Przejdź do treści

Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Skrzynka z rodzinnymi zdjęciami /Ilustracja do tekstu: Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznych krewnych
Fot.: Roman Kraft /Unsplash.com

Jedni chcą poznać biologiczną rodzinę, by odkryć własne korzenie i zlepić swoją historię w całość. Innych popycha ku temu realna potrzeba odnowienia zerwanych więzów lub zadania pytania: „Dlaczego?”, jeszcze inni są do tego zmuszeni przez dramatyczne okoliczności. Niezależnie od powodów, które kierują poszukującymi, proces prowadzący do odkrycia własnej tożsamości jest trudny i wiąże się z niepewnością finału. Dla większości jest jednak niezbędny, by wypełnić luki swojej życiowej układanki.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie ze zniesionymi w 2013 r. zastrzeżeniami do przyjętej przez Polskę Konwencji o prawach dziecka, adoptowane dzieci mają obecnie prawo do wiedzy o swoim pochodzeniu. Mimo to uzyskanie tych danych nie jest proste: dokumenty i rejestry dotyczące adopcji są tajne. Osiągnąwszy pełnoletność, adoptowane dziecko może jednak zażądać udostępnienia podstawowych danych o swoich biologicznych rodzicach. Z badań wynika, że decydują się na to setki tysięcy osób w Polsce. Jak wyglądają ich poszukiwania utraconej tożsamości?

Zacznij od urzędu

Choć wiele osób adoptowanych deklaruje silną więź z rodziną adopcyjną, potrzeba poznania swoich korzeni prędzej czy później daje o sobie znać. Jednym wystarczy informacja udzielona przez rodziców adopcyjnych, inni zechcą pójść o krok dalej i skonfrontować się z biologicznymi krewnymi. Rzadko na początku tej drogi wiedzą, gdzie się udać. Dane otrzymane od bliskich są zwykle niepełne, co uniemożliwia poszukującym skuteczny kontakt.

Gdzie zatem skierować pierwsze kroki? Szereg poradników radzi, by udać się do właściwego urzędu stanu cywilnego. Tam pełnoletnia osoba adoptowana, uiściwszy opłatę skarbową (33 zł), powinna wystąpić o wydanie tzw. zupełnego aktu urodzenia. Podstawę prawną do uzyskania tego dokumentu daje § 15 ust. 5. rozporządzenia w sprawie szczegółowych zasad sporządzania aktów stanu cywilnego:

„Na żądanie sądu lub prokuratora albo na wniosek osoby, która wykaże interes prawny, kierownik urzędu stanu cywilnego wydaje z akt zbiorowych zaświadczenie, odpis lub potwierdzoną kserokopię dokumentów znajdujących się w tych aktach. Na wydanym odpisie lub kserokopii dokumentu zamieszcza się adnotację o celu jego wydania”.

Aby sporządzić ten dokument, urząd, w którym poszukujący biologicznych krewnych jest obecnie zarejestrowany, musi uzyskać dane znajdujące się w akcie pierwotnym (sprzed adopcji). To dzięki niemu można poznać m.in. personalia biologicznych rodziców (wraz z dawnym adresem), dane ośrodka adopcyjnego, datę i sygnaturę sprawy o przysposobienie oraz informację, w którym toczyła się ona sądzie. Sąd ten jest ważnym miejscem dla dalszych działań – właśnie w nim często kryje się ostatni ślad przedadopcyjnej historii poszukującego.

Bez obietnicy szczęśliwego zakończenia

Dysponując sygnaturą sprawy, poszukujący swojej biologicznej rodziny ma szanse uzyskać wgląd w akta procesu regulującego jego adopcję (zazwyczaj wystarczy do tego dowód osobisty i poświadczenie przysposobienia). Może w ten sposób poznać przyczyny, które stały za oddaniem go do adopcji, oraz dowiedzieć się, czy ma starsze lub równe wiekiem rodzeństwo. Jeśli zdobyte w ten sposób informacje nie będą wystarczające, można spróbować je uzupełnić, udając się do ośrodka adopcyjnego lub domu dziecka.

