Przejdź do treści

Powrót do codzienności po operacji narządów rodnych

Każda operacja wiąże się z ogromnym stresem, szczególnie gdy dotyczy tak intymnej strefy jak narządy rodne. Program „Jestem przy Tobie” ma za zadanie wspierać kobiety walczące z nowotworami narządów rodnych oraz ich bliskich. Program porusza m.in. kwestię powrotu do codziennej sprawności fizycznej i odpowiada na pytanie jak sobie radzić po wyjściu ze szpitala.

Obecnie lekarze zalecają powrót do normalnej aktywności najszybciej jak to jest możliwe, nawet w dniu operacji. „Uruchamianie zaczyna się od najprostszych czynności, jak siadanie na łóżku, opuszczanie nóg na podłogę. Jeśli pacjentka dobrze znosi taki wysiłek – nie czuje się słabo, nie ma zawrotów głowy – może powoli wstać z łóżka, zrobić kilka kroków” – mówi Katarzy Trzpiel, Przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego. Następnie zalecana jest rehabilitacja oddechowa, polegająca na wydychaniu powietrza przez specjalne urządzenie lub butelkę ze słomką, aby pobudzić mięśnie i oczyścić drogi oddechowe. Jest to konieczne, ponieważ po operacji chronimy okolice operowane, spłycając oddech oraz unikając kaszlu, który jest naszym odruchem obronnym. Po wyjściu ze szpitala należy stosować się do ćwiczeń, które nam zalecił lekarz. Ważny jest jednak umiar i nie przekraczanie możliwości osłabionego organizmu, ponieważ przeforsowanie może przynieść więcej szkody, niż korzyści. Na początku rehabilitacji warto wykonywać ćwiczenia w towarzystwie osoby, która może nam pomóc, gdyby zaistniała taka potrzeba.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jeżeli chodzi o powrót do sprawności seksualnej, to należy stosować się do porady lekarza. Zwykle jednak  zaleca się powstrzymanie od współżycia na okres 4 – 6 tygodni po operacji.

Program „Jestem przy Tobie” wspiera kobiety walczące z nowotworem dróg rodnych poprzez publikowanie informacji na temat profilaktyki, diagnostyki i leczenia chorób nowotworowych, a także oferując wsparcie psychologiczne. Ponadto jest to platforma do wymiany doświadczeń i możliwość rozmowy z osobą w podobnej sytuacji. Program współtworzą 4 organizacje pozarządowe: Fundacja „Różowa Konwalia” im. prof. Jana Zielińskiego, Fundacja MSD dla Zdrowia Kobiet, Polskie Stowarzyszenie Pielęgniarek Onkologicznych i Ogólnopolska Organizacja Na Rzecz Walki z Rakiem Szyjki Macicy „Kwiat Kobiecości”.

 

Więcej informacji znajdziesz na stronie internetowej: www.jestemprzytobie.pl

Mama Ginekolog zebrała ponad milion złotych na WOŚP! Jak tego dokonała?

Mama Ginekolog zebrała ponad milion złotych na WOŚP
Lekarka prywatnie jest mamą Roger'a i Gilberta – fot. Instagram @mamaginekolog

Znana blogerka Mama Ginekolog postanowiła wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Udało jej się zebrać ponad milion złotych! Jak tego dokonała?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nicole Sochacki-Wójcicka jest ginekologiem-położnikiem w trakcie specjalizacji. Pracuje w I Klinice Położnictwa i Ginekologii WUM w Warszawie. Jak sama o sobie pisze, bada, doradza, prowadzi [ciążę – red.].

Uwielbia swoją pracę, bo codziennie może doświadczać najpiękniejszych momentów w życiu człowieka – od poczęcia aż do narodzin. Na urlopie macierzyńskim wpadła na pomysł prowadzenia bloga na Instagramie. Profil Mama Ginekolog śledzi dziś 388 tys. osób. W jakim celu powstał instablog?

