fbpx
Przejdź do treści

Poronienie – najgorszy dzień mojego życia. Wasze historie

Poronienie - nawet najgorszy dzień w życiu może być nadzieją na przyszłość

Dzień Dziecka Utraconego obchodzony jest 15 października. Jednak dla wielu par ból, smutek i rozpacz trwają przez cały rok, a całe życie wraca do nich wspomnienie tego jednego, najgorszego dnia w ich życiu. Co wówczas przeżyły i jaki zostawiło to w nich ślad?

To był najgorszy dzień mojego życia. Wybierałam się na zakupy i jakoś tak źle się poczułam, położyłam się na kanapie, a po chwili, gdy wstawałam, poczułam okropny ból i wypływające ze mnie wody. Zaraz pojechałam do szpitala, a tam, te ich procedury… W końcu znalazłam się w gabinecie, ale zostałam tam sama, strasznie krwawiłam, czułam jak moje maleństwo się rodzi, a najgorsze było to, ze byłam sama. Nawet pielęgniarki przy mnie nie było. Po jakichś 30 minutach przyszła pani doktor i kazała mi rozebrać, gdy się rozbierałam, znalazłam w mojej bieliźnie to słodkie maleństwo, zapytałam się lekarki, co mam z nim zrobić, a ona kazała mi je wyrzucić do śmieci. Byłam w takim szoku, że zrobiłam, to co ona mi kazała… Do tej pory nie mogę sobie tego wybaczyć. Moje dziecko wylądowało w śmieciach.

—————————————

Straciłam dziecko 5 tyg. temu. Poroniłam w szpitalnej toalecie. nie zdążyłam nic zrobić , żeby mieć swoje dzieciątko, móc je pochować tak jak chcieliśmy z mężem. Teraz są dni kiedy choć na chwilę nie mam przed oczyma tego zdarzenia. Rozpaczałam dodatkowo, że stało się to w takim miejscu. Że kanalizacja, ludzie psom robią pogrzeb a moje dziecko… Ale teraz wiem, że najważniejsze, że maluszek jest z naszej pamięci, że modlimy się za niego.

—————————————

Prosiłam o pomoc moja doktorkę. Dzwoniłam, mówiłam, że coś jest nie tak, że mam gorączkę, dreszcze i bóle podbrzusza…Stwierdziła, że to zwykła infekcja i powiedziała „Weź sobie COŚ na gorączkę” … Wieczorem dostałam bóli partych i krzyżowych (ponoć najbardziej bolesna forma poronienia przypominająca w pewnym stopniu poród). Pojechałam do szpitala…Znieczulica panująca w tamtym miejscu w niczym nie przypomina seriali…Zaczęłam krwawic bardzo obficie, a po chwili cała już byłam we krwi leząc na fotelu, nade mną 2 lekarzy i 5 pielęgniarek, uśpiono mnie i wyłyżeczkowano… Nie umiem się z tym pogodzić, co zamknę oczy to wraca do mnie ten widok. Koszmar. Jestem jak w amoku i nie wiem, czy ktokolwiek mnie rozumie… Jak dalej żyć?

—————————————

Pojechałam do szpitala. Lekarze powiedzieli, że dziecku bardzo wolno bije serce. Z soboty na niedzielę, w nocy poroniłam. O 24 „pierwsza część” mojej kruszynki znalazła się na podłodze w szpitalnej toalecie. Dostałam zastrzyk i kazali mi się położyć. Potem jeszcze dwa razy widziałam części mojego dziecka które ze mnie wylatują. Nad ranem zrobili mi USG, żeby zrobić zdjęcie pustej macicy. Potem wyłyżeczkowanie. Nic nie pamiętam. To był 11 tydzień ciąży. Ale ja tak kochałam to maleństwo.

—————————————

Od samego rana bolał mnie brzuch, a gdy w końcu postanowiłam wstać z łóżka, zobaczyłam zakrwawioną pościel. W szpitalu od początku czułam, że coś jest nie tak. Lekarze wiedzieli, że to koniec i obwiniam ich, o to, że robili mi nadzieje. Mówili, że jeszcze wszystko może być OK… Bardzo bolał mnie brzuch i z łóżka bałam się zadzwonić po pielęgniarkę. W końcu, gdy się odważyłam, dostałam jakąś kroplówkę, która mi ulżyła. Po jej zakończeniu poszłam do łazienki. Gdy wstałam, poczułam, jak coś wielkiego po prostu ze mnie wypada. Przez kilka minut nie wiedziałam, co robić. Siedziałam w ubikacji, nie wiedząc, co robić. Trzymałam moje maleństwo na rączkach… Później, gdy szłam na zabieg wyłyżeczkowania, widziałam, jak moja dziecinka pływa w słoiku. Ten widok ciągle mnie prześladuje i nie potrafię go zapomnieć.

Historie pochodzą z forów internetowych

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.