Musimy mieć jednak świadomość, że odnalezienie bliskich na podstawie danych uzyskanych tą drogą nie będzie wcale łatwe – w wielu przypadkach rodzice nie będą mieszkać już pod adresem wskazanym w akcie pierwotnym lub w dokumentach ośrodka adopcyjnego. Niejednokrotnie na przestrzeni lat zmienią też stan cywilny, a co za tym często idzie – nazwiska. Dalsze poszukiwania mogą wymagać kontaktu z innymi instytucjami, np. okolicznymi parafiami czy urzędami gminy. Wiele z tego, co usłyszymy, zależy od dobrej woli ich przedstawicieli.

Gdy proces ten przebiegnie bez większych komplikacji, odnalezienie biologicznych bliskich może być momentem niezwykle trudnym – zarówno dla tożsamości poszukującego, kształtowanej na podstawie doświadczeń poadopcyjnych, jak i jego kondycji psychicznej. Wiele z nas buduje w głowie przewidywany scenariusz takiego spotkania, ale rzadko ma on pokrycie w rzeczywistości. Często rodzic czy rodzeństwo okazują się osobami zupełnie różnymi od naszych wyobrażeń. Na taki scenariusz mało kto jest w stanie przygotować się samodzielnie. Przed konfrontacją warto skonsultować się z psychologiem lub osobą bliską, a ostateczne spotkanie odbyć w towarzystwie mediatora.

Jak kamień w wodę

Na trudności możemy napotkać też z powodu realnego braku jakichkolwiek śladów dawnej historii. Dzieje się tak np. w sytuacji, gdy przed laty doszło do nielegalnej adopcji – kiedy rodzice dziecka przekazali je rodzicom adopcyjnym bez pośrednictwa sądu i instytucji publicznych lub dziecko było przedmiotem handlu – wewnątrz szpitala, w którym przyszło na świat, lub poza krajem.

– Z urzędu stanu cywilnego otrzymałam zupełny akt urodzenia, ale nie ma w nim wzmianki o rodzicach biologicznych ani danych o sprawie adopcyjnej. W szpitalnym dokumencie, do którego dotarłam, widnieją zaś dane matki adopcyjnej, nie biologicznej. W tym momencie jestem w martwym punkcie, bo nie wiem gdzie i kogo szukać – pisze p. Monika*.

Dalsze samodzielne poszukiwania mogą być na tym etapie bardzo trudne i wiązać się z wielokrotnym odbijaniem się od drzwi kolejnych instytucji. Niejednokrotnie nawet największe zaangażowanie nie wystarczy, by odnaleźć biologiczną rodzinę. W patowej sytuacji są też osoby poszukujące rodzeństwa, które – podobnie jak oni sami – zostało oddane do adopcji. Przysposobione dzieci otrzymują bowiem nową tożsamość, a polskie prawo (w przeciwieństwie do tego w krajach zachodnich) nie daje możliwości ubiegania się o ich nowe dane.

Natrafiwszy na instytucjonalny mur nie do przebicia, poszukujący często postanawiają ujawnić swoją historię w mediach lub internecie. Na portalach społecznościowych, forach i w lokalnych grupach każdego miesiąca pojawiają się dziesiątki nowych wpisów, a wraz z nimi – dziesiątki nowych historii, próśb o kontakt i związanych z nimi nadziei. Zagadek jest jednak znacznie więcej niż rozwiązań.

Pomoc w poszukiwaniu biologicznej rodziny: Fundacja Zerwane Więzi

Z myślą o tym, by zmienić te proporcje i podać poszukującym pomocną dłoń, przed pięcioma laty powołano Fundację Zerwane Więzi. Prowadzi ją Bożena Łojko, którą do tego typu działalności skłoniła własna niełatwa historia poszukiwań biologicznej rodziny.

Dzięki kompleksowym działaniom, które prowadzi Fundacja, poszukujący mogą skorzystać z pomocy w dotarciu do niezbędnych danych, a także pomocy prawnej (m.in. w pisaniu wniosków do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o udostępnienie informacji z ewidencji PESEL, do domów dziecka i ośrodków adopcyjnych) i psychologicznej.

– Pomagamy w odszukaniu bliskich i ułożeniu swoich emocji – przed odnalezieniem i po odnalezieniu. Pomagamy też w zrozumieniu sytuacji, w jakiej się znalazły się osoby poszukujące – mówi Bożena Łojko.