Lekarka uświadamia kobiety na temat ich zdrowia w ciąży, odpowiada na najczęstsze pytania i wątpliwości ciężarnych, mówi o badaniach i diagnostyce prenatalnej. Pisze również do świeżo upieczonych mam oraz do kobiet, które dziecka jeszcze nie planują.

Zobacz też: Lekarka przyjęła poród 14 godzin po własnym porodzie

Mama Ginekolog zebrała ponad milion złotych na WOŚP

Lekarka prywatnie jest mamą Roger’a i Gilberta. Młodszy synek przyszedł na świat jako wcześniak i w pierwszych tygodniach życia potrzebował medycznego wsparcia. Korzystał ze sprzętu zakupionego przez WOŚP.

Z okazji 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy blogerka postanowiła zorganizować zbiórkę, która miała być podziękowaniem dla fundacji.

Mama ginekolog przygotowała dla czytelniczek dwa e-booki: „#instaserial o miłości” i „#instaserial o ślubie”. Sprzedaż e-booków ruszyła 11 stycznia, a w ciągu zaledwie trzech dni autorka sprzedała 100 tys. egzemplarzy! Udało jej się zebrać 1,2 mln złotych.

Koszt książki wynosił 12,30 zł. Cały przychód ze sprzedaży zostanie przekazane na konto fundacji WOŚP-u.

Mama Ginekolog nie kryje wzruszenia.

„Życie każdego człowieka opowiedziane prawdziwie jest powieścią” – Ernest Hemingway- i moja mama – „bądź realistą, zacznij marzyć” – mamy MILION na @fundacjawosp 💪🏻🙊❤️ dziękuję Wam❤️ jutro zrobimy przelew życia 😍😊i … gramy dalej do rana 🙊🙈❤️❤️❤️ – napisała na swoim profilu lekarka.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: mamaginekolog.pl, chillizet.pl

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Leczenie niepłodności idiopatycznej. Poznaj najnowsze rekomendacje PTMRiE (2018)

Dłoń wypisuje dzienny raport medyczny /Ilustracja do tekstu: Opieka farmaceutyczna w Polsce - wkrótce będzie możliwa?
Fot.: Rawpixel /Unsplash.com

Niepłodność idiopatyczna (zwana również niepłodnością niewyjaśnioną) dotyka nawet 20-30% par doświadczających niepowodzeń w staraniach o dziecko. Akceptacja diagnozy zaburzeń płodności, których źródła nie sposób wskazać, jest dla wielu pacjentek niezwykle trudna. Nie znaczy to jednak, że z tym niepoznanym wrogiem nie można skutecznie walczyć. Jakie leczenie niepłodności idiopatycznej zaleca Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii? Przeczytaj najnowsze rekomendacje PTMRiE (2018).

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność idiopatyczna (niepłodność niewyjaśniona, niepłodność nieokreślona) jest rozpoznaniem zgodnym z ICD-10 – Międzynarodową Statystyczną Klasyfikacją Chorób i Problemów Zdrowotnych, opracowaną przez Światową Organizację Zdrowia. Diagnoza niepłodności idiopatycznej może zostać postawiona, gdy starania o dziecko nie przynoszą rezultatu, mimo:

  • regularnego współżycia przez okres roku,
  • braku uchwytnej przyczyny medycznej tego stanu.

Przyczyny niepłodności idiopatycznej i rozszerzona diagnostyka

Niemożność wskazania czynników, które odpowiadają za powtarzające się niepowodzenia starań, wynika zwykle z ograniczeń współczesnej medycyny i wysokiego kosztu rozszerzonej diagnostyki.

Eksperci z dziedziny medycyny reprodukcyjnej wymieniają jednak kilka najbardziej prawdopodobnych przyczyn niepłodności idiopatycznej. To m.in.:

  • problemy z zapłodnieniem występujące na poziomie komórkowym,
  • nieprawidłowości genetyczne lub funkcjonalne komórek rozrodczych oraz zarodków,
  • zaburzenia genetyczne partnerów, które trudno wykryć za pomocą dostępnych metod diagnostycznych,
  • zaburzenia funkcji jajowodów lub ich dyskretne anomalie anatomiczne, które zaburzają transport komórek rozrodczych oraz zarodków (pomimo zachowanej drożności),
  • zaburzenia implantacji oraz nieprawidłowości immunologiczne.

