Przejdź do treści

Poznaj perspektywę dorosłego już mężczyzny, który był adoptowany: „Adopcja jest darem”

Dorosły, który był adoptowany

Rozmawiając o adopcji często skupiamy się głównie na perspektywie dziecka. Zapominamy przy tym, że za kilka-kilkanaście lat będzie to już dorosły człowiek, który wejdzie w życie z ogromnym bagażem doświadczeń. Kamil jest jedną z takich osób – w rozmowie z nami mówi otwarcie o swoich przeżyciach i dzieli się tym, co widzi jako dorosły już mężczyzna.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wywiadów z osobami, które były adoptowane, nie uda nam się raczej znaleźć w popularnych programach rozrywkowych. Rzadko są one tematem z okładek, nie stanowią płaszczyzny debaty społecznej. Znacznie częściej tego typu dyskusje, wspomnienia, wparcie znajdziemy w internecie. Tak też poznaliśmy Kamila Jankowskiego, który na jednym z for dzieli się swoim doświadczeniem. Jaki jest jego punkt widzenia, czego obecnie poszukuje i co myśli o niektórych kwestiach związanych z adopcją? Oto rozmowa o trudnościach i darach, na które warto spojrzeć z tej perspektywy.

„Urodziłem się jako Marek przed dwudziestoma dwoma laty. Jestem jednym z jedenaściorga porzuconych dzieci. W sumie było nas jednak trzynaścioro, ale najstarsza, przyrodnia siostra, pozostała ze swoją matką, a najmłodszy z braci zmarł. Uporałem się już w dużej mierze z odkrywaniem swojej tożsamości i jestem po pierwszej rozmowie z biologiczną matką. Poznałem także większość rodzeństwa. Mówmy o adopcji! Rozmowa daje najwięcej!” – fragment jednego z wpisów Kamila.

To co widać w pana wypowiedziach, to mocne zaangażowanie. Zastanawiam się, czy taka potrzeba była w panu od zawsze, czy może jest to jakiś etap, który się dopiero pojawił?

Kamil Jankowski: Zaangażowanie wynika zawsze z tego, co akurat dzieje się w moim życiu prywatnym. Nawiązałem teraz kontakt z matką biologiczną, co spowodowało wejście na fora internetowe o podobnej tematyce. Dzielę się tam informacjami, które uważam za ważne. Może w jakiś sposób uda mi się pomóc matkom adopcyjnym, może coś z mojego punktu widzenia okaże się przydatne. Wiadomo – dzieci odbierają różne sytuacje inaczej, inaczej widzą je rodzice. Nie wiem czy umiem cokolwiek podpowiedzieć, ale parę pań napisało do mnie wiadomości prywatne.

Myślę, że perspektywa osoby dorosłej, która przeżyła doświadczenie adopcji, jest niezwykle cenna. Co jest zatem według pana najważniejszą kwestią, którą chciałby pan takim rodzicom przekazać?

Przede wszystkim, że warto. Warto zdecydować  się na adopcję, bo jak ja to nazywam – jest ona darem. Nie każde dziecko ma taką szansę, wiele z nich zostaje w domach dziecka. Jeden z moich braci też został, nigdy nie był adoptowany i rodziny nie ma w ogóle. Zainteresowanie dzieckiem jest ogromnym darem.

Myślę też, że ważne są późniejsze rozmowy. Najgorszym okresem na dowiedzenie się o adopcji jest okres dojrzewania. Zachodzą wtedy zmiany w organizmie i psychice.  Ja o swojej adopcji wiem od zawsze. Już kiedy byłem małym dzieckiem mama zaczynała ze mną rozmawiać na ten temat. Kiedy pytałem jej, jak to robiła, odpowiadała: „Po prostu mówiłam. Nie wiedziałam nawet na początku czy to do ciebie dociera, ale od zawsze ten temat był”.

Czyli szczerość od najmłodszych lat?

Tak, szczerość. Trzeba rozmawiać, nie można tego zataić. To jest najgorsze. Dziecko czuje się wtedy oszukane, że musiało żyć w niewiedzy. Pomaga to też uniknąć wielu nieprzyjemnych sytuacji społecznych, czy szkolnych. U mnie był problem, gdy jedna ze znajomych „wygadała się”. Gdyby nie to, że wiedziałem o adopcji, mogłoby to być niezwykle trudne doświadczenie.

Domyślam się, że adopcja jest doświadczeniem, które na różnych etapach życia jest inaczej odbierane. Jakie zmagania pojawiają się teraz, już w pana dorosłym życiu?