Z takich form wsparcia skorzystało już 28 tys. osób, a 4,6 tys. z nich odnalazło poszukiwanych bliskich. Kto i kogo zazwyczaj szuka?

– Najczęściej zgłaszają się dorosłe osoby po adopcjach, osoby po domach dziecka czy rodzinach zastępczych. Zgłasza się też druga, biologiczna strona – gdy np. jedno dziecko lub kilkoro rodzeństwa pozostało przy matce – wyjaśnia Bożena Łojko.

Białe plamy w historii

Zdarza się, że powodem poszukiwań jest chęć poznania ewentualnych obciążeń genetycznych lub upewnienia się, że osoba, z którą planujemy się związać, nie jest spokrewniona z poszukującym. Takie obawy pojawiają się często pod wpływem filmów i seriali, w których nie brakuje podobnych wątków. Prezes Fundacji Zerwane Więzi przyznaje, że o pomoc proszą też biologiczni rodzice. Nie zawsze bowiem sami chcieli oddać dziecko – czasem odbierano je w sposób budzący wątpliwości (np. gdy matka była  nieletnia i nie miała zaplecza rodzinnego).

WIĘCEJ NA TEN TEMAT: Przerwane objęcia. Gdy macierzyństwo wyliczane jest w symbolicznych dawkach

Niezależnie jednak od impulsów, które stoją za rozpoczęciem poszukiwań, i strony, która je inicjuje, poznanie własnej historii jest często jak brakujący puzzel w układance. Pozwala odnaleźć cząstkę siebie w drugiej osobie, ale też poznać swoje pochodzenie i tożsamość. Taką potrzebę wyraża większość dorosłych adoptowanych osób. Pragnienia te przypominają o sobie najsilniej w święta – w czasie, który najmocniej kojarzy się z rodziną.

– Okresy świąteczne są znacznie bardziej intensywne w zgłoszenia – przyznaje Bożena Łojko.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Rozdzielanie rodzeństw – gdzie są granice adopcji?

Pomoc w poszukiwaniach biologicznej rodziny: prywatny detektyw

Osoby, które podczas swoich poszukiwań biologicznej rodziny natrafiły na szczególnie wiele niewiadomych, zgłaszają się też do prywatnego detektywa. Nie jest to jednak rozwiązanie dla każdego: wiąże się bowiem z wysokimi kosztami (całościowe działania to przeważnie wydatek w wysokości od kilku do kilkunastu tysięcy złotych) i nie zawsze gwarantuje wyczucie – wymagane ze względu na delikatny charakter sprawy.

– Dla detektywów jest to wyłącznie zlecenie klienta do odnalezienia osoby. Nie biorą odpowiedzialności za dalszy ciąg. Niestety, ten dalszy ciąg jest najistotniejszy z punktu widzenia rozwoju i przeżyć osoby poszukującej i odnalezionej – podkreśla Bożena Łojko.

Mimo to chętnych nie brakuje. Jednym z decydujących czynników są bogate kontakty prywatnych detektywów (m.in. z uwagi na przynależność do Światowego Stowarzyszenia Detektywów), co szczególnie istotne w przypadku poszukiwań rodzeństwa z adopcji zagranicznej. Nie bez znaczenia jest też fakt, że coraz więcej agencji detektywistycznych specjalizuje się właśnie w poszukiwaniach utraconych krewnych. Dlatego to w nich pokładają nadzieje ci, którzy przez długie lata bez skutku usiłują odnaleźć biologiczną rodzinę lub – ze względu na szczególne okoliczności – są zmuszeni do pilnych działań.

ZOBACZ TEŻ: Zorganizowała poszukiwania przyrodniego rodzeństwa. Odnalazła kilkadziesiąt osób!

Po nitce do kłębka

Zenon Zalewski z Biura Detektywistycznego INTER SECURUS przyznaje, że wiele razy był dla swoich klientów ostatnią deską ratunku. Niektóre ze spraw, które prowadził, przypominały wręcz scenariusz filmu sensacyjnego.

