Przejdź do treści

Precz z łapami od adopcji

Ręce precz od adopcji - Magdalena Modlibowska

Od ponad 6 lat odczarowuję adopcje. Piszę, przygotowuje i współprowadzę audycje radiowe, wypowiadam się w roli eksperta w TV, jestem aktywna w środowiskach parentingowych i staraniowych, założyłam fundację i współpracuje z wieloma istniejącymi. No i oczywiście założyłam i prowadzę dział adopcji w Chcemy Być Rodzicami jedynym polskim magazynie, który o niej pisze systematycznie od trzech lat. Z odzewu jaki dostaje z publicznego eteru wynika, że to ma znaczenie, że jest potrzebne, że pokazuje prawdziwe i rzetelne oblicze rodzicielstwa adopcyjnego. Ale nie osiadam na laurach, wciąż się uczę tego czym adopcja jest, a czym nie jest. Przecież poza tymi działaniami publicznymi jestem tez mamą, która doświadcza m.in. adopcyjnego macierzyństwa.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dlaczego o tym pisze do was?

Bo teraz jest idealny moment i bardzo potrzebny na okrzyk ADOPCJA NIE JEST DLA KAŻDEGO! To co dzieje się aktualnie w polityce, a właściwie w życiu każdej świadomej kobiety, bardzo mnie interesuje, wręcz organicznie jest częścią mojej codzienności jak oddychanie. A powodów mogłabym wyliczyć długa listę, jestem odpowiedzialna przede wszystkim za rzetelną informację dla czytelniczek naszego magazynu i portalu, które starają sie o dziecko i nikt tak jak one nie potrafią stawiać jego pierwszeństwa przed innymi. Dlatego, że jestem kobietą. Dlatego, że mam córki i będę mieć synową być może. Dlatego, że znam wiele kobiet, które też mają córki i być może będą mieć synowe. Dlatego, że znam wiele kobiet, które nie mogą mieć córek i synów choć tego pragną. Interesuje mnie też to co się dzieje w ostatnich dniach w polityce i społeczeństwie jako socjologa. A także interesuje po prostu jako wolnego człowieka, któremu ktoś w imię idei chce ograniczać prawo wyboru. To te podstawowe powody mojego intensywnego śledzenia wydarzeń polityczno-społecznych w ostatnich tygodniach. Jednak nie myślałam, że do tych powodów dołączy też adopcja. Przecież właśnie grzebią w ustawach dotyczących in vitro i aborcji, a moje adopcyjne „poletko” jest zostawione w spokoju. Jednak to tylko pozorny spokój i ja go zachować nie mogę. Powiem chyba bardziej dosadnie, jestem wkurzona i oburzona. Bardziej dosadnie nie napisze z racji kultury i szacunku dla ciebie czytelniku.

Adopcja lekiem na całe zło

Co mnie tak poruszyło? Otóż to, że Ci wszyscy mądrale tak ochoczo zakazujący aborcji i obracający w nicość szanse na skuteczne in vitro wycierają swoje gęby adopcją. Wycierają swoje gęby moim życiem, moim osobistym doświadczeniem i misją jaką wypełniam dla społeczeństwa odczarowując adopcję. Ci wszyscy, którzy nie muszą wychowywać dziecka z dysfunkcjami, którzy nie mają bladego pojęcia o procedurze, o życiu w trójkącie adopcyjnym, o życiu z dzieckiem które kochasz, a które kochać nie umie. Brak tego, choćby ogólnego pojęcia nie przeszkadza im, żeby tak ochoczo wciskać adopcje jako rozwiązanie wszystkim innym.

Dziecko z gwałtu? Oddaj do adopcji. Nie możesz począć? Adoptuj!