Dzisiaj, kiedy sam jestem przed założeniem rodziny, myślę na przykład o tym, czy powinienem powiedzieć o adopcji swoim dzieciom. Może powinienem to zachować dla siebie? Jestem bardzo zżyty z rodziną adopcyjną i nie wiem, jak moje dzieci mogłyby na nich reagować. Wiem, że dużo zależy od tego, jak ja je wychowam, ale czy na przykład nie odrzucą dziadków adopcyjnych? Czy nie podejdą do tego na zasadzie: tata był adoptowany, więc to nie jest nasza rodzina? Bardzo nie chciałbym żeby tak to wyszło.

Wciąż zmagam się też z pewną niewiedzą i staram się to powoli odkrywać. Myślę jednak, że nigdy nie dowiem się wszystkiego.

Potrzeba „szukania siebie” jest naturalna u każdego człowieka, chociaż rzeczywiście w sytuacji adopcyjnej może być mocno utrudniona.

Mój ojciec biologiczny nie żyje, a matka jest po dwóch udarach. Rozmawiając z nią widziałem, jak wiele rzeczy pozapominała. Nie może już wielu sytuacji połączyć w logiczną całość, co jest zapewne skutkiem choroby. Naprawdę mnóstwa rzeczy nie mogę się dowiedzieć… Staram się urzędowo, ale to też jest utrudnione. Nasze prawo jest dziwne. Jako osoba adoptowana nie mogę dowiadywać się o korzeniach, bo prawnie jestem osobą obcą dla swojej rodziny biologicznej.

Pojawił się pomysł, że jeżeli dzieci nie idą do jednej rodziny adopcyjnej, to rodzice mają obowiązek utrzymywać kontakt między sobą. Nie wiem w sumie, czy takie decyzje zapadną, ale myślę, że to jest bardzo dobre. U nas rodziny takiego kontaktu nie utrzymywały, nie wiedziały co działo się z każdym z dzieci. Moja mama mówiła, że było nas siedmioro, a okazało się być więcej. Nawet tego nie wiedziała…

Rozumiem, że pojawiła się w panu potrzeba poznania swojej genezy.

Pojawiła się mniej więcej około 16-tego roku życia. Sam zdecydowałam jednak, że ruszę to dopiero po maturze. Często działam przy tym impulsywnie. Gdybym za bardzo rozmyślał, to może bym się na tego typu kroki nie zdobywał. Z dani na dzień decyduję się na takie działania, jak chociażby telefon do matki, który dostałem od urzędnika. To był impuls. Wciąż jednak jest to trudne, chociaż obecnie odbieram to już bardziej jako historię właśnie. Mniej już w tym wszystkim emocji.

Niewątpliwie są to jednak doświadczenia mocno wpływające na budowanie własnej tożsamości.

Wiadomo, że ta tożsamość gdzieś się po drodze zagubiła. Człowiek nie wie tak naprawdę kim jest. Niby jest wychowywany w rodzinie adopcyjnej i to właśnie z nimi się identyfikuje. Nie do końca wiadomo jednak co było wcześniej, skąd pochodzi, kim jest. Ludzi interesują też na przykład takie sprawy, jak skłonności do chorób. Kiedyś poszedłem do lekarza i zapytano mnie, czy w mojej rodzinie był nowotwór, a ja nic przecież nie wiem. Nie umiem nic na ten temat powiedzieć.

Są to być może ciekawostki, ale kiedy po wielu latach poznałem rodzeństwo, widzę u nas chociażby podobne zainteresowania. Wszystko się tu ze sobą łączy, dlatego warto jest się dowiadywać. Inaczej bardzo to człowieka męczy. Zająłem się tym teraz i może uda mi się ułożyć pewne sprawy przed założeniem rodziny.

A czy rozumie pan ludzi, którzy nie chcą wchodzić w tego typu poszukiwania i wracać do swojej przeszłości?

Myślę, że tak. Jest to chyba jednak kwestia nastawienia. Jeden z moich braci, w okresie dojrzewania, nie mógł pogodzić się z całą sytuacją i w końcu rodzice adopcyjni musieli zawieźć go do matki biologicznej. Niestety został przez nią źle potraktowany. Od tamtego czasu, ani nie chce rozmawiać na ten temat, ani mieć kontaktu z rodzeństwem. Wyparł to ze swojego życia.

Myślę też, że wiele zależy od podejścia rodziców adopcyjnych i tego, co dziecko od nich słyszy. Jeśli słyszało negatywne rzeczy, to nie chce do tego wracać i odsuwa się. Moja mama nigdy nie mówiła źle. Mówiła raczej, że nic nie wie. Myślę jednak, że niechęć do tego typu poszukiwań zawsze ma jakieś podłoże.