Zależnie od indywidualnej sytuacji i historii medycznej pacjentki, lekarze prowadzący leczenie niepłodności mogą zasugerować wykonanie dodatkowych, zaawansowanych badań: z zakresu diagnostyki genetycznej, immunologicznej, molekularnej, a niekiedy również zabiegowej. Specjaliści PTMRiE podkreślają przy tym, że pacjentka musi zostać poinformowana o tym, że rozszerzenie diagnostyki może nie przynieść zmian w leczeniu, a tym samym – nie zwiększyć szans na ciążę.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Oligozoospermia idiopatyczna: czym jest i jak ją leczyć?

Leczenie niepłodności idiopatycznej. Postawa wyczekująca

Choć ustalenie przyczyn niepłodności idiopatycznej jest w wielu przypadkach niezwykle trudne, szacuje się, że co druga para z tym rozpoznaniem ma szansę uzyskać ciążę w drugim roku starań bez interwencji medycznych. Z tego powodu lekarze mogą zalecić postawę wyczekującą: zmianę stylu życia i wydłużenie okresu naturalnych starań – do dwóch lat.

„Wskazane jest doradzenie parze, aby dokonała ewentualnej korekty stylu życia, regularnie współżyła i oczekiwała na ciążę samoistną bez podejmowania działań medycznych” – czytamy w najnowszych rekomendacjach PMRiE (2018).

Eksperci zaznaczają jednocześnie, że postępowanie to można zalecić wyłącznie w sytuacji, gdy kobieta nie ukończyła 35. roku życia, a badanie AMH nie wykazało u niej obniżenia rezerwy jajnikowej. U pań powyżej tej granicy wiekowej oraz tych, u których stwierdzono niską rezerwę jajnikową, przedłużanie oczekiwania na ciążę samoistną może dodatkowo zmniejszać szansę na urodzenie dziecka.

„Pary te powinny uzyskać szczegółową informację o ryzyku związanym ze zmniejszającą się rezerwą jajnikową oraz o prognozowanym czasie leczenia” – wyjaśniają specjaliści PTMRiE w wydanej broszurze.

CZYTAJ TEŻ: Jakie badania należy wykonać przed zajściem w ciążę? [QUIZ]

Leczenie niepłodności idiopatycznej. Niezalecana stymulacja owulacji

Eksperci podkreślają również, że nie wszystkie dostępne metody leczenia niepłodności sprawdzają się w przypadku niepłodności niewyjaśnionej (idiopatycznej). Wyniki dotychczasowych badań nie wykazały korzystnego wpływu stymulacji owulacji w cyklach, w których podejmowane są naturalne starania o dziecko, na efekt tych starań.

„Dodatkowo takie postępowanie może zwiększać ryzyko ciąży wielopłodowej lub zmniejszać szansę na ciążę, m.in. poprzez negatywny wpływ na endometrium. W związku z powyższym stymulacja owulacji u kobiet z niepłodnością nieokreśloną nie jest rekomendowana” – podkreślają eksperci.

Zgodnie ze stanowiskiem PTMRiE, u kobiet z niepłodnością idiopatyczną nie zaleca się także:

  • podawania gestagenów w drugiej fazie cyklu (w celu poprawy domniemanej niewydolności lutealnej),
  • immunoterapii,
  • stosowania agonistów dopaminy.

CZYTAJ TEŻ: Niepłodność idiopatyczna, czyli wyjaśnić niewyjaśnione

Leczenie niepłodności idiopatycznej: inseminacja

Parom, które w obliczu dotychczasowych niepowodzeń nie chcą wydłużać okresu naturalnych starań do dwóch lat, lekarz prowadzący może zalecić wykonanie inseminacji domacicznej.

