opinii wskazanych podmiotów czy uznawalności szkoleń.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Opinia pana, wójta i plebana. Ponadustawowe wymagania ośrodków adopcyjnych

Z raportu NIK wynika, że część ośrodków adopcyjnych żądało, by kandydaci na rodziców przedstawili zaświadczenia o stanie zdrowia. W niektórych placówkach wymagano przedłożenia zaświadczeń lekarskich dotyczących przyczyn bezdzietności czy zdrowia psychicznego, a także dokumentów z poradni leczenia uzależnień. W kilku ośrodkach kandydaci, którzy mają za sobą nieudane małżeństwo, musieli przedstawić dane z wyroków rozwodowych.

Jeszcze więcej kuriozalnych wymogów stawiano kandydatom na rodziców adopcyjnych w ośrodkach katolickich. W dwóch skontrolowanych placówkach niezbędne było okazanie opinii parafii oraz świadectwa ślubu kościelnego. Trzy inne miały dodatkowe preferencje co do wieku potencjalnych rodziców i różnicy wiekowej pomiędzy nimi a dzieckiem.

Co więcej, we wszystkich podmiotach, które skontrolowano, weryfikacją kandydatów na rodziców zajmowały się komisje złożone wyłącznie z pracowników danego ośrodka adopcyjnego. Nie opracowano przy tym procedur odwoławczych, które pozwalałyby na ponowną ocenę niekorzystnych rozstrzygnięć wobec starających się o dziecko. Z tego powodu nikt nie odwołał się od opinii komisji kwalifikacyjnych ani nie złożył skargi na ich działalność.

NIK zauważa, że takie praktyki prowadzą do braku transparentności działania placówek adopcyjnych.

– Chociaż ich pracownicy mają w ręku ogromne kompetencje podczas całej procedury adopcyjnej, to nie istnieją metody ograniczające ich dowolność i uznaniowość w podejmowaniu decyzji – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

ZOBACZ TEŻ: Rozmowa z psychologiem – co nas czeka w ośrodku adopcyjnym?

Niejasne procedury, a nawet korupcja. Na to skarżą się kandydaci na rodziców adopcyjnych

Na niejasności i przeszkody proceduralne wskazują także wyniki anonimowej ankiety przeprowadzonej pośród zainteresowanych adopcją dziecka. Wielu respondentów zwróciło uwagę, że w jednych ośrodkach adopcyjnych ważny był staż małżeński, a w innych nie brano go wcale pod uwagę. W różnych placówkach różnie rozpatrywano także kwestię adopcji przez osoby samotne.

Dodatkowym problemem okazała się kwestia tak podstawowa, jak dostęp do informacji.

– Kandydaci na rodziców często nie wiedzą np., ile osób oczekuje na adopcję, ile w danym momencie dzieci zgłoszono ani nawet ile adopcji ośrodek już przeprowadził – dodaje prezes NIK.

Co dziesiąty ankietowany twierdził ponadto, że istotną przeszkodą była znaczna odległość do najbliższego ośrodka adopcyjnego. Tylko o połowę mniej badanych spotkało się z poważnymi nieprawidłowościami w pracy placówek: w zakresie naruszenia poufności postępowań (4%), a nawet o charakterze korupcyjnym (5%).

CZYTAJ TAKŻE: Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Procedury adopcyjne w Polsce. Chętnych więcej niż dzieci z uregulowaną sytuacją prawną

W skontrolowanych ośrodkach niemal wszystkie zakwalifikowane do adopcji dzieci (98 proc.) znalazły w badanym okresie nowych rodziców. Zdaniem NIK, wynika to przede wszystkim z faktu, że liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, która umożliwia skierowanie ich do adopcji. W ostatnich latach spadają jednak wskaźniki adopcji zagranicznych. Kwalifikację do nich uzyskało w 2015 r. 326 dzieci, rok później – 309, a w pierwszej połowie 2017 r. – zaledwie 75.