TO ŁAMANIE PODSTAWOWEJ ZASADY WARUNKUJĄCEJ UDANĄ ADOPCJĘ, jaką jest WYBÓR TEJ KONKRETNEJ DROGI. Rodzicielstwo adopcyjne musi być wyborem. Ono jest wyborem. Nie ostatnią i jedyną deską ratunku. Każdy kto tak traktuje adopcje albo odpadnie w trakcie procedury adopcyjnej, albo jeśli jakimś cudem przeciśnie się przez procedurę, nie udźwignie ciężaru tego rodzicielstwa, w efekcie fundując dziecku i sobie dalsze traumy.
Usłyszałam wypowiedź posła Roberta Winnickiego: „naprotechnologia i adopcja rozwiązują ten problem” (przyp. aut. problem niepłodności) i nóż w kieszeni się otwiera. To chamskie i bezczelne traktowanie całego mojego życia. To jest totalna ignorancja tematu, jakim żyję osobiście i zawodowo. Ten człowiek po prostu nie wie o czym mówi. Założę się, że pan Winnicki nie wykonał ani jednego telefonu do pierwszego lepszego ośrodka adopcyjnego, żeby dowiedzieć się, przynajmniej z teorii co to jest adopcja. Ale ja już nie wymagam od kogoś tak bezczelnego, żeby poznawał temat, starał sie go zrozumieć, ale żeby nawet faktów nie sprawdzić??? Panie pośle Winnicki czy wie Pan ile jest w Polsce dzieci pozbawionych opieki biologicznych rodziców? Nie, nie takich, które mają uregulowaną sytuację prawną (wyjaśnić Panu o co chodzi? rodzice biologiczni nie maja praw rodzicielskich z powodu zrzeczenia lub odebrania) i mogą iść do adopcji, ale takich dzieci, które nie mogą liczyć na rodziców biologicznych mimo, ich nieustających praw rodzicielskich, żyją w placówkach instytucjonalnych (dawniej nazywały sie domami dziecka Panie pośle), albo w opiece zastępczej (rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka, podpowiem Panie pośle, że to nie to samo co adopcja). Dzieci, które są niepełnosprawne albo mają zbyt liczne rodzeństwo i nie ma chętnych do adopcji, po której nikt już takim rodzicom nie pomaga. Czy wie Pan ile jest w Polsce takich dzieci? Jest ich grubo ponad 70 tys. Powtórzę, bo ta liczba jest szalenie istotna i każdy kto traktuje adopcje jak sztandar powinien ją znać – siedemdziesiąt tysięcy dzieci w pieczy zastępczej. Warto też wiedzieć, że adopcji w Polsce orzeka się rocznie ok 3,5 tys. A wie Pan ile jest osób, które chcą mieć dziecko, ale nie mogą? Szacuje się, że 1,5 mln par. Powtórzę słownie, półtora miliona par. Czy umie Pan w prostym równaniu matematycznym zestawić te dwie liczby??? Matematyka to nie są opinie, domysły, ideologia, wiara jakakolwiek inna abstrakcja. To są konkretne liczby. A każda z tych liczb, to jest konkretny człowiek i jego życie.

Dobro dziecka żyjącego

Niech Pan i wszyscy inni odczepią się od adopcji, bo raz jest niemożliwym, żeby była rozwiązaniem dla wszystkich z racji przytoczonych danych liczbowych, ale przede wszystkim z uwagi na jedyny i ustawowo zapisany sens adopcji, jakim jest DOBRO DZIECKA. Nie pary dotkniętej niepłodnością, tylko dziecka. Nie dziecka poczętego, co tak chętnie wypowiadają obrońcy nurtu pro-life. Ale dziecka żyjącego, które ma swój pesel a jego życie się toczy. Ale skoro do władzy dostali się ludzie,  którzy chcą zmuszać kobiety do rodzenia i wychowywania dzieci z gwałtu, zmuszać kobiety do bezdzietności, to czemu nie zmuszać małżeństw do wychowywania dzieci z poczucia bezradności i braku wyjścia. Adopcja jest pięknym rodzicielstwem i potwierdzą to zapewne w komentarzach wszystkie zaprzyjaźnione i doświadczone w tym kierunku osoby. Ale potwierdzą też, że to trudne rodzicielstwo, które często wymaga odwoływania się do głębi własnego serca i spoczywającego tam WOLNEGO WYBORU. Bo dzięki temu, że świadomie i bez przymusu wybrałam taką drogę do stania się rodzicem, potrafię w tym rodzicielstwie widzieć piękno i szczęście. I w tym poczuciu wychować szczęśliwe dzieci, które przecież będą obywatelami naszego kraju. Każdy kto bezcześci moje macierzyństwo pokazując adopcje jako ostateczność, przymus i stawiając ja jako argument w odbieraniu ludziom wolności, powinien choć raz spędzić dzień w rodzinie, która adoptowała dziecko i tego żałuje. Takie przypadki niestety też się zdarzają, a przy takich politycznie stawianych warunkach będzie ich coraz więcej.
Drogie mamy adopcyjne, kobiety które wybrałyście taką drogę do waszego macierzyństwa nie pozwólcie na takie bezczeszczenie naszej wolności. Nie bądźmy popychadłami dla niedouczonych posłów, którzy chętnie wygłaszają puste hasła nawet nie zastanawiając się ilu ludzi ranią. Chociaż czy czyjaś głupota może mnie ranić? Ale na pewno może zniszczyć czyjeś życie.