– Szczęśliwie zakończyłem poszukiwania biologicznego ojca, który miał stać się dawcą szpiku dla ciężko chorej biologicznej córki, którą oddano do adopcji zaraz po urodzeniu. Zdążyłem – operacja się udała. Satysfakcja ogromna – mówi Zenon Zalewski.

Wykorzystując swoje doświadczenie, wielokrotnie zdołał też odszukać biologicznych rodziców i krewnych swoich klientów, a nawet połączyć drogi rodzeństwa, które przez lata szukało wzajemnie swoich śladów. Co każdego z nich czekało na mecie poszukiwań? Wielu odnalazło ukojenie, zrozumiawszy, skąd pochodzą i jak wyglądał brakujący fragment ich życiorysu. Dla innych spotkanie po latach było tylko wprowadzeniem do dalszego pogłębiania nawiązanej więzi.

Szczęśliwy finał znalazła m.in. historia jednej z kobiet, która z pomocą agencji poznała po latach biologiczną siostrę.

– Były łzy, radość i uściski. Do dzisiaj mają bardzo bliski, prawdziwie rodzinny kontakt i chcą, żeby to trwało wiecznie. Tego im życzę – podkreśla detektyw.

POLECAMY TAKŻE: Pokochaj w dziecku jego korzenie. Adopcja a rodzice biologiczni

Gdy niewiedza jest błogosławieństwem

Ale nie wszystkie poszukiwania biologicznej rodziny kończą się happy endem.

– Doceniając determinację pewnego młodego mężczyzny w poszukiwaniach biologicznej matki, wydatnie mu pomogłem. Spotkanie odbyło się w moim biurze i zakończyło się, niestety, rozczarowaniem. Kobieta wyraziła zainteresowanie jedynie pomocą materialną ze strony syna. Nigdy nie poznała nawet jego aktualnych danych. Nie widziała potrzeby… – mówi detektyw.

Zdarza się jednak, że to właśnie druga strona inicjuje poszukiwania za pomocą prywatnego detektywa. Zenon Zalewski przyznaje, że te sprawy należą do szczególnie trudnych.

– W takich przypadkach najpierw staram się nawiązać kontakt (poprzez ośrodki adopcyjne) z rodzicami, którzy przysposobili dziecko. To konieczne, żeby przekonać się, czy poszukiwana osoba w ogóle wie o swojej adopcji. W podobnych przypadkach, poprzez nieroztropność i brak taktu w postępowaniu, można wyrządzić dziecku i jego adopcyjnym rodzicomwielką, często nieodwracalną krzywdę. A przecież nie o to chodzi – podkreśla Zenon Zalewski.

I zaznacza, że osób małoletnich – które są pod szczególną ochroną prawną – nie poszukuje.

Dojrzeć do poszukiwań

Ale choć sami detektywi zwykle nie podejmują się niezgodnych z prawem poszukiwań, miejscem promującym takie praktyki są ogólnodostępne fora i grupy internetowe. Bez trudu można na nich znaleźć ogłoszenia osób, które prezentują szczegółowe wskazówki poszukiwań nieletnich krewnych, a nawet podpowiadają, jak stosować szantaż i manipulacje wobec ich adopcyjnych bliskich.

Działania te mają na celu wymuszenie spotkania z małoletnim bratem lub siostrą – niezależnie od tego, czy są oni na ten kontakt emocjonalnie gotowi. A takie nadużycia mogą burzyć poczucie bezpieczeństwa dziecka i godzić w jego rozwój psychospołeczny.

– Szukanie dzieci jest postępowaniem wbrew ich woli, dobru i bezpieczeństwu. A jest jeszcze reszta rodziny (adopcyjnej), która także zasługuje na spokój i szacunek. Przecież my, rodzice adopcyjni, zdajemy sobie sprawę , że nasze dziecko będzie być może chciało odnaleźć biologiczną rodzinę. Ale niech zdecyduje o tym wtedy, kiedy do takich poszukiwań będzie gotowe – zaznacza jedna z naszych czytelniczek**.

I dodaje:

– Mój syn ma prawo dojrzeć do gotowości poszukiwań, ma prawo zdecydować: chcę odnaleźć biologiczną rodzinę. Ale ma też prawo zdecydować: nie chcę jej szukać, nie potrzebuję, jest mi dobrze tak, jak żyję. To musi być jego decyzja. I jaka ona nie będzie, otrzyma wsparcie moje i mojego męża.


