Przejdź do treści

Poświąteczne kryzysy – co za dużo rodzinnych spotkań, to niezdrowo?

Większość ludzi ma ambiwalentny stosunek do Świąt i nadchodzących potem tygodni – z jednej strony czekają, przygotowują się, cieszą. Pod wieloma względami jest to radosny czas. Jednak okres poświąteczny, to już zupełnie inne doświadczenie. Wielu z nas spędza Święta z rodziną; przyjeżdżamy z najdalszych zakątków świata, bez względu na koszty i logistykę. Wydaje się, że właśnie w tym, w spędzaniu czasu z najbliższymi ludźmi, jest źródło kryzysu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niełatwe powroty

Powrót do domu na Święta oznacza z reguły, że przez większość roku jesteśmy z dala od bliskich. Kontaktujemy się z nimi telefonicznie czy internetowo, jednak nie mamy relacji na co dzień. Nawet bliscy więc ludzie nie mają na swój temat aktualnej wiedzy, a raczej wyobrażenia, nadzieje i wspomnienia. Między innymi z tego powodu, kiedy wracamy do domu na Święta, niezależnie od tego, czy mamy lat dwadzieścia, czy czterdzieści, znowu stajemy się dzieckiem lub młodszym bratem. Wracają te same tematy, przytyki, żarty, zupełnie jakby czas stanął w miejscu.

Co gorsza, można odnieść wrażenie, że w naszym życiu nie nastąpił żaden rozwój, niewiele udało się osiągnąć, zmienić, a nawet dorosnąć. Jak zawsze, trzeba walczyć o swoje terytorium, prawo do własnych poglądów i całkiem już dojrzałych potrzeb i pragnień. W tym sensie Święta mogą prowadzić do swoistego kryzysu tożsamości. Ten z kolei rodzi pytania o to, kim jesteśmy, kim się staliśmy, czy to co robimy w życiu ma jakąś wartość, dokąd zmierzamy.

Dodatkowo koniec roku jest naturalnym czasem podsumowań i ewaluacji, które mogą dodatkowo pogarszać samopoczucie. Idealne podłoże do okołoświątecznego kryzysu.

Czy jest to kryzy tymczasowy, czy może raczej odzwierciedla głębszy problem? Jak sobie z nim radzić? Jak nie nadinterpretować znaczenia codziennych sytuacji?

Porównywanie się

Porównujemy się, a w zasadzie rywalizujemy od wczesnego dzieciństwa; zaczynamy od utarczek z rodzeństwem o względy rodziców, na podwórku, w szkole, w pracy. Rywalizujemy też niezmiennie w rodzinie. Psycholodzy mówią, że w ten sposób określane jest poczucie własnej wartości.

W rodzinie rywalizujemy o to, kto zrobił większą karierę, kto więcej zarabia, czyje dzieci osiągają lepsze wyniki, kto był na ciekawszych wakacjach. Lista jest nieskończona. Nietrudno więc zobaczyć, dlaczego spotkania rodzinne są tak trudnym i wyczerpującym czasem. Bycie dorosłym nie chroni przed urazami emocjonalnymi.

Wraz z upływem lat uczymy się, że nie wszystko można zaplanować, nie wszystko da się osiągnąć, że nie można być we wszystkim najlepszym. Niemniej porównywanie się z innymi z innymi, ujawniające nasze rzekome niedociągnięcia i upadki, jest niezmiennie bolesne. Zwłaszcza, kiedy naszą „niedoskonałość” widzą osoby bliskie, znające nas od lat.

Życiowe zmiany

Nie mamy wpływu na to, kiedy pojawiają się w naszym życiu ważne wydarzenia, wywracające znany porządek rzeczy i w oczywisty sposób silnie stresujące. Bywa, że mają one miejsce na chwilę przed Świętami i spotkaniami z dawno niewidzianymi członkami rodziny. Utrata pracy, zakończenie związku, nieudana inwestycja finansowa, jeśli zdarzą się w tym właśnie czasie, mogą być szczególnie silnie doświadczane. Również dlatego, że trzeba je będzie przeżywać publicznie i odpowiadać na trudne pytania.

Z drugiej strony można przypuszczać, że niektóre życiowe rewolucje lub wypadki zdarzają się w okresie świątecznym nie bez powodu. Być może w ten sposób odtwarzamy dawne traumy, znajdujemy się w sytuacjach, które narażają nas na niebezpieczeństwo lub trudności właśnie po to, żeby ktoś zauważył.

Granice i szacunek

Dbanie o własne granice jest jednym z najlepszych sposób radzenia sobie ze świątecznym pomieszaniem. Jasne określenie tego, na co pozwolimy innym, na jakie pytania jesteśmy gotowi odpowiedzieć, a które tematy chcemy pozostawić bez komentarza, może bardzo ułatwić funkcjonowanie w gronie rodzinnym. Ale też pomoże pamiętać, że jednak jesteśmy dorośli, nawet jeśli powrót w rodzinne strony zdaje się przesuwać nas na osi czasu wbrew prawom fizyki. I że mamy prawo do własnych opinii.

Święta są też czasem, kiedy na nowo odkrywamy naszych bliskich. Ze zdziwieniem dowiadujemy się, że mają poglądy nierzadko skrajnie różne od naszych. Z jednej strony zderzenie różnych przekonań jest gotowym przepisem na awanturę, z drugiej może zaskakiwać, ponieważ dotyczy ludzi zdawałoby się bliskich i znanych. Jest to więc kolejne źródło zwątpienia i uszczerbku na samoocenie.

Czasami potrzeba czasu, żeby uznać, że mamy prawo do odmiennych opinii i że nie musi to oznaczać końca relacji. Dbałość o własne granice pomaga o tym pamiętać.

Wracając do domu na Święta wracamy nie tylko do miejsca, wspomnień, ludzi. Odbywamy swoistą podróż w czasie. Wracamy do dawnych układów, zależności, oczekiwań, napomnień, dostajemy rady, choć o nie nie prosimy. To musi budzić różne uczucia. Wielu nie jesteśmy świadomi, jednak działamy pod ich wpływem. Urażamy się, wyjeżdżamy szybciej niż było to zaplanowane, często z żalem i poczuciem rozczarowania.

Warto pamiętać, że czas świąteczny i koniec roku wiążą się nie tylko z zabawą i odpoczynkiem. Często jest czas podsumowań, które niekoniecznie przynoszą pozytywne wnioski. Dlatego nawet najbardziej wyczekiwane spotkania z ważnymi ludźmi mogą prowadzić do konfliktów. Nie ma w tym nic dziwnego. Dopóki nie prowadzi to do trwałych urazów, czasami warto cofnąć się w czasie.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami