fbpx
Przejdź do treści

Porody domowe – czy oby na pewno są dobrym pomysłem?

porody domowe
Fot Kati Finell/ 123RF

Domowe porody są w Polsce coraz popularniejsze. Argumenty przemawiające „za”: są intymne, dają przyszłej mamie komfort i zacieśniają jej więzy z partnerem. Kobieta jest „u siebie”, z wybraną położną. Czy jednak jednocześnie jest też bezpieczna?

Poród w domu – pomysł dla odważnych?

Zapewne wiele ciężarnych (planujących domowy poród) oburzy się na to pytanie. Odpowie, że przecież kobiety od pokoleń rodziły w domu i nie wiązały się z tym żadne problemy. Bo poród to normalna, „fizjologiczna” sprawa. Dlaczego więc narażać się na stres związany z pobytem w szpitalu? Zawsze może zdarzyć się niemiły personel, pokój i łazienka będą niewystarczająco czyste, okaże się, że po urodzeniu dziecka trzeba spędzić noc na wieloosobowej sali etc. Przyszłe mamy podkreślają także, że w domu przebywają w otoczeniu własnej flory bakteryjnej – bakterie szpitalne są niebezpieczne i zawsze można „czymś się zarazić”.

Wszystko to po części jest prawdą. I nie można też zaprzeczyć, że kiedyś kobiety rodziły tylko i wyłącznie w domu. Nie każdy jest świadom, że nawet stosunkowo niedawno, bo w latach 50. ubiegłego wieku, w Polsce dzieci przychodziły na świat właśnie w taki sposób – w podnoszącym się z wojny kraju brakowało szpitali i izb porodowych. Jednak argument, że „poród to normalna, fizjologiczna sprawa”, można bardzo łatwo obalić. Wystarczy przytoczyć dane – obecnie, w Polsce wskaźniki umieralności okołoporodowej należą do jednych z najniższych w Europie. Szpitale (szczególnie te o najwyższym – trzecim stopniu referencyjności) potrafią zadbać o wysoki poziom bezpieczeństwa ciężarnych i ich dzieci. W latach 50. XX wieku zdecydowanie tak nie było.

Porody domowe – ryzyko i znaki zapytania

Rodzenie dziecka w domu można porównać do wycieczki wysokogórskiej. Warunki atmosferyczne mogą się zmienić z minuty na minutę, w każdej chwili może pojawić się śmiertelne zagrożenie. To samo dotyczy porodu: nagle może się okazać, że konieczne jest wykonanie cięcia cesarskiego ratującego życie – matki, bądź dziecka.

Każda ciężarna, podejmująca decyzję o porodzie w domu, musi zdawać sobie sprawę z idących za tym konsekwencji. To fakt, że mimo wielu wartościowych akcji społecznych, poród w szpitalu może pozostawić złe wspomnienia. Ciężarne muszą być jednak świadome, że nawet podczas porodu fizjologicznego, tego wydawało by się „bezpiecznego”, mogą wystąpić komplikacje. Szpital posiada zaplecze (specjalistyczną aparaturę medyczną, możliwość wykonania szybkich badań diagnostycznych, na miejscu są lekarze wielu specjalizacji, nie tylko ginekolodzy) – to właśnie ono niejednokrotnie pozwala uratować życie matki, dziecka, bądź obydwojga.

By uspokoić głowę, a ciału zapewnić bezpieczeństwo

Kobiety, decydujące się na poród w domu, często podkreślają, że w szpitalu również rodzi się przy asyście położnej. Lekarz przychodzi do pacjentki, w ostatniej chwili porodu, albo kiedy dziecko jest już na świecie. Należy jednak pamiętać, że ów specjalista zawsze jest na miejscu i jeśli tylko zacznie dziać się coś niepokojącego, natychmiast podejmie interwencję. W domu nie ma takiej możliwości.

Są kobiety, które panicznie boją się porodu i pobytu w szpitalu. Uważają, że w domowym zaciszu będą w stanie swoje lęki uspokoić. Może lepszym rozwiązaniem jest oswojenie szpitala przed porodem? Wiele oddziałów zaprasza ciężarne na dni otwarte. Podczas takich „odwiedzin” można zapoznać się z personelem, oglądnąć sale porodowe, a – co ważne dla niektórych mam – nawet usłyszeć odgłosy porodu. Poczuć, zrozumieć, że za kilka tygodniu urodzę tak samo jak ta kobieta, która w tym szpitalu rodzi w tej właśnie chwili. Poradzę sobie, tak, jak ona sobie radzi.

Autorka artykułu: Małgorzata Nocuń

Dziennikarka „Tygodnika Powszechnego”, w latach 2004–2006 jego korespondentka na Ukrainie i Białorusi. W latach 2008–2019 redaktorka „Nowej Europy Wschodniej”. Wraz z Andrzejem Brzezieckim opublikowała książki „Białoruś: kartofle i dżinsy”, „Ograbiony naród. Rozmowy z intelektualistami białoruskimi” oraz „Armenia. Karawana śmierci”. W 2019 roku ukazał się zbiór reportaży o Białorusi „Ojczyzna dobrej jakości” pod jej redakcją. Małgorzata Nocuń w 2014 roku została wyróżniona w konkursie Amnesty International „Pióro Nadziei” za reportaż z Kaukazu Północnego. W marcu 2020 roku wydała książkę „Wczesne życie” – doświadczenie wcześniactwa bez fikcji.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Najnowsze artykuły