Czy z pana perspektywy warto byłoby więcej mówić publicznie o różnych aspektach adopcji, czy może jest to według pana temat wystarczająco obecny w świadomości społecznej?

Wydaje mi się, że zawsze warto rozmawiać. Odczuwam, że adopcja nadal jest w społeczeństwie niezrozumiana. Nadal niektórzy mówią: „O, to jest obce dziecko”. Osobiście nigdy czegoś takiego nie usłyszałem w rodzinie, ale wiem, że takie sytuacje się zdarzają.

Myślę, że te rozmowy są potrzebne między innymi w szkołach. Podczas mojej edukacji w ogóle się z takim tematem nie spotkałem. Uważam, że warto byłoby mówić chociażby ze względu na zwiększenie otwartości wśród dzieci. Być może one też w przyszłości chciałyby pomóc i zainteresować się adopcją.

Mówił pan o tym, że relacja z pana rodzicami adopcyjnymi jest pozytywna. Zastanawiam się, co jest jej największą siłą? Co może dać ona dorosłemu już człowiekowi?

Co jest siłą? Siłą naszej relacji jest głównie szczerość i więź, która wywiązała się bardzo szybko. Jest między nami uczucie, naprawdę jesteśmy związani. I to nie tylko rodzice, ale cała moja rodzina – dziadkowie, ciotki. Nikt nigdy o tym nie mówił, ale wszyscy odbierali adopcję bardzo naturalnie. A co może to dać na przyszłość? Przede wszystkim buduje wartość człowieka. Dziecko, pomimo tego, że zostało kiedyś odrzucone, niechciane, to jednak jest dla kogoś ważne. Na pewno pomaga to budować poczucie własnej wartości.

Powiedział pan też, że jest przed momentem założenia swojej rodziny. Czy doświadczenie adopcji może w jakiś sposób wpłynąć na pana wizję rodziny?

To, o czym myślałem, to wspomniany już temat ewentualnej rozmowy z moimi dziećmi. Dochodzę jednak do wniosku, że chyba warto by było. Na moim przykładzie dzieci będą mogły też lepiej zrozumieć innych ludzi. Myślę jednak, że adopcja sama w sobie w żaden sposób nie wpłynie na moje relacje rodzinne.

Jest to jeden z dylematów, który nie pojawia się u dzieci wychowywanych przez biologicznych rodziców. Czy widzi pan jeszcze jakieś różnice?

Uważam, że początkowo dziecko rzeczywiście może mieć poczucie, że jest w pewnym sensie gorsze. W chwili obecnej już żadnych różnic nie zauważam, nawet gdy myślę o kuzynostwie, które jest biologiczne – nasz wspólny rozwój wyglądał tak samo.

Jestem ciekawa pana planów. Czy chciałby pan rozwijać swoje zaangażowanie w sprawy adopcji właśnie chociażby w kierunku pomocowym?

Chciałem kiedyś studiować psychologię, czy resocjalizację. Mógłbym być wtedy  bliżej ośrodków adopcyjnych i domów dziecka. Pojawiła się jednak we mnie wątpliwość, czy warto.  Zawsze wracałbym do własnej sytuacji, a nie wiem czy nie lepiej byłoby się od tego oderwać. Chociaż i tak się człowiek nie oderwie już do końca życia… Jeśli jednak mogę z kimś o tym porozmawiać i cokolwiek podpowiedzieć, chętnie to robię.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę. Długo trzymała ten fakt w tajemnicy

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę
Martyna Wojciechowska i Kabula // fot. Instagram @martyna.world

Martyna Wojciechowska adoptowała Kabulę – chorującą na albinizm dziewczynę z Tanzanii. Podczas wywiadu w „Dzień Dobry TVN” dziennikarka ujawniła, że oprócz Kabuli wzięła pod swoją opiekę jeszcze jedno dziecko.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Martyna spotkała 20-letnią dziś Kabulę podczas kręcenia materiału „Kobieta na krańcu świata”. Historia dziewczyny wstrząsnęła wówczas widzami. Kabula choruje na albinizm, czyli defekt polegający na braku pigmentu w skórze, włosach i tęczówce oka.

W Tanzanii ta choroba często oznacza wyrok śmierci. Osoby dotknięte albinizmem często są prześladowane. Wśród szamanów i uzdrowicieli pokutuje przekonanie, jakoby części ciała chorych posiadały magiczną moc, która przynosi powodzenie nabywcom. Kończyny, skóra, czy włosy albinosów są używane do przyrządzania „magicznych” mikstur i eliksirów. Jednocześnie samych chorych uważa się za przeklętych i przynoszących nieszczęście.