„Cykle stymulowane z następową inseminacją w szczególnych sytuacjach mogą być skuteczniejsze od postawy wyczekującej. Para musi jednak być poinformowana o wyższych kosztach oraz ryzyku wystąpienia zespołu hiperstymulacji jajników (OHSS), jak i o ciąży wielopłodowej” – napisano w rekomendacjach.

Leczenie niepłodności idiopatycznej: in vitro

Nieco inaczej formułowane są wskazania dotyczące zapłodnienia pozaustrojowego w leczeniu niepłodności idiopatycznej. Metodę tę lekarz prowadzący może zalecić parom, które przez dwa lata podejmowały nieskuteczne naturalne starania o dziecko. Jeżeli jednak wiek kobiety przekracza 35 lat, zapłodnienie pozaustrojowe jest postępowaniem z wyboru po roku starań – czytamy w dokumencie PTMRiE.

„Wyjątkiem są pary, które na początku terapii nie akceptują tej metody leczenia. U tych par, na ich życzenie, można zalecić inseminacje domaciczne” – wskazują eksperci.

Z kolei u kobiet, które mają powyżej 38 lat, procedura in vitro jest rekomendowaną metodą leczenia niepłodności idiopatycznej – dodają przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Medycyny RozroduiEmbriologii oraz Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników.

Leczenie niepłodności – rekomendacje PTMRiE (2018)

Powyższe rekomendacje, wydane przez Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii, nie stanowią jedynych dopuszczalnych metod leczenia niepłodności. Mają na celu „określenie ramowych zasad postępowania na etapie diagnostyki i leczenia”. Celem opracowania tych standardów jest również „wyposażenie specjalistów zajmujących się zagadnieniem niepłodności w odpowiednie narzędzia, wiedzę na temat dobrych praktyk oraz wskazówki mogące indukować wyższą skuteczność podejmowanych działań„. Wybór odpowiedniej terapii powinien być zawsze oparty na wynikach badań diagnostycznych i indywidualnej sytuacji pary.

Pełną broszurę zawierającą rekomendacje PTMRiE (2018) znajdziesz na stronie ptmrie.org.pl.


Opracowano na podst. publikacji „Diagnostyka i leczenie niepłodności – rekomendacje PTMRiE oraz PTGiP”, wydanej przez Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii (2018)

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Brak satysfakcji seksualnej, problemy z miesiączką i menopauzą. Oto najczęstsze problemy zdrowia reprodukcyjnego kobiet

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Pierwsze zmodyfikowane genetycznie bliźnięta wywołały dyskusję o granicach inżynierii genetycznej

Roczne bliźniaczki leżące obok siebie w identycznych strojach /Ilustracja do tekstu: Pierwsze zmodyfikowane genetycznie bliźnięta odporne na HIV. Przyszły na świat w Chinach
Fot.: Pixabay.com

Większa sprawność, brak skłonności do danych schorzeń lub alergii, odporność na choroby, ale też inne, bardziej pożądane cechy fizyczne – to pierwsze rzeczy, jakie przychodzą nam do głowy, gdy myślimy o tym, co chcielibyśmy w sobie zmienić. I choć w naszym przypadku to rozważania czysto teoretyczne, być może już niedługo kryteria te będziemy mogli zastosować do… projektowania genów dzieci. Przed miesiącem w Chinach przyszły na świat pierwsze zmodyfikowane genetycznie bliźnięta. Co to oznacza dla przyszłości inżynierii genetycznej?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informację o narodzinach dziewczynek ze zmienionym genomem podał autor kontrowersyjnego eksperymentu – chiński naukowiec prof. He Jiankui. Modyfikacja genetyczna, dokonana przy wykorzystaniu technologii CRISPR/Cas9, miała polegać na usunięciu genu CCR5 u embrionów uzyskanych dzięki zapłodnieniu in vitro, by uodpornić je na zakażenie wirusem HIV. Biofizyk twierdzi, że procedura zakończyła się pełnym sukcesem u jednej z dziewczynek, u drugiej zaś usunięta została jedna z dwóch kopii genu.