*Dane osób zostały zmienione.

** Dane do wiadomości redakcji

Źródło: inf. własna, ngo.pl, polityka.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Adopcja w 7 krokach. Jesteś zdecydowany? Poznaj szczegóły

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

10 kroków do adopcji

10 kroków do adopcji
fot.Pixabay

Każda para, która decyduje się zostać rodziną adopcyjną dla dziecka, musi przejść przez dość złożoną procedurę adopcyjną. Można ją zaprezentować w 10 krokach. Zobaczcie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: „To jest jak hazard”. Rozmowa o in vitro, adopcji i macierzyństwie z Izą, autorką „Krótkiego Bloga”

1. Decyzja

Jeśli adopcja jest wybraną przez Was formą rodzicielstwa i podejmujecie decyzję, że chcecie się o nią starać, pierwszą rzeczą, którą musicie zrobić jest telefon do wybranego ośrodka adopcyjnego. W trakcie rozmowy umówicie się na pierwsze spotkanie w ośrodku.

2. Pierwsza wizyta

Na pierwszym spotkaniu w ośrodku dowiecie się jak w tej konkretnej placówce przebiega procedura adopcyjna, jakie dokumenty musicie zebrać, jakie są terminy kolejnych spotkań i szkoleń. Będziecie pytani jaka jest Wasza motywacja, by adoptować dziecko i jak przebiegały Wasze dotychczasowe starania o powiększenie rodziny.

3. Cykl spotkań

W trakcie spotkań z psychologiem będziecie mieć szansę przedstawić się jako rodzina. Zostaniecie przebadani testami psychologicznymi i wypytani o wiele szczegółów Waszego życia. Ale bez obaw, to wszystko ma służyć dobru Waszemu i dziecka. Ilość i częstotliwość spotkań ustalana jest indywidualnie.

4. Szkolenie

Po otrzymaniu wstępnej kwalifikacji zapiszecie się na kurs dla przyszłych rodziców adopcyjnych. Po jego ukończeniu otrzymacie zaświadczenie, które musi znaleźć się w załączniku do wniosku o adopcję. W ramach szkolenia przeprowadzane są warsztaty wzmacniające motywację przyszłych rodziców. Zapoznacie się z elementami prawa rodzinnego, podstawami wiedzy o zdrowiu dziecka i problemami dotyczącymi rozwoju dziecka wychowywanego poza rodziną biologiczną.

5. Kwalifikacja

Zespół ośrodka adopcyjnego przeanalizuje Waszą kandydaturę i wyda decyzję, o której zostaniecie poinformowani. Zespół weźmie pod uwagę Wasze predyspozycje, by być rodzicami adopcyjnymi, oczekiwania i motywacje.

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

6. Oczekiwanie

To czas, kiedy już wiecie, że trafi do Was dziecko, jest to tylko kwestią czasu. Oczekiwanie na telefon z ośrodka adopcyjnego może trwać od 6 miesięcy do 3 lat.

7. Telefon

Paradoksalnie, najbardziej wyczekiwany telefon często jest największą niespodzianką. Tyle razy myśleliście, że to już, zaraz, nic się a działa, a nagle…jest! Czeka na Was dziecko i możecie jechać do ośrodka zapoznać się z jego/jej kartą.

8. Pierwsze spotkanie

W końcu idziecie zobaczyć się z dzieckiem, które być może trafi do Waszego domu i stanie się częścią Waszej rodziny. W zależności od tego, gdzie przebywa obecnie dziecko, przebieg spotkania będzie nieco inny. Dziecko może być w szpitalu, domu dziecka, rodzinie zastępczej. Najlepszą rzeczą, jaką możecie zrobić, to zachować spokój. Pamiętajcie, jesteście dla dziecka całkowicie obcymi ludźmi, może zareagować różnie i to jest całkowicie normalne i w porządku.

9. Preadopcja

Po zapadnięciu decyzji o adopcji tego konkretnego dziecka możecie ubiegać się w sądzie preadopcję – sprawowanie opieki nad dzieckiem w swoim miejscu zamieszkania. Nabywacie wówczas prawo do urlopu macierzyńskiego lub ojcowskiego.