Kabula przekonała się o tym na własnej skórze już w dzieciństwie. Pewnej nocy do jej domu zakradli się rozbójnicy, którzy trzema machnięciami maczety odrąbali dziewczynce rękę.

Zobacz także: Barbie, która inspiruje i przełamuje stereotypy. Wizerunku użyczy jej m.in. Martyna Wojciechowska

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę

We wrześniu Wojciechowska pojawiła się wraz z Kabulą na okładce „Gazety Wyborczej” i udzieliła poruszającego wywiadu. Teraz Martyna ujawniła, że adoptowała jeszcze jedną dziewczynkę z Tanzanii – Tatu.

Jak się okazało, to Kabula poprosiła Wojciechowską o pomoc.

Mogę teraz w końcu przyznać, że od stycznia, czyli od roku Kabula ma taką siostrę. Trzymałyśmy to z Kabulą dla siebie. To była nasza tajemnica. Ma na imię Tatu, ma 15 lat. Są do siebie podobne jak dwie krople wody. Tatu też jest chora na albinizm – powiedziała w „Dzień Dobry TVN” Martyna.

Choć Kabula i Tatu nie mieszkają z Martyną, dziennikarka jest odpowiedzialna za ich utrzymanie.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

Z miłości do dzieci

W Tanzanii populacja albinosów wynosi obecnie ok. 150 tys. osób. Część z nich uciekła do Dar as-Salaam uważając, że duże miasto da im schronienie.

Podróżniczka postanowiła pomóc również innym dzieciom chorującym na albinizm. Z pomocą misjonarzy i wolontariuszy planuje zbudować w Tanzanii miejsce, w którym podopieczni będą się czuli bezpiecznie. Wojciechowska zachęca internautów na Instagramie  do wsparcia inicjatywy.

Martyna Wojciechowska ma jedno biologiczne dziecko. Marysia Błaszczyk jest córką zmarłego w zeszłym roku Jerzego Błaszyka, rekordzisty w nurkowaniu głębinowym. Podróżniczka ma pod swoją opieką jeszcze kilkoro innych dzieci pochodzących z różnych zakątków świata.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Viva!, Ofemin, Dziennik.pl,

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

„Moja mama mnie kocha..ła”. Historia 9-latka rozdziera serce – kto pokocha Kubę?

Szukamy domu dla Kuby z domu dziecka
Kuba wierzy, że znajdzie się rodzina, która go pokocha – fot. Pixabay

„Ja nie mam rodziny… Moja rodzina już do mnie nie przyjeżdża. Moja mama mnie kocha..ła”. 9-letni Kuba od dwóch lat przebywa w Domu Dziecka w Orzeszu. Jak każde dziecko pragnie mieć mamę, tatę i ciepły dom. O swoich marzeniach opowiedział w rozmowie z reporterką programu „Uwaga!” TVN.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kuba trafił do domu dziecka po tym, jak porzuciła go matka. Kierownik Wojewódzkiego Ośrodka Adopcyjnego w Sosnowcu Anna Wójcik wyjaśnia, że chłopiec od samego początku bardzo chciał mieć rodzinę i był świadomy swojej sytuacji. Na początku jeszcze wierzył, że jego mama wróci. Później stracił do niej zaufanie. Nadal ma jednak nadzieję, że znajdzie się rodzina, która go pokocha.

Rok temu u Kuby wystąpiły komplikacje po zwykłym przeziębieniu. Chłopiec zachorował na wirusowe zapalenie mózgu, w wyniku którego dostał padaczki, a następnie zapadł w śpiączkę. Po wybudzeniu okazało się, że nie jest już takim dzieckiem, jak wcześniej.

Zobacz też: Aby adoptować Wiktora przejechali ponad 10 tys. km

Szukamy domu dla Kuby z domu dziecka!

Chłopiec jest niepełnosprawny intelektualnie w stopniu umiarkowanym, co znacznie obniża jego szanse na adopcję. Ma padaczkę, problemy z mówieniem, pamięcią i mniej sprawnie się porusza.

Kuba to jednak radosne dziecko. Chłopiec jest kontaktowy, samodzielny, dociekliwy, czyta i pisze. Jest uczniem trzeciej klasy w specjalnym ośrodku.

W poszukiwanie nowej rodziny dla 9-latka zaangażowała się redakcja programu „Uwaga!” TVN.

– Nie chcę być tutaj. Ja chcę mieć rodzinę – mówi reporterce „Uwagi!” Kuba.

Czy znajdzie się rodzina, która pokocha Kubusia?

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: TVN24

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.