POLECAMY: Inżynieria genetyczna. Oszukać przeznaczenie dzięki CRISPR/Cas9

Eksperyment, który ma stworzyć szczepionkę na AIDS

Ogłoszenie o dokonaniach zespołu prof. He Jiankui nie nastąpiło poprzez publikację w rzetelnym periodyku naukowym (jak dzieje się to w podobnych sytuacjach), ale… w internecie, tuż przed drugim międzynarodowym sympozjum poświęconym inżynierii genetycznej. Z późniejszego wystąpienia Jiankui wynika, że bliźniaczki to niejedyne dzieci, które zyskały zmodyfikowane geny. Na świat wkrótce przyjdzie potomek innej pary. Kolejne 21 zmodyfikowanych genetycznie zarodków zostało poddanych kriokonserwacji. Część z nich miała wkrótce zostać wykorzystana podczas transferu u pięciu innych kobiet.

Okazało się, że modyfikacja genów zarodków w celu nabycia przez nie odporności na wirusa HIV to część szerszego, ściśle tajnego projektu badawczego, w którym wzięło udział osiem par ochotników. Mężczyźni, którzy zgłosili się do eksperymentu wraz ze swoimi partnerkami, byli nosicielami wirusa HIV. Uczestnictwo w tym kontrowersyjnym i obarczonym istotnym ryzykiem przedsięwzięciu było dla nich nadzieją na posiadanie potomstwa nie tylko wolnego od wirusa HIV, ale również odpornego na zakażenie nim. Należy dodać, że skala zakażeń wirusem HIV w Chinach jest na tyle duża, że stanowi poważny problem zdrowotny.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wirusem HIV możesz zarazić się nawet od jedynego partnera. Zbadaj się, nim rozpoczniesz starania o dziecko

Zmodyfikowane genetycznie bliźnięta, czyli genetyczna puszka Pandory

Mimo szlachetnych pobudek, których można doszukiwać się w postępowaniu chińskiego naukowca, eksperyment (w którym uczestniczył również amerykański badacz Michael Deem) spotkał się z miażdżącą krytyką środowiska medycznego. Otworzył też dyskusję na temat bezpieczeństwa wykorzystania technologii edytowania genów u ludzi.

Warto dodać, że Chiny (jako jeden z niewielu krajów na świecie) zezwalają na eksperymenty genetyczne na ludzkich embrionach w celach naukowych. Metod tych jednak – zgodnie z prawem – nie mogą oferować pacjentom kliniki leczenia niepłodności. Technika CRISPR/Cas9 jest testowana zbyt krótko, by uznać bezpieczeństwo jej zastosowania u ludzi. Liczni specjaliści wskazują na ryzyko nowotworów, niekontrolowanych mutacji genetycznych oraz dziedzicznych problemów zdrowotnych, których na tę chwilę nie sposób przewidzieć.

– Technika jest nowa, nie wiemy do końca, jak działa. Można to [badanie prof. He Jiankui – przyp. red.) uznać jako eksperyment, dodatkowo na istotach, które nie mogą wyrazić na to świadomej zgody – mówiła w TOK FM dr Weronika Chańska, filozofka i bioetyczka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Obecnie edycję genomu przy wykorzystaniu CRISPR/Cas9 stosuje się tylko u dorosłych, świadomych zagrożeń osób zmagającymi się z nieuleczalnymi schorzeniami.

Modyfikacje genetyczne na zarodkach kontra granice inżynierii genetycznej

W obliczu sensacji, jaką wywołała informacja o eksperymencie, chińskie organy bezzwłocznie rozpoczęły śledztwo.

Od działań prof. He Jiankui całkowicie odciął się Południowy Uniwersytet Nauki i Technologii w Shenzhen, na którym badacz jest zatrudniony. Władze uczelni podkreśliły, że prof. Jiankui od blisko roku przebywa na bezpłatnym urlopie, który zakończy dopiero w styczniu 2021 r. Sam eksperyment określiły jako „poważne naruszenie etyki i standardów akademickich”.