10. Adopcja

Po rozprawie adopcyjnej w sądzie rodzinnym staniecie się rodzicami w świetle prawa. 21 dni po rozprawie  postanowienie sądu nabiera mocy.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?” – powieść o niepłodności jako forma terapii

Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?

Anita Miller w książce “Dlaczego nie chcecie mieć dziecka” opisuje trudną drogę do rodzicielstwa Ani i Jacka. Zaczęli od zakochania, pełni szczęścia i pewności, że chcą założyć rodzinę. Później pojawiła się diagnoza, klinika leczenia niepłodności, depresja Ani, dni przeleżane w łóżku i przepłakane noce. Był gabinet psychiatryczny, “dobre rady” bliskich, nietaktowne pytania dalszych, ból, strach i samotność. Swoje szczęście znaleźli zupełnie gdzie indziej, niż się spodziewali. Zagościło w ich życiu po telefonie z ośrodka adopcyjnego.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Gdy wygrała walkę z niepłodnością postanowiła zostać… dawczynią macicy!

Opowieść o staraczce

Książka Anity Miller to portret kobiety, która zatraciła się w swoim pragnieniu bycia matką. Autorka szczerze i bez przesadnego owijania w bawałnę relacjonuje myśli, emocje i doświadczenia bohaterki, tak bardzo autentyczne, prawdopodobne i powszechne wśród kobiet leczących się z powodu niepłodności.

Ania – staraczka z powieści Miller, to młoda, realizująca się zawodowo kobieta, na którą diagnoza “endometrioza” spada jak grom z jasnego nieba. Niepłodność i słabe rokowania leczenia, cztery nieudane próby zapłodnienia in vitro kończą się depresją, myślami samobójczymi i wycofaniem z życia. W pewnym momencie, powodowana poczuciem winy i bezradnością, Ania chce nawet rozstać się ze swoim partnerem, by nie rujnować jego szans na bycie ojcem i szczęśliwe życie.

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?

Olśnienie

Bohaterka Anity Miller tak silnie skupia się na swoim celu – zajściu w ciążę, że traci z oczu swoje pasje i inne niż macierzyństwo życiowe cele. Na przemian odzyskuje i traci nadzieję, załamuje się i staje do walki, leczenie niepłodności pochłania całą jej energię.

Któregoś dnia przychodzi do niej olśnienie, wyzwalająca myśl: “Ja wcale nie chcę być w ciąży, ja chcę mieć dziecko! Mogę adoptować dziecko!”.  

Zobacz też: Wsparcie po poronieniu – powstały dedykowane kartki okolicznościowe

Literatura terapeutyczna

Dla kobiet leczących niepłodność powieść “Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?” może działać teraputycznie. Pozwala obserwować procesy wewnętrzne bohaterki, daje przestrzeń na porównanie ich ze swoimi własnymi przeżyciami, refleksję nad tym, co przeżywamy. Czytanie o podobnych do naszych perypetiach życiowych bohaterki pozwala nam dostrzec, na które doświadczenia mogłybyśmy spojrzeć inaczej, daje możliwość zobaczenia ich niejako z boku.

To może być doskonały punkt wyjścia do pracy nad trudnymi emocjami i pierwszy krok do odzyskania spokoju. I, co bardzo ważne, zobaczenia, że to, co przeżywamy jest też udziałem  innych kobiet, jest całkowicie normalna i adekwatną reakcją na trudną sytuację.

Nie chodzi o to, żeby koniecznie – tak, jak bohaterka – szukać szczęścia w adopcji. Raczej o to, by spokojnie przyjrzeć się jej i swoim własnym przeżyciom i wyciągnąć z tej refleksji wnioski dla siebie.

Dla osób, które nie mają doświadczenia niepłodności, ale mają bliskie osoby, które starają się o dziecko lub pracują z takimi osobami, książka Miller to szansa na lepsze wczucie się w stan umysłowy osoby w tym położeniu. A to może pociągać za sobą lepsze zrozumienie tej osoby oraz efektywniejszą komunikację i wsparcie.