Magdalena Modlibowska

Autorka książek „Odczarować adopcję” i „Księga Adoptowanego Dziecka”, a także wielu artykułów dot. adopcji, , prezeska Fundacji „Po adopcji”, wiceprezeska Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe – widzowie TVP bardziej liberalni, niż sądzono?

Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe - widzowie TVP bardziej liberalni, niż sądzono
fot.Pixabay

“Czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?” – brzmiało pytanie  zadane widzom przez dziennikarzy TVP. Wyniki sondy przerosły oczekiwania jej twórców, po czym zostały… usunięte.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

Sonda TVP

Dziennikarze z programu TVP Strefa Starcia zadali na Twitterze pytanie: Czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?. Wyniki sondy miały zostać przedstawione o 21:50 na antenie TVP Info. I pewnie by się tak stało, gdyby, zgodnie z oczekiwaniami twórców, widzowie głosowali bardziej po linii światopoglądowej publicznej telewizji.

tvp sonda adopcja dzieci przez pary homoseksualne

fot. NaTematZobacz też: Anna Kalczyńska popiera adopcję dzieci przez pary homoseksualne

Czy głosujący zostali przekupieni?

Sonda zniknęła z Twittera Strefy Starcia przed zakończeniem głosowania. Zamiast niej na oficjalnym kanale programu TVP pojawiło się oświadczenie:

W związku z uzyskanymi konkretnymi informacjami o kupowaniu głosów, czujemy się w obowiązku ostatnią sondę zamknąć. Szanujemy głosy WIDZÓW, dlatego jest dla nas niezmiernie ważne, żeby wynik sondy odzwierciedlał ICH punkt widzenia, a nie wykupionych farm anonimowych trolli.

Skąd pomysł, że nie głosowali prawdziwi widzowie telewizji publicznej? Czy TVP posiada dowody na to, że wyniki zostały zafałszowane?  Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że sonda została usunięta z oficjalnego Twittera Strefy Starcia. I nie potrafimy patrzeć na to inaczej, niż jako na ukrywanie niewygodnych faktów. 

Zdaniem internautów, dziennikarze nie spodziewali się, że sonda poniesie się w Internecie do grup osób o innym niż forsowany przez TVP światopoglądzie.

Jednak w Internecie nic nie ginie. Zanim administratorzy Twittera Strefy Starcia usunęli sondę, użytkownicy zdążyli zrobić screenshoty i puścić wyniki w świat.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Gdy najmłodsi odchodzą – rola hospicjum dla dzieci

Fundacja Gajusz udziela wsparcia nieuleczalnie chorym dzieciom i ich rodzinom oraz dzieciom, które zaraz po urodzeniu zostały oddane przez rodziców do okna życia lub pozostawione w szpitalu. Kampania „Zmierzch” informuje o wyjątkowości opieki w hospicjach dziecięcych.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wsparcie 24/7

Fundacja Gajusz prowadzi hospicjum dla nieuleczalnie chorych dzieci. Lekarze, pielęgniarki i wolontariusze Fundacji towarzyszą dzieciom i ich rodzinom w tym najtrudniejszym dla nich momencie życia, wspierają ich w trakcie choroby i śmierci dziecka.

Hospicjum działa w trzech trybach: domowym, stacjonarnym i perinatalnym. Stan zdrowia części dzieci umożliwia im przebywanie w rodzinnym domu. W takich sytuacjach wystarczajacym rozwiązaniem jest pomoc dochodząca. Lekarze, pielegniarki i wolontariusze Fundacji zjawiają się na telefon w domu malucha, by udzielić mu fachowej pomocy. Jeśli stan dziecka jest ciężki,  mimo to dziecko pozostaje w domu, pracownicy i wolontariusze Fundacji spędzają czas w domu dziecka i wspierają je nieprzerwanie tak długo, jak to konieczne.