Naukowiec bronił się jednak, twierdząc, że wykonanie modyfikacji na zarodkach par ochotników poprzedził wieloletnimi badaniami na zwierzętach i ludzkich embrionach w laboratorium. Zapewnił jednocześnie, że dalsze testy kliniczne zostały wstrzymane. Podkreślił też, że – wbrew medialnym doniesieniom – pary, które przystąpiły do eksperymentu, były świadome zagrożeń.

Kłopot jednak w tym, że do uczestników badania nie sposób dotrzeć – ich dane są bowiem zastrzeżone. Nie wiadomo też, gdzie dokładnie przeprowadzono modyfikacje genów i dlaczego dokonań do tej pory nie potwierdziło żadne niezależne źródło. Jak donosi agencja Associated Press, przekazane jej przez naukowca materiały, będące rzekomym dowodem w sprawie, uwzględniają jedynie niespełna 60-slajdową prezentację. A to zbyt mało, by uznać sukces procedury i wykluczyć ewentualne uszkodzenia genetyczne czy nawet potwierdzić, że eksperyment rzeczywiście miał miejsce.

CZYTAJ: In vitro po chińsku. Kliniki oblegane, biznes się kręci

Zmodyfikowane genetycznie bliźnięta a nowe terapie. W tym szaleństwie jest metoda?

Część środowiska naukowego (m.in. słynny genetyk z Uniwersytetu Harvarda prof. George Church) zwraca jednak uwagę, że chińskie badania – choć wątpliwe etycznie – mogą przyczynić się do powstania nowych terapii, które staną się ratunkiem dla wielu chorych. Właśnie ten cel miał przyświecać prof. He Jiankui, gdy przystępował do rekrutacji ochotników do swojego eksperymentu.

– Wierzę, że to pomoże rodzinom i ich dzieciom – mówił w wywiadzie udzielonym Associated Press.

Podkreślił przy tym, że inżynieria genetyczna powinna służyć wyłącznie celom leczniczym.

– Podnoszenie ilorazu inteligencji czy wybieranie koloru włosów albo oczu nie jest czymś, co robi kochający rodzic. Powinno być to zakazane – zaznaczył.

Prof. He Jiankui dodał, że jeśli jego działania wywołałyby niepożądane efekty, odczuwałby ten sam ból co jego pacjenci i poniósłby pełną odpowiedzialność.

Źródło: AP, wsj.com, businessinsider.com.pl, independent.co.uk

POLECAMY:

Niepłodność a wady genetyczne – jakie geny warto zbadać?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Lekarz był pewien, że to ciąża. A to była torbiel czekoladowa

Torbiel wielka na 10 cm.  6 operacji usunięcia endometriozy.  Jak Donacie udało się pokonać chorobę? Jak endometrioza wpłynęła na jej życie i jak zmieniła plany na macierzyństwo… Poznajcie tę wzruszającą historię kobiety, która znalazła w sobie chęć na wspieranie i pomaganie innym kobietom z endometriozą.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z Donatą Sobanią-Byczkowską (lat 34) rozmawia Aneta Grinberg-Iwańska

Kiedy i jak dowiedziała się pani o tym, że choruje na endometriozę?

O podejrzeniu endometriozy dowiedziałam się w 2007 roku. Miewałam coraz silniejsze bóle w macicy. Udałam się do ginekologa, który nie miał możliwości zrobienia USG, ale stwierdził, że jestem w zaawansowanej ciąży i że w czasie jego wieloletniej praktyki nigdy się jeszcze co do tego nie pomylił. Doktor skierował mnie na USG i okazało się, że to nie była ciąża. Miałam na lewym jajniku torbiel o wielkości 8×10 cm. Moja pierwsza operacja odbyła się w tym samym tygodniu. Diagnoza: torbiel czekoladowa z podejrzeniem endometriozy.