E-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Gdy najmłodsi odchodzą – rola hospicjum dla dzieci

Fundacja Gajusz udziela wsparcia nieuleczalnie chorym dzieciom i ich rodzinom oraz dzieciom, które zaraz po urodzeniu zostały oddane przez rodziców do okna życia lub pozostawione w szpitalu. Kampania „Zmierzch” informuje o wyjątkowości opieki w hospicjach dziecięcych.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wsparcie 24/7

Fundacja Gajusz prowadzi hospicjum dla nieuleczalnie chorych dzieci. Lekarze, pielęgniarki i wolontariusze Fundacji towarzyszą dzieciom i ich rodzinom w tym najtrudniejszym dla nich momencie życia, wspierają ich w trakcie choroby i śmierci dziecka.

Hospicjum działa w trzech trybach: domowym, stacjonarnym i perinatalnym. Stan zdrowia części dzieci umożliwia im przebywanie w rodzinnym domu. W takich sytuacjach wystarczajacym rozwiązaniem jest pomoc dochodząca. Lekarze, pielegniarki i wolontariusze Fundacji zjawiają się na telefon w domu malucha, by udzielić mu fachowej pomocy. Jeśli stan dziecka jest ciężki,  mimo to dziecko pozostaje w domu, pracownicy i wolontariusze Fundacji spędzają czas w domu dziecka i wspierają je nieprzerwanie tak długo, jak to konieczne.

W hospicjum stacjonarnym Fundacji Gajusz mieszka kilkanaścioro dzieci. Każde z nich wymaga specjalistycznej opieki medycznej, ale także czułości i bliskości. Dlatego opiekunki, pielęgniarki, lekarze i wolontariusze dbają, by miały wszystko, czego potrzebują. Jak  przyznają same pielegniarki i opiekunki: nigdy nie wiadomo, ile wspólnego czasu im zostało. Ale robią wszystko, by wspólnie z małymi pacjentami przejść przez najtrudniejsze chwile.

Kiedy dzień urodzin to dzień śmierci

Opieka hospicyjna perinatalna zaczyna się, kiedy chory maluch jest jeszcze w brzuchu mamy. Są to przypadki, w których w trakcie ciąży rozpoznano tak zwaną wadę letalną, a matka zdecydowała się donosić ciążę. Kiedy wiadomo, że dziecko nie przeżyje porodu lub umrze niedługo po przyjściu na świat i nie ma możliwości zastosowania skutecznego leczenia, lekarze, pielęgniarki, wolontariusze i psycholodzy towarzyszą rodzicom. Są z nimi od momentu diagnozy do końca ciąży i w trakcie porodu. Jeśli dziecko przeżyje, zostaje objęte całodobową opieką hospicjum domowego lub stacjonarnego.

Do tej grupy wad genetycznych należą na przykład nieprawi­dłowości chromosomowe np. trisomia 13 (zespół Patau), trisomia 18 (zespół Edwardsa), zespoły wad wrodzonych, wady wrodzone poszczególnych na­rządów lub układów, np. agenezja ne­rek, czy bezczaszkowie.

Kampania “Zmierzch” 

Właśnie o dzieciach, które umierają chwilę po urodzeniu opowiada film zrealizowany przez Fundację Gajusz w ramach kampanii. Kampania “Zmierzch” informuje o wyjątkowości opieki w hospicjach dziecięcych. Zaprosiliśmy do udziału w niej niezwykłych ochotników, którzy odczytali poruszający list mamy żegnającej nowo narodzone dziecko – piszą twórcy kampanii. Podkreślają, że skierowanie do hospicjum nie zawsze oznacza, że dzieci szybko nas opuszczą. Niektórzy podopieczni korzystają z pomocy hospicjum przez wiele miesięcy, a nawet lat. Pracownicy hospicjom mówią, że zdarzają się też cuda – niektóre dzieci udaje się wyleczyć i zostają wypisane do domu. Głosem kampanii jest Grzegorz Turnau. Jego utwór pt. „Zmierzch” stał się motywem przewodnim akcji.

Kiedy rodzina dowiaduje się, że ich maleństwo jest nieuleczalnie chore, razem przechodzimy przez zmierzch. By rozproszyć zmrok, trzeba mieć przynajmniej świeczkę. W naszym przypadku to wiedza i doświadczenie oraz profesjonalny ekwipunek, tj. leki oraz sprzęt medyczny. Ciemność będzie bolesna i przerażająca, ale światło pozwoli ją odrobinę rozjaśnić, by ostrożnie stawiać kroki w kierunku poranka   czytamy na stronie kampanii “Zmierzch”.