W hospicjum stacjonarnym Fundacji Gajusz mieszka kilkanaścioro dzieci. Każde z nich wymaga specjalistycznej opieki medycznej, ale także czułości i bliskości. Dlatego opiekunki, pielęgniarki, lekarze i wolontariusze dbają, by miały wszystko, czego potrzebują. Jak  przyznają same pielegniarki i opiekunki: nigdy nie wiadomo, ile wspólnego czasu im zostało. Ale robią wszystko, by wspólnie z małymi pacjentami przejść przez najtrudniejsze chwile.

Kiedy dzień urodzin to dzień śmierci

Opieka hospicyjna perinatalna zaczyna się, kiedy chory maluch jest jeszcze w brzuchu mamy. Są to przypadki, w których w trakcie ciąży rozpoznano tak zwaną wadę letalną, a matka zdecydowała się donosić ciążę. Kiedy wiadomo, że dziecko nie przeżyje porodu lub umrze niedługo po przyjściu na świat i nie ma możliwości zastosowania skutecznego leczenia, lekarze, pielęgniarki, wolontariusze i psycholodzy towarzyszą rodzicom. Są z nimi od momentu diagnozy do końca ciąży i w trakcie porodu. Jeśli dziecko przeżyje, zostaje objęte całodobową opieką hospicjum domowego lub stacjonarnego.

Do tej grupy wad genetycznych należą na przykład nieprawi­dłowości chromosomowe np. trisomia 13 (zespół Patau), trisomia 18 (zespół Edwardsa), zespoły wad wrodzonych, wady wrodzone poszczególnych na­rządów lub układów, np. agenezja ne­rek, czy bezczaszkowie.

Kampania “Zmierzch” 

Właśnie o dzieciach, które umierają chwilę po urodzeniu opowiada film zrealizowany przez Fundację Gajusz w ramach kampanii. Kampania “Zmierzch” informuje o wyjątkowości opieki w hospicjach dziecięcych. Zaprosiliśmy do udziału w niej niezwykłych ochotników, którzy odczytali poruszający list mamy żegnającej nowo narodzone dziecko – piszą twórcy kampanii. Podkreślają, że skierowanie do hospicjum nie zawsze oznacza, że dzieci szybko nas opuszczą. Niektórzy podopieczni korzystają z pomocy hospicjum przez wiele miesięcy, a nawet lat. Pracownicy hospicjom mówią, że zdarzają się też cuda – niektóre dzieci udaje się wyleczyć i zostają wypisane do domu. Głosem kampanii jest Grzegorz Turnau. Jego utwór pt. „Zmierzch” stał się motywem przewodnim akcji.

Kiedy rodzina dowiaduje się, że ich maleństwo jest nieuleczalnie chore, razem przechodzimy przez zmierzch. By rozproszyć zmrok, trzeba mieć przynajmniej świeczkę. W naszym przypadku to wiedza i doświadczenie oraz profesjonalny ekwipunek, tj. leki oraz sprzęt medyczny. Ciemność będzie bolesna i przerażająca, ale światło pozwoli ją odrobinę rozjaśnić, by ostrożnie stawiać kroki w kierunku poranka   czytamy na stronie kampanii “Zmierzch”.

Pomoc psychoonkologiczna

Fundacja Gajusz zapewnia też pomoc psychologiczną dla dzieci chorujących na nowotwory i ich rodzin. Codziennie zespół psychologów pojawia się na oddziale onkologicznym łódzkiego szpitala dziecięcego, gdzie pomaga dzieciom i ich rodzinom we wszystkich szczególnie trudnych momentach: wspiera lekarzy w trakcie przekazywania diagnozy, spędza czas z rodzicami i pomaga im rozmawiać z dzieckiem o chorobie, udziela wsparcia w trakcie nawrotu choroby lub pogorszenia się stanu zdrowia dziecka.

Tuli Luli

Tuli Luli to ośrodek preadopcyjny Fundacji Gajusz. Trafiają tu niemowlęta, którymi nie mogą lub nie chcą zajmować się ich biologiczni rodzice. Pozostają z pracownikami Fundacji i wolontariuszami do momentu znalezienia rodziny adopcyjnej. Dzieci czują się w Tuli Luli jak w domu – śpią w sypialniach, o których wystrój zadbali projektanci. Żadne dziecko ani przez chwilę nie czuje się samotne, każdy podopieczny Fundacji ma swojego opiekuna i wolontariuszy, chętnych do tulenia, przewijania i zabaw. W razie potrzeby, na przykład w przypadku wcześniaków, dziećmi zajmuje się również fizjoterapeuta i logopeda.