Jednocześnie przedstawiciele Izby zauważyli, że niewiele dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. Od 2015 r. do pierwszego półrocza 2017 r. tylko 6 tys. dzieci z ok. 75  tys. umieszczonych w pieczy zastępczej uzyskało kwalifikację do adopcji. W opinii NIK problemem są przedłużające się postępowania sądowe i niewystarczające działania powiatów na rzecz wyprowadzania dzieci z pieczy zastępczej.


Na podstawie przeprowadzonej kontroli sporządzono łącznie 75 zaleceń dla 11 z 15 analizowanych ośrodków adopcyjnych. Pełny raport dostępny jest na stronie NIK [plik PDF].

Źródło: nik.gov.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Moje dziecko urodziło się innym rodzicom, czyli bajki o adopcji. Niezwykły piknik dla dorosłych i dzieci

Dwójka kilkuletnich dzieci podczas wspólnej zabawy w plenerze /Ilustracja do tekstu: Piknik z bajką adopcyjną
Fot.: Bess Hamiliti /Pixabay.com

Wspólne czytanie autorskich bajek o adopcji, loteria z ciekawymi nagrodami, liczne atrakcje dla dzieci i dorosłych oraz informacje o działalności placówki adopcyjnej – to wszystko i znacznie więcej czeka na gości „Pikniku z bajką adopcyjną”. Jak co roku organizacją tego wydarzenia zajmą się rodziny adopcyjne we współpracy z Ośrodkiem Adopcyjnym TPD. Sprawdź, czemu warto wziąć udział w tym spotkaniu!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas tegorocznej edycji „Pikniku z bajką adopcyjną” dzieci i ich opiekunowie zyskają okazję do wesołej zabawy. W programie atrakcji znajdą się m.in. takie aktywności, jak pisanie chińskich znaków, przejażdżka konna na terenie ośrodka i zwiedzanie minizoo.

Najmłodsi będą mogli także wykonać zabawne zdjęcia w fotobudce oraz skorzystać z „dmuchańców”, trampoliny i „sensorycznych butelek”. Zaplanowano także strzelanie z mongolskiego łuku, występ zespołu mongolskiego oraz wykład na temat medycyny chińskiej i mongolskiej, który zainteresuje dorosłych.

CZYTAJ TEŻ: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

„Piknik z bajką adopcyjną”: autorskie bajki, loteria z pewną wygraną i garść informacji o adopcji

Z kolei główne punkty „Pikniku z bajką adopcyjną” to czytanie bajek napisanych przez gości oraz loteria fantowa „Każdy los wygrywa”. Uwzględni ona losowanie nagrody głównej i aukcją przekazanych prac (m.in. od Małgorzaty „Vangoha” Żek, Toyoty-Radość oraz Andrzeja Mleczki).

Ponadto podczas spotkania ustawione zostanie stoisko informacyjno-konsultacyjne Ośrodka Adopcyjnego TPD, dzięki któremu będzie można poznać bliżej działalność placówki. Przewidziano także konsultacje psychologiczne i pedagogiczne, które zaoferują przedstawiciele Pracowni Kielczyk.

Goście wydarzenia mogą liczyć też napoje i przekąski, w tym wyroby własne uczestników pikniku.

– Jak co roku, zabieramy ze sobą koce, uśmiech, radość i wewnętrzne słoneczko – apelują organizatorzy. – Kolejne atrakcje uzależnione są od Państwa pomysłowości. Zapraszamy także chętnych do zgłaszania się do czytania swoich bajek! – dodają.

„Piknik z bajką adopcyjną” odbędzie się 8 września br. (sobota) w godz. 11.00-15.00 na terenie NRZOZ Helenów, przy ul. Hafciarskiej 80/86 w Warszawie. Osoby, które chciałyby wesprzeć finansowo organizację wydarzenia lub zaoferować fanty na loterie, proszone są o kontakt z ośrodkiem.

Więcej informacji tutaj.

POLECAMY TAKŻE: Emocje i myśli: co z tym wszystkim zrobić? Przyjdź na warsztaty psychologiczne dla kobiet

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.