Pomoc psychoonkologiczna

Fundacja Gajusz zapewnia też pomoc psychologiczną dla dzieci chorujących na nowotwory i ich rodzin. Codziennie zespół psychologów pojawia się na oddziale onkologicznym łódzkiego szpitala dziecięcego, gdzie pomaga dzieciom i ich rodzinom we wszystkich szczególnie trudnych momentach: wspiera lekarzy w trakcie przekazywania diagnozy, spędza czas z rodzicami i pomaga im rozmawiać z dzieckiem o chorobie, udziela wsparcia w trakcie nawrotu choroby lub pogorszenia się stanu zdrowia dziecka.

Tuli Luli

Tuli Luli to ośrodek preadopcyjny Fundacji Gajusz. Trafiają tu niemowlęta, którymi nie mogą lub nie chcą zajmować się ich biologiczni rodzice. Pozostają z pracownikami Fundacji i wolontariuszami do momentu znalezienia rodziny adopcyjnej. Dzieci czują się w Tuli Luli jak w domu – śpią w sypialniach, o których wystrój zadbali projektanci. Żadne dziecko ani przez chwilę nie czuje się samotne, każdy podopieczny Fundacji ma swojego opiekuna i wolontariuszy, chętnych do tulenia, przewijania i zabaw. W razie potrzeby, na przykład w przypadku wcześniaków, dziećmi zajmuje się również fizjoterapeuta i logopeda.

Wychowawców i podopiecznych ośrodka Tuli Luli poznasz oglądając [WIDEO].

By wesprzeć działania Fundacji Gajusz i pomóc dzieciom można: Przekazać 1% podatku na rzecz Fundacji, Wpłacić darowiznę, Zostać wolontariuszką/wolontariuszem Fundacji [klik]

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe – widzowie TVP bardziej liberalni, niż sądzono?

Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe - widzowie TVP bardziej liberalni, niż sądzono
fot.Pixabay

“Czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?” – brzmiało pytanie  zadane widzom przez dziennikarzy TVP. Wyniki sondy przerosły oczekiwania jej twórców, po czym zostały… usunięte.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

Sonda TVP

Dziennikarze z programu TVP Strefa Starcia zadali na Twitterze pytanie: Czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?. Wyniki sondy miały zostać przedstawione o 21:50 na antenie TVP Info. I pewnie by się tak stało, gdyby, zgodnie z oczekiwaniami twórców, widzowie głosowali bardziej po linii światopoglądowej publicznej telewizji.

tvp sonda adopcja dzieci przez pary homoseksualne

fot. NaTematZobacz też: Anna Kalczyńska popiera adopcję dzieci przez pary homoseksualne

Czy głosujący zostali przekupieni?

Sonda zniknęła z Twittera Strefy Starcia przed zakończeniem głosowania. Zamiast niej na oficjalnym kanale programu TVP pojawiło się oświadczenie:

W związku z uzyskanymi konkretnymi informacjami o kupowaniu głosów, czujemy się w obowiązku ostatnią sondę zamknąć. Szanujemy głosy WIDZÓW, dlatego jest dla nas niezmiernie ważne, żeby wynik sondy odzwierciedlał ICH punkt widzenia, a nie wykupionych farm anonimowych trolli.

Skąd pomysł, że nie głosowali prawdziwi widzowie telewizji publicznej? Czy TVP posiada dowody na to, że wyniki zostały zafałszowane?  Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że sonda została usunięta z oficjalnego Twittera Strefy Starcia. I nie potrafimy patrzeć na to inaczej, niż jako na ukrywanie niewygodnych faktów. 

Zdaniem internautów, dziennikarze nie spodziewali się, że sonda poniesie się w Internecie do grup osób o innym niż forsowany przez TVP światopoglądzie.

Jednak w Internecie nic nie ginie. Zanim administratorzy Twittera Strefy Starcia usunęli sondę, użytkownicy zdążyli zrobić screenshoty i puścić wyniki w świat.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.