Wychowawców i podopiecznych ośrodka Tuli Luli poznasz oglądając [WIDEO].

By wesprzeć działania Fundacji Gajusz i pomóc dzieciom można: Przekazać 1% podatku na rzecz Fundacji, Wpłacić darowiznę, Zostać wolontariuszką/wolontariuszem Fundacji [klik]

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

10 kroków do adopcji

10 kroków do adopcji
fot.Pixabay

Każda para, która decyduje się zostać rodziną adopcyjną dla dziecka, musi przejść przez dość złożoną procedurę adopcyjną. Można ją zaprezentować w 10 krokach. Zobaczcie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: „To jest jak hazard”. Rozmowa o in vitro, adopcji i macierzyństwie z Izą, autorką „Krótkiego Bloga”

1. Decyzja

Jeśli adopcja jest wybraną przez Was formą rodzicielstwa i podejmujecie decyzję, że chcecie się o nią starać, pierwszą rzeczą, którą musicie zrobić jest telefon do wybranego ośrodka adopcyjnego. W trakcie rozmowy umówicie się na pierwsze spotkanie w ośrodku.

2. Pierwsza wizyta

Na pierwszym spotkaniu w ośrodku dowiecie się jak w tej konkretnej placówce przebiega procedura adopcyjna, jakie dokumenty musicie zebrać, jakie są terminy kolejnych spotkań i szkoleń. Będziecie pytani jaka jest Wasza motywacja, by adoptować dziecko i jak przebiegały Wasze dotychczasowe starania o powiększenie rodziny.

3. Cykl spotkań

W trakcie spotkań z psychologiem będziecie mieć szansę przedstawić się jako rodzina. Zostaniecie przebadani testami psychologicznymi i wypytani o wiele szczegółów Waszego życia. Ale bez obaw, to wszystko ma służyć dobru Waszemu i dziecka. Ilość i częstotliwość spotkań ustalana jest indywidualnie.

4. Szkolenie

Po otrzymaniu wstępnej kwalifikacji zapiszecie się na kurs dla przyszłych rodziców adopcyjnych. Po jego ukończeniu otrzymacie zaświadczenie, które musi znaleźć się w załączniku do wniosku o adopcję. W ramach szkolenia przeprowadzane są warsztaty wzmacniające motywację przyszłych rodziców. Zapoznacie się z elementami prawa rodzinnego, podstawami wiedzy o zdrowiu dziecka i problemami dotyczącymi rozwoju dziecka wychowywanego poza rodziną biologiczną.

5. Kwalifikacja

Zespół ośrodka adopcyjnego przeanalizuje Waszą kandydaturę i wyda decyzję, o której zostaniecie poinformowani. Zespół weźmie pod uwagę Wasze predyspozycje, by być rodzicami adopcyjnymi, oczekiwania i motywacje.

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

6. Oczekiwanie

To czas, kiedy już wiecie, że trafi do Was dziecko, jest to tylko kwestią czasu. Oczekiwanie na telefon z ośrodka adopcyjnego może trwać od 6 miesięcy do 3 lat.

7. Telefon

Paradoksalnie, najbardziej wyczekiwany telefon często jest największą niespodzianką. Tyle razy myśleliście, że to już, zaraz, nic się a działa, a nagle…jest! Czeka na Was dziecko i możecie jechać do ośrodka zapoznać się z jego/jej kartą.

8. Pierwsze spotkanie

W końcu idziecie zobaczyć się z dzieckiem, które być może trafi do Waszego domu i stanie się częścią Waszej rodziny. W zależności od tego, gdzie przebywa obecnie dziecko, przebieg spotkania będzie nieco inny. Dziecko może być w szpitalu, domu dziecka, rodzinie zastępczej. Najlepszą rzeczą, jaką możecie zrobić, to zachować spokój. Pamiętajcie, jesteście dla dziecka całkowicie obcymi ludźmi, może zareagować różnie i to jest całkowicie normalne i w porządku.