Czy lekarze podczas diagnozy endometriozy wykazali się empatią, czy twierdzili, że bolesne miesiączki to „normalna sprawa”?

Na szczęście nigdy nie spotkałam się z lekarzami, którzy nie wierzyliby moim objawom. Mając stwierdzoną endometriozę byłam zawsze kierowana do specjalistów w tej dziedzinie, którym dobrze znane są symptomy choroby.

Czy operacja pomogła pani w walce z endometriozą?

Jestem po sześciu operacjach. Odbywały się one przeciętnie co dwa lata. Jeszcze parę lat temu nie miałam takiej wiedzy o endometriozie jak teraz. Pamiętam, że po operacjach w Anglii przyszedł do mnie lekarz i mówił za każdym razem, że nie usunął wszystkich zmian, bo się nie dało. Teraz wiem, że dlatego nawrót endometriozy za każdym razem był tak szybki. Półtora roku temu postanowiłam poszukać prywatnej kliniki leczenia endometriozy. Natrafiłam na klinikę Miracolo. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak profesjonalną, kompetentną, przyjazną i empatyczną kadrą ludzi, pracujących w jednym miejscu. Operacja była wykonana bardzo dokładnie, z usunięciem wszystkich widocznych zmian i ognisk endometriozy. Wiem to, bo po półtora roku, bez terapii hormonalnej, nie odczuwam żadnych symptomów endometriozy.

Jak łączyła pani pracę z chorobą? Czy pracodawcy byli wyrozumiali?

Przez wiele lat pracowałam w przedszkolu w Londynie. Łapałam od dzieci wszystkie  wirusy i bakterie. Byłam ciągle chora. Moja odporność była bardzo obniżona. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że to wszystko związane było z endometriozą. Pracodawcy byli bardzo wyrozumiali. Rekomendowali mi nawet sprawdzonych specjalistów i organizowali wolny czas, żebym mogła się do nich udać.

Czytaj też: Torbiele endometrialne – późny objaw endometriozy. Jak je leczyć i czy można uniknąć wznowy?

Co endometrioza zmieniła w pani życiu?

Rok temu założyłam grupę wsparcia pod nazwą Endometrioza-ANTIDOTUM. Na tą inicjatywę wpłynęło parę wydarzeń w moim życiu, ale to najważniejsze, to własne doświadczenie z chorobą. Niespełna dwa lata temu trafiłam na cytaty Alberta Einsteina, że nie można uzyskać nowych rezultatów robiąc w kółko to samo i żeby zagłębić się w naturę, bo wtedy zrozumiemy wszystko o wiele lepiej. To dało mi do myślenia , bo przecież przez wiele lat stosowałam się do tych samych zaleceń lekarzy, a efekty były ciągle te same; szybkie nawroty choroby, operacje i ból… Od tamtej pory wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam zdobywać wiedzę na temat endometriozy i byłam zdumiona ogromem informacji odnośnie naturalnego leczenia, a zarazem zszokowana, że przez 9 lat nie usłyszałam o żadnej z tych alternatyw od prowadzących mnie lekarzy. Mając świadomość wyboru zaczęłam wdrażać różne terapie i metody leczenia w życie i zauważać bardzo dobre efekty. Przyłączyłam się do istniejącej grupy wsparcia, ale nie znalazłam tam tego, czego szukałam. Większość wpisów była dołująca i pesymistyczna i właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że naglącą potrzebą w środowisku kobiet z endometriozą jest pozytywne nastawienie, dawanie nadziei, dzielenie się dobrymi doświadczeniami, tym co może pomóc również komuś innemu. Inspiracją do stworzenia grupy samopomocowej byli też inni ludzie, których spotkałam na swojej drodze, między innymi lekarz, dr Tomasz Songin, który w najcięższych chwilach tak bardzo mi pomógł , poświecił ku temu swój prywatny czas i miał przy tym tak wielkie serce i tą nieziemską energię, którą zarażał… i czułam, że muszę się w jakiś sposób odwdzięczyć za te wszystkie dobre rzeczy, które mnie spotkały w tych chwilach cierpienia. Spotykając w swoim życiu kogoś wyjątkowego, samemu chce się być lepszym człowiekiem. Szerzenie świadomości o endometriozie w pozytywny sposób daje mi poczucie, że robię coś pożytecznego, że może jakaś informacja przyczyni się do polepszenia jakości życia kogoś innego.

Jest takie powiedzenie:

„Pomoc jednej osobie nie zmieni całego świata, ale może zmienić świat dla jednej osoby.”

Ta grupa niesie również nadzieję dla mnie, bo ja wciąż poszukuję swojego antidotum, odpowiedzi, wskazówek, świadectw od kobiet, które zaszły w ciążę, pomimo, że lekarze nie dawali im żadnych szans, albo tych które dzięki determinacji pokonują chorobę. Takich kobiet jest coraz więcej. To wszystko motywuje mnie do dalszych kroków w kierunku szerzenia wiedzy o endometriozie. Niedawno powstała również strona internetowa www.endometrioza-antidotum.com, gdzie sześciu wspaniałych specjalistów; ginekolog, lekarz medycyny naturalnej, psychoterapeuta, dietetyk, fizjoterapeutka oraz fitoterapeutka udzielają porad, informacji i odpowiedzi na pytania kobiet z endometriozą. Na blogu można przeczytać o zwycięskich historiach kobiet i każda z nich może dodać swój przepis do sekcji zdrowe odżywianie przy endometriozie. Chciałabym, żeby dziewczyny czuły, że są częścią tego bloga i żeby udzielała im się ta pozytywna energia, która będzie wirtualnie na nie oddziaływać:).

Chciałabym podzielić się z Wami jeszcze jedną refleksją…Paradoksem w tym wszystkim jest to, że jestem wdzięczna za endometriozę, bo dzięki niej doceniam więcej, bo znalazłam nową pasję w życiu, bo zawarłam wspaniałe przyjaźnie. Czuję potrzebę bycia czyimś wsparciem i motywacją, i mam nadzieję, że jestem. Oczywiście fajnie byłoby nie mieć endometriozy, ale skoro już jest, to odnajdźmy w niej te dobre strony. Z całego serca życzę każdej endokobiecie, aby odnalazła swoje antidotum oraz szczęście i pamiętała, że pozytywne nastawienie to już połowa sukcesu na drodze do zdrowia.

Czy endometrioza wypłynęła na pani plany związane z macierzyństwem?

Miałam 23 lata jak usłyszałam, że jestem w ciąży, po czym okazało się, że to była jednak torbiel. Wtedy bałam się, że mogłabym być mamą, bo było to dla mnie za wcześnie. Teraz dałabym wiele, żeby to jednak była ciąża. O dziecko staramy się z mężem około 8 lat. Nie poddajemy się, ale chęć bycia mamą i stworzenia rodziny jest bardzo silna. Dlatego postanowiliśmy zaadoptować dziecko. Jesteśmy w procesie przygotowawczym i mocno wierzymy, że nasze dziecko gdzieś na nas czeka. Oboje wierzymy, że tak poprostu miało być.

Co poradziłaby pani innym kobietom zmagającym się z endometriozą?

Przede wszystkim zdobywanie wiedzy z pewnych źródeł. Dołączenie do grup samopomocowych, w których można zaczerpnąć informacji na temat stylu życia i odżywiania przy endometriozie, otrzymać wsparcie, wymienić się doświadczeniem, zapytać o rekomendację specjalisty czy renomowanej kliniki. Szukać pomocy i działać! Natychmiast! Szerokim łukiem omijać ludzi z negatywnym podejściem do choroby, negatywne, dołujące historie. Poszukiwać tylko tych dobrych doświadczeń, bo w nich największa pomoc i nadzieja.

Fot. Archiwum domowe Donata Sobania-Byczkowska

POLECAMY: Lekarz dał mi do zrozumienia, że nigdy nie zostanę mamą. Zobacz, jak Anna pokonała endometriozę!

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.