9. Preadopcja

Po zapadnięciu decyzji o adopcji tego konkretnego dziecka możecie ubiegać się w sądzie preadopcję – sprawowanie opieki nad dzieckiem w swoim miejscu zamieszkania. Nabywacie wówczas prawo do urlopu macierzyńskiego lub ojcowskiego.

10. Adopcja

Po rozprawie adopcyjnej w sądzie rodzinnym staniecie się rodzicami w świetle prawa. 21 dni po rozprawie  postanowienie sądu nabiera mocy.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?” – powieść, która działa terapeutycznie

dlaczego nie chcecie mieć dziecka?

Anita Miller w książce “Dlaczego nie chcecie mieć dziecka” opisuje trudną drogę do rodzicielstwa Ani i Jacka. Zaczęli od zakochania, pełni szczęścia i pewności, że chcą założyć rodzinę. Później pojawiła się diagnoza, klinika leczenia niepłodności, depresja Ani, dni przeleżane w łóżku i przepłakane noce. Był gabinet psychiatryczny, “dobre rady” bliskich, nietaktowne pytania dalszych, ból, strach i samotność. Swoje szczęście znaleźli zupełnie gdzie indziej, niż się spodziewali. Zagościło w ich życiu po telefonie z ośrodka adopcyjnego.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Gdy wygrała walkę z niepłodnością postanowiła zostać… dawczynią macicy!

Opowieść o „staraczce”

Książka Anity Miller to portret kobiety, która zatraciła się w swoim pragnieniu bycia matką. Autorka szczerze i bez przesadnego owijania w bawałnę relacjonuje myśli, emocje i doświadczenia bohaterki, tak bardzo autentyczne, prawdopodobne i powszechne wśród kobiet leczących się z powodu niepłodności.

Ania – staraczka z powieści Miller, to młoda, realizująca się zawodowo kobieta, na którą diagnoza “endometrioza” spada jak grom z jasnego nieba. Niepłodność i słabe rokowania leczenia, cztery nieudane próby zapłodnienia in vitro kończą się depresją, myślami samobójczymi i wycofaniem z życia. W pewnym momencie, powodowana poczuciem winy i bezradnością, Ania chce nawet rozstać się ze swoim partnerem, by nie rujnować jego szans na bycie ojcem i szczęśliwe życie.

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?

Olśnienie

Bohaterka Anity Miller tak silnie skupia się na swoim celu – zajściu w ciążę, że traci z oczu swoje pasje i inne niż macierzyństwo życiowe cele. Na przemian odzyskuje i traci nadzieję, załamuje się i staje do walki, leczenie niepłodności pochłania całą jej energię.

Któregoś dnia przychodzi do niej olśnienie, wyzwalająca myśl: “Ja wcale nie chcę być w ciąży, ja chcę mieć dziecko! Mogę adoptować dziecko!”.  

Zobacz też: Wsparcie po poronieniu – powstały dedykowane kartki okolicznościowe

Literatura terapeutyczna

Dla kobiet leczących niepłodność powieść “Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?” może działać teraputycznie. Pozwala obserwować procesy wewnętrzne bohaterki, daje przestrzeń na porównanie ich ze swoimi własnymi przeżyciami, refleksję nad tym, co przeżywamy. Czytanie o podobnych do naszych perypetiach życiowych bohaterki pozwala nam dostrzec, na które doświadczenia mogłybyśmy spojrzeć inaczej, daje możliwość zobaczenia ich niejako z boku.

To może być doskonały punkt wyjścia do pracy nad trudnymi emocjami i pierwszy krok do odzyskania spokoju. I, co bardzo ważne, zobaczenia, że to, co przeżywamy jest też udziałem  innych kobiet, jest całkowicie normalna i adekwatną reakcją na trudną sytuację.

Nie chodzi o to, żeby koniecznie – tak, jak bohaterka – szukać szczęścia w adopcji. Raczej o to, by spokojnie przyjrzeć się jej i swoim własnym przeżyciom i wyciągnąć z tej refleksji wnioski dla siebie.

Dla osób, które nie mają doświadczenia niepłodności, ale mają bliskie osoby, które starają się o dziecko lub pracują z takimi osobami, książka Miller to szansa na lepsze wczucie się w stan umysłowy osoby w tym położeniu. A to może pociągać za sobą lepsze zrozumienie tej osoby oraz efektywniejszą komunikację i wsparcie.

E-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.